obraz

Forum Betania » Forum Ewangelizacyjne » Homilie na niedziele i święta

Forum Ewangelizacyjne · Homilie na niedziele i święta 7 lat temu

"Paś owce moje" Wydarzenie, które zadecydowało o roli św. Piotra w Kościele, rozegrało się nad brzegiem jeziora Genezaret. Kilkanaście dni po zmartwychwstaniu Szymon zalazł się na tym samym miejscu, w którym po raz pierwszy spotkał Mistrza z Nazaretu. Na tym miejscu, na którym usłyszał Jego wezwanie: „Pójdź za Mną! Odtąd ludzi będziesz łowił”. Od tego pierwszego spotkania upłynęło sporo czasu i wydarzyło się wiele. Przecież to Piotr szedł za Jezusem w Wielki Czwartek. Trzykrotnie zaparł się Go na dziedzińcu arcykapłana. Załamał się. Nie poszedł pod krzyż w Wielki Piątek. A teraz Zmartwychwstały czeka na niego na tym samym miejscu, aby naprawić to, co apostoł zepsuł w Wielki Czwartek. Trzy razy się zaparł, mówiąc: „Nie znam tego Człowieka!”.A teraz Chrystus trzy razy go pyta: „Czy ty Mnie kochasz?”. Nikomu innemu nie postawił tego pytania. „Czy ty Mnie kochasz więcej niż ci?”. A obok stali inni apostołowie, a wśród nich Jan, który nie tylko się nie zaparł, ale wędrował za Mistrzem aż na szczyt Golgoty, podtrzymując Jego Matkę. Był to bardzo trudny egzamin dla Piotra. Ale też wielkie było zadanie, które Mistrz chciał mu powierzyć. Piotr trzykrotnie odpowiadał: „Tak, Panie,Ty wiesz, że Cię kocham”. Już nie zapewniał o swej wierności jak w Wieczerniku. Teraz był pewien, że Chrystus wszystko wie, tak jak wszystko wiedział, gdy w czasie świętej uczty zapowiadał: „Zanim kurdwakroćzapieje, trzykroć się Mnie zaprzesz”. „Ty wiesz, że Cię kocham!” Gdy Jezus to usłyszał, oficjalnie i uroczyście powtórzył Piotrowi te same słowa, które wypowiedział na samym początku: „Pójdź za Mną!”. Oto ponowne powołanie Piotra. Pójdzie on za Mistrzem wiernie do końca, pamiętając o bolesnych lekcjach, które już miał za sobą. Pójdzie aż na Wzgórze Watykańskie, by świadczyć o Mistrzu i o swej miłości do Niego. Tam zobaczy pal i belkę swojego krzyża. Tam podzieli los swojego Pana. W historii Piotra jest coś z tajemnicy naszego życia. Wcześniej czy później Chrystus, powierzając nam trudne zadanie, zapyta: „Czy kochasz Mnie?”. Zaczeka na naszą odpowiedź. Trzeba być przygotowanym na ten moment. Wówczas odpowiedź będzie łatwa. To przygotowanie trwa. Czasem przez trudne życie; bywa, że również przez upadki. Jeśli jednak nieustannie doskonalimy miłość do Boga i ludzi, nawet upadki nie są w stanie jej zniszczyć. Nawet grzechy nie potrafią zniszczyć zaufania, jakim Bóg nas darzy, bo On nas kocha i czeka na nasze wyznanie miłości. W dziejach Piotra została ukazana potęga zła i ogrom słabości, z którą mamy do czynienia w Kościele. Piotrowi na początku jego misji Jezus powiedział: Musisz pamiętać, że najważniejsza jest miłość, jaką Mnie darzysz, i miłość, z jaką podejdziesz do moich owiec. „Paś”, a nie wykorzystuj, nie rań, nie nakładaj ciężarów, nie niszcz, nie gorsz! „Paś owce moje!” Nie zapomnij, że są moje! Nie twoje – moje! Nie jesteś ich właścicielem. To nie twoja owczarnia. Jesteś tylko najętym pasterzem moich owiec. Owczarnia Chrystusa to dom rodzinny. Każdej matce, każdemu ojcu Jezus stawia pytanie: „Czy kochasz Mnie?”. A jeśli usłyszy odpowiedź: „Tak, Panie”, powierza im swe owce i mówi: „Paś owce moje”. Dzieci nie są własnością rodziców. Są własnością Boga. On tylko na kilkanaście lat oddał je w ich ręce, aby troszczyli się o ich życie. Odpowiedzialność wielka. Parafia to owczarnia Jezusa, a kapłan w niej to pasterz odpowiedzialny za życie duchowe Chrystusowych owiec. Kościół to owczarnia oparta na prawie miłości pasterzy do Chrystusa i Jego owiec. O nieustanne doskonalenie tej miłości należy się modlić, i to często. ks. E. Staniek
XVII niedziela zwykła Bóg jest źródłem wszelkiego dobra. Czasem oczekujemy od Niego tylko dóbr duchowych, zapominając, że to dzięki Niemu mamy też dobra doczesne. On jest naszym Stwórcą i zna nasze potrzeby. Wdzięczność za wszystko, co od Niego otrzymujemy, zaprowadzi nas do obrania Jezusa królem naszych serc, do życia zgodnego z powołaniem, jakim zostaliśmy wezwani. Nie każde nasze pragnienie zostanie na tym świecie spełnione, ale Bóg nas nie opuści i poprowadzi ku życiu wiecznemu. K.Z. „Skąd kupimy chleba?” Przez pięć najbliższych niedziel usłyszymy w kościele wyjątkowo nie Ewangelię wg św. Marka, lecz kolejne fragmenty 6 rozdziału św. Jana. Jest to tzw. Wielka Mowa Eucharystyczna Jezusa, która miała miejsce po cudownym rozmnożeniu chleba. Jezus wykorzystał tę okoliczność, aby pouczyć swoich słuchaczy – i nas – o Pokarmie na życie wieczne. Zauważmy, że najpierw Jezus uczynił wyraźny znak, a następnie wyjaśnił jego znaczenie. Trzeba to mocno podkreślić, ów „dydaktyczny” wymiar cudów Jezusa. Nie chciał On bowiem tylko zaspokajać naszych ziemskich potrzeb – bo to możemy zrobić sami, lecz chciał wskazać na coś więcej, na to, czego sami nigdy byśmy nie odkryli, a tym bardziej nie zrozumieli ani nie dokonali. Eucharystia całkowicie przekracza nasze możliwości pojmowania i tworzenia. Jest Ona wyłącznym darem Boga, niczym przez nas nie zasłużonym. I pomyśleć, że my jeszcze nie chcemy tego daru przyjąć! Ale przejdźmy do dzisiejszego tekstu. Opis wyraźnie nawiązuje do wędrówki Izraelitów przez pustynię z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Jezus, podobnie jak kiedyś Mojżesz, prowadzi tłum do Królestwa Bożego, obiecanego przez Ojca. To właśnie Królestwo Boże, zbawienie, jest ostatecznym celem naszej wędrówki i wszelkich starań. Wędrówka ta jest zapoczątkowana Paschą, czyli przejściem od jednego sposobu życia – ziemskiego, na wzór tego świata – do nowego życia, w wierze. Dziś tą Paschą jest sakrament chrztu, potwierdzony potem dojrzałą decyzją wiary. Z tą chwilą chrześcijanin wyrusza w swoją życiową drogę do Boga. W tej wędrówce nie idziemy sami, lecz jesteśmy prowadzeni przez Jezusa. To On nam towarzyszy, wskazuje drogę i troszczy się o najważniejsze sprawy. Człowiek jest nieraz za słaby, aby zaradzić wszystkim potrzebom i sprostać trudnościom pustynnej drogi życia. Ale zawsze możemy liczyć na Jezusa. Czytamy, że wtedy uzdrowił chorych, a zaraz potem rozmnożył chleb. To nie znaczy, że będzie odtąd wyręczał służbę zdrowia, rolników i piekarzy. Leczenie i chleb to są zadania dla nas. Jednakże wtedy cudy Jezusa były znakiem, że nie jesteśmy Bogu obojętni i że wie On o wszystkich naszych brakach. To, czego nie jest w stanie zrobić człowiek, to czyni Bóg. Właśnie dlatego daje nam Eucharystię. Jest to taki pokarm, którego sami nigdy byśmy nie zdobyli. Natomiast w zakresie naszych ziemskich potrzeb Chrystus wzywa nas do pracy. Dał nam wszystko, czego potrzebujemy: ziemię, ziarno, postęp techniczny. Wystarczy tylko roztropnie i gospodarnie możliwości te wykorzystać, aby nikomu na świecie nie zabrakło chleba. Pomimo to, człowiek często nie potrafi stanąć na wysokości zadania. Środki techniczne i finansowe przeznacza nie na chleb, lecz na narzędzia zniszczenia. Równowartość 40 nowoczesnych bombowców wysokiej klasy, mądrze zainwestowana, wystarczyłaby, by raz na długie lata uporać się z głodem na całym świecie! Ale żądza władzy jest chyba silniejsza od miłości i dlatego samoloty są ważniejsze od chleba. To jeden z przejawów naszej bezsilności wobec zła. Jezus wie więc dobrze, czego potrzebujemy. I dlatego chce nam dać inny chleb – Chleb Życia i Miłości – Eucharystię. Doskonale wie, że nie da się go kupić za żadne pieniądze, ale wystawia nas na próbę, czy gotowi jesteśmy coś dla tej miłości poświęcić. Jeśli damy z siebie to, na co nas stać, wtedy dzięki Bożemu błogosławieństwu na pewno wystarczy. Apostołowie w stosunku do potrzeb nie mieli prawie nic. 200 denarów to była równowartość prawie rocznej pensji, a oni mieli jedynie pięć chlebków i dwie ryby. A jednak starczyło i jeszcze zostało! O to zatroszczył się już Chrystus. My mamy jedynie być gotowi, żeby Mu zaufać i pomóc. A wtedy wszystkie nasze potrzeby – i doczesne, i wieczne, będą zaspokojone z nawiązką. ks.M.P. Chlebem czy berłem W starotestamentalnej Księdze Sędziów zamieszczona jest bajka o władzy. Opowiada ją Jotam mieszkańcom Sychem, którzy wybrali na króla, żądnego władzy Abimeleka. Oto treść tej bajki: „Zebrały się drzewa, aby namaścić króla nad sobą. Rzekły do oliwki: ‘Króluj nad nami!’. Odpowiedziała im oliwka: ‘Czyż mam się wyrzec mojej oliwy, która służy czci bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?’. Drzewa, wobec odmownej odpowiedzi, zwróciły się kolejno do drzewa figowego i winnego krzewu, za każdym razem spotykając się z odpowiedzią odmowną. Wreszcie rzekły do krzewu cierniowego: ‘Chodź ty i króluj nad nami!’ Odpowiedział krzew cierniowy drzewom: ‘Jeśli naprawdę chcecie mnie namaścić na króla, chodźcie i odpoczywajcie w moim cieniu! A jeśli nie, niech ogień wyjdzie z krzewu cierniowego i spali cedry libańskie’„ (por. Sdz 9, 7-15). Morał tej biblijnej bajki jest jasny. Ten, kto umie czynić dobrze, nie potrzebuje dzierżyć władzy. On ubogaca społeczeństwo owocami swej pracy. Jemu to wystarcza do szczęścia. Radość odbiorców jest jego szczęściem. Oliwka, winny krzew, figa nie potrzebują czynić nic więcej, jak tylko uszczęśliwiać innych swymi owocami. Po władzę sięga ten, kto nie ma czym innych ubogacić. Wydaje mu się, że można uszczęśliwiać innych samą władzą. W rzeczywistości unieszczęśliwia poddanych i siebie. To w tym kontekście należy odczytać ewangeliczną scenę, w której jest mowa o Chrystusie uciekającym przed tłumem, chcącym Go obwołać królem. Czyni to po cudownym nakarmieniu kilku tysięcy ludzi, kiedy syci słuchacze chcą Go porwać i uczynić królem. Jezus znając ich zamiary „odszedł na górę”. Nie chciał przyjąć ofiarowanej Mu władzy. To ewangeliczne wydarzenie ustawia chrześcijańskie podejście do metody, jaką należy ubogacać społeczeństwo. Chodzi o wkład dobroci, o otwarcie serca, z którego, jak z dojrzałego kłosu, wysypuje się piękne ziarno. Wszyscy głodni znajdą drogę do tego ziarna. Nie trzeba ich ani do tego wzywać, ani namawiać. Wielkie wartości nie potrzebują reklamy. One są wielkie bez względu na to, czy się ludzie o nie ubiegają, czy nie. Chrystus ubogaca świat karmiąc ludzi swoim Ciałem jak chlebem. Sprawuje rządy przy pomocy chleba, a nie berła. Dlatego nigdy nie musiał budować więzienia. Jezus dowodzi, że można rządzić ludźmi gromadząc ich wokół wielkich wartości, a nie otaczając kolczastym drutem. Berło w pewnych sytuacjach zamienia się w wycelowany w podwładnych karabin. Chleb tego uczynić nie potrafi. W bajce Jotama na sprawowanie władzy zgodził się krzew cierniowy, który nie miał do dania żadnego owocu. Natychmiast też potraktował otrzymaną władzę jako narzędzie siania strachu i zniewolenia podwładnych. Chrześcijanin, jako uczeń Mistrza z Nazaretu, winien dobrze znać motywy, jakimi należy się kierować w pracy dla społeczeństwa. Nie wolno mu też poprawiać Chrystusa i uważać, że ręce wyposażone we władzę dysponują większą możliwością czynienia dobra. To wielkie złudzenie. Według Jezusa w rękach jest tyle dobra, ile go jest w sercu. Władza nie zawsze zwiększa możliwości czynienia dobrze, zwiększa natomiast odpowiedzialność. Trzeba się bowiem podpisać pod dobrymi i złymi czynami swoich podwładnych. Wielu z tych, którzy sięgnęli po władzę, nie tylko niczego dobrego nie dokonało, lecz straciło to, co dotychczas posiadało. Chrystus uciekł przed ofiarowanym Mu berłem i koroną. Jego wielbiciele Mu tego nie wybaczyli. Nadszedł dzień, w którym gwałtem nacisnęli Mu na głowę koronę cierniową i włożyli do ręki jako berło trzcinę. Zniszczyli Go jako króla za to, że nie chciał nim być. Udowodnili tym samym, do czego może prowadzić rządzenie przy pomocy berła a nie chleba. Jezus zgodził się na zniszczenie, ale po władzę, w rozumieniu tego świata, i tak nie sięgnął. Nadal rządzi światem przy pomocy chleba a nie berła. Urok władzy Przybył, by zakładać królestwo swoje na ziemi. Już na początku swej działalności spotkał się ze specjalistą od sprawowania władzy na ziemi, z księciem tego świata. Ten podał Mu trzy zasadnicze narzędzia sterowania tłumem. Chleb, bogactwo oraz sensację. Świadomie odrzucił wszystkie, choć wkrótce przekonał się, iż książe tego świata doskonale zna psychologię oddziaływania na tłumy. Te gromadziły się przy Nauczycielu z Nazaretu tylko wówczas, gdy dostrzegały coś z tych trzech wartości. Każdy cud był sensacją ściągającą tłumy jak magnes. Nawet Herod był ciekaw, jak wypadnie spotkanie ze słynnym cudotwórcą, którego w więzach przesłał mu Piłat. Zdrowie jest cenniejsze niż bogactwo, życie niż wszelkie skarby. Chorzy i ich najbliżsi wędrowali po to bogactwo często wiele godzin, byle tylko dotknąć Chrystusa. Jeszcze mocniej przemówił do tłumów cudownie rozmnożony chleb. To wówczas postanowiono porwać Jezusa i obwołać Go królem. Jezus musiał umknąć egzaltowanym rzeszom i w spotkaniu na drugi dzień wylać na rzeszę kubeł zimnej wody, by ją odwieść od tego zamiaru. Uczynił to tracąc wielbicieli. Chyba wówczas nikt nie zrozumiał zachowania Jezusa. Nawet Dwunastu, jeśli zgodziło się na tę decyzję Mistrza to najprawdopodobniej dlatego iż uważali, że „jeszcze nie nadeszła Jego godzina” — tzn. godzina tryumfu. Jezus w swoim myśleniu był prawie zupełnie sam. Wiedział zaś, że odgórnie nie da się tworzyć kochającej rodziny. Nawet najdoskonalsza władza, najmądrzejsza, najlepsza, najsprawiedliwsza nie zdoła stworzyć społeczności doskonałej z niedoskonałych ludzi. Nie pomogą żadne idealne prawa, piękne hasła, wypracowane konstytucje. To jest tak, jakby genialny dyrygent miał poprowadzić koncert mając do dyspozycji przygodnie zebranych ludzi, z których większość nie zna się na nutach, nie ma słuchu, nie potrafi ująć w ręce żadnego instrumentu. Ludziom się wydaje, że wystarczy mieć genialnego dyrygenta i ten potrafi zorganizować wszystkich we wspaniały chór i orkiestrę. Syn Boga stając na ziemi nie miał takich złudzeń. On wiedział, że trzeba rozpocząć od niewielkiej grupy ludzi, którzy dobrze opanują rzemiosło i staną się nauczycielami innych. Nawet nie szukał geniuszy. Zebrał bardzo przeciętne grono, bo wiedział, że każdy geniusz prawie natychmiast ulegnie pokusie organizowania odgórnie wielkiego koncertu. Wybrani przez Niego rzemieślnicy długo sami opanowywali sztukę harmonizowania uderzeń swoich serc z sercem Mistrza, a po Jego śmierci uczyli tego innych. To wymaga wielkiej cierpliwości i ciągłej służby. Bywało, że uczniowie bardziej uzdolnieni opanowywali sztukę życia w duchu miłości o wiele lepiej niż oni sami. Stopniowo gromadzili się w małe zespoły i zdumiewali otoczenie pięknem swego życia, które stawało się pieśnią nawet wówczas, gdy wykonywano na nich wyroki śmierci. Ten, kto chce prawdziwie rządzić ludźmi, musi stać się rządcą ich dusz. Chleb, pieniądze, sensacja służą do rządzenia ciałem. Można to czynić kupując człowieka, dając mu wspomniane wartości lub szantażując go, odmawiając mu ich. Jedna i druga metoda zniewoli tego, kto tak ludźmi rządzi, i tych, którymi on rządzi. Prawdziwy władca to mistrz, który pomógł uczniowi tak opanować sztukę śpiewania lub gry na instrumencie, iż ten zdobywa sławę w skali świata. Mistrz stoi w cieniu, uczeń go przyćmił swą sławą, ale o zniewoleniu nie ma mowy. Dumny i wolny jest mistrz, dumny i wolny jest sławny uczeń. Jezus chciał zostać Mistrzem pomagającym każdemu człowiekowi dobrej woli w opanowaniu sztuki prawdziwej miłości. Taką drogę rządzenia światem wybrał i nigdy z niej nie zrezygnował. Walka o rządy duszami, jaką prowadzi Mistrz z Nazaretu, trwa. Oby znalazł takich, którzy świadomie zrezygnują ze sprawowania władzy i zajmą się żmudną pracą doskonalenia człowieka. Gdy wielu ludzi potrafi życiem grać i śpiewać w duchu Ewangelii, sami nie wiedząc kiedy, zadziwią świat pieśnią swego Mistrza, jakim jest Chrystus. On rządzi światem jak dobry nauczyciel i pedagog, mając na uwadze doskonalenie duszy zgłaszającego się do Niego ucznia. ks.E.S. „Ty otwierasz swą rękę, Panie, i wszystko, co żyje, nasycasz do woli” (Ps 145, 16) Bieżącym tematem dnia dzisiejszego jest Opatrzność Boża zaspokajająca wszystkie potrzeby człowieka. W Drugiej Księdze Królewskiej (4, 42-44) czytamy o rozmnożeniu chlebów, którego dokonał Elizeusz, figura i zapowiedź tego, jakiego dokona około osiem wieków później Jezus, a jaki podaje ewangelia Jana (6, 1-15). Pewien człowiek przyszedł do proroka przynosząc „dwadzieścia chlebów jęczmiennych” i otrzymał rozkaz rozdzielenia chlebów między jego ludzi: stu ludzi. Sługa zaznacza, że ilość chleba jest niewystarczająca, lecz Elizeusz powtarza rozkaz w imieniu Boga: „Tak mówi Pan: nasycą się i pozostawią resztki” (2 Krl 4, 43). Cud powtarza się, lecz w sposób o wiele wspanialszy; na pagórkach galilejskich pokrytych trawą, kiedy to Jezus wyszedł na górę z uczniami i zobaczył, że otaczają Go „liczne tłumy, które schodzą się do Niego” (J 6, 5). Jak Elizeusz zaspokoił głód swoich uczniów, tak Jezus zaspokoił głód rzeszy, która szła za Nim, by słuchać Jego słowa. Lecz gdy tam dwadzieścia chlebów nasyciło stu ludzi, tutaj tylko pięć chlebów i dwie ryby nasyciły około pięciu tysięcy; w obydwu wypadkach pozostają resztki — aż dwanaście koszów w wypadku ewangelicznym — by udowodnić, że Bóg nie jest skąpy w zaopatrywaniu potrzeb swoich stworzeń. „Ty otwierasz swą rękę — opiewa psalm responsoryjny — i wszystko, co żyje, nasycasz do woli” (Ps 145, 16). Dlaczego więc dzisiaj tylu jest głodnych na świecie? Należy się nad tym zastanowić. Obydwa cudy nie zostały zdziałane z niczego, lecz z małych, a nawet bardzo małych zapasów: dwadzieścia chlebów ofiarowanych Elizeuszowi przez człowieka z Baal Shalisha, pięć chlebów i dwie ryby dostarczył Jezusowi pewien chłopiec, który przyniósł je z sobą. Bóg wszechmogący może uczynić wszystko z niczego, lecz kiedy znajduje się wobec swojego wolnego stworzenia, zwykle nie działa bez jego współpracy. To, co człowiek może uczynić, jest zawsze mało, lecz Bóg tego chce, owszem, wymaga tego jako warunku swojego pośrednictwa. A jeśli dzisiaj jest tylu ludzi, którzy nie mają dość chleba, by zaspokoić głód, czyż nie wiąże się to z faktem, ze ten, kto opływa we wszystko, nie potrafi ofiarować braciom przynajmniej tego, na czym mu zbywa? Człowiek, który w czasie głodu przyniósł Elizeuszowi chleba z pierwocin, i chłopiec, który odstąpił to niewiele, co posiadał, aby Jezus to rozmnożył, nie mają wielu naśladowców nawet wśród wierzących. Kiedy człowiek spełni, co do niego należy, Bóg — zawsze miłosierny i wszechmocny — nie omieszka włączyć się i sprawić, że zaowocują jego dobre uczynki. Święci, jak Józef Cottolengo lub ksiądz Guanella, doświadczyli tego cudownie. Jezus wzruszając się i troszcząc o zgłodniałą rzeszę, wzywa wiernych do takiego czynnego zrozumienia potrzeb bliźniego, które nie ogranicza się do dobrych słów, lecz przynosi konkretną pomoc. Cud dokonany przez Elizeusza jest nie tylko figurą rozmnożenia chleba, którego dokonał Jezus, ale też przygotowaniem i figurą jeszcze głośniejszego cudu, a mianowicie eucharystycznego. Nieprzypadkowo opis gestów Pana — „wziął chleb i, odmówiwszy dziękczynienie, rozdał je” (J 6, 11) — poprzedza jakby dosłownie gesty i słowa ustanowienia Eucharystii. Jeśli Jezus zaspokoił tak obficie głód ciała, to zaspokoi w sposób boski także i niewysłowiony głód dusz. Wierni karmieni jednym chlebem, Ciałem Pana, tworzą jedno ciało, Mistyczne Ciało Chrystusa. Rzeczywistość ta rodzi obowiązek miłości i solidarności chrześcijańskiej, o której mówi św. Paweł w drugim czytaniu (Ef 4, 1-6) zachęcając wiernych, by „zachowali jedność ducha dzięki więzi, jaką jest pokój”, ponieważ „jedno jest Ciało i jeden Duch... jeden jest Pan, jedna wiara” (tamże 3-5). Niechaj Cię wielbią, Panie, wszystkie dzieła Twoje i święci Twoi niech Cię błogosławią... oczy wszystkich oczekują na Ciebie, Ty zaś dajesz im pokarm we właściwym czasie. Ty otwierasz swą rękę i wszystko, co żyje, nasycasz do woli. Panie, Ty jesteś sprawiedliwy na wszystkich swych drogach i łaskawy we wszystkich swoich dziełach (Psalm 145, 10. 15-17). Panie, Ty widząc zgłodniałą rzeszę na pustyni powiedziałeś: „żal mi tego ludu”, Ty pięcioma chlebami nasyciłeś pięć tysięcy osób, spojrzyj łaskawie na Twoje zgłodniałe dzieci... a nasyciwszy ich głód cielesny, racz nasycić także głód ich dusz pokarmem niebieskim swojej nauki, Ty, który żyjesz i królujesz po wszystkie wieki wieków. Amen (Paweł VI) Boże mój, jesteś rozrzutny w swej trosce i w delikatności względem każdej z istot ludzkich, które stworzyłeś; jak gdyby na świecie nie było nikogo więcej. Istotnie, widzisz je wszystkie, każdą z osobna, i każdą z osobna miłujesz w jej życiu śmiertelnym, i każdą z osobna obsypujesz pełnią Twoich przywilejów, zajmując się każdą i troszcząc się o każdą niezależnie od wszystkich innych... Wszystkie czyny Twojej Opatrzności są czynami miłości. Nawet zło, które dopuszczasz, pochodzi z Twojej miłości... a Ty obracasz zło na dobro. Przez zło doświadczasz ludzi i doprowadzasz ich do skruchy, aby wzrastali w cnocie i zdobywali w przyszłości większe dobro. Nic nie dzieje się na próżno, lecz wszystko zdąża do celu łaski... Z wiarą pełną i pewną uznaję mądrość i dobroć Twojej Opatrzności, chociaż niezbadane są Twoje wyroki i niepojęte sądy (J. H, Newman). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XVIII niedziela zwykła „Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. (...) Chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Ten Chleb, jak dawna manna, jest chlebem życia, ale też zarazem chlebem próby. Czy mamy odwagę uwierzyć, że ten prosty opłatek ukrywa boską obecność samego Chrystusa? To jest pokarm, którego moc przekracza wszystko inne. Chleb, który daje życie i w którym ukryte jest bezkresne tchnienie Boga. To wiara pozwala nam przyjąć moc tego chleba. Czy mamy odwagę porzucić dawnego człowieka, aby szukać naszego Mistrza tam, gdzie On naprawdę przebywa? o. M. Mrozek OP „Jam jest chleb życia” Jezus był realistą i doskonale potrafił rozpoznać intencje i pobudki ludzi. To nie głód prawdy i Boga porusza i motywuje tłumy, lecz głód chleba. Władcy tego świata potrafią te niskie i przyziemne skłonności wykorzystać dla swego pożytku i dlatego ukuli zasadę: „Chleba i igrzysk”. Taka jest cena wolności: za jadło i rozrywkę ludzie są nieraz gotowi zrezygnować z najwyższych wartości, można ich za bezcen kupić, zniewolić, poniżyć. Bóg nigdy i za nic nie odbiera człowiekowi wolności, szanuje nas za każdą cenę, nawet za cenę życia swego Syna. Bóg nie myśli o sobie, lecz o nas. Nie jest egoistą, który chce nas wykorzystać, lecz miłującym Ojcem, który pragnie nas obdarować. I robi to. Ponieważ szanuje nasze człowieczeństwo i jego potrzeby, najpierw daje nam chleb, który jest niezbędny do ziemskiego życia. Czy to za pośrednictwem ziemi rodzącej ziarno, które człowiek swoją pracą zamienia w chleb, czy to bezpośrednio, gdy ziemia jest niewydolna, a trzeba kogoś nakarmić, jak to było na pustyni za czasów Mojżesza i Jezusa. Bóg wie, że potrzebujemy chleba powszedniego, a my wiemy, że powinniśmy Go o to prosić, nawet jeśli i tak musimy włożyć w niego mnóstwo swojej pracy. Ostatecznie chleb zawsze jest darem Bożym. Ale Bóg wie, że nie samym ziemskim chlebem żyje człowiek, że człowieczeństwo to nie tylko doczesne potrzeby, lecz także i wieczne. Jednakże głód wartości nieprzemijających nie jest tak dokuczliwy jak burczenie w brzuchu. Na krótszą metę da się żyć bez Boga, prawdy, dobra, wolności, o samym tylko mięsiwie i cebuli. Głód duszy można zagłuszyć chlebem i igrzyskami. Ale tylko do czasu. Niestety, nieraz czas ten upływa dopiero z chwilą śmierci i człowiek nie zdąży się nasycić Chlebem Życia. Dlatego Bóg walczy o nas, chce w nas rozbudzić głód i apetyt na coś więcej, niż tylko chleb i igrzyska – pokarm ciała i psychiki. Bóg chce uwrażliwić i nakarmić naszego ducha. Ale może to uczynić jedynie prośbą i perswazją, przy pomocy prawdy. Bo do jedzenia Chleba Życia nie da się nikogo zmusić. Nawet Bóg musi czekać, aż człowiek sam zechce skosztować i jeść. A kiedy zechce? Dopiero wtedy, gdy uwierzy w Chrystusa! Stąd warunkiem godnego przystąpienia do Komunii św. jest żywa wiara. Bez wiary można co najwyżej połknąć „poświęcony opłatek”, jak mówią niektórzy. Ale to jeszcze nie jest Komunia św. Sądzę, że Żydzi zdawali sobie jakoś z tego sprawę, że warunkiem cudu jest wiara i posłuszeństwo wobec Boga. Ale nie wiedzieli dokładnie, na czym miałoby ono polegać. A w zasadzie aż za dobrze wiedzieli: było to w tamtych czasach dość proste, bo Prawo Starego Przymierza drobiazgowo określało, na czym polega wola Boża w poszczególnych szczegółowych sytuacjach. Ale jak ubogie są słowa prawa bez miłości, jak łatwo uczynić je pustymi i nic nie znaczącymi, a nawet nieludzkimi. I dlatego Jezus mówi, że najpierw musi być wiara, która te słowa ożywi. Ale tu odezwała się nieufna i prawnicza mentalność Izraelitów, a może raczej pyszna i przekorna natura każdego człowieka. Kim Ty jesteś, żebyśmy Cię mieli słuchać? Może byś tak uczynił jakiś cud, żeby się wykazać? Zadziwiające, jak nierozumny i niekonsekwentny potrafi być człowiek, gdy coś jest mu nie na rękę! Jeszcze przed chwilą szukał i dziękował Jezusowi za cud, a teraz nagle jakby zupełnie o tym zapomniał! Cóż, może za mało jeszcze znali Jezusa, za mało z Nim przebywali, nie potrafili Go dobrze słuchać i dlatego Mu nie ufali? Dość, że Jezus postanowił w tym momencie odkryć karty i objawić wszystko. Co – o tym usłyszymy w najbliższe niedziele. Czy jednak potrafimy usłuchać i zaufać Bogu? ks.M.P. Pieniądze czy prawda? Wymowna jest rozmowa Jezusa z tymi, których nakarmił rozmnażając w cudowny sposób chleb. Nie zgodził się na to, by obwołano Go królem i opuścił słuchaczy. Tłum jednak znalazł Go na przeciwległym brzegu jeziora. Wówczas Jezus odsłania ich motywację mówiąc: „Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do syta”. Innymi słowy, szukacie nie Mnie, lecz chleba. Chodzi wam, nie o ukrytą we mnie prawdę, lecz o dobra materialne, których mogę wam dostarczyć. Jest to jedna z decydujących rozmów Mistrza z Nazaretu. Tysiące ludzi po tej rozmowie przestało się interesować Prorokiem z Galilei. W tym momencie Jezus zażądał zdecydowanego opowiedzenia się albo po stronie prawdy, albo po stronie pieniędzy. Chleb to tylko symbol wartości doczesnych, które czynią człowieka sytym, tych, które zaspokajają głód doczesnych pragnień. Znak, który uczynił Jezus, wskazywał na inne wartości, ujawnił Jego Boską moc i prowadził w świat wartości nadprzyrodzonych. Chrystus ma do rzeszy pretensje, iż nie dostrzegła znaku, dostrzegła jedynie chleb. Jest to dramat i współczesnego świata, który znacznie pilniej zabiega o pieniądze niż o prawdę. Gotów jest sprzedać prawdę, byle tylko zyskać pieniądze. Takim ludziom Chrystus, który jest prawdą, nie ma nic do ofiarowania. Jest rzeczą znamienną, że za zdradę prawdy można otrzymać pieniądze, ale nigdy odwrotnie. Nie da się prawdy kupić za pieniądze. Można kupić wiadomości, ale nie prawdę. Doskonale ukazuje ten mechanizm postawa Judasza. On sprzedał prawdę za pieniądze, sprzedał bezpowrotnie. Szybko też zrozumiał, że tak zdobyte pieniądze nie mogą uszczęśliwić człowieka. One niosą przekleństwo. O tym, że ewangeliczna scena rozmowy Jezusa z Żydami, po cudownym rozmnożeniu chleba, dotyczy właśnie wyboru między pieniędzmi a prawdą — świadczy fakt, iż Jezus w jej zakończeniu jednoznacznie wskazuje na Judasza. On nie odszedł, nie opowiedział się wówczas jasno po stronie pieniędzy. Zataił swe nastawienie. Pozornie został przy prawdzie, ale tylko po to, by w pewnym momencie sprzedać ją za pieniądze. Jezus o nim powiedział: „Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem”. Ewangelista dodaje: „Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem — jeden z Dwunastu — miał Go wydać” (J 6, 70-71). Prawdy się nie kupuje, prawdę otrzymuje się darmo, i to w miarę jak człowiek uwalnia się od pieniędzy, od dóbr doczesnych. Wewnętrzny dystans wobec wartości materialnych stwarza w sercu człowieka przestrzeń wolności, którą zamieszkuje prawda. Stąd Ewangelia wzywa do umiłowania ubóstwa. Chrześcijanin wcześniej czy później staje przed indywidualną decyzją, w której musi dokonać wyboru między prawdą a pieniądzem. Warto wówczas pamiętać, że łatwo sprzedać prawdę za pieniądze, ale nie można jej nigdy za pieniądze odzyskać. Błąd Lota Abraham i jego krewny Lot dotarli do Ziemi Obiecanej. Trzody ich tak się rozrosły, że wśród pasterzy powstawały spory o pastwiska. Mądry Abraham podejmuje wtedy dwie ważne decyzje. Postanawia rozstać się z Lotem. Chce tym samym położyć kres kłótniom. Druga mądra decyzja polega na tym, że daje Lotowi pierwszeństwo wyboru ziemi, na której zechce zamieszkać. Chodziło o to, by Lot nie miał do Abrahama pretensji, że zabrał ziemie żyźniejsze. Lot szybko podjął decyzję i wybrał krainę wyjątkowo obfitą w roślinność, co dla pasterza było sprawą najważniejszą. Tu jednak Lot popełnił fatalny błąd. Nie wziął pod uwagę tego, że tam gdzie jest łatwiejsze życie, gromadzą się ludzie tego świata, dla których najważniejszy jest brzuch i to co niżej brzucha. Lot zamieszkał w okolicach Sodomy i Gomory, miast, których mieszkańcy postawili na konsumpcję. Dramat Lota łączy się ściśle z tą jego błędną decyzją. Stracił wszystko, łącznie z żoną. Uszedł ledwo z życiem. Dobrobyt doczesny zawsze bowiem wypada człowiekowi z ręki, a grzeszne towarzystwo potrafi ogołocić go z wszelkich wartości duchowych. Wartości te z reguły przegrywają w zmaganiu z dobrobytem. Nic więc dziwnego, że Mojżesz chcąc otworzyć narodowi wybranemu oczy na wartości ducha, po wyprowadzeniu go z bogatego Egiptu nie wprowadził go do żyznej doliny Jordanu, co mógł uczynić w ciągu kilku miesięcy. Wyprowadził go natomiast na pustynię, domagającą się twardego stylu życia w chłodzie, upale, głodzie i pragnieniu. Było im tak trudno, że mówili „obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i jadali chleb do sytości” (Wj 16, 3). Sen o garnkach pełnych mięsa i sytości chleba towarzyszył Izraelitom przez całą drogę. Czterdzieści lat czekali, aż znów zamieszkali w krainie płynącej mlekiem i miodem. Mojżesz nie popełnił błędu Lota. Wybrał dla siebie i swego narodu pustynię zamiast krainy obfitości. Wygrał tym samym on i jego naród. Tak wielu ludzi dziś popełnia błąd Lota. Szuka krainy obfitości i w niej traci wielkie wartości ducha. Dziś, gdy czaruje ludzi ziemia obiecana doczesnego dobrobytu, warto przypomnieć, iż bezpiecznie może w niej zamieszkać jedynie ten, kto dobrowolnie wybrał drogę wiodącą do niej przez pustynię wyrzeczenia. Trzeba nauczyć się żyć mając do dyspozycji jedynie to, co konieczne, by móc posiąść wiele i nie stać się niewolnikiem garnków pełnych mięsa. Ten, kto potrafi to uczynić, nie zginie, gdy świat dobrobytu wypadnie mu z ręki. Potrafi na czas opuścić bogactwo świata Sodomy i Gomory i zadowolić się tym, co nieodzownie potrzebne do życia. Bolesne zaś doświadczenie zmieni na jeszcze jedną lekcję ubogacającą jego ducha. Ileż mądrości zawarte jest w Księgach natchnionych. Jak wiele można się nauczyć na błędzie Lota, który dla dobrobytu zrezygnował z przestawania na co dzień z wielkim duchowo Abrahamem; jak wiele można pojąć, śledząc odważne decyzje Mojżesza. Stary Testament jest opowieścią o niebezpieczeństwach, jakie czyhają na drodze naszego życia, i o możliwościach ich uniknięcia lub przezwyciężenia. Człowiek mądry dobrowolnie wybiera drogę do dobrobytu doczesnego przez pustynię, na której doskonali swoją wolę i sprawdza, co dla niego jest absolutnie konieczne do życia. W ten sposób przygotowuje się do wszystkich niespodzianek, jakie może przeżyć obfitując w dobra tego świata. Jezus wyraźnie przestrzega: „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki”. Wartość tego pokarmu odkrywa się dopiero wówczas, gdy człowiek dobrowolnie na pewien czas rezygnuje z tego, który ginie. Wybierając zaś tylko ten ginący, sam ginie wraz z nim. ks.E.S. Panie, Ty jesteś chlebem życia; kto przychodzi do Ciebie, nie będzie łaknął (J 6, 35) Liturgia słowa ześrodkowuje się dzisiaj — i w następne trzy niedziele — na przemówieniu Jezusa o „chlebie życia”, podanym w ewangelii Jana zaraz po rozmnożeniu chlebów (zob. poprzednią niedzielę); przemówienie porusza dwa wielkie tematy: wiarę i Eucharystię. Jak zwykle, wyjątek Ewangelii jest poprzedzony wyjątkiem Starego Testamentu. Dzisiaj odczytuje się z Księgi Wyjścia (16, 2-4. 12-15) historię szemrania Żydów na pustyni. Kiedy zabrakło im wody i pokarmu, zaczęli opłakiwać kotły z mięsem pozostawione w Egipcie. Chociaż ich narzekania są przesadne, Bóg po raz wtóry przychodzi im z pomocą: „Oto ześlę wam chleb z nieba na kształt deszczu” (tamże 4). Tak zaczęła spadać na obóz manna rano, i mięso — przepiórki — wieczorem, dla wyżywienia ludu. Skoro tylko człowiek napotka trudności, już jest skłonny narzekać na Opatrzność i opłakiwać to, co było przedtem. Tak uczynił dawny lud Boży i tak dalej czyni nowy, zapominając o wielu dobrodziejstwach i pomocy Boga w swoim życiu i okazując ubóstwo swojej wiary. Jakże tu na miejscu jest upomnienie św. Pawła: „Zaklinam was w Panu, abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie z ich próżnym myśleniem... Wy nie tak nauczyliście się od Chrystusa” (Ef 4, 17. 20; II czytanie). Jest „próżnością umysłu” narzekać na Opatrzność, opłakiwać dobra doczesne, nie ufać Bogu z powodu trudności życia, szukać Boga nie dla Niego samego, lecz dla własnych korzyści. Jezus ganił podobne błędy u rzeszy, która po rozmnożeniu chlebów przybiegła za Nim na przeciwległy brzeg jeziora: „Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki” (J 6, 26-27). Św. Augustyn wyjaśnia: „Jak wielu szuka Jezusa tylko dla korzyści doczesnych!... Trudno szukać Jezusa dla Jezusa. Bezinteresowne szukanie Pana zakłada wiarę; i na ten właśnie punkt Jezus kładzie nacisk rozprawiając z Żydami: „Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał” (J 6, 29). Pierwszą i najważniejszą rzeczą, jakiej Bóg żąda od ludzi, jest to, aby wierzyli w Niego, w to, co On czyni dla nich w Chrystusie Jezusie. Tylko ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Boga posłanym na zbawienie świata, idzie do Niego z ufnością, zdając się całkowicie na Jego zbawcze działanie. Żydzi, nie posiadając tej wiary, żądają od Jezusa „znaków”, takich np. jak manna spadająca z nieba. Jezus, usiłując podnieść ich do myśli bardziej duchowych, prostuje: „nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu” (tamże 32-33). Lecz oni odwołując się ciągle do pokarmu doczesnego i oczekując może, że jakiś cud przedłuży rozmnożenie chlebów, mówią: „Panie, dawaj nam zawsze tego chleba” (tamże 34). Pytanie i odpowiedź takie same, jak w przypadku Samarytanki, która myśląc o wodzie materialnej rzekła do Jezusa: „Panie, daj mi tej wody” (J 4, 15). Zarówno jej, jak też i swoim żydowskim słuchaczom, Jezus pragnie dać zrozumieć prawdziwe znaczenie swoich słów, posługując się podobnym słownictwem jak owa niewiasta: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (J 6, 35). Dwuznaczność nie jest tu już możliwa: chleb życia, chleb Boga, który zstąpił z nieba, by dać życie światu, to Jezus. Kto przychodzi do Niego i karmi się Nim — Jego słowem i Eucharystią — z żywą wiarą, nie będzie więcej odczuwał głodu ani pragnienia. Daj mi siebie, Panie, to mi wystarczy, bo wszelka pociecha poza Tobą nic nie znaczy. Bez Ciebie nie mogę być i bez Twych nawiedzin żyć nie potrafię. Dlatego muszę do Ciebie często przychodzić i przyjmować zbawienne dla siebie lekarstwo, żebym przypadkiem nie ustał w drodze, pozbawiwszy się niebieskiego pokarmu. Tak bowiem kiedyś, nauczając lud i uzdrawiając go z różnych niemocy, rzekłeś, najmiłosierniejszy Jezu: nie chcę ich puścić głodnych, aby nie ustali w drodze. Tak postąp też ze mną, gdyż zostawiłeś sam siebie w Najświętszym Sakramencie dla pociechy wiernych. Panie Boże mój, oświeć me oczy, żeby wpatrywały się w tak wielką tajemnicę, umocnij mię, żebym w nią wierzył wiarą niezachwianą. Gdyż Eucharystia jest dziełem Twoim, a nie tworem siły ludzkiej; pochodzi z Twego boskiego ustanowienia, a nie z ludzkiego wymysłu... Panie, przystępuję do Ciebie w prostocie serca mego, w dobrej i mocnej wierze, na Twój rozkaz, z ufnością i czcią; a wierzę szczerze, że jesteś obecny w tym sakramencie, Bóg i człowiek. Chcesz, żebym Cię przyjął i złączył się z Tobą w miłości. Zwracam się przeto do Twej litości i błagam o udzielenie mi tej łaski szczególnej, żebym się cały w Tobie rozpłynął, przepoił się na wskroś miłością i nigdy więcej nie dopuścił do serca mojego żadnej obcej przyjemności (O naśladowaniu Chrystusa IV, 3, 2; 4, 1-2). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XIX niedziela zwykła Czy nie powinniśmy trzymać Boga za słowo? Jezus obiecuje dać nam zmartwychwstanie i życie wieczne, jeśli będziemy wierzyć w Niego i karmić się Chlebem Życia w Komunii świętej. Moc Eucharystii jest większa niż pokarm, z którego czerpał siły Eliasz. Prorok szedł bowiem czterdzieści dni i nocy, aby spotkać Boga dopiero na górze Horeb, my zaś spotykamy Boga już w tym pokarmie, który jest Ciałem Chrystusa. Czy zatem nie będziemy mogli uczynić o wiele więcej niż Eliasz, skoro karmimy się Chlebem, który zstąpił z nieba? „Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry”. o. M.M. OP „Kto we Mnie wierzy...” Żydzi nie rozumieli, co chciał im powiedzieć Jezus. A właściwie coś tam piąte przez dziesiąte chwytali, ale nie potrafili tego złożyć w jedną całość, albo – co jest chyba bardziej prawdopodobne, nie chcieli tej całości zaakceptować. Wynikało z niej bowiem, że Jezus jest kimś więcej niż tylko człowiekiem. Dowodów i argumentów na to było sporo. To nie znaczy, że były one absolutnie pewne i przekonywujące; przecież Apostołowie też nie mieli stuprocentowej pewności. Jednakże wystarczyły one, aby dać każdemu sporo do myślenia. I tu zaczyna się zasadniczy problem, także i nasz, współczesny. Przecież my też mamy coś do myślenia o Jezusie, też mamy swoje pytania i wątpliwości. Problem jest taki: za czym, jakim tropem, za jakimi wskazówkami i przesłankami w tym myśleniu pójdziemy. Możliwości są zasadniczo dwie: albo pójdziemy drogą tego świata, jego kategorii i logiki; albo też pozwolimy się pociągnąć Ojcu, który jest w niebie. Ten świat nam podpowiada: przecież to nie może być Bóg, to niemożliwe! To tylko zwykły człowiek, może trochę wybitniejszy, a może tylko sprytniejszy, ale tylko człowiek. Dlaczego miałbym Go słuchać, albo coś dla Niego poświęcić? Co On mi może dać? Nie potrzebuję Go, nie muszę Mu wierzyć ani być posłuszny! Znamy to chyba, co? Może trochę inaczej to sobie formułujemy, ale ostatecznie na to samo wychodzi: poradzę sobie sam, bez Boga, bez sakramentów, mszy, kościoła. To tylko wymysły księży, a ja ich nie chcę słuchać! Za postawą tą kryje się wiele niepokoju, który próbuje się jakoś zagłuszyć. Dlatego wątpliwości te pokrywa się hałaśliwą napastliwością. W ten sposób przeciwnicy Boga chcą znaleźć dla siebie sprzymierzeńców i popleczników w buncie przeciw Bogu, w echu swego głośnego sprzeciwu chcą znaleźć potwierdzenie swych wątpliwych racji, chcą krzykiem przekonać samych siebie, że słuszność jest po ich stronie. Ale daremny trud: pokoju serca i pewności umysłu nie przybywa od samych tylko decybeli. Za to przybywa agresji, złości, nienawiści. Do czego to prowadzi – chyba dobrze wiemy. Ale jest i druga droga myślenia: zaufać Bogu Prawdy i Jego Słowu. Jest to Słowo Życia, bo dzięki niemu człowiek zaczyna pewniej i lepiej żyć. Przestaje się lękać i gorączkowo walczyć o siebie, bo wie, że może śmiało i całkowicie zawierzyć swój ratunek Bogu. Właśnie w ten sposób pociąga nas Ojciec: ukazuje, że jest wyjście z pułapki śmierci. Właśnie po to posłał Jezusa: aby w Nim dać nam nadzieję zmartwychwstania. Ta nadzieja, to nie jest matematyczna pewność czy fizyczny dowód na zmartwychwstanie. Niektórzy ciągle takiej pewności i dowodu szukają: w różnych „Życiach po życiu”, parapsychologii, spirytystyce, reinkarnacjach. To także daremny trud: nikt przecież nie widział Ojca i nie zna Jego tajemnic – poza Jezusem. Ale ten, kto staje się uczniem Boga, kto Bogu zaufa, nie potrzebuje już żadnych więcej dowodów, poza swoją wiarą. Jezus to gwarantuje: „Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne.” Tu jest punkt dojścia naszej refleksji i drogi myślenia: zawierzyć całkowicie Jezusowi. Jest to bardzo proste i jasne kryterium zbawienia: albo ktoś opowiada się za Jezusem, Jego Słowem i Jego Kościołem, albo przeciw Niemu. Albo ktoś się Nim karmi, potrzebuje Go do życia, albo obywa się bez Niego. Cóż, możliwe są obydwie drogi. Trzeba tylko dokonać świadomego wyboru i wiedzieć, jakie są tego konsekwencje. Żeby nie mieć złudzeń co do swojej przyszłości. I żeby dobrze wiedzieć, gdzie jest ocalenie i pomoc. ks.M.P. Wielkie wydarzenie Boga można poznawać w różny sposób. Obserwując cudowną harmonię barw przy wschodzie lub zachodzie słońca, podziwiając piękno rozkwitających maków lub lilii, słuchając śpiewu ptaków lub szumu jodeł. Przez zmysły, w pięknie stworzonego świata, dociera człowiek do jego Stwórcy. Można też dotrzeć do Boga przez lekturę Pisma Świętego. To Księga mówiąca o tajemnicy spotkania Boga z człowiekiem. Lektura Biblii wymaga jednak pewnej sprawności intelektualnej. Księgę tę czyta się wprawdzie przy pomocy serca, ale wymagane są pewne zdolności intelektualne. Bez nich Księga natchniona nie może być odczytana. Rzecz jasna nie chodzi tu o studia i wielką wiedzę, bo te mogą nawet utrudniać lekturę Biblii, lecz o mądrość, która wnika w to, co najistotniejsze. Pan Bóg chciał jednak dotrzeć do każdego człowieka, bez względu na jego zdolności intelektualne. Chciał wypełnić serce ludzkie sobą niezależnie od tego, czy jest to serce geniusza, czy serce upośledzonego człowieka. Przez uszkodzony słuch czy wzrok Pan Bóg nie może dotrzeć do kaleki przy pomocy piękna i mądrości dzieła stworzenia i dlatego znalazł inną formę, dostępną dla każdego. Stał się pokarmem. Każdy, kto może przyjmować pokarm, może też wypełnić serce swe Bogiem. Chrystus ma smak chleba i wina. Tajemnica to wielka. Zdumiewa swoją prostotą. Wśród pokarmów rozłożonych na stołach ziemi leży ten Boski pokarm dający życie wieczne. Przemieniający człowieka. Zdumiewa jednak fakt, że im łatwiej o spotkanie z Bogiem, tym trudniej to ludziom przychodzi. Najgłębiej przeżywają Boga w nadzwyczajnych okolicznościach, oczarowani potęgą gór, ciszą jeziora, bielą padającego śniegu, przerażeni grozą uderzającego piorunu. Znacznie trudniej przychodzi im spotkanie z Bogiem przemawiającym z kart Pisma Świętego, mimo że leży ono z reguły w zasięgu ich ręki, w podręcznej biblioteczce. Bywa, że upływają miesiące, nawet lata całe, a do niego nie zaglądną. Najłatwiej zaś podejść do ołtarza i spożyć Boga, który jako Chleb zaprasza głodnych do jedzenia. W każdą niedzielę miliony ludzi są tak blisko Boga, o jeden krok uczyniony w stronę ołtarza, a zarazem tak daleko. Daleko duchem. Rezygnują z najprostszej formy osobistego spotkania z Bogiem. Okazuje się, że im bardziej Bóg ułatwia nam spotkanie z sobą, tym trudniej nam je przeżyć w sposób pełny. Do przeżyć religijnych potrzebne są nam okoliczności nadzwyczajne. Znak to, że nie jesteśmy domownikami Boga, nie jesteśmy kochającymi Go dziećmi. W szczęśliwej rodzinie do przeżywania pełni radości nie potrzeba nic nadzwyczajnego. Jej członkowie chętnie przebywają razem i każde słowo, gest, najprostszy uśmiech są w takim domu wydarzeniem wielkim. Tam, gdzie jest miłość, wszystko jest wielkie, nawet wspólne dzielenie się kromką chleba. Gdzie jej zabraknie, można przynieść złoto i brylanty, dar będzie cenny, ale ani jego ofiarowanie, ani przyjęcie nie będzie wydarzeniem wielkim. O wielkości wydarzenia decyduje szczęście kochających się serc. Gdyby ołtarz otoczyli ludzie o kochających sercach, Msza święta byłaby najgłębszym i najpiękniejszym przeżyciem, jakie jest możliwe na ziemi. Takim ono jest dla Chrystusa, bo On nas kocha, i takim może być dla każdego z nas. Tajemnicę Eucharystii może odkryć jedynie ten, kto dostrzegł piękno prawdziwej miłości. Dla niego gest łamania Chleba jest nie tylko czytelny, ale stanowi wielkie wydarzenie. Cenny amortyzator W świecie techniki niezwykle ważnym elementem różnych maszyn jest amortyzator. Urządzenie niwelujące wstrząsy. Bez niego praca wielu maszyn byłaby niemożliwa. W życiu społecznym takim amortyzatorem jest uśmiech życzliwości. To on pozwala nieśmiałym na podjęcie działania i usuwa bariery osamotnienia. Życzliwość jest potrzebna do życia społecznego we wszystkich jego wymiarach. Jest ona bowiem znakiem dobroci serca, jest wykładnikiem gotowości niesienia pomocy każdemu, kto jej potrzebuje. Życzliwości oczekujemy od wszystkich: od kierowcy w autobusie, policjanta sterującego ruchem na szosie, urzędnika, nauczyciela, lekarza, ekspedientki, listonosza. Wszędzie tam, gdzie chcemy coś załatwić, gdzie korzystamy z posługi. Szczególnie ważną jest życzliwość w rodzinnym gronie i miejscu pracy. Życzliwość rodziców stwarza twórczą atmosferę dla wychowania dzieci, wzajemna życzliwość małżonków gwarantuje trwałość ich związku. Życzliwość rodzeństwa buduje dom bezpieczny i promieniujący pokojem. Św. Paweł znając tę wielką wartość wzywa: „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie”. Istotnym elementem życzliwości jest przebaczenie, to ono stwarza możliwość rehabilitacji, to ono przyjmuje człowieka takim, jakim on jest, mobilizując go do naprawienia popełnionych błędów i do wzmożonej ostrożności, by ich już więcej nie powtórzyć. Przebaczenie jest obecne w każdym uśmiechu życzliwości. Jeśli uczeń w trakcie odpowiedzi dostrzega w oczach nauczyciela życzliwość i wie, że ten jest jego przyjacielem a nie tylko surowym sędzią — odpowiedź wypadnie dobrze. Życzliwość to znak wielkiej dojrzałości człowieka i dowód długiej pracy nad sobą. Trzeba się bowiem liczyć z tym, że nawet ludzie o dużej dobroci miewają chwile, w których życzliwość znika z ich serca, a w jej miejsce pojawia się czysta sprawiedliwość, a niekiedy nawet niechęć. Trzeba więc wielkiego wysiłku, by ogień życzliwości nieustannie płonął w sercu człowieka i żadne przeciwności go nie zgasiły. Nie powinno tego czynić ani złe samopoczucie, ani niewłaściwa pogoda, ani pośpiech, ani wroga postawa otoczenia, ani niepowodzenia. Sztuki trwałej życzliwości trzeba się uczyć przez długie lata. Jest wielu ludzi, którzy potrafią być wyjątkowo życzliwi dla wybranych przez siebie osób, albo na zasadzie uczuciowego powiązania z nimi, wyrachowania, gdy zależy im na tym, by dany człowiek miał o nich dobrą opinię. Ci sami jednak ludzie w spotkaniu z innymi zieją ogniem złośliwości, jak zieje ognistą siarką baśniowy smok. Iluż ludzi potrafią oni boleśnie zranić. Tego typu rany goją się bardzo trudno. Biada dzieciom, które mają takich nieżyczliwych rodziców, biada wychowankom, jeśli mają takich pedagogów, biada podwładnym, jeśli mają nieżyczliwych przełożonych. Człowiek nieżyczliwy nie powinien nigdy sprawować żadnej władzy. On się do tego nie nadaje, dopóki życzliwości się nie nauczy. Na szczęście zamiana ziejącego ognistą siarką smoka w dobrego i mocnego konia, gotowego dźwigać ciężary innych, jest możliwa. Wystarczy nieco dobrej woli i systematycznej pracy, by uśmiech życzliwości nie schodził z twarzy człowieka, by serce jego było zatroskane o dobro drugiego. Życzliwość to przymiot serca. Jeśli człowiek widzi w innych dobro, gotów jest spieszyć im z pomocą, gdy dobro jest zagrożone lub gdy istnieje szansa jego pomnożenia. Ta życzliwość serca objawia się na twarzy opromieniowując ją uśmiechem. Wszyscy chcielibyśmy, by otoczenie darzyło nas życzliwością. Mamy pretensje, gdy jej brakuje. Tymczasem droga do pomnożenia życzliwości na ziemi rozpoczyna się w naszym sercu. To w nim trzeba zapalić ogień życzliwości i umieć go nieustannie podtrzymywać. Tym zaś, którym brakuje życzliwości wobec nas, należy przebaczać. Prawdziwa życzliwość jest na tyle mocna, iż wcześniej czy później zapali swoim ogniem serca nieżyczliwe. W życiu społecznym istnieje wielkie zapotrzebowanie na ten cenny amortyzator, jakim jest uśmiech wzajemnej życzliwości. ks.E.S. Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan, błogosławiony człowiek, który się do Niego ucieka (Ps 34, 9) Jezus, chleb żywy, który zstąpił z nieba, jest ośrodkiem dzisiejszej liturgii słowa skierowanej całkowicie ku Eucharystii. Bardzo stosowny wstęp tworzy pierwsze czytanie (1 Krl 19, 4-9). Oto Eliasz uciekając na pustynię, by uniknąć gniewu królowej Jezabel, znużony siada pod krzakiem janowca i narzeka: „Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków” (tamże 4). Walcząc do ostatka w obronie czci prawdziwego Boga, Prorok stwierdza, że jest równie biednym człowiekiem jak wszyscy inni, i wzywa śmierci. Lecz zaledwie zasnął, słyszy głos: „Wstań, jedz!” (tamże 5. 7). Anioł Pański postawił obok niego podpłomyk i dzban z wodą; dzięki jego wezwaniu Eliasz „powstał, zjadł i wypił, a następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aż do Bożej góry Horeb” (tamże 8). Zniechęcenie proroka odzwierciedla przeżycia człowieka, który dokonawszy wielkich przedsięwzięć — nawet apostolskich — a może nawet wierząc, że jest kimś więcej niż inni, w pewnej chwili widzi siebie na ziemi całkowicie pozbawionego sił. Cenne to doświadczenie uświadamia człowieka, jak bardzo sam sobie nie poradzi, i jak bardzo nieustannie potrzebuje Boga. A pokarm boski, który orzeźwia Eliasza udzielając mu siły, by wytrzymał długą drogę aż na świętą górę, jest jasnym symbolem Eucharystii, wiatyku chrześcijanina w jego drodze do wieczności, o czym mówi dzisiejsza ewangelia (J 6, 41-52) podejmując temat minionej niedzieli. Żydzi szemrali, ponieważ Jezus oświadczył, że jest chlebem, który zstąpił z nieba. Czyż może chleb przybrać postać człowieka? A ten człowiek — Jezus — czyż nie jest „synem Józefa”, którego ojca i Matkę „wszyscy znają?” (tamże 42). Nie mając wiary, nie mogą wznieść się ponad materialne tłumaczenie słów Pana. Z drugiej strony, wiara jest darem: „Nikt nie może przyjść do Mnie — mówi Jezus — jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał” (tamże 44). Ojciec pociąga, lecz człowiek powinien pozwolić pociągnąć się i przyjmować pouczenie: „Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie” (tamże 45). Grzechem Żydów pozostanie uparte odrzucanie słowa Bożego, które doszło do nich przez Chrystusa. Chrystus jest sakramentem Ojca, kto Go odrzuca, nie może iść do Ojca ani nie może osiągnąć życia wiecznego; tylko ten, „kto wierzy, ma życie wieczne” (tamże 47), Straszliwy jest ten opór stawiany Zbawicielowi przez Jego współczesnych, którzy przecież tak samo jak uczniowie patrzyli na Jego cuda i słuchali Jego nauki. Chrystus jednak jest również dzisiaj w swoim Kościele, wszyscy ludzie mogą Go znaleźć w Eucharystii; lecz ilu wierzy w tę „tajemnicę wiary”? Nie na próżno Jezus, zanim ją zapowiedział, nalegał tak bardzo na konieczność wiary. U tego, kto wierzy, słowa Pana nie wzbudzają żadnej wątpliwości: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (tamże 51). Żydzi karmieni manną poumierali; Eliasz wzmocniony chlebem przyniesionym przez anioła miał siłę iść na świętą górę, gdzie Pan objawił mu się w tajemniczej teofanii. Chrześcijanin, który pożywa ciało Chrystusa, „żył będzie na wieki” i zostanie dopuszczony do oglądania swojego Boga twarzą w twarz. W ciągu tej drogi prowadzącej do wiecznej wizji nie jest sam, lecz jest ściśle zjednoczony z braćmi i tworzy jedno ciało z tymi, którzy również jak on pożywają Eucharystię, sakrament miłości i jedności. W ten sposób staje się on zdolny „żyć w miłości (Ef 5, 2; II czytanie), naśladując miłość Boga, który go tak umiłował, że dał mu swojego Jednorodzonego, i naśladując miłość Chrystusa, który wydał siebie za niego, aż po śmierć na krzyżu, aż po Eucharystię, w której karmi go swoim ciałem. O najsłodszy Chlebie, uzdrów podniebienie mojego serca, abym doświadczył słodyczy Twojej miłości. Uzdrów je z wszelkiej słabości, abym nie kosztował innej słodyczy poza Tobą, nie szukał innej miłości, nie kochał innej piękności poza Tobą. O Chlebie najczystszy, który zawierasz w sobie wszelką rozkosz i smak wszelkiej słodkości, zawsze nas orzeźwiasz i nigdy nie zawodzisz, niech Tobą karmi się moje serce, a Twoja słodycz niech napełni wnętrze duszy mojej. Tobą nasyca się całkowicie anioł; Tobą niech posila się, według swojej zdolności, człowiek pielgrzym, aby umocniony tym pokarmem nie ustał w drodze. Chlebie święty. Chlebie żywy... który zstąpiłeś z nieba i dajesz życie światu, przyjdź do mego serca i oczyść mnie z wszelkiej nieczystości ciała i ducha. Wejdź do duszy mojej i uświęć mnie zewnętrznie i wewnętrznie. Bądź zawsze ocaleniem mojej duszy i mojego ciała. Oddal ode mnie nieprzyjaciół, zastawiających na mnie swe sidła: niech przed obecnością Twojej mocy daleko uciekną, abym umocniony przez Ciebie wewnątrz i zewnątrz, doszedł prostą drogą do Twego królestwa, gdzie będziemy Cię oglądać, już nie okrytego tajemnicą jak w tym życiu, lecz twarzą w twarz... Wówczas nasycisz mnie sobą tak przedziwną sytością, że już nie będę odczuwał głodu ani pragnienia na wieki (św. Anzelm). