obraz

Historia Eucharystii i Komunii. 4 lat temu Kącik redakcyjny

Publikacja dodana w kategorii Ogólne


 



Historia Eucharystii i Komunii.



„Gdy już udzielimy kąpieli (Chrztu) temu, który uwierzył i do nas się przyłączył, prowadzimy go na zebranie tak zwanych „braci" i tam wszyscy wspólnie modlimy się gorąco za siebie samych, za nowo oświeconego oraz za wszystkich, gdziekolwiek się znajdują; prosimy, by wraz z poznaniem prawdy otrzymali oni łaskę pełnienia w życiu dobrych uczynków i przestrzegania przykazań, a w końcu dostąpili zbawienia wiecznego. Po ukończeniu modlitw dajemy sobie nawzajem pocałunek pokoju. […]„Po odczytaniu ustępu, wyjętego z Ksiąg proroków i Apostołów, po przemówieniu przewodniczącego   i odmówieniu   modłów przynosimy  przewodniczącemu chleb  i wino   z domieszką wody.   Przełożony bierze, je, wielbi Ojca wszechrzeczy przez imię Syna i Ducha Świętego oraz odmawia długą modlitwę dziękczynną za dary, jakich nam Bóg udzielić raczył. Modlitwy oraz dziękczynienie przełożonego kończy cały lud radosnym okrzykiem „amen", które to słowo hebrajskie znaczy: „niech tak będzie". Gdy zaś już przełożony odprawił obrzęd eucharystyczny i cały lud przytaknął, wtedy tak zwani u nas diakoni rozdzielają między obecnych Chleb, nad którym odprawiono modły dziękczynne, oraz Wino z wodą - nieobecnym zaś zanoszą je do domów. Pokarm ów nazywa się u nas Eucharystią (Dziękczynieniem), może go zaś spożywać jedynie ten, kto wierzy w prawdziwość naszej nauki, a ponadto został obmyty z grzechów i odrodzony, oraz żyje według przykazań Chrystusowych. W naszym bowiem przekonaniu nie jest to zwyczajny chleb i napój, lecz utrzymujemy, zgodnie z tym czego nas nauczono, że jak niegdyś Zbawiciel nasz Jezus Chrystus, wcielony Logos Boży, przybrał swą mocą dla naszego zbawienia ciało i krew, tak teraz znów tenże Logos, zesłany na skutek naszej modlitwy, przemienia - po odprawionym przez nas dziękczynieniu - pokarm odżywiający nasze ciało i naszą krew w Ciało i Krew samego wcielonego Jezusa. Opieramy się w tym wypadku na nauce apostołów, którzy w swych pamiętnikach zwanych Ewangeliami wyraźnie podają, że otrzymali następujące przykazanie: Jezus wziął chleb i dzięki składając rzekł: „To czyńcie na moją pamiątkę, to jest ciało moje"; podobnie wziął kielich i dzięki czyniąc rzekł: „To jest krew moja"; następnie rozdawał tylko im samym.



       Nawiasem mówiąc, złe demony nauczyły swych zwolenników nawet ten nasz obrzęd naśladować w misteriach Mitry, w których wtajemniczonemu podaje się chleb i kielich z wodą, oraz wymawia przy tym słowa, jakie dobrze znacie lub też o nich dowiedzieć się możecie.”



         Powyższy fragment to jeden z najstarszych tekstów chrześcijańskich o Eucharystii autorstwa św. Justyna Męczennika  syna Priskusa, a wnuka Bakchejosa, rodem z Flavia Neapolis z Syrii Palestyńskiej, który przyjął palmę męczeństwa około 165 roku w Rzymie. Pochodzi z apologii skierowanej  „Do Imperatora Tytusa Aeliusa Hadriana Antonina Pobożnego, Augusta, Cezara; jak również do syna jego Werissimusa, filozofa, oraz do Lucjusza, filozofa, naturalnego syna Cezarowego, a przybranego syna Pobożnego, przyjaciela nauk; wreszcie do Prześwietnego Senatu i całego Ludu Rzymskiego”.



         To jeden z bardzo tak wczesnych opisów Eucharystii zachowany do naszych czasów. Przyczyną  takiej „posuchy” źródeł jest wspomniana  w szkicu nt. Chrztu „tajemnica”.



