obraz

„Dom” w Libanie 1 lat temu Administrator

< powrót do strony głównej

,,„Dom” w Libanie"
dodano: 2016-05-18 12:38:13
aktualizacja: 2016-05-18 12:38:13
liczba wyświetleń: 395

Krzyż w Bejrucie to znak wiary, ale i symbol tożsamości oraz... terytorium. Jest wyraźną informacją: jesteś u chrześcijan. Tu jest nasz świat. Będziemy go bronić. I tylko przed krzyżem klękniemy. Wolimy zginąć, niż stracić wiarę.


                   JAKUB SZYMCZUK /FOTO GOŚĆ Krzyż, jakich wiele, zawieszony na kablach elektrycznych na ulicach Bejrutu

 

 

 


Nie klękam przed nikim ani niczym, tylko przed krzyżem. Tak brzmi napis na jednymwiaduktówcentrum Bejrutu. Krzyże  tu wszechobecne. Przymocowane do ścian domów, wiszące nad skrzyżowaniami, wystającebalkonów. Drewniane, żelazne, czasem plastikowe bądź ułożoneneonów, które migają nocą. Albo zawieszone nad ulicznymi skrzyżowaniami. Jak ten uwięzionygęstej plątaninie kabli elektrycznych, przywodzącej na myśl czarną pajęczynę, nad ruchliwym skrzyżowaniem ulicjednejbiedniejszych dzielnic libańskiej stolicy. Na belce widać wydrapany napis: „żołnierze Chrystusa”. Kilkadziesiąt lat temuLibanie wybuchła okrutna wojna domowa, w dużym uproszczeniumiędzy muzułmanamichrześcijanami. Obie strony popełniały zbrodnie. Za swoją wiarę, za krzyż zginęły tysiące Libańczyków. Dziś to Liban gości tych, którzy  prześladowani.

 

Lepiej zginąć niż stracić wiarę...

 


Dwie starsze kobiety, w przybrudzonych, czarnych sukienkach, obładowane wypełnionymi po brzegi plastikowymi torbami, przystanęły na chwilę przy skrzyżowaniu. Ostre rysy twarzy, ziemista, brązowa, cera. To uciekinierkiMosulu, jednegonajważniejszych miast irackich, dziświększej części opanowanego przez bojowników Państwa Islamskiego. Opowiadają namkoszmarach, jakie widziały. O stracie domu. O tęsknociestrachu o los najbliższych, którzy wciąż żyjąokolicy działań IS. Może zdołali uciec... Jednakobiet przejeżdża palcem po swojej szyi. Wymowny gest, sugerujący, co się stało, jeśli fundamentaliści złapali jej rodzinę.

 


We wspomnieniaIraku wplątują się opowieścitrudnościach dnia codziennego. Ciągły niedostatek pieniędzy, konieczność życiatego, co dostaną od organizacji pomocowych, brak perspektyw zmiany, w końcu niepewność, czy Liban nie odeśle ich do domu. Ale jednego  pewne: „Daesh pozwala żyć tym, którzy przejdą na islam. Ale lepiej zginąć, niż stracić wiarę ojców”.

 


plastikowych siatkach mają głównie artykuły spożywcze. Dostały je od chrześcijańskiej organizacji pomocowej, której siedziba znajduje się tuż przy skrzyżowaniu, nad którym leniwie kołysze się krzyż żołnierzy Chrystusa.


 

My tu giniemy

 


Punkt dystrybucji pomocy znajduje siępodziemiach 4-piętrowego budynku. Schodzącdół, mijamy schludną, niewielką kapliczkę. Kilka drewnianych ławek ustawionych na wprost ołtarza, na którym znajduje się kilka portretów świętychzłotych ramkach. Nikogo nie ma, jeśli nie liczyć staruszki, która przystanęła przy wejściuobserwuje świętych. Za to w pomieszczeniach, gdzie rozdawana jest pomoc, kłębi się tłum. UchodźcySyrii, Iraku, ale także Afganistanu... oraz biedota libańska. Nie tylko chrześcijanie. Nikt nie sprawdza wyznania, każdy potrzebujący może tu przyjść. Rozdawane  głównie ubraniajedzenie, ale także zabawki. Spotykamy uciekinierkęSyrii. Chrześcijanka. Zaprasza nas do swojego „domu”.

 


Dachy  najtańsze. UciekinierówSyrii nie stać na wynajęcie mieszkania, nie mogą też żyć na ulicy. Zostaje więc tylko „drogagórę”. Z Bejrutu zaczyna wyrastać nowe miasto. Powstają kolejne dobudówki. Ulepionenajtańszych materiałów. Bardziej namioty niż kolejne piętro domu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że na dachach Bejrutu rozbił swoje obozowisko naród koczowników.

 


jednymtakich namiotów mieszka poznana przez nas chrześcijanka. Ma trochę ponad 60 lat. Jej synwnuczka zginęliwypadku motocyklowym już w Libanie. Drugi syn wyjechał do Europy. PochodziHoms. W Syrii, do czasu wojny, było jej dobrze. Teraz, po kilku latachLibanie, nie ma już za co żyć. – Miałam kolczyki, sprzedałam. Miałam piękne pierścionki, też sprzedałam. Nawet krzyż musiałam sprzedaćopowiada. Nie może znaleźć pracy. – Może macie

 


maszynę do szycia? – pyta. – Mogłabym skracać spodnie, szyć chustki.Gdy opowiadaswoim życiuSyrii, a zwłaszczalosie chrześcijan podczas wojny, ścisza głos. Mówi, że i tu boi się muzułmanów. – Trwam tu tylko dzięki modlitwie. Stąd można wyjechać albo umrzeć. Rozumiecie? My tu umieramydodaje.



Zródło : http://spotkania.wiara.pl/doc/3085507.Dom-w-Libanie

 

Zaloguj się

Udostępnij post na Facebooku

Inne artykuły

Ks. Grzegorz Śniadoch: Zbliżają się czasy ostateczne. Musimy zachować Wiarę i moralność katolicką!czytaj więcej »

Ksiądz Douglas Bazi: „Islamiści zabijają ludzi bez powodu. Niech świat dowie się, co się u nas dzieje!” czytaj więcej »

Chrayzmatyczna modlitwa o uwolnienie i uzdrowienieczytaj więcej »

Świadectwa które budujączytaj więcej »

Najbardziej oblegane kierunki studiów 2015. Jakie kierunki szturmują kandydaci?czytaj więcej »

Noc zesłania Ducha Sw. Łódżczytaj więcej »

Tajemnica fatimska oczami naukowców i Ojców Kościoła.czytaj więcej »

Pełne, zdecydowania, ale i zatroskania słowa naszej Premier.czytaj więcej »