obraz

Forum Betania » Forum Betania » życie w związkach niesakramentalnych czy to prawdziwa miłość ?

Forum Betania · życie w związkach niesakramentalnych czy to prawdziwa miłość ? 1 m-ce temu

dzisiaj coraz więcej ludzi wybiera życie we dwoje w związkach niesakramentalnych ,bez ślubu czy koscielnego czy cywilnego .A co na to pan Bóg ,takie życie jest jako świadomy wybór lub niekiedy i konieczność to czy jest to życie w grzechu ,nieczystości ,bo skoro według nauki kościoła nie są małżeństwem to kim są ? ...
1 m-ce temu
Są konkubinatem. I uprawiają nierząd. Żyją w grzechu ciężkim, tym większym, jeśli nie ma żadnych przeszkód do zawarcia sakramentu małżeństwa. Taka para, dopóki żyje razem, nie może otrzymać rozgrzeszenia w sakramencie pokuty i nie może przyjmować Komunii Świętej, czyli korzystać z sakramentów. To nauka z Katechizmu Kościoła Katolickiego.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Myślę, że jeśli nie myśli się o zbawieniu własnym i drugiej osoby, to nie jest to miłość. Prawdziwa miłość chce dobra drugiej osoby, a więc również jej szczęścia w niebie. Wybierając życie w grzechu, świadomie się go pozbawiamy (możemy liczyć na to, że się nawrócimy, ale co wówczas, gdy zdarzy się nieszczęśliwy wypadek, który nagle pozbawi nas lub bliską osobę życia?). Mówimy więc Bogu: NIE, wybierając własną wolę, własny plan na życie, a tak naprawdę wolę diabła. Wspaniale mówi o tym wszystkim cały 13. rozdział 1 Listu do Koryntian św. Pawła. On dużo mówi o małżeństwie, o grzechu nieczystości i o życiu samotnym.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
boją się po prostu zalegalizować to to tchórzostwo i wygodnictwo
Podoba się : Teresa, Edward DURBAJŁO, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
A może po prostu zwykły brak rozumu i tyle?I tym samym skomplikowanie sobie życia na wypadek różnych zdarzeń losowych?Pomijając kwestię wiary,która dla człowieka wierzącego jest bardzo ważna. Zalegalizowanie związku małżeńskiego reguluje bardzo dużo kwestii prawnych dwojga ludzi.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
I jeszcze takie pytanie do tego tematu co to jest prawdziwa miłość?Jaką definicję ma współczesny człowiek na to zagadnienie jakże ważne w życiu człowieka?
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Sakrament małżeństwa jest postrzegany teraz inaczej i nie ma nic wspólnego z miłością.... Można go szybko zerwać/rozerwać, a sądy biskupie czynią to bardzo często. Już nie wierzę w miłość między mężczyzną i kobietą. UCZUCIE trwa dotąd, dokąd są jakieś wymierne korzyści. Kiedy współmałżonek zostanie całkiem wykorzystany, odrzuca się go i szuka nowego. Dziś nie ma różnicy, czy to ślub w świątyni, czy w urzędzie. Rozwód jest tu i tu, tylko ten drugi jest udzielany w imię miłosierdzia Bożego...
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
„I będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (Ef 5,31-32) Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie, Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże. Ty zechciałeś obdarzyć człowieka, stworzonego z Twej ojcowskiej dobroci, taką godnością, że w małżeńskiej wspólnocie życia utrwaliłeś prawdziwy obraz Twojej miłości. Z miłości bowiem stworzyłeś człowieka i ciągle go wzywasz, aby się kierował jej prawami, bo chcesz mu dać udział w Twojej wiecznej miłości. Święty sakrament małżeństwa, który jest znakiem Twego umiłowania, uświęca wzajemną miłość ludzką, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Przez Niego z Aniołami i wszystkimi Świętymi głosimy Twoją chwałę, razem z nimi wołając: Święty, Święty, Święty...
Podoba się : Teresa, Felicity, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu

Aniu Drew z tego co piszesz z pewnością masz dużo racji.Jednak ja mimo wszystko optymistycznie patrzę na świat, na miłość,na człowieka płci przeciwnej.Najłatwiej jest powiedzieć:nie wierzę w miłość,nie wierzę w to,że drugi człowiek jest w stanie mi ją zaoferować.Każdy człowiek chce kochać i być kochanym.Dzisiejszy człowiek bardzo często jest zagubiony,źle pojmuję pewne aspekty życia,często chce żyć"łatwo,szybko ,przyjemnie i bezproblemowo"a tak się nie da.Wręcz nie chce i boi się,by go żadne problemy nie dosięgły.I stąd wynikają jego problemy,że sam siebie unieszczęśliwia podejmując często w życiu złe decyzje.A ja tam wierzę,że są jeszcze ludzie,którzy potrafią bezinteresownie kochać,którzy potrafią być dobrymi ludźmi,którzy jak człowieka pokochają potrafią z nim być na dobre i na złe do grobowej deski.A nie wyrzucają człowieka jak żużyty mebel.Może ktoś powie,że jestem naiwna i nie znam dzisiejszego świata,ale mimo wszystko wierzę w człowieka I w to,że jest w stanie dać drugiemu człowiekowi prawdziwą miłość. https://youtu.be/WLQsOzxca-Q
Podoba się : Teresa, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu

https://www.youtube.com/watch?time_continue=30&v=CX-dCdu3zFg&feature=emb_logo
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Anna Drew napisał/a: Sakrament małżeństwa jest postrzegany teraz inaczej i nie ma nic wspólnego z miłością.... Można go szybko zerwać/rozerwać, a sądy biskupie czynią to bardzo często. Już nie wierzę w miłość między mężczyzną i kobietą. UCZUCIE trwa dotąd, dokąd są jakieś wymierne korzyści. Kiedy współmałżonek zostanie całkiem wykorzystany, odrzuca się go i szuka nowego. Dziś nie ma różnicy, czy to ślub w świątyni, czy w urzędzie. Rozwód jest tu i tu, tylko ten drugi jest udzielany w imię miłosierdzia Bożego...
