obraz

Zbrodnia w Nalibokach – 8 maja 1943 sowieccy partyzanci narodowości żydowskiej wymordowali ponad 130 Polaków! Zbrodnia nierozliczona 4 m-ce temu Administrator

< powrót do strony głównej

,,Zbrodnia w Nalibokach – 8 maja 1943 sowieccy partyzanci narodowości żydowskiej wymordowali ponad 130 Polaków! Zbrodnia nierozliczona "
dodano: 2018-03-11 22:05:31
aktualizacja: 2018-03-11 22:09:03
liczba wyświetleń: 2034

Zbrodnia w Nalibokach – masakra polskich mieszkańców wsi Naliboki dokonana przez oddziały radzieckich partyzantów i żydowskich partyzantów Tewje Bielskiego 8 maja 1943. Relacja z rozmowy przeprowadzonej w dniu 07.03.2007 r. z panią Marią Chilicką c. Józefa i Olimpii z d. Grygorcewicz ur. 1926 r. w Nalibokach woj. Nowogródzkie – do 1943 roku zam. Naliboki ul. Nowogródzka, sześcioro rodzeństwa, pradziadek Zachariasz Grygorcewicz był zarządcą majątku w Puszczy Nalibockiej księżnej Marii von Wittgenstein - Hohenlohe, córki księżnej Stefanii z Radziwiłłów Wittgenstein, a jego syn Nikodem w ochronie cara.

Jak przebiegał mord? W celu obrony przed grabieżą ze strony partyzantów sowieckich i band kryminalnych powołano w Nalibokach niewielki oddział samoobrony pod dowództwem Eugeniusza Klimowicza. 8 maja 1943 oddziały radzieckich partyzantów pod dowództwem Pawła Gulewicza z Brygady im. Stalina i z oddziałów „Dzierżyńskiego”, „Bolszewik”, „Suworowa”, w tym oddział składający się z osób narodowości żydowskiej, zamordowały ok. 128 polskich mieszkańców miasteczka podejrzewanych o przynależność do samoobrony lub AK (przeważnie mężczyzn, ale także dzieci i kobiety). Spalono kościół, szkołę, pocztę, remizę i część domów mieszkalnych, resztę osady ograbiono. Zginęło także kilku napastników. W sowieckich źródłach szacowano liczbę zabitych Polaków na 250 osób, wspomniano także o walkach z niemieckim garnizonem. Jednak późniejsze badania nie potwierdzają obecności Niemców czy policji w Nalibokach, zginął jeden białoruski policjant. Weryfikują także liczbę ofiar. O masakrze w Nalibokach wspomina nakręcony w 1993 w Australii film dokumentalny „The Bielsky Brothers” (reż. Arun Kumar). 6 sierpnia 1943 wieś została ponownie spacyfikowana, tym razem przez oddziały niemieckie, w ramach tzw. „Operacji Hermann”, a jej mieszkańców wywieziono w głąb Rzeszy na roboty przymusowe (m.in. do Braunau am Inn)

Raporty Delegatury Rządu z tego okresu są wstrząsające: “Zagadnienie bezpieczeństwa w ogóle nie istnieje a teren objęty partyzantką robi wrażenie “dzikich pól”. Życie ludzkie straciło wszelką cenę a doraźne egzekucje są powszechne na całym terenie. (…) Teren, gdzie Niemcy nie docierają, a zwłaszcza Puszcza Nalibocka, jest siedliskiem przeważnie sowieckich oddziałów dywersyjnych. Są one dobrze uzbrojone w broń ręczną i maszynową, dowodzone przez oficerów sowieckich specjalnie wyszkolonych do walki partyzanckiej i podobno liczą ok. 10.000 ludzi. (…) Ludność miejscowa jest zmęczona i znękana ciągłymi rekwizycjami a często i rabunkiem odzieży, żywności i inwentarza. Najbardziej dają się we znaki, zwłaszcza w odniesieniu do ludności polskiej tzw. oddziały rodzinne (siemiejnyje), składające się wyłącznie z Żydów i Żydówek w sile 2-ch batalionów” (Raport Delegatury Rządu, AAN, 202/III-193, k. 131, 160).