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny „Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć”. To Boży plan dla każdego człowieka. Jego spełnienie oglądamy dziś w Maryi, wyniesionej do chwały nieba. Już nastało w Niej „zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego, i władza Jego Pomazańca”, czyli Chrystusa zmartwychwstałego. Maryja już w pełni uczestniczy, z duszą i ciałem, w radości swego Pana i Króla – „Niewiasta obleczona w słońce”, Ta, która doświadczyła uniżenia pod krzyżem, aby dziś stanąć u boku swego Syna królującego na wieki. o. M. Mrozek OP Święto nadziei Dziś niewiele mam do powiedzenia ludziom bogatym, którzy sądzą, że w pieniądzach można znaleźć szczęście, że pieniądz wszystko może, że nie potrzebują niczego oprócz pełnych portfeli. Niewiele też powiem ludziom zdrowym, silnym, pewnym siebie, którym się wydaje, że do nich należy świat, że mogą go przemeblować, jak się im tylko podoba, że kluczem do szczęścia jest siła; ludziom młodym, którzy są przekonani, że na ziemi można założyć gniazdko szczęścia, że miłość, którą spotkali lub na którą czekają, rozwiąże wszystkie problemy. Wreszcie tym wszystkim, którzy zadowoleni z doczesności nie szukają ani nie czekają na nic innego. Wszyscy, których wymieniłem, nie zrozumieją bowiem nic z Ewangelii, gdyż ani Bóg, ani żadna wiadomość o niebie nie jest im dzisiaj potrzebna. Słowa swoje kieruję dziś do ludzi starych, aby ich zapewnić, że już wkrótce czeka ich nowe życie w domu Ojca Niebieskiego, gdzie nie ma starości, niedołężności, słabości; że czeka ich życie, w którym będą kochani i wszystkim bardzo potrzebni... Już niedługo... Nowy dom, nowe życie. Chcę mówić chorym, że cierpienie ma swój kres, a każda godzina bólu jest niezwykle cenna. Znosząc z poddaniem swój krzyż gromadzą dla siebie i innych skarb, którym cieszyć się będą wiecznie. Ludziom samotnym, że jest Ktoś, Kto ich kocha miłością wielką, niepojętą, kocha ich zawsze, w każdym momencie, jakkolwiek nie zawsze objawia swoją miłość. W imię tej niepojętej miłości prowadzi ich do siebie, do spotkania, które się nigdy nie skończy... Ludziom smutnym po stracie kochanych i bliskich chcę powiedzieć, by podnieśli głowy i rozjaśnili twarze uśmiechem, gdyż ci, których odprowadzili na cmentarz, żyją i czekają na spotkanie z nimi w domu Ojca. Dziś mówię o niebie. Radosna nowina dotrze do wszystkich, którzy doświadczyli kruchości ludzkiego życia, którzy przekonali się, że tu na ziemi nie można budować trwałego domu, szukać trwałego szczęścia... Do tych, którzy jak Maryja wiedzą, że droga do nieba prowadzi przez pracę, trud, cierpienie, samotność, rozstania, ból... Kochajmy doczesność. Dziękujmy za każdy kwiat, kroplę wody, promyk słońca, ale pamiętajmy, że prawdziwe życie, tysiąckroć wspanialsze, czeka na nas dopiero po śmierci. Żyjmy nadzieją dotarcia do nieba. Dom twórczego działania Wielu chrześcijan wyobraża sobie niebo jako świat wiecznych wakacji. Niewielu dopuszcza do świadomości prawdę, że w niebie czeka na nas wiele dzieł do wykonania. Niebo to świat miłości, a ta zawsze jest twórcza. Miłość nie może nie wydawać owoców, nie może nie tworzyć. Niebo na pewno jest światem bez potu, cierpienia i śmierci, ale jest światem wielkiej wzajemnej odpowiedzialności, a ta jest twórczym działaniem. Niebo to spotęgowana możliwość czynienia dobra. Matka Boża od Wniebowzięcia została włączona w całą troskę Syna o zbawienie każdego człowieka. Stała się świadomie współodpowiedzialną za wieczny los ludzkości. Troska o człowieka nie ogranicza się do pięknych słów, lecz polega na wielkim zbawczym działaniu. Nie wyobrażajmy sobie nieba jako wiecznej biesiady i zabawy, jako wakacji. Takie niebo zapowiada Mahomet w Koranie, ale nie Chrystus w Ewangelii. Niebo to kraina szczęścia, które jest zawarte w ścisłej współpracy z Bogiem Stwórcą i Zbawicielem. Dom Ojca to zawsze dom twórczego działania, którego motorem jest wzajemna miłość. ks.E.S. MIŁOŚĆ NIE UNOSI SIĘ GNIEWEM Udziel mi, Panie, miłości skłonnej do zgody, ustępliwej, pełnej miłosierdzia (Jk 3, 17) „Kiedy Jakub i Jan oburzyli się na Samarytan, którzy nie przyjęli Mistrza, powiedzieli: «Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?» On odwróciwszy się zabronił im” (Łk 9, 54-55). Jezus przyszedł zbawiać, a nie gubić, uzdrawiać chorych na duszy i na ciele i ratować grzeszników, więc nie używa gwałtownych środków. Przedstawia się światu jako prawdziwy „Sługa Pański”, który nie krzyczy, nie złamie trzciny zgniecionej, nie dogasi knota tlejącego (Mt 12, 19-20). Z nieskończoną słodyczą wywiera wpływ na serca, poucza, upomina, wskazuje drogę zbawienia i wszystkim, którzy idą za Nim, powtarza: „Jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 30). Słodycz jest kwiatem miłości. Jest uczestnictwem w nieskończonej słodyczy, z jaką Bóg prowadzi wszystkie rzeczy i nimi rządzi. Nikt nie pragnie dobra człowieka z tak wielką mocą jak Bóg, a jednak nie robi tego w sposób twardy, surowy lub gwałtowny, lecz ze słodyczą, szanując wolność człowieka, podtrzymując jego wysiłki, oczekując z nieskończoną wspaniałomyślnością jego przyzwolenia na łaskę. Jezus dał światu przykład najbardziej przekonywający, szczególnie podczas swojej męki, kiedy „Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził” (1 P 2, 23). Piotr, który był tego naocznym świadkiem w chwili pojmania Mistrza i usłyszał, jak Mistrz powiedział mu: „Schowaj miecz swój do pochwy” (Mt 26, 52), przejął się tym tak głęboko, że pokonał raz na zawsze swoje gwałtowne usposobienie. Świadczą o tym jego częste wezwania do łagodności ewangelicznej. Domownikom zaleca być uległymi względem panów, „nie tylko dobrych i łagodnych, lecz także surowych” (1 P 2, 18); żonom, aby były poddane swoim mężom „w nienaruszalnym spokoju i łagodności ducha, który jest tak cenny wobec Boga” (tamże 3, 1. 4); wszystkim zaleca odpowiadać „z łagodnością i bojaźnią Bożą” (tamże 16), nawet wtedy, kiedy ktoś niesprawiedliwie zadaje nam cierpienie. Św. Jakub wtóruje jak echo: „Mądrość zstępująca z góry jest... skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia” (Jk 3, 17). Obydwaj apostołowie przejęli od Chrystusa styl miłości. O niewysłowiona miłości Boga naszego!... Czegoś Ty mnie nauczyła, o Miłości nie stworzona? Nauczyłaś mnie, abym jak baranek cierpliwie znosiła nie tylko słowa przykre, lecz także bolesne i twarde uderzenia, obelgi i krzywdy. I chcesz, abym przez to była niewinną i bez zarzutu, czyli nie szkodziła nikomu z bliźnich i braci moich; nie tylko tym, którzy nas nie prześladują, lecz również tym, którzy nas znieważają. Chcesz, abyśmy się modlili za nich jako za szczególnych przyjaciół, którzy czynią nam dobrze i przynoszą wielką korzyść. I chcesz, abym była cierpliwą i cichą, nie tylko znosząc zniewagi i szkody doczesne, lecz zawsze i we wszystkich rzeczach przeciwnych mojej woli; tak jak Ty chciałeś, aby w niczym nie było Twojej woli, lecz tylko wola Ojca Twojego... O najsłodsza miłości Jezusa, spraw, aby zawsze w nas wypełniała się Twoja wola tak, jak ją zawsze pełnią w niebie aniołowie i święci Twoi (św. Katarzyna ze Sieny). O miłości, ty nie szukasz własnej korzyści, nie unosisz się gniewem, a za wyrządzone zło obsypujesz dobrem... O miłości, która wszystko znosisz, Ty ukrywasz, wyczekujesz, nie dozwalasz upaść błądzącemu; o miłości, ponieważ jesteś łaskawa, pociągasz, zdobywasz, oddalasz od błędu. O miłości łaskawa, Ty miłujesz również tych, których musisz znosić, i kochasz ich gorąco. Tak, Ty płaczesz, lecz z miłości, nie z bólu; płaczesz z pragnienia, płaczesz z płaczącymi. O miłości, matko dobra, czy to podtrzymując słabych, czy też pobudzając podeszłych wiekiem, czy to karcąc niespokojnych, chociaż okazujesz się różna wobec różnych osób, miłujesz wszystkich jak dzieci! Kiedy karcisz, jesteś łagodna, kiedy obsypujesz pieszczotami, jesteś prosta; zwykle gdy się srożysz, litujesz się; łagodzisz nie oszukując; umiesz gniewać się, pozostając cierpliwą; oburzać się, pozostając pokorną; obrażana, nie obrażasz się; wzgardzona, przybywasz z powrotem. Ty istotnie jesteś matką ludzi i aniołów. Ty, przebłagawszy Boga za człowieka, pojednałaś człowieka z Bogiem (Anonim, w. XIII). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XX niedziela zwykła „Baczcie pilnie, bracia, jak postępujecie: nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy”. „Odrzućcie głupotę i żyjcie, chodźcie drogą rozwagi”. Jaką głupotę mamy odrzucić i jaką mądrość przyjąć? Słowo Boże podpowiada, że trzeba odrzucić mądrość tego świata, która jest ślepa na mądrość Bożą: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia” (1 Kor 1,18). Potrzebujemy napełniać się Duchem Świętym, aby w Bożej prawdzie patrzeć na świat i siebie samych. Potrzebujemy mądrości karmienia się w Eucharystii tym Chlebem, który niesie moc życia wiecznego. o.M.M.OP „Kto spożywa Moje Ciało...” Było to chyba jedno z najtragiczniejszych nieporozumień w historii, zarówno wtedy, za życia Jezusa, gdy wielu zgorszonych Żydów uznało Go za szaleńca, jak i później, gdy spory o Eucharystię dzieliły i rozdzierały Kościół. A wszystko z powodu zbytniego przywiązania do zewnętrznego znaczenia wyrazów i skojarzeń, które one nasuwały, bez wniknięcia w głębię słów i nowych treści, które wraz z Eucharystią ustanawiał Jezus. Ciekawe, że niekiedy człowiek potrafi posługiwać się słowem w sposób twórczy i odkrywczy, przekazywać o wiele więcej znaczeń, niż można zawrzeć w ścisłych językowych i słownikowych definicjach. W jakie głębie treści potrafią nas zaprowadzić poeci, ile prawdy o życiu, człowieku, Bogu potrafią odsłonić przy pomocy paru oryginalnie zestawionych i skojarzonych słów. A ile nieporozumień by się zrodziło, ile nonsensów i bredni, gdyby te słowa potraktować ściśle i odczytać zgodnie z zasadami logiki. Ale na szczęście nikomu to nie przychodzi na myśl, każdy wie, że poezja rządzi się innymi prawami. Dlaczego wtedy, gdy Jezus mówił o spożywaniu swego Ciała i Krwi, ludzie potraktowali to dosłownie? Dlaczego Jezusa, który mówił tyle głębokich, mądrych i pięknych słów, tym razem posądzili o kanibalizm? Przecież to był jawny absurd i nikomu rozsądnemu nie przyszłoby do głowy, że Jezus nagle postradał zmysły. Wytłumaczenie musiało być inne. Może jeszcze nieznane i niejasne, może zakryte, ale na pewno inne. Zresztą wkrótce – w czasie Ostatniej Wieczerzy – miało się okazać, o co chodziło Jezusowi. Wystarczyło odrobinę cierpliwości i zaufania, że Jezus wie, co mówi i co robi. Mówił o swoim Ciele, swojej Krwi i o życiu wiecznym, czyli zbawieniu. Aby je osiągnąć, należy karmić się Jego Ciałem i Krwią. Tu nie chodzi o zaspokajanie fizycznego głodu przez połykanie Hostii. Komunia św., do której tak często przystępujemy, to coś więcej, niż „połknięcie” Pana Jezusa. To przede wszystkim duchowa więź i wspólnota z Bogiem, to trwanie w Bogu. Doskonale wiemy, że samo „pójście do Komunii” tego nie gwarantuje, jeśli zabraknie wiary i duchowej dyspozycji. A zarazem nie stworzy Eucharystii, czyli Chleba Życia, nawet najbardziej pobożna modlitwa nad bochenkami najlepszego i najświeższego chleba, jeśli zabraknie kapłana, którego Jezus upoważnia i posyła, aby w Jego imieniu przemieniał chleb i wino w Jego Ciało i Krew. Niepojęta tajemnica! W Eucharystii muszą być obecne te dwa wymiary: obiektywny, substancjalny, który sprawia, że każda cząstka chleba i wina w chwili konsekracji zamienia się – choć niewidzialnie, w rzeczywiste Ciało i Krew Chrystusa; oraz subiektywny, egzystencjalny, dzięki któremu człowiek, który z wiarą spożywa konsekrowany Chleb i Wino w Komunii św., doznaje cudownej, przemieniającej i ożywiającej mocy z wysoka. Właśnie tego nie zdążyli usłyszeć i zrozumieć ci, którzy odeszli. Zabrakło im cierpliwości i ufności, woleli zaufać swojej logice, aniżeli Słowu Jezusa. Dziś także jest wielu ludzi, którzy nie ufają Bogu i Kościołowi, któremu Jezus powierzył Eucharystię. To nie tylko Świadkowie Jechowy, Zielonoświątkowcy i inni, lecz także ci, którzy chodząc co prawda do kościoła, nawet i co niedzielę, nie uczestniczą niestety w Eucharystii, bo nie spożywają Ciała Chrystusa. Dlaczego? Prawdopodobnie nie ze złej woli, a raczej z nieświadomości, że Eucharystia jest Chlebem, czyli codziennym pokarmem do jedzenia, a nie do oglądania i odkładania na potem. Jeśli chcesz mieć siły, życie, chcesz iść do przodu – bierz i jedz! Nie bój się, że nie jesteś godny; owszem, bądź tego świadom, ale Chleb Życia jest dla wszystkich, którzy chcą żyć, a nie dla tych, którzy są tego godni. To nie jest nagroda za ukończenie drogi, lecz prowiant na drogę. Jeśli go ze sobą nie weźmiesz i nie będziesz jadł – nie dojdziesz do mety. ks.M.P. „Kto pije moją Krew” Księga Kapłańska kategorycznie zabraniała Żydom spożywania krwi. Uzasadnienie zakazu było proste. Krew jest nie tylko symbolem, lecz jest samym życiem. Z kogo wypływa krew, wypływa życie. Do życia zaś ma prawo wyłącznie Bóg. Krew zwierząt ofiarnych kapłan wylewał przed ołtarzem Pana. Długie wieki Bóg wychowywał Izraelitów do religijnego szacunku dla krwi, by na zasadzie kontrastu podać im wreszcie własną Krew — Boską. Dla słuchaczy Jezusa Jego oświadczenie: „Kto Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” musiało być szokiem. Od wieków nie wolno im było spożywać nawet krwi zwierząt, a tu Prorok z Nazaretu wzywa ich do spożywania Jego własnej Krwi. Potraktowali to jako zachętę do picia krwi człowieka, nie dostrzegali bowiem w Chrystusie Syna Bożego. Uznali tę mowę za pozbawioną sensu i zrazili się do Jezusa. Tym kazaniem sławny Prorok z Nazaretu utracił swoich zwolenników. Sposób realizacji zdumiewającej zapowiedzi Jezusa został wyjaśniony w Wieczerniku. Tam bowiem Syn Boży podał do spożycia swoją Krew pod postacią wina. Gdy jednak uwzględnimy fakt, że w myśleniu żydowskim krew jest synonimem życia, musimy konsekwentnie przyjąć, iż Chrystus wzywa nas do uczestniczenia w życiu samego Boga. „Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa będzie żył przeze Mnie”. Żyć wiecznie można tylko kosztem kogoś, kto jest wieczny. Kto mimo że jest spożywany, nie może być jednak nigdy zjedzony, bo jako wieczny jest trwalszy od tego, kto go spożywa. Eucharystia to zostawiona przez Chrystusa ciągle otwarta możliwość przenoszenia doczesności w wieczność, a mówiąc dokładniej zamieniania krótkiego czasu ludzkiego życia na ziemi w wieczną i Bożą egzystencję. My ciągle mamy tendencje do ściągania Boga na ziemię, przykrawania Go do wymiarów naszej małej doczesności. Tymczasem Pan Bóg ma inne zamiary. Pragnie pomóc nam w dorastaniu do wymiarów Jego nieograniczonej wieczności. Każde przyjęcie Komunii świętej winno pomagać w tym dorastaniu do wymiarów Bożego życia. Gdyby Eucharystia zawierała energię użyteczną dla doczesności, ludzie korzystaliby z niej masowo. Skoro jednak jest nastawiona na ubogacenie człowieka w wymiarze wieczności, zainteresowanie nią jest stosunkowo niewielkie. Najlepiej o tym świadczy zewnętrzna oprawa pierwszej Komuni świętej. Ma ona przede wszystkim wymiar doczesny — piękny wystrój kościoła, odświętne stroje, fotograf, suto zastawiony stół, upominki. W tym jednym wypadku „udało się” przykroić Chrystusa obecnego w Eucharystii do wymiarów doczesnych i dlatego tylko pierwsza Komunia budzi większe zainteresowanie współczesnych katolików. Niewiele to jednak ma wspólnego z pragnieniem Boga, który ma na uwadze podłączenie ludzkiego serca w obieg własnej krwi, a więc w swoje wieczne życie. Chrystus jest obecny cały zarówno pod sakramentalną postacią chleba, jak i wina. Tylko względy praktyczne zadecydowały o przyjmowaniu Komunii pod jedną postacią. Choć trzeba przyznać, że podejście do kielicha z Krwią Chrystusa ma swoją wymowę. I jakkolwiek komunikujący jedynie pod postacią chleba otrzymują już pełnię łaski, to podejście do kielicha Pańskiego pomaga w przeżyciu tajemnicy Bożej miłości. Błogosławione oczy wiary, które potrafią dostrzec bogactwo kielicha stojącego na ołtarzu. Jest to największy skarb, jaki posiada ziemia. Zmobilizować siły Człowiek potrzebuje motywacji do mobilizacji swoich sił. Tytuł mistrza świata stanowi dla tysięcy sportowców motyw mobilizujący do olbrzymiego wysiłku. Konto w banku, wystarczające do życia z odsetek, stanowi motyw działania innej grupy ludzi. Sława uczonego, aktora, polityka mobilizuje siły wielu i decyduje o ich dużych sukcesach. Zastanawia jedynie, dlaczego na tej ziemi nie jest nagradzana mądrość, dlaczego ona tak rzadko jest motywem mobilizującym ludzi do wysiłku? Przecież posiadanie mądrości to skarb miliony razy cenniejszy niż pieniądze, sława czy złote medale. Spotkanie z młodymi ludźmi budzi niepokój głównie z tego powodu, że tylko niewielu z nich chce się uczyć dla siebie, niewielu jest przekonanych o tym, że zdobywanie wiedzy to część doskonalenia mądrości. Nawet studenci znacznie częściej zabiegają o wypełnienie ocenami indeksu, aniżeli o wypełnienie głowy wiadomościami i o opanowanie umiejętności potrzebnych w wykonywaniu prac, do których przez studia się przygotowują. Mały procent zabiega o mądrość. Jest to tym bardziej niepokojące, że w rywalizacjach o oceny ambicje odgrywają wielką rolę. W szkole średniej może dojść do ostrych starć o pół punkta w ocenie z jednego przedmiotu, a sprawa potrafi oprzeć się aż o Kuratorium. Siła więc napędowa istnieje, i to o wielkiej mocy, cóż z tego, skoro nie jest ustawiona właściwie. Sprawiedliwość jest ważnym elementem wychowania, ale jeszcze nikt nie ustanowił idealnej metody na sprawiedliwą ocenę wiadomości ucznia, tym bardziej że każdy z nich dysponuje inną ilością talentów i dla każdego winna być inna skala sprawiedliwej oceny. Jeśli szkoła jest nastawiona na doskonalenie mądrości, nawet pomyłki zarówno ze strony ucznia, jak i nauczyciela mogą tę mądrość doskonalić. Uczą bowiem twórczej postawy wobec pomyłek, których w życiu niepodobna uniknąć. Pismo Święte to podręcznik mądrości. Szczęśliwy, kto szukając tej wartości dotarł do tej Księgi i w niej znalazł wskazanie co do drogi i metod doskonalenia najważniejszej z cnót. Ten, komu mądrość zasmakuje, już z tego pokarmu nie zrezygnuje. Każdy dzień będzie dla niego kolejnym odcinkiem drogi doskonalenia mądrości. On żyje jej chlebem, karmi się jej winem. Ona staje się jego pokarmem. Biblia podaje kilka ważnych zasad obowiązujących w dorastaniu do mądrości. Pierwsza z nich dotyczy doboru towarzystwa. Człowiek mądry szuka mądrzejszych od siebie, by przestając z nimi doskonalić swoje serce. Dotyczy to zarówno przyjaciół jak, i dobrych książek i filmu. Druga zasada to umiejętność uczenia się na popełnionych błędach, zarówno swoich jak i cudzych. Młoda dziewczyna spotyka na dworcu leżącą na ławce pijaną i na wpół rozebraną kobietę. Widok jest straszny. Przeżywa wstrząs. W ułamku sekundy postanawia nigdy się w życiu nie upić. Oto mądrość, widok kobiety popełniającej błąd pomaga we właściwym ustawieniu swego życia. Trzecia zasada to wezwanie do podjęcia ryzyka. Mądrość to nie tylko wiedza, to synteza wiedzy z życiem, a tej nie można zdobyć bez mądrego ryzyka. Dla człowieka wierzącego najważniejsze jest zawierzenie Bogu i wejście w bliski kontakt z Jego odwieczną mądrością. Dokonuje się to głównie przez modlitwę, czyli odkrywanie woli Boga, albo z Pismem Świętym w ręku, albo w bliskim kontakcie z Eucharystią. Zarówno Biblia jak i konsekrowany Chleb to prawdziwy Boski pokarm, który trzeba spożywać, jeśli się chce wzmacniać mądrość zarówno ciała jak i ducha. Dla ludzi wierzących wykładnikiem mądrości jest mobilizacja sił do czytania Pisma Świętego i pełnego udziału w Eucharystii. ks.E.S. Spraw, o Panie, abym spożywając Ciebie, żył przez Ciebie (J 6, 57) W nawiązaniu do poprzednich niedziel, mamy dziś dalszy ciąg przemówienia o „chlebie życia” (J 6, 51-59), ukazanym wyraźnie w słowach sakramentalnych jako Ciało i Krew Chrystusa ofiarowane ludziom na pokarm. Pierwsze czytanie (Prz 9, 1-6) ukazuje figurę Eucharystii w wystawnej uczcie, którą wydała mądrość, jako bogata matrona, zapraszająca do stołu wszystkich, a szczególnie najbardziej potrzebujących, zarówno młodzież niedoświadczoną, jak i prostaczków. „Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam” (tamże 5). W tym wezwaniu chleb i wino są bliskoznacznikami mądrych i roztropnych rad, jakich hojnie udziela mądrość. Lecz to nie przeszkadza, aby czytelnik chrześcijanin widział w nich — jak podaje dzisiejsza liturgia — zapowiedź chleba i wina eucharystycznego, które Chrystus dał wszystkim wierzącym. Jezus mówiąc: „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6, 51), ujawnia swoje zamiary dania ludziom w darze siebie samego, pozostawiając im jako pokarm swoje ciało i swoją krew. Eucharystia ukazuje się w ten sposób nie tylko ściśle złączona ze śmiercią Pana, lecz także z Jego wcieleniem, jako mistyczne jego przedłużenie. Ciało, jakie przybrało Słowo, by złożyć je Ojcu w ofierze na krzyżu, będzie dalej mistycznie ofiarowywane w Sakramencie Eucharystii i dane na pokarm wierzącym. Wobec takiego niesłychanego pomysłu, Żydzi buntują się gwałtownie: „Jak On może nam dać swoje ciało do spożycia?” (tamże 52). Sprzeciw jest uzasadniony; czy może człowiek normalny nie wzdragać się wobec myśli, że musi spożywać ciało podobne swojemu? A jednak Jezus nie wycofuje ani nie prostuje tego, co powiedział, owszem, potwierdza to z siłą, podkreślając jeszcze jaśniej konieczność tego „pożywania”: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie pożywali ciała Syna człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne... Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem” (tamże 53-55). Pan nie daje wyjaśnień, które uczyniłyby tajemnicę bardziej zrozumiałą; kto nie wierzy w Niego, i tak nie przyjąłby ich. On żąda wiary. Lecz wierzący, którzy otrzymali dar wiary, w jakim stopniu i w jaki sposób uwierzą w tę cudowną tajemnicę? Może świat współczesny tak powątpiewa wobec Eucharystii dlatego właśnie, że zbyt często odnosi się do tego Sakramentu z zastraszającą powierzchownością i lekkomyślnością. Należy upaść na kolana, błagać o przebaczenie, prosić o żywą wiarę, zgłębiać na modlitwie słowa Pana, uwielbiać Jego Sakrament, karmić się Nim z bojaźnią i miłością. Wówczas będzie można zrozumieć również inne wzniosłe twierdzenia Jezusa: „Kto spożywa moje ciało i krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (tamże 56-57). Eucharystia ma za cel karmić chrześcijanina, aby zawsze był żywą latoroślą Chrystusa, stworzeniem podobnym do swojego Pana, zanurzonym w Nim i w Nim trwającym do tego stopnia, aby jego istnienie i działanie ukazywało obecność Pana, który karmiąc go swoim ciałem i swoją Krwią upodabnia go do siebie. Postępowanie chrześcijanina powinno ukazywać, że nie żyje on już dla siebie samego, zamknięty w ciasnym kręgu doczesności, lecz dla Chrystusa, otwarty na niezmierzoną wieczność, i że jego czyny noszą już na sobie znamię życia wiecznego, którym go karmi Eucharystia. Tylko w ten sposób wierzący może być na świecie żywym świadectwem niewysłowionej rzeczywistości tajemnicy Eucharystii. Boże wieczny, najwyższa i wiekuista czystości, Ty złączyłeś się z błotem naszego człowieczeństwa, przynaglany ogniem swej miłości, dzięki której dałeś się nam na pokarm... Pokarmie anielski, najwyższa i wiekuista czystości, dlatego żądasz i chcesz tak wielkiej czystości duszy, która Cię przyjmuje w tym najsłodszym Sakramencie... Jak się oczyszcza dusza? W ogniu Twojej miłości, obmywając swoje oblicze we krwi Jednorodzonego Syna Twojego... Zrzucę z siebie cuchnące szaty i przy świetle najświętszej wiary... poznam, że Ty, Trójco wieczna, jesteś naszym pokarmem, stołem i sługą. Ty, Ojcze wieczny, jesteś tym stołem i dajesz nam jako pokarm baranka Jednorodzonego Twojego Syna. On jest dla nas najsłodszym pokarmem, bądź to przez swoją naukę, którą nas karmi z Twojej woli, bądź też przez sakrament, który przyjmujemy w Komunii świętej. On nas posila, umacnia, dopóki jesteśmy pielgrzymami i podróżnikami na tej ziemi. Duch Święty jest naszym sługą, bo służy nam swą nauką oświecając oko rozumu naszego i udzielając natchnienia, aby iść za Nim. Daje nam również miłość bliźniego i budzi głód pokarmu dusz i zbawienia całego świata, na chwałę Twoją, Ojcze (św. Katarzyna ze Sieny). o.G
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXI niedziela zwykła Słowa Jezusa są duchem i życiem, słowami życia wiecznego. A jednak te same słowa potrafią też przerastać człowieka: wielu wycofuje się i przestaje chodzić za Jezusem, gdy mówi On o Eucharystii, gdy wzywa do wiary zawstydzającej rozum i podważającej ludzkie poczucie bezpieczeństwa. Apostołowie pozostają, bo poznali i uwierzyli, że Jezus jest Świętym Boga, a zatem żadne z Jego słów mylić nie może. „Rozstrzygnijcie dziś, komu chcecie służyć” – czy bożkom i samemu sobie, czy też Chrystusowi i Kościołowi, z którym zechciał On stanowić jedno Ciało (por. Ef 5,31-32). o.M.M. OP „Panie, do kogóż pójdziemy?” Trochę zaskakujące jest zakończenie Eucharystycznej mowy Jezusa. Wydawać by się mogło, że powinno być w niej więcej o Komunii św., o potrzebie przystępowania do sakramentów. Do tego jesteśmy przyzwyczajeni z licznych kazań i nauk rekolekcyjnych. Tymczasem w swoim pouczeniu o Eucharystii, Jezus większy nacisk położył na wiarę, na zaufanie i więź z Bogiem, niż na samo „jedzenie Komunii św.” Punktem kulminacyjnym tej sceny jest jej zakończenie: chwila próby wiary, której zostali poddani Apostołowie. Wielu uczniów Jezusa nie przeszło tej próby pomyślnie. Za trudna im się wydawała mowa Jezusa. Nie potrafili jej pojąć ani przyjąć. Może zbyt ufali sobie, swojej logice i wyobrażeniom? Może za mało znali Jezusa, za mało Go kochali, za daleko byli od Niego? Może za mało było w nich życia duchowego, a za dużo „cielesności”? Nie chodzi tu oczywiście o cielesność fizyczną, która jest przecież nieodłącznym składnikiem człowieczeństwa i pochodzi od Boga, ale o styl życia według wzoru tego świata, czyli przeciwnie do woli Bożej. Ludzie „cieleśni” to ci, którzy bardziej cenią sobie to, co ziemskie, ich własne, grzeszne, aniżeli to, co proponuje nam Bóg. Życie duchowe rodzi się ze słuchania Słowa Bożego. Prawdopodobnie wielu z nas doświadczyło kiedyś tego, jak pogłębia się w nas życie wiary i modlitwy, jak lekko i radośnie przychodzi nam zachowywać naukę i przykazania Chrystusa, gdy zaczynamy ściślej obcować ze Słowem Bożym, gdy częściej sięgamy po Pismo św. i nie tylko je czytamy, ale także rozważamy i próbujemy na nie odpowiadać. To właśnie Słowo Boże przyjęte z wiarą, jest w nas źródłem życia Bożego. Bez Słowa Bożego nie ma ani wiary, ani prawdziwej pobożności, ani życia chrześcijańskiego. Trzeba to mocno podkreślić, bo wielu ludzi poprzestaje na pobożności, polegającej na samym tylko pomnażaniu praktyk dewocyjnych czy sakramentalnych: powtarzaniu różnych formułek, pacierzy, litanii, koronek, nabożeństw. W oderwaniu od Słowa Bożego stają się one jałowe i zatracają swój pierwotny sens. Owszem, chodzi się wtedy za Chrystusem, ale duchem jest się od Niego daleko – tak jak ci uczniowie, którzy odeszli, bo nie mieli autentycznej wiary ani życia Bożego. Czym zatem wyróżniali się Apostołowie, że pomimo tych samych trudności intelektualnych w zrozumieniu Chrystusa, jednak przy Nim pozostali? Otóż wyróżniali się tym, co najważniejsze: wiarą i poznaniem Boga oraz Jego Słowa. Właśnie na to powołuje się św. Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.” Faktycznie: do kogo się udać ze swoim życiem, troskami, lękami, radościami, jeśli nie do Chrystusa? Niektórzy szukają rozwiązań i odpowiedzi w horoskopach, inni w parapsychologii, jodze czy New Age, inni swe niepokoje zagłuszają alkoholem, narkotykami i disco. Ale nic z tego nie potrafi w pełni zaspokoić aspiracji i potrzeb człowieka. Natomiast Chrystus, który jest samą miłością, potrafi dać człowiekowi wszystko, a nawet więcej. Problem w tym, że często nie wiemy, że chce nam coś dać i nie potrafimy tego przyjąć. Dlatego najpierw powinniśmy starać się Go poznać, żeby wiedzieć kim jest i co chce nam zaoferować. Apostołowie to wiedzieli i dlatego zostali przy Jezusie. Wielu z nas, nawet tych chodzących do kościoła, wie to tylko mgliście, ogólnie. Stąd też tyle zwątpień i niewierności, tyle bylejakości i powierzchowności naszych postaw religijnych, tyle pustki w życiu duchowym. Chrystus chce tę pustkę wypełnić. Czy Mu pozwolimy? ks.M.P. Nie poprawiać Chrystusa Zagubił się współczesny człowiek, ponieważ postanowił przyjąć za prawdę wyłącznie to, co się mieści w jego umyśle. Smutna to perspektywa, bo z niezwykle bogatej rzeczywistości dla człowieka jest dostępna jedynie ta droga, która mieści się w naparstku jego umysłu. Klucz do zrozumienia tego dramatu jest podany w Ewangelii, gdy Jezus zapowiada ustanowienie Eucharystii. Ponieważ wezwanie do spożywania Jego Ciała i Krwi słuchacze, w imię logiki, uznali za niemożliwe do zrealizowania, konsekwentnie odrzucili również całość nauki Mistrza z Nazaretu. Spotkanie z Chrystusem musi się dokonywać wpierw w sercu, a dopiero później w umyśle. Jezusa trzeba pokochać, a ta miłość umożliwi przyjęcie Jego nauki, mimo iż dla logiki ludzkiego rozumu wydaje się ona absurdem. Jeśli jednak umysł jest kierowany kochającym sercem, absurd znika i wymagania Ewangelii stają się możliwe do zrealizowania. Dla Boga bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. To jest podobnie jak w życiu kochającej matki. Dla dobra dziecka stać ją na czyny heroiczne. To, co przy chłodnym wyrachowaniu ludzkiej logiki jest niemożliwe, przy nakazach kochającego serca staje się faktem. Miłość jest w stanie czynić cuda. Kto pokocha Chrystusa potrafi, i to bez większego trudu, wykonać wszystkie postawione przez Niego wymagania. Rozum współpracując z kochającym sercem dostrzeże logikę miłości, która jest najwyższą formą matematyki, tą jedyną, jaką posługuje się sam Bóg. W Ewangelii zastanawia jednak fakt, że tylko maleńki procent słuchaczy Jezusa był w Nim autentycznie zakochany. Z grona ponad pięciu tysięcy wielbicieli, po zapowiedzi ustanowienia Eucharystii, zostało przy Chrystusie zaledwie dwunastu, a więc niewiele ponad 0,2 procent. Nad tą liczbą trzeba się dobrze zastanowić, i to z dwu racji. Po pierwsze mówi ona o tym, jak trudno nam przyjąć logikę miłości. Eucharystia jest ustawicznym wezwaniem do przyjęcia logiki miłości. Ciągle jednak procent przyjmujących ją jest mały. Nawet wielu spośród tych, którzy komunikują, w życiu codziennym nie jest w stanie zamienić wyrachowania na gest bezinteresownej miłości. Najważniejsze jest jednak to, że naszą słabością nie jest zaskoczony Chrystus. Pyta Apostołów: „Czy i wy chcecie odejść?”. I tu dotykamy drugiej racji, dla której trzeba dobrze rozważyć to ewangeliczne wydarzenie. Logika miłości nie liczy na tłumy. To w naszym ziemskim myśleniu tłumy coś znaczą. W miłości zaś liczy się konkretne serce. Jezusowi wystarczyło 0,2 procent Jego wielbicieli, by uczynić z nich fundament Kościoła. Pierwszym znakiem przechodzenia od matematyki tego świata do logiki miłości jest umiejętność dostrzeżenia w tłumie serc otwartych na wielkie wartości. To na nich trzeba budować przyszłość. Chrystusa nikt nigdy nie poprawi. Skoro On zrezygnował z tłumów, a budował swe wielkie dzieło w gronie kilkunastu osób, to każdy, kto chce działać w duchu Ewangelii musi uczynić to samo. Tłumy żyją tryumfalizmem, a ten jest bardzo daleki od ducha Chrystusa. Nie da się Ewangelii przełożyć na język doczesności, jak nie da się żadnym aparatem zmierzyć stopnia miłości. Chrześcijanin musi dokonać wyboru. Albo postawi na miłość i pozostanie w gronie uczniów Jezusa, a więc w tej przerażająco nikłej mniejszości (0,2 procent!), albo popłynie z wielkim tłumem (99,8 procent!), by budować świat dający się dokładnie obliczyć przy pomocy mamony. Z góry jednak wiadomo, że tłum nie jest zdolny stworzyć świata wolności i szczęścia. Wartości te są dla niego obce. W tym kontekście nie dziwią słowa Jezusa: „Wielu wezwanych, a mało wybranych”. „Mężowie, miłujcie żony” Św. Paweł w Liście do Efezjan pragnie wezwać adresatów do współpracy z Chrystusem w dziele budowania jedności między ludźmi. Odwołuje się w tym wezwaniu do szczególnej troski o jedność małżonków. Kto lepiej zna dzieje rozdarcia w ludzkiej rodzinie łatwo dostrzeże, iż najgłębiej ono sięga, gdy dotyczy jednego z czterech kamieni węgielnych rodzinnego domu: miłości wzajemnej małżonków, miłości rodziców do dzieci, dzieci do rodziców i miłości braterskiej rodzeństwa. Paweł w Liście do Efezjan wskazał wszystkie te kamienie węgielne, szczególnie akcentując wzajemne odniesienie męża do żony. Odpowiedzialność za jedność i miłość w małżeństwie składa on w ręce męża. Przypomina mu, że winien miłować żonę jak własne ciało. Troska o tę miłość to troska o jego własne dobro. „Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje”. Paweł nie mówi o tym wprost, ale ma na uwadze pierwszy dramat rozbicia jaki miał miejsce na ziemi, dramat grzechu rajskiego, który podzielił małżonków. Najczęściej mówiąc o skutkach grzechu Adama i Ewy akcentuje się ich nieposłuszeństwo wobec Boga i utratę szczęścia rajskiego a wraz z nim nieśmiertelności. Trzeba uważnie odczytać wyroki jakie Bóg ogłasza nad uczestnikami tego dramatu — szatanem /wężem/, Adamem i Ewą. W ich świetle dopiero po grzechu Ewa zostaje podporządkowana Adamowi. Traci więc prawa przyjaciela. Rozdarcie staje się bolesne dla męża i żony. To rozdarcie, ten brak wzajemnej miłości dostrzegamy jak w zwierciadle, w rozdarciu jakie istnieje w synach Adama i Ewy tzn. między Kainem i Ablem. Oto konsekwencje braku jedności w małżeństwie. Trzeba dodatkowego wsparcia łaską Boga, by brak miłości małżeńskiej nie rzutował na wychowanie dzieci. Trudno bowiem, by te uczyły się miłości tylko w oparciu o przykazania i upomnienie. Przykład miłości małżonków modeluje miłość dzieci do rodziców i rodzeństwa między sobą. Apostoł Narodów przypomina chrześcijańskim małżonkom prawo jedności ustanowione przez Stwórcę jeszcze przed grzechem: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją i będą dwoje jednym ciałem”. W oparciu o łaskę wiary można przezwyciężyć proces rozpadu. W sakramentalnym małżeństwie żona odzyskuje prawo przyjaciela przy boku męża. Dokonuje się to dzięki prawdziwej miłości. Wszyscy powołani do małżeństwa, decydując się na budowę domu, w którym pragną wychować nowe pokolenie, winni przemyśleć głęboko wagę owych czterech kamieni węgielnych, stanowiących o szczęściu rodziny i o wychowaniu mądrych dzieci. Cały natomiast Kościół winien nie tylko stać na straży tych kamieni, lecz podjąć wielkie starania, by pomóc małżonkom w przezwyciężaniu wszystkich kryzysów ich jedności, bo od niej zależy niezwykle wiele. Jest to zawsze ratowanie jednego z domów, którym grozi ruina. Budowa nowych domów, z części już istniejących, jest zawsze połączona ze łzami i cierpieniem. W tym kontekście trzeba postawić konkretne pytania: Kto ma uczyć mężczyzn szacunku dla kobiety i kto ma uczyć kobiety szacunku do mężczyzny? Ten szacunek jest istotnym elementem ich wzajemnej miłości w małżeństwie. Odbudowa jedności małżeńskiej w skali chrześcijaństwa, a jest to blisko jedna piąta ludzkości, to niezwykle ważne zadanie. Tą drogą można promieniować na inne ludy, najprościej i najskuteczniej, objawiając światu Chrystusa. Przykazanie miłości wzajemnej, ogłoszone w Wieczerniku, w chrześcijaństwie jest najczęściej realizowane w sakramentalnym małżeństwie. ks.E.S. „Panie, Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli” (J 6, 68-69) Wybór Boga i wierność względem Niego są dzisiaj tematem pierwszego i trzeciego czytania. Kiedy naród żydowski przeszedł przez Jordan i miał wejść do ziemi obiecanej, Jozue postawił przed nim dylemat: albo zbratać się z bałwochwalcami, albo wybrać Pana (Joz 24, 1-2a. 15-18). Innymi słowy: albo Bóg, albo bóstwa. Odpowiedź jest jednomyślna: „Dalekie jest to od nas, abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć bóstwom obcym!... My chcemy służyć Panu, bo On jest naszym Bogiem” (tamże 16. 18). Niestety, w praktyce jak to już miało miejsce w przeszłości, Izrael nie przestanie wahać się między wiernością Bogu a bałwochwalstwem. Teoretycznie mówiąc, wybór został dokonany: naród uznaje, że tylko Pan jest jego Bogiem, i jeśli później wielu, a nawet większość, sprzeniewierzy się, pozostanie zawsze „reszta”, która wytrwa w wierności. Jest to upomnienie wzywające do zastanowienia się, że nie wystarczy wybrać Boga jeden tylko raz w Życiu, lecz trzeba odnawiać każdego dnia własny wybór pamiętając, że nie można służyć Bogu i równocześnie zasadom świata, próżnościom jego i kaprysom, które właśnie są bożkami. Na zakończenie długiego przemówienia o „chlebie Życia” (J 6, 61-70) również Jezus stawia swoich słuchaczy przed wyborem: albo iść za Nim przyjmując tajemnicę Jego Ciała i Krwi danych ludziom na pokarm, albo odejść od Niego. Nie tylko Żydzi zgorszyli się Jego słowami, także „wielu spośród Jego uczniów” szemrało: „trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” (tamże 60). A Jezus, zamiast zmienić sposób mówienia, podkreśla konieczność wiary: „Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem” (tamże 63-64). Nie należy więc gorszyć się lub rozprawiać, trzeba wierzyć. Bez wiary, bez Ducha Świętego, który oświeca i ożywia, nawet tajemnica Ciała Chrystusowego może pozostać „ciałem”, które nic nie pomaga duchowi i nie daje życia. Bez wiary człowiek może słyszeć Chrystusa mówiącego o ciele i krwi, może widzieć chleb i wino, lecz nie zrozumie wielkiej rzeczywistości ukrytej w tych słowach i w tych znakach. Nie należy zbyt pochopnie potępiać tych, którzy nie wierzą; trzeba raczej współczuć i modlić się, aby ludzie otwarli się na dar wiary, jakiego Bóg hojnie udziela, i nie odrzucali go stawiając ponad niego swoje krótkowzroczne, czysto przyrodzone rozumowania. Z powodu tego odrzucenia „wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło” (tamże 66). Zadziwiające, że Pan nie czyni nic, aby ich zatrzymać, lecz zwracając się do Dwunastu pyta: „Czyż i wy chcecie odejść?” (tamże 67). Tajemnica Chrystusa jest jedna i niepodzielna: albo się ją przyjmuje całkowicie, albo odrzucając jej jeden szczegół, zaprzecza się wszystkiemu. Ani współczucie dla niewierzących, ani pragnienie pociągnięcia braci oddalonych nie może usprawiedliwić pomniejszenia tego, co Jezus powiedział w odniesieniu do Eucharystii. Nikt więcej niż On nie umiłował ludzi i nie pragnął ich zbawienia; jednak wolał stracić „wielu” uczniów raczej, niż złagodzić chociażby jedno ze swoich słów. Kto wybrał Chrystusa, może tylko odpowiedzieć jak Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (tamże 68-69). Trzeba w duchu bojaźni pamiętać, że Judasz oderwał się od Mistrza właśnie przy tej sposobności; zapowiedz Eucharystii stała się punktem porównania prawdziwości wyboru Chrystusa nie tylko ze strony ludu, lecz także uczniów i Apostołów. W taki sposób wiara będzie trwała poprzez wieki, odróżniając prawdziwych uczniów Chrystusa. Boże, Ty jednoczysz w dążeniu do Ciebie serca Twoich wiernych, daj swojemu ludowi miłować to, co nakazujesz, dążyć do tego, co obiecujesz, abyśmy wśród zmienności świata tam wznieśli nasze serca, gdzie są prawdziwe radości (Mszał Polski: kolekta). Przez wiarę, o Panie, łączymy się z Tobą, pojmowanie zaś ożywia nas. Spraw, abyśmy pierwej wiarą się łączyli z Tobą, by przez nią pojmowanie się ożywiło. Kto się nie łączy z Tobą, sprzeciwia się Tobie; kto zaś sprzeciwia się Tobie, nie wierzy. Czy ten, kto nie wierzy, może być ożywiony? Odwraca się on od promieni światła, które powinno go przeniknąć; nie odwraca od Niego oczu, lecz umysł dlań zamyka... Spraw, o Panie, abym wierzył i ducha otworzył; niechaj otworzę, a będę oświecony. Do kogo pójdziemy, jeżeli odstąpimy od Ciebie? „Ty masz słowa życia wiecznego”... Dajesz nam życie wieczne udzielając nam Ciała i Krwi Twojej. „A myśmy uwierzyli i poznali...” Uwierzyliśmy i poznaliśmy; gdybyśmy bowiem pierwej poznali, a potem chcieli uwierzyć, nie moglibyśmy mieć ani poznania, ani wiary. A w co uwierzyliśmy i co poznaliśmy? To, „żeś Ty jest Chrystus Syn Boga”, czyli iż Ty jesteś życiem wiecznym i że w Twym Ciele i Krwi dajesz to, czym Ty jesteś (św. Augustyn). o.G
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXII niedziela zwykła Bóg daje Prawo po to, by uformować „lud mądry i rozumny”, bliski i wierny Bogu, poprzez wprowadzanie otrzymanej z góry mądrości w czyn. Jezus pokazuje faryzeuszom, że w Prawie nie chodzi o legalizm ludzkich tradycji, podkreślających czystość formalną i zewnętrzne zwyczaje, ale o formowanie wnętrza, z którego obfitości wypływa dobro lub zło, uświęcenie lub nieczystość człowieka. Bogu chodzi o religijność czystą i bez skazy, życzliwie i ze współczuciem pochyloną nad potrzebami innych. o.M.M.OP „Zło z wnętrza pochodzi” Problem zła i grzechu dotyka jakoś każdego człowieka. Wbrew pozorom, sumienie jest dosyć trudno przekupne i człowiek nie potrafi długo żyć w poczuciu winy. Próbuje się więc jakoś z tym poczuciem uporać, próbuje się oczyszczać, usprawiedliwiać i wybielać. Byle tylko zaznać wewnętrznego pokoju, a przynajmniej jego namiastki w postaci stworzenia pozorów porządności. Metody są różne. Jedni wmawiają sobie, że wszystko wolno i że nic nie jest grzechem, że takie pojęcie w ogóle nie istnieje, więc nie ma się czym przejmować. Wymaga to jednak rezygnacji z pojęcia absolutnej prawdy i dobra, a więc i wszelkiej religii, etyki, prawa i zasad. Na tym polega etyczny liberalizm – produkt najgorliwiej importowany z Zachodu. Inni próbują szukać dla siebie rozmaitych okoliczności łagodzących i usprawiedliwień: a to, że wszyscy tak robią, że nie było innego wyjścia, albo że nie wyrządza się nikomu krzywdy. Jest to dość krótkowzroczne, bo prawda moralna szybko wychodzi na jaw i daje znać o sobie w postaci niepokoju sumienia, który trzeba zagłuszać nowymi wykrętami. Ale przynajmniej człowiek taki próbuje jakoś ratować swój obraz Boga, niestety, wypaczony. Ma jednak dla siebie otwartą drogę nawrócenia i powrotu, gdyż żywe jest w nim poczucie zła, grzechu i winy – nie wie tylko, co z tym zrobić. Jeszcze inni próbują naginać prawo moralne do własnych potrzeb. Nie rezygnując więc z moralności i przykazań, lecz podmieniają je na takie, które im pasują i pozwalają wydawać się we własnych oczach bezgrzesznymi i doskonałymi. W ten sposób utwierdzają się w samozadowoleniu, zakłamaniu i zamykają sobie coraz szczelniej drogę nawrócenia. Bo z czegóż tu się nawracać, skoro się skrupulatnie wypełnia ustanowione na własny użytek zasady? Dokładnie na tym polega obłuda. Tej obłudzie Chrystus wypowiedział bezpardonową walkę, gdyż ona najskuteczniej odgradza człowieka od Boga murem pozorów i fałszywych wyobrażeń. Chrystus rozbija je słowem prawdy o dobru i złu, ukazując prawdziwą ich naturę. Zło moralne rodzi się w człowieku. Nie jest niczym zewnętrznym i niezależnym od naszej woli i wyboru. To człowiek jest odpowiedzialny za zło, które czyni, za swój grzech. Grzech jest dziełem człowieka, pochodzi z ludzkiego serca, ludzkiej natury, zranionej przez grzech pierworodny. Wobec tego faktu jesteśmy całkowicie bezsilni. Chrystus chce, abyśmy to uznali, byśmy przyznali się do swej grzeszności i powierzyli ją Jemu, Jego przebaczeniu i miłosierdziu. Niestety, tego właśnie nie chcemy. Wolimy raczej wmawiać sobie, że zło jest czymś zewnętrznym w stosunku do nas, a więc że nie jesteśmy za nie odpowiedzialni ani winni. A póki człowiek nie uzna swej winy, póki się do niej nie przyzna i ze skruchą nie powierzy jej Bogu, nie uzyska przebaczenia i wewnętrznego pokoju. Tylko Bóg może nas oczyścić i tylko wtedy, gdy człowiek na to pozwoli. I dlatego właśnie powinniśmy poznać i przyjąć prawdę o grzechu, o swoim grzechu: aby móc z zaufaniem powierzyć go Bogu. Może teraz lepiej zrozumiemy dlaczego grzesznicy, celnicy i nierządnice byli bliżsi Chrystusowi niż pobożni faryzeusze, może zrozumiemy, dlaczego pasterz idzie za jedną zgubioną owieczką, a syn marnotrawny tak szybko wraca do łask. Lekarza potrzebują bowiem ci, którzy się źle mają. Komu wydaje się, że jest zdrowy, nigdy nie rozpocznie leczenia, a niewidzialna choroba będzie czynić postępy. Więc może lepiej spojrzeć prawdzie w oczy? Jeśli się tego lękamy, pamiętajmy, że Chrystus przyszedł właśnie dla takich, jak my. Bo zdrowi lekarza nie potrzebują. ks.M.Pohl Umyć ręce Teatralna scena mycia rąk przez Piłata, tuż przed wydaniem wyroku śmierci na Jezusa, urosła do rangi ewangelicznego symbolu. Mówi o próbie ucieczki przed odpowiedzialnością. Piłat był poganinem. Umywał ręce publicznie. Chciał w ten sposób ukazać ludziom, że nie jest winien przelania krwi Proroka z Nazaretu. Chciał się usprawiedliwić przed ludźmi. Nie trzeba być wnikliwym obserwatorem, by dostrzec, jak często ludzie uciekają się do gestu Piłata, jak łatwo umywają swe ręce od odpowiedzialności za swoje czyny. Oto chłopcy kopią piłkę na podwórku. Zabawa angażuje wszystkich. Nagle słychać brzęk tłuczonej szyby, piłka ląduje w oknie. Gdy poszkodowany gospodarz usiłuje ustalić, kto wybił szybę, winnych nie ma. Każdy umywa ręce. W świecie dorosłych jest podobnie. W rzeźni zginęło pięć ton mięsa. Trzyosobowa komisja przesłuchuje siedmioro ludzi odpowiedzialnych za magazyn. Śledztwo trwało cztery dni. Winnych nie znaleziono. Wszyscy zdołali umyć ręce. Jedynie obserwatorzy złośliwie zauważyli, że przed śledztwem było siedmiu ludzi o brudnych rękach, a po śledztwie — doliczając członków komisji — dziesięciu. Umywanie rąk od odpowiedzialności to jedna z dobrze opanowanych umiejętności przez współczesnego człowieka. Szkoda jedynie, że chrześcijanie pilniej naśladują w tym względzie pogańskiego prokuratora Judei, niż Zbawiciela. Gest umywania rąk był znany nie tylko poganom. Żydzi również umywali ręce, i to wiele razy w ciągu dnia. Chodziło im zarówno o zachowanie higieny, jak i o wykonanie przepisu prawa religijnego. Obmywanie rąk miało oznaczać troskę o czystość serca. Nie chodziło zatem o wzgląd na ludzi, jak to miało miejsce u Piłata, lecz o wzgląd na Boga. Początkowo gest umycia rąk miał głęboką wymowę. Szybko jednak został zredukowany jedynie do pustego zewnętrznego znaku, któremu nie odpowiadało wewnętrzne nastawienie. Jezus widząc to zakłamanie mocno zaatakował tę praktykę. Przed Bogiem ważna jest czystość nie rąk, lecz serca. „Z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Wszystko to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”. Prawdziwa religijność polega na czystości serca. Ono musi być nie tylko obmyte, lecz wypełnione dobrymi myślami, szacunkiem do człowieka, pragnieniem niesienia pomocy, umiłowaniem prawdy, mądrością. Jezus, znając ludzką słabość, nigdy nie stawia — jako warunku przynależności do Boga — wolności od jakiegokolwiek grzechu. Nie. On domaga się odpowiedzialności za każdy czyn, a więc i za grzech. Umywanie rąk jako ucieczka od odpowiedzialności jest klęską człowieka. Grzech trzeba przynieść do Boga, bowiem tylko On może nas z niego usprawiedliwić. Jako chrześcijanie nie możemy w umywaniu rąk naśladować ani Piłata szukającego usprawiedliwienia przed ludźmi, ani Żydów ostro zganionych przez Jezusa. Naszym niedościgłym wzorem jest sam Zbawiciel umywający nie swoje ręce, lecz nogi uczniów. On sam w Wieczerniku dał nam przykład pełnej odpowiedzialności za drugiego człowieka i w formie przykazania nowego wezwał nas, byśmy sobie wzajemnie nogi umywali. Bez poprawek Niezwykle ciekawe jest zastrzeżenie prawne postawione przez Mojżesza po ogłoszeniu Narodowi Wybranemu Boskiego prawa: „Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie”. Mojżesz bowiem wiedział, że jednym z najczęściej stosowanych wybiegów zmierzających do uchylenia prawa jest jego zniekształcenie — albo przez lekceważenie któregoś z przepisów, albo przez dodawanie nowych. W tym drugim wypadku przepisy dodane usuwają w cień już obowiązujące, a pośrednio dowodzą, że prawo otrzymane nie jest doskonałe, skoro należy je uzupełniać nowymi przepisami. Jezus przybył i postanowił usunąć wysoką górę przepisów ludzkich, którymi uczeni w Piśmie i faryzeusze tak przysłonili prawo Boskie, że nawet nakazy dekalogu można było uchylić. Prawo Boskie jest doskonałe. Nie należy się zastanawiać, jak je interpretować, względnie jak je ominąć, lecz jak je wykonać. Człowiek może być szczęśliwy jedynie ściśle wypełniając prawo Boskie. Słowo Boga skierowane do nas ma zawsze na uwadze nasze dobro. Nie należy z Bogiem dyskutować, należy zamienić Jego słowa w czyn. Dostrzega to Apostoł Jakub, gdy upomina: „Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie”. Dyskusje na temat Boskiego prawa trzeba rozpoczynać od jasnego ustalenia, w jakiej mierze sami dyskutujący to prawo, zwłaszcza prawo dekalogu, zachowują. Jeśli tego nie czynią, to dyskusja jest sensowna jedynie wówczas, gdy stawiają pytanie: co mamy uczynić, by od dziś to prawo zachować? Wszelkie inne dyskusje zmierzające najczęściej do usprawiedliwienia naruszenia prawa, są stratą czasu. Rzecz jasna, sam Bóg liczy się z naszą słabością i przewiduje naruszenie prawa. Oczekuje jednak od człowieka nawrócenia, tzn. uznania własnej głupoty i przyznania racji prawu. Każde zaś odrzucenie przykazania uczynione z wyrachowania, wsparte nawet tysiącem argumentów usprawiedliwiających, jest tylko dowodem niedojrzałości człowieka. Życie w oparciu o prawo Boga jest proste, mimo iż w pewnych sytuacjach wymaga od człowieka wielkiego trudu. Prawo bowiem jest jak drabina ustawiona z ziemi do nieba. Dla każdego, kto chce wzrastać, piąć się w górę, stanowi nieodzowną pomoc. Kto zaś chce się wygodnie urządzić w życiu i nie zamierza doskonalić swego ducha, może to uczynić rezygnując ze wspinania się po szczeblach Bożego prawa. Jest to jednak równoznaczne z rezygnacją z duchowego wzrostu. W Kościele istnieje wielu ludzi z tendencjami do uchylania Bożego prawa. Jedni chcieliby niektóre przykazania dekalogu odrzucić, inni chcieliby je zastąpić ludzkimi przepisami, rzekomo doskonalszymi i bardziej uszczęśliwiającymi człowieka. Tymczasem zastrzeżenie prawne podane przez Mojżesza jest nadal w całości aktualne. Do prawa Bożego nie należy nic dodawać ani nie należy z niego nic ujmować. Mógłby to uczynić jedynie sam Prawodawca. W tym duchu należałoby odczytać Kazanie Jezusa na Górze, gdzie wyraźnie podniósł stopień wymagań. Jako Syn Boga miał do tego pełne prawo. ks.E.Staniek Panie, kto będzie przebywał w Twym przybytku?... Ten, który postępuje bez skazy, działa sprawiedliwie (Ps 15, 1-2) Dzisiejsza liturgia omawia szczególnie bogaty temat prawa Bożego. Pierwsze czytanie (Pwt 4, 1-2, 6-8) przedstawia wierność prawu jako istotny warunek przymierza z Bogiem, a zatem jako odpowiedź na Jego miłość. Dzięki niej Pan stał się tak bliski swojemu ludowi, że jest dla nas osiągalny, ilekroć Go szukamy i wzywamy (tamże 7), Przestrzeganie Bożych nakazów nie uciska ludzi ani nie czyni ich niewolnikami, lecz daje prawdziwe życie oparte na przyjacielskim obcowaniu z Bogiem, życie zmierzające do posiadania ziemi obiecanej, która jest figurą wiecznej szczęśliwości. „Teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, których uczę was wypełniać, abyście żyli i doszli do posiadania ziemi, którą wam daje Pan” (tamże 1). Wykonywanie prawa uszlachetnia człowieka, czyniąc go uczestnikiem mądrości Boga, który je ustanowił (tamże 6), daje mu pewność, że idzie drogą prawdy i dobra, radość, że został dopuszczony do Jego obecności. „Panie, kto będzie przebywał w Twym przybytku? — powtarza psalm responsoryjny, — Ten, który postępuje bez skazy, działa sprawiedliwie... nie rzuca oszczerstw swym językiem... nie czyni bliźniemu nic złego”. Jednym słowem ten, kto zachowuje przykazania Boże. Drugie czytanie (Jk 1, 17-18. 