Ja patrząc na życie np moich dziadków zarówno z jednej jak i drugiej strony mogę zawierzyć że miłość do grobowej deski jest możliwa do osiągnięcia. To o czym piszę Anna bardziej dotyka ludzi mojego pokolenia i trochę starszych .Dlatego warto poważnie potraktować temat małżeństwa i dobrze poznać człowieka z którym mamy zamiar stworzyć rodzinę .Aby takie wartość jak honor, uczciwość, szlachetność ,wierność i świadomość powagi składanej przysięgi była mu dobrze znana .Mówiąc w skrócie warto inwestować w znajomość z osobą która jest mocno ugruntowana w swojej wierze.
Podoba się : Anna Drew, Teresa, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Natalia w pokoleniach naszych dziadków i rodziców było mniej rozwodów,ale też były problemy w małżeństwach. To co piszesz jest teorią,która bardzo często nie ma przełożenia w życiu.Nawet najlepsze poznanie człowieka nie gwarantuje Ci szczęśliwego małżeństwa.A pojęcie "człowiek mocno ugruntowanego w wierze"dopiero zweryfikuje kiedy z nim przeżyjesz całe życie.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Ksiądz w ogóle nie odniósł się do miłości... Powiedział, że małżeństwo jest po to, by zrodzić i wychować potomstwo... A jeśli nie ma między nimi miłości, to czy jest to dobra relacja i czy pomaga w wychowaniu dziecka? "Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską..." Zero rozmowy na ten temat. Żenujące. Czyżby małżeństwo nie służyło w ogóle miłości? I tak księża ten sakrament przedstawiają? Bardzo mi się nie podoba ta definicja.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Teresko, mylisz miłość z uczuciem.... Jak większość ludzi. MIŁOŚĆ TO DECYZJA NA CAŁE ŻYCIE, a nie dopóki motylki latają... Natalia dobrze napisała. A problemy? Zawsze były. Dziś, zamiast je rozwiązywać, ucieka się od nich. Bardzo mi się podoba to, co mówi ks. Najmowicz. Teraz ludzie chcieliby miło, łatwo i przyjemne, żadnych problemów, żadnej pracy. I co? Odchodzenie od miłości, zmienne decyzje, które krzywdzą dzieci...
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Mam czasami smutne wrażenie, że my, ludzie, zamieniliśmy się miejscami ze zwierzętami, niestety, na korzyść zwierząt... One bywają nieraz bardziej humanitarne, niż my. Cywilizacja idąc dalej, niszczy nasze człowieczeństwo. Im ściślej otaczamy się rzeczami/gadżetami, im większą pracę wkładamy w rozwój naszego intelektu, tym mniej dostrzegamy, co jest w życiu naprawdę ważne. Żal mi dawnych lat, kiedy ludzie byli prawdziwą wspólnotą, gdy dane słowo było punktem honoru... Honor, ta cecha całkowicie zniknęła... Dzisiaj ludzie żyją nie Dekalogiem, przykazaniami Bożymi, ale tym, co serwują nam media. Czyli lekkość życia. Brak odpowiedzialności za swe czyny... Miłości trzeba się uczyć, a nie czekać aż nam spadnie z nieba. Bóg nakazał Adamowi i Ewie, aby byli płodni i zaludniali ziemię. Był z nimi, a przecież wiecie, że On jest Miłością, zatem ona łączyła Adama i Ewę. Jeśli czujesz motylki w brzuchu, a nie stać cię na dar z siebie, odpowiedzialność za drugą osobą, to ta ludzka miłość, owe zakochanie nie wystarczy, aby utrzymać małżeństwo...