          Można jednak w oparciu o konkretne źródła wydzielić dwa etapy kształtowania się liturgii Eucharystycznej. Etap pierwszy trwał do czasu wydzielenia się wspólnot chrześcijańskich spośród społeczności  ochrzczonych Żydów.  Drugi zaistniał, kiedy  Żydzi przestali dominować liczebnie  pośród chrześcijan. O pierwszym czytamy najwięcej w  Pismach Natchnionych. O drugim w pismach autorów chrześcijańskich nieco późniejszych jak ten na wstępie.



         Żydzi w społecznościach lokalnych,  co by nie powiedzieć, akomodowali się do niektórych miejscowych zwyczajów, które nie kolidowały z ich zwyczajami i religią. Wśród nich był, jak się za chwilę okaże, grecki zwyczaj uczt zbratania organizowanych w trakcie  kiedy Ziemia, Księżyc i Słońce ustawiało się w jednej linii.  Żydzi co prawda w swoim środowisku, ale również poza swoimi świętami religijnymi organizowali takie uczty, biesiady. Trzeba zauważyć, że wpływy greckie w 1 wieku obejmowały praktycznie cały Bliski Wschód z dzisiejszym Izraelem włącznie.



         W etapie pierwszym kształtowania się liturgii i zwyczajów będących poza nią, ale w pobliżu czasowym były agapy. Obrzęd Komunii, która była koroną Nabożeństwa chrześcijańskiego wyglądał więc  mniej więcej tak: Zgodnie z rozkazem Pana, rozdawano wiernym chleb i wino, poświęcane przez kapłanów i mocą słów konsekracyjnych przeistoczone w Ciało i Krew Pańską, które spożywali  wierni, jako Pokarm  niebieski i Na­pój boski. Po Komunii następowała uczta zbratania nie mająca charakteru liturgicznego, a biesiady integracyjnej,  w której brali udział wszyscy chrze­ścijanie, bez różnicy stanów, i do których wszyscy przyczy­niali się, odpowiednio do swych środków. Resztki pozostałe obracano na wsparcie dla ubogich i chorych.   To połączenie  Eucharystii z następującej po niej  ucztą miłości wypływało z charakteru Komunii Św., jako uczty nowego Zakonu,  z przykładu Chrystusa jaki dał w szczegółowo opisanej Ostatniej Wieczerzy, która obok jej wymiaru najważniejszego była również ucztą. Było jednak również pewnego rodzaju naśladownictwem wspomnianych uczt greckich.  O wszystkim tym czytamy w Piśmie Świętym w następujących wyimkach: [Rz.16,16;  I   Kor.16,20;   I  Pi.  5,14].  Wiek pierwszy miał jednak z racji bogatych darów łaski, w jakie wyposażeni byli pierwsi chrześcijanie to znamię, że  biesiady te stawały się  nabożeństwem. Zaczynano i kończono te zebra­nia modłami; ucztę przeplatano śpiewaniem Psalmów i da­wano   sobie   braterski    pocałunek   chrześcijańskiej   miłości.



          Rozwój  chrześcijaństwa co do liczebności i różnicowania składu etnicznego spowodował jednak że dość szybko zanikły uczty towarzyszące  (następujące po ) Eucharystii. Już to ze względów technicznych, organizacyjnych  już to ze względów drobnych nadużyć. Przy pierwotnym połączeniu i biesiady, wolno było po odczytaniu Listów apostolskich poszcze­gólnym członkom gminy,   wyposażonym   w nadzwyczajne, szczególne po temu   dary Ducha  Św., wygłaszać  przemowę ku ogólnemu   zbudowaniu   wiernych.   Niezależnie   od   tego śpiewano już w pierwszych  czasach pieśni religijne,   zwła­szcza hymny na cześć  Chrystusa. Z przełomu pierwszego i drugiego wieku  tak o tym pisał Pli­niusz w liście do Trajana poniekąd usprawiedliwiając ich przed prześladowaniem doby tego cesarza:



„Zapewniali, że całą ich winą lub błędem było to, że w określonym dniu regularnie spotykali się przed wschodem słońca i na przemian śpiewali pieśni oddając cześć Chrystusowi jako bogu. Związali się też przysięgą, ale nie była to zmowa dotycząca jakichś przestępstw, ale przyrzeczenie, że nie będą oszukiwać, napadać na innych, popełniać cudzołóstwa, wykorzystywać zaufania innych ludzi i przywłaszczać sobie tego, co pożyczyli. Kończąc te głupstwa, mieli w zwyczaju rozchodzić się, a później ponownie gromadzić się na wspólnym posiłku, zwyczajnym i nieszkodliwym". Ponadto wzmianki o  tym znajdujemy w listach św. Pawła: [Kol.3,16; Ef.5,19; I Kor.14,26].                        



       Policzmy. Syzygie Grecy mogli organizować nie częściej niż dwa razy na miesiąc księżycowy. Zakładając, że chrześcijanie przejęli ten zwyczaj co do częstotliwości w czasie pierwotnego Kościoła można postawić hipotezę, że również tak często lub rzadziej następowała Eucharystia.



       Gdy ustał w zupełności współudział chrześcijan w obrzędach żydowskich, nabożeństwo chrześcijańskie po­częło się wykształcać i zebrania stawały się częstsze. Św. Ju­styn opisuje to  nabożeństwo dość szczegółowo.   Jest to ewenement, jakby „złamanie” zasady tajemnicy. Ten sam Justyn w „Dialogu z Żydem  Tryfonem"  nazywa Eucharystię ofiarą, w której spełniła  się przepowiednia Malachiasza [Mal.1,10], ofiarą składaną w całym świecie dla chwały Imienia Boskiego,  przyjmowaną  jednak  przez   Boga   wy­łącznie od Jego kapłanów.  Podobnie św. Ireneusz z Lyonu, męczennik , odnosi Sakrament Ciała i Krwi św. do owej przepowiedni Malachiasza i przyznaje temu Sakramentowi charakter ofiary. Powołuje się przy tym na list św. Pawła do Żydów:  „Kościół posiadał ołtarz, z któ­rego nie mają mocy jeść ci, którzy przybytkowi służą”  [Hebr.13,10].



         Konstytucje Apostolskie.



    Pochodzące ze schyłku trzeciego wieku  Konstytucje Apostolskie (Constitutiones Apostolorum) dostarczają nam dalszych   opisów nabożeństwa chrześcijańskiego.  Same konstytucje, anonimowego autora stanowią  najstarszy  pra-kodeks prawa kanonicznego, w którym jasno określone są chrześcijańskie zasady życia dotyczące: świeckich, biskupów i duchownych, stanu wdów, sierot, męczenników; zawierają najstarsze zachowane teksty modlitw liturgicznych: Mszy Świętej, udzielania sakramentu chrztu oraz święceń biskupich.



      Konstytucje te Mszę Świętą opisują następująco:  



     Nabożeństwo rozpoczynało się od pięciu czytań, którymi były kolejno: Pięcioksiąg, Księgi prorockie, śpiew psalmu, Dzieje i Listy oraz  Ewangelia. Pierwsze cztery fragmenty były czytane przez lektora, natomiast Ewangelię mógł czytać prezbiter bądź diakon. Bezpośrednio po Ewangelii wygłaszane było  pouczenie, które składało się z kilku oddzielnych homilii. Kazania wygłaszali kolejno wszyscy prezbiterzy, zaś jako ostatni słowo do wiernych kierował biskup. Po homiliach opisane jest wyjście katechumenów oraz wiernych będących w okresie pokuty.



        Mogący uczestniczyć w dalszej części Eucharystii na początku słyszeli słowa diakona: „ Niech nikt nikogo, niech nikt w obłudzie…” , po czym następowało przekazanie  sobie nawzajem, oddzielnie kobiety i mężczyźni, pocałunku pokoju. Po tym następowała modlitwa powszechna z różnymi okazjonalnie, ale stałymi co do zasady wezwaniami za Kościół, za Świat, za pokój, za biskupów i kapłanów itd.



      Kanon Eucharystyczny rozpoczynał biskup od obszernego błogosławieństwa złożonego z fragmentów Starego i Nowego Testamentu: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” [Lb. 6,24-26]. „Zbaw Panie lud Twój i błogosław dziedzictwu Twemu” [Ps. 27,8]. „Uważajcie na samych siebie i na całe stado, nad którym Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią” [Dz. 20,28]. „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła” [1 P.2,9].