21b-22. 27) kładzie nacisk na wewnętrzną stronę prawa, ukazując je jako „słowo prawdy” zasiane w sercu człowieka, by prowadzić go do zbawienia. „Przyjmijcie w duchu łagodności — wzywa św. Jakub — zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze” (tamże 21). To samo słowo Boże, które powołało człowieka do istnienia, zostało wyryte w jego sercu jako norma i przewodnik życia. Dlatego człowiek powinien słuchać wewnętrznie, by je zrozumieć, a następnie być jego wiernym „wykonawcą” (tamże 22). Oszukiwałby samego siebie ten, kto by ograniczał się do poznania nakazów Bożych, nie starając się wypełniać ich czynnie. Zakończenie powraca do głównego punktu prawa, do miłości bliźniego. Ona jest rzeczywistym wyrazem prawdziwej miłości Boga: „Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami, w ich utrapieniach i w zachowywaniu siebie samego nieskalanym od wpływów tego świata” (tamże 27). Ewangelia (Mk 7, 1-8. 14-15. 21-23) rozwija i uzupełnia pojęcia wyrażone w poprzednich czytaniach. Mojżesz powiedział: „Nic nie dodacie do tego... i nic z tego nie odejmiecie, zachowując nakazy Pana” (Pwt 4, 2). Niestety, niewczesna gorliwość nagromadziła wokół prawa nieskończoną ilość drobnych przepisów, które zaciemniły główne nakazy do tego stopnia, że współcześni Jezusowi gorszyli się, iż Jego uczniowie pomijali pewne obmywania rąk, „kubków, dzbanków, naczyń miedzianych” (Mk 7, 4). Jezus przeciwstawił się z mocą takiej skostniałej mentalności: „Obłudnicy... uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji” (tamże 6. 8). Jezus potępia wszelkie bezduszne trzymanie się prawa, lecz pragnie, by szczerze go przestrzegano, ono bowiem jest rzeczywistością prawdziwie istotną i wewnętrzną, bo „nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (tamże 15). To obłuda myć skrupulatnie ręce lub skrupulatnie zważać na rzeczy zewnętrzne, serce zaś mieć pełne występków. Dlatego wnętrze człowieka powinno być oczyszczone, bo stamtąd pochodzą „złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota” (tamże 21-22), Bez oczyszczenia serca nie można zachować prawa Bożego, ponieważ ono właśnie zmierza do uwolnienia człowieka od namiętności i występku, by uczynić go zdolnym miłować Boga i bliźniego. Kto będzie przebywał w Twym przybytku, Panie, kto zamieszka na Twojej świętej górze? Ten, kto postępuje bez skazy, działa sprawiedliwie, a mówi prawdę w swoim sercu i nie rzuca oszczerstw swym językiem; kto nie czyni bliźniemu nic złego i nie ubliża swemu sąsiadowi, kto złoczyńcę uważa za godnego wzgardy, a szanuje tego, kto się boi Pana; kto dotrzyma, choć przysiągł, ze swoim uszczerbkiem; ten, kto nie daje swoich pieniędzy na lichwę i nie da się przekupić przeciw niewinnemu. Kto tak postępuje, nigdy się nie zachwieje (Psalm 15). Daj nam, o Panie, głód i pragnienie Twojego słowa, ono bowiem jest życiem dusz, światłem umysłów, tchnieniem ożywczym. Ty je ogłosiłeś takim... „Słowa, które Ja wam mówię, są duchem i życiem”. O Biblio święta, o księgo boska! Spotykają się i łączą się w Tobie wzniosłość i świętość. Odczytywać twoje karty to tak, jakby się przechodziło przez szerokie i urocze krainy... Lecz głównym punktem, w którym wzniosłość i świętość się spotykają i obfitują w swojej pełności, jest Nowy Testament, jest Twoja Ewangelia, o Jezu. Wzniosła Ewangelia nie jest potokiem, który przepływa i napełnia swoim wielkim szumem, budzi echa w górach, z których spada, lecz jest spokojną rzeką, coraz obfitszą w wody i coraz cudowniejszą w swoim majestacie; nie jest to grzmot błyskawicy, po której następuje burza, lecz spokojne i stopniowe rozlewanie się pogodnego światła następującego po niej, dopóki nie okryje nieba i ziemi (Jan XXIII). o.Gab.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXIII niedziela zwykła Bóg jakby ukrywa swoją sprawiedliwość, a eksponuje dobroć – „sam przychodzi, by nas zbawić” (por. Iz 35,4). Pochylając się nad ludzką biedą, w jakiś sposób wywyższa skrzywdzonych przez życie, pokazuje, że nie ma ludzi lepszych i gorszych. Ciągle musimy korygować nasze spojrzenie na drugiego człowieka. Bezwiednie przyciąga nas uroda, ładny strój, wdzięk. Choroba, nędza materialna czy duchowa odstręczają. Dlatego prośmy Jezusa, żeby nauczył nas patrzeć na siebie samych i na drugiego człowieka Jego oczyma. A.Lutostańska „Otwórz się!” Znów Ewangelista Marek przedstawia nam jeden z wielu epizodów z życia Jezusa, który pozwala nam zrozumieć kim jest Jezus, jaka była Jego misja i jak traktowali Go wtedy ludzie. Być może nie byłoby to wcale ciekawe, gdyby nie fakt, że ta wiedza i postawy są ciągle aktualne. Albowiem misja Jezusa jest dziś nadal kontynuowana i tylko od naszej wiary zależy, czy Jezus będzie mógł coś dla nas zrobić, czy też nie. Jezus przemierza nasze współczesne posiadłości: ulice miast, osiedlowe skwery, wiejskie drogi. Podobnie jak przed dwoma tysiącami lat, nie trzeba Go zbytnio szukać. A raczej trzeba trochę poszukać, ale odnalezienie Go i spotkanie, nie jest przedsięwzięciem beznadziejnym. Kto wie, może nawet trudniej zwykłemu śmiertelnikowi dostać się do proboszcza czy biskupa, niż do Jezusa. W dobie, gdy ludzie chowają się i uciekają przed sobą, aby mieć święty spokój, gdy nie lubią mieć żadnych zobowiązań ani obowiązków, dostępność Jezusa jest dla nas swego rodzaju wezwaniem i przykładem. I chyba powinna nas trochę zawstydzić. Otóż wtedy przyprowadzili Jezusowi głuchoniemego i prosili o pomoc. W zasadzie nie bardzo chyba wiedzieli, o co trzeba prosić. W obliczu kalectwa czy niepełnosprawności, człowiek czuje się bezradny. Na to nie ma na ogół lekarstwa. Być może liczyli na jakąś magiczną terapię, skoro prosili, by Jezus zechciał dotknąć chorego. Mniejsza o to. Ale jest faktem, że w tej usilnej, choć nieporadnej prośbie, kryła się wielka wiara. Była to wiara nieokreślona i nie uczona. Mieszkańcy Dekapolu byli poganami. Nie znali Boga objawionego w Starym Testamencie, a przynajmniej nie oddawali Mu oficjalnej czci – to było zarezerwowane dla obrzezanych. A więc i o Mesjaszu mogli mieć co najwyżej tylko mgliste pojęcie. Tym niemniej Jezus był im na swój sposób bardzo bliski. I dlatego Mu ufali, wiedzieli, że można Go zaczepić i przedstawić swoją prośbę. Właśnie tego nam nieraz brakuje: prostej ufności dziecka, które co prawda niewiele jeszcze wie i umie, ale za to tym bardziej polega na innych i potrafi ich prosić. My wiemy i umiemy dużo więcej i dlatego wydaje się nam, że potrafimy sami zaradzić naszym potrzebom, a gdy nie potrafimy, to jesteśmy przekonani, że już nikt tego nie może. I dlatego nie szukamy Jezusa, dlatego nawet nie zaczynamy się modlić, bo nie wierzymy w możliwość jakiejkolwiek pomocy, a więc i w skuteczność modlitwy. To jest nasze nieszczęście. Także nasza przemądrzała pewność siebie każe nam nieraz powątpiewać w autentyczność takich cudów i sensowność podobnych próśb: przecież Jezus nie musi używać żadnej śliny ani podejrzanych dotyków na osobności, aby kogoś uzdrowić, tam wystarczyło tylko słowo! Cóż, człowiek lubi mieć swój scenariusz i chciałby, żeby Bóg się do niego dostosował. A jeśli Bóg nie chce, to niech lepiej da w ogóle spokój, poradzimy sobie jakoś sami. Przynajmniej nic i nikt nie zakłóci nam naszego spójnego i uporządkowanego obrazu świata, świata, w którym w zasadzie nie ma miejsca dla Boga i Jego cudów. Z drugiej strony: jak wyrozumiały jest Pan Bóg! Nie oczekuje niczego nadzwyczajnego: żadnych ofiar i łapówek, protekcji, dobrych świadectw, poziomu intelektualnego czy wykształcenia. Na początek wystarczy Mu tylko prosta wiara. To nie znaczy, że na tym chce poprzestać. Nie, ale jako punkt wyjścia to wystarczy. Na więcej będzie czas potem. Dzięki temu każdy ma dostęp do Jezusa, jeśli tylko wierzy w Jego możliwości i dobroć. I to jest wspaniałe i niesie wielką szansę dla każdego. Tylko czy potrafimy z niej skorzystać? Czy coś się w nas otworzy? ks.M.P. Katecheza z praktyką „Nie lubię wakacji” — oświadcza kobieta, która blisko czterdzieści lat porusza się wyłącznie przy pomocy wózka. „Ludzie wyjeżdżają, myślą bardziej o sobie, a ja zostaję sama. Czekam, kiedy skończą się wakacje, wówczas czuję się bezpieczniejsza. W ciągu roku łatwiej o kontakt, o spotkanie, o pomoc”. Kiedy obserwujemy tłumy wędrujące wakacyjnymi szlakami, warto pomyśleć o tych, którzy nie mogą brać udziału w „wyścigach” do pociągu czy autobusu, którzy nie założą plecaka, nie zdobędą żadnego szczytu, nie usiądą z innymi przy ognisku. Jest ich miliony. Prawie co dziesiąty człowiek jest niepełnosprawny, z czego wynika, że w każdej dziesięcioosobowej wspólnocie powinno być dla niego miejsce. Wielu form kalectwa fizycznego czy psychicznego nie potrafimy na ziemi zlikwidować, trzeba się zatem z nim liczyć. Obecność ludzi niepełnosprawnych wśród zdrowych i silnych jest żywą mową Boga o wielkości naturalnych darów, jakie posiadamy. Człowiek z białą laską w ręku mówi o wartości zdrowych oczu, niemowa — o cenie daru języka, siedzący na inwalidzkim wózku — o wolności ukrytej w zdrowych nogach, upośledzony umysłowo — o darze rozumu. Bezpośredni kontakt z tymi ludźmi wzywa do dziękczynienia za dary, jakie posiadamy. Nie nasza to bowiem zasługa, że cieszymy się pełnią sił. Inni, często od urodzenia, bez własnej winy borykają się z kalectwem. Mogło być odwrotnie. Dziękczynienie Bogu za dary odkryte w zestawieniu ubóstwa człowieka kalekiego z bogactwem w pełni sprawnego, to pierwszy twórczy akt chrześcijanina, to moment głębszej refleksji nad tajemnicą ludzkiego życia i wpisanego weń cierpienia. Byłoby jednak bardzo źle, gdyby tylko na tym się skończyło. Spotkanie z człowiekiem kalekim jest wezwaniem skierowanym przez Boga do uzupełnienia naszym darem tego, czego poszkodowanym przez los brakuje. Nie posiadamy mocy cudotwórczej, którą dysponował Jezus. Dotknął On głuchoniemego i jednym słowem „Effatha — Otwórz się” uleczył jego kalectwo. My tego nie potrafimy uczynić. Potrafimy jednak użyczyć swoich ust, rąk, oczu, nóg tym, którzy ich nie mają. Tego oczekuje od nas Pan Bóg. Wielu sądzi, że pomoc ludziom niepełnosprawnym to tylko jednostronne dawanie. Silny i zdrowy daje, a słaby przyjmuje. Jest to poważne nieporozumienie. W wymiarze duchowym wzajemne kontakty kształtują serca i uszlachetniają obie strony. Ci, którzy dobrowolnie podejmują współpracę z ludźmi niepełnosprawnymi, odkrywają, że więcej w tej współpracy otrzymali, niż dali. Żyjemy w świecie usuwania na margines wszystkich słabych, niezdolnych do rywalizacji z mocniejszymi. Zapominamy jednak, że prawdziwa wartość człowieka ujawnia się w jego odniesieniu do tego, co słabe: do dziecka, starca, chorego, kalekiego. To dlatego w Ewangelii jest tak wiele scen, w których opisano spotkanie Zbawiciela z tymi ludźmi. Ten aspekt chrześcijaństwa jest stanowczo za słabo uwzględniony w katechezie i wychowaniu religijnym. Jak długo katecheza nie zostanie uzupełniona praktyką, tak długo będzie wydawać ludzi niezdolnych do dawania ewangelicznego świadectwa. Każdy rok katechezy winien mieć swój profil, nie tylko religijnych, ale i humanitarnych praktyk. Przynajmniej w jednym roku młodzi ludzie winni zająć się przez jakiś czas konkretnym człowiekiem chorym lub niepełnosprawnym. Dopiero w tym kontakcie można dostrzec, co w młodym sercu się kryje, ile w nim dobroci, a ile egoizmu. Ocena z miłości bliźniego jest najlepszym wykładnikiem ewangelicznej postawy. Przy tak pojętym wychowaniu katechizujący potrzebują wielu mądrych pomocników, którzy z całą odpowiedzialnością uczyliby wrażliwości na potrzeby ludzi dotkniętych kalectwem. Jeśli w gronie dziesięciu osób winno być miejsce dla jednego z nich, to każdy człowiek winien być przygotowany do współpracy i współżycia z nimi. Jest to problem wielkiej wagi i nie można przejść obok niego obojętnie. Gdyby się tak stało, to wzrastać będzie liczba chrześcijan z ewangeliczną piosenką na ustach, lecz z pogańskim sercem. Ono bowiem jest o tyle chrześcijańskie, o ile jest wrażliwe na potrzeby drugiego człowieka. Bogaci w wierze Niesprawiedliwość na tym świecie stanowi jedno z poważnych oskarżeń Boga. Jeśli to Jego świat, a On jest doskonałą sprawiedliwością, to dzieło zda się przeczyć istnieniu takiego Twórcy. Niesprawiedliwie jest rozdzielana uroda, zdrowie, długość życia, siły, nie mówiąc już o niesprawiedliwości w posiadaniu dóbr tego świata. Jedni posiadają tak wiele, że trudno im to obliczyć, a inni nie mają na kromkę chleba dla umierającego z głodu dziecka. Wprawdzie o tę niesprawiedliwość w podziale materialnego bogactwa może być oskarżony człowiek a nie Bóg, lecz skoro zachłanność jednych wyrządza krzywdę drugim, a Bóg rządzi światem, to powinien ingerować broniąc skrzywdzonych. Tak czy owak, myślenie w kategoriach doczesnych o niesprawiedliwości istniejącej na tym łez padole bardzo utrudnia wiarę w istnienie sprawiedliwego i kochającego Boga. Św. Jakub w swoim liście zwraca jednak uwagę na inny rodzaj bogactwa dostępnego dla każdego człowieka, tak jak dostępne jest słońce, które sprawiedliwie oświeca i ogrzewa wszystkich mieszkańców ziemi. Tym bogactwem jest wiara. Każdy człowiek może w jej promieniach tak rozwinąć swoje serce, doprowadzić je do takiej dojrzałości, że skarby tego świata wobec niej są jak kropla wody znikająca pod tchnieniem wiatru. I tu objawia się sprawiedliwość Boga w sposób przedziwny. Oto ludzie ubodzy, tzn. nie dysponujący dobrami cenionymi na tej ziemi, są o wiele podatniejsi na działanie łaski wiary niż ludzie bogaci. Najmocniejsze słowa Jezusa o przeszkodach na drodze rozwoju wiary dotyczą bogactwa. Wystarczy wspomnieć jedno: „Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. Dobra doczesne zasypują człowieka jak lawina, z tą różnicą, iż jest to lawina dobrego jedzenia, picia, pięknego ubrania, wygodnego mieszkania, podziwu w oczach otoczenia. Człowiekowi nie chce się spod tej lawiny wydostać, jest mu pod nią dobrze. Nie ma nawet czasu spojrzeć na zegarek swego życia, by ocenić, że śmierć zbliża się szybkimi krokami, a żadnego z tych dóbr doczesnych do wieczności przenieść nie potrafi. Śmierć go wydobędzie spod tej lawiny nagiego, o niedorozwiniętym sercu, ukazując równocześnie zaprzepaszczone przez niego wielkie możliwości rozwoju. W Ewangelii jest mowa o wielu ludziach ubogich w oczach tego świata — to trędowaci, niewidomi, niemi, głusi, sparaliżowani, chorzy na wodną puchlinę, trawieni gorączką, nieszczęśliwi po śmierci najbliższych. To oni najusilniej szukali Jezusa i oni zostali przez Niego najbardziej ubogaceni. Wiara doskonaliła ich serca. Wiara też umożliwiała im otrzymanie cennych wartości decydujących o życiu doczesnym — zdrowia, a nawet życia. Niewiele jest cudów Jezusa związanych z dobrami materialnymi. Poza zamianą wody w wino oraz nakarmieniem chlebem i rybami tysięcznych rzesz, można wskazać jedynie cud połowu ryby z monetą w pyszczku, jakiego z polecenia Mistrza dokonał Piotr, by zapłacić podatek. Cuda z winem i chlebem mają ścisły związek z ustanowieniem Eucharystii i nie chodziło w nich tylko o zaradzenie potrzebom chwili. Jezus, jeśli sięga do cudotwórczej mocy, ubogaca siły, usuwa choroby, kalectwa lub przywraca życie. Nie chce dosypywać do tej lawiny bogactw materialnych, bo wie, że one bardziej przeszkadzają człowiekowi, niż pomagają. Sprawiedliwość Boga na tej ziemi jest zachowana przez wprowadzenie bogactwa wiary. Ponieważ jest ono dostępne dla każdego człowieka, a ubodzy tego świata są w tym względzie szczególnie uprzywilejowani, o niesprawiedliwości trudno mówić. Mogą o niej krzyczeć jedynie niewierzący. Gdy uwzględni się hierarchię wartości dostępnych w wierze, obraz świata ulega zasadniczemu przeobrażeniu. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego jak prośba: „Panie, przymnóż nam wiary”. ks.E.S. „Nie bójcie się! Oto wasz Bóg... przychodzi, by zbawić was” (Iz 35, 4) Liturgia dzisiejsza cała jest orędziem nadziei skierowanej ku Bogu-Zbawicielowi. W czasie ogólnego przygnębienia, wśród utrapień wygnania, Izajasz (35, 4-7a; I czytanie) wzywa Izraela, aby tylko w Bogu szukał zbawienia: „Oto wasz Bóg... On przychodzi, by zbawić was!” (tamże 4). Wydaje się, jakby prorok widział zbawienie już aktualne; w rzeczywistości nie widzi, lecz wierzy i jest pewien, że Bóg przyjdzie z pomocą swojemu ludowi. Izajasz przedstawia zbawcze dzieło w dwóch aspektach: jako cudowne uzdrowienia, które przywrócą człowiekowi zdrowie fizyczne — „wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą... język niemych wesoło wykrzyknie” (tamże 5-6) — oraz jako przemianę pustyni na miejsce rozkoszne obfitujące w wodę — „trysną zdroje wód na pustyni” (tamże). Wszystko to jest symbolem głębokiej przemiany, jakiej Chrystus dokona w człowieku i w całym stworzeniu. Zostanie ona ukończona u kresu czasów, kiedy wszystko już będzie doskonale w Nim odnowione. Ewangelia (Mk 7, 31-37) przedstawia wypełnienie obietnic mesjańskich. Cudowne uzdrowienia, których dokonał Jezus, każą tłumom wołać: „głuchym słuch przywraca i niemym mowę” (tamże 37). Te cuda świadczą, że proroctwa nie były próżnymi słowami, lecz „znakami” najgłębszego dzieła zbawienia, mającego na celu wewnętrzne odnowienie człowieka. Są to „znaki” przebaczenia grzechów, łaski, życia nowego, jakiego udzielił Chrystus. W szczególności uzdrowienie głuchoniemego, o którym opowiada dzisiejsza ewangelia, od początków Kościoła było uważane za symbol chrztu, w tym bowiem obrzędzie kapłan powtarza gest Jezusa — dotknięcie uszu i ust — i modli się: „Pan Jezus, który przywrócił słuch głuchym, a mowę niemym, niech ci udzieli łaski, abyś szybko mógł słuchać Jego słowa i wyznawać swoją wiarę” (Chrzest dzieci). Chrzest uwalniając człowieka od grzechu rozwiązuje jego słuch pozwalając mu słuchać słowa Bożego, a jego językowi wyznawać i chwalić Boga. Jeśli głuchota, niemota fizyczna i tyle innych chorób nie przestają dręczyć rodzaju ludzkiego, to chrześcijanin odrodzony w Chrystusie nie jest już wewnętrznie ani głuchy, ani niemy, ani niewidomy czy chromy; jego duch, otwarty dla wiary, zdolny jest poznać Boga i biec Jego drogami. Drugie czytanie (Jk 2, 1-5) wiąże się z pozostałymi o tyle, że wytycza chrześcijaninowi linię postępowania. Ma ono upodabniać się do postępowania Boga, który w swoim dziele zbawienia nie ma względu na osoby, a jeśli ma jakie upodobanie, to dla bardziej pokornych, ubogich, potrzebujących. Pan „uciśnionym wymierza sprawiedliwość, chlebem karmi głodnych, wypuszcza na wolność uwięzionych, przywraca wzrok ociemniałym, dźwiga poniżonych...” — śpiewa psalm responsoryjny streszczając wyjątek z Izajasza i z Ewangelii dzisiejszej, i włączając wyjątek z Listu św. Jakuba. W tym ostatnim zaś czytamy: „Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze?” (tamże). Nie można więc czynić różnic i odnosić się inaczej do bogatych niż do biednych, inaczej do wysoko postawionych niż do ludzi pokornych. Wspólnota, w której tak by się działo, nie mogłaby się nazywać chrześcijańską, nie opierałaby się bowiem na nauce Chrystusa, lecz na mentalności świata; a niestety nietrudno ulec takiej truciźnie. Mimo wszystko — dobrze będzie pamiętać, że ubóstwo materialne jest cenne o tyle, o ile usposabia człowieka do ubóstwa wewnętrznego, dzięki któremu uznaje on własną niewystarczalność, nędzę, słabość i tylko w Bogu pokłada nadzieję zbawienia. To są właśnie ci ubodzy, których Pan pragnie uczynić „bogatymi w wierze oraz dziedzicami królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują” (tamże 5). Naucz mię, Panie, Twej drogi; będę postępował według Twojej prawdy. Skłoń moje serce ku bojaźni Twojego imienia. Będę Ci dziękował, Panie Boże mój, z całego serca mojego i na wieki będę wysławiał Twe imię, bo wielkie było dla mnie Twoje miłosierdzie... Ty, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łaskawym, nieskorym do gniewu, bardzo łagodnym i wiernym. Zwróć się ku mnie i zmiłuj się nade mną. Udziel Twej siły słudze swojemu, ocal syna swej służebnicy (Psalm 86, 11-16). O Boże, do Ciebie należy potęga i przebaczenie, do Ciebie uzdrowienie i łaskawość... Zwróć się ku mnie, bo drżę z zimna w więzieniu głębokim, w jamie błotnistej, obciążony kajdanami własnych grzechów... O Panie, Ty nieustannie jesteś dobroczyńcą, światłem w ciemnościach, skarbem błogosławieństw, miłosiernym, litościwym, przyjacielem ludzi; Ty z najwyższą łatwością czynisz możliwe to wszystko, co jest niemożliwe; ogniu, który pożerasz ciernie grzechu, promieniu, który palisz i przenikasz wszechświat wielkiej tajemnicy, wspomnij na mnie, o Błogosławiony, w swoim miłosierdziu i w swej sprawiedliwości... Uwolnij mnie, grzesznika, od zmazy moich ciężkich grzechów, aby spoczął we mnie, o Wszechmocny, Twój duch pokoju (św. Grzegorz z Narek). o.G
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, Mira Anna, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXIV niedziela zwykła Jakże trudno jest przyjąć Chrystusowe wezwanie do codziennego niesienia krzyża. Boimy się, że to ponad nasze siły, nie potrafimy zaufać i uwierzyć, że Pan nie pozostawia nas samym sobie. A przecież On nigdy nie prosi nas o coś, czego nie jesteśmy w stanie zrobić. Zaufajmy Bogu, naszemu Stwórcy, który naprawdę pragnie naszego dobra i szczęścia. On zna nas najlepiej i wie, do czego jesteśmy zdolni. Nigdy nie zostawia nas samych, lecz przez krzyż prowadzi nas do pełni życia. J. Woroniecka-Gucza „Za kogo uważają Mnie ludzie?” Te kluczowe dla życia duchowego pytania, każdy człowiek musi sobie kiedyś postawić. Kim jest dla mnie Chrystus? Ile On dla mnie znaczy? Co z tego wynika dla mojego życia? No, można żyć także i bez zadawania sobie takich pytań i jakoś to życie biegnie, ale wtedy oznacza to po prostu odpowiedź nie tyle negatywną, co niechlujną i bezmyślną, a to także rzutuje na jakość naszego życia. Bez jednoznacznego określenia swojego stosunku do Boga, do Chrystusa, życie chrześcijanina staje się marną wegetacją. I jesteśmy chyba na co dzień świadkami wielu takich wegetacji, smutnych namiastek wiary, religijnego pozoranctwa, duchowej bezmyślności. Więc może trzeba by sobie to pytanie postawić i jakoś się wobec Boga określić? Albo wierzę i ufam Mu, i jest On moim Panem i Zbawcą; albo też nie chcę, by miał On z moim życiem cokolwiek wspólnego i wtedy daję sobie spokój z religią i Kościołem. Byłaby to sytuacja jasna i uczciwa, a Bóg potrafi to uszanować. Niestety, na ogół boimy się takiej jednoznaczności i wolimy stosować zasadę: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, a raczej Panu Bogu ogarek. A wszystko wynika chyba z tego, że za mało znamy Boga. W gruncie rzeczy nie wiemy, w co mamy wierzyć i komu powierzyć swoje życie, i dlatego przychodzi nam to tak niemrawo. Zamiast żywej wiary i osobistej relacji z Bogiem bliskim, znanym i kochanym, pozostają z konieczności jedynie pewne zasady, obyczaje i obrzędy religijne: posty piątkowe, kolęda, sporadycznie msze, a od wielkiego święta spowiedź. Ale gdyby kogoś zapytać, po co to robi, nie potrafiłby odpowiedzieć, albo też zdziwiłby się, po co w ogóle te pytania. Zresztą najprawdopodobniej większość z nas potrafiłaby wyrecytować jakąś formułkę dotyczącą Pana Jezusa: ostatecznie coś tam pamiętamy z lekcji religii. I prawdopodobnie byłaby to formułka poprawna: że jest to Syn Boży, Zbawiciel. Formalnie odpowiedź dobra, tyle tylko, że pusta, niewiele mówiąca. Święty Piotr w pierwszym odruchu także udzielił takiej odpowiedzi. Była to rewelacja, bo przed nim nikt jeszcze tak wyraźnie nie wyznał wiary w Jezusa jako Mesjasza. (Mesjasz to to samo, co dziś Zbawiciel.) Ale wiara ta była niedojrzała i nieświadoma. Piotr rzucił jakiś termin, trafił w dziesiątkę, ale zaraz okazało się, że zupełnie nie wie, co ten termin oznacza. Nieraz tak bywa na egzaminach czy przy rozwiązywaniu krzyżówek: coś się kojarzy, litery pasują, ale już nie chce nam się sprawdzać w encyklopedii, co to właściwie znaczy. Niestety, w dziedzinie wiary także poprzestajemy na pewnych dźwiękowych skojarzeniach i nieporadnym powielaniu religijnych schematów. A przecież tak być nie musi! Każdy, kto tylko chce, może lepiej poznać Boga i pogłębić swoją wiedzę religijną, znajomość Ewangelii, duchową więź z Chrystusem. Nikt nie rodzi się ani nie staje od razu teologiem czy chrześcijaninem; lecz można i trzeba się tego nauczyć. Taką szkołę dał swoim uczniom Chrystus. Oj, nie była to szkoła łatwa! Jezus nie szczędził swoim najbliższym cierpkich uwag, a nawet i potrafił nawyzywać, żeby się najważniejsze rzeczy lepiej utrwaliły. Akurat sprawa krzyża należała do najważniejszych i najtrudniejszych, i stąd ta surowa stanowczość Jezusa. Może lepiej w ogóle nie być uczniem Jezusa, niż być uczniem złym i dawać fałszywe świadectwo o swoim Mistrzu. Ta reprymenda Jezusa jest wciąż aktualna. Są chyba całe rzesze chrześcijan, którzy mieliby spore trudności, aby powiedzieć coś sensownego o swoim Zbawicielu i Jego nauce. Może nie ze złej woli, ale dlatego, że dotąd nigdy się nad tym nie zastanawiali. Więc może przyszła pora, aby coś w swej postawie zmienić? ks.M.P. Naśladować Chrystusa Jesteśmy przyzwyczajeni do przekazywania wiedzy przy pomocy nauczania. Słuchamy od najmłodszych lat różnorakich pouczeń. To jednak, co kształtuje osobowość, rzadko kiedy nabywa się przez słuchanie. O wiele ważniejsze jest naśladowanie. Małe dziecko uważnie obserwuje dorosłych, by kształtować swe postępowanie nie według adresowanych do niego pouczeń, ale według tego, co widzi. Jeśli zaś pouczenia są sprzeczne z postawą pouczających, to dziecko przejmie przez naśladownictwo postawę, a nie przekazane mu ustnie normy postępowania. Świat ludzi żyjących obok nas jest bardzo bogaty. Wzorce są różnorodne i człowiek musi sam dokonywać wyboru. Szczęśliwy, jeśli w zasięgu jego oka znajduje się zawsze człowiek dużego formatu. On staje się jakby pionem, przy pomocy którego obserwujący ocenia postawy innych, a zarazem doskonali swoją własną. Ma to miejsce na wszystkich etapach życia. Ważne jest, gdy wśród dzieci starsze prezentują postawę godną naśladowania. Ważne, gdy w szkole przynajmniej jeden z nauczycieli zdobywa szacunek przez wartości, jakie prezentuje. Ważne w biurze, warsztacie, na ulicy, w autobusie — wszędzie. Wielu uważa, że gdy osiągnęło dojrzałość, już nie potrzebują nikogo naśladować. Często nawet manifestują swoją wolność w nieliczeniu się z nikim. Jest to jednak złudzenie. Naśladują z reguły bezmyślnie wzorce propagowane w prasie, literaturze, telewizji, radio. Zdecydowana większość ludzi kształtuje swą postawę życiową bez głębszej refleksji nad jej wartością, prawie wyłącznie na zasadzie naśladownictwa. Jezus uwzględniając tę skłonność ludzkiej natury do naśladowania innych wzywa, by ten, kto chce wybrać Go na Mistrza, skoncentrował uwagę na Jego naśladowaniu. Pouczenia Proroka z Nazaretu były nastawione na wezwanie do naśladowania. Jezus nie zabiegał o wielką wiedzę swoich uczniów, dlatego nie szukał ich na żadnej uczelni. Jemu chodziło o ukształtowanie serc szczęśliwych, a to dokonuje się przez systematyczne wędrowanie za kimś, kto już jest szczęśliwy i zna drogę do szczęścia. Żyjemy w świecie proponującym bardzo różnorodne drogi do szczęścia. Ciągle stawia się przed nami innych bohaterów. Gubią się w tym nawet ludzie doświadczeni. Jedynym rozwiązaniem, by nie zginąć zupełnie w gąszczu reklamowanych, ciągle nowych wzorców, jest tak bliskie podejście do Jezusa, by móc Go naśladować. On jest niezawodnym pionem, w zestawieniu z którym można sprawiedliwie spojrzeć na każdego człowieka. Można też skutecznie kształtować tę postawę własnego serca, która uszczęśliwia człowieka. To jedynie pewne ułożenie życia. Wszyscy inni wyprowadzą na bezdroża. On jeden, Jezus z Nazaretu, prowadzi bezbłędnie do wolności, prawdy, miłości, szczęścia. Jeśli zaś ktoś zostanie oczarowany tym zdumiewającym Wzorcem, sam nie wiedząc o tym, zacznie podprowadzać innych do Jezusa. Staje się to na zasadzie promieniowania wartościami, których poszukuje ludzkie serce. Trzeba ustawicznie kontrolować siebie samego i sprawdzać, według jakiego wzoru człowiek kształtuje swoje życie. Trzeba podchodzić do tego Boskiego pionu, by dostrzec wszelkie odchylenie od Niego. Nie wystarczy wysłuchać pięknych nauk Jezusa, trzeba mieć odwagę kształtować życie w oparciu o wzór, jaki w Nim mamy. Za wiele dziś słów, za mało cichego trudu rzeźbienia własnego serca na wzór i podobieństwo Serca Zbawiciela. Tymczasem tylko to jest drogą do ewangelicznych wartości. Wiara martwa Od początku istnieją w chrześcijaństwie dwie niebezpieczne tendencje. Jedna chce koniecznie odrzucić Kościół założony przez Jezusa i przyjąć jedynie wiarę jako indywidualny akt usprawiedliwiający człowieka. Dla tych wiara to czysto osobista sprawa, tak jak np. lekkoatletyka. Sportowcy mogą się spotkać po olimpiadzie lub mistrzostwach świata, mogą rywalizować z sobą i zdumiewać świat osiągnięciami, mogą przeznaczyć duże sumy na potrzeby biednych, ale lekkoatleci nie stanowią żadnej wspólnoty, to jest sport, w którym wszystko zależy od indywidualnych sprawności. Jezus założył Kościół jako rodzinę. Ustanowił w niej biskupów, którzy spełniają funkcję ojców tej rodziny, a w parafiach w ich imieniu pełnią tę funkcję kapłani. To oni są odpowiedzialni za pokarm duchowy członków tej rodziny /Eucharystia i Słowo Boże/, za jej duchowe zdrowie /sakrament pokuty i sakrament namaszczenia chorych/, za trwałość rodzin /błogosławieństwo przy sakramencie małżeństwa/ i za powiększanie tej rodziny /sakrament chrztu świętego/. Zbawienie jest możliwe wyłącznie w tej rodzinie. Chcąc więc w duchu Ewangelii doskonalić wiarę, trzeba się zatroszczyć o przynależność do tej rodziny. Członkowie rodziny mogą się cieszyć, gdy ktoś z nich zdobywa olimpijskie medale, ale życie rodzinne wcale nie jest nastawione na produkowanie mistrzów świata, ono wyżej ceni opiekę nad małym dzieckiem niż olimpijskie złoto. Warto o tym pamiętać, gdy pojawiają się głosy odrzucające Kościół, a gloryfikujące wiarę. Powtarzanie błędu reformacji z XVI wieku to cofanie się w średniowiecze. Druga tendencja dziś ma jeszcze więcej zwolenników. To opowiadanie się po stronie wiary, z odrzuceniem jej konsekwencji w życiu moralnym. Te właśnie tendencje ma na uwadze św. Jakub w swoim liście, gdy pisze: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków. Czy sama wiara zdoła go zbawić?”. Tendencja ta świadczy o intelektualnym podejściu do wiary. W nim wiara to stwierdzenie, że Bóg istnieje. Cenne jako klucz pozwalający wyjaśnić wiele trudnych pytań dotyczących świata i ułatwiające wejście w grono ludzi wierzących. To jest jedynie deklaracja, nic więcej. Hasło na transparencie własnego życia. Taka wiara nie może człowieka zbawić — jest bowiem martwa. Wiara pozwala wejść w kontakt z Bogiem żywym i umożliwia przelanie Jego życia w nasze życie. To spotkanie tak, jak miłość przyjaźni, zmusza do konsekwentnego liczenia się z przyjacielem. Dwoje ludzi połączonych miłością postępuje tak, by w każdym ich czynie ta miłość nie tylko była widoczna, ale by ona ustawicznie wzrastała. Miłość jest żywa. Jeśli któreś z nich postąpi tak, że tego nie da się pogodzić z ich miłością, osłabia tę więź i jest w stanie doprowadzić do uśmiercenia swej miłości. Odtąd miłość nie decyduje o czynach, ona jest martwa. Słowa, że kocha, nic nie znaczą, jedynie boleśnie ranią osobę kochającą. Podobnie jest z wiarą, ona jako zaufanie i zawierzenie Bogu jest rzeczywistością żywą. Stąd jeśli jest spotkaniem z Bogiem, natychmiast rzutuje na nasze czyny. Ona kształtuje każdą sekundę naszego życia. Wszystko bowiem jest czynione z Chrystusem, w Chrystusie i przez Chrystusa. Nic się nie da czynić bez Niego. Podobnie jak zakochany człowiek cały jest zakochany i szczęśliwy w swej miłości, niezależnie od tego, czy jest blisko osoby kochanej czy nie, tak i wierzący cały jest oparty o Boga, niezależnie od tego, czy o Nim myśli czy nie. On działa na mocy tego właśnie oparcia. Tak wielu ludzi ochrzczonych dziś popełnia te dwa elementarne błędy. Znak to, że wiara nie jest przemyślana ani przeżywana, to jedynie antyczny mebel, który trudno wyrzucić, bo jest pamiątką po dziadkach, a równocześnie trudno znaleźć dla niego miejsce w nowoczesnych mieszkaniach. Taka wiara „martwa jest sama w sobie”. ks.E.S. „Pan mnie wspomaga, dlatego wstydu nie doznam” (Iz 50, 7) Jeszcze raz liturgia niedzielna ukazuje nam paradoks krzyża, tajemnicę cierpienia i zbawienia, śmierci i życia. Rozpoczyna ona pierwsze czytanie (Iz 50, 5-9) trzecią pieśnią Sługi Pańskiego, podniosłym i pełnym nadziei wspomnieniem cierpień wynagradzających. Pismo święte, dzisiaj odczytywane, podkreśla dwojaką postawę Sługi: dobrowolne i ciche przyjęcie cierpienia oraz pełne ufności zdanie się na Boga. „Ja się nie oparłem ani się cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem” (tamże 5-6). Proroczy i wzruszający opis postawy Jezusa, który dobrowolnie pójdzie na mękę i śmierć, by wypełnić rozkaz Ojca. Lecz także prorocza zapowiedź pogodnej ufności, z jaką Jezus podejmie ostateczne cierpienie, całkowicie pewien pomocy Ojca: „Pan Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam” (tamże 7). Jest to jakby wstęp do ostatecznego triumfu, zarówno do zmartwychwstania i chwały, jak i do zbawienia człowieka. Na tym tle szczególnego blasku nabiera dzisiejsza ewangelia (Mk 8, 27-35). Jezus, doprowadziwszy uczniów do uznania swego posłannictwa mesjańskiego, prostuje i uzupełnia wyobrażenie, jakie zarówno Dwunastu, jak i ich współziomkowie mieli o nim. Istotnie, wyjąwszy proroctwa o cierpieniach Sługi Pańskiego, naród żydowski, opierając się jedynie na tych, które ukazywały Mesjasza jako Zbawiciela i odnowiciela Izraela, wyobrażał sobie, że Pan dokona swojego dzieła przez chwałę i triumf. Sam Jezus gardzi tym pojęciem i zapowiada wyraźnie swoją mękę: „I zaczął ich pouczać, Że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć... że będzie zabity” (tamże 31). Piotr, który pierwszy z taką pewnością ogłosił: „Ty jesteś Mesjasz” (tamże 29), znowu pierwszy stawia sprzeciw: „wziął Go na bok i zaczął Go upominać” (tamże 32). Właśnie dlatego, że uznaje w Nim Mesjasza, Syna Boga żywego, Piotr nie może się z tym zgodzić, że Jezus musi poddać się prześladowaniu i śmierci. Jako prawdziwy Żyd gorszy się on krzyżem i uważa go za głupstwo, niedorzeczność. Lecz Jezus nie oszczędza go, co więcej, odnosi się do niego jak do kusiciela na pustyni: „Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie” (tamże 33). Twarde słowa, z których jasno wynika, że wszelki wysiłek, by odrzucić krzyż, by utworzyć sobie chrześcijaństwo bez Ukrzyżowanego, by wykluczyć cierpienie z własnego życia, jest z poduszczenia Szatana. Dlatego Jezus, po rozmowie z powiernikami swej męki, przywołał tłumy i ogłosił wszystkim konieczność krzyża. „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (tamże 34. 35). Apostołowie powoli zrozumieją tę naukę, wszyscy w ten czy inny sposób poniosą krzyż i oddadzą własne życie za Chrystusa; Piotr zaś później z miłości ku Panu sam umrze na tym krzyżu, który go tak zgorszył. Ostatnią refleksję podsuwa drugie czytanie (Jk 2, 14-18) nauczając, Że wiara bez uczynków jest martwa. Jeżeli chrześcijanin nie dowiedzie swojej wiary w Chrystusa godząc się nieść razem z Nim krzyż, próżna jest jego wiara. O dzieci Boże, przekształcajmy się razem w Boga-Człowieka umęczonego, który okazał nam tak wielką miłość, że umarł za nas w sposób bardzo haniebny, bolesny i gorzki. I tylko z miłości, jaką miał dla nas! O Boże i Człowieku, spraw, abyśmy pojęli, jak bardzo nas umiłowałeś miłością wierną i bez zastrzeżeń, oddając się całkowicie, bo nas ukochałeś. Chcesz, aby dzieci Twoje odpowiedziały Ci w jakiś sposób na tę czystość miłości, wierność najpokorniejszą. Uczyń nas więc wytrwałymi i bardzo wiernymi Tobie. O Boże i Człowieku, Ty poznałeś wszystkie cierpienia, Ty umiłowałeś nas miłością prawdziwie czystą i wierną i oddałeś nam najjaśniejsze świadectwo o niej przez swoje narodzenie, życie i śmierć. Lecz wskutek naszej niewierności zapominamy, że dla nas narodziłeś się ubogi, w cierpieniu i we wzgardzie. A Twoja śmierć, również tak nędzna i pełna poniżenia, w najwyższym cierpieniu, zniewadze i hańbie, nie pobudza nas nieustannie do umierania sobie we wszystkim. Kto z nas odpowiada na tak wierną i boską wierność choćby małą, lecz żywą i nieustanną wiarą? Niestety, prawie nikt z nas nie zna swego ścisłego obowiązku i gotów jest zrzucić z siebie wszelki ciężar. O Boże i Człowieku pokarany za nas, tak nam byłeś wierny, spraw, aby wszyscy byli wiernymi Tobie (zob. bł. Aniela s Foligno). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Święto Podwyższenia Krzyża świętego Krzyż to pierwszy ołtarz, na którym dokonała się ofiara Jezusa Chrystusa. Na nim „zajaśniała potęga Chrystusa Ukrzyżowanego”. Ofiara ta wciąż się uobecnia – codziennie, na ołtarzach świata. Kapłan unoszący Hostię – Ciało Chrystusa – wywyższa także Jego krzyż, przez który dostąpiliśmy zbawienia. Uczestnicząc w Eucharystii, oddajemy cześć ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu Synowi Bożemu i uznajemy w Nim naszego Pana i Króla. A. Lutostańska NIE JAKO NIEMĄDRZY, ALE JAKO MĄDRZY Poucz mnie, Panie, i wskaż mi drogę, którą mam pójść; utkwij swoje spojrzenie we mnie. (Ps 32,8) „Baczcie pilnie, jak postępujecie: nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną... Nie bądźcie nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana” (Ef 5, 15-17). Chrześcijanin nie może działać jak niemądry: życie jest czymś zbyt poważnym, jest drogą wiodącą do Boga. Dlatego ogromnie na tym zależy, aby się nie pomylić, lecz wybrać tę drogę, którą wskazuje wola Boga, i nią sprawnie postępować. Nie zawsze to łatwo, bo od wewnątrz mogą przeszkodzić namiętności w poznaniu woli Bożej, z zewnątrz zaś narzuca się świat ze swym złudnym urokiem. Aby chrześcijanin nie zbłądził z drogi, otrzymał na chrzcie cnotę roztropności, której zadaniem właśnie jest pomagać mu „rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12, 2), i doprowadzić go do osiągnięcia celu: życia wiecznego. „Roztropność — według św. Augustyna — jest miłością, która rozróżnia to, co pomaga zdążać do Boga, od tego, co może przeszkodzić”. Istotnie, kto miłuje, dobrowolnie wybiera to, co może mu posłużyć do zdobycia przedmiotu jego miłości, i jest bardzo przenikliwy w poznawaniu woli osoby umiłowanej, jej pragnień i upodobań. „Miłość jest roztropna, ostrożna, prosta”, mówi Naśladowanie (III, 5, 7). Nie chodzi tutaj o roztropność ludzką dobrze kierującą sprawami i interesami doczesnymi, lecz o roztropność nadprzyrodzoną, natchnioną przez miłość, która pomaga człowiekowi wybierać to wszystko, co może prowadzić go do Boga, unikać zaś tego, co może go od Niego oddalić. Bóg stworzył człowieka wolnym, zdolnym podejmować decyzje i kierować własnym życiem; lecz nie pozostawił go sobie samemu. Dał mu prawo za przewodnika, objawił mu jego cel nadprzyrodzony i aby mógł to osiągnąć, udzielił mu cnót nadprzyrodzonych, wśród których roztropność ma zasadnicze zadanie: ma kierować całym jego działaniem według Boga. Udziel mi, o Boże miłosierny, abym tego wszystkiego, co Tobie się podoba, pragnął gorąco, roztropnie szukał, prawdziwie poznał i doskonale wypełniał na cześć i chwałę Twojego imienia. Wskaż mi, o mój Boże, moje miejsce w świecie i spraw, abym znał to, co Ty chcesz, bym czynił i bym to wypełniał, jak trzeba i jak to jest pożyteczne dla mojej duszy. Panie Boże mój, daj mi, abym nie ustawał ani w powodzeniu, ani w przeciwnościach, tak abym w jednym nie popadł w pychę, a w drugim nie upadł na duchu. Obym nie radował się ani nie smucił niczym innym, jak tylko tym, co do Ciebie zbliża lub od Ciebie oddala. Obym nikomu innemu, jak tylko Tobie, starał się podobać, obym Ci nie sprawił przykrości. Obym pogardzał, Panie, wszystkimi rzeczami przemijającymi, a niech mi będą miłe wszystkie rzeczy wieczne. Niech mi będzie przykrą każda przyjemność, w której nie ma Ciebie, niechaj nic nie pragnę z tego, co jest poza Tobą. Umacniaj mnie, o Panie. Praca podjęta dla Ciebie i każdy odpoczynek, które by nie sprawiały Tobie radości, niech mi będą przykre (św. Tomasz s Akwinu). O Dobro nieskończone, jak to możliwe, aby Cię nie kochał i nic znał ten, kto został stworzony, aby móc Cię poznawać i radować się Tobą?... O Panie, z jak wielką miłością troszczysz się we dnie i w nocy o tego człowieka, który nie zna siebie samego, a jeszcze mniej Ciebie, o Panie, chociaż Ty tak wielce go miłujesz i tak pilnie poszukujesz, i z tak wielką cierpliwością oczekujesz i znosisz, a to wszystko z miłości... Ty pociągasz do siebie ludzi z miłością i pragniesz, aby z miłości zgadzali się z Twoją wolą. Ty działasz w nich i przez nich swoją miłością i pragniesz, aby cały człowiek działał z miłości, bez miłości bowiem nic dobrego nie można uczynić. Ty działasz tylko dla pożytku człowieka i pragniesz, aby człowiek działał tylko na Twoją cześć, a nie dla własnego pożytku. Ty, choć jesteś Bogiem i Panem, nie patrzyłeś na własną wygodę ani duszy, ani ciała, by zbawić człowieka, tak też nie chcesz, aby człowiek patrzył na własną korzyść duszy i ciała, by pełnić Twoją wolę, tym bardziej że Twoja wola jest całym naszym pożytkiem (św. Katarzyna z Genui). o. Gabriel od św. Marii Magdaleny