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Hymn o miłości 131 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów1, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. 2 Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym. 3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie2, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. 4 Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; 5 nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; 6 nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. 7 Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. 8 Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. 9 Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. 10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. 11 Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. 12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. 13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość. «« 1 Kor 13 »»
Podoba się : Teresa, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Czytając te słowa, a szczególnie o pragnieniach stricte ziemskich, można zauważyć że właśnie one są przeszkodą, ich nadmiar, w prawdziwym miłowaniu. Miłość nie bierze, ale daje. A my, ludzie XXI w. chcemy wciąż brać i w zamian nic nie dawać.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Kochana, niczego nie mylę! Ten ksiądz źle definiuje małżeństwo - jego celem nie jest samo wychowanie potomstwa (ale wzrost miłości i świętości obojga małżonków). Gdyby tak było, ludzie borykający się z niepłodnością nie realizowaliby tego powołania. A przecież to robią! Nie ślubuje się dzieciom, a mężowi/ żonie, i to on/ona powinni być w małżeństwie najważniejsi (po Bogu). Moim zdaniem ten ksiądz, jeśli nie pracuje bardzo blisko z małżonkami, nie ma prawa wypowiadać się na ten temat. Bo źle przedstawia pojęcia. Źle o tym mówi.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Pięknie mówi na ten temat dr Jacek Pulikowski - po Bogu na pierwszym miejscu dla męża/ żony powinien być współmałżonek, nikt inny. Dzieci są w dalszej kolejności. Jeśli żona nie kocha męża, a skupia się na samych dzieciach, krzywdzi przez to dzieci, które w dorosłym życiu nie będą miały zdrowych relacji ze współmałżonkiem (jeśli w ogóle wezmą z kimś ślub). Podobnie mąż nie może stawiać dzieci ponad żonę. Stąd potem u dorosłych dzieci biorą się choroby i dysfunkcje psychiczne - z braku miłości między rodzicami.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
"CO BÓG ZŁĄCZYŁ, CZŁOWIEK NIECH NIE ROZDZIELA" Ewangelia mówi nam o nierozerwalności małżeństwa...Jezus znów zostaje wystawiony na próbę przez faryzeuszy...Ci pytają Go: czy wolno oddalić żonę... To takie pytanie ponadczasowe...dziś wielu mędrków poddaje te kwestie w wątpliwość... Ba...mówi się nawet o anachroniczności instytucji małżeństwa....Lansuje się różne erzace... wolne związki...partnerstwo... I chce się nam wmówić, że to normalne... Według socjologów co trzecia...(a według niektórych nawet i co druga) para się rozwodzi... dziś przyczyny są absurdalne: bo już się nie kochamy...wypaliło się...uczucie odeszło... Jakby miłość była czymś podobnym do bólu głowy...dziś jest - jutro nie... Jezus zaś powołuje się na Księgę Rodzaju, w której jest napisane: Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela...Dlatego opuszcza się ojca i matkę i łączy się z małżonkiem tak, że stanowi się jedno ciało...Dla wielu współczesnych dziś to piękna poetycka metafora... Bo życie jest inne...tak wielu mówi... Poza tym...skąd współcześni mają czerpać wzorce? Z telewizji...? w której od lat emitowany jest amerykański serial, w którym zdrady, romanse, kolejne małżeństwa są chlebem powszednim? A te wszystkie magazyny...tabloidy...kobiece pisemka...ich nakład wynosi setki tysięcy egzemplarzy...półki od nich się uginają...a ludzie czytając to, chłoną przekazywane tam treści, w których wartość związku i jego trwałość uzależniona jest wyłącznie od strony erotycznej... Nikt nie mówi o kwestiach psychiczno-duchowych... Jeszcze dwadzieścia lat temu rozwód nie był sprawą tak oczywistą...dziś...wystarczy, że "zupa jest za słona" by domagać się rozwodu...bo "nie dopasowaliśmy się"... najgorsze takie sytuacje są dla dzieci...które żyją między dwoma domami...i dwoma rodzinami...Bo mamusia ma nowego pana...a tatuś ma nową panią...Albo inne nowoczesne modele rodziny...Małżeństwo z trzema pieskami i dwoma kotkami...bo dzieci są za drogie...a my musimy kupić sobie nową "plazmę" do salonu... a nasza audica ma już dwa lata, więc najwyższa pora zamienić ją na lepszy model.... Kolejny problem współczesności: prawodawstwo...taka Hiszpania np. W tym pięknym kraju na Półwyspie Iberyjskim zakazane jest używanie określeń: mąż, żona...ojciec, matka...w oficjalnych dokumentach figuruje: partner 1, partner 2....rodzic 1, rodzic 2. Ach...ta polityczna poprawność...Bo mama i tata nie pasuje do współczesności. Dzisiejszy świat jest w tych kwestiach bardzo pokręcony...wręcz zepsuty...ale Jezus dostrzegał to zepsucie również u sobie współczesnych...Kiedy faryzeusze wskazywali, że Mojżesz dopuszczał możliwość rozwodu - Jezus odpowiada: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. To oznaczało...