    Modlitwa anafory (podniesienie) odbywała się w całkowitej ciszy. Na czas komunii drzwi do świątyni były dokładnie pilnowane, aby nie wtargnął do niej żaden poganin, ani nie podejrzał tego co dzieje się w środku żaden katechumen.



   Ze względu na rozmiar dalszych szczegółowych opisów jak powinna przebiegać msza  ze święceniem biskupów prezbiterów diakonis, diakonów, subdiakonów i lektorów pominiemy je w dalszym szkicu, skupiając się na krótkim streszczeniu ich najważniejszych fragmentów.



        Nabożeństwo chirotoni („święcenia” biskupie) rozpoczynało się po ustanowieniu biskupa na katedrze. Katedra był to odpowiedni do czasów tron, ustawiony w miejscu na górze tzn. nad  poziomem pozostałych zgromadzonych. Po nałożeniu rąk przez uprawnionych do tego innych biskupów, najmniej trzech, Msza przebiegała w sposób znacznie bardziej rozbudowany. Homilia wygłaszana zawsze przez nowo wyświęconego biskupa zaczynała się koniecznie od słów: „Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa...”, na którą wierni odpowiadali „I z duchem Twoim”. W trakcie modlitwy wiernych oddzielnie modlono się  za opętanych, w obszernej litanii za pokutujących. Po wyjściu katechumenów i wszystkich nie dopuszczonych do właściwej Eucharystii rozpoczynała się jakby „druga” modlitwa powszechna, na której początku wszyscy na kolanach słuchali słów diakona :  „Niech się tu nie zbliża nikt, komu tego zakazano, a my, wszyscy wierni, zegnijmy kolana, módlmy się do Boga przez Jego Chrystusa...”  Po tym następowała dłuższa modlitwa w kompletnej ciszy, a następnie diakon podobnie jak w poprzednim opisie podawał wezwania w poszczególnych intencjach. Modlitwa powszechna kończyła się słowami: „Zbaw nas i podźwignij Boże, miłością Twoją. Powstańmy”. Anafora zaczynała się od słów „Pokój Boży niech będzie z wami wszystkimi”.



          Potrzebne   do   Mszy   św.   ofiary chleba i wina skła­dali  wszyscy   wierni;   uchodziło   to za przywilej,  przysłu­gujący tym wszystkim, którzy   pozostawali   w nieprzerwa­nej   jedności   z   powszechnym   Kościołem.   W modlitwie powszechnej wspominano nie tylko   żyjących  ale  i umarłych.  Służyły do tego szczegółowe spisy imion zmarłych.



          Podczas  uroczystego  nabożeństwa przyjmowano Komunię św. pod obiema  postaciami chleba  i wina, przynajmniej w zasadzie. Udzielano ją jednak często również pod jedną tylko postacią chleba. Pod jedną też postacią wierni otrzymywali ją do   domów, zwłaszcza w czasie prześladowania. To praktyka, która przestała istnieć dość wcześnie, bo już po ustaniu prześladowań z doby  św. biskupa Acepsimasa tj. w drugiej połowie 4 wieku na Wschodzie (za prześladowania  Szapura II), a na Zachodzie jeszcze wcześniej w dobie  po prześladowaniach Galeriusza i Maksymina II ( tj. po roku 313). Wierni faktycznie zabierali do domów Najświętsze Ciało i spożywali je  przed posiłkiem u siebie. Jednak bardziej szczegółowych opisów jak wyglądało to spożywanie poza nielicznymi zachowanymi świadectwami męczeństwa związanymi z ochroną Najświętszego Sakramentu w trakcie przenoszenia do domów, bądź ochroną już w domach trudno jest się doszukać.