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXV niedziela zwykła Kiedy Chrystus mówi Apostołom o czekającej Go męce, oni spierają się, który z nich jest ważniejszy. Pycha czyni z człowieka istotę bardzo słabą, egocentryczną, szukającą wygody, uciekającą od trudu i cierpienia. Jezus uczy, że prawdziwa wielkość człowieka polega na służbie, na oddaniu siebie Bogu. Aby otrzymać tę „mądrość zstępującą z góry”, trzeba trwać na modlitwie i stać się jak dziecko, które bezgranicznie ufa Ojcu. A. Lutostańska „Kto chce być pierwszym...” Słowa Chrystusa musiały wywoływać u Apostołów wiele rozterek. I jeśli dziś traktujemy te słowa na serio, także powinniśmy odczuwać jakiś niepokój. Zwłaszcza, gdy Jezus mówi o krzyżu. Teoretycznie wiemy już dość dużo o kaźni krzyża, zwłaszcza z danych, które można uzyskać z analizy Całunu Turyńskiego. Dużo dowiadujemy się także z artystycznej intuicji mistrzów pędzla i dłuta, a ostatnio także kamery filmowej. Już to wywołuje lęk, zwłaszcza, gdy próbujemy sobie wyobrazić krzyżowanie siebie. Ale wielu z nas wie osobiście i praktycznie, co to znaczy dźwigać krzyż. Nie ten z drewna, ale równie ciężki krzyż choroby, utraty najbliższych, ubóstwa, samotności, ludzkiej niesprawiedliwości. Dla nich słowa Chrystusa nie są już teorią czy wzniosłym nauczaniem, lecz znaną melodią, która towarzyszy im w godzinach własnej udręki. I jakoś jest wtedy łatwiej. Chrystus wie, że doświadczenie krzyża jest nieodwołalne i nieuniknione w ludzkim życiu, że prędzej czy później czeka to każdego. I dlatego lojalnie o nim uprzedza, abyśmy nie byli zaskoczeni. Właśnie dlatego powiedział o swoim krzyżu Apostołom, aby mogli się oswoić z myślą o tej ciężkiej próbie i na nią przygotować. Jak wiemy – bezskutecznie. A dlaczego? Przecież Jezus mówił jasno i jednoznacznie o swojej męce i śmierci. Może nawet za jasno i za jednoznacznie. I dlatego zamiast akceptacji wywołał lęk. Nieuleczalnie chorzy, nawet jeśli przeczuwają swój koniec, nie lubią o nim wiedzieć ani słyszeć. Zrozumienie i pogodzenie się z koniecznością cierpienia, dokonuje się powoli, rodzi się w bólach wraz z wewnętrzną dojrzałością. Ale to przychodzi dopiero wtedy, gdy człowiek coś już w życiu przejdzie. Przedtem mamy inne sprawy i myśli w głowie. Np. czy jestem dość ważny i sławny, czy ludzie się ze mną liczą, co o mnie mówią i myślą, czy mnie podziwiają? A może mógłbym coś zrobić, aby było o mnie głośniej? Jak na swoje możliwości, jestem stanowczo za mało doceniony! Na pewno należy mi się więcej! Czyż mogą być dwa odleglejsze bieguny i większe skrajności, niż to co mówił Chrystus, a to co my sobie myślimy? I właśnie stąd te rozterki: uważamy bowiem, że Bóg nas nie rozumie i jest przeciwko nam, że nie chce wyjść naprzeciw naszym słusznym potrzebom i aspiracjom, a z tym krzyżem to już wyraźnie robi nam na złość. Czy zauważamy jednak, że w takim myśleniu przejawiamy całkowity brak pokory? Że ulegamy próżnym i nierealistycznym marzeniom? Że nie uwzględniamy realiów, a zwłaszcza tego podstawowego, iż nie jesteśmy wcale doskonali ani najlepsi? I chyba dlatego Chrystus stawia nam za wzór małe dziecko, a właściwie chyba niemowlę, bo w dzisiejszym świecie dziecko od najmłodszych lat jest skażone bakcylem telewizji i reklamy. Ale kiedyś, w starożytności, dziecko było uosobieniem bezradności, i to nie tylko w zakresie zaspokajania życiowych potrzeb, ale także swoich praw. Dziecka, poza miłością rodzicielską, nic wtedy nie chroniło: było zdane tylko na troskliwość i ofiarność swoich najbliższych. (Może to paradoks, ale dzisiaj sytuacja dziecka jest jeszcze trudniejsza, przynajmniej zanim się narodzi. Albowiem wirus wygodnictwa i egoizmu, zabił niezawodny dotąd instynkt rodzicielski: kiedyś matka dałaby się porąbać na kawałki za swoje dziecko; dziś woli porąbać dziecko!) I dlatego dziecko było dla Chrystusa synonimem pokory i niedościgłym wzorem dla chrześcijanina. Wobec Boga mamy być jak dzieci: całkowicie zdani na Jego łaskę, ufni, bez cienia buntu ani sprzeciwu, liczący tylko na Jego miłość, a nie na swoje prawa czy zasługi. A Jego miłość jest tak niezawodna, że stanowi gwarancję lepszą, niż największe nasze wysiłki. Dlatego warto jej zaufać. ks. M. Pohl Przyjąć dziecko Apostołowie spierali się o to, „kto z nich jest największy”. Niezdrowe ambicjie pleniły się w gronie Dwunastu. Nie pomogła bliskość Jezusa ani Jego Matki. Wady można przezwyciężyć wówczas, gdy ich właściciel chce to uczynić. Jezus cierpliwie czekał, upominał, wzywał. Chciał otworzyć im oczy na prawdę o autentycznej wielkości człowieka. Słowa Jego odbijały się jak groch od ściany. Ambicje dochodziły do głosu aż do Wielkiego Piątku. Dopiero przeżycie tajemnicy krzyża, odrzucenie Mistrza, Jego klęska, ostudziły nieco niezdrową rywalizację o pierwsze miejsce w gronie Dwunastu. Marek notuje piękną scenę. Jezus chcąc ukazać uczniom właściwą drogę do wielkości, „wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje...” (Mk 9, 35). Innymi słowy, kto otoczy opieką dziecko, kto potrafi dla niego żyć, jego dobru poświęcić swe siły, czas, pieniądze — ten jest wielki. Zamiast rywalizować między sobą zajmijcie się dzieckiem, przyjmijcie dziecko, otoczcie je miłością. Słowa Jezusa „przyjąć dziecko w imię moje” znaczą „w imię miłości”. Warto zauważyć, że jest to jedyna scena w Ewangelii mówiąca o tym, że ktoś jest w objęciach Jezusa. Marek wspominając bezimienne dziecko notuje, że Jezus „objął je swymi ramionami”. Chrześcijanie pierwszych wieków wzięli bardzo na serio wezwanie Chrystusa. Nie tylko przyjmowali z miłością swoje dzieci — wszystkie, jakie się poczęły, ale potrafili stworzyć warunki potrzebne do wychowania dzieci porzuconych przez pogan. Potrafili objąć je swymi ramionami. Przyjęcie dziecka to autentyczne wyzwolenie z egoizmu. Można to obserwować w rozwoju miłości małżeńskiej, której ciągle zagraża egoizm we dwoje. Każdy chrześcijanin winien w swoim życiu przyjąć dziecko i objąć je swoimi ramionami jak drogocenny skarb. Do tego Chrystus wzywa każdego ucznia. Winni to uczynić nie tylko małżonkowie, ale i siostra zakonna, samotny człowiek, kapłan. Chrystus objął dziecko miłością zbawczą. Do takiej postawy winien dorastać każdy Jego uczeń. Aby to ułatwić, Jezus utożsamia siebie z dzieckiem: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje”. Dramat odrzuconego dziecka i wyrządzonej mu krzywdy idzie za człowiekiem jak cień przekleństwa. Jakże trudno wówczas przyjąć Chrystusa. Jak trudno o nawrócenie, a tylko ono daje pełną gwarancję pokoju i szczęścia. Szukamy często powodów nieszczęścia ludzi żyjących na ziemi. Czy nie należałoby wówczas postawić pytania: jaki był ich stosunek do dzieci? Czy każde z tych, jakie Bóg postawił na ich drodze, zostało przyjęte i otoczone miłością? Nie trudno zauważyć, że najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi są ci, którzy kochają dzieci. Najprostszą drogą do wyleczenia z egoizmu i wypełnienia serca miłością jest umiłowanie każdego dziecka, poczętego i urodzonego, własnego i cudzego, pięknego i kalekiego. Umieć przyjąć dziecko z miłością to jedno z największych dzieł, jakich może dokonać człowiek, i dlatego ono decyduje o wielkości naszego serca. Granice bezkarności Tak wiele się dziś pisze i mówi na temat „geniuszy zła” — Hitlera i Stalina. Trzeba blisko pięćdziesięciu lat, by nabrać dystansu i móc podjąć próbę pewnej oceny ich działalności. Refleksja historyka zaczyna się przy grobach, które kryją szczątki ludzi wraz ze świadkami ich zgonu. Dziw bierze, że świat dostał się w ręce ludzi nastawionych na niszczenie, którzy potrafili zgromadzić wokół siebie setki tysięcy, równie groźnych jak oni, i przy pomocy terroru, propagandy, przemocy dokonali mordu na dziesiątkach milionów niewinnych ludzi, unieszczęśliwiając na wieki całe narody. Autor Księgi Mądrości uwzględniając wieczny wymiar ludzkiego życia wspomina o ludziach niemądrych, a do takich należy bez wątpienia zaliczyć dwu „geniuszy zła” i wszystkich, którzy świadomie pomagali im realizować ich cele. Mając na uwadze ich knowanie pisze: „Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów /.../ Zasądźmy go na śmierć haniebną”. Chodzi o likwidację człowieka niewygodnego, sprzeciwiającego się realizacji planów złej władzy, domagającego się przestrzegania prawa, dostrzegającego i wytykającego błędy ludzi rządzących. W podtekście jest to walka z samym Bogiem, bo jeśli można bezkarnie likwidować ludzi sprawiedliwych, to znak, że Bóg się o nich nie upomina. Jest w tym zimna logika zła. Człowiek sprawiedliwy obserwując straszną machinę niszczącą miliony sprawiedliwych, skonstruowaną przez ludzi podległych demonowi zła, stawia pytanie: jakie są granice bezprawia? Wydawało się, że druga wojna światowa sięgnęła jakby dna bezprawia, ale dziś przy błyskawicznym rozwoju techniki i wciąż wzrastającej agresji wiadomo, że przed ludzkością otwiera się jeszcze głębsza przepaść nieprawości. Pytanie więc o to, jak daleko może sięgać bezkarność pojawia się z jeszcze większą mocą. Granice te wytyczają możliwości tkwiące w człowieku. Św. Jakub mówi o żądzach, które walczą w naszych członkach. Bóg nie stawia granic człowiekowi. Ubogaca go i dopuszcza na wykorzystanie tego bogactwa dla dobra i dla zła. On nie interweniuje. Granice te można postawić jedynie przez zmobilizowanie ludzi mądrych, odważnych, sprawiedliwych. Oni są w stanie wygrać partię ze złymi tego świata. Mądrość jest mocniejsza niż głupota. Machina zła nie jest w stanie zmiażdżyć prawdziwie mądrych ludzi. Nie udało się to na Golgocie, nie udało się to w bunkrze głodowym w Oświęcimiu, gdzie zwycięstwo odnosi Ojciec Kolbe. Mądrość dysponuje wiecznością, może na czas pewien oddać dobra doczesne wiedząc, że te prawdziwe zmartwychwstają. Dzieje ludzkości ukazują jedną prawdę w sposób dość oczywisty. Krzywda wyrządzona drugiemu ze spotęgowaną siłą uderza jak bumerang w tego, kto ją wyrządził. Czasem lot bumerangu może trwać wiele lat, ale on wraca i precyzyjnie niszczy tego, kto przy jego pomocy krzywdził. Dawid skrzywdził Uriasza, a później uciekał przed własnym swoim synem. Żydzi skrzywdzili Jezusa i w niespełna czterdzieści lat później stracili świątynię i setki tysięcy ludzi w powstaniu przeciw Rzymianom. Rzymianie, którzy krwawo podbijali świat, zostali w podobny sposób podbici przez barbarzyńców... W wielkim kole historii wszystko się zamyka. Tajemnica to wielka. W tym kole nie ma bezkarności. Wszelkie zło zostaje ukarane. Jeśli czas jest, włączony przez Chrystusa w wieczność, to rozliczenie zostanie dokonane co do ostatniego grosza, a czuwa nad nim sprawiedliwy Bóg. ks. E.S. Daj mi, o Panie, mądrość zstępującą z góry, skłonną do zgody, ustępliwą, pełną miłosierdzia (Jk 3, 17) Dzisiejsze pierwsze czytanie (Mdr 2, 17-20) powtarza słowa szyderstwa i nienawiści, które grzesznicy miotają przeciw Sprawiedliwemu, knując Jego zgubę: „Jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za Nim i wyrwie Go z ręki przeciwników... Dotknijmy Go obelgą i katuszą... zasądźmy Go na śmierć haniebną” (tamże). Postępowanie Sprawiedliwego jest nieustannym wyrzutem dla złych, którzy przeciwstawiają się spiskując przeciw Niemu, by Go oczernić i uwolnić się od Niego. Tak było zawsze, od najdawniejszych czasów, aż do dzisiejszego dnia. Tak postąpiono zwłaszcza z Panem naszym Jezusem Chrystusem, Skazanemu „na śmierć haniebną” ubliżano tymi samymi słowami, które zostały napisane kilka wieków przedtem: „Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym” (Mt 27, 43). Rozumiemy więc, dlaczego w Księdze Mądrości chrześcijaństwo zawsze widziało zapowiedź męki Pana. Liturgia również odwołuje się do takiego jej znaczenia, umieszczając ją jako tło dla dzisiejszej Ewangelii (Mk 9,30-37), która rozwija przemówienie o Męce (zob. niedziela poprzednia). „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie” (tamże 31). Pan nie oddziela nigdy zapowiedzi swojej męki od zapowiedzi zmartwychwstania, które ją wieńczy i rzuca światło na jej znaczenie. Uczniowie natomiast patrzą jedynie na mękę i przerażeni starają się ją odsunąć. Ewangelista zaznacza, że „bali się Go pytać” (tamże 32) o to. Woleli unikać i nie znać tego tematu. Zdumiewające jest natomiast, jak rozprawiają między sobą, „kto z nich jest największy” (tamże 34). Oto mentalność człowieka ziemskiego uciekającego przed krzyżem, a starającego się zyskać trochę chwały, zapewnić sobie dobre miejsce — nawet ponad innymi. Uczniowie domyślają się, że takie uczucia nie podobają się Panu, i dlatego ukrywają je przed Nim. On jednak czytając w ich sercach mówi: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich” (tamże 35), co On sam uczynił w czasie swojej męki: sprowadził się do roli sługi, niewolnika ludzi i poniósł śmierć za nich jak ostatni ze złoczyńców; lecz zmartwychwstając stanie się pierwszym, pierworodnym między wielu braćmi nabytymi za cenę swojej krwi. I Jezus chcąc przedstawić wyraźniej swoją naukę, „wziął dziecko, postawił je przed nimi... objąwszy je ramionami” (tamże 36). Pokazał w ten sposób, że Bóg upodobał sobie nie w wielkich, lecz w maluczkich, ostatnich, którym została zapewniona nie chwała ziemska, lecz królestwo niebieskie (Mt 19, 14); kto chce stać się sługą, powinien służyć przede wszystkim maluczkim, słabym, ubogim, potrzebującym, w których Pan sam z upodobaniem rozpoznaje siebie. „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz tego, który Mnie posłał” (Mk 9, 37). Droga pewna, aby spotkać się z Jezusem, a w Nim z Ojcem, jest zawsze drogą pokory i miłosnej służby maluczkim, pokornym, ubogim, bez wzdragania się, chociaż na tej drodze napotka się krzyż, jak napotkał go Pan. Pokora, duch ofiary i miłość uwalniają człowieka od zazdrości i ducha sporów, o którym mówi św. Jakub w drugim liście (Jk 3, 16-4, 3), uwalniają go od namiętności, od których zaczynają się wszystkie wojny i spory, nawet i te podjęte, by wywalczyć sobie pierwsze miejsca. Co więcej, przymioty te czynią go uczestnikiem „mądrości zstępującej z góry”, która jest „skłonna do zgody, ustępliwa, łagodna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców” (tamże 17). Czy kto widział kiedy tak wielką pokorę, jak Boga upokorzonego w roli człowieka? Najwyższą wzniosłość, jaka zstąpiła do takiej niskości, jaką jest nasze człowieczeństwo? O słodkie i umiłowane Słowo, stałoś się posłuszne aż do haniebnej śmierci na krzyżu, cierpliwe, w tak wielkiej łagodności, że nie słyszano krzyku ani żadnego szemrania... O słodkie i umiłowane Słowo, nasycono Cię cierpieniem i okryto hańbą, uraczono zniewagami, obelgami i podłością, zniosłeś głód i pragnienie, Ty, który nasycasz każdego zgłodniałego tak wielkim ogniem i rozkoszą miłości. Nie odkładałeś naszego zbawienia, i wytrwałeś w wypełnianiu go mimo naszego niezrozumienia i niewdzięczności... Oto Twoja nauka i życie, jakie nam dałeś. A my, nędznicy pożałowania godni, pełni błędów... postępujemy całkiem przeciwnie. O ofiarowany i umiłowany Baranku, napój mnie krwią swoją... I jak Ty, Chryste błogosławiony, nie zaprzestałeś dla żadnego cierpienia dokonywać naszego zbawienia, tak spraw, aby Twoja oblubienica nie przestała... dla żadnego cierpienia, zmęczenia, dla głodu czy pragnienia, czy innej konieczności, działać nieustannie na cześć Twoją... ani nie zaprzestała służyć bliźniemu swemu, ani też starać się o swoje zbawienie czy to wskutek doznawanej niewdzięczności, czy też niezrozumienia nie uznającego Twojej służby (św. Katarzyna ze Sieny). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXVI niedziela zwykła Warto zrobić wszystko, żeby nie czynić zła i nie być powodem zgorszenia, ale przede wszystkim, żeby pozostać wiernym Jezusowi. Ta wierność ma czasem bardzo wysoką cenę – gdy cięcia muszą być aż tak radykalne i bolesne, że mocne Chrystusowe porównanie do odcięcia ręki czy wyłupienia oka okazuje się bardzo trafne. Wybór tego, co trudne, ze względu na Chrystusa wymaga niekiedy heroizmu. Bóg jednak daje nam moc wytrwania w dobru. Trzeba tylko z ufnością przylgnąć do Niego i zanurzyć się w Jego miłości. A. Lutostańska „Kto nie jest przeciwko...” W dobie różnorakich nacjonalizmów, separatyzmów, wojen religijnych, rozmaitych kampanii nienawiści, fałszywych pomówień, szczucia jednych przeciwko drugim, Jezus daje nam jako lekarstwo złotą zasadę tolerancji: „Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Ponieważ jednak kwestia tolerancji religijnej budzi wiele gorących emocji i sporów, warto przyjrzeć się współczesnym „wojnom religijnym” w świetle tej Ewangelii. Od razu widzimy, że Janowi trochę tej tolerancji zabrakło. Prawdopodobnie w dobrej wierze: chciał ustrzec dzieło Chrystusa przed zniekształceniem, rozdrobnieniem i profanacją. Być może dały też o sobie znać ciągotki monopolistyczne – Jan też miał prawo nie lubić konkurencji. Dość, że potrzebna była interwencja Chrystusa. Jednakże jeśli ktoś myśli sobie z satysfakcją, że w ten sposób Jezus utarł nosa Kościołowi, a szczególnie jego hierarchom, to się grubo myli. W tej Ewangelii na pewno nie ma pretekstu do kolejnego ataku na Kościół w imię rzekomej „obrony tolerancji przed zapędami klerykalnego totalitaryzmu”. Czy czytając ten cytat (w zasadzie nawet dość oględny) z rozmaitych „Nie”, „Wprost”, „Poznaniaków” itp. nie czujemy jakiegoś niesmaku, jakiejś wielkiej dysharmonii ze słowami Chrystusa? Jest to język propagandy i walki, jakże obcy kojącej mowie Ewangelii. A jednak, wielu ludzi ulega presji tego języka nienawiści i daje się nią owładnąć. Tymczasem Jezus podaje warunki, które musi spełniać ktoś, kto ma mieć prawo do miana i przywilejów chrześcijanina. Innymi słowy: podaje granice tolerancji, poza którymi nie można już mówić o postawie chrześcijańskiej. Tą granicą i kryterium przynależności do Chrystusa, jest cześć dla imienia Jezusowego, czyli wiara. Kto podejmuje jakiekolwiek działanie w imię Jezusa, czyli w zgodzie z zasadami, które Jezus głosił, nie może być nastawiony wrogo. Jeśli ktoś podejmuje krytykę Kościoła w imię Jezusa, czyli kierując się miłością, braterskim upomnieniem, dyskrecją, pokorą, troską o wspólne dobro – jest to zawsze krytyka twórcza i konstruktywna. I taką krytykę Kościół z wdzięcznością, choć może niekiedy bez entuzjazmu poszczególnych księży, przyjmuje. Ale to, z czym na ogół mamy do czynienia w prasie, radiu i telewizji, z krytyką i miłością nie ma nic wspólnego. Są to często niewybredne, niekulturalne, kłamliwe ataki, których celem nie jest wcale żadna troska, ani nawet chęć zmiany postępowania Kościoła, lecz jego zdyskredytowanie, oczernienie, podważenie zaufania ludzi do wiary. Dzieje się to często pod przykrywką obłudnych zapewnień o swych szlachetnych intencjach, przy wtórze okrzyków w obronie pokrzywdzonych, wybuchów serdecznego oburzenia, jękami zawodu nieprzychylną postawą biskupów. Tymczasem dla wszystkich powinno być jasne, że poniżej pewnego poziomu dyskusji się nie schodzi, że z niektórymi ludźmi dialog jest niemożliwy, dopóki wyraźnie nie pokażą, że ich intencje są szczere, a metoda dyskusji uczciwa. W przeciwnym razie szkoda zdrowia i języka na udział w słownych burdach. To tu najlepiej widać, że ludzie tacy z nawiązką spełniają warunek „przeciwko nam”, a z takimi ludźmi chrześcijanin nie ma nic wspólnego. Mało tego! Postępowanie takie ma wszelkie znamiona zgorszenia. Za tym wojowniczym pokrzykiwaniem przeciwko Kościołowi, idzie wielu „małych”, których być może nie stać na samodzielną i krytyczną refleksję, którzy na ogół bez zastanowienia powtarzają cudze poglądy. Najpierw dają sobie odebrać wiarę w Kościół, łudząc się, że w ten sposób oczyszczają tylko swoją wiarę w Boga. Ale bez Kościoła żadna wiara w Boga nie jest możliwa, dlatego zaraz potem tracą wszelką wiarę i zostaje straszliwa duchowa pustka. Biada tym, którzy świadomie takim procesem sterują! ks.M.P. Kamień młyński Młody nauczyciel wybrał się z grupą młodzieży na obóz wędrowny. Po trzech dniach część dziewcząt wróciła do domu. Uciekły. Wychowawca potraktował obóz jako szkolenie w dziedzinie życia seksualnego. Młodzi ludzie wyjechali, by odpocząć, by ubogacić serce, a zostali zgorszeni. O takim człowieku Chrystus powiedział: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” /Mk 9, 42b/. Matka dowiaduje się, że jej córka spodziewa się dziecka. Pod pozorem badania zawozi ją do lekarza i wbrew jej woli ginekolog dokonuje zabiegu. Córka znienawidziła matkę, uciekła z domu i do niego już nie wróciła. Ze łzami w oczach mówi o innym, lepszym rozwiązaniu: „Powinna była mnie zamordować, gdy nosiła mnie pod swoim sercem. Mordując moje dziecko uszkodziła moje serce. Ja nie potrafię jej już kochać”. Jezus mając na uwadze taką matkę powiada: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński i wrzucić w morze”. Kapłan, sługa Boga, wyszedł na chwiejnych nogach do ołtarza. Z trudem sprawował Najświętszą Ofiarę. Ministranci pouciekali. Ludzie opuścili kościół i przez tydzień nie mówili o spotkaniu z Bogiem, lecz o Jego pijanym kapłanie. W następną niedzielę część z nich już nie przyszła do kościoła. Zgorszeni. To o takim kapłanie Jezus powiedział: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze”. To aż dziw bierze, jak nie chcemy wziąć na serio tej wypowiedzi Jezusa. Ona jest przeraźliwie konkretna. Kamień młyński u szyi, aby już nigdy utopiony nie wrócił do życia, aby nikogo nie zgorszył. Lepsza dla niego śmierć, niż obciążenie sumienia zgorszeniem. Co za niesamowita odpowiedzialność! Zbyt straszne jest rozwiązanie podane przez Jezusa, byśmy mieli odwagę zastosować je w praktyce. A przecież jest to rozwiązanie wskazane przez Zbawiciela, jest to wskazanie pełne miłości, i to miłości do potencjalnego gorszyciela. Bo jeśli nie można uniknąć zła, to należy wybrać mniejsze zło. Mniejszym zaś jest śmierć tego, kto ma gorszyć, niż zgorszenie, którego się dopuścił. Zgorszenie bowiem jest równoznaczne z wprowadzeniem drugiego człowieka na drogę nieszczęścia. Gdyby rodzice odczytali to wezwanie Jezusa, ich troska o dobro dziecka byłaby tysiące razy większa. Inaczej podeszliby do programu telewizyjnego, do towarzystwa, z jakim dziecko przestaje, do książki, jaka jest w jego ręku. Baczniej obserwowaliby ludzi współpracujących z nimi w wychowaniu dziecka. Zło zgorszenia jest straszne z tej racji, że w praktyce nie można go naprawić. To jest tak głębokie uszkodzenie serca, że ono jest ranne na całe życie. Wprawdzie rana z biegiem czasu się zabliźni, ale to serce jest osłabione. Tylko cud łaski może doprowadzić do tego, że zgorszenie zostanie potraktowane przez zgorszonego jako bolesna lekcja życia. Takie spojrzenie wymaga jednak dużej dojrzałości i z reguły upływają całe lata, zanim człowiek do tego dojdzie. Świat staje się zły głównie drogą zgorszenia. Ono czasem działa na zasadzie szoku, częściej jednak na zasadzie trucizny muchomora sromotnika. Gdy się go spożywa, człowiek o tym nie wie, ale po pewnym czasie jego działanie jest już śmiercionośne. Chrystus w trosce o dobro gorszyciela powiada: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński. ..”. Rzecz jasna chodzi tu o to, by nie dopuścić do zgorszenia. Jezus nie wzywa do mordowania gorszycieli. Nie tak należy rozumieć Jego słowa. Jezus wzywa, by do zgorszenia nie dopuścić, nawet za cenę krzywdy wyrządzonej potencjalnemu gorszycielowi. Gorszyciela wzywa do nawrócenia i do wzięcia odpowiedzialności za popełnione zło. Kto zgorszył jednego człowieka winien, życie poświęcić dobrym dziełom, by budować ludzi swoim przykładem, by ratować, gdy wchodzą na niewłaściwą drogę. Kto stał się błędnym drogowskazem, niech tak ustawi swe życie, by wszystkim wskazywać drogę dobra, sprawiedliwości, szczęścia. Słowa Jezusa o kamieniu młyńskim uwiązanym u szyi winny z racji swej przerażającej ostrości dotrzeć do świadomości każdego człowieka i sparaliżować każdy ruch, gest, słowo, które może uczynić gorszym drugiego człowieka. Monopol na Bożą łaskę Zdanie: „Prawda jest tylko w Kościele Chrystusa”, jest do przyjęcia jedynie wówczas, gdy się uznaje, że Kościół Chrystusa jest wszędzie tam, gdzie jest prawda. Zbyt wielu ludzi chciałoby zmonopolizować łaskę Bożą i zamknąć ją w instytucji. Kościół Apostolski jest odpowiedzialny za głoszenie Ewangelii na ziemi i za wiarygodność słowa przepowiadanego, ale mając jasne upomnienie zarówno Mojżesza jak Jezusa, bynajmniej nie chce ograniczyć działania Bożego wyłącznie do zasięgu swego instytucjonalnego działania. Warto zatrzymać się nad wymownymi tekstami Biblii. Oto w Księdze Liczb czytamy, iż Mojżesz sterujący życiem narodu wybranego, przez radę siedemdziesięciu starszych, przekazał im ducha prorockiego. Dwu z nich nie było na zebraniu, a przebywali w obozie, ale Duch wypełnił również ich. Jozue z zazdrości prosi Mojżesza, by im zabronił prorokowania. Mojżesz wytyka zazdrość synowi Nuna i wyraża swoją radość z Bożego działania wykraczającego poza ludzkie obliczenia. Chciałby, by cały lud prorokował. Mojżesz rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz, on wiedział, że nikt nie może mieć monopolu na działanie Boga, wiedział, że trzeba się radować każdym znakiem tego działania w świecie. Historia się powtarza w życiu Jezusa. Oto uczniowie donoszą Mu, że ktoś nie należący do ich grona, w imię Jezusa wyrzucał złe duchy i zabronili mu. Typowo monopolistyczne myślenie uczniów Chrystusa. Mistrz prostuje ich poglądy i domaga się, by nie przeszkadzali tym, którzy czynią cuda w Jego imię. Co więcej, Jezus stara się podprowadzić uczniów do bardzo pozytywnego oceniania ludzi. Jego zdaniem: „Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Jest to istotny element apostolskiego działania. Traktować wszystkich, którzy nie są wrogami, jako swoich sprzymierzeńców potrafi jedynie ten, kto nie jest ciasny, nie domaga się zawsze i wszędzie zdecydowanego opowiedzenia się „za” i „przeciw”. Wielkie decyzje dojrzewają czasem latami. Każdy nacisk na ich przyspieszenie może okazać się na dłuższą metę zgubny. Do takich decyzji należy opowiedzenie się po stronie Jezusa. Mistrz radzi, by wszystkich, którzy nie są przeciwnikami traktować jako swoich. Łaska do nich trafi, gdy nadejdzie ich godzina. Te dwa wydarzenia — jedno ze Starego Testamentu, drugie z Ewangelii — należy dokładnie przemyśleć i przenieść we własne życie. Nie dziwmy się, gdy Duch Święty działa daleko poza granicami, w których widzialnie Kościół organizuje życie. Miejmy odwagę zaufać Bogu wtedy, gdy nawet nasi bliscy nie dorastają jeszcze do zdecydowanego opowiedzenia się po stronie Kościoła. Czasem trzeba czekać na taką decyzję całymi latami. Czekanie to z naszej strony winno zamienić się w usilną modlitwę oraz w wielką życzliwość dla nich. Te dwa duchowe ramiona nie pozwolą im odejść i zginąć. Tak często według ludzkich obliczeń wypadałoby załamać ręce śledząc ścieżki, jakimi daleko od Kościoła wędruje wielu ludzi. Działanie łaski przekracza na szczęście ludzkie obliczenia, co pozwala ufać w potęgę modlitwy i naszej ofiary. Warto o tym pamiętać, gdy obok jest wielu ludzi uprzedzonych do urzędowych przedstawicieli Kościoła, a otwartych na działanie Ducha. Wcześniej czy później ten Duch doprowadzi ich do spotkania z przebaczającym Bogiem i wprowadzi we wspólnotę świętych. Kościół, który od strony duchowej jest wielkim świętych obcowaniem, ogarnie każdego, kto przyjmuje łaskę. Jeśli się to dokona jeszcze tu na ziemi i dotrze do świadomości danego człowieka, przeżywającego przebaczającą miłość Boga, dostrzeże on i przebaczającą miłość Kościoła jako braterskiej wspólnoty żyjącej Ewangelią. ks.E.S. Kto dostrzega swoje błędy? Panie, oczyść mnie od tych, które są skryte przede mną (Ps 19, 13) Dzisiejsze pierwsze czytanie (Lb 11, 25-29) przytacza jedno z rzadkich proroctw starotestamentowych zapowiadających, że Bóg wyleje swojego Ducha nie tylko na niektóre wybrane grupy, lecz na wszystkich ludzi. Kiedy Mojżesz nie czując się na siłach, by nieść ciężar całego ludu, prosił Boga o pomoc, Bóg „wziął z ducha, który był w nim, i przekazał go siedemdziesięciu starszym” (tamże 25) zebranym wokół Namiotu Spotkania. Wtedy zdarzyło się, że inni dwaj ludzie obcy zaczęli prorokować na równi z nimi. Młodziutki Jozue, oburzony tą niewłaściwą sytuacją, protestuje i prosi Mojżesza, aby im zabronił. Lecz ten, bardziej oświecony i mądry, odpowiada: „Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego Ducha” (tamże 29). Kto obarczony jest tą ciężką odpowiedzialnością, że musi mówić i działać w imieniu Ducha, zamiast być zazdrosnym weseli się, kiedy dzieli ją z innymi i jest gotów uznać dar przepowiadania, gdziekolwiek by się objawiał, byleby tylko był prawdziwy. Wypaczenia zaczynają się wtedy, gdy poszczególni ludzie sami uznają się za proroków, chociaż rzeczą Kościoła jest uznać ich za takich, podobnie jak to uczynił Mojżesz odnośnie do dwóch ludzi w obozie. Ewangelia z dnia (Mk 9, 38-48) przedstawia podobne zdarzenie: uczniowie, gorliwsi niż Jozue, widząc, jak ktoś wyrzucał złe duchy w imię Jezusa, zabraniają mu tego dla tej prostej przyczyny, że nie należy do grona uczniów Jezusowych. Jest to w zasadzie zazdrość grupy. Lecz Jezus, podobnie jak Mojżesz, nie pochwala tego, ponieważ każdy, kto czyni dobrze w Jego imię, choćby nawet nie należał do Kościoła, wykazuje, że jest mu duchowo bliski i że posiada przynajmniej zarodek wiary, dlatego należy go szanować i życzliwie się do niego odnosić, oczekując z ufnością, że zarodek się rozwinie. „Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami” (tamże 40), mówi Pan. I aby potwierdzić, że cokolwiek jest pełnione w Jego imię, ma zawsze wartość, dodaje: „Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody” (tamże). Nawet najmniejszy dobry uczynek spełniony ze względu na Chrystusa nie ginie, choćby spełnił go ktoś, kto nie należy do wspólnoty wierzących. Każdy uczynek spełniony na rzecz braci lub tego, kto w Kościele zastępuje Pana, Pan uznaje i wynagradza jako spełniony dla siebie (Mt 10, 40. 42), Kiedy Jezus pouczył już uczniów o obowiązkach względem obcych, mówi, co winni są wierzącym i samym sobie. Uczniowie we wspólnocie ponoszą szczególną odpowiedzialność za wiarę „maluczkich”, czyli prostego ludu. Biada, jeśliby zamiast podtrzymywać go i opiekować się nim, stali się dla niego powodem zgorszenia. Jezus określa to strasznymi słowami, najmocniejszymi, jakie kiedykolwiek wypowiedział: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” (Mk 9, 42). Nie można tego pominąć, lecz trzeba głęboko rozważyć i zbadać własne postępowanie, aby nie było w nim ani słów, ani postawy, które by mogły zburzyć wiarę małych, wiarę dobrego Ludu Bożego. Ostatnia refleksja dotyczy troski o siebie samych, przestrzega przed wszelkim grzechem pochodzącym nie tyle z zewnątrz, ile raczej od własnych namiętności. Również tutaj Jezus mówi z mocą: „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła, w ogień nieugaszony” (tamże 43), Ten sam paradoks powtórzony jest w odniesieniu do nogi i oka po to, aby uczeń Chrystusa mógł zrozumieć, że powinien być gotowy na każde wyrzeczenie, byle tylko uniknąć grzechu, który oddziela go od Mistrza i może spowodować wieczną rozłąkę. Wysłuchaj mnie, wysłuchaj mnie, Panie Boże mój, i zwróć swoje oczy na swoje dzieci we dnie i w nocy. Rozwiń swoje skrzydła, o Najłaskawszy, i opiekuj się nimi, wyciągnij swoją prawicę i błogosław im; wlej w ich serca Twojego Ducha Świętego, niechaj ich zachowuje w jedności Ducha i więzi pokoju, w czystości ciała i w pokorze duszy. Niechaj ten sam Duch będzie obecny przy tych, którzy się modlą, aby obfitość Twojej miłości wypełniła ich wnętrze, a słodycz skruchy orzeźwiła ich ducha, światło zaś Twojej łaski niech oświeci ich serca; nadzieja niech ich podniesie, bojaźń ukorzy, a miłość rozpłomieni. On sam niech im podsuwa modlitwy, które Ty łaskawie chcesz wysłuchać... O słodki Panie, niechaj przy pomocy Twojego Ducha żyją w pokoju skromni i życzliwi względem siebie samych, względem braci i mnie; niechaj wzajemnie będą sobie posłuszni, niechaj sobie służą i znoszą się wzajemnie. Niech będą gorliwi w Duchu, weseli w nadziei. Niechaj będą ożywieni niestrudzoną wytrwałością w ubóstwie, we wstrzemięźliwości, w pracach i w czuwaniu, w milczeniu i w spoczynku... Bądź wśród nich według swojej wiernej obietnicy, a ponieważ wiesz, czego potrzebują, błagam Cię, abyś umocnił to, co w nich jest słabe, nie odrzucał tego, co jest wątłe; uzdrów to, co jest chore, ich smutki zamień w radość, ożyw oziębłych, umocnij to, co jest niestałe: tak aby wszyscy poczuli się wspomożeni Twoją łaską w swoich potrzebach i pokusach (Elredo de Rievaulx). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Święto Świętych archaniołów Michała, Gabriela i Rafała Ludziom trzeciego tysiąclecia niekiedy trudno jest uwierzyć w istnienie aniołów. Tymczasem w wizjach prorockich Starego Testamentu, w Księdze Apokalipsy czy w samych wypowiedziach Chrystusa często spotykamy się z odniesieniami do aniołów, którzy przebywają stale w obecności Boga, ale także biorą udział w życiu człowieka. Bóg posyła ich, aby strzegli ludzi, służyli im pomocą i objawiali Jego wolę. Warto o nich pamiętać, dostrzegać ich pomoc i wstawiennictwo oraz dziękować Bogu za ich obecność wśród nas. Anna Lutostańska DUCH MOCY Duchu Święty, przyjdź z pomocą mojej słabości (Rz 8, 26) Duch Święty, pouczając wewnętrznie chrześcijanina o obowiązkach dziecka Bożego, udziela mu także siły, by je wypełniał. „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami” (Dz 1, 8) powiedział Jezus do uczniów bezpośrednio przed wstąpieniem do nieba. Nie chodzi tutaj o cnotę męstwa udzieloną ochrzczonemu łącznie z innymi cnotami wlanymi, lecz o szczególny dar Ducha Świętego, przewyższający ludzki sposób działania, przekraczający ograniczenia i słabości trwające nawet w człowieku cnotliwym. Apostołowie po zesłaniu Ducha Świętego, opanowani tym darem, okazują się całkowicie przemienieni. W czasie pojmania Jezusa uciekli, a po Jego śmierci zamknęli się w domu „z obawy przed Żydami” (J 20, 19), lecz otrzymawszy Ducha Świętego, stają przed ludem i bez żadnej obawy rozpoczynają głosić słowo. Nie powstrzymuje ich ani moralna siła publicznej władzy, która chciałaby ich zmusić do milczenia, ani ogrom cierpień fizycznych, jakimi im grożą i jakie im zadają przeciwnicy. Stają się świadkami, głosicielami, męczennikami. Działa w nich moc Ducha Świętego. Moc Ducha Świętego nie zmniejszyła się i nie przestaje również dzisiaj ogarniać wierzących, przemieniać słabych mężczyzn i kobiety w nieustraszonych świadków Ewangelii. „Nie dał nam Bóg ducha bojaźni — pisał św. Paweł do Tymoteusza — ale mocy”, która czyni wierzącego zdolnym bronić „dobrego depozytu” wiary „z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka” (2 Tm 1, 7. 14). W świecie zaciemnionym przez zalew błędów i niemoralności, gdzie wiara i prawo Boże często są wyśmiewane, chrześcijanin potrzebuje tym większego poczucia mocy, by nie dać się zastraszyć szyderstwu, groźbom, prześladowaniom mniej lub więcej podstępnym. Duch Święty jest w nich — „On z wami będzie na zawsze” (J 14, 16), powiedział Pan — i udzieli im mocy, by bardziej słuchali Boga niż ludzi (Dz 4, 19), Udzieli im siły, by nie wykraczali przeciwko prawu Bożemu, lecz aby stali się „potężnymi głosicielami wiary”, którzy niezachwianie łączą „z życiem z wiary wyznawanie wiary” (KK 35). Duchu Święty, przyjdź do mego serca; swoją mocą pociągnij je do siebie, Boga prawdziwego. Daj mi miłość bez bojaźni, strzeż mnie, Chryste, od wszelkiej złej myśli, ogrzej mnie i rozpal swoją najsłodszą miłością do tego stopnia, aby każde cierpienie wydało mi się lekkim, Święty mój Ojcze i słodki Panie, dopomóż mi teraz w każdej mojej czynności. O Chryste Miłości! Chryste Miłości! Miłości!... O Trójco wieczna, Ty jesteś światłością, daj duszy uczestniczyć w Twoim świetle. Ty jesteś ogniem, udziel jej ognia, a w tym ogniu Twoim zjednocz swoją wolę z jej wolą, a jej z Twoją. Ty jesteś mądrością, udziel jej mądrości, aby mogła rozróżniać i poznawać prawdę Twoją. Ty jesteś mocą, udziel jej męstwa, stanie się mężną, jeśli ani szatan, ani stworzenie nie potrafią odebrać jej tego męstwa bez jej zgody. A nie da swej zgody, gdy nosi szatę Twojej woli, bo tylko własna wola może ją osłabić. Ty jesteś nieskończony, czynisz ją nieskończoną, dzięki zgodności z Tobą, do jakiej ją doprowadziłeś przez łaskę w tym życiu pielgrzymim. A w życiu stałym, wiecznym, doprowadzisz ją do zgodności przez widzenie Ciebie. Tam zostanie doskonale uzgodniona z Tobą, a wolna wola będzie związana tak, by już nie mogła odłączyć się od Ciebie (św. Katarzyna ze Sieny). O Duchu Święty, duszo mojej duszy, uwielbiam Cię. Oświecaj mnie, prowadź mnie, umocnij mnie, pocieszaj mnie, pouczaj mnie, co powinienem czynić, rozkazuj mi; obiecuję Ci być uległym w tym wszystkim, czego żądasz ode mnie, i przyjąć to wszystko, co dopuścisz, aby mnie spotkało (D. Mercier). O Duchu Święty... skrusz moją twardość wewnętrzną, niepokój, zamieszanie, nie pozwalające mi odpoczywać w Tobie!... Żądasz ode mnie śmiałej, słodkiej, prostej, spokojnej zgody na Twoją wolę, żądasz, abym pozwolił Ci działać i był bierny w Twoich rękach jak miękki wosk; abym nie niepokoił się ani nie dręczył, jak gdyby wszystko, co mnie spotyka, zależało ode mnie, a nie od Ciebie (L. de Grandmaison). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Świętych Aniołów Stróżów Dziś spotykamy się z naszymi Aniołami Stróżami z racji ich wspomnienia. Są oni naszymi wiernymi przyjaciółmi, posłanymi przez Boga ku naszej obronie i dla towarzyszenia nam na drodze do wieczności. Tak jak towarzyszyli wielu postaciom biblijnym i wielu świętym, również i nam gotowi są służyć: prowadząc nas, wspierając, broniąc od złego i podpowiadając dobre rozwiązania. Sam Bóg, w czytaniu z Księgi Wyjścia, zachęca nas, byśmy ich słuchali i z nimi współpracowali. Zaprośmy dziś naszych przyjaciół – Aniołów Stróżów – do oddawania wraz z nami chwały Bogu w tej Eucharystii. Hanna Ożdżyńska BŁOGOSŁAWIENI UBODZY Panie, udziel mi łaski, abym nie gromadził sobie skarbów na ziemi, lecz w niebie (Mt 6,19. 20) Jezus rozpoczął głosić Królestwo wymieniając zalety duchowe, potrzebne, by je osiągnąć. Pierwsza dotyczy ubóstwa: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do niech należy Królestwo niebieskie” (Mt 5, 3). Już w synagodze w Kafarnaum Pan odczytał i zastosował do siebie proroctwo Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie... posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę” (Łk 4, 18). W Starym Testamencie ubogich nie zawsze darzono szacunkiem i uprzejmością, raczej nie liczono się z nimi; bogactwo zaś uważano za znak błogosławieństwa Bożego. Z czasem dopiero ta materialistyczna mentalność zmieniła się tak bardzo, że za szczególny znak opieki Pana nad Jego przyjaciółmi zaczęto uważać ubóstwo: „Nakłoń swe ucho, Panie — śpiewa Psalmista — wysłuchaj mnie, bo jestem nędzny i ubogi” (Ps 86, 1). Ubodzy, ku którym Bóg skłania się z miłością, a których Jezus nazywa błogosławionymi, to ci, którzy nie tylko godzą się ze swoim losem wydziedziczonych, lecz czynią z niego środek, by zbliżyć się do Pana z pokorą i ufnością, jedynie od Niego oczekując wszelkiego dobra dla siebie. Do ich liczby należy Matka Boża, co więcej, jak mówi Sobór, „Ona zajmuje pierwsze miejsce wśród ubogich Pana i pokornych, którzy z ufnością oczekują od Niego zbawienia i dostępują go” (KK 55). Zwyczajne ubóstwo materialne nie jest jednak równoznaczne z tym usposobieniem wewnętrznym, jakie Jezus pragnie widzieć w swoich uczniach. Kto w ubóstwie nie przestaje żalić się, narzeka na swój stan, a może chowa nienawiść i zazdrość względem posiadających więcej, nie jest ubogim w duchu. Pan pragnie ubóstwa pokornego i zadowolonego, jak to, które obrał święty Franciszek dla siebie i swoich synów, a praktykował Jan XXIII z tak wielką prostotą nawet w czasie swojego pontyfikatu. Ubóstwo materialne jest cenne w oczach Boga, jeśli odwraca się i odrywa od dóbr ziemskich, uznaje własną nędzę — nie tylko materialną, lecz także duchową, i dlatego uwalnia serce od zarozumiałości, wynoszenia się i pychy. Wówczas ubóstwo staje się uległością wobec Boga, otwiera Mu serce człowieka, Bóg zaś ze swej strony otwiera człowiekowi swoje Królestwo. O Panie, spraw, abym zrozumiał, jak wielki pokój i bezpieczeństwo posiada serce, które nie pragnie żadnej rzeczy na tym świecie. Istotnie, jeśli serce moje pragnie otrzymać dobra doczesne, nie może być ani spokojne, ani bezpieczne, stara się bowiem posiadać to, czego nie ma lub nie stracić tego, co posiada. Gdy w przeciwnościach spodziewa się powodzenia, to w powodzeniu lęka się przeciwności i nawałnica lęków rzuca nim nieustannie tu albo tam. Lecz jeśli Ty, o Boże, udzielisz łaski mojej duszy, aby przywiązała się mocno do pragnienia ojczyzny niebieskiej, będzie mniej wzburzona wskutek zamieszania pochodzącego od rzeczy doczesnych. Spraw, aby we wszelkich niepokojach zewnętrznych chroniła się ona w tym swoim pragnieniu jak w najgłębszym ukryciu, przywiązywała się do niego nie pozwalając się z niego usunąć, by wznosiła się ponad wszystkie rzeczy zmienne i w ciszy swojego pokoju niech pozostaje w świecie i poza światem (św. Grzegorz Wielki). O Jezu, pierwszym Twoim towarzyszem na ziemi było ubóstwo dobrowolne, nieustanne, doskonałe, najwyższe... Chciałeś żyć i być ubogim we wszystkich rzeczach doczesnych... Ze wszystkich rzeczy tego świata raczyłeś przyjąć tylko ostateczną nędzę, braki, głód i pragnienie, zimno i gorąco, wielki trud, twardość i surowość. Chciałeś żyć jako ubogi u krewnych i przyjaciół, ubogi we wszelką miłość doczesną... na koniec ogołociłeś się z siebie samego; stałeś się ubogim w swoją moc i mądrość oraz chwałę. Boże nie stworzony i uczłowieczony, Boże wcielony i umęczony, raczyłeś ukazać się i żyć na tym świecie jak człowiek ubogi, bez żadnej potęgi, skończony i najniższy, bez chwały, pozbawiony wszelkiej mądrości ludzkiej. O niedocenione ubóstwo! O ubóstwo wygnane... z tego świata przez ludzi wszelkiego stanu! Gdzie można znaleźć człowieka, który by mógł się chlubić, że należy do tak doskonałego towarzystwa? Szczęśliwy ten człowiek, który pokutując może doznawać radości w tym towarzystwie, od chwili gdy Ty, o Chryste, raczyłeś przyjąć na siebie ubóstwo jako środek nauczania (bł. Aniela z Foligno). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXVII niedziela zwykła „Czy wolno mężowi oddalić żonę?” Pan Bóg przypomina nam dzisiaj o swoim zamyśle dla małżeństwa. Żyjemy w czasach, gdy godność i stałość tego sakramentu jest zagrożona i nieustannie podważana. Czytania z Księgi Rodzaju i Ewangelii św. Marka mówią wyraźnie o stworzeniu „mężczyzny i kobiety” dla wspólnego życia i przypominają, że „co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela”. Łaska sakramentu małżeństwa nie jest czczym ludzkim wymysłem, lecz rzeczywistą Bożą mocą, uzdalniającą do wytrwania w jedności i pomnożenia miłości. H.O. Co Bóg złączył... Od razu widać, że życie małżeńskie także w czasach Chrystusa było źródłem wielu trudności. Niewierność, zdrady małżeńskie, rozwody to nie jest wynalazek XX wieku. Chrystus także musiał się z tym problemem zmierzyć. Na pewno nie było to łatwe, gdyż presja na złagodzenie moralności małżeńskiej była bardzo silna: jako głównego argumentu faryzeusze użyli przepisu Prawa Mojżeszowego, które dla Żydów było święte i niepodważalne. Ale tym bardziej zdecydowana odpowiedź Chrystusa jest dla człowieka wiążącą normą. Chrystus zdaje sobie doskonale sprawę z ludzkiej słabości i uległości wobec popędu seksualnego, który wymykając się spod kontroli woli i rozumu, staje się siłą nie twórczą lecz niszczącą. A nieskrępowane używanie ciała prędzej czy później przynosi przykre bądź wręcz tragiczne następstwa. Bóg chce nas przed nimi ustrzec i dlatego jasno określa zasady, którymi powinien kierować się człowiek w życiu seksualnym. Tymczasem aby usprawiedliwić panoszenie się pożądliwości, człowiek próbował i nadal próbuje znaleźć racje, które w dziedzinie seksu pozwalałyby mu na wszystko. Nie można więc tym racjom zbytnio ufać. Dlatego Chrystus odwołuje się nie do zasad ludzkich, lecz do prawa Bożego, zapisanego w samej naturze człowieka i w przykazaniach. Co zatem mówi Chrystus na temat małżeństwa? Jest ono dziełem Boga, planowo zamierzonym i wspartym rozmaitymi właściwościami ludzkiej natury. Najważniejsza z nich to zróżnicowanie płciowe człowieka. Mężczyzna i kobieta różnią się od siebie w zasadniczy sposób. Są to różnice stałe i rzeczywiste, a nie tylko wynikające chwilowo ze zmiennej mody czy obyczajów społecznych. Próby emancypacji czyli zrównania ról mężczyzn i kobiet, przypominają wysiłki na rzecz ujednolicenia życia ryb i ptaków – są tragicznym nieporozumieniem. Albowiem wrodzone cechy mężczyzny i kobiety w naturalny sposób predestynują ich do określonych funkcji i zadań. Czym innym jest oczywiście równość w godności ludzkiej i prawach osoby. Zasada, którą wprowadził Chrystus, zrównując wagę grzechu cudzołóstwa męża i żony, była w owych czasach prawdziwą rewolucją. Dotąd bowiem odpowiedzialnością za zdradę małżeńską obciążano w zdecydowanej większości kobietę. Mężczyzna był na ogół niewinny i nietykalny. Tu, w dziedzinie moralności, jest miejsce na równouprawnienie, a nie w dziedzinie obowiązków i zadań rodzinnych. W przeciwnym razie wrócą absurdalne czasy traktorzystek i ojców na urlopach macierzyńskich. Skrajnym przejawem współczesnego lekceważenia ludzkiej natury i małżeństwa, są „rodziny” jednopłciowe. Zadziwiające, jak szybko homoseksualiści i lesbijki narzucili zdrowym ludziom swój chory punkt widzenia i uzurpowali sobie prawo do wychowywania dzieci w zupełnie wypaczonych warunkach! Także luźne związki, bez żadnych zobowiązań, gwarancji trwałości i wzajemnej odpowiedzialności, nie zapewniają dziecku niezbędnego do prawidłowego rozwoju poczucia bezpieczeństwa. Być może taki styl życia zapewnia doraźną wygodę i maksimum przyjemności, ale za to bardzo powierzchownej i krótkotrwałej. Bóg chce dla nas czegoś więcej. Chce, aby prawdziwa i pełna miłość mężczyzny i kobiety, męża i żony, była źródłem trwałego szczęścia i dobrym środowiskiem wychowania dzieci. Właśnie dlatego w odpowiednim czasie trzeba zerwać dotychczasowe związki z rodzicami, by bez zbędnego balastu założyć nową rodzinę. Równolegle trzeba budować nowe więzi, łączące ściśle męża i żonę, umożliwiające pełne zaufanie, porozumienie i zgodne życie. Dopiero na tym fundamencie można budować udane życie intymne i powoływać do istnienia dzieci – owoc małżeńskiej miłości. Tego chce dla nas Bóg. Dopóki człowiek ufa Bogu i chce realizować Jego plan, dotyczący miłości, małżeństwa i rodzicielstwa, wszystko jest w porządku i rozwody są zbędne. Problemy zaczynają się wtedy, gdy człowiek próbuje być mądrzejszy od Boga i robić po swojemu. ks.M.P. Bóg złączył Jedna z najboleśniejszych ran współczesnego człowieka to niezwykle częste rozdarcie serc, które Bóg złączył. Rana rozwodów. Krwawiąca, paraliżująca ruchy jednej i drugiej strony, a przede wszystkim raniąca serca dzieci. W spotkaniu serc męża i żony Bóg uczynił gniazdo bezpieczeństwa dla ich dzieci. One tu się poczynają, tu wzrastają, tu wychowują, aż do pełnej samodzielności. Dwa serca połączone miłością są w stanie zbudować dla siebie i swoich dzieci dom szczęścia. Wszystko inne jest jeno dodatkiem. Najważniejsze jest, by odpowiedzialne skrzydła miłości objęły serca tworzące dom. Jeśli się to stanie, jest w nim przytulnie, bezpiecznie, dobrze, bo ich pieśnią jest harmonia kochających serc. Tak zaprogramował człowieka Bóg. Niedojrzałość ludzka przejawia się między innymi w braku odpowiedzialności za decyzję budowy domu szczęścia. Słabe poznanie partnera i nieumiejętność życia prawdziwą miłością prowadzi do dramatu. Zamiast domu szczęścia powstaje sala wzajemnego torturowania. Finał jest znany. Zmęczeni, uciekają od siebie z głębokim poczuciem klęski. Zdumiewa fakt, że ludzie niedojrzali ciągle mają do Boga pretensje o to, że decyzja zawarcia małżeństwa wiąże ludzi w sposób nieodwracalny aż do śmierci. Ciągle też szukają jakichś sposobów, by usprawiedliwić rozpad małżeństwa i możliwość zmiany partnera. Tak było w Starym Testamencie. Mojżesz zgodził się na takie żądanie ludzi i w trudnych wypadkach pozwolił stosować list rozwodowy. Chrystus znosi to Mojżeszowe złagodzenie. Wzywa do uszanowania decyzji Boga. I mimo tak jasnego postawienia sprawy przez Zbawiciela, wśród chrześcijan coraz częściej pojawiają się żądania, by je zlekceważyć i usprawiedliwić rozpad małżeństwa. Ludzie, którzy popełnili błąd niewłaściwego doboru partnera, chcą udowodnić, że są mądrzejsi od Boga i lepiej znają drogę do szczęścia, niż On. Jezus jednak dobrze wie, że ze zranionego serca nie da się budować nowego, szczęśliwego domu. „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!” /Mk 10, 9/. Z punktu widzenia religijnego warto wśród wielu przyczyn wzrastającej liczby rozpadających się małżeństw dostrzec dwie. Pierwsza to brak odpowiedniego przygotowania do małżeństwa. Niewielu młodych ludzi dorasta do podjęcia obowiązków dobrej matki i odpowiedzialnego ojca. Ich niedojrzała decyzja zyskuje wymiar prawny, a w Kościele sakramentalny, i przez to jej konsekwencje są już całożyciowe. Zbyt późno odkrywają swą pomyłkę, a jej naprawa przerasta ich możliwości. Skoro bowiem nie byli odpowiednio przygotowani do budowy domu szczęścia, tym bardziej nie są przygotowani do jego ratowania, gdy się rozpada. Nie należy się też dziwić, że w chwili próby nie umieją sprostać zadaniu i ratują się ucieczką. Ucieczka ta jednak jest ich klęską. Trzeba odkryć ten mechanizm, ponieważ skuteczna praca nad zahamowaniem wzrostu ilości rozwodów wiedzie przez udoskonalenie wychowania młodych, w rodzinie i Kościele, do pełni odpowiedzialności za budowę rodzinnego domu. Druga przyczyna jest jeszcze poważniejsza. Nowożeńcy stając przy ołtarzu dają Bogu słowo, że nie opuszczą współmałżonka aż do śmierci. Gdyby potraktowali Boga jako konkretną osobę i wiedzieli Komu dają słowo, to oddaliby życie, ale danego Mu słowa by nie złamali. Niesłowność wobec Boga jest zawsze brakiem szacunku dla Niego. Niesłowny człowiek nie traktuje na serio ani współmałżonka, ani Kościoła, ani Boga. Dotykamy tu słabości wiary. Wierność miłości małżeńskiej można budować w sposób pewny jedynie w oparciu o Boga. „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!”. Kto wie, kim jest Bóg, nie będzie Go poprawiał, lecz uczyni wszystko, by współpracować z Nim w łączeniu serc i budowie domu szczęścia. Pierwszy słownik Autor natchniony notuje w Księdze Rodzaju bardzo znamienne wydarzenie. Oto Adam sporządza pierwszy słownik nadający nazwy zwierzętom i ptakom. Nie uczynił tego Bóg, lecz zlecił to zadanie człowiekowi, „by się przekonać, jaką da im nazwę”. Autor w tak prosty sposób sygnalizuje ważne wydarzenie tworzenia języka. Śledzi następnie uważnie dzieje tego pierwszego wspólnego i jedynego języka, bo kilka rozdziałów dalej mówi w sposób obrazowy o procesie powstawania wielu języków. Czyni to sięgając po obraz budowy wieży Babel. Zwięzłe uwagi autora natchnionego na temat języka można odczytywać w dwu aspektach: historii języków świata, a jest ich obecnie tysiące, oraz w aspekcie jednoznaczności pojęć. W tym pierwszym chodzi o proces powstawania i zanikania różnych języków na ziemi oraz o tęsknotę za jednym, by ułatwić komunikację między ludźmi. Obecnie wyraźnie zmierza się do dominacji jednego języka, który byłby językiem świata. Drugi natomiast aspekt dotyczy solidności i wiarygodności przekazu informacji. Z punktu widzenia życia religijnego i moralnego chodzi o sprawę wielkiej wagi. Chodzi o to, by słowo było jednoznaczne i zrozumiałe dla każdego odbiorcy. Tylko wówczas może być ono nośnikiem wielkich wartości. Jeśli słowo ma wiele znaczeń i podtekstów, zamiast ubogacać, objawiać prawdę, wprowadza w błąd lub staje się zupełnie nieskuteczne. Śledząc szereg wypowiedzi, nawet na forum publicznym, ma się wrażenie, iż uczestniczymy w budowie wieży Babel. Sami mówcy nie rozumieją jednoznacznie tego, co mówią. Jest to bardzo smutny bełkot, którego celem jest niszczenie cennego czasu i uniemożliwienie jakiejkolwiek szansy twórczego załatwienia ważnych z punktu widzenia gospodarczego, społecznego, kulturalnego czy narodowego spraw. Ktokolwiek chce prowadzić dzieło niszczenia jakiejś społeczności, rozpoczyna je najczęściej od rozmywania słów określających jej wielkie wartości. Możemy to obserwować w naszym życiu religijnym. Podstawowe słowa Ewangelii są dziś tak wieloznaczne, iż przekaz przy ich pomocy zbawczej treści staje się prawie zupełnie nieskuteczny. Co ludzie rozumieją dziś przez słowo — miłość? Co rozumieją przez słowa — prawo, prawda, posłuszeństwo, jedność, grzech? Nawet wśród współczesnych uczonych w Piśmie istnieją wielkie rozbieżności w interpretacji podstawowych pojęć. Prawdziwa odnowa życia religijnego w skali społecznej może się dokonać jedynie przez sporządzenie i opanowanie słownika, który umożliwiłby jednoznaczne rozumienie poszczególnych słów. Wtedy można się porozumieć, można szukać nowych twórczych rozwiązań. Bóg, ile razy czegoś od nas wymaga lub nam obiecuje, przemawia do nas językiem zrozumiałym. Jedynie gdy chce podprowadzić w świat tajemnicy, posługuje się symbolami i obrazami trudnymi do jednoznacznej interpretacji. Jest to jednak język tajemnicy, celowo przez Boga zastosowany dla naszego dobra. Do wejścia w tajemnicę trzeba długo dorastać. Język obrazów, mitów, symboli umożliwia ten proces dorastania. Należę jeszcze do pokolenia, które ceniło definicje. Znało je i umiało je precyzować. Często z żalem patrzę na rzesze młodych ludzi, którzy opuszczają szkołę średnią i nie wiedzą, czym jest definicja, wielu kończy studia nawet z dyplomami, a nie potrafi precyzyjnie odpowiedzieć na najprostsze pytania. To jest jedna z największych słabości współczesnego pokolenia. To ona głównie stoi u podstaw marazmu życia i wielu jego klęsk. Ileż to razy małżonkowie po kilku miesiącach od ślubu odkrywają z przerażeniem, że się w ogóle nie rozumieją, że te same słowa znaczą dla jednego i drugiego zupełnie co innego. Jakakolwiek współpraca, nie mówiąc o organizacji wspólnego życia, musi bazować na wspólnym i precyzyjnie rozumianym języku. To nie przypadek, że jedno z pierwszych zadań, jakie Bóg wyznaczył Adamowi, polegało na sporządzeniu słownika. Kto chce się dogadać z Bogiem i z ludźmi, musi taki język opanować. ks.E.S. „Błogosławiony każdy, kto boi się Pana, kto chodzi Jego drogami” (Ps 128, 1) Pierwsze czytanie, psalm responsoryjny i Ewangelia z dnia zbiegają się w temacie rodziny. Ze Starego Testamentu czytamy wspaniałą kartę Księgi Rodzaju (2, 18-24), gdy Bóg przyprowadza przed człowieka „wszelkie zwierzęta ziemne i wszelkie ptaki powietrzne” (tamże 19), aby każdemu dał nazwę i przekonał się, czy między nimi znajduje się odpowiednia „pomoc” dla niego. Adam daje nazwę każdemu zwierzęciu, lecz żadne nie zaspokaja jego potrzeby towarzystwa i miłości. Wśród tak wielkiej rozmaitości istot żyjących człowiek zostaje sam, oddalony od wszystkich, wskutek najwyższego daru rozumu i woli, który go czyni „obrazem” Boga. Wówczas Bóg stara się wypełnić jego samotność: „Nie jest dobrze, zęby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (tamże 18). Stwarza niewiastę, a kiedy mu ją ukazuje, Adam unosi się radością, rozpoznając w niej towarzyszkę we wszystkim podobną do siebie: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!” (tamże 23). Niewiasta stworzona, aby stać się pomocą dla mężczyzny, uzupełnia go, podobnie jak on ją uzupełnia. Ta sama natura ludzka, lecz zróżnicowana w obydwu płciach, które według planu Bożego mają wielkie zadanie dopełniać się, podtrzymywać wzajemnie i współpracować z Nim dla rozmnożenia rodzaju ludzkiego. Stąd wniosek: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (tamże 24). Nierozerwalność małżeństwa tutaj ma swój korzeń, swoje głębokie i święte uzasadnienie. Kiedy faryzeusze będą pytali Jezusa o rozwód (Mk 10, 2-16), dozwolony przez Mojżesza w pewnych wypadkach, wtedy nie uczyni On żadnej różnicy, lecz zniesie go w sposób najbardziej bezwzględny odwołując się właśnie do tych słów Pisma. Pan oświadcza, że prawo Mojżeszowe było dane „przez wzgląd na zatwardziałość serc” ludzi (tamże 5), na początku zaś stworzenia nie było tak, Bóg bowiem stwarzając mężczyznę i niewiastę chciał, by byli złączeni „tak, by byli oboje jednym ciałem”. I kończy: „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela” (tamże 9). Kiedy uczniowie prosili Go o dalsze wyjaśnienie, Jezus potwierdził jeszcze tę naukę. W ten sposób nierozerwalność małżeństwa, potwierdzona już w zaraniu ludzkości, została w pełni odnowiona przez Pana. Ona zabezpiecza trwałość i świętość rodziny nie tylko dla dobra małżonków, lecz także dla dobra dzieci. Ewangelia dzisiejsza opatrznościowo kończy się urywkiem dotyczącym dzieci. Uczniów znudziło to nieustanne gromadzenie się małych wokół Mistrza, usiłowali więc je oddalić, a oto Jezus mówi: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże” (tamże 14); a biorąc je w objęcia i błogosławiąc, bez wątpienia przyjmował i błogosławił także matki, które je prowadziły. Zadaniem rodziców chrześcijańskich jest właśnie „wpajać chrześcijańskie nauki i ewangeliczne cnoty potomstwu przyjmowanemu z miłością od Boga” (KK 41). Naśladując ten przykład niewiast żydowskich, rodzice powinni prowadzić swoje dzieci do Jezusa, aby je błogosławił, aby wzrastając w Jego szkole, zachowały niewinność i kiedyś weszły do królestwa niebieskiego przygotowanego dla nich. W ten sposób małżeństwo przyczynia się do rozszerzenia królestwa Bożego, podobnie jak przyczynia się do tego, chociaż innymi drogami, dziewictwo poświęcone Bogu. Dwa różne powołania, lecz równie potrzebne i uzupełniające się. To, co rodzice czynią w obrębie rodziny dla wychowania chrześcijańskiego własnych dzieci, to samo ludzie poświęceni Bogu robią w społeczeństwie na rzecz dzieci innych ludzi, szczególnie najbardziej opuszczonych i potrzebujących przewodnictwa, by spotkać Jezusa i żyć według Ewangelii. Boże, Ty mocą swojej potęgi stworzyłeś wszystko z niczego, Ty wprowadziwszy ład na początku wszechświata dałeś człowiekowi stworzonemu na obraz Boży niewiastę jako nieodłączną pomoc, aby byli już odtąd oboje tylko jednym ciałem, a przez to pouczyłeś nas, że nigdy nie wolno rozłączyć tego, co z Twojego rozporządzenia miało jeden początek. Boże, Ty uświęciłeś związek małżeński przez tak podniosłą tajemnicę, że stał się on obrazem mistycznego związku Chrystusa z Kościołem. Z Twojej woli niewiasta łączy się z mężem, a związek ten, ustanowiony na początku, otrzymuje tak szczególne błogosławieństwo, iż go nie unicestwia ani kara za grzech pierworodny, ani wyrok potopu. Zwróć swoje dobrotliwe spojrzenie, o Panie, na każdą oblubienicę chrześcijańską, która jednocząc się ze swoim oblubieńcem, pragnie umocnienia Twoim błogosławieństwem. Niech ten związek będzie dla niej związkiem miłości i pokoju, aby mogła naśladować przykład świętej oblubienicy wychwalanej przez Pismo święte. Niech jej zawierzy serce oblubieńca; i uważając ją za towarzyszkę i współuczestniczkę życia łaski, niech odnosi się do niej zawsze z należytym uszanowaniem, miłuje ją, jak Chrystus umiłował swój Kościół. Udziel, o Panie, łaski, aby małżonkowie trwali niewzruszenie w wierze, wierni swoim obowiązkom i zawsze zjednoczeni, i jaśnieli nieskazitelnością życia. Umocnieni nauką Ewangelii niech się staną dla wszystkich prawdziwymi świadkami Chrystusa; obdarz potomstwem rodziców cnotliwych; niechaj oglądają potomstwo swych dzieci i doczekają się w końcu pogodnej starości, i osiągną życie wieczne w królestwie niebieskim (Mszał Polski: modlitwy mszy [7] Za nowożeńców). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXVIII niedziela zwykła Boża mądrość wskazuje drogę do prawdziwego skarbu, którym nie są ani bogactwa, ani jakiekolwiek inne dobra doczesne. „Co mam czynić?” – pyta bogaty młodzieniec. „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie” – odpowiada Chrystus. Serca ludzkiego nie zaspokoją namiastki. Więź z Bogiem i – w Bogu – z drugim człowiekiem jest prawdziwym skarbem, zdolnym nas zaspokoić i uszczęśliwić. Bogactwo dzielone z bliźnimi w potrzebie otworzy nam drogę do królestwa niebieskiego. Bogna Paszkiewicz U ludzi to niemożliwe Ten obraz ewangeliczny powtarza się w naszym życiu bardzo często: Chrystus przedstawia nam swoją propozycję, a my ją odrzucamy, bo boimy się, że będzie nas ona zbyt wiele kosztowała. Nie chodzi tu zaraz o grzech czy o złą wolę. Na ogół to, co z propozycji Boga odrzucamy, nie jest ścisłym obowiązkiem, lecz czymś „ponad”, czymś dobrowolnym, dodatkowym wysiłkiem czy ofiarą. Co ciekawe: często mówimy „a”, ale boimy się powiedzieć „b”. Łatwo jest rozpocząć dobre dzieło, ale trudno jest doprowadzić je do końca. Wynika to być może z tego, że nie tyle zależy nam na rzeczywistym efekcie, co na pewnych pozorach czy przeświadczeniu, że przecież chcieliśmy, mieliśmy szczerą i dobrą wolę, ale tak jakoś nam nie wyszło. Tzw. „dobre chęci” są znakomitym alibi, usprawiedliwiającym nasze lenistwo czy bezczynność. A często podjęcie jakiegoś wielkiego i nietuzinkowego projektu doskonale zwraca na nas uwagę i podziw innych, i to już nam wystarczy. Prawdziwy cel osiągnięty: dostrzeżono nas! Kto wie, ile z tych motywów towarzyszyło młodzieńcowi z dzisiejszej Ewangelii! Niewątpliwie miał dobre chęci i wiedział, do kogo się z nimi udać – do Chrystusa. Nie można mu także odmówić zapału i pobożności: wyrażały się one nie tylko w słowach, ale i w dotychczasowym postępowaniu, jeśli tylko nie była to czcza przechwałka. Nie brakowało mu także uprzejmości i dobrego wychowania. Do tego momentu wszystko było OK i stanowiło doskonały punkt wyjścia do propozycji Chrystusa. Propozycja ta wypływała z miłości, a miłość zobowiązuje człowieka i stawia mu wymagania. Dzięki nim wzrastamy i dojrzewamy w swoim człowieczeństwie. Ale to wymaga trudu, a nie każdego stać, żeby ten trud podjąć. A właściwie stać każdego, ale nie każdemu się chce. I tu jest cały problem. Bóg pragnie naszego duchowego wzrostu. Wie, że dokonuje się on przez wyrzeczenie, ascezę, rezygnację z wygód. Nie jest to łatwe i boimy się tego. Ale jest to jednak tylko jedna, negatywna strona medalu. Przeciwwagę stanowi łaska i pomoc Boga. Przejawia się ona przez owo „spojrzenie z miłością”, przez miłość i bliskość Boga. Jednakże na miłość tę trzeba odpowiedzieć. Jeśli zabraknie szybkiego odzewu, stracimy niepowtarzalną szansę. Wtedy zwykle ogarnia nas smutek, że przez małoduszność zmarnowaliśmy coś bardzo cennego. Pozostaje wygoda, pozostają różne „bogactwa”, ale pozostaje też pustka, której nie pozwoliliśmy Bogu zapełnić. Gdzieś za tym wszystkim czai się chyba lęk, zrodzony z braku zaufania do Boga. Tracimy to zaufanie wtedy, gdy zbyt liczymy na siebie samych i swój stan posiadania. To właśnie dlatego Jezus przestrzega nas przed bogactwem, bo stanowi ono alternatywę dla Bożej miłości. Bogactwo i pieniądze same z siebie nie są niczym złym. Ale podsuwają nam one kuszącą myśl, że dzięki nim można sobie samemu zapewnić wszystko, łącznie z nieograniczonym szczęściem, poczuciem bezpieczeństwa, wszechmocy, władzy nad światem. To jest najgroźniejszy jad, zatruwający nasze pieniądze. Właśnie dlatego zamykają nam one drogę do Boga: wmawiając, że Bóg jest już właściwie niepotrzebny, bo wszystko można zapewnić sobie dzięki nim, nawet nieśmiertelność i wieczną sławę. Jezus demaskuje te złudzenia w bardzo drastyczny sposób: to niemożliwe! Nic dziwnego, że wobec tak skrajnego postawienia sprawy, ogarniają nas wątpliwości odnośnie zbawienia. Chrystus je jednoznacznie rozwiewa: faktycznie, po ludzku zbawienia nie da się osiągnąć, ale można je przyjąć od Boga, jeśli tylko się Mu w pełni zaufa. To jest jedyny sposób: u Boga wszystko jest możliwe! ks.M.P. Wielbłąd i ucho igielne Ile razy rozważam spotkanie Jezusa z bogatym młodzieńcem, tyle razy wspominam te wszystkie rozmowy, w których ludzie stawiali pytania, a w rzeczywistości wyczekiwali na aprobatę ich postawy. Pytanie: „Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” prowokowało do sprawdzenia, co pytający dotychczas uczynił. A kiedy oświadczył, że przykazań dekalogu przestrzegał od swojej młodości, czekał jeno na pochwałę. Uzyskał ją w spojrzeniu Jezusa pełnym miłości. Nie spodziewał się jednak żadnych nowych wymagań. On miał już dobrze ustawione życie. Odkrył wartość dekalogu, na wierności przykazaniom budował przyszłość i cieszył się błogosławieństwem Boga na ziemi. Był bogaty. Wierność przykazaniom miała mu zapewnić zbawienie. Przyszedł do Jezusa tylko dlatego, by uzyskać pieczątkę pod własną koncepcją życia doczesnego i wiecznego. On już wszystko wiedział. On nie zamierzał nic zmieniać. Starotestamentalny ideał doskonałości religijnej doskonale harmonizował ze szczęściem doczesnym, które opiera się w dużej mierze na bogactwie. Odpowiedź Jezusa była dla niego bardzo niemiłym zaskoczeniem. On jej nie szukał. Człowiek, który szuka, cieszy się, gdy znajdzie przewodnika znającego to, czego szuka. Młodzieniec nie szukał, był pewien, że jest na dobrej drodze wiodącej do królestwa Bożego. Czekał jeno na aprobatę. Wielu ludzi jest podobnych do tego człowieka. Pytają, ale nie dlatego że interesuje ich prawda, lecz dlatego że potrzebują akceptacji ich koncepcji życia, ich rozwiązań, na które się zdecydowali. Gdy ktoś nie podzieli ich zdania, odchodzą smutni i mają często pretensje do pytanego, iż zburzył im pokój wewnętrzny. Jezus, czysta Prawda, wiedział, kto przed Nim stoi. Podobał Mu się ten młodzieniec. Podobała się jego maksymalistyczna postawa. Stał przed Nim kandydat na apostoła — Jezus wezwał go do wejścia na drogę wiodącą do życia wiecznego. Do dekalogu dodał jednak jeden warunek. „Idź, sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!”. Innymi słowy, Jezus zażądał od niego wysłania wpierw do Domu Ojca swojego doczesnego bogactwa, a dopiero po tej wysyłce obiecuje i jemu możliwość dotarcia do nieba. Takiego rozwiązania młodzieniec się nie spodziewał i mimo że Mistrz spojrzał na niego z miłością, „odszedł od Niego zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości”. Jezus wykorzystał to spotkanie dla pouczenia uczniów o wielkim niebezpieczeństwie ukrytym w materializmie. Młodzieniec nie zdecydował się na propozycję Jezusa. Wolał nie ryzykować wysyłania swych dóbr do nieba. Został na walizkach, strzegąc ich zawartości. Chrystus demaskuje główną metodę działania zła. Ono oczarowuje ludzi bogactwem i każe im w pieniądzach złożyć swoją ufność. Czyni ich przez to niewolnikami. Obciążeni dobrami tego świata nie są w stanie wejść do królestwa Bożego. Jezus jak zawsze, tak i w tym wypadku operuje bardzo konkretnym obrazem: „Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. Obraz był tak szokujący, że uczniowie postawili pytanie: „Któż więc może się zbawić?”. Ich rozumowanie było poprawne. Wielbłąd przez ucho igielne nie przejdzie. Po ludzku sądząc nikt nie ma szans zbawienia. Jezus jednak uspokaja: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”. Piotr chce mieć pewność, czy jego decyzja opuszczenia wszystkiego i pójścia za Chrystusem była mądrą decyzją. On zrealizował żądanie Jezusa, które tak zasmuciło młodzieńca. Mistrz go uspokaja. W ewangelicznym ubóstwie nie chodzi o to, by nic nie mieć, lecz o to, by być wolnym od dóbr doczesnych. Kto tę wolność posiądzie, już w tym życiu otrzyma „stokroć więcej”, a w przyszłym — życie wieczne. Kto wie, czy wielu ubogich ludzi Trzeciego Świata nie uprzedzi chrześcijan w królestwie niebieskim. Niejeden wykąpany w wodzie chrztu stanie przed bramą Domu Ojca jak wielbłąd przed uchem igielnym i stwierdzi, że przekroczenie tej bramy jest dla niego niemożliwe. Jezus kończy to pouczenie znamiennym ostrzeżeniem: „Wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”. To w tym kontekście należałoby odczytać wszystkie wizyty papieskie w krajach Trzeciego Świata. Jan Paweł II pragnie, by ludzie odkryli wartość ubóstwa. Pamiętając o ewangelicznej igle wzywa bogatych, by wielbłądzie garby dóbr tego świata rozdali ubogim i mogli wejść do królestwa niebieskiego. Biednych natomiast zachęca, by odkryli zbawczy wymiar swego ubóstwa. Jest to jeden z głównych wątków jego papieskiego nauczania. Skuteczność Bożego słowa Słowo Boga jest skuteczniejsze i ostrzejsze od najbardziej nowoczesnego laserowego noża. Przenika aż do rozdzielenia duszy i ducha, a więc osiąga to, co dla nas jest niezwykle trudne, wciąż jeszcze w pełni niemożliwe. Nie umiemy oddzielić życia od ducha, nie potrafimy osądzić pragnień i myśli serca. To słowo stworzyło jednak ludzkie wolne serce, i mimo iż je przenika i zna, idealnie do samego dna, nie ingeruje w nie i nie przestawia nic, by nie naruszyć jego wolności. Szanuje ten skarb, bo on decyduje o osobowości człowieka i czyni zeń partnera Boga zdolnego do spotkania z Nim na płaszczyźnie przyjaźni. Dobrze to widać w spotkaniu Jezusa z bogatym człowiekiem, który wypełniony był pragnieniem osiągnięcia życia wiecznego. Jego życie moralne było na wysokim poziomie. Ta szlachetność zachowana „od młodości” spotkała się z radosnym przyjęciem przez Jezusa. Rzadko Ewangeliści notują, iż Jezus „spojrzał z miłością”. Marek podkreśla to mówiąc właśnie o tym spotkaniu. Ta miłość Chrystusa pozwala, a nawet każe postawić wysokie wymagania: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz... Potem przyjdź i chodź za Mną!”. Piękne serce wezwane do przyjaźni z Jezusem musiało dokonać wyboru. Przyjaźń za cenę rezygnacji ze wszystkiego, a mówiąc ściślej, za cenę zamiany dóbr tego świata na dobra wieczne. Bogaty człowiek stanął ze swą wolnością na rozdrożu. Bóg objawił mu perspektywę nowego, innego życia. Szanował jego wolność, nie wywarł żadnej presji, choć wiedział, że droga, którą wybiera, będzie drogą jego życiowej klęski. Szacunek dla wolności, jaką Bóg obdarzył część stworzonych przez siebie istot, stanowi jedyną granicę dla wszechmocy Bożego słowa, dodajmy granicę przez Niego samego ustanowioną. Jak niesamowitą wartością jest zatem nasza wolność, skoro to Słowo, które stwarza zdumiewająco wielki kosmos, puka jedynie do drzwi naszego serca i w progu przekazuje nam wiadomość o możliwości jego ubogacenia. Mimo iż doskonale wie, co w tym naszym sercu jest, nie wchodzi do niego, lecz czeka, aż zaprosi je do jego wnętrza. Gdybyśmy znali tajemnicę naszej wolności, którą szanuje sam Bóg, odkrylibyśmy wielkość naszej godności. Wolność nasza nie zwalnia nas jednak z odpowiedzialności za przyjęcie lub odrzucenie słowa Bożego. Zamknąć przed Bogiem drzwi swego serca może tylko głupiec. Wolność winna bardzo uważnie śledzić konsekwencje swoich decyzji, bo tylko ich dobra znajomość umożliwia trafność dokonanego wyboru. Słowo Boga jest wszechmocne, a człowiek może je odrzucić, nie na zasadzie swojej wszechmocy, lecz na zasadzie wolności. Jest to niezwykle głęboka tajemnica, do której trzeba nam wracać, i to często, jeśli chcemy wykorzystać w pełni zarówno wolność, jak i łaskę wszechmocnego Boga. Pod murem klauzurowego klasztoru ludzie marginesu społecznego urządzili sobie melinę. Dwa światy sąsiadujące ze sobą bardzo blisko. Grube mury, małe zakratowane okna dzielą dwie wspólnoty. W jednej spotykają się siostry zakonne, które odpowiedziały na łaskę Bożą, w drugiej mężczyźni i kobiety sięgające po grzech. O przynależności do jednego czy drugiego świata zadecydowała wola. Słowo Boga było skierowane do każdego. Jedni powiedzieli swoje „tak”, drudzy nie chcieli zrezygnować z karmienia swego ciała. Kochający Bóg delikatnie wspiera tych, którzy wybrali świat łaski. Cierpliwie czeka ze swym przebaczeniem na tych, którzy poszli swoimi drogami. Wolność opowiedzenia się po stronie Boga czy grzechu to jedna z najgłębszych tajemnic. Chwała każdemu, kto umie powiedzieć Bogu „tak”. ks.E.S. „Naucz nas, Panie, liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość...” (Ps 90, 12) Teksty Pisma świętego na dzień dzisiejszy mówią o wartości mądrości, przeciwstawiając ją bogactwu i podkreślając jej znaczenie. Pierwsze czytanie (Mdr 7, 7-11)” przytacza pochwalę mądrości, jaką wypowiedział Salomon, który ją cenił ponad wszelkie inne dobro. „Modliłem się i przyszedł na mnie Duch mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku” (tamże 7-9). Bogactwo jest wartością czysto ziemską i dlatego przemijającą; mądrość natomiast posiada wartość nieprzemijającą, „nie zna snu blask od niej bijący” (tamże 10), trwa na wieki. Nie chodzi tu jednak o mądrość ludzką, ale o mądrość pochodzącą od Boga jako promień Jego nieskończonej mądrości. Mądrość boska została dana ludziom przez słowo Boga, które jest jej pewnym przekaźnikiem. Jego cechy przedstawia drugie czytanie (Hbr 4, 12-13). „Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha... zdolne osądzać pragnienia i myśli serca” (tamże 12). Kto chce dać się prowadzić mądrości boskiej, powinien rozważać słowo Boże, zgodzić się, by ono przenikając serce oświecało je i oczyszczało, sądziło i pobudzało, by serce mogło odrzucać wszystko, co nie jest ze słowem zgodne. Nie można pozostać obojętnym wobec słowa Bożego; ono zobowiązuje człowieka, aby się opowiedział za lub przeciw niemu, a zatem, by okazał, czym jest wewnątrz. Ewangelia (Mk 10, 17-30) idzie jeszcze dalej i ukazuje wcielenie mądrości, przede wszystkim w Jezusie jako w Mądrości Ojca, a potem w Jego nauczaniu. Młodzieniec, który może oświadczyć, że przestrzegał przykazań, a więc że żył mądrze według słowa Bożego „od młodości” (tamże 20), przedstawia się Mistrzowi jako ktoś, kto pragnie uczynić jeszcze więcej. „Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: »Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną«„ (tamże 21). Jezus ukazuje mu najwyższą mądrość: wyrzec się wszystkich dóbr ziemskich, by naśladować wyłącznie Jego, Mądrość nieskończoną. Nie jest to obowiązek, lecz wyraźne zaproszenie, by „za nic uważać bogactwo” w porównaniu?. dobrami wiecznymi i naśladowaniem Chrystusa. Słowo Pana przenika serce młodzieńca i wywołuje w nim rozterkę. Niestety, wezwany nie opowiada się za Nim: „ale spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości” (tamże). Również Jezus zasmucił się i wyjaśnił: „Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego!” (tamże 23). Tutaj, jak i na innych miejscach Ewangelii, bogactwo okazuje się niepokonaną przeszkodą na drodze do zbawienia. Nie dlatego, że samo w sobie jest złe, lecz dlatego, że człowiek jest bardzo skłonny przywiązywać się do niego tak bardzo, że stawia je nad Boga. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne — dodał Jezus — niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (tamże 25). Uczniowie byli „zdumieni”; słowa Mistrza wydają się przesadne. On jednak nie wycofuje się, aczkolwiek pozwala mieć nadzieję, bo chociaż każdemu człowiekowi, a nie tylko bogatym, trudno jest się zbawić, to „u Boga wszystko jest możliwe” (tamże 27). Bóg nie odmawia swej łaski temu, kto prosi o nią z pokorną ufnością i wzywa pomocy Bożej, aby móc pokonać przeszkody, jakie stają mu na drodze. Szczęśliwi Apostołowie, którzy posiadając niewiele, nie wahali się opuścić wszystkiego: domu i sieci lub roli, matki i ojca, braci i sióstr, dla Chrystusa i dla Ewangelii. Modliłem się do Ciebie, o Panie, i dałeś mi zrozumienie, przyzywałem i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność fizyczną i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący. Wraz z nią dałeś mi wszystkie dobra, o Panie; w jej ręku niezliczone bogactwa... jest ona dla ludzi skarbem nieprzebranym: ci, którzy go zdobyli, zjednali sobie Twoją przyjaźń i stali sip Tobie miłymi (Księga Mądrości 7, 7-11, 14). Jakże niczym jest wszystko, co czynimy lub co możemy uczynić dla Ciebie, Boże mój, który raczysz miłościwie zostawać w łączności z takim jak ja robakiem! A kiedy dana nam jest nadzieja, że już w tym życiu możemy się cieszyć Twym obcowaniem, dlaczegóż jeszcze czekamy? Czemu się ociągamy? O Panie, jaka jest siła zdolna powstrzymać nas, byśmy choć na chwilę zaprzestały za przykładem oblubienicy szukać Cię, o Panie, po ulicach i rynkach? Wszystko, co jest na świecie, jest złudzeniem, jeśli nam do tego celu nie dopomaga! I chociażby wiecznie trwać mogły wszystkie uciechy, bogactwa i rozkosze jego i chociażby były tak liczne, żeby przewyższały wszelką wyobraźnię — wszystko to śmieci i gnój w porównaniu z tymi skarbami, których posiadaniem cieszyć się mamy bez końca. A i te skarby jeszcze niczym są w porównaniu ze szczęśliwością posiadania Ciebie, Panie i Władco wszystkich skarbów nieba i ziemi. O ślepoto ludzka! Kiedyż już, kiedyż zejdzie nam z oczu ta ziemia?... Naucz nas, Panie, posługiwać się naszymi błędami przynajmniej w tym celu, abyśmy poznali głębiej naszą nędzę. Niech te błędy otworzą nam oczy i poprawią wzrok nasz wewnętrzny, na podobieństwo błota, którym pomazałeś oczy ślepego i uzdrowiłeś go. Spraw, abyśmy coraz wyraźniej widzieli nasze niedoskonałości i goręcej błagali Cię, abyś z nędz naszych wyprowadził dobro, iżbyśmy we wszystkim stali się przyjemnymi Tobie (św. Teresa od Jezusa: Twierdza wewnętrzna VI, 4, 10-11). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXIX niedziela zwykła W dzisiejszych czasach często wydaje się, że wszystko, co ten świat oferuje, słusznie nam się należy. Dążymy do zaszczytów, do zaspokojenia potrzeb materialnych, nieraz ponad miarę, bierzemy udział w „wyścigu szczurów”, robimy wszystko, aby stać się „wielkimi”. A tymczasem mamy czerpać wzór z naszego Mistrza: wielki jest ten, kto służy. Ta zasada nie odnosi się tylko do rządzących, ale do każdego z nas, bo za każdego z nas Chrystus oddał życie, każdy z nas w nadziei jest już zbawiony. H.O. Żeby służyć” Doskonale rozumiemy Jakuba i Jana, którzy przyszli prosić o przywileje, i chyba jeszcze lepiej rozumiemy pozostałych Apostołów, którzy przeciwko temu zaprotestowali; nie z jakichś szlachetnych pobudek, ile raczej przez zwykłą zazdrość. Rozumiemy to, bo sami jesteśmy do nich podobni: też byśmy zabiegali o wpływy i też oburzalibyśmy się na tych, którzy by nas ubiegli. Przez te dwa tysiące lat człowiek nie wiele się zmienił, a jeśli już, to chyba na gorsze. Ale te nienajlepsze skłonności ludzkiej natury mogą zostać odmienione przez Chrystusa, jeśli Mu zaufamy i pójdziemy za Nim. Właśnie to dokonało się u Apostołów: z porywczych i często samolubnych rybaków, przemienili się w dojrzałych, zdolnych do poświęcenia, ofiary i służby świadków Chrystusa. Jednakże zanim dobrze zrozumieli słowa Chrystusa i odpowiedzieli na Jego wezwanie, najpierw chcieli Go wykorzystać dla swoich celów, albo raczej chcieli upiec przy Jego ogniu swoją własną pieczeń. Żądza zaszczytów i przywilejów, żądza sławy i władzy, jest jednym z najsilniej zakorzenionych w ludzkiej naturze dążeń. Chrystus rozumie te ambicje i akceptuje je, ale chce je przemienić w taki sposób, by z siły egoistycznej i niszczącej, stały się energią twórczą, popychającą człowieka do heroizmu i służby dla wspólnego dobra. Żeby to jednak mogło się dokonać, człowiek musi przejść najpierw próbę, taki duchowy chrzest, w którym wyrzeknie się siebie, swoich pożądań, egoistycznych dążeń, ambicji. Wyrzeknie się, to wcale nie znaczy, że stłumi lub będzie udawał, że już ich nie ma. To znaczy raczej, że podda je Chrystusowi i zdecyduje się na prawdziwą wielkość, a nie tylko na jej pozory, oparte na przemocy, propagandzie lub przekupstwie, że dostosuje do wzoru, który On nam pozostawił. Jest to wzór skrajnie przeciwny do tego, który podsuwa nam świat i ci, którzy rządzą narodami. Świat preferuje kierunek do siebie: wszystko dla mnie, wszyscy do mnie, wszystko moje. Chrystus przeciwnie: wszystko dla innych, On dla wszystkich. Nie przyszedł, żeby Mu służono, lecz żeby służyć; nie przyszedł, żeby coś zabierać, lecz żeby dawać, i to do końca, łącznie z życiem. To jest Jego styl, który nam pozostawił do naśladowania, to są wskazania, które nam zapisał w Ewangelii i dał osobiście przykład, jak należy je realizować. Czy Kościół zawsze się z tego zadania dobrze wywiązywał? Cóż, pewnie nie, bo Kościół składa się z ludzi, którzy nie zawsze dobrze rozumieją Boga. Ale obok nich zawsze byli w Kościele i tacy, którzy to wezwanie zrealizowali w stopniu heroicznym. Gdyby nie oni, nie ich wpływ na kulturę, moralność, politykę, świat dawno już pogrążyłby się w chaosie wojen i nienawiści. Albowiem władza oparta na egoizmie i żądzy sławy, prowadzić może tylko do ucisku i niesprawiedliwości. Bez przemocy bowiem nie utrzyma się ani jednego dnia. Czyż długo trzeba szukać ilustracji? Współczesny świat, telewizja, prasa, rozmaite kampanie wyborcze, dostarczają nam przykładów bez liku. Na mniejszą skalę możemy to zaobserwować w swoim mieście, zakładach pracy, szkołach, nawet pewnie we własnej rodzinie. Jeśli te sytuacje przeanalizujemy, zobaczymy, że u źródeł brakuje tego, o czym mówił Chrystus: pokory, służby, poświęcenia. Dopóki nie damy się ochrzcić chrztem, który przeszedł Chrystus, nie weźmiemy do rąk Jego kielicha, nie potraktujemy poważnie Jego słów, nic się na lepsze nie zmieni. Nie czekajmy, aż będzie za późno. ks. M. Pohl Majestat pokory Zdumiewający tupet okazali dwaj synowie Zebedeusza, umiłowany uczeń Jezusa Jan i jego brat Jakub, gdy przedstawili prośbę, by w chwale Mistrza jeden z nich siedział po prawej stronie a drugi po lewej. Szokuje sama prośba świadcząca o nieopanowanej ambicji braci i szokuje sposób, w jaki proszą. Chcąc mieć pewność, że zostaną wysłuchani, wpierw stawiają żądanie: „Chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy”. Przygotowują grunt. Słowo „chcemy” świadczy wyraźnie o próbie „wymuszenia” na Jezusie realizacji prośby. To już nie jest prośba, to jest żądanie. Ta historia często się powtarza. Wielu podchodzi do Boga nie z prośbą, lecz z żądaniem. Rzecz się ma podobnie jak w kawiarni, gdzie gość przy stoliku prosi kelnera, ale jego prośba jest żądaniem. Kelner ma obowiązek spełnić tę prośbę, a gość ma prawo stawiać żądania. Przeniesienie tej postawy na Boga to poważne nieporozumienie. Jest bowiem wręcz odwrotnie, to Bóg mógłby potraktować człowieka jak kelnera, jak pełniącego Jego polecenia, nigdy odwrotnie. Z Ewangelii dowiadujemy się, że nawet Bóg nie traktuje człowieka jak chłopca na posyłki, choć ma do tego prawo, lecz traktuje go jak przyjaciela. Tymczasem człowiek ma tendencje do sprowadzania Boga do roli swego sługi. Rodzi się więc ta tendencja w sercu nadętym pychą. Człowiekowi się wydaje, że im częściej wydaje rozkazy, tym jest ważniejszy. Im więcej ludzi jest do jego dyspozycji, tym większa jest jego wartość. Sny o wielkości łączą się z reguły z rzeszą wielbicieli, dumą sukcesu, rozgłosem i podziwem. Człowiek jednak nigdy nie będzie sobą, jeśli stara się realizować życie w garniturze o dwa numery dla niego za dużym. Prawdziwa wielkość umie zająć właściwe miejsce. Każdy z nas ma przygotowane miejsce przez Boga zarówno tu na ziemi, jak i w niebie. To drugie jest ściśle uzależnione od postawy, jaką zajmiemy wobec miejsca przygotowanego na ziemi. Jeśli potrafimy je przyjąć z radością i zrealizować życie tak, jak zaplanował Bóg, to i w przyszłym życiu odnajdziemy się w pełni. Ten, komu nie odpowiada, jako zbyt niskie lub zbyt wysokie miejsce wyznaczone na ziemi, nie będzie szczęśliwy ani tu, ani tam. Jakże często Jezus musiałby nam powiedzieć: „Nie wiecie, o co prosicie”. Nasze modlitwy przypominają żądanie synów Zebedeusza. Chcemy, by Bóg spełnił naszą wolę. Chcemy wymusić na Nim, by swoją wolę dostosował do naszej. Śmieszny jest człowiek, który podchodzi do Boga z żądaniem. Zdradza w tym swoją głupotę. Gdyby pamiętał, kim jest Bóg, nigdy nie uczyniłby takiego nietaktu. Bóg jest mądrością pochyloną nad nami z miłością. Czy dziecko świadome miłości swego ojca odważy się żądać spełnienia swoich zachcianek? Czy nie jest ono przekonane, iż ojciec doskonale wie, co dla niego dobre, i uczyni wszystko, by je przy każdej nadarzającej się okazji ubogacić? Kobieta licząca blisko pięćdziesiąt lat odkryła, iż wszystkie nieszczęścia w jej życiu, a było ich sporo, wynikały z tego, że zmuszała Boga, by spełniał jej życzenia. Gdy się to nie stało, miała do Niego wielkie pretensje, a gdy się stało, okazywało się, że wychodziło to na jej niekorzyść. Stracone dziecko, rozbite małżeństwo, nieudane związki, konflikt z rodzicami, ciągłe poszukiwanie innej pracy, choroby... Zmęczona swym życiem odkryła, że najmądrzejszym rozwiązaniem jest zgoda na to, co daje Bóg. Dziś prosi Go o wiele rzeczy, lecz dodaje: „nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Dostrzegła mądrość Boga i korzyści, jakie daje zgoda na Jego wolę. Tysiąc razy lepiej poprosić Boga o coś do zjedzenia, niż stawiać żądania co do swojego menu. Ile razy człowiek coś „wymusi” na Bogu, tyle razy mu to zaszkodzi. Nie jest to jednak wina Boga, lecz człowieka. Trzeba sporo czasu i doświadczenia, by to dostrzec. Pokora polega na dobrowolnym zajęciu tego miejsca, jakie Bóg nam wyznaczył. Św. Augustyn napisał trafnie: „gdzie pokora, tam majestat”. Miejsce wyznaczone nam przez Boga jest zawsze otoczone majestatem Jego autorytetu. Ten, kto je dobrowolnie zajmie, odkrywa na nim swoją prawdziwą wielkość. Wspominamy dziś rocznicę wyboru Polaka na biskupa Rzymu. Ktokolwiek bliżej zna Karola Wojtyłę jako kapłana, biskupa, kardynała, papieża, ten stosunkowo łatwo odkryje, że jest on konkretnym urzeczywistnieniem słów św. Augustyna: „gdzie pokora, tam majestat”. Nie co innego, lecz umiejętność zajęcia, na każdym etapie życia, tego miejsca, które wyznaczył mu Bóg, decyduje o jego wielkości. Po latach jego pontyfikatu warto i z tego punktu widzenia spojrzeć na jego świadectwo. Wartość cierpienia Pił, wracając do domu robił wielkie awantury. Dzieci się bały ojca, żona chcąc ratować siebie i dzieci myślała o separacji. Nagle otrzymała wiadomość, że mąż po ciężkim wypadku znalazł się w szpitalu. Stanęła nad jego łóżkiem. Miał amputowane obie nogi i prawą dłoń. Po trzech miesiącach przywiozła do domu kalekę. Wkrótce jednak przekonała się, że przywiozła dobrego ojca i dobrego męża. Ze łzami w oczach przeprosił ją i dzieci. Zastrzegł, by do mieszkania nie wpuszczała żadnego z kolegów od kieliszka. Ich i swoją słabość obwiniał za swe kalectwo. Ciężką dolę potraktował jako oczyszczenie ze swoich grzechów. „Mam za co pokutować — powiadał — chciałbym, by moje dzieci mogły powiedzieć: „nasz tata jest kaleki, ale jest dobrym ojcem”. Chciałbym, by żona wiedziała, iż ją kocham nie tylko dlatego, że jestem zdany na jej opiekę, lecz dlatego, że mogę się radować jej przebaczającym i dobrym sercem. Dla mnie wielkie nieszczęście stało się łaską, a według żony najpiękniejszym dniem w jej małżeńskim życiu był mój powrót ze szpitala, powrót męża kalekiego, lecz nawróconego”. Samotna kobieta stanęła przed operacją. Nie miała siły, by zdecydować się na to cierpienie połączone z niewielką możliwością ratowania życia. Lekarze nie dawali jej większych szans. Mądry spowiednik poradził, by ofiarowała swe cierpienie z prośbą o nawrócenie kogoś, na kim jej w szczególny sposób zależy. Był taki człowiek. Porzucił ją dwa lata po ślubie, wprowadził w świat samotności. W następne trzy lata porzucił tę drugą kobietę z dzieckiem. Był winien wielu krzywd wyrządzonych ludziom z racji zajmowanego stanowiska. Kiedyś ona go kochała, po latach dalej był to jedyny człowiek jej życia, choć miłość ta bardzo bolała. Postanowiła przelać swoje cierpienie przez ręce Boga w jego serce. Z taką motywacją zgodziła się na operację. W szpitalu przebywała ponad pół roku. Kolejno trzykrotnie chirurdzy pochylali się nad nią. Ponad sześć miesięcy wielkiego cierpienia, tak jakby Bóg wziął ją za słowo i wycisnął z niej ostatnie krople sił dla ratowania duchowego życia jej męża. Wróciła do zdrowia i do pracy społecznej, w której po dramacie rozpadu małżeństwa znalazła sens swego życia. Pewnego dnia otrzymała zawiadomienie o śmierci swego małżonka. Zniszczył go rak w ciągu kilku miesięcy od chwili rozpoznania choroby. Na pogrzebie dowiedziała się, iż umarł pojednany z Bogiem. Na cmentarzu brat zmarłego podał jej kopertę. W niej trzy krótkie zdania męża skreślone przed jego śmiercią: „Piszę te słowa po spowiedzi. Joasiu, przepraszam Cię bardzo za wszystko. Przebacz — Mietek”. Boimy się cierpienia, czynimy wszystko, by się od niego uwolnić. Dziękujemy Bogu, gdy się to udaje. Ciągłą modlitwą wspieramy lekarzy i całą służbę zdrowia. Wiemy równocześnie, że cierpienie jest nie do uniknięcia. Że nawet wówczas, gdy je zlikwidujemy w dziewięćdziesięciu procentach, zostaje te dziesięć nieuniknionego. I tu my, uczniowie Mistrza, winniśmy umieć się zachować tak, by dni, godziny, czasem minuty cierpienia nie zostały stracone. Cierpienie posiada wielką wartość porządkującą nasze życie, oczyszczającą z grzechów już popełnionych i uzdrawiającą innych. Tylko w tym kontekście możemy zrozumieć słowa Izajasza proroka: „Spodobało się Panu zmiażdżyć swego sługę cierpieniem”, i słowa Jezusa skierowane do Jakuba i Jana: „Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie”. Chodzi o kielich cierpienia i chrzest bolesnych doświadczeń. Człowiek będący szafarzem swego cierpienia, umiejący je wykorzystać dla siebie i dla innych, staje się kapłanem i dysponuje mocą płynącą ze składanej przez siebie ofiary. Jeśli tę ofiarę połączy z ofiarą Chrystusa, jej moc przemienia ludzkie serca. ks. E. S. Dusza nasza wyczekuje Pana, On jest naszą pomocą i tarczą (Ps 33, 20) Liturgia eucharystyczna jest zawsze ofiarą, ponieważ jest pamiątką i celebracją Ofiary krzyżowej. Lecz dzisiejsza liturgia słowa szczególnie jasno ukazuje tę jej cechę, zwracając się całkowicie do tajemnicy męki i śmierci Jezusa. Pierwsze czytanie (Iz 53, 10-11) zapowiada ją w krótkich wierszach, które objawiają plan Boży względem „Sługi Pańskiego” będącego figurą Chrystusa. „Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem” (tamże 10), taka była wola Boga, który raczył dać swojego Jednorodzonego na zbawienie świata. Taką była wola Chrystusa, który dobrowolnie „wyda swe życie na ofiarę za grzechy” (tamże). Ta dobrowolna ofiara „usprawiedliwi wielu” (tamże 11), czyli zbawi mnóstwo ludzi, zbawi wszystkich, którzy chcą być zbawieni. Ceną będzie Jego śmierć, przez którą odpokutuje „ich nieprawości” (tamże). Istotnie grzech nie jest małą rzeczą, a miłość Boga ku ludziom nie jest ani żartem, ani gołosłownym stwierdzeniem, skoro dla odkupienia człowieka Bóg chciał, aby Jego Syn umarł na krzyżu. Śmierć przemieniła się w chwałę zmartwychwstania, lecz jedynie przez cierpienia i najstraszniejsze utrapienia. Ewangelia z dnia (Mk 10, 35-45) powtarza prośbę synów Zebedeusza w bolesnym kontraście z przemówieniem o męce, którą Jezus zapowiedział aż trzykrotnie: „Użycz nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie” (tamże 37). Człowiek stara się zawsze uciec przed cierpieniem, a zapewnić sobie zaszczyty. Lecz Jezus nie łudzi nikogo; kto pragnie mieć udział w Jego chwale, powinien pić z Nim gorzki kielich cierpienia: „czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” (tamże 38). Chociaż dwaj Apostołowie nie zrozumieli jeszcze tajemnicy krzyża, odpowiadają twierdząco: „Możemy” (tamże), a ich odpowiedź jest proroctwem. Kiedyś istotnie, gdy już zrozumieją głębokie wymagania płynące z naśladowania Chrystusa, potrafią cierpieć i umrzeć dla Niego; lecz chociaż to uczynią, będą musieli wyrzec się wszelkiego pragnienia pierwszeństwa. W Kościele Chrystusowym nie ma miejsca na nędzne współzawodnictwo pychy ani na chytre dążenie do osobistych celów, ani na zarozumiałość powodzenia, chwały, wywyższenia nad innych. Kto pozwala się opanować takim nieuporządkowanym pragnieniom, postępuje nie jak chrześcijanin, lecz jak poganin: „Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je — mówi Jezus —. .. nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich” (tamże 42-43). Jeśli może być wałka między chrześcijanami, to tylko o zajęcie miejsca wymagającego większej służby, lecz i to bez zarozumiałości. Nie wolno wynosić się nad innych, lecz trzeba raczej znikać. Jezus daje tego przykład, On, który „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (tamże 45). Zatem służyć niosąc krzyż za siebie i za innych, cierpieć, by odpokutować winy własne i drugich, ofiarować się z Jezusem „na okup za wielu”, za wszystkich. Św. Paweł, by zachęcić wierzących do niesienia krzyża (II czytanie: Hbr 4, I4-16), przypomina, że mają w Jezusie „Arcykapłana wielkiego”, który będąc podobnym we wszystkim do ludzi, zna ich słabości, doświadczywszy ich na wszelki sposób „z wyjątkiem grzechu”. Teraz zaś siedzi po prawicy Ojca i wstawia się za nimi. Podlegał cierpieniu jak oni, konał i drżał jak oni wobec cierpienia i śmierci, może więc nie tylko współczuć im, ale nawet spieszyć im z pomocą. „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili” (tamże 16). O Panie mój, gdy wspomnę na Twoje wielkie cierpienia i że wcale na nie nie zasługiwałeś, nie wiem, co mam powiedzieć o sobie? Nie wiem, gdzie miałam rozum wówczas, gdy uciekałam od krzyża, nie wiem, gdzie go mam i dzisiaj, gdy w czymkolwiek chcę uniewinniać siebie! Wiesz dobrze, o Najwyższe Dobro moje, że jeśli jest we mnie co dobrego, nie z innych rąk to otrzymałam, tylko z Twoich. Cóż Cię to kosztuje, Panie, czy mniej dasz czy więcej? Jeśliby Ci chodziło o zasługę moją, to również niegodną byłam tych łask, które mi już dałeś. Czy to rzecz podobna, bym ja pragnęła, aby ktokolwiek dobrze myślał o takim, jakim ja jestem, złym stworzeniu, kiedy tyle mówiono złego na Ciebie, który jesteś Dobrem nad wszystkie dobra? To byłoby nie do zniesienia, tego ścierpieć niepodobna, Boże mój! I nie zniosłabym tego, byś Ty ścierpiał w służebnicy Twojej cokolwiek, co by nie było przyjemnym w oczach Twoich. Moje oczy są ślepe, Panie; zdaje im się, że byle co już będzie Tobie przyjemne. Oświeć je, Ty, światłością Twoją! Spraw, niech pragnę być przez wszystkich wzgardzona za to, że również ja gardziłam Tobą, który mnie umiłowałeś taką wierną miłością. Lecz my jesteśmy tak bardzo skłonni wywyższać się, że chociaż nie ma nad kogo wywyższać się do nieba, jednak trudno uniżyć się nam w czymkolwiek. O Panie, Panie! Czyż Ty nie jesteś wzorem naszym i Mistrzem? Bez wątpienia, że jesteś. Na czymże więc Ty opierałeś cześć Twoją, Ty, który jesteś naszym zaszczytem? Ach, Panie!... Poniżając siebie aż do śmierci. W ten sposób nie tylko nic nie straciłeś, lecz przeciwnie, zyskałeś tym większą cześć i zyskałeś ją tym większą dla nas wszystkich (św. Teresa od Jezusa: Droga doskonałości 15, 5; 36, 5). o. G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
6 lat temu
Przepiękne, mądre wpisy i dające do myślenia wpisy. Czy można skontaktować się z Księdzem poza forum? Bo chciałabym o coś zapytać-Ksiądz ma na pewno dużą wiedzę, może zechce mi poradzić w pewnej kwestii (częściowo związanej z wiarą)? Pozdrawiam i serdeczne szczęść Boże.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Proszę napisać na rob77@op.pl
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXX niedziela zwykła Wciąż jesteśmy rozpięci między grzechem a życiem w Duchu, między doczesnością a nadzieją wieczności. Już poznaliśmy Chrystusa i należymy do Niego przez chrzest, a jeszcze ciemności próbują się wedrzeć w nasze życie i oderwać od Niego. Już coś wiemy, rozumiemy, ale jeszcze nie do końca… Chrystus jest Tym, który przywraca wzrok niewidomym; Tym, który na nasze życie rzuca światło przez Ewangelię. Wołajmy dziś do Niego, z głębi naszych serc, aby rozproszył nasze ciemności i przyciągnął nas do siebie – nierozerwalnie, na zawsze. H.O. Co chcesz, abym ci uczynił? Żeby dobrze zrozumieć przesłanie dzisiejszej Ewangelii i wyciągnąć z niej praktyczne wnioski, warto wczuć się w postać i sytuację Bartymeusza. Z pozycji człowieka zadowolonego z życia, sytego, zdrowego i pewnego siebie, nie da się bowiem wykrzesać z siebie autentycznego krzyku modlitwy i wiary. Bartymeusz był pozbawiony wszystkiego: najpierw wzroku, potem środków do życia, wreszcie ludzkiej życzliwości. Skazany był na ciemność, żebraninę i ludzkie drwiny bądź litość. Kto wie, może wielu z nas dostrzeże pewne podobieństwa między Bartymeuszem, a swoją własną sytuacją? Jak wielu z nas żyje w wewnętrznych ciemnościach: skołowania sprzecznymi ideologiami, reklamą, fałszem bądź półprawdami, zaślepienia grzechem, rozpaczą, nienawiścią, pożądaniem. To skołowanie i zaślepienie powoduje, że stajemy się niezdolni do samodzielnego i odpowiedzialnego życia. Przejawia się to w bierności, bezrobociu, zamykaniu się w sobie, rozmaitych ucieczkach w alkohol, seks, narkotyki. Dość dobrym obrazem takiej postawy jest bezczynne siedzenie przy drodze swego życia. Nic dziwnego, że ta bierność skazuje nas na żebraninę: zamiast samemu decydować o sobie, jesteśmy zdani na innych, na to, co nam dadzą, podsuną, łaskawie rzucą do kapelusza. Nie stać więc nas na samodzielne myślenie, opinie, poglądy, decyzje. Ktoś to robi za nas, a my to przyjmujemy, bo nie stać nas na samodzielność. Kto wie, czy sytuacja Bartymeuszów XX wieku, nie jest trudniejsza od tej sprzed dwóch tysięcy lat. Czy wobec tego nie mamy wyjścia i jesteśmy skazani na taką marną wegetację? Nie, jeśli tylko potrafimy tak jak Bartymeusz wykorzystać swoją życiową szansę. Tą szansą jest Jezus Chrystus. Brzmi to dość ogólnikowo, jak reklamowy slogan. Zobaczmy więc, co się za tym hasłem kryje. W swojej beznadziejnej sytuacji Bartymeusz usłyszał pewnego dnia, że w pobliżu przechodzi Chrystus. Musiał już o Nim wcześniej słyszeć, a teraz nadzieje stały się realne. Zaczął z całych sił krzyczeć. Wyobraźmy sobie, że zabłądziliśmy w górach w czasie śnieżycy i wzywamy pomocy: od tego, czy nas ktoś usłyszy, zależy nasze życie. Właśnie tak należy się modlić: z taką nadzieją i determinacją, jakby od tego zależało nasze życie. Tak właśnie zaczął krzyczeć Bartymeusz, bo od tego faktycznie zależało jego życie. Było to zarazem wyznanie wiary w Jezusa – Mesjasza. Nie wszystkim takie głośne wyznanie wiary przypadło do gustu: może naruszało ich głębokie „poczucie tolerancji”, może stanowiło wyrzut sumienia z powodu własnej słabej wiary, może obawiali się konfrontacji wiary z rzeczywistością? Dość, że woleli, aby Bartymeusz milczał. W tym względzie do dziś nic się nie zmieniło: publiczne przyznawanie się do wiary jest nadal niemile widziane, i to zarówno przez niewierzących, jak i tych, którzy uważają się za wierzących. Oczywiście, że można sobie wierzyć, ale po co przesadzać, po co zaraz wszyscy mają o tym wiedzieć. Ale jeśli komuś zależy na pełni życia, a nie tylko na marnej wegetacji, jeśli ktoś wie, że tylko Chrystus może tę pełnię dać, to takie argumenty zdrowego rozsądku nic nie znaczą. To jest jeden ze sprawdzianów prawdziwej wiary: czy damy sobie wmówić, że lepiej siedzieć cicho. Jeśli damy, to znaczy, że nasz bóg jest słaby i nic nie może; jeśli nie damy, to znaczy że od tego Boga naprawdę coś może zależeć, więc warto z Nim trzymać, warto postawić wszystko na tę jedną kartę. Tak właśnie uczynił Bartymeusz: nie dał się uciszyć, dopóki nie stanął przed Jezusem i nie wypowiedział swej prośby. I nie omylił się w swoich rachubach: Chrystus go wysłuchał. Wysłucha także i nas. ks.M.P. Wiara to twórczość Miał czterdzieści pięć lat i wyższe wykształcenie. Wiele udzielał się w pracy społecznej. Lekarze odkryli, że na jego żołądku rośnie guz. Pobrano wycinek do analizy. On przerażony uwierzył, że ma raka. Uwierzył. Nie pomogły perswazje. Załatwiał wszystkie sprawy tak, by je wykończyć i oddać w cudze ręce. Porządkował mieszkanie. Oddawał rzeczy pożyczone. Stopniowo wyłączył się z wszelkiej pracy. Był coraz słabszy, nie wychodził z domu, nie mógł jeść, coraz częściej leżał i czekał na zbliżającą się śmierć. Lekarze bezradnie rozkładali ręce. Wiedzieli, że nie jest chory, ale wiedzieli również, że jeśli nie uwierzy, że jest zdrowy, to wkrótce umrze. Do dziś nie wiadomo, kto lub co wpłynęło na zmianę jego podejścia — uwierzył, że nie ma raka. Po miesiącu wrócił do zdrowia i pracy. Uwierzył, że może żyć, i żyje. Od tego głębokiego kryzysu upłynęło ponad piętnaście lat, a on cieszy się pełnią zdrowia i sił. Wiara to wielka siła przebicia decydująca o ziemskich losach człowieka. W trudnościach przegrywają ci, którzy nie wierzą, którzy opuszczają ręce i nie widzą perspektywy życia. Wszystkie wielkie dzieła na tej ziemi są zbudowane na wierze. Sportowiec musi wierzyć w zwycięstwo, samotna matka w możliwość wychowania dzieci, lekarz w szansę wyleczenia pacjenta... Ta wiara czyni cuda. Nie ma nic smutniejszego, jak spotkać ludzi „niewierzących” w możliwość zmiany sytuacji. Taka niewiara jest chorobą śmiertelną i bardzo zaraźliwą. Wiara religijna, polegająca na utrzymaniu kontaktu z żywym Bogiem, oparta jest na wierze naturalnej. Sięga dalej. Skoro u Boga nie ma rzeczy niemożliwych, to tam, gdzie po ludzku biorąc nie ma żadnych szans na zmianę sytuacji, w oparciu o Boga i z Nim można tę sytuację zmienić. Wiara religijna stanowi ukoronowanie wiary naturalnej. Jeśli jednak nie ma co ukoronować, trudno mówić o wierze religijnej. Ona stanowi zawsze najwyższe piętro zawierzenia. Wtedy, gdy się wyczerpią ludzkie możliwości, zostaje wiara w tę jedną, w Boga, który jest wszechmocny. Ewangeliczna scena uzdrowienia niewidomego żebraka Bartymeusza mówi o potędze wiary. Jego usilne wołanie: „Synu Dawida, ulituj się nade mną!” zostało przez Jezusa przyjęte jako wyznanie wiary. „Twoja wiara cię uzdrowiła”. W jak beznadziejnej sytuacji, sądząc po ludzku, znajdował się ten niewidomy żebrak, a nawet z niej jego wiara znalazła możliwość wyjścia. Wierzył w cud i cudu doświadczył. Gdybyśmy potrafili uwierzyć, jak on uwierzył, uwierzyć tak, by Syn Boga mógł pochwalić naszą wiarę, i w naszym życiu pojawiłyby się cuda. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że wcale nie trzeba walczyć z wiarą religijną, by zniszczyć jej twórcze działanie. Wystarczy jeno osłabić w ludziach wiarę w możliwość zmiany sytuacji na lepsze. Wmówić w nich, że nic się nie da zmienić. Wtedy stają się słabi, zaczynają chorować na niewiarę. Mogą jeszcze chodzić do kościoła, mówić pacierze, ale nie są już w stanie niczego dokonać. Zniszczono w nich siłę przebicia. Jest to perfidna metoda zniewalania człowieka. Okazuje się, że można być niewidomym i można być żebrakiem, a wierząc przebić się przez te wielkie ograniczenia. Można nie tylko uśmiechnąć się do życia, lecz i dokonać wielkich dzieł. Bóg potrzebuje ludzi, którzy wierzą w możliwość budowania lepszego świata; ludzi bez bielma na oczach, o odważnym spojrzeniu w przyszłość, i bez żebrania, które ubliża godności człowieka. Z takimi ludźmi pragnie współpracować. Wie bowiem, że oni nie zmarnują Jego łaski, oni potrafią ją wykorzystać twórczo. Człowiek wierzący to człowiek twórczy. Wiara to twórczość, bez niej ani człowiek nie urośnie, ani nie dokona żadnych wielkich dzieł. Wiara to twórczość — i dlatego ma tak wielu przeciwników. Jaki kapłan? Wielu Polaków chciałoby Polski amerykańskiej. Amerykański styl życia, propagowany przez środki masowego przekazu, idealizowany przez tych, którzy przywozili do kraju z różnych wyjazdów dolary, jest dziś tak mocny, iż zagraża tożsamości narodowej. Tendencje tego typu obejmują wszystko, i można je również śledzić w szukaniu nowego wzorca dla kapłana. Jego zasadniczą cechą jest bliski kontakt z ludźmi, a ponieważ ci mają tendencje do odpływania z Kościoła, do laicyzacji lub szukania „łatwiejszych” form chrześcijańskiego życia niż te, jakich wymaga Kościół katolicki, kapłani, aby ich nie tracić, są gotowi „łagodzić” wymagania. Głównym celem kapłańskiego działania staje się wówczas ułatwienie ludziom życia przez obniżanie wymagań stawianych przez Syna Bożego w Ewangelii. Problem jest bardzo poważny. „Każdy kapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy”. Słabości i tendencje społeczeństwa są zawsze w pełni obecne i widoczne w szeregach jego kapłanów. Oni się z tego społeczeństwa wywodzą. Rozumienie ludzi jest bardzo istotnym elementem kapłańskiego życia. Może on współczuć z nimi, „ponieważ sam podlega słabościom”, ale nie może się zgodzić na pełnienie ich woli, na dostosowanie bogactwa prawdy objawionej przez Boga do ich wymagań. Został bowiem ustanowiony przez Boga do reprezentowania Jego firmy zbawienia. On jest tylko pracownikiem w tej firmie. Ilekroć nie spełni dokładnie wymagań, jakie stawia Właściciel tej firmy, tyle razy naraża na stratę siebie i tych, którzy się chcą w sposób nieuczciwy w tej firmie ubezpieczyć. Kapłan musi bardzo jasno określić wymagania stawiane przez Boga, które mają na celu wieczne dobro człowieka. Jeśli tego nie uczyni, sami ludzie zaczną lekceważyć i jego, i firmę, którą prezentuje. To właśnie w tym tkwi w wielkiej mierze główny powód kryzysu kapłańskiego powołania. Tam, gdzie nie ma wymagań, ludzie szukający wartości nie przyjdą. Drugi powód jest jeszcze ważniejszy. Kapłan chcąc zapalić innych, sam musi płonąć ogniem Bożym. Tylko wtedy, gdy będzie przeżywał obecność Boga, a równocześnie znał skalę ludzkiej słabości, potrafi postawić Boże wymagania, równocześnie ukazując możliwość ich realizacji nawet w odległej perspektywie. Sam kapłan winien żyć Bogiem, który go powołał do pracy w firmie zbawienia, sam winien tego zbawienia doświadczać i żar swego serca przekazywać innym. Tego oczekuje dziś wielu ludzi zagubionych w doczesnych obliczeniach. Autor Listu do Hebrajczyków przypomina, iż godności kapłańskiej „nikt sam sobie nie bierze, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron”. To w odpowiedzi na to wezwanie ukryta jest tajemnica szczęśliwego kapłaństwa. Ten, kto zostaje kapłanem nie dlatego, że sam chce nim być, nie dlatego, że inni sobie tego życzą, lecz dlatego, że chce tego Bóg, pozostanie do Jego dyspozycji. Jeśli o tym zapomni, unieszczęśliwi siebie i wielu z tych, którym będzie przewodził. Tożsamość kapłańskiego powołania wymaga radości płynącej ze zgody na Boże wołanie, na zatrudnienie w firmie Bożego zbawienia. Kapłan nie może być ani polski, ani niemiecki, ani słowacki, ani amerykański, musi być wyłącznie Chrystusowy. Nie może się zgodzić na żadne pomijanie przepisów obowiązujących w firmie Bożego Zbawienia, bo wówczas jego posługa z jego winy okaże się nieważna i przez Boga nie zostanie uznana. Ponieważ chodzi o odpowiedzialność za wieczne losy człowieka, dramat pełnienia przez kapłana woli ludzi a nie Boga będzie brzemienny w następstwa. ks. E.S. Kto idzie za Tobą, Panie, będzie miał światło życia (J 8, 12) Kościół dzisiaj obchodzi liturgię światła, radości, wiary; światło i radość z powrotu narodu wybranego z wygnania (I czytanie: Jr 31, 7-9). Bóg pamiętał o “reszcie Izraela”, która pozostała Mu wierną, i On sam stał się jego przewodnikiem w czasie podróży do ojczyzny. Wszyscy powracają, nawet najbardziej dotknięci kalectwem i cierpiący, także “niewidomy i chromy” (tamże 8), kiedy bowiem prowadzi Bóg, niewidomi są oświeceni, a chromi nie utykają. Piękny obraz wewnętrznego nawrócenia z ciemności i bezdroży grzechu. Po ślepocie duchowej i ciągłym chromaniu między dobrem a złem człowiek, oświecony światłem Bożym, może postępować prostą drogą wiodącą go do Boga. Powrót jego jest radosny jak powrót Izraela: “Wśród pociech ich przyprowadzę. Przywiodę ich do strumienia wody równą drogą — nie potkną się na niej. Jestem bowiem ojcem dla Izraela” (tamże 9). Tak Pan przemawia do swego ludu i tak przemawia do każdego człowieka, który się do Niego nawraca. Choć pierwsze kroki powrotu mogą być przykre i trudne, to Bóg jako miłościwy Ojciec wychodzi naprzeciw swojemu stworzeniu, pokrzepia je żywą wodą łaski, podtrzymuje w walce, usprawnia do drogi. Ewangelia z dnia (Mk 10, 46-52) podejmuje temat w dwojakim aspekcie: uzdrowienia i nawrócenia do Chrystusa pewnego niewidomego. Jezus wychodzi z Jerycha, Bartymeusz zaś, który siedział przy drodze żebrząc, woła do Niego: “Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” (tamże 47). Niektórzy chcą go uciszyć, lecz on woła jeszcze mocniej. Niewidomy na ciele, widzi w duchu i poznaje w Jezusie Mesjasza, “Syna Dawida”. Wiara nie pozwala mu milczeć; jest pewien, że w Jezusie znajdzie zbawienie. Zwrócony do Niego, zaledwie Mistrz go zawoła, odrzuca płaszcz, zrywa się na nogi i staje przed Nim. Pan go zapytuje: “Co chcesz, abym ci uczynił?” A on: “Rabbuni, żebym przejrzał” (tamże 51). Dialog niezmiernie krótki, lecz istotny, wyrażający ze strony Jezusa wszechmoc, a ze strony Bartymeusza wiarę. Zetknięcie się tych dwóch sił wywołuje cud: “natychmiast przejrzał” (tamże 52). Zgaszone oczy niewidomego rozjaśniają się i widzą Jezusa, widzieć Go i iść za Nim to jedno. Światłu zewnętrznemu odpowiada światło wewnętrzne i Bartymeusz idzie za Panem. Chrześcijanin jak on jest “oświecony” przez Chrystusa; wiara otworzyła mu oczy: dała mu poznać Boga i Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Lecz czy wiara ta jest w nim tak żywa, aby go pociągnąć na serio do służby Bogu, do naśladowania Chrystusa? Drugie czytanie (Hbr 5, 1-6) porusza inny temat: kapłaństwo, a w szczególności kapłaństwo Chrystusa. Chrystus jest najwyższym i wiecznym Kapłanem z woli Ojca, który udzielił Mu tej godności, ustanawiając Go Pośrednikiem między sobą a ludźmi. Nie można dojść do Boga nie przechodząc przez ten pomost łączący ziemię z niebem, przez główną drogę, jaką jest Pan Jezus. Nie można żyć wiarą niezależnie od Niego, On bowiem “w wierze nam przewodzi i ją wydoskonala” (Hbr 12, 2). Źródłem i pokarmem dla wiary jest słowo Jezusa, ono oświeca świat i daje “światło życia” (J 8, 12); jest Eucharystia, w której On daje jako pokarm wzmacniający i oświecający swoje Ciało niepokalane na zbawienie ludzi. Każde sprawowanie Eucharystii jest tajemnicą wiary. W niej wierzący spotyka Jezusa-Kapłana i ofiarę, która go posila i prowadzi do Ojca. O Boże, Ty, który dajesz światło cielesne oczom ciała, czyż nie możesz użyczyć czystym sercom niegasnącego światła całkowitej wytrwałości, w której nie ma jakichkolwiek braków?... “U Ciebie jest zdrój życia, a w światłości Twojej będziemy oglądać światłość”... O Słowo, Ty jesteś zdrojem, a zarazem światłością... Dla spragnionego jesteś zdrojem, dla ślepego światłem. Spraw, aby otwarły się moje oczy, aby widzieć światło, aby otwarły się usta mojego serca, aby pić ze źródła. Piję to, co widzę i słyszę. Boże mój, Ty jesteś wszystkim dla mnie, jesteś wszystkim, co miłuję... Ty jesteś wszystkim dla mnie; jeśli jestem głodny, jesteś dla mnie chlebem, jeżeli jestem spragniony, jesteś dla mnie wodą, jeżeli pozostaję w ciemnościach, jesteś dla mnie światłem, które nie zanika, jeżeli jestem nieodziany, jesteś dla mnie szatą nieśmiertelności, gdyż to, co skazitelne, przyoblecze się w nieskazitelność, a to, co jest śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność (św. Augustyn). Panie Jezu, połóż ręce na moje oczy, abym zaczął patrzeć nie na te rzeczy, które można widzieć, lecz na te, których się nie widzi. Otwórz mi oczy, abym nie utkwił ich w teraźniejszości, lecz w przyszłości; uczyń jasnym spojrzenie serca, które ogląda Boga w duchu (zob. Orygenes). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Uroczystość Wszystkich Świętych Kiedy słuchamy dziś błogosławieństw Pana Jezusa, wydają się nam one odległe i nieosiągalne, tak jak wydaje się nam niedostępna świętość. Gdy jednak próbujemy odczytać je w kontekście życia naszych bliskich i przyjaciół, którzy już odeszli do Pana, a co do których nosimy w sercu przekonanie, iż przynależą do niezliczonej rzeszy Wszystkich Świętych, wtedy wezwania „błogosławieni jesteście” stają się niezwykle bliskie i realne. Świętość staje się dla nas dostępna dzięki „dziewiątemu błogosławieństwu”: „Błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka...”. Nasi bliscy święci, to ci, „którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”. ks. J. Szcześniak Przyjaźń ze świętymi W naszym wyznaniu wiary od chrztu powtarzamy: „Wierzę w świętych obcowanie” — tzn. wierzę w istnienie łączności między świętymi a mną, wierzę w to, że mogę obcować ze świętymi, a dzieje się to tylko wtedy, kiedy znam konkretnego świętego i mogę z nim zawrzeć przyjaźń. To mnie wprowadzi w wielką wspólnotę ludzi, którzy potrafili wygrać życie. Takim konkretem ukazującym autentyczność wiary w obcowaniu ze świętymi jest troska o to, by znać dokładnie życie przynajmniej kilku świętych. Obecnie w życiorysach ukazuje się konkretnych ludzi, którzy wędrowali drogą naszego szarego życia i potrafili wejść do domu Ojca Niebieskiego. Takie życiorysy dotyczą św. Maksymiliana Kolbego, św. Brata Alberta, św. Rafała Kalinowskiego. W nich już nie kładzie się nacisku na cuda, lecz na konkret życia, który w spotkaniu z tymi świętymi pozwala uwierzyć, że droga Ewangelii jest drogą możliwą do przebycia dla mnie. Wejście w grono świętych jest wejściem we wspólnotę żyjącą miłością, która ma to do siebie, że zawsze promieniuje. Jeżeli ktoś otwiera swoje serce na spotkanie z człowiekiem wielkiego formatu, to pozostaje pod działaniem doskonałej miłości wspólnoty ludzi świętych i w atmosferze ich miłości o wiele łatwiej mu wędrować ewangeliczną drogą. Trzeci ważny element, który decyduje o tym, byśmy sięgali w swoim życiu religijnym po spotkanie z konkretnym świętym, to ułatwienie odkrycia świętych ludzi, którzy dziś żyją na ziemi. Oni są obok nas, a my ich nie dostrzegamy dlatego, że mamy jakieś dalekie od prawdy wyobrażenie o świętości i od rzeczywistych wymiarów świętego wędrującego po ziemi. Dopiero autentyczne spotkanie ze św. Bratem Albertem czy św. Rafałem pozwala dostrzec wśród ludzi żyjących obok nas autentycznych świętych idących ewangeliczną drogą. Wspominamy dziś świętych i wspominamy zmarłych naszych bliskich, z których wielu jest już w ich gronie. Wszyscy zbawieni są święci. Pomyślmy i o naszej świętości, o tym, że jesteśmy w drodze do nieba. Chodzi o to, abyśmy za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, kiedy odprowadzą nas na cmentarz, należeli do grona świętych. Sens naszego życia leży w perspektywie należenia do grona ludzi szczęśliwych. To jest perspektywa nowego świata, który jest oparty na prawie miłości Boga i całego świata, który Bóg stworzył. Ta perspektywa pozwala spokojnie patrzeć na wszystkie trudności, niebezpieczeństwa, niesprawiedliwości, krzywdy, nawet morderstwa, które mają miejsce w świecie. Istnieje wspólnota ludzi żyjących miłością, a my chcemy do tej wiecznej wspólnoty należeć. Boska kultura bycia Dzień dzisiejszy jest uroczystością połączoną z nawiedzeniem cmentarza i to już wystarczy, aby kazanie ograniczyć w czasie, bo każdy krok mądrego człowieka po cmentarnej ziemi jest kazaniem. Ziemia ta mówi o kruchości i krótkości życia doczesnego, mówi o wartości cierpienia, które często poprzedziło odejście bliskich z tej ziemi, mówi o tajemnicy śmierci i o bólu rozstania. Trzeba tylko otworzyć serce, aby usłyszeć prawdę, którą kryje każdy cmentarz i każda mogiła. Kościół przyprowadza nas przed pozostawiony przez Jezusa Chrystusa model, najwyższego szczytu, jaki można osiągnąć tu na ziemi, model wysokiej góry, która sięga nieba i każe przypatrzyć się szlakom, które na nią prowadzą. Jest osiem tych szlaków, które Chrystus nazwał błogosławieństwami, osiem różnych szlaków prowadzących na ten sam szczyt doskonałości. Jedne krótkie i bardzo trudne, jak męczeństwo w czasie prześladowania, inne długie nastawione na posługę potrzebującym: „błogosławieni miłosierni”, albo na wędrówkę w samotności ducha: „błogosławieni czystego serca”. Kościół przypominając nam ten ewangeliczny model, pragnie, abyśmy wybrali jeden z tych szlaków i zdecydowali się na wędrówkę nim. Na tych szlakach można odkryć w pełni sens swojego życia. Równocześnie w Uroczystość Wszystkich Świętych Kościół ukazuje nam rzeszę ludzi, którzy już zdobyli ten szczyt. Wszyscy oni przestrzegają nas przed jednym błędem, przed tym, by nie sądzić, że świętość polega na wielkich rzeczach. Świętość to miłość objawiona w rzeczach małych. To matka i ojciec z miłością i dobrocią pochyleni nad dzieckiem od poczęcia, czasami aż do trumny. Świętość to troska o dobry posiłek, to codzienna posługa w kuchni, to uśmiech życzliwości i dobroci dla sąsiada, to odpowiedzialne obsługiwanie klientów w sklepie, to dobroć w biurze, w szkole. Święci nie muszą mieć studiów, nie muszą robić żadnej kariery, nie muszą posiadać żadnych wielkich talentów, ale jedno muszą posiąść w stopniu doskonałym — kulturę codziennego życia. To ona decyduje o wielkości człowieka, kultura codziennego życia, kultura słowa, ubierania, dyskusji i rozmowy, modlitwy. Można powiedzieć, że świętość to Boska kultura bycia, którą tu na ziemi może osiągnąć człowiek. Bo tylko człowiek o Boskiej kulturze bycia, dobroci, miłości, życzliwości może zamieszkać w domu Ojca Niebieskiego. Bez tej kultury nikt nie osiąga szczęścia wiecznego. Takich świętych nieznanych z imienia, którzy mieszkali wśród nas, dziś wspominamy i takich winniśmy naśladować wiedząc, że i o naszej wieczności decyduje ewangeliczna kultura naszego bycia. Żyjemy w świecie, w którym brak kultury, a nasze zadanie polega na tym, by promieniować w nim tą kulturą, której oczekuje od nas Bóg. ks.E.S.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXXII niedziela zwykła Trudno jest zrezygnować ze swoich praw i oddać coś, co uważamy za swoją własność, nawet gdy skłania nas ku temu sumienie. Słowo Boże głosi dziś pochwałę dwóch ubogich wdów, hojnie obdarowujących Boga i ludzi tym, co posiadały. Takiej postawy uczy nas również sam Jezus, który ofiarował samego siebie dla zgładzenia naszych grzechów. Obyśmy przyjmując Go w Eucharystii, nie rezygnowali z Jego aprobaty, pokoju, bliskości dla drobiazgów niewartych więcej niż garść mąki, kropla oliwy czy dwa drobne pieniążki. M.M. „Wrzuciła wszystko...” Na ogół dzisiejszą Ewangelię wykorzystuje się jako pretekst i okazję do poruszenia tematu ofiarności i utrzymania Kościoła. Faktycznie, jest to bardzo istotny temat i uboga wdowa stanowi dla wielu niedościgły wzór. Ma też dziś wielu naśladowców: obecnie Kościół utrzymuje się bowiem przede wszystkim z ofiar ludzi ubogich, których dochody oscylują w granicach socjalnego minimum. Bogaci wolą sponsorować bardziej spektakularne akcje niż tydzień miłosierdzia, remont dachu czy rachunek za ogrzewanie kościoła. A są to wszystko sprawy niezbędne dla funkcjonowania parafii. Ich zakwestionowanie czy niedofinansowanie grozi bowiem zachwianiem całej posługi duszpasterskiej. Po prostu: Kościół potrzebuje pieniędzy, i to w nominałach wprost proporcjonalnych do inflacji. „Waryński” wrzucony do koszyka stanowi co prawda dokładny odpowiednik jednego grosza z dzisiejszej Ewangelii, ale z drugiej strony to tylko równowartość paru zapałek... Z takim budżetem dużo się nie zdziała. To istny cud, że przy tak skromnych możliwościach materialnych, Kościół robi aż tak wiele. (Ubiegłoroczne dochody i rozchody Diecezji Kaliskiej zamykały się w kwocie kilku miliardów zł. Nie znam danych dotyczących budżetu województwa, ale sądzę, że jest to kilka bilionów. Mechanizm jest chyba dość prosty: kto ma mało, ten szanuje to, co ma. Drugi czynnik to wkład osobisty wielu osób z dużym poczuciem odpowiedzialności.) Ale nie to jest głównym tematem Ewangelii. Otóż kluczem do jej zrozumienia są słowa Chrystusa o ofierze wdowy: „wrzuciła całe swoje utrzymanie”. Nie było to wiele – jeden grosz, ale dla niej było to wszystko. O czym to świadczy? O nieograniczonym zaufaniu do Boga. Gdyby ta reszta pieniędzy została przeznaczona na jakieś głupstwo, byłaby to lekkomyślność; jeśli na chleb, byłoby to tragiczne. Ale to była ofiara. Ofiara to zewnętrzny wyraz zaufania do Boga: rezygnuję z części swego utrzymania, żeby symbolicznie pokazać Bogu, że liczę na Jego pomoc, że On jest dla mnie ważniejszy nad życie. Uboga wdowa pokazała to w sposób nie symboliczny, lecz dosłowny. Oddała wszystko Bogu, bo wiedziała, że w Nim ma wszystko, a nawet jeszcze więcej. Wiedziała, że na Nim może polegać bardziej, niż na swoim ostatnim groszu. Sama z siebie nie miała i nie mogła nic, ale skoro tak, swoim zaufaniem zmuszała niejako Boga do pomocy. Albowiem Bóg, jako kochający Ojciec, wie, że potrzebujemy niezbędnych środków do życia i nikogo, kto Mu ufa, ich nie pozbawi. Podobnie postąpi tata ze swoimi dziećmi: zaopiekuje się szczególnie tym, które ma najmniej i jest najsłabsze. Ale tu nie chodzi tylko o opiekę i pomoc Boga w sprawach doczesnych, lecz o zbawienie. Tu człowiek jest zupełnie bezsilny, bo tylko Bóg może nas zbawić. Wymaga to jednak naszego całkowitego zaufania i oddania się Bogu. Właśnie to uczyniła bohaterka dzisiejszej Ewangelii. I na pewno nie zawiodła się na Nim. Bóg nigdy nie zawiedzie tych, którzy Mu ufają i oddają swoje życie i sprawy w Jego ręce. Oczywiście, taka ofiara i zaufanie, wymagają dużo pokory i wiary. Człowiek nie lubi zawdzięczać innym zbyt wiele. Woli raczej być niezależny i sam zapewnić sobie utrzymanie. W dziedzinie życia doczesnego jest to zdrowa tendencja, ale niestety, przenosi się ona często na zakres życia duchowego i religijnego. Człowieka ogarnia wtedy zgubna pewność siebie, która szybko przeradza się w pychę: sam sobie poradzę, nie potrzebuję niczyjej łaski, nawet Boga! Towarzyszy temu przeświadczenie o własnej doskonałości i samowystarczalności. Jej rzekome zewnętrzne wyrazy zaczyna się więc pomnażać. Tą drogą poszli faryzeusze i pewnie wielu z nas. Ale te pozory nikogo nie zbawią, a Bogu skrępują ręce. ks.M.P. „Całe swe utrzymanie” W czasie wspinaczki górskiej w Himalajach dwóch alpinistów utknęło w ścianie. Gwałtowna zmiana pogody uniemożliwiła akcję ratunkową. Bezradni, czekali na wybawienie. Mieli dość czasu, by zrobić dokładny rachunek sumienia. Życie ich wisiało na włosku, wszystko zależało od wytrzymałości liny i pogody. Jeden wybiegał myślą do rodzinnego domu, gdzie czekała na niego żona i dwoje dzieci, drugi wiedział, że nikt na niego nie czekał. Był samotnym człowiekiem. I właśnie on miał ze sobą tabliczkę czekolady. Jedyny pokarm, jaki posiadali. Drugi nie miał nic. Pod koniec dnia właściciel czekolady postanowił podać połowę tabliczki koledze. Sam udał, że je, a w rzeczywistości swoją połowę zostawił na jutro. W drugim dniu wieczorem połamał tę połowę i część podał koledze. Sam nie wziął nic do ust. W trzecim dniu oddał mu resztę. Wyszedł z założenia, że kolega jako mąż i ojciec winien mieć większą szansę przeżycia tej przygody. On, skoro nikt na niego nie czeka, może umrzeć. Czwartego dnia pogoda się poprawiła i koledzy dotarli do nich niosąc ratunek. Wrócili z wyprawy szczęśliwie. Ale ten, który oddał swą czekoladę koledze, wrócił inny. Odkrył, na czym polega tajemnica dobroci. Zawsze mu się wydawało, że dobroć polega na przekazaniu innym tego, co mamy w nadmiarze. Teraz odkrył, że dobroć polega na podzieleniu się ostatnią kromką chleba. To jest troska o cudze dobro wyrażona w geście ofiary, w oddaniu tego, co człowiek potrzebuje. Trzeba przekroczyć granice własnej miłości i objąć troską drugiego. Taki gest świadczy o wielkości człowieka. Tę właśnie postawę pochwala Jezus, gdy zwraca uwagę Apostołom na ubogą wdowę, która wrzuciła do świątynnej skarbony dwa pieniążki. „Wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”. Przekroczyła dla Boga granicę swej miłości własnej. Ponieważ uczyniła to dla Boga, wyraziła w tym geście całą swoją miłość. Została bez środków do życia, oddała Bogu wszystko. Przy naszym wyrachowanym myśleniu, wielu taką kobietę uznałoby za nieroztropną. My bowiem widzimy w jej dłoni pieniądz i jej pusty żołądek, a nie dostrzegamy serca. Bóg zaś spogląda w serce i zna wielkość czynu, w którym człowiek potrafi przekroczyć bariery miłości własnej. Bóg raduje się ze wzrostu serca. Wspomniany na początku alpinista z perspektywy czasu odkrył, że groźna sytuacja, w jakiej się znalazł, była tylko narzędziem w ręku Boga dla ułatwienia mu odkrycia tajemnicy dobroci. Dostrzegł, że dla ludzkiego serca nawet sprawiedliwość jest za mała. Ono rośnie dopiero wówczas, gdy zdobywa się na gesty bezinteresownej dobroci. Sprawiedliwość jest wyrachowana, utrzymuje człowieka w świecie liczb, dopiero bezinteresowna dobroć daje sercu prawdziwą wolność. Spotykając ewangeliczną wdowę należy postawić dwa pytania: Ile rzeczy moglibyśmy oddać z tego, co nam zbywa? Do życia nie potrzeba za wiele. W jakiej sytuacji potrafimy podzielić się z innymi tym, co jest naszym utrzymaniem? Ewangelia zdumiewająca jest ze względu na zawartą w niej wielkość skali różnorodnych sytuacji, w jakich może znaleźć się człowiek. Trzeba spokojnie usiąść z Jezusem obok skarbony świątynnej i wysłuchać Jego pouczenia o ubogiej wdowie. Jest to świetny wykład na temat przeciwległego bieguna materializmu. Trzeba z wdową i jej groszem zestawić pouczenie Jezusa o wielbłądzie i uchu igielnym. Dwa bieguny tej samej rzeczywistości. Młodzieniec odszedł od Jezusa smutny, bo miał majątku wiele, a serce niezdolne do przekroczenia bariery miłości własnej. Uboga wdowa odeszła ze świątyni głodna, lecz z sercem bogatszym niż cała świątynna skarbona. To nie przypowieść, to konkretny człowiek, uboga wdowa objawiająca wolność od jakiejkolwiek formy materializmu. W Ewangelii doskonalszy w ubóstwie od niej jest tylko Chrystus, oddający przed ukrzyżowaniem swą szatę. Ewangelia mówi o konkretnych sytuacjach, o ludziach, którzy realizowali ideał życia religijnego i sięgali po szczyty dojrzałości człowieka. Uboga wdowa to żywy komentarz do wszystkich wypowiedzi Jezusa na temat ubóstwa i wolności ludzkiego serca od dóbr tego świata. „... a potem sąd” „Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd”. Słowa Listu do Hebrajczyków. Dwie prawdy, jedna doświadczalnie sprawdzalna, druga objawiona, dostępna dla wierzących. Śmierć nasza jest oczywistością. Nic nie jest bardziej pewne na tej ziemi niż to, że każdy z nas ją opuści wchodząc w bramę śmierci. Tego nie trzeba dowodzić. Paradoks jednak polega na tym, że ta najpewniejsza prawda posiada niezwykle mały wpływ na nasze codzienne życie. Prawie nikt nie liczy się ze śmiercią. Programując życie, niewielu bierze pod uwagę możliwość śmierci. Pojawia się ona, i to raczej sporadycznie, u ludzi ciężko chorych lub wyraźnie tracących siły w swej starości. Tymczasem człowiek winien zawsze mieć na uwadze swoje odejście. Świadomość tego faktu winna kształtować wszystko. Tego domaga się mądrość. Tu nie chodzi o to, by nie planować swej przyszłości, by nie podejmować działań rozłożonych na dziesiątki lat. Człowiek winien mieć jasny program wybiegający poza osiemdziesiąt lat jego życia na ziemi. Realizacja tego programu winna jednak być tak ustawiona, że w każdej godzinie może być przerwana lub przekazana innym. Mądry człowiek nie może być zaskoczony swą śmiercią, nie może się dziwić, że nadeszła ona tak szybko, że nie zdążył się do niej przygotować. Druga prawda, dostępna dla ludzi wierzących, dotyczy sądu, czyli wzięcia pełnej odpowiedzialności za całość swego życia na ziemi. Za czyny, słowa, nawet wewnętrzne decyzje. Chodzi tu zresztą nie tylko o to, co się stało, lecz o rozliczenie z możliwości. Bóg każdemu daje odpowiednią ilość darów i czeka na ich twórcze wykorzystanie, na ich pomnożenie. Duża część ludzi na sądzie będzie najbardziej zaskoczona odkryciem zmarnowanych możliwości, jakimi dysponowali w życiu. Samo rozliczenie ze zmarnowanego czasu może już niejednego przyprawić o zawrót głowy. Spoglądam na siedzących w pociągu pasażerów, dwie trzecie jedzie, bezmyślnie tracąc czas. Niektórzy czytają książki, prasę. Jeden uczy się obcego języka słuchając taśmy przez założone słuchawki, kobieta robi na drutach szalik. Reszta traci czas na pustą gadaninę lub drzemie. Może wśród nich ktoś zmęczony odpoczywa, trzy twarze w wagonie zdradzają takie zmęczenie, oni wykorzystują godzinę jazdy na odpoczynek. A ile czasu tracą ludzie w pracy? Ile w domu gapiąc się w ekran telewizora...? Czas to nie jedyna możliwość, z której Bóg nas skrupulatnie rozliczy, do nich należą zdolności, siły fizyczne, duchowe... Czekające nas rozliczenie winno nas mobilizować do twórczego przeżycia każdego dnia. Czy można się do tego rozliczenia odpowiednio przygotować? To pytanie, postawione w gronie kilkunastu młodych ludzi z dużą inicjatywą, znalazło bardzo szybko trafną odpowiedź. Jeden z nich prowadzi sklep. Każdego dnia ponad godzinę przeznacza na dokładne komputerowe rozliczenie towarów, które zostały sprzedane i nabyte. Musi w ten sposób kontrolować swe działanie i możliwie szybko poprawiać błędy, by coraz lepiej programować dzień jutrzejszy. To rozliczenie zmusiło go do robienia podobnego rozliczenia z minionego dnia przed Bogiem: moje kłamstwa, nieuczciwości, obowiązki ojca i męża, moja modlitwa. Dopiero tak podsumowany dzień pozwala spokojnie zasnąć. Tak, nie tylko zasnąć, lecz i umrzeć. Sąd wówczas nie będzie żadnym zaskoczeniem. Do dobrze prowadzonego sklepu może wtargnąć niespodziewana komisja, jej kontroli nie należy się obawiać. Podobnie i dobrze prowadzone życie, rozliczane każdego dnia wieczorem, może być zamknięte i skontrolowane przez Boga o każdej porze dnia i nocy. ks.E.S. Panie, spraw, abym płakał z tymi, którzy plączą (Rz 12, 15) W dzisiejszych czytaniach widzimy dwie postacie kobiece, dwie biedne wdowy odznaczające się wiarą i wielkodusznością. Pierwsze czytanie (1 Krl 17, 10-16) mówi o niewieście z Sarepty, doprowadzonej do nędzy wskutek posuchy i nieurodzaju. A jednak na żądanie proroka Eliasza nie tylko podaje mu wodę do picia, lecz także chleb upieczony z ostatniej garści mąki. Miała zaspokoić nim głód własny i swojego syna. „Zjemy to, a potem pomrzemy” (tamże 12), powiedziała niewiasta przedstawiając swoje dramatyczne położenie. Jednak poganka okazuje zadziwiającą wiarę w słowa proroka zapewniającego ją w imieniu Boga izraelskiego: „Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię” (tamże 14). Dzięki tej obietnicy oddaje swój chleb. Chleb to niemała rzecz, kiedy stanowi jedyny ratunek, po prostu wszystko. Aby go oddać innym, potrzeba niezwykłej wielkoduszności. Podobny czyn zapisała Ewangelia (Mk 12, 38-44). Jezus, patrząc na ludzi rzucających pieniądze do skarbony w świątyni zauważył, że między bogaczy, którzy „rzucali wiele”, wmieszała się pewna wdowa i wrzuciła „dwa pieniążki” (tamże 42), Nikt tego nie zauważył, lecz Jezus wskazując ją uczniom powiedział: „Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało, ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie” (tamże 43-44). Bóg nie patrzy na jakość daru, lecz na serce i na usposobienie tego, kto dar składa. Wdowa, która z miłości ku Niemu pozbawia się wszystkiego, co ma, daje o wiele więcej niż bogaci. Oni bowiem składają wielkie sumy nie umniejszając zgoła swoich zasobów. Jej czyn można wyjaśnić jedynie ogromną wiarą, jeszcze większą niż wiara niewiasty z Sarepty, nie opierała się bowiem na obietnicy proroka, lecz jedynie na Bogu, i działała bez żadnej innej pobudki prócz tej jednej: służenia Mu całym sercem. Takie postępowanie jest jawnym przeciwieństwem postępowania faryzeuszów i uczonych w prawie, których Jezus przed chwilą potępił: „Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy” (tamże 40). Uczynili religię podnóżkiem własnych ambicji i zamiast popierać sprawę słabych i bezbronnych, korzystają ze swego autorytetu i nauki, by grabić ich dobra. Warto się nad tym zastanowić. Jeśli człowiek nie jest do głębi prawy i szczery, może dojść do tego, że będzie posługiwał się religią dla własnych samolubnych interesów. Prawdziwa religia polega na tym, by służyć Bogu w czystości serca, czcić Go „w Duchu i prawdzie” (J 4, 24), łącząc z modlitwą dar z siebie samego — aż po ofiarowanie dla Niego ostatniego grosza. To także służyć Bogu miłością bliźniego, która nie mierzy tego, co daje, i nie daje tylko tego, co nam zbywa, lecz troszczy się o potrzeby bliźniego. Jałmużna nie jest wyrazem miłości chrześcijańskiej, jeśli nie jest darem siebie, on zaś jest niemożliwy bez ofiary, bez wyrzeczenia, bez odmówienia czegoś sobie samemu. Miłość chrześcijańska to płakać z tymi, którzy płaczą (Rz 12, 15), to dzielić z ubogim jego los, jego braki, a w ciężkim położeniu także głód. Tak właśnie postąpiła wdowa z Sarepty dając swój ostatni chleb, czy też wdowa żydowska ofiarowując swoje mienie. Najwyższym wzorem jest jednak zawsze Jezus, który przyszedł na świat oddać życie za ludzi, „na zgładzenie grzechów przez ofiarę z samego siebie” (II czytanie: Hbr 9, 24-28). Chrześcijanin zbawiony przez tę ofiarę powinien uczestniczyć w niej przez dar z siebie na doczesne i wieczne zbawienie braci. Wszechmogący i miłosierny Boże, oddal od nas przeszkody, jakie utrudniają nam drogę, abyśmy posiadając pokój ciała i duszy mogli dobrowolnie oddać się Twojej służbie. Dzięki Ci, Panie, za Twoje święte dary: miłosierna moc Ducha, jakiej nam udzieliłeś w sakramentach, niechaj nas uczyni świadkami Twojej miłości przez prawdziwe życie chrześcijańskie (Mszał Polski: kolekta i modlitwa po Komunii). Ty, Panie, przyniosłeś z nieba rozkoszną mannę i słodki pokarm miłości mający w sobie taką moc, że pozwala znosić wszelkie cierpienie, co widzieliśmy najpierw sami w Tobie, słodki nasz Mistrzu, Panie i Przewodniku, a następnie w Twoich Świętych. O, jak wielkich rzeczy oni dokonali i z jak wielką cierpliwością je znieśli dzięki Twojej miłości rozlanej w ich sercu, która ich tak rozpaliła i jednoczyła z Tobą, że żadne cierpienie nie mogło oddzielić ich od Ciebie. Nie ma drogi krótszej ani lepszej, ani pewniejszej dla naszego zbawienia nad godową i miłą szatę miłości, która budzi tak wielką ufność i tak wielki zapał w duszy, że staje przed Tobą bez żadnego leku. Lecz przeciwnie, jeśli dusza jest pozbawiona miłości w chwili śmierci, jest tak wzgardzona i nędzna.- że wolałaby udać się na jakiekolwiek inne miejsce, choćby nie wiadomo jak smutne i złe, byle tylko nie ukazać się Twojej boskiej obecności. Istotnie, ponieważ Ty, o Boże, jesteś prosty i czysty, nie możesz przyjąć do siebie innej rzeczy prócz czystej i prostej miłości (św. Katarzyna z Genui). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
6 lat temu
obraz
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXXIII niedziela zwykła Wstrząśnięte moce niebieskie, wielki ucisk, zmartwychwstanie umarłych, sąd Boży, nagroda i kara wieczna – nie są to tematy, o których słucha się z przyjemnością. W Eucharystii staje pośród nas Jezus Chrystus, którego miłość, objawiona w ofierze krzyżowej, okazała się większa niż wszystkie nasze grzechy. Trwałe i pełne szczęście możemy odtąd znaleźć tylko w wiernym oddaniu się Jemu, gdyż tylko On ma moc nas uwolnić od największego lęku człowieka – lęku przed wiecznym bezsensem, pustką i osamotnieniem śmierci. M.M. Od drzewa figowego uczcie się... Koniec świata zawsze fascynował człowieka. Niewątpliwie przyczyniły się do tego barwne, przemawiające do wyobraźni i mrożące krew w żyłach opisy ewangeliczne. Na ich podstawie powstała cała literatura, a zwłaszcza ikonografia apokaliptyczna. Regularnie pojawiały się także różne przepowiednie i pseudoproroctwa, zapowiadające rychły koniec. Wiele sekt wytrwale próbuje „utrafić” wreszcie na właściwą datę, ale jakoś nigdy im się dotąd nie udało. Tymczasem celem Chrystusa wcale nie było zabawianie ani straszenie ludzi, ani tym bardziej określanie terminu apokalipsy. Chciał On przekazać ważne prawdy dotyczące naszego zbawienia i naszej postawy w obliczu ostatecznego spotkania z Bogiem, które rozstrzygnie o naszej wieczności. A kiedy to będzie? To już nie takie ważne, bo zawsze trzeba być gotowym, czyli zawsze trzeba żyć według Ewangelii. Niewątpliwie, dla każdego z nas termin ten w praktyce będzie się pokrywał z chwilą naszej śmierci. Bóg nie chce, abyśmy ten moment znali wcześniej. Tajemnica ta należy w pewnym sensie do istoty człowieczeństwa, do tego stopnia, że Syn Boży, który stał się Człowiekiem, także nie ma mocy objawić tego ludziom. Ale Bóg wyposażył człowieka w oczy, zdrowy rozsądek, rozum i logikę. Jest to wystarczająco dużo, aby wyciągnąć pewne wnioski, dotyczące ludzkiego życia, śmierci i zbawienia. A tam gdzie rozum nie jest w stanie przeniknąć tajemnicy ludzkiego bytu, tam wkracza objawienie. Bóg sam odsłania przed człowiekiem to, co zakryte. Ale odsłania częściowo, dokładnie tyle, ile jest potrzebne do prawidłowego funkcjonowania w ziemskim życiu. Bacznie obserwując stworzenie, badając prawa natury, prawa rozwoju społeczeństw, historię ludów i narodów, zgłębiając tajniki psychologii, socjologii, etyki i wielu innych dziedzin, człowiek może się nauczyć aż nadto wiele, aby na tej ziemi żyć sensownie i szczęśliwie. Problem w tym, że nie chcemy się uczyć ani wyciągać wniosków z historii ludzkich błędów, lecz wciąż na nowo popełniamy te same głupstwa. A jeśli nawet wyciągniemy prawidłowe wnioski, to i tak rzadko kiedy stosujemy je w życiu. Stąd tyle wojen, przemocy, rozwodów, samobójstw i wykolejeń ludzkich losów. A przecież wielu nieszczęść można by uniknąć, gdyby stosować się do zasad, które wypracowali nasi przodkowie, często za bardzo wysoką cenę. Tego chce nas nauczyć Chrystus: abyśmy zmądrzeli i chcieli sami odkrywać prawdę i dobro. Ale odkryć je, to jeszcze mało: trzeba jeszcze chcieć stosować to, co już wiemy. Bo wiemy i tak co najmniej pięćdziesiąt razy więcej, niż jesteśmy gotowi wykorzystać. Problem nie leży w braku wiedzy, lecz w braku chęci. Warto byłoby stosować taką zasadę: zanim zacznę poznawać teoretycznie kolejne prawa i mądrości, spróbuję wykorzystać i wprowadzić w życie to, co już wiem. Dopiero mądrość praktycznie przyswojona i zrealizowana, jest prawdziwą mądrością, mądrość przeczytana to tak, jak sam przepis na placek: nikogo nie nakarmi. Dlatego nie dociekajmy, kiedy nastanie koniec świata, jak się on dokona i czy go dożyjemy. Raczej zastanówmy się, czy dziś wykorzystaliśmy wszystkie wskazówki, którymi na ogół kierujemy się w życiu, czy zdarzyło się nam z własnej głupoty czy zaniedbania popełnić jakiś błąd. I przede wszystkim: co zrobić, aby nie powtórzyć tego błędu jutro. ks.M.P. Nieznana godzina Zatrzymałem się w iglastym lesie. Lubię chodzić po dywanie suchego igliwia i podziwiać drzewa, które ciągle zrzucają swe igły i ciągle są zielone. Dokonuje się to prawie niezauważalnie. Drzewo stoi lato i zimę zielone, a jednak ono ustawicznie wymienia swe igły, można je znaleźć na ziemi. Gałązki od dołu usychają, ich rolę przejmują nowe, wyrastające coraz wyżej. To obraz życia ludzkiej rodziny. Każdy ma swoje zadanie do spełnienia, każdy korzysta z drzewa ludzkości, ciągnie z niego życiodajne soki i każdy ubogaca to drzewo swoim wkładem — pracy, radości, cierpienia. Kiedy w tym kontekście czytamy słowa Jezusa o eschatologii, staje się zrozumiały ich podwójny wymiar. Jeden dotyczy losów poszczególnych szpilek, drugi losu całego drzewa. Każdego człowieka winien interesować zarówno jego indywidualny los, jak i los całości rodziny ludzkiej. Pewne szpilki będą uczestniczyły bezpośrednio w końcowym dramacie całego drzewa, to te które na nim zostaną w momencie jego ścięcia. Jezus mówi o dramatycznej scenerii kresu ludzkości. Zdecydowana jednak większość ludzi przeżywa swoją własną eschatologię, gdy obumiera i odpada od całości. Koniec życia jednostki też może mieć miejsce w dramatycznej scenerii. Dla człowieka umierającego „słońce się zaćmi, księżyc nie daje swego blasku, gwiazdy spadają z nieba i moce niebieskie są wstrząśnięte”. Wystarczy być blisko umierających, by dostrzec indywidualnie przeżywaną, przez każdego inaczej, ich własną eschatologię, ich odejście z tego świata i wejście w nowy świat. Czasami dokonuje się to bardzo spokojnie, a nawet uroczyście, jakby czekając na spotkanie z kimś wielkim i pięknym. W oczach umierających pojawia się szczęście, jakby widzieli „Syna Człowieczego przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą”. Inni przeżywają głęboki ból rozdarcia, oderwania od rodziny, od tego, co posiadają. Dla każdego człowieka w chwili śmierci kończy się świat, gaśnie słońce i blednie księżyc. Eschatologia ma indywidualny wymiar i trzeba się z tym liczyć. Trzeba umieć odejść, być gotowym pożegnać ten świat i nie dziwić się, że oczy nie zobaczą więcej słońca ani cudów przyrody, że zabraknie sił do interesowania się księżycem, gwiazdami na niebie. W momencie śmierci wartości widzialne nie przedstawiają już żadnej wartości. Liczy się wówczas spotkanie z Chrystusem i wejście w nowy świat. Człowiek jednak może dostrzec sens swego życia jedynie wówczas, gdy dostrzeże sens dziejów całej ludzkości. Jak szpilka na drzewie iglastym odkrywa sens swego życia przez uczestnictwo w życiu drzewa, tak i człowiek może w pełni dostrzec sens swego życia przez uczestnictwo w życiu ludzkości. Stąd los całej ludzkości nie może mu być obojętny. Otóż pozostając przy obrazie drzewa warto podkreślić, że dramatyczna sceneria kresu doczesnych dziejów ludzkości, o której mówi Chrystus nie ma nic z unicestwienia ludzkości, ale jest jedynie opowieścią o kresie jej ziemskiej historii. Każde ścięcie drzewa jest jego dramatem. Często jednak dopiero to ścięte drzewo staje się drogocennym materiałem ubogacającym już nie las, ale pałace. Eschatologia mówi o kresie doczesnych losów ludzkości. Jezus mówiąc o wydarzeniach eschatologicznych pragnie przede wszystkim przypomnieć dwie prawdy. Po pierwsze, trzeba się z tą rzeczywistością liczyć, ona jest nieunikniona. Po drugie, nikt nie zna godziny ani swojej śmierci, ani kresu dziejów ludzkości. Te dwie prawdy winny kształtować każdy dzień chrześcijanina. Trzeba się liczyć z przejściem do nowej rzeczywistości i nie być zaskoczonym, że to może dokonać się w dniu dzisiejszym. Chrześcijanin to człowiek czuwający. Jezus upomina „mówię wszystkim: Czuwajcie!”. Mocne ostrzeżenie Zbawiciela. Jak wiele od niego zależy! Umieć w każdej chwili pożegnać doczesny świat i wejść z radością w nowy, to znak dojrzałości chrześcijanina. Śmierć snem „Chciałbym przyłożyć głowę do ziemi i zostać nią przykryty jak kołdrą, chciałbym tak zasnąć na wieki i obudzić się dopiero przy dźwięku trąby wzywającej na sąd”. Oto wyznanie człowieka czekającego na amputację drugiej nogi. Cierpienie może potęgować w człowieku pragnienie śmierci. Autor Księgi Daniela traktuje śmierć jako sen, z którego zostaniemy zbudzeni: „jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie”. Dziś najłatwiej można porównać śmierć do narkozy przed operacją. Gdy zabieg jest bardzo ryzykowny, pacjent wie, że może się obudzić i wrócić do życia, i może zasnąć na zawsze. Ta perspektywa dwu rozwiązań wieczności — życia i hańby, przyjęta z wiarą, kształtuje dzień dzisiejszy człowieka. Trzeba przeżyć twórczo „teraz”, by móc czekać na wschód słońca wieczności. W jego bowiem blasku zostanie odsłonięte wszystko. Jeśli serce jest wypełnione drogocennymi kamieniami i perłami, w świetle tego słońca zajaśnieje blaskiem zdumiewającym wszechświat — będzie to bowiem bogactwo niepowtarzalne, jedyne, jak niepowtarzalne jest życie człowieka. Jeśli jednak serce będzie wypełnione nieprawością, niewyznaną i nieodpokutowaną, okryte hańbą zostanie odrzucone na wieki. Dziś wielu fałszywych proroków usiłuje traktować wypowiedź Jezusa o wiecznym potępieniu jako przenośnię. Konsekwentnie więc i słowo Boga na temat wiecznego zbawienia należy traktować jako przenośnię. Wtedy jednak Ewangelia i Kościół, to najwięksi oszuści świata. Już dawno to oszustwo powinno być zdemaskowane, a oszuści winni być surowo ukarani. Realizm wiecznego zbawienia i wiecznego potępienia jest głównym motywem bohaterstwa męczenników i heroizmu świętych. Nie można z Ewangelii robić wycinanek i przyjmować to, co się podoba, a odrzucać lub wkładać między poetyckie wyrażenia to, co nam nie odpowiada. Jezus oświadczył bardzo jasno: „Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą”. Wszystkie słowa Chrystusa — te pełne błogosławieństwa, nadziei, szczęścia, i te mocne, zawarte w wielokrotnym „biada” i mówiące o wiecznym odrzuceniu. Słowa Jezusa trzeba wziąć na serio. Im bardziej na serio zostaną one potraktowane, tym głębsza jest wiara przyjmującego i bardziej ewangeliczne jest życie. To słowo bowiem kształtuje nasze podejście do dnia dzisiejszego. Jezus też traktuje śmierć jako sen. Stojąc nad zmarłą córką Jaira, oświadczył: nie umarła, lecz śpi, i obudził ją swoim słowem. Kiedy Łazarz umarł, oświadczył uczniom, że przyjaciel ich zasnął. Przybył więc do grobu, aby go obudzić. Nasza śmierć też będzie snem, z którego obudzi nas Chrystus. Czy będzie to początek życia wiecznego, czy wejście w krainę hańby wiecznej, zależy wyłącznie od nas, od naszego życia w dniu dzisiejszym. Zawsze zastanawia fakt, iż ludzie wyznający swą przynależność do Kościoła, nie chcą na serio traktować śmierci jako przejścia do nowego życia. O zmarłych, nawet bliskich, mówią jak o tych, którzy odeszli na zawsze. Przecież wiara pozwala na duchowy kontakt z tymi, którzy żyją wiecznie. Wiara pozwala na udział w ich życiu. Pożegnanie bliskich przed śmiercią winno być pełne nadziei spotkania z nimi w domu Ojca. Śmierć dla wierzącego nie jest kresem, jest snem, w którym następuje pełna regeneracja sił i ducha. Powstaniemy ze śmierci wypełnieni energią wiecznego życia. ks.E.S. Panie, obym był uważny i czuwał oczekując Ciebie (Mk 14, 34) Kiedy rok liturgiczny dobiega końca, liturgia wzywa wiernych do rozważania końca czasów, który zbiega się z objawieniem i powrotem chwalebnym Chrystusa oraz odnowieniem w Nim wszystkich rzeczy. To wielkie wydarzenie eschatologiczne przedstawiają dzisiejsze czytania, szczególnie zaś proroctwo Daniela (12, 1-3; I czytanie) i ewangelia (Mk 13,24-32). Te dwa teksty można uważać za równoległe, chociaż w Ewangelii wszystko jest oświecone nowym światłem wynikającym z perspektywy chrystologicznej. Obydwa zapowiadają okres wielkich cierpień, który będzie znamionował koniec świata obecnego: „Wtedy nastąpi kres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały” — mówi Daniel (12, 1); „dni owe będą czasem ucisku, jakiego nie było od początku stworzenia Bożego aż dotąd” (Mk 13, 19. 24), potwierdza Ewangelia. Proroctwa Daniela, podobnie jak Chrystusa, odnoszą się również do wydarzeń historycznych mających nadejść — do prześladowania Żydów przez królów pogańskich i zniszczenia Jerozolimy — lecz w pełnym znaczeniu odnoszą się one do końca czasów. Doświadczenia i cierpienia owej godziny będą ostatnim wezwaniem do nawrócenia grzeszników oraz ostatnim oczyszczeniem wybranych. Daremnie dociekać, kiedy i jak to nadejdzie; jest to tajemnica Boga. Należy raczej mieć na uwadze, że od śmierci, zmartwychwstania Chrystusa cały czas potem historia jest nastawiona na ostateczne przyjście Pana i dlatego powinna służyć przygotowaniu Jego chwalebnego powrotu. Zmienne koleje i utrapienia dzisiejsze, ale i jutrzejsze, tak jednostek jak i narodów, mają za jedyny cel przygotowanie ludzi na ostateczne przyjście Chrystusa oraz na ich przyszłe w Nim uwielbienie: „W tym czasie — mówi Prorok — naród Twój dostąpi zbawienia, każdy, kto się okaże zapisany w księdze” (Dn 12, 1), czyli zostanie zaliczony do liczby wybranych. Wyzwolenie będzie pełne, ponieważ uczestniczyć w nim będzie także materia przez zmartwychwstanie ciał. Sprawiedliwi istotnie powstaną z martwych „do życia wiecznego” i „będą świecić jak blask sklepienia”; ci zaś, którzy w szczególny sposób przyczynili się do zbawienia braci, „jak gwiazdy przez wieki i na zawsze” (tamże 2-3). Piękne wyszczególnienie, które przewiduje wyjątkową chwałę zastrzeżoną dla Kościoła i apostołów. Lecz będzie także i sytuacja krańcowo różna: ci wszyscy, którzy sprzeciwiali się łasce, powstaną „ku hańbie, ku wiecznej odrazie”, w ten sposób dopełni się owa zagłada, jaką ściągnęli na siebie opierając się nieustannie Bogu. Drugi punkt łączący obydwa teksty to pomoc aniołów dla wybranych. Daniel mówi o Michale Archaniele czuwającym nad narodem Boga; Ewangelia zaś w ogólności o aniołach, którzy będą mieli obowiązek zebrać „wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba” (Mk 13, 27). Nikt nie zostanie zapomniany; wszyscy — aniołowie i ludzie — zostaną wezwani na chwalebny powrót Zbawiciela. „Wówczas ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą” (tamże 26). Chrystus przyszedł na świat pierwszy raz w pokorze, w ukryciu, w cierpieniu, by go odkupić z grzechu, powróci jednak na końcu wieków w całym blasku swojej chwały, by zebrać owoce swojego odkupieńczego dzieła. Dlatego Kościół pierwotny, rozmiłowany w Chrystusie i spragniony oglądać Jego chwalebne oblicze, czeka z wielką tęsknotą na Jego przyjście. „Przyjdź, Panie Jezu! (Ap 22, 20) — było to gorące wezwanie pierwszych chrześcijan, żyjących z. sercem zwróconym ku Niemu, jak gdyby był już w drzwiach. Taką powinna być postawa tego, kto zrozumiał głębokie znaczenie życia chrześcijańskiego: wyczekiwanie Chrystusa i wyjście Mu naprzeciw z zapaloną lampą wiary i miłości. Ty wiesz dobrze, o Boże mój, że sama myśl o tym, czy w ów straszliwy dzień sądu ostatecznego i ja nie ujrzę zagniewanego na mnie boskiego oblicza Twego, większą mnie nieraz trwogą przejmowała niż wszelkie męki i okropności piekła. I jak zawsze błagałam o Twoje miłosierdzie, tak i dziś błagam, byś mnie uchował od tego najstraszniejszego nieszczęścia! Co mnie może spotkać na tej ziemi, Panie, co by się z tym nieszczęściem równało? Przyjmuję wszystko, Panie, tylko od tej najsroższej niedoli wybaw mnie! Nie daj, bym pozbawiona była rozkoszy oglądania boskiej piękności Twojej! Skoro Ojciec Twój oddał nam Ciebie, niechaj nie tracę, Panie mój, tej perły, przewyższającej wszelką cenę! Wyznaję to przed Tobą, Ojcze przedwieczny, że źle jej strzegłam; ale jeszcze, póki żyjemy na tym wygnaniu, da się ta szkoda naprawić (św. Teresa od Jezusa: Wołania 14, 2). Spraw, o Panie, abym była dopuszczona do orszaku panien roztropnych i trwała w oczekiwaniu na Oblubieńca niebieskiego z zapaloną lampą, pełną oliwy, abym się nie zmieszała wskutek niespodziewanego przyjścia Króla; lecz pewna, w świetle dobrych uczynków, wyszła z radością naprzeciw orszaku dziewic, które mnie poprzedziły... idąc za Barankiem (św. Gertruda). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Kazania bez gadania, ks. Eugeniusz Burzyk Jest taka anegdota, że kilka dni po pogrzebie André Gide’a jego przyjaciel François Mauriac otrzymał następującą depeszę: „Nie ma piekła. Możesz sobie pohulać. Daj znać Claudelowi. André Gide” [1]. Zaćmienie słońca i księżyca, spadanie gwiazd i wstrząśnienie mocy niebieskich – to symbolika gniewu Bożego przy końcu świata. Jezus przypomina o swoim powtórnym przyjściu i sądzie ostatecznym. Czesław Miłosz, nawiązując do spotkania z Bogiem po śmierci, pisze: „Osiemdziesiąte piąte urodziny, syt chwały i zaszczytów […]. Tu gadają, a ja idę przed tron Sędziego z moją brzydką duszą” [2]. 1 Cyt. za: Jerzy Andrzejewski, Miazga, Warszawa 1981, s. 521. 2 Czesław Miłosz, Piesek przydrożny, Kraków 1998, s. 131.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata Głosimy dziś królestwo prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju; królestwo, w którym spełnią się na zawsze wszystkie dobre pragnienia naszych serc. Królestwo to, dla wielu stanowiące jedynie piękny, choć nierealny ideał, dla chrześcijanina jest konkretną rzeczywistością, której nadejścia oczekuje. Drogą do tego królestwa jest Jezus Chrystus. Ten, który własną krwią wybawił nas od grzechów, zaprasza nas do pójścia za sobą drogą wiary, abyśmy żyjąc, jak przystoi świętym, mogli w pokoju oczekiwać spełnienia naszych tęsknot. Mira Majdan Tak, jestem Królem Ostatnia niedziela roku kościelnego (już za tydzień Adwent!), jest poświęcona Chrystusowi – Królowi Wszechświata. Brzmi to może dość staromodnie – jesteśmy raczej przyzwyczajeni do określeń: prezydent, premier czy prezes, ale w słowie król, kryje się bardzo głęboka treść, którą w odniesieniu do Chrystusa warto sobie przypomnieć. Uznać Chrystusa za króla jest to wyraźne wyznanie wiary i określenie swego stosunku do Boga, opartego na zaufaniu i posłuszeństwie. Akt ten ma bardzo dużą wagę i konsekwencje. Pamiętajmy, że właśnie o to został oskarżony przed Piłatem i skazany Jezus: że uczynił się Królem Żydowskim. Jest to więc wyznanie na wagę życia. Takich słów nie rzuca się na wiatr ani też nie puszcza obojętnie mimo uszu. Niejednokrotnie w dziejach świata, w okresie prześladowań, za takie wyznanie szło się na śmierć lub do więzienia. A wszystko dlatego, że królowie ziemscy są bardzo zazdrośni o swoją władzę i boją się innych królów, a zwłaszcza królów nie z tego świata. Toczy się nieustanna walka o rząd dusz, a o wyniku tej walki przesądza to, kogo uznamy za swego Króla i Pana: Jezusa, czy władców tego świata. Takim władcą i królem może być pieniądz, telewizja, sport, zespół rockowy, kolorowe czasopismo, alkohol. Doskonale przecież wiemy, co jest dla nas najważniejsze, bez czego nie potrafimy żyć. Czy jest to Jezus? W tej walce nie da się stać z boku, być neutralnym: każdy jest zaangażowany. Jeśli nie podejmujemy żadnej wyraźnej decyzji, to jest to także decyzja, ale przeciwna Bogu. Bo albo się jednoznacznie uznaje zwierzchnictwo Chrystusa w swoim życiu, albo też się je odrzuca, a Chrystusa detronizuje na korzyść innych władców. Czy jednak oznacza to, że Jezus jest zaborczym i zazdrosnym tyranem, który nie toleruje innej władzy? Nie. Królestwo Jezusa nie jest z tego świata. Jezus nie chce konkurować ani niszczyć wartości, które reprezentuje doczesność. On chce je właściwie uporządkować i ustawić w prawidłowej hierarchii ważności. Jest to hierarchia oparta na prawdzie, gdyż Jezus jest Królem Prawdy. Przyjąć Jego zwierzchnictwo oznacza przyjąć prawdę, czyli słuchać prawdy, którą objawia Jezus. Prawda zobowiązuje, wzywa do życia zgodnego z nią, czyli życia według Ewangelii, zgodnie ze Słowem Bożym. Słowa tego nie trzeba się bać, gdyż ma ono na celu tylko szczęście człowieka, jego dobro. Każdy, kto z zaufaniem spróbował zastosować Słowo Boże w swoim życiu, przekonał się o tym namacalnie. Problem w tym, że my często nie chcemy znać ani przyjąć prawdy. Wolimy wygodny i niezobowiązujący świat kłamstwa, pozorów, złudnych obietnic. W takim świecie żyje się o wiele łatwiej, bo gdy coś przestaje nam pasować, zawsze można uciec w inne kłamstwo czy złudzenie, wymigać się od odpowiedzialności. Ale ile jest warte życie oparte tylko na kłamstwie? I gdzie takie życie ma kres? Czy nie zagraża mu unicestwienie w świecie pozorów i złudzeń? Dlatego Chrystus przyszedł dać świadectwo prawdzie, świadectwo o prawdziwym życiu: nie tylko o jego zasadach, ale o tym, że ono w ogóle istnieje i że można je osiągnąć. Ale osiągnąć tylko w jeden sposób: przez przyjęcie zwierzchnictwa Króla Prawdy, Jezusa. Opowiedzenie się po Jego stronie daje nam natychmiast udział w Jego zwycięstwie i stawia nas po stronie prawdy. To, co dotąd wydawało się nam niemożliwe czy zbyt trudne, teraz okazuje się wykonalne. Słowa, które zakrawały na nierealny, nieziszczalny ideał, teraz okazują się jak najbardziej możliwe. Przyjęcie Jezusa przez akt wiary i zaufania na swego Króla i Pana, zmienia całkowicie naszą sytuację. Kto chce się o tym przekonać, niech spróbuje. ks. Mariusz Pohl Potęga prawdy Chrześcijanin ma nad sobą dwie władze. Jako obywatel podlega władzy państwowej, a jako ochrzczony podlega władzy religijnej. Zdarza się, że w konkretnych sytuacjach istnieje rozbieżność między decyzjami jednej i drugiej władzy, a człowiek musi dokonać między nimi wyboru, co wcale nie jest takie łatwe. Otóż, w takich konfliktowych układach istnieje tylko jedna szansa bezbłędnego dokonywania wyboru i podejmowania zawsze słusznych decyzji. Trzeba dostrzec trzecią władzę. W rzeczywistości bowiem ponad władzą państwową i religijną jest Bóg. Tylko Jego wymaganie i prawo są słuszne. Bóg zaś sprawuje władzę w imię prawdy. Ktokolwiek podejmuje decyzje w imię prawdy, zawsze postępuje słusznie, bez względu na to, czy bezpośrednia władza — świecka czy religijna — za decyzje ukarze go czy też nagrodzi. Chrystus też miał nad sobą trzy władze. Państwową reprezentował w Galilei Herod, w Judei Piłat, a daleko w Rzymie Tyberiusz. Religijną reprezentował w Jerozolimie Kajfasz i Sanhedryn. Popadł w konflikt z jedną i drugą, i obie władze wydały na Niego wyrok śmierci. Został jednak wierny Ojcu. Wierność prawdzie czyni człowieka wewnętrznie wolnym od wszelkiej doczesnej władzy, bo prawda jest ponad władzą. To ona władzę osądza — nagradza lub wydaje na nią wyrok. Gdyby Kajfasz i Piłat uniewinnili Chrystusa, otoczyliby władzę chwałą i ugruntowaliby jej autorytet. Skoro zaś wydali na Niego niesprawiedliwy wyrok, to prawda oskarża ich przez wieki i będzie oskarżać w wieczności. Każda władza wie, że o wartości jej podwładnych decyduje stopień umiłowania przez nich prawdy. Wie o tym nawet wówczas, gdy za mówienie prawdy, dla niej niewygodniej niszczy podwładnego. I wbrew wszelkim pozorom wierność podwładnych prawdzie jest w interesie władzy. Często się mówi, że władza ma wpływ na podwładnych, zapominając, że i podwładni mają wpływ na władzę. Ich wierność prawdzie jest w stanie tak ustawić ludzi sprawujących władzę, że i oni muszą się z prawdą liczyć. Rzecz jasna, jednostkę wierną prawdzie można lekceważyć, ale już grupy ludzi ceniących wyżej wierność prawdzie niż życie, nie da się zlekceważyć. Stają się oni głosem sumienia danej społeczności. Warto zauważyć, że Chrystus nie wzywa ani Piłata, ani Kajfasza do wierności prawdzie. Wyznaje jedynie przed nimi z naciskiem, że On jest i pozostanie wierny prawdzie, nawet za cenę życia. „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. Jest rzeczą znamienną, że na kartach Ewangelii nie znajdujemy ani jednej wypowiedzi Jezusa, w której sugerowałby potrzebę zmiany władzy państwowej czy świątynnej. Nigdy nie wystąpił z wezwaniem do rewolucji, mimo że wszyscy na to czekali. Swoją postawą wierności prawdzie wskazał jednak drogę jedynego, skutecznego oddziaływania na władzę i możliwość zamiany nie tyle jednego władcy na innego, ile wewnętrznej przemiany człowieka sprawującego władzę, przez wprowadzenie go na drogę szacunku dla prawdy. Piłat i Kajfasz mieli najwartościowszego podwładnego, jaki kiedykolwiek żył na ziemi. Ponieważ zdradzili prawdę, wydali na Niego wyrok śmierci. W rzeczywistości jednak to prawda wydała na nich wyrok. Gdziekolwiek prawda zostanie naruszona, tam sprawa nie zostaje jeszcze definitywnie zamknięta, nawet gdy obrońcy prawdy ponoszą śmierć. Ostatnie słowo bowiem należy zawsze nie do władzy, ale do prawdy. Chrystus Król — rządzi światem w imię miłości, a sądzi świat w imię prawdy. Dlatego On jest jedynym, sprawiedliwym Władcą świata. Płacz wszystkich pokoleń Połączenie Chrystusa z każdym człowiekiem, z całą ludzkością jest tak ścisłe, jak połączenie głowy z ciałem. Stąd każde zranienie ciała przeżywa boleśnie głowa, i każde dobrodziejstwo wyświadczone ręce, nodze, ciału jest dobrodziejstwem głowy. Niewielu w tej sytuacji zdaje sobie sprawę, że każda krzywda wyrządzona człowiekowi jest wyrządzona również Jezusowi. On został zabity w Ablu, On był mordowany w obozach zagłady, On umiera z głodu, On ginie w dzieciach nienarodzonych. On, w tajemniczy sposób, jako nasz Brat przeżywa wielkie bolesne napięcia między swoim rodzeństwem. Autor Apokalipsy mając na uwadze kres dziejów świata, notuje bardzo ciekawe zdanie: „Oto nadchodzi z obłokami i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi. Tak: Amen”. Będzie to spotkanie, w którym uczestniczyć będą wszyscy ludzie od Adama po ostatniego, jaki zostanie poczęty na ziemi. Każdy człowiek zobaczy Chrystusa, szczególne zaś wrażenie wywrze On na tych wszystkich, którzy Go przebili. Nie chodzi tu rzecz jasna jedynie o wspomnianych przez Ewangelistów, bo to byłaby jedynie garstka ludzi, kilkudziesięciu Żydów i kilku pogan. Chodzi o każdego człowieka, który zranił drugiego. Oprawcy Oświęcimia, Treblinki, Buchenwaldu, Dachau, Katynia, Starobielska, Syberii. Zabójcy nienarodzonych dzieci, niedobry ojciec, matka, wychowawca, lekarz. Każdy zobaczy w Chrystusie swoją ofiarę. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”. Widząc cierpienie zadane Chrystusowi, będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi. Autor Apokalipsy chcąc potwierdzić nieodwołalność tego wydarzenia, dodaje słowo: „Tak: Amen”. Będzie to płacz wszystkich. Dobrych, którym zawsze łza się kręci w oku, gdy widzą niewinnie cierpiącego, i złych, którzy wtedy dopiero zobaczą grozę swego postępowania. Krzywda uczyniona ludziom, okaże się krzywdą uczynioną samemu Bogu. Zbyt wolno dociera do świadomości ludzi fakt wcielenia, prawda o Bogu, który stał się człowiekiem, wraz z jej konsekwencjami. Bliższe spotkanie z Chrystusem pozwala dostrzec w ludziach Jego braci, więcej — Jego tajemnicze ciało. Cios wymierzony w brata, rani Jego, jak cios wymierzony w ciało odczuwa w pełni głowa. Ale dobry czyn, każda szklanka wody podana drugiemu, każda sekunda mądrze poświęcona drugiemu jest przysługą oddaną Jezusowi. Oto Boża prawda przekazana światu. Jej dostrzeżenie i realizowanie jest w stanie zamienić ludzkość w braterską wspólnotę. To Jezus będzie sprawiedliwym Sędzią, On pokrzywdzony; On wsparty w godzinach słabości w swoich braciach. Nie trzeba będzie nic dodawać. Cios Kaina, który zabił Abla, dosięgnął i Jezusa, uderzenia ojca nienawidzącego swej córki dosięgły również Jezusa. On wtedy zapyta, jako Władca, jaką karę wybierają krzywdziciele, a ci widząc swe dzieło niszczenia, po sprawiedliwości sami na siebie wydadzą wyrok. Sąd ostateczny będzie wielkim płaczem i jedynie sam Bóg będzie w stanie osuszyć łzy, przynajmniej ludzi dobrych. Będzie to też wielkie objawienie niepojętej miłości Boga do nas, który Syna Swego Jednorodzonego dał, aby umożliwić ludziom dobrym zarobienie na zbawienie przez posługę Bogu w braciach. ks. Edward Staniek