że Mojżesz ustąpił pod naciskami ludu o zatwardziałych sercach...Prawo jednak pozostało Prawem...ustanowione przez Boga...i niezmienne...mówiące wyraźnie...Małżeństwo, które jest związkiem kobiety i mężczyzny jest nierozerwalne... A każda próba stanowienia innego prawa...jest sprzeczna z odwiecznym przykazaniem.... Nie ważne, który mamy wiek...jaką epokę.. Trzeba bowiem bardziej słuchać Boga niż ludzi... W tym fragmencie pojawia się jeszcze klauzula "poza wypadkiem nierządu"....Jezus stawia jakby wyjątek, kiedy ma mieć miejsce rozwód...Nurtowała mnie ta kwestia i moje poszukiwania doprowadziły mnie do pewnego wyjaśnienia...czym jest ów "nierząd". Nierząd to po grecku "porneia" (skojarzenia z pornografią całkiem słuszne) pojęcie to obejmowało grzechy seksualne, najczęściej używane w odniesieniu do cudzołóstwa, czasami do małżeństw kazirodczych, które wśród Żydów były niedozwolone. Co jednak ciekawe...oddalenie małżonka ze względu na nierząd, nie uprawnia do ponownego małżeństwa...Jeżeli ktoś zawrze nowy związek, on sam łamie przyrzeczenie małżeńskie. Jezus mówi jasno, że ktokolwiek zawrze małżeństwo z osobą opuszczoną przez poprzedniego małżonka, niezależnie czy było to z jej winy, czy nie – dopuszcza się cudzołóstwa. Jeśli żona dopuściła się już cudzołóstwa, to ona złamała śluby małżeńskie, a nie jej mąż, co jednak nie upoważnia go do zawarcia nowego małżeństwa. Wydaje się to skomplikowane? Być może... Jednak Prawo Boże jest Prawem Bożym...a wolą Boga nigdy nie było to, by ludzie się rozwodzili. To wymysł czysto ludzki...jeden z wielu wymysłów czysto ludzkich, które w zamierzeniu miałby być poprawieniem Prawa Bożego, ale stały się Jego pogorszeniem...bo przecież nie można poprawić najdoskonalszego prawa...I to bez względu na epokę... Zatem i dziś...żadne wpisy w konstytucję nie zmienią tego, że małżeństwo jest nierozerwalne... Bo Bóg je błogosławi...żadne zamienniki w grę nie wchodzą...żaden związek na próbę, żaden ślub cywilny, żaden układ partnerski ani przyjacielski seks nie staną się ważniejsze niż jedyna, akceptowana forma związku mężczyzny i kobiety - małżeństwo... Cieszy mnie jednak fakt, że pomimo szalejącej liberalnej cywilizacji antychrześcijańskiej... i antybożej, powstaje wiele inicjatyw promujących wartość małżeństwa i rodziny... Przez całą Europę przemierzają Marsze dla Życia i Rodziny...od kilku lat papież zwołuje Światowe Dni Rodzin...i to jest piękne...bo my robimy swoje...i głosimy te Boże Prawdy...odwieczne Prawdy... i za to Chwała Panu.... Na koniec jeszcze jedna myśl. Jedność małżeńska męża i żony służy jako symboliczny obraz jedności Chrystusa i Jego Kościoła . Jak wielkie jest małżeństwo, że natchnęło Apostoła myślą, by odwołać się do niego, kiedy mówi o Chrystusie i Kościele! Małżeństwo istnieje tylko w oparciu o miłość i dla rozwoju miłości prowadzącej do szczytu, skąd wytryska nowe życie. Miłość małżeńska jest stwórcza w Bogu. Kościół istnieje tylko dzięki miłości Chrystusa i dla Niego; On jest w nim nieustannie źródłem nowego życia. Ten wspaniały tekst, z którego nie można wyłączyć żadnego fragmentu, budzi u niektórych sprzeciw z powodu czasownika "być poddanym". To jest spojrzenie ograniczające! Poddanie żony zakłada ze strony męża pełną miłość, która jest czułością, delikatnością, szacunkiem, głębią uczucia. Mąż powinien być gotowy poświęcić życie dla żony, jak to uczynił Chrystus dla swego Kościoła. Poddanie żony zakłada odanie męża tym wymaganiom, które należą do Boskiego porządku. Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła; On - Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy coś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża! Modlitwaobraz dnawiaj, Panie, każdego dnia wzajemną więź między małżonkami, aby ich miłość nieustannie rosła. - ks Jan Antol Opcje
Podoba się : Ad am, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
MAŁŻEŃSTWO NA CAŁE ŻYCIE a - NAWET NA WIECZNOŚĆ ! Omawiając na lekcjach religii Dekalog sporo emocji wśród moich uczniów wywołują VI i IX przykazania oraz zdziwienie, jakie towarzyszy odkryciu - co najmniej na miarę kopernikańskiego - że w Kościele katolickim nie ma rozwodów. Proponuję zatrzymać się na samym fakcie przysięgi małżeńskiej z akcentem na wybrane uwarunkowania, jakie jej towarzyszą w czasie "przed" zawarciem związku, a co niewątpliwie ma wpływ, czy wręcz reżyseruje dalszy bieg małżeństwa. Zdaję sobie sprawę, że życie pisze różne scenariusze, częstokroć sytuacja nie jest czarno-biała, a to, co się dzieje na sali sądowej (tej cywilnej czy kurialnej) niejednokrotnie jest pełną bólu i pogmatwaną opowieścią o życiu. W okresie, kiedy pióra niektórych publicystów oraz teologów rozgrzane są do czerwoności w związku ze zbliżającym się synodem biskupów, który ma być poświęcony wezwaniom duszpasterskim wobec rodziny, łatwo zauważyć, że dyskusja schodzi na jeden temat - dopuszczenia osób rozwiedzionych, którzy weszli w nowy związek małżeński, do przyjmowania sakramentów, w tym szczególnie umożliwienie zawarcia nowego związku. Jak to zwykle bywa, dużo uwagi i energii poświęcamy konsekwencjom, zaniedbując przyczyny zastanej sytuacji. W tym świetle chciałbym zwrócić uwagę na dwa znamiona małżeńskiego ślubowania: wierność i wy/trwałość. Po pierwsze, rodzaj przysięgi małżeńskiej jest - chciałoby się powiedzieć - dużego kalibru. Jest przysięgą, która dotyczy materii ważnej, najważniejszej. Podobną przysięgę - lub raczej jej przedsmak - możemy składać co najwyżej kilka razy w życiu lub też jednorazowo (przykładem