      Dzieciom nowo ochrzczonym, zdolnym do samodzielnego połykania pokarmu innego niż mleko matczyne dawano ją pod postacią wina.  Wierzono, że pod każdą z dwóch postaci Chrystus jest obecny ze swoim Bóstwem i człowieczeństwem. W owych czasach dawano wiernym Eucharystię pod postacią chleba na rękę i pod tą postacią przesyłali ją sobie wzajemnie biskupi, na znak jedności ż Kościołem. Przyjmowanie Komunii było jednym z najważniejszych przywilejów wiernych, pozostających w zupełnej jedności z Kościołem i upatrujących w niej najwyższą rozkosz, przedsmak szczęśliwości niebieskiej, rękojmię nieśmiertelności.          



         Pozbawienie przywileju Komunii, spowodowane własną winą, uważano za najwyższą karę. Cięższą o wiele stratą, bo pociągającą za sobą świętokradztwo, było niegodne przyjmowanie Ciała Pańskiego. Grzesznik ściągał na siebie sąd przez spożywanie Ciała i Krwi Pańskiej [I Kor. 11,27—29]. Dlatego już Apostołowie przepisywali wiernym skrupulatne badanie własnego sumienia, zanim przystąpili do  Stołu Pańskiego.



           Ewolucja formularzy Mszy świętej.      



     Wieku najstarszych formularzy Mszy nie da się określić. Jest wielce prawdopodobne, że Konstytucje Apostolskie są kompilacją kilkunastu źródeł znacznie starszych od samego jego datowania. Skłaniają się ku temu specjaliści ze Wschodu i Zachodu umieszczając pierwszy opisywany tutaj kanon już w początku 2 wieku. To znaczy, że  już wtedy dokładnie ukształtowana była sama liturgia.



      W pierwszych wiekach (później też) biskupi wprowadzali rozmaite dodatki, a zwłaszcza na Wschodzie, zwiększali liczbę modlitw. W ten sposób powstały zasadniczy kształt Mszy pozostał nie zmieniony już od początku 2 wieku. Powstało jednak kilkanaście jej rytów. Wymienię tylko te z Zachodu.  Najstarszy to kartagiński. Z niego wytworzył się rzymski, galijski i hiszpański (oraz pomniejsze: mozarabski, iroszkocki; i ryty zakonne: benedyktyński, cysterski, dominikański, karmelitańcki norbertański, kartuski; i ryty miejskie: paryski, lioński, z Braga, z Sarum.



     Jak wyglądała taka msza np. w rycie galijskim czy rzymskim? Zasadniczy zrąb znamy. On był niezmienny. Ale oprócz tego  wszystko było wielką improwizacją przypisaną do czasu i miejsca. Sytuacja ta trwała aż do  praktycznie 12-13 wieku (Wtedy  ryty  pomniejsze ustąpiły rzymskiemu) kiedy to zaczęto kodyfikować, ujednolicać liturgię Eucharystyczną w całym Kościele. Finał tego procesu nastąpił po soborze trydenckim, który nakazał odnowić liturgię. Tak powstała tzw. Msza Trydencka, która  po nielicznych zmianach przetrwała do  Soboru Watykańskiego II.



            Komunia w wiekach późniejszych.



      Oddzielnych kilkanaście zdań należy poświęcić samej technice udzielania Komunii w wiekach późniejszych. Począwszy od ustania prześladowań nastąpił proces stopniowego eliminowania wiernych od przyjmowania Komunii pod jakąkolwiek postacią. Na przełomie tysiącleci praktycznie nikt ze świeckich nie komunikował. Był to wyjątkowy i bardzo nieliczny przywilej. W tym ciągu zdarzeń na przestrzeni wieków  związanych z  udzielaniem Komunii obserwujemy następujące procesy. Komunia pod postacią Chleba była udzielana  na rękę wiernego do 8 wieku. Jednocześnie w tym samym czasie Komunia na język stosowana w pierwszych wiekach tylko u chorych, rozpowszechniała się tak, że stała się popularna w wieku 7, a  całkowicie  ją wyparła w wieku 8 (najmłodszy zakaz podawania komunii do rąk pochodzi z 906 roku i pochodzi z synodu w Rouen). Komunia pod postacią Wina odbywała się za pomocą specjalnej łyżeczki – przy czym był to nie powszechny sposób jej udzielania. Kościoły Wschodu używały do tego celu specjalnego kielicha przeznaczonego do rozdzielania Najświętszego Sakramentu (zasada ta i sposób zachowała się po dziś dzień w Etiopii). Od 8 do 12 wieku wyjątkowo dopuszczani do  komunii świeccy ( najczęściej możnowładcy) przyjmowali Komunię podawaną przez kapłana albo diakona tzw. zanurzeniową; przy tym już na przełomie tysiącleci nie było to zjawisko powszechne, a wyjątkowe, bowiem najczęściej udzielano jej tylko pod postacią chleba.