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Kazania bez gadania Magda Dudzińska wspomina słowa swojego ojca Stanisława Dygata: „Musisz wcześnie w swoim życiu zadecydować: czy wolisz być lubiana i nieszczera, czy prawdomówna i nielubiana” [1]. Znając dyskusje, jakie Jezus prowadził z faryzeuszami, można przypuszczać, że potrafił wybrnąć bezpiecznie także z rozmowy z Piłatem. Musiałby jednak uczynić to kosztem prawdy. Zdaniem rabbiego Kockiego można wykonać imitację każdej rzeczy, jaka istnieje na świecie. Nie można tylko sfałszować prawdy: „Prawda podrobiona bowiem nie jest już prawdą” [2]. 1 Magda Dygat-Dudzińska i Andrzej Dudziński, Mały alfabet Magdy i Andrzeja Dudzińskich, Kraków 2009, s. 78. 2 Martin Buber, Opowieści chasydów, tłum. Paweł Hertz, Poznań–Warszawa 2005, s. 248. ks.E.B.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
I niedziela Adwentu Rozpoczynamy dziś Adwent – okres liturgiczny, w którym przypominamy sobie, że Pan Jezus przyjdzie do nas. Przyjdzie w dniu Bożego Narodzenia, ale przede wszystkim przyjdzie w dniu ostatnim. Czy zastanie nas przygotowanych? To w dużej mierze zależy od nas. Aby to przyszłe spotkanie nie napawało nas lękiem, lecz było oczekiwane z radością, trzeba już dzisiaj rozpoznać Pana i przyjąć Go, gdy przychodzi w modlitwie, w Eucharystii, w sakramencie pokuty, w drugim człowieku. o. Jakub Kruczek OP „Uważajcie na siebie” Nowy rok kościelny, który rozpoczynamy pierwszą Niedzielą Adwentu, upłynie nam pod znakiem Ewangelisty Łukasza: cały czas będzie nam towarzyszyła jego Ewangelia. Na inaugurację tego nowego cyklu Kościół przygotował nam prawie to samo czytanie, które zamykało rok Marka: o Sądzie Ostatecznym. Może ta powtórka ma nas jeszcze bardziej uwrażliwić na ostateczny sens i cel życia, jakim jest zbawienie, czyli spotkanie z Bogiem? A może chodzi o to, abyśmy zaczęli sobie bardziej cenić doczesność, ale nie jako cel sam w sobie, lecz jako drogę do wieczności? Po prostu: zanim zaczniemy cokolwiek czytać i rozważać na temat życia chrześcijańskiego, Kościół chce nam na samym początku pokazać ostateczny koniec, tak byśmy wszystko potrafili zobaczyć w jego perspektywie. Bo bez tej ostatecznej perspektywy łatwo zatracić sens życia, zwłaszcza, gdy jest to życie trudne, naznaczone bezradnością, nieszczęściem, cierpieniem, smutkiem. Kiedy oglądamy dziennik telewizyjny i migawki ze świata, widzimy wyraźnie jak bardzo realistycznie potrafił Chrystus określić sytuację człowieka wobec kataklizmów natury i żywiołów wojny, rozpętanych ręką ludzką. W stanie takiej trwogi nie widać żadnego ratunku, wszystko zawodzi. Człowiek doświadcza wtedy w całej pełni swojej bezradności, samotności i niemocy. Przez ostatnie dziesięciolecia, w których historia bardzo nas oszczędzała, zdążyliśmy chyba trochę o tych doświadczeniach zapomnieć i nabrać zbytniej pewności siebie. W takim stanie łatwo utracić z oczu obraz końca świata i ostatecznego celu ludzkiego życia. Człowiek pogrąża się w doczesności, tak jakby to było wszystko. I dlatego Chrystus wzywa nas do czuwania. Właśnie w takiej postawie należy przeżywać życie doczesne: czuwając. A czuwanie to nic innego, jak tylko świadomość końca, świadomość konsekwencji naszych decyzji i postępowania. To ona nas zmobilizuje do wszystkiego, co konieczne. Przede wszystkim do poczucia odpowiedzialności za losy świata i ludzkości. To jest podstawowy warunek pokoju i sprawiedliwości na świecie. Jeśli odpowiedzialność tę złożymy na barki polityków, wtedy możemy być pewni jakiegoś nieszczęścia. Przecież gdyby w byłej Jugosławii ludzie mieli trochę więcej poczucia osobistej odpowiedzialności, nie byłoby wojny. Najpierw ta wojna rozpętała się w sercu każdego człowieka. Dalej czuwanie to wolność od wszelkiego wewnętrznego i zewnętrznego zniewolenia. Zniewala pożądanie, przyjemność, wygoda, dobrobyt, ale także nędza i nadmiar trosk, zniewala żądza władzy i ślepe poddanie władzy nieodpowiedzialnej. Czuwanie ma temu zapobiec przez ukazanie właściwych proporcji i nabranie dystansu do tego, co przemijające. Ale przede wszystkim czuwanie to świadomość zależności od Boga, Jego miłości i opieki, oraz ufne poddanie się Jego mocy. Ale na co dzień często o tym zapominamy. Żyjemy tak, jak byśmy byli jedynymi panami samych siebie i nie musieli się z niczym liczyć. A gdy przychodzą przeciwności i przeszkody nie do pokonania, gdy nagle doświadczamy bezradności i bezsiły, wtedy przychodzi też lęk. Ludzi bez Boga czeka wtedy nieodwołalna rozpacz i trwoga. Kto jednak ma wiarę w sercu wie, że może liczyć na Boga. Ta nadzieja i otucha powinna nam towarzyszyć w każdym momencie naszego życia. ks. M. Pohl Ociężałe serca Balon przygotowywany do startu jest przytrzymywany przy ziemi dodatkowym obciążeniem. Najczęściej bywają to worki z piaskiem. Zbudowany do latania, nie może wznieść się w niebo z powodu nadmiernego obciążenia. Jeśli ciężar nie zostanie wyrzucony, balon mimo całej swej sprawności nigdy nie oderwie się od ziemi. Zniszczeje, ale nie zazna radości latania. Podobnie jest z człowiekiem. Został „zaprogramowany” przez Boga do bardzo wysokich lotów, do wolności. Może jednak tak obciążyć swe serce, że nigdy nie oderwie się od ziemi i nie zazna szczęścia prawdziwej wolności. Chrystus mając na uwadze przemijalność świata doczesnego, wzywa do pozbycia się obciążającego balastu i wzbicia się w górę. Ziemia bowiem ulegnie zniszczeniu, a jej los podzieli to wszystko, co jest z nią związane. Jedynie ten, kto potrafi nabrać dystansu do doczesności, zostanie ocalony. Chrześcijanin winien żyć w ciągłej gotowości do startu, obciążony zaś może być jedynie o tyle, by nie utracił kontaktu z ziemią. Chodzi o to, by dobrze spełniając obowiązki doczesne, zawsze zachował wobec nich dystans i wolność. Jezus nazywa doczesność potrzaskiem — a więc pułapką, która każdego nieostrożnego i ociężałego chwyta w swoje sidła. Nauczyciel z Nazaretu mówi o konkretnych obciążeniach. Pierwszym z nich jest obżarstwo. Wydaje się, że to słabość mało szkodliwa dla człowieka. Tymczasem ona jedna może zupełnie przylepić nas do ziemi. Podniebienie może mieć nad nami potężną władzę. Ono jest w stanie zniewolić człowieka. Obżarstwo może doprowadzić do tego, że człowiek zamiast jeść, by żyć, zaczyna żyć, by jeść. Drugi rodzaj obciążenia serca, przed którym przestrzega Jezus, to pijaństwo. Tego ostrzeżenia nie trzeba komentować. Alkohol czy narkotyki rzucają człowieka na ziemię. Odbierają mu wolność. Pijaństwo czyni człowieka ociężałym do tego stopnia, że nawet nie jest w stanie wycofać się w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa. Do szpitala przywieziono człowieka ze spalonymi plecami. Znalazł się w mieszkaniu, które ogarnął ogień. Wyniesiono go nieprzytomnego. Upojony alkoholem nie był w stanie uciec przed płomieniami. Jezus również zwraca uwagę na obciążenie serca przez troski doczesne. Można tak pogrążyć się w zabieganiu o tysiące drobiazgów, które składają się na życie, iż nie będzie w ogóle czasu ani sił nawet na tęsknotę za innym życiem. Świat bardzo sprytnie usiłuje nas przekonać, jak wiele dóbr potrzeba do życia godnego człowieka. Ten, kto da się złowić na tę argumentację, przestaje cieszyć się życiem, a tylko ugania się za tym, co wydaje mu się warunkiem koniecznym do dobrego życia. Zegar czasu szybko jednak odmierza odcinek dzielący nas od śmierci, i nagle, za pięć dwunasta, odkrywamy, że życie się nam nie udało, bo nie zdołaliśmy zgromadzić tego, co jest warunkiem doczesnego sukcesu. Trzeba było natomiast cieszyć się życiem takim, jakie ono było, godzina po godzinie, a wówczas odkrylibyśmy, ile w nim piękna i bogactwa. Do pełni życia wcale nie potrzeba wiele, kromka chleba, wolność ducha i kochające serce. Serce obciążone troskami doczesnymi nie wzbije się w stronę Boga. Nie zazna też szczęścia. Nie zostało bowiem stworzone do przechowywania piasku doczesności, lecz jako najcenniejszy skarb tej ziemi ma upiększyć dom Ojca niebieskiego. Początek Adwentu to wezwanie Jezusa do refleksji nad tajemnicą wolności i wspaniałą perspektywą wzbijania się ku górze. Trzeba jednak sprawdzić, czym jest obciążone nasze serce, co przytrzymuje je w doczesności i nie pozwala odkrywać smaku szczęścia zawartego w wolności. Jezus staje przed nami i ostrzega: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask”. Święty czas Co mam czynić, aby się modlić? Od dłuższego czasu czuję głód modlitwy, nie wystarczają mi ranne i wieczorne pacierze. Co mam czynić? Coraz częściej przychodzą ludzie umęczeni pracą, zabiegani, utrudzeni i stawiają to konkretne pytanie. Adwent to czas wytężonej modlitwy całego Kościoła, warto więc w nim sformułować odpowiedź na to pytanie. Samo pojawienie się ludzi, którzy chcą udoskonalić swą modlitwę, jest już wielkim znakiem łaskawości Boga. Grono ludzi wchodzących w bliski kontakt z Bogiem stanowi bardzo cenną cząstkę społeczeństwa. To są ludzie ducha, którzy wnoszą w szare codzienne życie wartości wielkie i promieniują nimi na swe otoczenie. Ten, kto się modli, staje się coraz lepszym przewodnikiem Bożej energii rozprowadzanej w świecie. Co winien uczynić człowiek, który chce doskonalić swoją modlitwę? Pierwszym krokiem jest znalezienie w ciągu dnia piętnastu minut na wyłączne spotkanie z Bogiem. Najczęściej, gdy spojrzymy na swe przeładowane pracą i przeżyte w pośpiechu dni, wydaje się to wprost niemożliwe. W tak szczelnie wypełnionych dniach, znalezienie jeszcze piętnastu minut zdaje się być dodaniem nowego ciężaru. Jest to jednak pozorna trudność. Nasz przeciwnik robi wszystko, byśmy nie znaleźli tych piętnastu minut na modlitwę, bo wie, że jeśli to uczynimy, zacznie on po kilku miesiącach tracić nad nami panowanie. Stopniowo sprawy zaczną się układać i nie tylko zrobimy wszystko, co robiliśmy dotychczas, lecz uczynimy to szybciej i łatwiej. Znajdziemy nawet czas na wyjście w tygodniu raz i drugi do kościoła, by wziąć udział we Mszy świętej. Życie zacznie nabierać innego rytmu: bez gorączki, pośpiechu, bez tego wielkiego zmęczenia, które maluje się na twarzy wielu współczesnych Polaków. Czas na modlitwę winien być wybrany tak, by przypadał na godziny dnia, w których człowiek jest możliwie w pełni zmobilizowany fizycznie i psychicznie. Chodzi o najlepszy czas dnia. Z reguły jest to czas ranny. Po przebudzeniu, toalecie, krótkiej gimnastyce można na piętnaście minut wejść wyłącznie w kontakt z żywym Bogiem. Są jednak tacy, którzy rano czują się najgorzej, rozruch ich organizmu trwa całe godziny. Senność nie opuszcza ich przez długi czas. Oni winni wybrać na modlitwę czas w ciągu dnia, a nawet wieczorem. Szereg ludzi wychodzi z pracy, z zakładu lub biura i wstępuje do kościoła, by spędzić kilkanaście minut przed tabernakulum. Dla nich jest to najlepszy czas. Inni, pracujący na zmiany, szukają tego czasu w zależności od pory dnia. Kto chce, zawsze go znajdzie, a kto odkryje jego wartość, już nigdy z niego nie zrezygnuje. Ważna jest stała godzina oraz nie skracanie czasu modlitwy pod żadnym pozorem. Pokusa taka pochodzi albo ze świadomości braku czasu, albo lenistwa. Gdy człowiek się boryka z pokusą skrócenia czasu przeznaczonego na modlitwę, najlepszą odpowiedzią na nią jest dodanie do przyjętego czasu jeszcze trzy, cztery minuty. Pokusa szybko ustąpi, bo człowiek zamiast tracić — w następstwie jej ataku — zyskuje dłuższy czas na spotkanie z Bogiem. Przeciwnik nasz jest bardzo inteligentny i szybko rezygnuje z ataku, który według jego obliczeń jest stratą, a nie zyskiem. Ta sama pora w ciągu dnia budzi pewien głód modlitwy. Modlitwa jest pokarmem ducha. Podobnie jak człowiek spożywający regularnie posiłek czuje głód, gdy zbliża się godzina posiłku, tak i ten, który regularnie się modli, czuje głód modlitwy. To bardzo ułatwia wierność modlitwie. Ten, kto znajdzie stały czas na modlitwę i potrafi go ocalić, po kilku tygodniach zrozumie, że jest to szczególny dar Boga — odpowiedź na pragnienie modlitwy. Odtąd będzie wiedział, że to nie on znalazł czas na modlitwę, lecz sam Bóg czeka na niego o określonej godzinie. Ster modlitewnego spotkania przejmie więc Bóg. Na takie spotkanie już człowiek się nie spóźni, już nic nie może stanąć na przeszkodzie, by o określonej godzinie stawić się przed czekającym Bogiem. Chcąc zrealizować Chrystusowe wezwanie: „Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie” należy rozpocząć od znalezienia piętnastu minut w ciągu dnia na osobiste spotkanie z Bogiem. To jest czas rozpalania serca. Dobrze rozpalone, będzie promieniowało ciepłem przez cały dzień. ks. E. Staniek O Panie, utwierdź serca nasze jako nienaganne w świętości, na przyjście Pana naszego Jezusa (1 Tes 3, 13) „Oto nadchodzą dni — wyrocznia Pana — kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu... Wzbudzę Dawidowi potomstwo sprawiedliwe” (Jr 33, 14–15). Jeremiasz zapowiada Boży zamiar wypełnienia „pomyślnej obietnicy”, tzn. zapowiada Zbawiciela, który narodzi się z pokolenia Dawida, przedstawionego jako „potomstwo sprawiedliwe”. Ono przywróci „sprawiedliwość na ziemi”, czyli zbawi ludzi od grzechu i pojedna ich z Bogiem. Spełnienie się tego wielkiego wydarzenia, które dokonało się przez narodzenie Zbawiciela z Dziewicy Maryi, jest jednym z głównych aspektów Adwentu. Kościół stara się, aby lud chrześcijański nie ograniczył się tylko do tradycyjnego wspomnienia: pragnie, aby się przygotował do głębokiego przeżycia niewysłowionej tajemnicy Słowa Bożego, które stało się człowiekiem „dla naszego zbawienia” (Wierzę). A ponieważ będzie ono zupełne, czyli obejmie całą ludzkość, dopiero na końcu czasów, kiedy „ujrzą Syna Człowieczego nadchodzącego... z wielką mocą i chwałą” (Łk 21, 27), Kościół pobudza wiernych do życia w nastroju nieustannego adwentu. Pamiątkę narodzenia Pana należy przeżywać „oczekując obiecanej nagrody i przyjścia Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa” (MP). Pan przyszedł, przychodzi i przyjdzie. Należy więc dziękować Mu, przyjmować Go i wyczekiwać. Jeśli zaś chrześcijanin zejdzie z tej orbity, pobłądzi. Kościół, rozpoczynając Adwent czytaniem Ewangelii, która opowiada o końcu świata i ostatecznym przyjściu Pana, nie zamierza straszyć swoich synów, lecz napomnieć ich, że czas mija, życie ziemskie zaś jest chwilowe, że celem nadziei i pragnień nie może być ziemia, lecz niebo. Jeśli świat aktualnie jest wzburzony przez wojny, rewolucje, przewrót idei, deprawację obyczajów, wszystko to powinno być ostrzeżeniem: człowiek odrzucając Boga zginie, bo tylko On może go zbawić. A więc: „Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21, 28). Kościół pragnie obudzić w sercach pragnienie i potrzebę zbawienia, tęsknotę za Zbawicielem. Zamiast dać się porwać i pochłonąć przez zmienne ziemskie wypadki, trzeba opanować je i przeżywać w świetle przyjścia Pana, „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka” (tamże 34). Należy więc czuwać „modląc się w każdym czasie” (tamże 36) i korzystać z czasu, by postępować w miłości Boga i bliźniego. Takie jest życzenie i zachęta św. Pawia: „Bracia, Pan niech pomnoży i niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich... aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości... na przyjście Pana naszego Jezusa” (1 Tes 3, 12–13). Ta sprawiedliwość, ta świętość, jaką Zbawiciel przyniósł na ziemię, winna rodzić się i rozwijać w sercu chrześcijanina, a stąd rozlewać się na świat. Wzdycham do Ciebie, o Panie, przez cały dzień. Wspomnij, Panie, na łaskę i dobroć Twoją, bo one trwają przez całą wieczność... Jesteś dobry i prawy, o Panie, dlatego wskazujesz drogę grzesznikom. Rządzisz pokornymi w sprawiedliwości, ubogich uczysz swej drogi. Wszystkie Twoje ścieżki to łaskawość i wierność dla tych, co strzegą Twojego przymierza i Twoich przykazań (Psalm 25, 5–6. 8–10). Na co się przyda mnie, świadomemu własnych grzechów, że Ty, o Panie, przychodzisz, jeśli nie przyjdziesz do mojej duszy, jeśli nie wstąpisz w mojego ducha, jeśli Ty, o Chryste, nie będziesz żył we mnie i nic będziesz mówił we mnie? To Ty do mnie masz przyjść, dla mnie ma dokonać się Twój adwent. Twoje drugie przyjście, o Panie, dokona się przy końcu świata. Obyśmy mogli wtedy powiedzieć: „Dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata”. Spraw, o Panie, aby koniec świata zastał mnie... takim, abym już duchowo żył w niebie... Wówczas dla mnie urzeczywistni się obecność mądrości, obecność cnoty i sprawiedliwości, obecność odkupienia. Istotnie, Ty, o Chryste, raz jeden umarłeś za grzechy ludzi, lecz na to, by zbawiać każdego dnia lud od jego grzechów (zob. św. Ambroży). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Kazania bez gadania Święty Augustyn powiada, że człowiek staje się częściowo tym, co kocha. Mówiąc dosadnie: kto lubi kiełbasę, staje się kiełbasą: „Człowiek przybiera te postaci i formy, w których ma upodobanie. Stąd bierze się materializm: zakochany w materii sam staje się materią” [1]. Zapowiadając koniec świata i swoje powtórne przyjście na ziemię, Jezus wzywa do czujności. Przestrzega przed obżarstwem i opilstwem, bo serce człowieka oddającego się doczesnym przyjemnościom jest ociężałe, niezdolne do pracy nad sobą i duchowego wysiłku. Sándor Márai twierdzi, że z niechlujnego i niemoralnego trybu życia nie można w kilka chwil przeistoczyć się w człowieka duchowej i twórczej pracy: „Nie możesz od piątej do wpół do szóstej po południu rozmawiać z Bogiem, jeśli w nocy i w ciągu dnia żyłeś jak świnia” [2]. 1 Cyt. za: Dorota Zańko i Jarosław Gowin, Przekonać Pana Boga. Z ks. Józefem Tischnerem rozmawiają Dorota Zańko i Jarosław Gowin, Kraków 1999, s. 194. 2 Sándor Márai, Księga ziół, przeł. Feliks Netz, Warszawa 2008, s. 65. ks. E. Burzyk
Podoba się : Mira Anna, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
II niedziela Adventu Czasami sprawy toczą się tak wartkim nurtem, że tracimy z oczu to, co najważniejsze – cel naszego życia. Poddajemy się fali licznych obowiązków, brakuje nam czasu i sił na spokojną refleksję, stopniowo zapadamy w duchową drzemkę. Dziś głos Bożych proroków – Jana Chrzciciela i Izajasza – wyrywa nas z uśpienia. Chociaż mocny i zdecydowany, nie jest to głos potępienia, ale wezwania do nawrócenia i nadziei: Wyprostujcie wasze drogi, wyrównajcie pagórki, bo oto Zbawiciel nadchodzi! o.J.K.OP „Przygotujcie drogę Panu” Wszystkich tych, którzy mają jakieś wątpliwości odnośnie autentyzmu Ewangelii, którzy są skłonni uważać ją za baśń i traktować niepoważnie, dzisiejszy fragment św. Łukasza powinien całkowicie przekonać. Trudno byłoby znaleźć inny tekst sprzed dwóch tysięcy lat, który byłby równie mocno osadzony w realiach czasowych. Oczywiście, dzisiaj nam to nie imponuje, bo współczesna technika przyzwyczaiła nas do precyzji tysięczno-sekundowej, a wymiana i przekaz informacji z kontynentu na kontynent trwa niewiele tylko dłużej, ale jak na owe czasy Łukasz był aż nadto precyzyjny, aby można było podejrzewać go o nierzetelność. Do czego potrzebna mu była taka dokładność? Otóż chciał w ten sposób raz na zawsze udowodnić, że zbawienie było faktem historycznym, który dokonał się w ściśle określonym czasie i miejscu, na oczach wielu wiarygodnych świadków, w powszechnie znanym kontekście historycznym. Wtedy nikomu rozsądnemu nie przyszłoby do głowy, aby to negować. A skoro tak, to tym bardziej nam, obeznanym dobrze z najnowszymi metodami krytycznego badania źródeł historycznych. O tym trzeba zawsze dobrze pamiętać: w przypadku Ewangelii i innych tekstów Nowego Testamentu, mamy do czynienia z najbardziej wiarygodnymi i najlepiej udokumentowanymi przekazami historycznymi, jakie zna dzisiejsza nauka. Ale do czego jest to potrzebne przeciętnemu słuchaczowi niedzielnej Ewangelii czy czytelnikowi Pisma św.? Otóż nie chodzi tu tylko o kwestie historyczne i krytycznoliterackie niuanse. Chodzi o zbawienie i o wiarę. Bo skłonni jesteśmy nieraz wyobrażać je sobie jako coś niekonkretnego i nie z tego świata. Juliusz Cezar – jak najbardziej! Arystoteles – oczywiście! Pitagoras – proszę bardzo! Ale Jezus z Nazaretu? No, z Nim to już nie wiadomo. Być może przyczyniły się do takiego myślenia liczne filmy historyczno-przygodowe, z „Kleopatrą” i „Faraonem” na czele. Ruchome obrazki i kolorowe stroje z epoki przemawiają do wyobraźni o wiele lepiej niż suche słowa, ale musimy pamiętać, że z tamtych czasów przetrwały do nas tylko słowa, a obraz jest już tylko fikcją i zręcznym filmowym złudzeniem. Tym niemniej dobrze się stało, że są już zekranizowane także Ewangelie i liczne powieści o Jezusie. Dzięki nim łatwiej przyswoić sobie trudne prawdy ewangeliczne i zrozumieć Jezusa. Zanim objawił się Jezus z Nazaretu, poprzedziło Go publiczne wystąpienie proroka Jana Chrzciciela. Cała jego działalność była wypełnieniem prastarego proroctwa Izajasza. Nie było to więc zawieszone w próżni, nie było ludzką inicjatywą, szlachetnym zrywem człowieka zmęczonego grzechem, lecz celowym wypełnieniem odwiecznego planu Boga. Tego nie wymyślił Jan Chrzciciel, lecz Bóg, a Jan był tylko wykonawcą, „Głosem” Pana, wołającym na pustyni. Jan wzywał ludzi do nawrócenia, do wewnętrznej przemiany myślenia, życia, postaw. Ale nie miała – i nie mogła – to być przemiana ostateczna i całkowita. Do takiej bowiem człowiek skażony grzechem nie był zdolny. Miał to być tylko wstęp i przygotowanie do tego, co chciał uczynić Pan Bóg. To On osobiście postanowił przyjść i zbawić człowieka. Ale chciał widzieć z naszej strony jakąś dobrą wolę, jakieś pragnienie przemiany, oczyszczenia, jakiś głód Boga i zbawienia. I w tym sensie słowa Izajasza i posłannictwo Jana są ciągle aktualne. Żebyśmy także my mogli ujrzeć zbawienie Boże. ks.M.P. Historia pełna Boga Od początku chrześcijaństwa istnieje tendencja, by zaliczyć je albo do mitów, traktując jako jedną z najpiękniejszych wizji życia, albo do systemów filozoficznych poszukujących sensu życia ludzkiego i istnienia świata. Już w drugim wieku po Chrystusie niejaki Justyn stwierdził, że jest to najpiękniejsza filozofia. Szukał prawdy, nawiedził szereg głośnych wówczas szkół filozoficznych, a znalazł ją w Kościele. Zatrzymał więc strój filozofa i odtąd prowadził swoją szkołę filozofii chrześcijańskiej. Poniósł za to śmierć męczeńską. Łatwo ulec tym pokusom i włożyć chrześcijaństwo w krainę baśni albo uznać je za jedną z wypracowanych koncepcji życia. Jedno i drugie rozwiązanie jest błędne. Chrześcijaństwo jest wydarzeniem. To wielka przygoda, która rozpoczęła się w ściśle określonym czasie i miejscu. Wydarzenie niepojęte, a jednak prawdziwe. Oto na ziemi wśród ludzi stanął Bóg, przyjął postać człowieka i postanowił zamieszkać z nami. Stało się to w Nazarecie za cezara Augusta. Tam też Syn Boga żył w ukryciu ponad trzydzieści lat, by pod koniec życia publicznie ujawnić swą Boską godność i przekazać ludziom naukę o możliwości ich zbawienia. Historia się rozpoczęła i trwa do dziś. Nie da się jej zaliczyć do mitów, bo ma zbyt wiele dowodów historycznych. Nie da się jej również sprowadzić do filozoficznego systemu, bo jest prostą opowieścią o tym, co się dokonało, i wynikających z tego konsekwencjach. Jest rzeczą zdumiewającą, że św. Łukasz jakby wyczuł niebezpieczeństwo zaliczania chrześcijaństwa do mitu lub filozofii i w swych Pismach natchnionych w szczególny sposób zatroszczył się o to, by podać wszystkie historyczne wymiary dzieła Jezusa Chrystusa. On zaznacza, że „Wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie” /Łk 2, 1/, i dlatego św. Józef ze swoją żoną musiał udać się do Betlejem. Łukasz też podaje dokładnie, kiedy rozpoczął swą publiczną działalność Jan Chrzciciel: „Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei /.../; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni” /Łk 3, 1-2/. Łukasz, w sposób znany w starożytności, podaje dokładną datę wystąpienia Jana Chrzciciela. Wymienia też wszystkie ważniejsze osoby, których imiona są znane z innych dokumentów historycznych. Spotkanie Boga z człowiekiem zostaje przez niego wpisane w dzieje Cesarstwa Rzymskiego oraz w dzieje narodu izraelskiego, a przez to w dzieje świata. Poprawne podejście do lektury Pisma Świętego wymaga dobrej znajomości historii. Wydarzenia ewangeliczne trzeba odczytać w ich historycznych proporcjach. Wniosek stąd prosty. Każde głębsze wchodzenie w tekst Pisma Świętego musi być połączone z uzupełnianiem wiadomości na temat świata, w którym wydarzenia opisane w Biblii miały miejsce. Dopiero takie odczytanie gwarantuje właściwe poznanie zamysłu Boga wobec nas. I dziś Ewangelia realizuje się w naszej rzeczywistości. Można bardzo dokładnie podać zarówno czas, jak i miejsce jej wcielania w życie. Wydarzenia zbawcze dokonują się w grudniu bieżącego roku we Wrocławiu, Dzierżoniowie, Marciszowie. Bóg współpracuje z ludźmi, mieszka w wielu świątyniach, wędruje ulicami miast i wiejskimi drogami. Słowo Boże jest kierowane do konkretnych ludzi: Stanisława, Tomasza, Zofii, Jadwigi. To nie mit, to nie filozofia, to konkretne wezwanie Boga do realizacji życia w ścisłej współpracy z Nim. Słowo Boże dociera do cierpiących w szpitalach, zamkniętych w więziennej i klasztornej celi, do matki, która rodzi dziecko, i do starca szukającego oparcia w lasce. Wydarzenie trwa. Nie da się go wymazać z dziejów świata. Bóg w nie wkroczył i zostanie aż do skończenia historii. Nie zawsze Boga dostrzegamy, ale Nim żyjemy. Rzecz ma się podobnie jak z prądem elektrycznym, z którego dobrodziejstwa korzysta miliony ludzi. Odczulibyśmy jego obecność i wartość w pełni dopiero wówczas, gdyby nam go całkowicie zabrakło. Podobnie jest z Chrystusem, który jako światłość świata zabłysnął dwa tysiące lat temu i stopniowo dociera do wszystkich zakątków ziemi. Dopiero gdyby Go zabrakło, zrozumielibyśmy jak trudno bez Niego żyć. Ludzkość pogrążyłaby się w ciemnościach. Szukałaby znów ciepła i światła przy ogniskach, jakie na przestrzeni wieków usiłowali zapalić filozofowie i poeci. Na szczęście nie zabraknie. On nas zapewnił: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” /Mt 28, 20/. Święte miejsce Modlitwa wymaga nie tylko odpowiedniego czasu, w którym Bóg czeka na człowieka, czasu spotkania o najdonioślejszym znaczeniu. Modlitwa wymaga również odpowiedniego miejsca. Jezus wzywając do modlitwy powiada: „wejdź do izdebki, zamknij drzwi” /Mt 6, 6/. Na czas modlitwy trzeba odciąć się od świata, trzeba mieć święte miejsce. Luksusem są samotnie, domy, w których można spędzić kilka godzin, dzień a nawet dwa. Dom — pustelnia. We wszystkich religijnych wspólnotach odpowiadających na wezwanie Ducha Świętego takie domy obecnie powstają. Członkowie wyłączają się z normalnego rytmu pracy i życia, na kilka godzin, dzień lub dwa, by odetchnąć ciszą, by odzyskać rytm serca dotlenionego obecnością Boga. Takie domy to potrzeba czasu. Wspólnoty, które to dostrzegły i doceniły, już zbierają owoce błogosławione. W innych krajach takie domy organizują środowiska świeckie. Nie ma w nich luksusu, jest to, co konieczne do życia. Nikt też, kto szuka pustelni, nie czeka na obfite jedzenie i wygody. Potrzebna jest cisza i poczucie bezpieczeństwa. W normalnych warunkach chodzi jednak o miejsce święte w mieszkaniu, nawet jeśli to jest mieszkanie jednopokojowe i przeraża swoją ciasnotą. W tym mieszkaniu trzeba znaleźć „miejsce” swojej rozmowy z Bogiem. Polega to na ustawieniu twarzy w stronę możliwie najmniej rozpraszającą. Można skoncentrować spojrzenie na obrazie religijnym lub krzyżu. Niektórzy na czas modlitwy zapalają świece. Jeśli przychodzi do naszego mieszkania gość, to nawet przy bałaganie stwarzamy dla niego kącik, przygotowujemy krzesło, nakrywamy skrawek stołu serwetą. To przygotowanie jest potrzebne dla spotkania, jest znakiem dostrzeżenia obecności gościa, jest potrzebne dla niego i dla nas. Podobnie jest w spotkaniu z Bogiem w moim mieszkaniu, zatrzymuję się przy Nim, by spokojnie porozmawiać. Dowartościowanie czasu na modlitwę i znalezienie, a niekiedy wprost stworzenie, miejsca na modlitwę stanowi znak dojrzałości religijnej i jest pierwszym warunkiem na drodze jej doskonalenia. Człowiek sam winien zatroszczyć się o święty czas w ciągu dnia i sam winien przygotować święte miejsce w swoim mieszkaniu. Te święte minuty spotkania z Bogiem promieniują na pozostałe godziny dnia, a święte miejsce promieniuje na cały dom. Adwent — czas modlitwy, wezwanie, wobec którego nie wolno człowiekowi wierzącemu przejść obojętnie. Oto Niepokalana Matka staje przed nami i mówi: nie potraficie nagle uświęcić całego swego życia, nie potraficie w ciągu jednego dnia uświęcić całego mieszkania — trzeba to czynić stopniowo. Ten święty czas i święte miejsce spełniają rolę zaczynu, który stopniowo przemienia, uświęca wasze godziny i przestrzeń, w której żyjecie. Ja, Niepokalana od poczęcia, otrzymałam dar doskonałej świętości. Całe moje życie w każdej sekundzie i cały mój świat w Nazarecie, w domu Elżbiety, w Betlejem i w Egipcie, w Galilei i w Jerozolimie, na Golgocie i w Wieczerniku był święty. Stało się to na skutek łaski Boga, a nie mojego wysiłku. Wy, moje dzieci, musicie o to uświęcenie nieustannie zabiegać. Otrzymujecie dość mocy Bożej, by mimo trudności wam się to udało. Ewangelia słowami Izajasza proroka wzywa nas do przygotowania drogi dla Pana, prostowania ścieżek dla Niego. Zatroszczenie się o urządzenie na piętnaście minut miejsca spotkania z Bogiem we własnym mieszkaniu to realizacja tego wezwania. Porządek, zapalona świeca, ustawiony kwiat przed obrazem, pościelone łóżko czy tapczan — miejsce spotkania z Bogiem. Niewiele, a bardzo dużo. W trudzie znalezienia czasu na modlitwę i w przygotowaniu miejsca człowiek otwiera serce na samo spotkanie. Tak jak przygotowanie mieszkania dla gościa jest już otwarciem ducha na spotkanie z nim. Nie lekceważmy drobiazgów, bo w miłości one właśnie są ważne. ks.E.S. „Przygotujcie drogi; Panu, prostujcie Jemu ścieżki!” (Łk 3, 4) „Złóż Jeruzalem, szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana. Oblecz się płaszczem sprawiedliwości, pochodzącej od Boga... Z radością bowiem Bóg poprowadzi Izraela do światła swej chwały z właściwą sobie sprawiedliwością i miłosierdziem” (Ba 5, 1–2. 9), Baruch prorok językiem poetyckim wzywa Jerozolimę, zniszczoną i opuszczoną wskutek wygnania jej synów, do radości, albowiem zbliża się dzień odkupienia i powróci do niej lud przyprowadzony przez samego Boga. Jerozolima jest figurą Kościoła. Również on cierpi wskutek oddalenia się i zguby tylu swoich synów, a więc i on w Adwencie jest wezwany, aby ożywił nadzieję ufając Zbawicielowi, który przez coroczne święto Bożego Narodzenia odnawia mistycznie swoje przyjście, by zbawić go z całym jego ludem. Grzech oddala ludzi od Boga i od Kościoła. Drogę powrotu przygotował sam Bóg przez wcielenie swego Jednorodzonego. W Adwencie zaś cały nowy lud Boży wyrusza Mu naprzeciw. Prorocy mówili o drodze, jaką należałoby przeprowadzić przez pustynię, aby ułatwić powrót wygnańcom. Lecz kiedy Jan Chrzciciel podejmuje ich przepowiadanie i jawi się na brzegu Jordanu jako „głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie Jemu ścieżki” (Łk 3, 4), nie zachęca już do zbudowania drogi materialnej, lecz do przygotowania serc i przyjęcia Mesjasza, który już przyszedł i ma rozpocząć swoją działalność. Dlatego Jan obchodził okolice „i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów” (tamże 3). Nawrócić się, to znaczy oczyścić się z grzechu, wyprostować krzywizny serca i umysłu, wypełnić doliny niestałości i kaprysu, obalić dążenia pychy, zwyciężyć opory egoizmu, wygładzić szorstkości w obcowaniu z bliźnim, jednym słowem, uczynić życie własne prostą drogą do Boga, bez wybojów i kompromisów. Programu tego nie da się wyczerpać w Adwencie, lecz podczas każdego Adwentu należy go wypełniać w nowy i głębszy sposób, by przygotować się na przyjście Zbawiciela, W ten sposób „wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże” (tamże 6). Nawrócenie osobiste nakłada również obowiązek pracy dla dobra braci i wspólnoty. To jest wniosek wypływający z drugiego czytania. Św. Paweł raduje się wraz z Filipianami z ich udziału w szerzeniu Ewangelii i modli się o to, aby miłość ich doskonaliła się coraz bardziej i aby stali się „czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa, napełnieni plonem sprawiedliwości” (Flp 1, 10–11). Eschatologiczna perspektywa występuje w tych wierszach zgodnie z duchem Adwentu i jest nowym wezwaniem do szybkiego nawrócenia siebie i innych, aby dokonało się „do dnia Chrystusa Jezusa” (tamże 6). Trzeba jednak pamiętać, że zbawienie własne i innych jest raczej dziełem Boga niż dziełem człowieka. Człowiek powinien z oddaniem współpracować, lecz to sam Bóg inicjuje i doprowadza do końca tak wielkie dobro (tamże). Tylko z pomocą łaski człowiek może być „napełniony plonem sprawiedliwości” na dzień ostateczny, bo sprawiedliwość, czyli świętość, nabywa się tylko „przez Jezusa Chrystusa” (tamże 11) otwierając się z pokorą i ufnością na Jego uświęcające działanie. Pobudź, Boże, nasze serca do przygotowania dróg Jednorodzonemu Synowi Twojemu, abyśmy dzięki Jego przyjściu mogli Ci służyć w czystości duszy. O Panie Jezu, przez pierwsze swoje przyjście w ludzkiej naturze, spełniłeś odwieczne postanowienie, a nam otworzyłeś drogę wiecznego zbawienia. Spraw, kiedy ponownie przyjdziesz w blasku swej chwały, abyśmy w dniu ostatecznym mogli w pełni światłości otrzymać obiecane dary, których teraz czuwając z ufnością oczekujemy (Mszał Polski: kolekta i 1. prefacja). O Panie, nie chełpię się z mych uczynków... nie chwalę się dziełem moich rąk, lękam się, że kiedy Ty je zaczniesz badać, znajdziesz więcej grzechów niż zasług. O jedną rzecz tylko proszę, jedno tylko powiem, jedno tylko pragnę otrzymać: abym nie gardził dziełem rąk Twoich. Spojrzyj we mnie na swoje dzieło, a nic na moje; patrząc bowiem na moje, potępisz mnie; patrząc na swoje, wynagrodzisz mnie. Albowiem ile jest dobrego we mnie, wszystko pochodzi od Ciebie, a zatem więcej jest Twoje niż moje... przez łaskę zostałem zbawiony za pośrednictwem wiary, i nic dla moich zasług, lecz z Twojej dobroci; nie przez własne uczynki, abym przypadkowo nic miał się czym chełpić. Jestem Twoim dziełem, Ty utworzyłeś mnie w łasce swojej razem z moimi dobrymi uczynkami (św. Augustyn). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny Każdego dnia doświadczamy w sobie rozdarcia między starym i nowym człowiekiem. Choć przez chrzest zostaliśmy już zanurzeni w łasce Chrystusa, wciąż jeszcze pociąga nas to, co Bogu niemiłe. Najświętsza Maryja Panna – niepokalanie poczęta – była wolna od wewnętrznego rozdarcia. Cała skierowana ku Bogu i Jemu oddana, dobrowolnie i z wiarą przyjęła Boże Słowo. Wraz z Nią dziękujmy dziś Bogu za Jego łaskę, która leczy nasze wewnętrzne rozdarcie i odnawia w nas Boży obraz i podobieństwo. o.J.K.OP NIEPOKALANE POCZĘCIE „Bądź pozdrowiona, pełna łaski. Pan z Tobą” (Łk 21, 28. 42) Z tekstem ewangelicznym ukazującym Maryję „pełną łaski” zgadza się list św. Pawła do Efezjan: „Niech będzie błogosławiony Bóg... który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich, w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem ku chwale Majestatu swej łaski” (1, 3–6). Najświętsza Dziewica zajmuje pierwsze miejsce w błogosławieństwie i wyborze Boga. Ona jest jedynym świętym i niepokalanym stworzeniem w ścisłym i pełnym tego słowa znaczeniu. W Maryi błogosławieństwo Boże wydało najpiękniejszy i najdoskonalszy owoc. Musiało to nastąpić nie tylko dlatego, że była błogosławiona i wybrana „w Chrystusie”, dla Jego zasług, lecz także ze względu na zadanie, jakie miała spełnić względem Chrystusa; miała bowiem stać się Jego matką. Dzisiaj Kościół wzywa swoich synów, aby wielbili Boga z powodu cudów, jakich dokonał w pokornej Dziewicy: „Śpiewajcie Panu pieśń nową, bo uczynił cuda” (psalm respons.). Cud, bo Bóg zerwał więzy grzechu pierworodnego, które wiążą wszystkie dzieci Adama i zastosował do Maryi dzieło zbawienia (zanim jeszcze dokonało się historycznie), jakiego Jezus, rodząc się z Niej, miał dokonać. Dziewica z Nazaretu otwiera w ten sposób zastęp odkupionych. Od Niej zaczyna się historia zbawienia i Ona sama współpracuje w niej dając światu Tego, który zbawi ludzi. Wszyscy wierzący w Zbawiciela winni iść za Nią. Po Maryi, dzięki Jej pośrednictwu, Bóg wybrał ich i pobłogosławił „w Chrystusie”, aby „byli święci i nieskalani... w miłości”. Jeśli ten plan Boży dokonał się w Maryi z niezwykłą pełnią uprzywilejowania, winien spełniać się w każdym wierzącym według miary ustanowionej przez Najwyższego. Jeśli ma to nastąpić, to chrześcijaninowi nie pozostaje nic innego, jak tylko wzorować swoje życie na życiu Niepokalanej, naśladować Ją w wierności łasce, w nieustannym otwieraniu się na Boga i oddawaniu Mu. Jak w Maryi pełnia łaski rozwinęła się w pełnię miłości ku Bogu i ludziom, tak w każdym wierzącym łaska powinna wydać owoc miłości ku Bogu i braciom, na chwałę Najwyższego i rozwój Kościoła. Zaprawdę słuszne to i sprawiedliwe, o Boże Wszechmogący, abyśmy Ci składali dziękczynienie i z pomocą Twej łaski obchodzili uroczystość Najświętszej Maryi Dziewicy. Z Jej ofiary zaiste zakwitła różdżka, która następnie żywiła nas Chlebem anielskim. Ewa zjadła owoc grzechu, Maryja natomiast przywróciła nam słodki owoc Zbawiciela. Jak bardzo są różne czyny węża i czyny Dziewicy! Wąż wydał truciznę, która oddzieliła nas od Boga, z Maryi natomiast wzięły początek tajemnice naszego odkupienia. Przez Ewę zwyciężyła złość kusiciela, w łasce zaś Maryi majestat Zbawiciela pozyskał współodkupicielkę. Ewa przez grzech zabiła swoje własne potomstwo, ono jednak zmartwychwstało w Maryi przez łaskę Stworzyciela, który uwalnia naturę ludzką z niewoli i przywraca ją do dawnej wolności. To, co straciliśmy we wspólnym ojcu Adamie, odzyskaliśmy w Chrystusie (św. Ambroży). Niech nam będzie wolno, przez Ciebie, Maryjo, iść do Syna; Tyś błogosławiona, bo znalazłaś łaskę, zrodziłaś Życie i stałaś się Matką zbawienia, Niech przez Twoje pośrednictwo przyjmie nas Ten, który przez Ciebie został nam dany. Twoja Niepokalaność niech Mu wynagrodzi winy naszej grzeszności, a Twoja pokora niech będzie miłą Bogu i wyjedna nam przebaczenie próżności. Twoja wielka miłość niech pokryje mnóstwo naszych grzechów, a chwalebna Twa płodność niech wyjedna nam obfitość zasług. O Pani, Pośredniczko i Orędowniczko nasza, pojednaj nas z Twoim Synem, polecaj i przedstawiaj nas Jemu. Przez łaskę, którą znalazłaś, przez przywilej, na jaki zasłużyłaś, przez Miłosierdzie, które zrodziłaś, spraw, o Błogosławiona, aby Ten, który dzięki Tobie raczył stać się uczestnikiem naszej słabości i nędzy, przez Twoje także wstawiennictwo uczynił nas uczestnikami swej chwały i szczęśliwości (św. Bernard). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
III niedziela Adwentu „Pan jest blisko” nie tylko dlatego, że na horyzoncie widać już Boże Narodzenie. Pan jest blisko każdego dnia. Jest blisko, ponieważ uczestniczymy w Eucharystii. Jest blisko, bo obok nas jest bliźni. A więc „co mamy czynić?” – z takim pytaniem zwracamy się do Jana Chrzciciela. A on odpowiada niezwykle prosto i daje nam do zrozumienia, że mamy być tam, gdzie jesteśmy. Mamy wykonywać uczciwie wszystkie obowiązki, porzucić to, co w naszym życiu złe, i ufać Bogu. On sam nas znajdzie. Spotkamy Go naszej codzienności. o. Jakub Kruczek OP „Co mamy czynić?” Dzisiejsza Ewangelia ma wybitnie praktyczny charakter i bardzo konkretną wymowę. I chociaż jej pouczenia dotyczyły czasów i warunków sprzed dwóch tysięcy lat, to jednak ich treść jest uniwersalna i łatwo przełożyć ją na język współczesności. Co charakterystyczne, Jan kierował swoje kazania i napomnienia do wszystkich, do najszerszych rzesz ludzi, ale nie od wszystkich usłyszał odzew. A ci, od których usłyszał, byli to na ogół ludzie z marginesu, anonimowe tłumy, celnicy, najemni żołnierze, ludzie znani raczej z niezbyt dobrego prowadzenia się. W każdym razie, wśród pilnych słuchaczy Jana na pewno zabrakło tych, od których należałoby się spodziewać wzoru i przykładu nawrócenia – arcykapłanów i faryzeuszy. Zapewne powodem było ich przeświadczenie o własnej bezgrzeszności i zgubna pewność siebie. Trzeba to mocno podkreślić, bo i dzisiaj wśród tzw. „porządnych” katolików wielu jest takich, którzy uważają, że nie mają się z czego nawracać, że nie mają grzechów do odpuszczania – tłumaczą się najczęściej: „przecież nikogo nie zabiłem, nie mam więc z czego się spowiadać”. Oni nie potrzebują żadnych Janów Chrzcicieli ani Zbawicielów, w ogóle nie potrzebują żadnych pouczeń, bo są sami najmądrzejsi, a najchętniej jeszcze pouczaliby innych. Nie ma gorszej sytuacji człowieka. W o ileż lepszym położeniu są ewidentni grzesznicy, świadomi swoich grzechów. W zasadzie nie mają oni złudzeń odnośnie siebie i swojego stanu duszy. Będąc jednak „na minusie”, pragną zmiany swojej sytuacji. Może nie zawsze wierzą w jej możliwość, może nie są zdolni do podjęcia konkretnych i wiążących decyzji zrywających z grzechem, ale też i nie roszczą sobie pretensji do przeświadczenia o swej doskonałości. Tacy ludzie chętnie słuchają kazań, choć często brzmią one dla nich jedynie jak piękna, nierealna bajka. Jednakże jeśli wsłuchamy się uważnie w ton pouczeń Janowych, zauważymy, że dla Jana stan idealny nie oznacza wcale jakichś nadzwyczajnych czy heroicznych postaw. Można by w zasadzie powiedzieć, że ideałem dla Jana jest po prostu normalność, tylko to, co konieczne. Nazywa się to sprawiedliwością: oddać każdemu to, co się należy i wymagać od siebie tego, do czego się jest zobowiązanym. Czyli nic nadzwyczajnego, nic ponad przeciętną. Ale zarazem doskonale wiemy, jak trudno ten standard normalności zachować. Kto wie, może właśnie uczciwość i sprawiedliwość jest dziś największym problemem życia? Wypełnianie swoich zwyczajnych obowiązków, tego, co się samo przez się należy? To prawda, tłumaczymy się, że przykład idzie z góry i faktycznie, nie jest to na ogół przykład budujący. Ale ostatecznie każdy będzie odpowiadał sam za siebie, i to w pierwszym rzędzie za to, co obowiązkowe. Jedno jeszcze trzeba zauważyć: Jan w swoich kazaniach reprezentuje i powołuje się na etykę naturalną, na prawo i zobowiązania zapisane w ludzkiej naturze i zasadach życia społecznego. Bóg w swoim prawie objawionym przez Chrystusa i zapisanym w sercach przez Ducha Świętego, oczekuje już czegoś znacznie więcej. Ale też i chrzest Ducha Świętego uzdalnia nas do czegoś więcej niż chrzest wodą. Dlatego też, jeśli uważamy się za chrześcijan, musimy odpowiednio do tego ustawić dla siebie poprzeczkę wymagań. Ten, który jest nieskończenie mocniejszy od Jana i od każdego z nas, da nam siłę, abyśmy temu sprostali. ks.M.P. „Cóż więc mamy czynić?” Udały się Janowi adwentowe rekolekcje. Ludzie słuchali uważnie. Nauka Chrzciciela docierała do ich serc i umysłów. Przeżywali to spotkanie głęboko, ponieważ przychodzili, wyznawali grzechy i przyjmowali chrzest pokuty. To jednak jeszcze nie jest sukcesem kaznodziei. Można wyłożyć prawdę tak jasno, że ludzie wiedzą, co jest dobre a co złe; można wzruszyć tak mocno, że zdobędą się na spowiedź, ale to jeszcze nie wszystko. Najważniejsze jest wezwać słuchaczy do czynu. Janowi się to udało. Podchodzili do niego i stawiali najważniejsze pytanie: Co mamy czynić? Jan przekonał słuchaczy nie tylko o potrzebie opuszczenia drogi nieprawości, ale i o konieczności wejścia na drogę pełnienia woli Bożej, na drogę czynu. Każdy kaznodzieja mógłby mu pozazdrościć takiego sukcesu. Co mamy czynić? — oto adwentowe pytanie. Trzeba by postawił je każdy chrześcijanin, by postawiły je grupy zawodowe — górnicy, hutnicy, lekarze, kolejarze, rolnicy, nauczyciele. Winien je postawić cały naród. Udzielenie na nie odpowiedzi, a następnie podjęcie czynu decyduje o nadziei, z jaką możemy spojrzeć w przyszłość. Do postawienia tego pytania wzywał Jan Paweł II. On, tak jak Jan, głosił do nas adwentowe rekolekcje — wyjaśniał, nauczał, wzruszał, ale w niewielkim stopniu udało mu się skłonić nas do postawienia pytania: Co mamy czynić? Nie udało mu się wezwać nas do czynu, mimo że na wzór Jana Chrzciciela kierował swe słowo do wszystkich grup w naszej Ojczyźnie, począwszy od dzieci, a skończywszy na ludziach piastujących władzę w Kościele i państwie. Nasz naród jest zasypany słowem. Ono przypomina pianę, którą straż gasi groźny ogień. Potrzebna jest więc oliwa wielkich czynów, która podsyci ogień i odniesie zwycięstwo nad pianą słowa. Cała Ewangelia to czyn. Gdyby to były tylko piękne słowa, jej ogień już dawno wygasłby na ziemi. Chrystus jednak w każdym pokoleniu ma ludzi czynu i oni decydują o trwaniu i życiu Jego Kościoła. Adwent to czas głębokiej refleksji nad skutecznością słowa i wagą czynu. Bóg wzywa do twórczego milczenia, w którym można usłyszeć Jego odpowiedź na pytanie: Co mamy czynić? A z chwilą gdy ta odpowiedź dotrze do nas, należy uczynić wszystko, by wcielić ją w życie. Tajemnica Bożego Narodzenia to tajemnica wcielenia Słowa Bożego. „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” /J 1, 14/. Nasze słowo tylko o tyle przedstawia wartość, o ile zamienia się w czyn. Dziś zarówno Ojczyzna, jak Kościół czeka nie na słowo, lecz na czyny. Jest rzeczą znamienną, że Jan zajmował się etyką zawodową. Przybywali do niego z konkretnym pytaniem: co mamy czynić — przedstawiciele administracji, żołnierze, wychowawcy, a nawet sam Herod. Odpowiadał jasno, wzywał do szacunku wobec Bożego prawa, do uczciwości i odpowiedzialności. Wiedział, że prawdziwa reforma, którą miał w wymiarze religijnym kontynuować Chrystus, musi być oparta na fundamencie dobrze ustawionej etyki zawodowej. To ona decyduje o sukcesach w życiu społecznym i gospodarczym. Podejście Jana Chrzciciela nic nie straciło ze swej aktualności. Skupienie Znalezienie czasu i miejsca na modlitwę to troska o zewnętrzne warunki potrzebne dla spotkania z Bogiem. One jednak same nie wystarczą. Potrzebne jest wewnętrzne wyłączenie z otaczającego nas świata i skoncentrowanie uwagi na samym spotkaniu, na obecności Boga oraz na treści rozmowy z Nim. W normalnym rytmie dnia jesteśmy wprost bombardowani dziesiątkami spraw, które dostrzegamy, o których myślimy. To one wypełniają nasz umysł, serce, one podnoszą temperaturę naszych uczuć, one wywierają nacisk na wolę. Chcąc wejść w spotkanie z Bogiem, potrzebna jest umiejętność nabrania dystansu do tej otaczającej nas rzeczywistości, potrzebne jest skupienie. To sprawność, którą należy wypracować, i to możliwie w wysokim stopniu. Najważniejszym momentem w doskonaleniu skupienia jest ten, w którym człowiek odkrywa, iż jest to sprawność nieodzownie potrzebna dla twórczego wykorzystania życia na ziemi. W skupieniu nie chodzi tylko o modlitwę, w skupieniu chodzi o życie. Nie ma bowiem mowy o właściwym przeżyciu jednego dnia bez skupienia. Bez niego człowiek nie potrafi uczynić nic wielkiego. Błąd wielu, zwłaszcza młodych ludzi polega na tym, iż sądzą, że można życie przeżyć na tzw. „luzie”, tzn. dać się unosić fali chwili obecnej. Stąd próby budowania w sposób tani niewielkiej tratwy i zdanie się na prądy życia społecznego, które unoszą człowieka tam, gdzie chcą. Oto przestronna i wygodna droga, o której wspomina Chrystus. Kto ma odwagę kształtować swoje życie i sięgać po wartości wielkie, musi się nauczyć pływać pod prąd, a to wymaga nie tylko wysiłku, lecz i wielkiej koncentracji uwagi, skupienia. Muzyk musi się skoncentrować, zanim uderzy w klawiaturę, matematyk musi wejść w głąb świata cyfr i podłączyć do niego komputer swego umysłu, według ściśle określonego programu. Chirurg operujący chorego często przez dwie i trzy godziny musi maksymalnie skoncentrować uwagę na każdym ruchu ręki, jeśli chce, by pacjent wrócił do zdrowia. Takie skupienie kosztuje mnóstwo energii, mobilizacji wszystkich sił człowieka i każda jego minuta wyczerpuje więcej niż ciężka praca górnika, którą w pewnym momencie można wykonywać prawie mechanicznie. To samo obserwujemy w życiu codziennym. Słucham muzyki — im uważniej nastawię ucho na odbiór, tym pełniej chłonę bogactwo dźwięków. Wędruję przez las, zapominam stopniowo o karuzeli miasta, spraw, ludzi. Czuję się jakbym składał z ramion ciężki plecak. Płuca delektują się świeżym powietrzem, oczy pięknem otaczającej przestrzeni, ucho szumem drzew. Bogactwo lasu przelewa się w moje wnętrze. Jeśli nie potrafię się wyłączyć z życia codziennego, przejdę przez las i nawet nie zauważę jego tajemnicy. Skupienia wymaga każda praca. Uczennica rozkojarzona nie lubi szkoły, nienawidzi książki. Życie jej pełne jest cierpienia i konfliktów z całym otoczeniem, w domu z rodzicami, w szkole z nauczycielami, nawet z koleżankami, bo ciągle coś psuje, rozbije, zaniedba, spóźni się, zapomni. Dostrzega to młoda nauczycielka, która rozpoczęła pracę. Indywidualne rozmowy i cykl ćwiczeń z zakresu skupienia. Po kilku miesiącach Joanna z pasją czyta książki, z radością wędruje do szkoły. Ma teraz wiele czasu do dyspozycji. To, co dotychczas robiła trzy godziny, teraz potrafi zrobić za dwadzieścia minut. Oto owoc skupienia. Najczęściej podejmujemy wysiłek skupienia dopiero na modlitwie. Tymczasem ten, kto chce przez kilkanaście minut skoncentrować się na spotkaniu z Bogiem, winien być skupiony przez cały dzień. Jeśli się mu to uda, nie będzie najmniejszych problemów ze skupieniem na modlitwie. Jeśli się nie uda, czas modlitwy zamieni się w walkę z roztargnieniem i zamiast pokoju wypełni wnętrze człowieka niesmakiem nieudanej modlitwy. Jan Chrzciciel promieniujący wielkim autorytetem moralnym i religijnym jest wzorem człowieka wewnętrznie zmobilizowanego, skupionego. Jego odpowiedzi na pytania stawiane przez żołnierzy, bankierów, wychowawców, a nawet ludzi władzy, świadczą o doskonałej znajomości życia i jego praw. Lapidarność wypowiedzi, wyważenie każdego słowa mówią o jego skupieniu. O wielkości człowieka w dużej mierze decyduje opanowanie sztuki skupienia. Adwent to czas wyciszenia, czas wewnętrznej mobilizacji, czas skupienia. ks.E.S. „Oto Bóg jest zbawieniem moim! Będę miał ufność i nie ulękną się” (Iz 12, 2) Wobec zbliżającego się Bożego Narodzenia liturgia wzywa nas do radości z powodu wielkiego wydarzenia zbawczego, które niedługo będzie obchodzić, nie przestając równocześnie nawoływać do nawrócenia. O radości mówią dwa pierwsze czytania. „Wyśpiewuj, Córo Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem!” (So 3, 14). Powodem tak wielkiej radości jest nie tylko odnowienie Jerozolimy, lecz mesjańska obietnica, która daje zakosztować prorokowi obecności Boga wśród swojego ludu: „Owego dnia powiedzą... Pan, twój Bóg, pośród ciebie; On Mocarz i Zbawiciel” (tamże 16–17). „Ów dzień” tak radosny będzie dniem narodzenia Jezusa w Betlejem. Wówczas Pan będzie obecny na świecie w sposób realny, stając się człowiekiem między ludźmi, aby być Zbawicielem wszystkich. Jeśli Jerozolima radowała się oczekując „owego dnia”, Kościół każdego roku wspomina go z radością o wiele większą. Tam była obietnica i nadzieja, tutaj jest rzeczywistość, fakt dokonany. Nie wyklucza to jednak nadziei, ponieważ człowiek jest zawsze w drodze do Pana, który już przyszedł w ciele, a powróci w chwale na końcu czasów. Pielgrzymowanie Kościoła zamyka się między tymi dwoma wydarzeniami, I jak Kościół raduje się z pierwszego, tak też weseli się z powodu ostatniego i zachęca swoich synów do radowania się z nim: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!... Pan jest blisko!” (Flp 4, 4–5). Blisko, ponieważ już przyszedł, blisko, bo powróci; blisko, bo temu, kto Go szuka z miłością, z okazji każdego Bożego Narodzenia przynosi nową łaskę, aby mógł odkryć Pana i zjednoczyć się z Nim na nowo i jeszcze ściślej. Św. Paweł, jako przygotowanie na przyjście Pana, razem z radością zaleca dobroć: „Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność” (tamże 5). Kładzie na to nacisk Ewangelia poprzez przepowiadanie Jana Chrzciciela przygotowujące ludzi na przyjście Mesjasza. „Cóż więc mamy czynić?” (Łk 3, 10), pytały go tłumy, które się schodziły, by go słuchać. A on odpowiadał: „Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni” (tamże 11). Miłość ku bliźniemu złączona z miłością ku Bogu jest punktem centralnym nawrócenia. Człowiek egoista, zatroskany tylko o swoje sprawy, musi zmienić swoje nastawienie i zwrócić się ku potrzebom i dobru braci. Również celnikom i żołnierzom, którzy go pytali, Jan stawiał program sprawiedliwości i miłości: nie pobierać więcej ponad to, co się należy, nie znęcać się, nie uciskać bliźniego, poprzestawać na swojej zapłacie. Chrzciciel nie żądał wielkich czynów, lecz miłości bliźniego, objawiającej się konkretną wielkodusznością względem potrzebujących i uczciwością w wykonywaniu własnego zawodu. To był wstęp do przykazania miłości, na które Jezus miał położyć tak wielki nacisk. Wystarczy stanąć całym sercem na tej drodze, by przygotować się godnie na Boże Narodzenie. Jezus rodząc się pragnie być przyjętym nie tylko osobiście, lecz w każdym człowieku, a przede wszystkim w ubogich, uciśnionych, z którymi tak chętnie się utożsamia: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść... byłem nagi, a przyodzialiście Mnie” (Mt 25, 35–36). Oczekujemy dnia rocznicy Twego Narodzenia, o Jezu, i według Twojej obietnicy ujrzymy je niebawem... Spraw, aby nasza dusza, wznosząc się ponad siebie samą, zerwała się upojona radością na Twoje spotkanie, gdy przychodzisz, zwrócona całkowicie naprzód z gwałtownym żarem, pragnąc kontemplować to, co ma przyjść... O Panie, przyjdź do nas, jeszcze przed Twoim adwentem, zanim ukażesz się całemu światu, przyjdź i nawiedź nasze serce... Przyjdź teraz i nawiedź nas w czasie miedzy pierwszym a ostatnim Twoim przyjściem, aby Twoje pierwsze przyjście nie było dla nas bezużyteczne, a ostatnie nie przyniosło nam wyroku potępienia. Swoim obecnym przyjściem starasz się poprawić naszą pychę, upodabniając nas do swojej pokory, tak jak ją objawiłeś podczas Twojego pierwszego przyjścia. Wówczas będziesz mógł przemienić nasze nędzne ciało, czyniąc je podobnym do Twojego ciała chwalebnego, które okaże się w chwili Twojego powrotu przy końcu wieków. Dlatego błagamy Cię naszą żarliwą modlitwą i z zapałem: przygotuj nas, abyśmy zasłużyli na te odwiedziny osobiste, jakie nam daje łaska pierwszego przyjścia, a obiecuje chwała ostatniego. Ponieważ Ty, o Boże miłujesz miłosierdzie i prawdę, dasz nam łaskę i chwałę. W miłosierdziu swoim udzielisz nam łaski, a prawdzie swojej nie poskąpisz chwały (zob. Guerrico D’Igny). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