może być przysięga w wojsku lub przysięga Hipokratesa). Po drugie, ta przysięga to sakrament - to Bóg wiąże nupturientów, On też jest pierwszym świadkiem zawartego przymierza. Podskórnie wyczuwamy, że dzieje się tu coś wielkiego … - do historii naszego życia wkracza Bóg, uprzednio przez nas zaproszony. Obserwując dzisiaj kryzys małżeństwa, warto uświadomić sobie, że u jego podstaw mamy kryzys przysięgi jako takiej. Jest nam coraz trudniej wejść w trwałe zobowiązanie względem siebie, Boga, drugiego człowieka, takie które miałoby znamiona nierozerwalności i trwałości do przysłowiowej grobowej deski. Przykłady można by mnożyć - począwszy od tych najmniejszych - jak szybko zapominamy o naszych postanowieniach na nowy rok, z okazji świąt, rozpoczynającego się roku szkolnego, albo że "od spowiedzi będę lepszy" lub zacznę się sumiennie uczyć języków obcych. Nie umiemy odmówić sobie kolejnego piwka, papierosa, znowu za dużo siedzimy przy komputerze, albo czas nam ucieka przed telewizorem. Karykaturalną staje się sytuacja, kiedy dla kogoś bliskiego stajemy się powiernikami, kiedy ktoś z rodziny powierza nam jakąś tajemnicę, prosząc o zachowanie dyskrecji - nie mija wiele czasu jak ów sekret staje się "tajemnicą", o której wszyscy wiedzą i na dodatek poważnie udają, że nic nie wiedzą. Słyszymy o przypadkach, że ktoś rzucił sutannę, nie zachował ślubów wieczystych, że nie dochował wierności w małżeństwie. Z tym ostatnim jest o tyle gorsza sytuacja, spowodowana wielką liczbą rozbitych związków, że szczęśliwe małżeństwa z długim stażem lub większą liczbą dzieci czują się jak dinozaury - taki stan prowokuje pytanie o to, co tu jest normalne i co wyznacza porządek… Nie sposób nie zauważyć, że stosunkowo łatwo deklarujemy podjęcie tzw. decyzji trwałych, gładko przyjmujemy zobowiązania, ale z ich wypełnianiem już mamy problem. Przyczyny, które należałoby tu wskazać to niedojrzałość oraz nieodpowiednie przygotowanie osób składających przysięgę, ślub, podejmujących się jakiegoś zobowiązania oraz - kolokwialnie rzecz ujmując - znudzenie, które jest przykrą pochodną wytrwałości. Małżeństwo bowiem oraz każda inna misja, której się podejmujemy, z biegiem czasu weryfikuje nasze neofickie zaangażowanie i rozpalone policzki, czyli emocje, jakie towarzyszyły w początkach nowej drogi. Oczywiście, weryfikowanie, o którym tu mowa, to nie jakieś brutalne odzieranie ze złudzeń, co raczej hartowanie, stawanie w prawdzie i nierzadko konfrontowanie z młodzieńczymi projekcjami własnej wyobraźni, typu: "A ja myślałem…"; "Mi się wydawało". Ten proces, a często wręcz kryzys, ma prowadzić do dojrzałości - niestety wiele osób go nie osiągnie, lub nie da mu szans, wcześniej zwijając swoje zabawki i kwitując jednym zdaniem: "To koniec! Nie ma sensu". Środowisko i okoliczności, w których przyszło nam żyć również nie sprzyjają temu, co trwałe i wierne. Ilustracja najbardziej banalna: komórkę, którą aktualnie używasz, nawet jeśli jeszcze pachnie nowością, za kilka miesięcy zastąpi nowy model; twój komputer ma Windowsa 8 - na jesień producent zapowiada już nowszą wersję. Takich przykładów każdy z nas potrafi wskazać wiele… Nie "używamy" aby "zużyć", niejednokrotnie jesteśmy uzależnieni od kupowania, którego celem jest tylko "poużywanie", nie umiemy cieszyć się tym co mamy, za to szybko się tym nudzimy, a od nowości-promocji boli głowa. I tak ledwie tu człowiek "pomyśli" a już w kolejce postawi ją/jego z myślą o wymienieniu na "lepszy model" - jak to kilka lat temu, za Kasią Klich, podśpiewywali sobie rodacy w piosence Lepszy model: "Nie mam do Ciebie cierpliwości / To pewne że już nie będę mieć / Minął termin twojej przydatności / Gwarancja nie obejmuje Cię". Jest jeszcze jeden argument - bojaźń Boża. Bardzo ważny i z uśmieszkiem traktowany przez luminarzy postępu dar Ducha Świętego. Dziś rzadko słyszymy słowa, które wywołują gęsią skórkę: "Bój się Boga!" albo "Jak ty tak możesz?! Boga się nie boisz?!". Bojaźń wiąże się z formą szacunku względem siebie, Boga lub drugiego człowieka. Przywołajmy sytuację, w której namaszczony na króla Dawid musi uciekać przed szalonym Saulem. Dochodzi do okoliczności, w której obnażywszy słabość strażników króla, Dawid pozostaje z nim sam na sam - jest to dobra okazja, aby rozprawić się z człowiekiem, który zdążył mu napsuć wiele krwi. Przyszły król odchodzi jednak od wymierzania kary ze względu na szacunek względem pełnionej przez Saula funkcji oraz jego powołanie: "Niech mię Pan broni przed podniesieniem ręki na pomazańca Pańskiego!" (1 Sm 26,11). Bojaźń uczy pokory i pokazuje granice, których człowiekowi przekroczyć nie wolno, uczy także odpowiedzialności za wypowiadane słowa, powzięte zobowiązania, uczynione śluby czy postanowienia. Jest miernikiem i odpowiedzią na pytanie, na ile poważnie traktujemy Boga, siebie, bliźniego; czy słowo, które "daje" jest tym, na którym można się "oprzeć", albo przeciwnie - jest nic nie warte. Fragment Psalmu 116 - "Moje śluby, złożone Panu, wypełnię przed całym Jego ludem" (116, 14.18; por. Ps 66,13) - przypomina nam również, że przysięga, którą składamy, to nie tylko prywatna sprawa między człowiekiem a Bogiem. Jej konsekwencje zawsze dotykają trzeciej strony - mogą to być dzieci, wierni, parafianie, pacjenci, uczniowie itd. W takiej sytuacji bojaźń ma także za zadanie chronić tych, którzy są bezbronni, a