Wacław Nowicki, który był naocznym świadkiem, tak to opisał: “Godzina 5 rano, 8 maja 1943 roku. Długa seria z kaemu rozpruła poniżej okien frontową ścianę naszego domu, stojącą pod nią kanapę, przeleciała przez pokój i ugrzęzła w przeciwległej ścianie zaledwie kilka centymetrów nad naszymi głowami. (…) Mama dopadła okna. – Wieś płonie! – krzyczy. (…) O godzinie 7.00 strzały i jęki ucichły. Zewsząd wiało grozą śmierci i zniszczenia. Ocaleni od pogromu mogli teraz zobaczyć tragedię swego miasteczka i dokonanego w nim ludobójstwa. W niespełna 2 godziny zginęło 128 niewinnych ludzi. Większość z nich, jak stwierdzili potem naoczni świadkowie, z rąk siepaczy Bielskiego i “Pobiedy”. Mordercy obojga płci wpadali do mieszkań i seriami z automatów unicestwiali we śnie całe rodziny, a obrabowane w pośpiechu (nawet z zegarków) domostwa palili i pijani od krwi, z okrzykiem “hura!” szli dalej mordować. Wielu zbudzonych nagłą strzelaniną i jękiem sąsiadów wylatywało na podwórko. Tych rozstrzeliwano z dziećmi pod ścianami chat. Jedni i drudzy wraz z domostwem obracali się w popiół. Daleko słychać było ryk bydła i rżenie zagrabianych koni. Podczas dantejskiego pogrzebu trudno było zidentyfikować pozostałe czasem tylko kończyny dzieci, rodziców, dziadków z rodów Karniewiczów, Łojków, Chmarów i wielu innych” (W. Nowicki, Żywe echa, Warszawa 1993, s. 99-100). Według współczesnych ustaleń, ofiar było 128-132, w tym kobiety i dzieci. Z niektórych rodzin zginęło nawet po 7-8 osób. Wśród napastników mieszkańcy rozpoznali niektórych (znanych im już wcześniej) “partyzantów” sowieckich oraz tych Żydów, którzy byli mieszkańcami Naliboków.

Czytaj więcej na: http://prawicowyinternet.pl/zbrodnia-w-nalibokach-8-maja-1943-sowieccy-partyzanci-narodowosci-zydowskiej-wymordowali-ponad-130-polakow-zbrodnia-nierozliczona/

Relacja z rozmowy przeprowadzonej w dniu 07.03.2007 r. z panią Marią Chilicką c. Józefa i Olimpii z d. Grygorcewicz ur. 1926 r. w Nalibokach woj. Nowogródzkie – do 1943 roku zam. Naliboki ul. Nowogródzka, sześcioro rodzeństwa, pradziadek Zachariasz Grygorcewicz był zarządcą majątku w Puszczy Nalibockiej księżnej Marii von Wittgenstein - Hohenlohe, córki księżnej Stefanii z Radziwiłłów Wittgenstein, a jego syn Nikodem w ochronie cara.

Mój ojciec Józef Chilicki w czasie I wojny światowej służył w carskim wojsku a gdy wybuchła w Rosji rewolucja, był w polskich Legionach generała Dowbor Muśnickiego i walczył m.in. koło Bobrujska. Po zakończeniu wojny, w Nalibokach był rolnikiem. Mieliśmy gospodarstwo o powierzchni 12,5 ha /sad, pola uprawne i lasy/. Gospodarowanie było utrudnione, ponieważ pola ciągnęły się długimi pasami w dość dużym oddaleniu od domu – ok. 3 km i były rozrzucone w pięciu miejscach. Mieliśmy pola k. Brodów, Kamionki – Kleciszcze, Jankowicz, a łąki w lesie. Okolice Nalibok to Puszcza Nalibocka a w niej nieprzebyte bagna. Droga na Nowogródek wyłożona była drewnianymi kłodami, przysypanymi piachem. Do Nowogródka mieliśmy 42 km, a do Stołpc 36 km. W kierunku zaś Iwieńca była droga była piaszczysta i mieliśmy 22 km. Na odbywające się w naszym miasteczku targi Iwieńczanie przywozili garnki a Koreliczanie konie, zboże, słoninę itp. W miasteczku było dużo ludności żydowskiej i dlatego mieli swoją synagogę, która była przy ul. Wileńskiej. Prawosławni byli nieliczni – może cztery rodziny. My natomiast chodziliśmy do naszego kościółka przy ul. Kościelnej (poniżej na zdjęciu z 1970 r., wszystkie są własnością M. Chilickiej ).