     Ostatecznie można przyjąć, że przez 1000 lat od wieku 8 do 17 Komunia jako powszechna praktyka w Kościele nie istniała.  Najświętsze Postacie przyjmowały tylko polityczne i społeczne elity elit. Dostępowali do niej, co zrozumiałe członkowie zamkniętych społeczności zakonnych  Do Komunii dopuszczano w zasadzie wiernych raz w roku a i tak wiązało się to z ograniczeniami, które sprawiały, że jeszcze w wieku 17 najzwyczajniej nie stać było ludzi biednych i niewykształconych na jej przyjmowanie : nie zpowodu jakichś opłat ale z powodu braku odpowiedniego stroju, przygotowania, które należało zdobyć.  Aż do 1910 roku nie istniała komunia dzieci (dekret papieża Piusa X Quam singulari). Udzielano jej po raz pierwszy dopiero  młodzieży w wieku nie niższym niż 13-14 lat.



       Teologia Komunii „na rękę”.



     Czasy nam współczesne zatraciły rozumienie pierwotnego wymiaru i sensu podawania komunii wiernym „na rękę”. Istniej bardzo dużo dokumentów i świadectw z wieków od 4 do 9, w których jest to szczegółowo podnoszone. Przyczyną rozdzielania komunii w ten sposób było umożliwienie adoracji Najświętszego Sakramentu. Ręka  pełniła niejako funkcję współczesnej pateny.



        Św. Augustyn tak to ujął: „A skoro chodził On w tym ciele i to ciało nam dał do zbawiennego spożywania (a nikt owego ciała nie pożywa, dopóki go nie uwielbi), wiadomo jak bardzo ma być adorowany ten podnóżek stóp Pańskich , tak że nie tylko nie grzeszymy adorując, ale grzeszymy nie adorując".  Z kolei św. Jan Chryzostom ujmuje to tak: „Jakże jest cudowne to, że stajesz obok serafinów, a Bóg pozwala ci dotykać swobodnie tego, czego serafiny nie ważą się dotykać?„>>I przyleciał do mnie jeden z serafinów, a w ręce jego kamyk, który był wziął kleszczami z ołtarza<< [Iz.6,6]. Tamten ołtarz jest typem i obrazem tego ołtarza, tamten ogień jest obrazem tego ognia duchowego. Ale serafiny nie ważyły się używać swych dłoni (apsastai), lecz jedynie kleszczy, tymczasem ty otrzymujesz (lambaneis) go do ręki. Jeśli jednak teraz rozważysz godność obecnych darów, [zobaczysz, że] mają one wartość o wiele większą niż to, co trzymały serafiny”.