stają się jedynie "beneficjentami" katastrofalnych konsekwencji (tak jest w przypadku rozpadu małżeństwa rodziców), jednocześnie może zapobiec zgorszeniu, jakie wypływa z faktu zerwania złożonej przysięgi. Czy "Wierność jest nudna, / A tego nie chce przyznać żadne z nas…" - można zapytać jak w piosence z filmu "Och, Karol 2" w wykonaniu Natalii Kukulskiej? Odpowiadając na poziomie filmu i towarzyszącej mu muzyki, to trzeba powiedzieć, że tak i to koszmarnie, no bo ile tak można: "parę nocy, trochę wina". Na szczęście życie pokazuje, że wierność nie jest nudna, ale trudna i… piękna. Jest wartością, o którą trzeba zawalczyć, aż do śmierci, wówczas bowiem - jak pisze Autor Apokalipsy - otrzymamy wieniec życia (por. Ap 2,10). Wierność jest walką, w czasie której nigdy nie powiemy, że "to już nie ma sensu", albo że "wszystko się skończyło" lub że "jest za późno". Wierność jest zadaniem wzajemnego odkrywania i zachwycania sobą nawzajem na dystansie całego życia. Wbrew temu, co mówi znudzony świat: "Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić, / Siebie zachwycić i wszystko w krąg / Wojna to będzie straszna, bo czas nas będzie chciał zniszczyć, / Lecz nam się uda zachwycić go" (Edward Stachura, Jest już za późno - koniecznie polecam w interpretacji Starego Dobrego Małżeństwa). - ks Dariusz Talik - Rodzina Bogiem Silna©© prosimy nie kopiować naszych artykułów tylko udostępniać ©copyright ©
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Przepraszam, nawet nie chce mi się czytać do końca. Anno, ja to wszystko na temat małżeństwa już wiem! Jestem doradcą rodzinnym z wykształcenia, również nauczycielem, i mnie nie musisz w niczym uświadamiać. Jednak cała ta wiedza, jaką mam, nie pomogła mi w założeniu rodziny. Mam wrażenie, że ludzie, którzy jej nie mają, mają w życiu lżej i szybciej decydują się na małżeństwo. Może mają problemy, może się czasem nawet rozwodzą, ale do ślubu dochodzi, dzieci są. Zadanie życiowe zostało spełnione.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
I co? Nie chcę się rozwodzić, chcę mieć dzieci, chcę normalnych małżeńskich relacji, a męża nie mam. Myślę niby "po Bożemu", a okazuje się, że prawie nikt tak nie myśli.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
pewnie masz za wysokie kryteria co do przyszłego męża nie można przesadzać i czekać niewiadomonakogo bo się nie pojawi żaden książe na białym koniu
Podoba się : Anna Drew, Edward DURBAJŁO, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Franek/Jacob chyba ma rację... Dziś ma się za duże wymagania. Ten za mało zarabia, tamten przy rodzicach itp. Lęk przed odpowiedzialnością po prostu. Żona/mąż to nie materiał, aby ich skroić na miarę... Zresztą, skoro jest obawa, po co pisać, mówić, że chce się mieć rodzinę? nielogiczne...
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
https://polki.pl/po-godzinach/z-zycia-wziete,z-zycia-wziete-prawdziwa-historia-o-slubie-z-rozsadku,10044329,artykul.html
obraz
Prawdziwa miłość...
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
https://adonai.pl/powolanie/?id=92
obraz
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Przepraszam bardzo, ale to nie ja chciałam żyć w konkubinacie, tylko chłopak, z którym chodziłam. Nie chciał ślubu. I to właśnie panowie mają wysokie wymagania. Moje wymagania są realistyczne. To nie jest mój przypadek. Owszem, trzeba się poznać, zakochać, ale trzeba mieć na to szansę, spotkać kogoś.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Zawsze chciałam wyjść wcześnie za mąż, zaraz po skończeniu studiów. Ale to nie był ten człowiek i ten czas. Co do artykułu, który umieściłaś - łatwiej związać się z kimś z rozsądku, jeśli przed tą osobą z nikim się nie było i nikogo nie kochało. Wtedy silnie działają również hormony i one pomagają w przywiązaniu. Kolejna miłość nie jest już tak romantyczna, i musi zawierać element rozsądku, bardziej rozważa się wszystkie "za" i "przeciw".
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Jeśli chłopak jest przy rodzicach, to akurat dobrze nie rokuje. Chyba że jednocześnie pracuje i odkłada pieniądze na mieszkanie dla siebie. Wtedy widać, że jest odpowiedzialny. Ale zbytnie przywiązanie do rodziców nie pomaga w założeniu własnej rodziny, jest wręcz szkodliwe.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
co do artykułu. Ja uważam, ze nie każdy musi zakładać rodzine. Nie każdy się nadaje i nie jest do tego dojrzały
Podoba się : Teresa, Anna Drew, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
a co do kobiet, to też uważam, ze one mają zbyt wysokie wymagania jakie powinien mieć męzczyzna. Generalnie małżeństwo to kompromis powinien być, ze jedna strona musi akceptować wady również mężczyzny, ale i mężczyzna powinien akceptować wady kobiety...bo nie ma idealnych mężczyzn i kobiet.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Kobieta powinna być podporą mężczyzny, także w sferze moralnej... Mężczyźni niewiele się zmienili, nie są z natury monogamistami, ale to nie znaczy że tego się nie da zmienić. Może ów chłopak był kiedyś z kimś, kto traktował te sprawy lekko. Jeśli dziewczyna się nie szanuje, jak chłopak ma ją szanować? Znam mężczyzn, którzy chcieliby mieć żonę, dzieci, a trafiają na kobiety chcące być w wolnym związku, mieć bogatego mężczyznę itd.... Naprawdę, ludzie nie wiedzą, ile i co tracą...