Moi rodzice opowiadali mi o powstaniu styczniowym w Puszczy Nalibockiej w 1863 r. Opowiadali, że Rosjanie złapali dowódcę partii, zawieźli go w głąb Rosji i skazali na śmierć. Nie pochodził z Nalibok. Jego matka pisała do cara prośby o ułaskawienie. Car rzekomo ułaskawił go, ale za późno ponieważ wyrok już został wykonany. Nazwiska tego dowódcy nie pamiętam.

Nigdy nie zapomnę zdarzenia z 1937 roku, jak mój ojciec pojechał końmi do młyna do m. Prudy – ok.6 km. Jadąc, znalazł na drodze ulotki których treść skierowana była przeciwko Polsce. Ulotkami „pochwalił” się w młynie. Ktoś doniósł na policję, która zarzuciła ojcu działalność antypaństwową. Ojciec otrzymał dozór policyjny i musiał się co jakiś czas meldować na posterunku. Odstąpiono od kary gdy okazało się ,że faktycznym sprawcą był ktoś inny, który był zainspirowany przez miejscowych komunistów. Słyszałam, że uzbierali oni pieniądze i pomogli mu wyjechać do Argentyny.

Kiedy rozpoczęła się wojna z Sowietami (pani Chilicka używała określenia „Ruskie”, podobnie jak mówią inni mieszkańcy Kresów) 17 września 1939 roku, zaraz w niedzielę widziałam jak uciekał galopując na koniu komendant posterunku w Rubieżewiczach Józef Około. Krzyczał, że „idą Ruskie”. Gdy Sowieci weszli do miasteczka, poszłam do babci która mieszkała w Rynku. Widziałam jak lejtnant narodowości żydowskiej, po zastrzeleniu swojego żołnierza, odjeżdżał na koniu. Powodem zastrzelenia miała być skarga właścicielki piwiarni, od której żołnierz – sołdat domagał się wódki. Zastrzelony leżał na ziemi a z jego ust wypływała zielona piana. Sowieci zaczęli zaprowadzać w miasteczku i okolicy swoje porządki. Zorganizowali milicję, która składała się przeważnie z Żydów. Nie mieli oni mundurów, ale nosili na rękawach czerwone opaski. Sowieci przystąpili do wycinania lasów. Chłopom wyznaczyli normy na wywózkę drewna oraz kontyngenty na oddawanie mięsa. Za niewykonanie normy na wywóz drewna z lasu planowali wywieźć na Sybir mojego ojca ale odstąpili ze względu na wykupienie nadwyżki normy od innych chłopów. Taki proceder był możliwy tylko dlatego, że ojciec został ostrzeżony przez kuzynkę która pracowała w gminie. Aresztowania rozpoczęły się od urzędników i policjantów. Aresztowali mojego wujka Edwarda Grygorcewicza za to, że pracował w gminie. Wywieźli go na Sybir. Wujek przeżył i był później w Armii Andersa. W Anglii służył przy obsłudze samolotów. Zmarł po wojnie w Ameryce.

Już po wojnie wspólnie ze swoją koleżanką Zofią Mazun sporządziłam listę z nazwiskami aresztowanych i wywiezionych na Sybir leśniczych i gajowych z Puszczy Nalibockiej:

  1. Ryszard Sierpiński - nadleśniczy, zamieszkały Budy,

  2. Czaiński - leśniczy z majątku Naliboki,

  3. Michał Arciszewski - gajowy, zamieszkały Kromań (kuzyni Zosi Mazun)

  4. Grzybowski - gajowy, zamieszkały Kromań,

  5. Bernard Sieczko - gajowy, zamieszkały Kromań,

  6. Radzion - gajowy, zamieszkały Kleciszcze,

  7. Józef Sosnowski - gajowy, zamieszkały Kleciszcze,

  8. Ślisz - gajowy, zamieszkały  Kleciszcze,

  9. Józef Dubicki - gajowy, zamieszkały Wołosień,

  10. Wacław Łojko - gajowy, zamieszkały  Trościanka,

  11. Karol Karniewicz - gajowy, zamieszkały Holeniów,

  12. Farbotko - gajowy, zamieszkały  leśniczówka Śmiejno,

  13. Woropaj - gajowy, zamieszkały Holendernia,

  14. Wojtkiewicz - gajowy, zamieszkały  Lachowo,

Sowieci „awansowali” na gajowych zwykłych pastuchów. Nie wiem czy uciekającego policjanta Józefa Około (pochodził z Warszawy) sowieci złapali, czy może uciekł. Widziałam jak „gnali” złapanych żołnierzy KOP -u.