     U Tertuliana czytamy: „Gorliwy wierny może jedynie płakać nad następującymi faktami: wyobraźmy sobie chrześcijanina przechodzącego od bożków do kościoła; idącego z wytwórni nieprzyjaciela do domu Bożego; wznoszącego przed Bogiem Ojcem ręce, którymi tworzył bożki; okazującego uwielbienie rękami, które na zewnątrz podnoszą się przeciw Bogu; zbliżającego do Ciała Pańskiego dłonie, które nadają ciało demonom? To nie wystarczy. Nie dość, że z innych rąk przyjmują to, co zaraz zbrudzą; te same dłonie dają innym to, co zbrudziły. Wytwórcy bożków są powoływani do posługi kościelnej. Co za zbrodnia! Żydzi tylko raz podnieśli ręce na Chrystusa, ci zaś codziennie obrażają Jego ciało. O ręce odrąbania godne! Niech zobaczą wreszcie, czy nie podobnie powiedziano: jeśli twoja ręka ciebie gorszy, odetnij ją. A które bardziej zasłużyły na odcięcie, jak te w których zgorszenie uderza w Ciało Pańskie?”  Z kolei św. Cezary z Arles opisuje szczegółowo technikę jak ma się przygotować wierny do wzięcia w dłoń Najświętszego Ciała: „To, co mam wam do powiedzenia na koniec, nie jest ani trudne, ani męczące. Mówię o tym, co widziałem, że często robicie. Wszyscy mężczyźni myją sobie ręce, gdy chcą komunikować, a wszystkie kobiety rozkładają ręczniczki z białego płótna, na które przyjmują Ciało Pańskie. To, co chcę wam powiedzieć, bracia, nie jest trudne: jak mężczyźni umywają sobie ręce wodą, tak powinni również oczyścić swe sumienie jałmużną; i jak kobiety rozkładają ręczniczek z białego płótna, tak powinny przynosić czyste ciało i czyste serce, aby przyjąć Ciało Chrystusa z sumieniem dobrze usposobionym. Bracia, czy ktoś chciałby włożyć swą szatę do brudnej skrzyni? A skoro nie wkłada się tam cennej szaty, to jakim zuchwalstwem byłoby przyjęcie Eucharystii Chrystusa do duszy zbrukanej grzechami! I w innym miejscu: „Skoro wstydzimy się i obawiamy przyjąć Eucharystię brudnymi rękami, o ileż bardziej powinniśmy się bać przyjmować tę samą Eucharystię ze zbrukaną duszą”.  Najważniejsze świadectwo pochodzi jednak od Św. Cyryla Jerozolimskiego, który pod koniec swego życia ok. roku 380 szczegółowo poucza jak należy przyjmować Ciało Pańskie: „Podchodząc więc nie zbliżaj się z rozłożonymi dłońmi, ani z rozczapierzonymi palcami, lecz uczyniwszy z lewej ręki tron dla prawej, jako że ma ona przyjąć Króla, i otworzywszy dłoń przyjmij Ciało Chrystusa, odpowiadając Amen. Następnie starannie uświęć swe oczy stycznością ze świętym Ciałem, a potem weź je i czuwaj, abyś nic nie uronił. Albowiem gdybyś coś uronił, byłoby tak, jakbyś uronił któryś ze swych własnych członków. Powiedz mi zaś: gdyby ci ktoś dał pył złota, czyż nie trzymałbyś go z całą pilnością i nie uważałbyś, byś nic z tego nie utracił i nie doznał szkody? Czy więc nie będziesz jeszcze troskliwiej pilnował tego, co jest droższe nad złoto i drogie kamienie, aby ani okruszynka nie upadła?” Jak należy rozumieć ten opis? Literalnie. Oto otrzymany na dłoń Najświętszy Sakrament należy nie ujmować dłonią i spożywać, a spożyć bezpośrednio ustami z dłoni czyniąc to w głębokim ukłonie. Zawodowi historycy podają w tym miejscu jeszcze wiele argumentów i odwołań do Starego i Nowego Testamentu przyrównujących samo spożywanie Ciała do całowania Ran Chrystusa.



         Przyczyny radykalnego zaniku powszechnej Komunii.