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Anna Drew napisał/a: Kobieta powinna być podporą mężczyzny, także w sferze moralnej... Mężczyźni niewiele się zmienili, nie są z natury monogamistami, ale to nie znaczy że tego się nie da zmienić. Może ów chłopak był kiedyś z kimś, kto traktował te sprawy lekko. Jeśli dziewczyna się nie szanuje, jak chłopak ma ją szanować? Znam mężczyzn, którzy chcieliby mieć żonę, dzieci, a trafiają na kobiety chcące być w wolnym związku, mieć bogatego mężczyznę itd.... Naprawdę, ludzie nie wiedzą, ile i co tracą...
No niestety, tak było... obraz Mieszkał kiedyś z dziewczyną i to dla niego było normalne. Nie dla mnie. Nawracał się, czytał Pismo Święte, był we wspólnocie i był ze mną... Nic mi z tego szacunku do samej siebie nie przyszło prócz cierpienia. Dlaczego swój nie może trafić na swego?
Podoba się : Anna Drew, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Oj Teresa Teresa nie rozpaczaj,trafisz na swego obraz obraz Tylko nie obwiniaj mężczyzn za wszystko zło tego świata.Jest wiele porządnych mężczyzn.A niedorośli chłopaczkowie zawsze byli,są i będą. Mężczyzna tak się zachowuje jakie kobieta daje mu przyzwolenie i tyle.Widocznie marnie Cię ten mężczyzna kochał i marnie się przy Tobie nawracał i tyle.Nie warto rozpaczać za kimś kto Cię naprawdę nie kochał.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Zgadzam się z Anną,że w dzisiejszych czasach zachowanie wielu kobiet w stosunku do mężczyzn jest po prostu straszne.Wielu nie znaczy wszystkich,bo są różne kobiety...I to,że część ludzi pomimo,że jest dorosła zarówno kobiet jak i mężczyzn nie wie czego chce od życia, czego oczekuje od drugiej osoby,nie wie na czym polega związek dwojga ludzi,nie zdaje sobie sprawy co to jest małżeństwo.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Felicity napisał/a: Oj Teresa Teresa nie rozpaczaj,trafisz na swego obraz obraz Tylko nie obwiniaj mężczyzn za wszystko zło tego świata.Jest wiele porządnych mężczyzn.A niedorośli chłopaczkowie zawsze byli,są i będą. Mężczyzna tak się zachowuje jakie kobieta daje mu przyzwolenie i tyle.Widocznie marnie Cię ten mężczyzna kochał i marnie się przy Tobie nawracał i tyle.Nie warto rozpaczać za kimś kto Cię naprawdę nie kochał.
Wiem, że mnie nie kochał. Dlatego od niego odeszłam. Choć bolało bardzo. Potem jeszcze kilka lat się za niego modliłam. I to nie moja wina, że w takim momencie życia go poznałam... Po naszym rozstaniu wiele rzeczy się poprawiło u niego (np. dostał stałą pracę, o co wcześniej się nie starał, zerwał relacje z toksycznym kolegą, który go wciągał w różne złe rzeczy). Zaczął zmieniać swoje życie, gdy już nie byliśmy razem. W tamtym czasie miałam wrażenie, że Bóg bardziej kocha jego niż mnie. I że Jemu bardziej na nim zależy niż na mnie. Takie dziwne uczucie.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
to zupełna nie prawda Bóg kocha wszystkich tak samo. to trochę go stalkowałaś co ? obraz
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Jacob Sprenger napisał/a: to zupełna nie prawda Bóg kocha wszystkich tak samo. to trochę go stalkowałaś co ? obraz
Wręcz przeciwnie. Skąd takie głupie wnioski (że go stalkowałam)?
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Teresa wrzuć na luz i nie przejmuj się humorkami Jacobaobraz Ważna jest Twoja postawa,że starałaś się nawrócić człowieka a,że nie wyszło cóż tak bywa w życiu.Dorosłego człowieka nie da się zmienić,dorosły człowiek musi chcieć się zmienić sam dla drugiej osoby.Inaczej nic z tego nie będzie.Ale zastanawia mnie,dlaczego taka osoba jak Ty weszła w taką relację i jak długo że sobą wytrzymaliście? Ale pewnie zakochana byłaś i tyle!