Synowie wujka Grygorcewicze i ich siostra Maria byli ścigani przez NKWD. Nachodzili ich w nocy ale dzięki ostrzeżeniom krewnej nie zdołali ich zatrzymać. Schowali się u nas. Mojej cioci lekarz „postawił diagnozę”, że jest chora na gruźlicę i to również uchroniło ją przed wywiezieniem. Do wojny wynajmował u nas mieszkanie policjant z Nalibok Stanisław Pisarczyk, mieszkał z żoną i dzieckiem (na zdjęciu obok). Później dowiedziałam się, że razem z komendantem policji Niewiadomskim i dwoma jego zastępcami Tomczykiem i Rosnerem oraz kilkoma żołnierzami KOP- z Iwieńca poszedł on do lasu. Byli to pierwsi partyzanci Puszczy Nalibockiej. /Wacław Nowicki – „Żywe echa” str.31 /.

Pamiętam nauczycieli, którzy uczyli u nas w szkole przed wojną: dyrektorem był pan Świdziński /„za Ruskich” Karaga/, niemieckiego uczył Eugeniusz – „Żenia” Klimowicz /był oficerem WP/, matematyki Farbotko a jego żona j. polskiego, j. rosyjskiego uczyła Portałowa. W szkole należałam do harcerstwa i chodziłam w szarym mundurku. W 1935 roku zorganizowaliśmy w naszej szkole uroczystość żałobną dla uczczenia śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego (na zdjęciu poniżej)

Często organizowane były różne wycieczki – np. byliśmy w Budach u Sierpińskiego i nad jeziorem Kromań. Nasza szkoła, to dwa duże budynki, znajdowała się przy ul. Stołpeckiej.

Kiedy rozpoczęła się okupacja sowiecka nauczycielami w szkole zostali polscy Żydzi. Język polski został wyeliminowany a wprowadzili tylko rosyjski, białoruski i niemiecki. Uczyli wierszyków Lermontowa i Janka Kupały. Przyznam się szczerze, że nauka sprawiała mi trochę kłopotów ponieważ były inne litery. Raz nawet dostałam dwóję z gramatyki j. rosyjskiego.

W Nalibokach, niedaleko od nas, u sąsiada Gutmana mieszkał doktor weterynarii Stanisław Kryński, pochodził z krakowskiego, miał żonę o imieniu Janina, która pochodziła z Miechowa w woj. Krakowskim. Miał z nią jedno dziecko. Z drugą żoną miał dwoje dzieci – Wojtka i Zulę. Dr Kryński ukończył studia w Niemczech i znał język niemiecki. Posiadał samochód osobowy marki Ford którym jeździł po terenie. W zimie natomiast często pożyczał konie u mojego ojca i poruszał się zaprzęgiem, ponieważ były duże śniegi. Pracował w Nalibokach, Iwieńcu i Stołpcach gdzie miał swoje lecznice zwierząt. Przed wojną jeździł z moim ojcem na polowania do Puszczy Nalibockiej. Polowali na głuszce, zające i kuropatwy. W Puszczy było wtedy dużo wilków, które co jakiś czas odstrzeliwano. Były też łosie i niedźwiedzie ale tych ostatnich nie widziałam. Będąc jego znajomą, zabierał mnie również na przejażdżki samochodowe. Sowieci zarekwirowali samochód panu doktorowi. Weterynarzami ustanowili obywateli narodowości żydowskiej.

W czerwcu 1941 roku, gdy zaczęła się wojna niemiecko – sowiecka, niektórzy żołnierze – sołdaci, uciekając przed Niemcami chowali się u gospodarzy. U nas był najpierw Iwan, który jednak nie chciał pomagać w gospodarstwie i leniuchował. Był przez całe lato i później poszedł do lasu, do tworzącej się partyzantki sowieckiej. Do naszego domu przyszedł wkrótce drugi żołnierz sowiecki narodowości uzbeckiej Mamaj Supof Satkinbaj. Pasał nasze krowy, które puszczał samopas. Nie rozumiał, że paść należy tylko na swoim. Od pewnego czasu podkradał nam mięso, które mieliśmy w beczce w spichlerzu. Zanosił je” swoim kolegom” do lasu. Ukradł w ten sposób całą świnię. Sypiał w kuchni. Mama odmówiła mu dalszej służby. Poszedł do lasu, do swoich „kolegów partyzantów”.