      Najważniejszą przyczyną było potężne szerzenie się praktyk zabobonnych, równoznacznych z drastycznymi profanacjami Najświętszych Postaci. Kanony Jakuba z Edessy (przełom 7/8w.) podany tu jako przykład następująco je opisuje: Kapłan Filipon Addai zadał  Jakubowi pytanie : „Ponieważ są tacy, którzy biorą cząstki sakramentu, a nawet łączą je w rodzaj opaski magicznej, którą przywiązują do torby lub zawieszają na szyi jako amulet, albo wkładają do swego łóżka, czy do ściany swego domu, chciałbym wiedzieć czy robienie czegoś takiego jest stosowne, oraz - jeśli to nie jest stosowne - jaką karę powinni otrzymać ci, którzy tak robią?” Jakub odpowiada: „Ale ci, którzy popełniają podobną zniewagę względem godnych uwielbienia sakramentów Ciała i Krwi Chrystusa Boga, albo uważając je tylko za jakieś zwykłe rzeczy, godne szacunku wyłącznie w oczach chrześcijan, albo zawieszając je na szyi razem z krzyżem lub kośćmi świętych i poświęconymi przedmiotami, albo wkładając je do swych łóżek, ścian swych domów, umieszczając w winnicach, ogrodach lub parkach, albo w ogóle używając ich jako ochrony rzeczy cielesnych - i nie zważając na to, że te sakramenty są pokarmem duszy dla tych, którzy noszą znak krzyża Chrystusa, oraz że te sakramenty są zaczynem i zastawem zmartwychwstania umarłych i życia wiecznego - ci, jeśli są duchownymi, mają być deponowani, na trzy lata odłączeni od Komunii eucharystycznej i umieszczeni wśród pokutników. Ale jeśli są to świeccy, mają być odłączeni od Komunii eucharystycznej na cztery lata i umieszczeni wśród pokutników.”  Skala tych nadużyć musiała być olbrzymia skoro doprowadziła ze względu na szacunek dla Jezusa Sakramentalnego, a nie elitaryzm kapłanów. Aby zrozumieć przyczyny nadużyć należało by rozszerzyć powyższy szkic o obszerniejszą analizę i opis tego jak w praktyce żyli chrześcijanie w czasie eksplozji ewangelizacji  począwszy od 5 wieku na 13-14 wieku kończywszy. Najogólniej sprawę ujmując sprawa rozbijała się o spłycenie pierwszej formacji jakiej byli poddawani kandydaci do chrztu. Podobnie jak w Polsce w wieku 12 po pierwszej fali ewangelizacji nastąpił nawrót guślarstwa i pogaństwa praktykowanego pod płaszczykiem praktyk chrześcijańskich, tak samo działo się począwszy od  „Włoch” w wieku 6-7 aż po „Anglię” dwa wieki później. W szczegółach ów upadek i rozluźnienie w poszczególnych prowincjach Kościoła następował w różnym czasie, ale był zjawiskiem powszechnym. Dodatkowo czynnikiem sprzyjającym rozluźnieniu praktyk religijnych u niedawno ochrzczonych był fatalny stan wykształcenia kapłanów. O ile do wieku 4 kapłanem zostawał  najczęściej wcześniej gruntownie wykształcony w filozofii i teologii członek elity społecznej, o tyle wieki późniejsze ów elitaryzm ograniczyły jedynie do biskupów i opatów. Kapłanami w najfatalniejszym okresie zostawali ludzie nie mający jakiegokolwiek wykształcenia. Był taki okres, który zaowocował nb. powstaniem dominikanów, kiedy od kapłana wymagano jedynie opanowania na pamięć słów potrzebnych do sprawowania Mszy świętej. Dominikanie powstali m.in. dlatego by „księży nauczyć czytać i pisać”. Szersze rozważanie w tej sprawie wymagało by jednak oddzielnego, obszerniejszejszego szkicu.



Podsumowanie.



Pisząc ten szkic zastanawiałem się „kto ma rację”. Różnej drogi tradycjonaliści odrzucający jako niegodną współczesną Mszę tzw. „posoborową”, czy zwolennicy współczesnej Mszy, którzy odwołują się wprost do praktyki pierwszych wieków z jej wariantywnością, z zachowaniem jedynie sztywnych nienaruszalnych ram. Kto ma rację: obrońcy  zwyczaju i zasady podawania Komunii tylko do ust i tylko klęczącym, czy też podawania Komunii na dłoń, aby wierny sam ją spożył. Pytanie pozostawię bez odpowiedzi. Uważam jednak, że o wadach poszczególnych form sprawowania liturgii, czy przyjmowania Komunii nie decyduje sposób ich sprawowania czy przyjmowania, a ludzka grzeszność.



 



Szkic powstał w oparciu o  następujące materiały: „Historia Powszechna Kościoła Katolickiego”  pióra Kardynała Józefa Hergenröther’a; „Konstytucje apostolskie” – ks. Marek Ławreszuk; „Justyn Męczennik – Apologia” w tłumaczeniu M. Michalskiego; „Breviarium Fidei – red ks. Ignacy Bokwa i inni; „Historia obrzędu udzielania Komunii świętej” - Ks. Martin Lugmayr FSSP (tł. Paweł Milcarek); http://www.newadvent.org/cathen/a.htm; http://www.heiligenlexikon.de.



Zbigniew Gawroński.



  



 



 



 



 

Musisz być zalogowany żeby czytać i dodawać komentarze.