Podoba się : Teresa, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Byłam zakochana i bardzo cierpiałam. Razem chodziliśmy na spotkania wspólnotowe. Spotkałam go w kościele... Podszedł do mnie podczas peregrynacji relikwii św. Tereski od Dzieciątka Jezus w katedrze i zapytał, czy byłam na pielgrzymce... A ja modliłam się o dobrego męża i o to, by on mnie wybrał... Od 16 roku życia. Chciał być ze mną. Podobałam mu się taka, jaka byłam, oprócz mojej wiary i podejścia do kwestii czystości przedmałżeńskiej... Dziwne, bo sam był wierzący. Chodziliśmy razem na spotkania wspólnotowe, do kina, teatru, na wystawy malarskie, dyskutowaliśmy. Był inteligentny i pochodził z inteligenckiej rodziny. Ale jego życie emocjonalne i duchowe było niepoukładane, miał nałogi w trakcie naszej relacji, o czym nie wiedziałam. Razem zrobiliśmy kurs NPR! Zadał mi cios prosto w serce, skrzywdził jak nikt inny i chyba zablokował na jakiekolwiek relacje z innymi mężczyznami na długie lata...
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Dla mnie w tym czasie życie się skończyło... Zanim nie poznałam chłopaka, który nauczył mnie śpiewu i zapalił zainteresowaniem muzyką klasyczną. To również był człowiek wykształcony, inteligentny, z wartościami (tak mi się wydawało). I zakochałam się. Znowu nieszczęśliwie, ale prawdziwie. Zostałam sama z tą muzyką. Ten nowy chłopak sprawił, że zapomniałam o całym cierpieniu z przeszłości, o całym złu, które mnie spotkało. Zmartwychwstałam. Ale teraz znowu cierpię. Zakochuję się w kimś, z kim nie mogę być. To smutne. I nie rozumiem, dlaczego tak Bóg mnie prowadzi. Zakochałam się tak, że zapragnęłam znowu mieć rodzinę i to uczucie dawało mi szczęście. Bez odzewu z drugiej strony.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Przykro mi...
Podoba się : Teresa, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Teresa nie ma co użalać się nad sobą trzeba z optymizmem patrzeć w przyszłość.Dopóki żyjesz masz szansę spotkać wartościowego człowieka i być kochaną z wzajemnością.Z tych znajomości zostało Ci zainteresowanie do muzyki. Każdy człowiek w życiu styka się z różnego rodzaju przykrym doświadczeniami i zdarzeniami w różnych dziedzinach życia.Takie jest życie.
Podoba się : Teresa, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Wiecie, co sobie uświadomiłam przez rozmowę z Wami i jeszcze z jednym chłopakiem? Że zakochuję się w bardzo inteligentnych mężczyznach. Ten chłopak stwierdził, że ja się w nim nie zakocham, bo on nie jest tak inteligenty. Chociaż potrafi rozmawiać w 4 językach. Od razu siebie skreślił... Okazywałam wręcz przeciwnie - że chcę z nim rozmawiać. Jeśli facet sam siebie nie kocha, to nie może dać tej miłości komuś innemu.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
to nie miłość tylko egoizm w taki razie stawiasz zawsze siebie na pierwszym miejscu i tylko twoje oczekiwania ktoś ma spełniać, ma być taki i taki, inteligentny bo się nie zakocham obraz miłość to rezygnacja z siebie dla drugiej osoby
Podoba się : Anna Drew, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Nie zgodzę się. To spostrzeżenie innej osoby, nie moje. Nie, miłość NIE JEST REZYGNACJĄ Z SIEBIE - ze swojej osobowości, z pasji, marzeń, z tego, kim się jest. To nie byłaby miłość. Jest zdolnością do kompromisów, pod warunkiem, że nie poświęca się własnych wartości. Poza tym bardzo dobrze mówi o tym 13. Rozdział Księga Syracha.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Jeśli chodzi o tego chłopaka, którego teraz poznałam, to niepokoją mnie 2 rzeczy - brak wiary u niego (antyklerykalizm i walka z Kościołem) oraz ten brak miłości do samego siebie. W dalszej kolejności to, że miał już doświadczenia seksualne. Nie wiem, czy to dobry kandydat dla mnie. Rozmawiam z nim, ale stosunek do wiary może nas bardzo szybko podzielić. Nie wiem, jak do tego się ma moja "rezygnacja z siebie"...
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Teresa napisał/a: Wiecie, co sobie uświadomiłam przez rozmowę z Wami i jeszcze z jednym chłopakiem? Że zakochuję się w bardzo inteligentnych mężczyznach. Ten chłopak stwierdził, że ja się w nim nie zakocham, bo on nie jest tak inteligenty. Chociaż potrafi rozmawiać w 4 językach. Od razu siebie skreślił... Okazywałam wręcz przeciwnie - że chcę z nim rozmawiać. Jeśli facet sam siebie nie kocha, to nie może dać tej miłości komuś innemu.
Mężczyzna może znać 5 języków obcych i być doktorem nauk ścisłych a prywatnie i tak może być prostakiem bez wychowania i kultury .Jedno nie łączy się ściśle z drugim ,różnych ludzi w życiu poznałam i wysoki pozycja społeczna nie zawsze oznacza to że człowiek jest wartościowy i godny uwagi. inteligentny może być człowiek nawet po zawodówce.
Podoba się : Anna Drew, Teresa, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
Jacob Sprenger napisał/a: to nie miłość tylko egoizm w taki razie stawiasz zawsze siebie na pierwszym miejscu i tylko twoje oczekiwania ktoś ma spełniać, ma być taki i taki, inteligentny bo się nie zakocham obraz miłość to rezygnacja z siebie dla drugiej osoby
Zgadzam się. Szanuje zdanie Teresy ale w tej kwestii też mam mieszane uczucia .
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
1 m-ce temu
https://www.oaza.pl/cdz/index.php/pl/spotkanie/2387-szczescie-w-malzenstwie.html
obraz
Podoba się : Teresa, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
do góry ↑

Dodaj odpowiedź

załącz pliki »