Przechowywaliśmy także Żydów – dentystę ze szpitala (przysłany był „za Ruskich”) i mieszkał w hotelu u Żyda Kwartacza. Dentystą w Nalibokach był również pan Ogiński. W 1941 r. gdy wkroczyli Niemcy Żyd od pana Kwartacza zamieszkał u nas. Pewnego razu Niemcy zażądali od nas wydania roweru, którego zaczęli poszukiwać w zabudowaniach. Mama prosiła go aby wyszedł „na pole” i się ukrył. Baliśmy się. Później obraził się i odszedł od nas. Drugi Żyd nazwiskiem Kapłun pochodził z Mira. Zajmował się brakarstwem. Znał chłopów i moich wujków. Często u nas nocował, przywoził nam macę. Mówił: - „Nie bójcie się, nie ma w niej krwi chrześcijańskiej”. Ukrywał się u Makarewiczów w Nalibokach. Pani Makarewiczowa była wdową i mieszkała z synem Arkadiuszem. Nosiliśmy mu jedzenie, zanosiliśmy je najpierw do cioci Feli Grygorcewicz, która mieszkała w Rynku. Ciocia natomiast dostarczała dalej, do mieszkania p. Makarewiczowej. Pomagaliśmy w ten sposób aż do spalenia naszego miasteczka.

Polacy „ konspirację robili” u Stanisława Kryńskiego w jego mieszkaniu w Iwieńcu. Dr Kryński, pewnego razy gdy tam byłam, powiedział mi: - „czy ty wiesz co znaczy być w lesie?”. Leczył konie i inne zwierzęta. Przed wojną również panu Niezabitowskiemu, który miał tam majątek. W czasie okupacji niemieckiej często mówił Niemcom, że” koń nie nadaje się na leczenie, że jest nieuleczalny”. W Iwieńcu dr Kryński mieszkał najpierw we wspólnym domu z Państwem Dzierżyńskimi, mieli wspólną kuchnię. Dom w którym mieszkali, znajdował się „na przedmieściu” – jak się wchodziło do miasteczka od strony Kamienia. Nazwy ulicy nie pamiętam. W tej konspiracyjnej grupie mogła być również właścicielka majątku z Kula, która przyjeżdżała do dr Kryńskiego konno i rozmawiali zawsze na dworze.

W nocy 8 maja 1943 roku spaliśmy w domu „od ulicy”. Partyzanci sowieccy wkroczyli do Nalibok. Posiadali pochodnie – rury z łatwopalną substancją do podpalania budynków. Było ciemno, widziałam jak jeden z „partyzantów” szedł z pochodnią podpalać naszą stodołę, która była w pewnej odległości od zabudowań mieszkalnych i gospodarczych. Chcieli zastrzelić mojego ojca, ale odstąpili od tego zamiaru zabierając mu tylko buty. Postrzelili Alberta Forbotkę, który u nas mieszkał, odstrzelili mu brodę i gdy upadł chcieli go dobić. Zabrali mu spodnie. Był on murarzem i budował kościoły. Zastrzelili:

  • Stefana Stasiukiewicza – miał sześcioro dzieci, najstarsze 14 lat, widziałam później jak leżał „opalony” na podwórzu,

  • Bernarda Grygorcewicza, ur. ok.1922 – 23 r.

  • rodzinę Łukaszewiczów m.in. dwóch braci i szwagra – Jan Korżenko,

  • naszego kuzyna „wojskowego” Karola Grygorcewicza, którego ojciec był w carskiej ochronie, a on w kampanii wrześniowej 1939 r. walczył aż po Lesznem. /Wacław Nowicki – „Żywe echa” str.36 /

Innych nazwisk nie pamiętam. Sowieci spalili zabudowania – dom, chlewy i stodołę oraz trzodę chlewną /świnie, kury, króliki /. Uratowaliśmy cztery krowy, z którymi uciekłam na pole. Ojcu kazali zaprząc konia do wozu i załadować go słoniną, mięsem i mąką. Spalili wszystko. Odtąd mieszkaliśmy w stodole. Dużym wysiłkiem rodziny odbudowaliśmy się – dom, chlew, obora. Szczególnie pomógł nam p. Lewiński, który uczył w szkole zawodowej stolarstwa. Zrobił nam także okna. Płaciliśmy mu masłem i mlekiem.

Po spaleniu Nalibok jeszcze w miesiącu maju byłam w Iwieńcu u Stanisława Kryńskiego. Szukałam gryki którą chciałam kupić pod zasiew. W Iwieńcu były łapanki na młodych których wywożono na roboty do Niemiec. Gdy stałam przy oknie w budynku urzędu powiatowego, pani Łucja Dzierżyńska powiedział do mnie:-„nie stój przy oknie, bo cię złapią”. Wtedy także widziałam jej męża Kazimierza, który mówił po niemiecku i „nosił się z bawarska”.

W miesiącu sierpniu 1943 roku, po powstaniu iwienieckim do miasteczka weszli Niemcy. Wtedy także zrabowali nasze mienie. Zgromadzili nas na placu i powiedzieli, że zostaniemy przesiedleni. Wielu ludzi uciekło do lasu. Później dowiedziałam się, że Niemcy spalili Naliboki.

Transportem kolejowym zawieźli nas do Stołpc a stamtąd do Białegostoku. Mnie z siostrą Jadzią powieźli dalej do Niemiec. W Białymstoku, w niemieckim obozie zostali rodzice z czwórką rodzeństwa. 6 sierpnia 1943 roku znalazłam się w Westfalii w Baden Hausen. Pracowałam tam w fabryce dział przeciwlotniczych i czołgów. Zachorowałam na jaglicę ale, dzięki dobremu majstrowi – Niemcowi wyleczyłam się. Wujek Wacław Grygorcewicz był w Buchenwaldzie

Rodzice, po pobycie w obozie przejściowym w Białymstoku wrócili do Zarzecza, do kuzyna. Ojciec jednak chciał być na swoim i zamieszkał w ziemiance na naszym gospodarstwie w Nalibokach. Był to rok 1944 i front zbliżał się do Berlina. Gdy wojna się zakończyła miałam jechać do Kanady, ale 15 grudnia 1946 r przepłynęłam promem do Szczecina. Później dowiedziałam się, że 13 grudnia 1946 r. zmarła moja najstarsza siostra Józia i jeszcze w tym samym roku mama.

Już po zakończeniu wojny transportem kolejowym ze Stołpc razem z rodzinami Suchockich, Jankowskich i Haściłow z Ziemi Iwienieckiej moi rodzice z rodzeństwem przyjechali do Rzepina a stąd do Gądkowa Małego. Tak skończyła się, – opisana bardzo ogólnie nasza gehenna w czasie wojny. Pozostała nostalgia za utraconą naszą małą ojczyzną. 

Maria Chilicka

ps. W 1970 roku otrzymałam jednorazową wizę i byłam w Nalibokach. Na naszym gospodarstwie mieszka teraz niejaki p. Dzierżyński, który mówi że wszystko to kupił. Nasz, spalony przez sowietów kościółek nie został odbudowany. Stały jednak niewzruszenie mury i dlatego mogłam zrobić zdjęcie, które prezentuję w swojej relacji.

Opracował mgr Stanisław Karlik,
Gądków Mały, 7 marca 2007 r.
e-mail: karlikstanislaw@wp.eu

Warszawa, 2010-06-13 
Dzięki uprzejmości autora zdjęć pana Dzianisa Salasza możemy przedstawić fotografie z uroczystego  nabożeństwa rocznicowego
odprawionego w dniu 8 maja 2008 r. w Nalibokach w 65-tą rocznicę masakry.
  
http://www.iwieniec.eu/martyrologia/naliboki.htm

Zaloguj się

Udostępnij post na Facebooku

Inne artykuły

„Dom” w Libanieczytaj więcej »

Ks. Grzegorz Śniadoch: Zbliżają się czasy ostateczne. Musimy zachować Wiarę i moralność katolicką!czytaj więcej »

Ksiądz Douglas Bazi: „Islamiści zabijają ludzi bez powodu. Niech świat dowie się, co się u nas dzieje!” czytaj więcej »

Chrayzmatyczna modlitwa o uwolnienie i uzdrowienieczytaj więcej »

Świadectwa które budujączytaj więcej »

Noc zesłania Ducha Sw. Łódżczytaj więcej »

Tajemnica fatimska oczami naukowców i Ojców Kościoła.czytaj więcej »

Pełne, zdecydowania, ale i zatroskania słowa naszej Premier.czytaj więcej »