IV niedziela Adwentu Pan Jezus przynosi zbawienie wszystkim ludziom, a wraz ze zbawieniem radość, która jest jego owocem. Jesteśmy ukochani przez Boga, a więc smutek i przygnębienie nie mają już racji bytu w naszym życiu. Doświadczyła tego Elżbieta, gdy powitała w swych progach brzemienną Maryję. Radość skłania nas do modlitwy uwielbienia Boga, która jeszcze szerzej otwiera nas na Niego i na drugiego człowieka. Oto Zbawiciel przychodzi, aby odnowić nasze serca i uczynić nas synami i córkami Boga, braćmi i siostrami dla siebie nawzajem. o.J.K.OP „Błogosławionaś, któraś uwierzyła” Wydarzenie to, znane nam doskonale z rozważania drugiej tajemnicy radosnej – Nawiedzenia, trzeba koniecznie rozpatrywać w kontekście późniejszych związków Jezusa i Jana Chrzciciela. W tym momencie, jeszcze na kilka miesięcy przed swoimi narodzinami, zetknęli się Oni ze sobą po raz pierwszy. Spotkanie to w wyraźny sposób ukazuje, że misja i związek, który ich łączy, ma charakter nadprzyrodzony, boski, inspirowany przez Ducha Świętego. Choć wydaje się to oczywiste, jest to jednak bardzo ważne spostrzeżenie, bo często jesteśmy skłonni traktować Jezusa i Kościół w porządku czysto doczesnym. I polega to nie tylko na sprowadzaniu Kościoła i religii do ciasnych ramek polityki, jak sądzi wielu z nas. To jest tylko pewna dalsza konsekwencja o wiele groźniejszego zjawiska i postawy. Polega ona na braku wiary, czyli na niepoważnym traktowaniu Boga – tak jakby On w zasadzie nie istniał. Jak to wygląda w praktyce? Przede wszystkim tak, że nie liczymy się z Nim w podejmowaniu naszych decyzji i czynów. Zwłaszcza decyzji, bo w działaniu możemy nieraz ulec doraźnym, nieprzemyślanym motywacjom, w których po prostu zapominamy o Bogu. Ale podejmując decyzje, czyli planując działanie, mamy czas, aby pomyśleć o oczekiwaniach Boga, o Jego Prawie i sądach. Gdybyśmy traktowali Go poważnie, jako kogoś, kto naprawdę żyje, wtedy uwzględnilibyśmy to wszystko. Tymczasem my zacieśniamy się tylko do motywów i konsekwencji doczesnych, liczymy się tylko ze sobą, swoimi zyskami czy stratami, a Bóg nas nie obchodzi. W ten sposób okazujemy, że nie wierzymy w boski charakter misji Jezusa, a tym samym, że nie uznajemy też Jego samego jako Pana i Zbawiciela. Konsekwencje tego są bardzo poważne i daleko idące. Otóż człowiek, który odrzuca Boga, staje się straszliwie samotny. Szybko się przekonuje, że na ludziach nie można polegać ani im ufać. I to nie tylko wtedy, gdy brak im dobrej woli, ale również w sytuacji, gdy nie potrafią lub nie mogą pomóc. Wtedy próbujemy stawiać tylko na siebie, ale także szybko przekonujemy się i o swej niewystarczalności. A jeśli nawet jakoś sobie radzimy, to ostatecznie w obliczu śmierci i tak wszystko zawodzi. Na kogo wtedy liczyć, jeśli Boga wykreśliliśmy już z swego myślenia i życia? Maryja i Elżbieta ze swymi Synami ukazują nam, że człowiek, który zaufał Bogu, nigdy nie jest samotny, że zawsze może na Niego liczyć, że może także liczyć na swych braci i siostry w wierze. Wie on, że Bóg czuwa nad wszystkim i zawsze w porę przyjdzie albo kogoś pośle. Powinien się także liczyć z tym, że i sam może być posłany do innych. I w imię wiary i miłości będzie gotów iść – tak jak Maryja. W ten sposób wiara staje się błogosławieństwem i siłą człowieka. Ale zanim to tego punktu dojdziemy, trzeba zaufać Słowu Pana, to znaczy uwierzyć, że Bóg jest prawdomówny i wiernie dotrzymuje swoich obietnic. Nieraz musi to być wiara „na kredyt”, bo nie od razu doznajemy jej błogosławionych skutków. Maryja, gdyby nie Jej wiara, szybko pewnie uległaby zniechęceniu, bo Bóg nie szczędził Jej prób i trudności. Ale Ona dzielnie je przyjmowała, bo wierzyła, że Bóg jest z Nią i że nic nie dzieje się bez Jego wiedzy i opieki. Dlatego bez wahania wyruszyła na służbę do Elżbiety, potem w niepewną drogę do Betlejem, do Egiptu, a ostatecznie pod krzyż. Bo uwierzyła, że „spełnią się Słowa powiedziane Jej od Pana”. ks.M.P. Wielkość kobiety Sporo się mówi w ostatnich latach o psychologii prenatalnej. Najnowsze badania jednoznacznie dowodzą, że dziecko już w łonie matki potrafi nawiązywać kontakt ze swą rodzicielką. Ewangeliczna scena spotkania Maryi z Elżbietą, dwu kobiet w stanie błogosławionym, może być potraktowana jako dowód z Pisma Świętego potwierdzający istnienie takiego kontaktu. Reakcja Jana, dziecka w szóstym miesiącu rozwoju życia płodowego, na głos Maryi jest znakiem dla jego matki, że próg domu Zachariasza przekracza Matka Zbawiciela. Elżbieta wyznaje: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie” /Łk 1, 42-44/. Nienarodzone dziecko reaguje radością na spotkanie z człowiekiem dobrym. Oto znak, jak wielki wpływ na życie dziecka nienarodzonego ma nie tylko matka, ale całe jego otoczenie. To nie jest obojętne, z kim przestaje matka oczekująca narodzin swego dziecka. Ludzie dobrzy pomagają w stworzeniu atmosfery spokojnego i harmonijnego dojrzewania dziecka. Ludzie źli, przez atmosferę zagrożenia i nienawiści, proces dojrzewania dziecka utrudniają. Druga prawda ukryta w kilku wersetach Ewangelii Łukasza, kreślących scenę nawiedzenia przez Maryję domu Zachariasza, dotyczy Jej samej. Elżbieta dostrzega w Maryi Matkę swego Pana, mimo że Maryja jest dopiero w pierwszych dniach po poczęciu Syna Bożego. Tajemnica to niesamowita. Oto Syn Boga zechciał stać się człowiekiem. Wybrał drogę cudownego poczęcia, lecz naturalnego zrodzenia. Postanowił przebyć wszystkie etapy ludzkiego życia od jednej komórki, przez kolejne stadia rozwoju, aż do narodzin. Kto potrafi wypowiedzieć cud Bożej miłości? Bóg wybiera jako pierwszą świątynię na ziemi łono kobiety. Uświęca je. Co za dowartościowanie kobiecego ciała! Co za wyniesienie kobiecej godności! Kobieto, kim ty jesteś, skoro Syn Boga uczynił Cię swoją Matką, zapragnął Twej macierzyńskiej miłości. Kobieto, kim ty jesteś? Chrześcijanin uznając tajemnicę wcielenia Syna Bożego musi przez nią spojrzeć na godność kobiety i wielkość macierzyńskiej miłości. Gdyby to spojrzenie decydowało o odniesieniu do kobiet, życie nasze zyskałoby znacznie wyższy stopień kultury. Trzecia prawda dotyczy samego Syna Bożego, mieszkającego przez dziewięć miesięcy w łonie Maryi z Nazaretu. Przez nią należy spojrzeć na każde dziecko czekające na narodziny. Jezus powiedział: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” — utożsamiając się niejako z każdym bezbronnym człowiekiem, z każdym dzieckiem. Święto Bożego Narodzenia to wielkie wezwanie do ewangelicznego spojrzenia na poczęte dziecko. Chrześcijanin musi je przyjąć tak, jakby przyjmował samego Chrystusa. On też był maleńkim dzieckiem, czekającym pod sercem Matki na godzinę narodzin. Dobrze zna ten etap naszego życia, zna jego piękno i jego kruchość. Przygotowując się do Świąt Bożego Narodzenia trzeba dostrzec dziecko i jego matkę. Należy uczynić coś dobrego dla kobiety oczekującej rozwiązania lub dla małego dziecka. Jest ich wiele. Można je spotkać, jeśli nie we własnym mieszkaniu, to u sąsiadów, w gronie bliskich, znajomych, a nawet w autobusie, pociągu, na ulicy, w sklepie, wszędzie. Dobry czyn dla dziecka i matki to najlepsze przygotowanie serca do właściwego przeżycia wigilijnej nocy. Przyjacielskie spotkanie Spotkanie przyjaciół to czas przelewania bogactwa jednego serca w drugie. Przyjaźń jest dlatego tak piękna, iż umożliwia wzajemne ubogacenie. Oto Matka Jezusa biegnie do swej krewnej, matki Jana Chrzciciela, aby przelać w jej serce bogactwo tajemnicy Wcielenia, w jakiej uczestniczy. Elżbieta przyjmuje Maryję, by w Jej serce przelać bogactwo szczęścia swego macierzyństwa. W spotkaniu przyjaciół chodzi o przekaz bogactwa, ono zawsze jest pełne treści. Nawet gdy następuje jedynie wymiana spojrzeń, uścisk dłoni, pocałunek. W tych prostych gestach przekazuje się bogactwo serc, którego nie można ująć w słowa. Podobnie jest w spotkaniu z Bogiem. Idę do Niego, niosąc swoje tajemnice, to, czym żyję, to, co wypełnia mój rozum, moje serce, czasem moje ciało, idę, by Mu to przekazać. On zaś czeka, by mi przekazać swoje tajemnice. Przelać bogactwo swego Serca w moje. Jego troski stają się moimi, a moje Jego troskami. Doskonale jest to widoczne w modlitwie „Ojcze nasz”. Jezus wskazuje nam w niej treść naszych spotkań z Bogiem. Wpierw Jego bogactwo przelewa się w nasze serca — bogactwo piękna Jego imienia /Ojciec!/, bogactwo Jego Królestwa, mądrość Jego planów /wola/. Następnie nasze troski, nasze sprawy dnia dzisiejszego przelewamy w Jego Serce. Troskę o chleb, o przebaczenie, o zwycięstwo w pokusie, o wybawienie od złego. Błąd ludzi polega na tym, że idą się modlić, by recytować pacierze, a nie określają tematu swoich spotkań z Bogiem. Nie zamierzają przelać w Jego Serce swoich problemów ani też nie czekają na to, by On przelał swoje tajemnice w ich serca. Modlitwa to zaproszenie skierowane przez Boga do nas, byśmy wzięli udział w bogactwie tajemnic Jego świata i Jego planów. To włączenie nas w Jego świat. Dlatego modlitwa jest tak bardzo twórcza. Żadna inna chwila dnia nie jest tak twórcza, jak minuty dobrej modlitwy. Ona jest w stanie swym bogactwem opromienić całe dwadzieścia cztery godziny. Przygotowujemy się do przeżywania Świąt Bożego Narodzenia. Święta to dni modlitwy, dni spotkania z Bogiem w duchu przyjaźni. Oto On czeka nie na koszyk naszych darów, lecz na otwarcie serca i udostępnienie Mu jego tajemnic. Tych pięknych, z których jesteśmy dumni, i tych smutnych, których się wstydzimy. Czeka jak przyjaciel. Zawartość naszego serca przelana w Jego Serce zostanie oczyszczona i uświęcona. Co cenne, utrwali On na wieczność, co zawstydzające, ogarnie przebaczeniem. Ważniejsze jednak jest wsłuchanie się w Jego wyznanie, otwarcie na bogactwo Jego tajemnic. Oto samo Boskie życie w duchu przyjaźni wypełnia nasze serca. Przybywa do nas, by uszczęśliwić i ubogacić. Szczęśliwy, kto w wigilijny wieczór dostrzega nie tylko radosne spotkanie z bliskimi przy stole, ale kto znajdzie chwilę czasu na spotkanie z przychodzącym Bogiem i otworzy się, by wymienić z Nim bogactwo serc. Wigilijny wieczór to czas modlitwy — czas spotkania z Synem Boga, który jako Przyjaciel, jako nasz Brat, przybywa, by się z nami spotkać. W ramach przygotowania do Bożego Narodzenia warto na kartce zanotować, o czym chcemy z przychodzącym Bogiem porozmawiać. Jakie tajemnice własnego serca chcemy Mu przekazać. A gdy wstaniemy z modlitwy — warto zanotować, jakie Jego tajemnice stały się naszym udziałem. Bóg, który jest miłością, zna dobrze nasze potrzeby i gotów jest ubogacić nas tak, by wszystkie nasze pragnienia zostały zaspokojone. Nie próbujmy spotkać się z Bogiem dlatego, że wypada, że taki jest obowiązek. Nie chodzi o rytualne zaliczenie spotkania, o to, abyśmy byli w porządku. Modlitwa to jest czas „załatwienia” naszych spraw z Bogiem i czas „załatwienia” Bożych spraw z nami. Ostrość widzenia tych spraw decyduje w dużej mierze o bogactwie i pięknie modlitwy. ks.E.S. „Oto idę, abym spełniał wolę Twoją, Boże” (Hbr 10, 7) Liturgia ostatniej niedzieli Adwentu ma już nastrój wigilii Bożonarodzeniowej. Proroctwa o Mesjaszu stają się bardziej dokładne dzięki Micheaszowi wskazującemu miejsce narodzenia w małej wiosce, ojczyźnie Dawida, z którego potomstwa oczekiwano Zbawiciela, „A Ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z Ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu” (Mi 5, 1). W zdaniu, które następuje: „pochodzenie Jego od początku, od dni dalekich” (tamże), można widzieć aluzje do pochodzenia Jego od wieków, a więc do Bóstwa Mesjasza. Takie tłumaczenie daje św. Mateusz, który w swojej ewangelii przytacza to proroctwo jako odpowiedź najwyższych kapłanów odnośnie do miejsca narodzenia Jezusa (2, 4–6). Ponadto, podobnie jak Izajasz (7, 14) również Micheasz mówi o matce Mesjasza — „porodzi, mająca porodzić” (5, 2) — nie wymieniając ojca i pozwalając w ten sposób domyślać się przynajmniej pośrednio Jego cudownego narodzenia. Na końcu ukazuje Jego dzieło: zbawi i zjednoczy „resztę Izraela”, i poprowadzi ją jak pasterz „mocą Pana”, rozciągnie swoje panowanie „aż do krańców ziemi” i przyniesie pokój (tamże 2. 3). Obraz Jezusa, który narodził się pokorny i nieznany w Betlejem, a mimo to jest Synem Bożym i przyszedł odkupić „resztę Izraela”, przynieść zbawienie oraz pokój wszystkim ludziom, jest w ogólnych zarysach jakby wyjęty z proroctwa Micheasza. Do niego dołącza się inny, bardziej wewnętrzny — ukazuje go św. Paweł — obraz kreślący postawę Syna Bożego w chwili narodzenia: „Oto idę... abym spełniał wolę Twoją, Boże” (Hbr 10, 7). Dawne ofiary nie zdołały przebłagać Boga za grzechy ludzi ani oddać Mu godnej czci. Wówczas Syn Boży ofiaruje się: przyjmuje ciało przygotowane Mu przez Ojca, w tym ciele rodzi się i żyje w czasie jako żertwa składana w nieustannej ofierze, mającej się dokonać na Krzyżu. Jedyna ofiara miła Bogu, zdolna odkupić ludzi i znosząca wszelką inną ofiarę. „Oto idę”. Posłuszeństwo woli Ojca jest głębokim motywem całego życia Chrystusa, od Betlejem do Golgoty, do Zmartwychwstania. Narodzenie znajduje się już w kręgu Wielkanocy; są to tylko dwa etapy jednej ofiary złożonej na chwałę Boga i zbawienie ludzkości. Słowa: „Oto idę” Syna Bożego, mają najdoskonalsze echo w słowach Matki: „Oto ja służebnica Pańska”. Życie Maryi również jest nieustanną ofiarą dla woli Ojca, spełnioną w posłuszeństwie natchnionym przez wiarę i miłość. „Wierząc bowiem i będąc posłuszną, zrodziła na ziemi samego Syna Boga Ojca” (KK 63). Dzięki wierze i posłuszeństwu, natychmiast po zwiastowaniu anioła wyrusza z pośpiechem i udaje się do krewnej Elżbiety, aby ofiarować jej swoje posługi „służebnicy” — w równej mierze służebnicy ludzi jak Boga. Oto wielka posługa Maryi wobec ludzkości: niesie jej Chrystusa, tak jak zaniosła Go do Elżbiety. Przez pośrednictwo Dziewicy–Matki Zbawiciel rzeczywiście nawiedza dom Zachariasza i napełnia go Duchem Świętym, tak że Elżbieta odkrywa tajemnicę, jaka dokonuje się w Maryi, Jan zaś już w łonie matki się raduje. Dzieje się zaś to wszystko, bo Najświętsza Maryja Panna uwierzyła słowu Boga, a wierząc ofiarowała się woli Bożej: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła” (Łk 1, 45). Przykład Maryi uczy, jak proste stworzenie może włączyć się w tajemnice Chrystusa i nieść Go światu poprzez nieustanne „tak”, powtarzane z wiarą i przeżywane w miłosnym posłuszeństwie woli Bożej. Boże, Stwórco i Odkupicielu człowieka, z Twojej woli odwieczne Słowo przyjęło ciało w łonie Maryi Dziewicy, przyjmij łaskawie nasze prośby, aby Twój Syn, który stał się człowiekiem, dał nam udział w swoim boskim życiu (Mszał Polski: kolekta na 17 grudnia). O Maryjo, Ty nic zwątpiłaś, lecz uwierzyłaś i otrzymałaś nagrodę swojej wiary. „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła”. Lecz również my jesteśmy błogosławieni, usłyszawszy bowiem uwierzyliśmy. Każda dusza, która wierzy, poczyna i rodzi Słowo Boże i uznaje Jego dzielą. Spraw, o Maryjo, aby w każdym z nas była Twoja dusza i wielbiła Boga. Niech w każdym z nas będzie Twój duch, by radował się w Bogu. Jeśli tylko Ty według ciała jesteś Matką Chrystusa, to przez wiarę Chrystus rodzi się we wszystkich. O Maryjo, pomóż mi przyjąć do serca Słowo Boga (zob. św. Ambroży). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Boże Narodzenie Ciszę tej nocy przerywa głos anioła: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką”. Ta radość staje się udziałem pasterzy oraz wszystkich ludzi dobrej woli, którzy uwierzą w Zbawiciela. Ciemna noc zostaje przeniknięta światłem prawdy – narodził się Chrystus Pan! On przynosi dobrą nowinę o Ojcu, który jest miłością. W Nim przychodzi odpowiedź na ludzkie pytania. W Nim odnajdujemy sens ludzkiego życia. o.J.K.OP „Znajdziecie Niemowlę położone w żłobie” Bóg jest ponad wszelkimi schematami, konwenansami i oczekiwaniami, nie mieści się w żadnych ludzkich wyobrażeniach i przewidywaniach, zawsze nas zaskakuje swoimi planami. Zarazem Jego oryginalność nie ma w sobie nic z krzykliwego, dziwacznego i spektakularnego efekciarstwa, którym ludzie próbują nas nieraz szokować. Doskonała prostota Boga, która wciąż na nowo przyprawia nas o zdumienie i uwielbienie, nie ma nic wspólnego z żądzą popularności, lecz wypływa z doskonałej wolności Boga. Wszyscy oczekiwali Go w świątyni, wyglądali anielskich hufców, spodziewali się koronacji i tryumfalnego panowania, wielkiego i głośnego zwycięstwa, które cały świat powaliłoby u stóp Izraela. Co najciekawsze: wszystko to faktycznie się wykonało, ale w jakże inny, ukryty i niespodziewany sposób. Wszystkie ludzkie szyki i rachuby się poplątały. A raczej rozplątały. Bo o ileż prościej zbliżyć się do Dzieciątka złożonego w pieluszkach na sianie, wespół z pasterzami i roześmianymi dziećmi, niż gdyby trzeba było ubiegać się o protekcję, audiencje, z onieśmieleniem przemierzać królewskie komnaty. O ileż łatwiej żyć, wiedząc, że Bogu było jeszcze trudniej. I ile nadziei i otuchy spływa do naszych serc, gdy przekonujemy się, że pieniądze, zaszczyty i stanowiska nie są wcale potrzebne. Prostota i skromność, z jaką objawiło się przyjście Zbawiciela, są dla nas znakiem, że to, co największe, nawet przełom czasów, może dokonać się w sposób zupełnie niepozorny, niezauważony przez wielkich tego świata. Tylko ludzie cisi, prości i pokorni, ludzie prawdziwie mądrzy, którzy rozumieją mowę traw na łące i gwiazd na niebie, tylko oni się spostrzegli. Trzeba wielkiej wrażliwości serca i umysłu, by dostrzec Boga, zwłaszcza Boga w człowieku. Ale niczego więcej! A więc każdy, kto tylko chce, ma dostęp do Boga. Nie tylko do Boga, także do tego, co dobre, prawdziwe, piękne, co ma jakąś autentyczną i autonomiczną wartość. I to jest światło nadziei, wielka szansa dla każdego, bo okazuje się, że wcale nie trzeba tak wiele, że zawsze można zrobić coś dobrego. Bez wielkich nakładów, inwestycji, uprawnień można osiągnąć nadzwyczajne efekty, choć może nie aż tak efektowne i spoktakularne. Bo Bóg gotów jest pomóc każdemu, w każdych okolicznościach: tak jak kiedyś przyszedł do nas w zwykłej stajni, o nic nie pytając, o nic się nie prosząc. Po prostu: przyszedł, żeby z nami być. Nie musimy nic robić, aby ta wspólnota z Bogiem się urzeczywistniła. Musimy tylko pozwolić Bogu, aby On działał. Bóg jest bardzo tolerancyjny: nie zraził się zamkniętymi na głucho drzwiami betlejemskich domów, nie przestraszył się chłodu i niewygód betlejemskiej stajenki, nie uląkł się nawet krzyża! Ale boi się ludzkiej obojętności, bo wie, że przez nią człowiek skazuje się na pustkę i samotność życia bez Boga – a On nie chce naszej krzywdy. Przed dwoma tysiącami lat, w Betlejem, ludzie jeszcze o tym nie wiedzieli; my dzisiaj – wiemy. Dlatego nie powtarzajmy ich błędu. Otwórzmy drzwi Chrystusowi! ks.M.P. U źródła Idąc za blaskiem betlejemskiej gwiazdy uczestniczymy w wielkiej pielgrzymce liczącej miliony ludzi, którzy dziś, w środku nocy, razem z nami przerwali spoczynek i opuścili domy. Dokąd prowadzi nas betlejemska gwiazda? Do źródła najczystszych i największych wartości, jakie są dostępne dla człowieka, do betlejemskiej groty. Uczestniczyłem dziś w kilku rozmowach, których główną nutą było narzekanie na trudną, szarą, by nie powiedzieć brudną sytuację, w jakiej przychodzi nam przeżyć obecne Święta. Równocześnie przez cały czas zastanawiałem się nad tym, że za kilka godzin spotkamy się przy ołtarzu i będziemy uczestniczyć w niezwykle pięknym, wielkim wydarzeniu. Jak te dwie rzeczywistości połączyć ze sobą? Myślę, że jest to przeżycie człowieka, który dotarł do samych źródeł Wisły i zanurzył ręce w kryształowej, czystej wodzie, stawiając pytanie: Co się stanie z tą wodą, kiedy ona dopłynie pod Wawel? Co ludzie z tą czystą i piękną wodą uczynią? Wystarczy dwieście kilometrów, aby ta czysta i piękna woda nie nadawała się nie tylko do picia, ale nawet do mycia ulicy. Ta sama woda. Chrześcijaństwo płynie przez świat dwadzieścia wieków. Jego źródłem jest betlejemska grota. Dwadzieścia wieków ta woda obmywa ludzkie serca i wydobywa z nich to, co jest brudne. Dziś przypomina wodę w Wiśle w naszym mieście. Patrząc na tę brudną wodę można załamać ręce, można zwątpić we wszystko. Wystarczy jednak podejść do źródła, aby zobaczyć, że w nim jest czysta, kryształowa woda, Woda Życia. Źródło wciąż bije i decyduje o życiu tysięcy i milionów ludzi. Betlejemska grota to źródło zbawczej Wody Życia. Dziś Kościół przyprowadza nas do tego źródła. Oto wielki gest zaufania Boga wobec człowieka, a równocześnie wspaniały gest zaufania człowieka Bogu. Oto Józef i Maryja wzór wielkiej, autentycznej miłości męża do żony i żony do męża. Oto wielka, autentyczna radość Rodziców przyjmujących narodziny Dziecka. Oto prawdziwe szczęście w skrajnym ubóstwie. Chciałbym wam dziś życzyć, aby każdy podszedł do tego źródła i zanurzył w nim swoje serce. Zaczerpnijmy z niego te wielkie wartości, które są w stanie ocalić każdego z nas i cały świat. To źródło wciąż bije, jest tak obfite, że potrafi ożywić cały świat. Stoimy przy ołtarzu. Dokonuje się tu to samo misterium betlejemskiej groty. Będziemy uczestnikami wielkiego gestu miłości Boga wobec nas. Pamiętajmy, że choćby świat pokryły ciemne chmury, w betlejemskiej grocie wciąż bije źródło zbawczej miłości Boga. Kto do niego dotrze, nie zginie, ale żył będzie na wieki. Radość wielka Święta noc Bożego Narodzenia to noc najradośniejszego orędzia, jakie kiedykolwiek usłyszała ludzkość. Posłaniec z nieba ogłosił: „Zwiastuję wam radość wielką. Dziś (...) narodził się wam Zbawiciel”. Gromadzimy się razem z milionami ludzi, którzy czuwają tej nocy, aby ponownie przeżyć głęboką treść tego orędzia: „narodził się wam Zbawiciel”. Niech ta wiadomość dotrze dziś do szpitalnych sal, do łóżka każdego chorego człowieka, do ludzi zmęczonych cierpieniem: „Narodził się wam Zbawiciel”. On jest jeden jedyny, który potrafi nadać sens cierpieniu. On jeden jedyny, który potrafi przeprowadzić człowieka przez mękę. Wystarczy w Niego uwierzyć, by ze szpitalnego łóżka słabą ręką można było dosięgnąć nieba. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech słuchają tych słów sieroty. Niech otrą gorzką łzę spływającą po smutnym obliczu. Niech usłyszą te słowa mieszkańcy domów dziecka, zakładów wychowawczych, dzieci cuchnących melin, wyziębłych z powodu braku miłości mieszkań: „Narodził się wam Zbawiciel” — Ojciec dla sierot. Przybył, aby budować dom dla bezdomnych, by znaleźć matkę i ojca, którzy przygarną porzucone dziecko. Przybył, aby uczynić możliwym to, co dla nas niemożliwe, aby spełnić najgłębsze pragnienie ludzkiego serca, pragnienie rodzinnej miłości. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech się zamienią w słuch ludzie, którzy przymierają z głodu, którym rozpacz zagląda w oczy, bo paraliżuje ich widmo niezapłaconego mieszkania, dług za gaz, światło i ogrzewanie. Ci, którzy niespokojnie spoglądają na termometr za oknem, bo dziecko nie ma wystarczająco ciepłego ubrania. „Narodził się wam Zbawiciel”. Sam ubogi i zziębnięty. Sam bezdomny, w cudzej stajni, przybył, aby przeprowadzić biednych przez pustynię ubóstwa i wprowadzić do krainy miodem i mlekiem płynącej. „Narodził się wam Zbawiciel”. Słuchajcie uważnie wszyscy samotni, w których drzwi już od miesięcy, a może i od lat, nikt nie zapukał. Oto puka On. „Narodził się wam Zbawiciel”. Stoi, puka i prosi o przyjęcie. Uleczy samotność. Otwórzcie, porządek zrobicie już razem. On nie przerazi się pustką samotności. On ją uleczy. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech ta wiadomość dotrze do więziennych cel. Do ludzi zniewolonych przez nałogi, do przygniecionych wyrzutami sumienia. „Narodził się wam Zbawiciel”. Nie ma takiego grzechu, by nie przebaczył, nie ma takiej winy, aby nie ułaskawił, nie ma takiej pomyłki, aby jak ojciec nie przygarnął marnotrawnego syna. Wystarczy zawierzyć, wyciągnąć do Niego rękę prosząc o przebaczenie. Wesprzeć się na Jego wszechmocy. „Zwiastuję wam radość wielką. Narodził się wam Zbawiciel”. Niech ta wiadomość dotrze do walczących. Zwaśnionych narodów, państw, ludów, sąsiadów, małżonków i rodzin. Oto Książe Pokoju, wystarczy odłożyć broń, rozluźnić zaciśniętą pięść, uścisnąć Jego dłoń. Przynosi pokój i pojednanie. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech to orędzie usłyszą zniewoleni przemocą polityczną, gospodarczą i społeczną. Zbawiciel wyzwala miłością. Niech to usłyszą zniewoleni przez błędne informacje w telewizji, prasie i opinii publicznej. Zbawiciel wyzwala prawdą. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech to usłyszą ci, którzy spoczywają w grobie, których ciało traci tożsamość i zamienia się w ziemię. „Narodził się wam Zbawiciel”. On wyprowadzi z krainy śmierci. On ubierze was w ciało nieśmiertelne. To nie jest demagogia. To nie są piękne hasła. To jest rzeczywistość. To ona nas tu zgromadziła. Mamy Zbawiciela, który wyzwala nas z wszelkich doczesnych form zniewolenia. To orędzie rozbrzmiewa dwadzieścia wieków. Błogosławiony, kto weń wierzy. Kto spotkał Chrystusa jako Wybawiciela, kto przeżył i odkrył w Nim i z Nim prawdziwy smak wolności. Jest tylko jeden jedyny warunek. To orędzie realizuje się o tyle, o ile ludzie w Niego uwierzą. Zabrakło nam wiary w Chrystusa Zbawiciela. Próba budowy życia bez Niego się nie udaje. Oto dziś ponownie trzeba odkryć, że wiara w Chrystusa jest siłą wolności, jest prawem wolności, jest krainą wolności. Składamy sobie życzenia. Życzę wam tej wolności wewnętrznej, otwartej na wieczność. Tej wolności, która od Boga pochodzi i której nie potrafi odebrać żadna siła doczesna. Życzę wam, abyście w Chrystusie odkryli swojego Zbawiciela; Tego, który daje prawdziwą wolność przerastającą wszelkie wyobrażenia i wszelkie ludzkie pragnienia wolności. Wyjdźcie dziś z Chrystusem w sercu i z wolnością, która pozwala spojrzeć w przyszłość, i z podniesionym czołem, bez obawy, że jakakolwiek trudność doczesna jest w stanie nas pokonać. „Zwiastuję wam radość wielką: narodził się wam Zbawiciel. Chrystus Pan”. ks.E.S. NARODZENIE PAŃSKIE „Zajaśniał nam dzień święty, pójdźcie, oddajcie pokłon Panu” (Lekc.) Liturgia dwóch pierwszych mszy Narodzenia Pańskiego wysławia przede wszystkim narodzenie Syna Bożego w czasie; natomiast liturgia trzeciej mszy odnosi się do Jego narodzenia odwiecznego w łonie Ojca. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo” (J 1, 1). Bóg jako Ojciec sprawił, że Słowo istniejące zawsze, a na początku czasu będące narzędziem dzieła stworzenia, w pełni czasów „stało się ciałem i zamieszkało między nami” (tamże 14). Niesłychana i niewysłowiona tajemnica. Nie jest ona jednak mitem czy figurą, lecz udowodnioną rzeczywistością historyczną: „I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (tamże). Ewangelista znał Jezusa i żył z Nim, słuchał Go, dotykał i uznał w Nim odwieczne Słowo wcielone w nasze człowieczeństwo. Wielkie rzeczy przepowiedziane przez proroków odnośnie do Mesjasza, są niczym wobec rzeczywistości Boga, który stał się ciałem. Jan odsłania nieco zasłonę tajemnicy: Syn Boży przyjmując ciało stanął na równi z człowiekiem, aby go podnieść do swojej godności: „Wszystkim, którzy Go przyjęli, dał moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (tamże 12). Jednak nie tylko to, Chrystus bowiem przyjął ciało, aby Boga uczynić dostępnym dla człowieka i dać mu Go poznać: „Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył” (tamże 18). Św. Paweł podejmuje i rozwija tę myśl: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg... przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1, 1–2). Prorocy przekazywali słowo Boga, lecz Jezus jest samym Słowem, Słowem Boga; Słowo, które ciałem się stało, przekłada Boga na język ludzki, objawiając przede wszystkim Jego nieskończoną miłość ku ludziom. Prorocy głosili cudowne rzeczy o miłości Boga; lecz Syn Boży wcielił tę miłość i ukazał, jak ona żyje i działa w Jego osobie. To „Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie” (Łk 2, 12) mówi ludziom, że Bóg miłuje ich tak, iż dał dla ich zbawienia swojego Jednorodzonego. To posłannictwo ogłoszone kiedyś pasterzom przez aniołów, ma być zaniesione dzisiaj do wszystkich ludzi — szczególnie do biednych, pokornych, wzgardzonych, uciśnionych — już nie przez aniołów, lecz przez wierzących. Na cóż bowiem przydałoby się obchodzić Narodzenie Jezusa, jeśliby chrześcijanie nie umieli głosić Go braciom własnym swoim życiem? Ten świętuje prawdziwie narodzenie Pańskie, kto przyjmuje do siebie Pana z wiarą i miłością coraz gorętszą, ten, kto pozwala Mu narodzić się i żyć we własnym sercu, aby mógł objawić się światu poprzez dobroć, łaskawość i oddanie wszystkich w Niego wierzących. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło... albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: „Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książe Pokoju” (Izajasz 9, 1. 5). O błogosławione to narodzenie, kiedy Dziewica–Matka, za sprawą Ducha Świętego, wydała na świat nasze zbawienie, a Dziecię, Zbawiciel świata, ukazał nam boskie oblicze! Niechaj wyśpiewują wysokie nieba, śpiewajcie wszyscy aniołowie! Wszelka moc, jaka istnieje we wszechświecie, niechaj śpiewa na chwałę Bogu; niech nic milczy żaden jeżyk, a każdy głos niech się dołączy do chóru. Oto Ten, o którym wieszczowie śpiewali w dawnych wiekach, a prawdziwe pisma proroków zapowiedziały, Ten, obiecany kiedyś, ukazuje się. Niechaj Go chwalą wspólnym głosem wszystkie rzeczy! (Aurclio Prudenzio). O Boże, Ty w przedziwny sposób stworzyłeś człowieka na swoje podobieństwo i w jeszcze cudowniejszy sposób odnowiłeś jego godność przez przyjście Twojego Syna, dozwól nam uczestniczyć w Bóstwie Tego, który raczył przyjąć naszą ludzką naturę. W Nim, Chrystusie Jezusie, jaśnieje dzisiaj pełnym blaskiem tajemnicza wymiana, dzięki której zostaliśmy odkupieni: Słowo przyjęło naszą słabość, człowiek zaś śmiertelny został podniesiony do wiecznej godności i zjednoczony z Tobą, Ojcze Święty, w przedziwnej łączności, dzieląc z Tobą życie nieśmiertelne (Mszał Polski: kolekta i 3. prefacja). O słodkie Dziecię z Betlejem, spraw, abym przystąpił z gorącą duszą do tej głębokiej tajemnicy narodzenia. Udziel sercom ludzkim tego pokoju, jakiego szukają niekiedy w sposób tak bezwzględny, a przecież tylko Ty go dać możesz. Pomóż nam poznać Cię lepiej i żyć po bratersku, jak dzieci jednego Ojca, Ukaż nam swoją piękność, świętość, czystość. Wzbudź w naszym sercu miłość i wdzięczność za Twoją nieskończoną dobroć. Zjednocz nas wszystkich w miłości i daj nam Twój niebieski pokój (Jan XXIII). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
święto św. Szczepana Uderza kontrast między pierwszym i drugim dniem Bożego Narodzenia. Wczoraj radowaliśmy się z narodzin Zbawiciela, dziś wspominamy męczeństwo św. Szczepana. To nam uzmysławia, że wobec Jezusa nie możemy być obojętni. Trzeba dokonać wyboru. Nie wszyscy ucieszyli się z narodzin Jezusa. Wybierając drogę Ewangelii, musimy liczyć się z niezrozumieniem i odrzuceniem przez tych, którzy – jak Herod – widzą w Synu Bożym zagrożenie dla siebie. Słowo przyszło do swojej własności, a swoi go nie przyjęli... o.J.K.OP Nie kamień, lecz przebaczenie W Jerozolimie publiczna dysputa. Szczepan ma przeciw sobie dziesiątki uczonych w Piśmie, ludzi, którzy doskonale znają Stary Testament. Im to w oparciu o tekst Pisma Świętego próbuje udowodnić, że ich serca są kamienne, zamknięte na działanie łaski Bożej. Jego wywód tchnie żelazną logiką. Nie mają żadnych argumentów. Kiedy prawda przekazana przez Szczepana staje się oskarżeniem, sięgają po jedyny argument, jaki im został, po kamień. Wyrzucają Szczepana poza miasto, aby go zamordować. Szczepan jednak ma jeszcze mocniejszy argument, aniżeli kamień — „Ojcze, nie poczytaj im tego grzechu”. Przebaczenie. Ostatnie jego słowo wypowiedziane na tej ziemi. To on odnosi zwycięstwo, a nie ci, którzy rzucali kamienie. Oto człowiek, którego potrzeba w naszych czasach. Znający prawdę, kochający prawdę, umiejący bronić prawdy i umiejący kochać tych, którzy go nienawidzą. Czy Szczepan przegrał? Oto wśród tych, którzy rzucali kamieniami, jest jego przyjaciel. Szaweł, w imię przyjaźni, nie wziął kamienia do ręki. Aby jednak był współwinny śmierci Szczepana, ci którzy rzucali kamieniem, u jego nóg złożyli swoje szaty. Szaweł odchodzi zostawiając zwłoki swojego przyjaciela. Ten inteligentny uczony w Piśmie zaczyna dostrzegać, że prawda nie może być po stronie tych, którzy rzucają kamieniami, że prawdy nie da się zniszczyć przy pomocy siły, że prawda jest po stronie zamordowanego przyjaciela. Ta myśl tak głęboko drąży jego serce, że w stosunkowo krótkim czasie otwiera się na łaskę i przechodzi na stronę Boga. Św. Paweł przejmuje od Szczepana pałeczkę umiłowania prawdy i rozpoczyna wielką sztafetę poprzez wszystkie pokolenia, aż do naszych czasów. To właśnie przy pomocy takich ludzi Ewangelia rozchodzi się po ziemi. Przy pomocy ludzi znających prawdę, kochających prawdę, umiejących bronić prawdy i kochających tych, którzy ich nienawidzą, Ewangelia odnosi zwycięstwo. Uczestnicząc w Świętej Ofierze prośmy Pana Boga, abyśmy do tych ludzi należeli, abyśmy przekazali następnym pokoleniom umiłowanie prawdy, umiejętność jej obrony i umiłowanie tych, którzy nas nienawidzą. Litera i duch W ciągu jednej doby zmienia się atmosfera liturgicznego przeżywania Świąt Bożego Narodzenia. Dziś zamiast radości betlejemskiej groty przeżywamy dramat mordowania człowieka. Dlaczego Kościół tak ustawił te dwie wielkie uroczystości? Dlaczego tak blisko Bożego Narodzenia, które jest świętem niepojętej miłości Boga wobec ludzi, ustawił brutalną scenę śmierci jednego z pierwszych uczniów Chrystusa? Chcąc na to pytanie odpowiedzieć, trzeba uświadomić sobie, że w czasach kiedy Syn Boży wędrował po palestyńskiej ziemi, doszło do kompromitacji duchowieństwa starotestamentalnego. Ci ludzie specjalnie przez Boga wybrani, namaszczeni i przeznaczeni do strzeżenia wielkich wartości religijnych byli tak zaślepieni, że nie tylko nie rozpoznali działania Boga żywego, ale przyczynili się do zniszczenia Jego Syna. To arcykapłan wydał wyrok śmierci na Chrystusa. Szczepan był pierwszym człowiekiem, który niezwykle ostro wytknął tę kompromitację starotestamentalnemu duchowieństwu. Nie mogąc znieść jego ostrej krytyki, morduje ono Szczepana. Zniszczyło Chrystusa i zniszczy Jego ucznia. Trzeba zauważyć, że Kościół odziedziczył w spadku coś z tego smutnego zjawiska. Raz po raz pewni ludzie, odpowiedzialni za wielkie wartości religijne, nie umieją rozpoznać żywego działania Pana Boga. Stają się mało wrażliwi na tchnienie Ducha Świętego. Urządzając się dobrze na tej ziemi, nie tylko nie ułatwiają objawienia miłości w świecie, ale często swoją postawą to objawienie utrudniają. Św. Franciszek znalazł się w całkiem podobnej sytuacji, jak św. Szczepan. W trzynastym wieku trzeba było wytknąć skompromitowanie postawy religijnej już nie starotestamentalnemu duchowieństwu, ale duchownym Kościoła. Św. Franciszek nie chciał krytykować wprost. Wiedział, że to nic nie da. Ta krytyka skończyłaby się podobnie, jak w dziejach św. Szczepana. Franciszek wiedział, że trzeba światu ukazać ducha Ewangelii, że Kościół to nie tylko duchowieństwo, lecz wielki lud Boży. W nim, obojętnie przez kogo, Bóg objawia swą miłość. Oddał siebie do dyspozycji Boga i zdumiał świat potęgą ewangelicznej miłości. Ostatnio mówi się wiele o świeckich w Kościele. Dla mnie konkretnym przeżyciem związanym z dyskusją nad udziałem świeckich w Kościele było spotkanie z młodym uczniem drugiej klasy szkoły średniej. Przyszedł i postawił mi proste pytanie: „Proszę księdza, co należy robić, aby w dzisiejszym świecie głosić Boga, który jest skompromitowany przez duchowieństwo. Nikt w mojej klasie nie chce chodzić na religię, nikt z nas nie chce słuchać Ewangelii przepowiadanej przez księdza. Ale z tego nie wynika, że my nie chcemy słuchać i mówić o Bogu. Jadąc na zgrupowanie sportowe potrafimy dwie i pół godziny mówić o Bogu. Nigdy nie zostanę zakonnikiem ani księdzem, ale przecież Bóg jest tak fascynującą rzeczywistością, że trzeba ją ludziom podać”. Człowiek młody. Pytanie postawione w formie bardzo drastycznej, ale jest w nim zawarte to samo pragnienie, które było w sercu św. Szczepana i św. Franciszka. Jak głosić światu Boga, którego ciągle ktoś kompromituje. Jak głosić światu Boga? Wczoraj wielbiliśmy interwencję Boga w nasze życie. A dzisiaj mówimy o tym, że instytucje, które stoją na straży wartości religijnych, są zbudowane z elementu Boskiego i ludzkiego. A ten ludzki jest tak niedoskonały, że często zamiast Bogu pomagać, utrudnia Mu działanie. Ale w tej instytucji Bóg jest obecny, jak w stajni betlejemskiej. Chodzi o to, abyśmy się nie gorszyli i z powodu ludzi nie odrzucali Pana Boga. Jeśli ludzie Kościoła spełniają swoją funkcję tak, jak my pragniemy, i widać w nich działanie Boga, dziękujmy za to, ale jeśli nie widać w nich tego działania, nie odwracajmy się plecami, bo odwracamy się nie tylko od nich, ale i od Boga. Bóg jest obecny w Kościele. Dzisiejsza uroczystość ma nam pomóc w zrozumieniu prawdy, że to, co ludzkie w Kościele, nigdy nie jest doskonałe, lecz mimo to nie może nam zasłonić samego Boga. Uczestnicząc w Świętej Ofierze prośmy, abyśmy wiarę swoją budowali na Bogu, który nigdy nikogo nie zawodzi, a wtedy zadanie, które nam wyznaczył Bóg w Kościele, potrafimy wykonać w sposób doskonały. ks.E.S. WIERZYĆ MIŁOŚCI Na wieki będę opiewał łaski Twoje, Panie, Twoją najmiłosierniejszą miłość (Ps 89, 2) „Bóg jest miłością!” (1 J 4, 16). Skarb zamknięty w tych słowach Pisma świętego jest niezmierzony, ale Bóg go otwiera i objawia temu, kto w pełni oddaje się kontemplacji Słowa wcielonego. Dopóki się nie zrozumie, że Bóg jest miłością nieskończoną, życzliwością bezgraniczną, która się oddaje i obejmuje wszystkich ludzi, aby im udzielić swego dobra, swego szczęścia, dopóty życie duchowe pozostaje w zarodku, bo nie rozwinęło się jeszcze albo nie pogłębiło. Dopiero kiedy chrześcijanin oświecony światłem Ducha Świętego wnika w tajemnicę boskiej miłości, jego życie wewnętrzne staje się głębsze, dojrzewa. Trudno lepiej zrozumieć nieskończoną miłość Boga, jak wtedy, kiedy zbliżamy się do nędznego żłóbka, w którym spoczywa On, stawszy się dla nas człowiekiem. Jezus, Słowo, Słowo Ojca, mówi wszystkim i każdemu z osobna to wielkie słowo: Bóg cię miłuje! Człowiek przymioty i właściwości Boga poznaje przez przyjęcie wzniosłych tajemnic Boga-Człowieka, poucza św. Jan od Krzyża (P.d. 37, 2); wśród nich pierwszą jest zawsze miłość, która stanowi istotę Boga. Z miłosnej i milczącej kontemplacji Dzieciątka Jezus rodzi się w nas głęboki i przenikliwy zmysł nieskończonej Miłości, który sprawia, że nie tylko wierzymy, ale również do pewnego stopnia odczuwamy, że Bóg nas miłuje. Wola przyjmuje wówczas bez zastrzeżeń to, czego naucza wiara, przyjmuje to z miłością i ze wszystkich sił, a wtedy i dusza poczyna wierzyć niezachwianie nieskończonej Miłości. Bóg jest miłością. Kiedy ta podstawowa prawda całego chrześcijańskiego życia przeniknie całkowicie serce, wtedy dopiero chrześcijanin ją przeżywa, odczuwa, niemal jej dotyka w swoim Bogu wcielonym. Kto tak wierzy Miłości nieskończonej, odda się jej bez zastrzeżeń i całkowicie. Tak wierzył i tak się oddał pierwszy męczennik Szczepan, którego dzisiaj Kościół wspomina, pragnąc ukazać swoim synom najbardziej autentyczną odpowiedź na miłość Boga: męczeństwo podjęte dla dochowania wiary Temu, kto przyszedł nas zbawić. Ty, Boże wieczny... zstąpiłeś z wielkiej wysokości Twojego Bóstwa aż do błota naszego człowieczeństwa, albowiem niskość rozumu mojego nie mogła ani pojąć, ani oglądać Twojej wyniosłości. Abym ja z moją nędzą mogła oglądać Twoją wielkość, stałeś się Dzieciątkiem zamykając wielkość Twojego Bóstwa w nędzy naszego człowieczeństwa. W ten sposób ukazałeś się nam w Słowie, Jednorodzonym Synu Twoim; w ten sposób poznałam Ciebie, o przepaści Miłości!... zawstydź się, zawstydź się, ślepe stworzenie tak uczczone i wyniesione przez swego Boga, że nie pojmujesz, iż Bóg w swojej niewysłowionej miłości zstąpił z wysokości Bóstwa, zstąpił do niskości błota twojego człowieczeństwa, abyś ty poznała Go w sobie... o Miłości niepojęta, o Miłości niewysłowiona, co Mu powiesz ty, duszo moja? Powiem Tobie, Ojcze przedwieczny, błagając Cię, najłaskawszy Boże, że Ty nas karmisz, wszystkie swoje sługi, ogniem Twojej miłości (św. Katarzyna ze Sieny). O Panie mój, jak źle używamy Twoich dobrodziejstw! By nam dać poznać miłość, jaką masz ku nam, uciekasz się do rozmaitych środków i sposobów, a my niewiele znając Twoją miłość, nie zważamy na nic. Nic przyzwyczajeni do tego ćwiczenia, pozwalamy, aby nasze myśli błądziły, gdzie chcą, nic troszcząc się o pogłębienie wielkich tajemnic, jakie Duch Święty zamknął w Twoich słowach... Zdumiewam się, odchodząc niemal od siebie, rozważając miłość, jaką Ty, Boże mój, masz ku nam, mimo że wiesz, jacy jesteśmy. Ona jest tak wielka, że słowa, którymi ją objawiasz, nic wydają mi się bynajmniej przesadne, gdyż gorętszą nam pokazałeś przez swoje dzieła (św. Teresa od Jezusa: Myśli 1, 4. 7). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Święto Świętej Rodziny: Jezusa, Maryi i Józefa Kościół przypomina nam dzisiaj Świętą Rodzinę: Jezusa, Maryję i Józefa. W dobie powszechnego kryzysu życia rodzinnego potrzebujemy nie tylko wzorca, ale przede wszystkim wstawiennictwa i uzdrowienia. Dlatego modlimy się przez orędownictwo św. Józefa o odpowiedzialnych mężów i ojców, którzy potrafią powściągać własne ambicje i egoizm, aby służyć rodzinie. Prosimy Maryję o wstawiennictwo za kobietami, aby nie lękały się macierzyństwa. A Jezusa prosimy, aby uzdrawiał relacje między żonami i mężami oraz rodzicami i dziećmi. o.J.K.OP „Czemuś nam to uczynił?” Uroczystość Świętej Rodziny mocno zwraca uwagę na fakt, który często uchodzi z naszej pamięci i świadomości: że Chrystus przyszedł na świat i wychował się w rodzinie, jednej z wielu miliardów rodzin, jakie żyją na ziemi. Właśnie taki jest zamysł Boga odnośnie człowieka: żeby podstawowym środowiskiem życia, wychowania, nauki, pracy, miłości była właśnie rodzina. Człowiek nie może żyć zawieszony gdzieś w próżni, zagubiony i samotny w bezimiennym tłumie. Dlatego powinien mieć rodzinę. Taką, jaką miał Jezus. Niestety, życie i funkcjonowanie wielu rodzin daleko odbiega od wzoru, który pozostawiła nam Rodzina Nazaretańska. W konsekwencji dzieci są pozbawione właściwego środowiska wzrostu i wychowania. Tym samym zostają prawie nieodwracalnie okaleczone w dziedzinie życia emocjonalnego, rodzinnego, społecznego. Tu jest źródło nędzy moralnej i patologii społecznych. Ostatecznie cierpi z tego powodu całe społeczeństwo. A więc w najlepiej pojętym interesie społecznym leży dobre funkcjonowanie rodziny. Inwestować w rodzinę opłaci się bardziej, niż w najlepsze szkoły, świetlice, domy kultury czy zakłady wychowawcze. Niestety, ciągle jeszcze dominuje pogląd, że rodzina nie wymaga wsparcia ani doinwestowania, że powinna się sama o siebie zatroszczyć. System pomocy i opieki nad rodziną jest w Polsce wręcz upośledzony. A co najgorsze, o rodzinę, poza Kościołem, nie ma się właściwie kto upomnieć. Rodzina nie ma swojej partii, związków zawodowych ani lobby. Karta Praw Rodziny ogłoszona przez Synod Biskupów pozostaje nadal piękną, ale nieznaną teorią. Kongres Rodziny nie potrafił wyjść poza ramy referatów. Rok Rodziny zaznaczył się jedynie w kalendarzu imprez. Czy wobec tego rodzina nie ma na kogo liczyć? Nie! Może liczyć na opiekę Jezusa, Maryi i Józefa, oraz na samą siebie! To są dwa główne źródła siły i pomocy dla każdej rodziny. Jak tę pomoc urzeczywistnić? Warto uważnie wczytać się we wskazówki płynące z Ewangelii i z licznych dokumentów Kościoła, dotyczących rodziny, a szczególnie z ostatniego „Listu do rodzin” Jana Pawła II. Albowiem najlepszą pomocą, jaką można okazać, jest umiejętność właściwego życia i postępowania, szczególnie w zakresie wzajemnej miłości małżonków i wychowania dzieci. Jest to trudna sztuka i żeby ją posiąść trzeba posiadać pewną wiedzę. Tym, co charakterystyczne w dzisiejszej Ewangelii, to ogromna troska Maryi i Józefa o swoje Dziecko. Wydaje się to w zasadzie naturalne, ale w codziennym życiu rodzin, tego właśnie najbardziej brakuje. Rodzice niekiedy nie interesują się swoimi dziećmi, albo interesują się, ale dopiero wtedy, gdy zaczynają się kłopoty i gdy na w pełni skuteczną pomoc jest już trochę za późno. O wiele łatwiej jest zapobiegać zagubieniu się dziecka, niż potem szukać go. Ale żeby dziecko się nie zgubiło, trzeba je dobrze znać, wsłuchiwać się w to, co mówi, rozeznać i roztropnie zaspokoić jego potrzeby, przede wszystkim zaś potrzebę kontaktu i czułości. Rodzice często wyręczają się w tym względzie zabawkami, telewizją, szkołą, „kieszonkowym”. Dziecko pozbawione ich bezpośredniej troski i miłości, gubi się w tym wszystkim. A z nim gubi się coraz bardziej rodzina. ks.M.P. Setki tysięcy sierot Kościół stawia nam dziś wzór rodziny mocnej Bogiem. Rodziny wyjątkowej, jedynej i niepowtarzalnej. Niepokalana matka i żona, sprawiedliwy mąż i po trzykroć święty sam Syn Boga jako dziecko. Jest to wzór niedościgły. Z tego wcale nie wynika, że w tej Bożej Rodzinie nie było bolesnych napięć. Wystarczy wspomnieć napięcie, jakie istniało między Józefem a Maryją, zanim ten zdecydował się na przyjęcie Maryi w stanie błogosławionym; wystarczy wspomnieć ból związany z ucieczką do Egiptu. Czy też ból, który sygnalizuje św. Łukasz, kiedy Dziecko zostało w Jerozolimie nie powiadamiając o tym matki. Rodzina święta, ale napięcia, i to bolesne, miały w niej miejsce. Popatrzmy na nasze rodziny. Popatrzmy z punktu widzenia ewangelicznego. Nasze rodziny możemy podzielić na trzy grupy. Pierwsza to rodzina pełna. Mam na uwadze rodzinę opartą na wierności męża wobec żony i żony wobec męża. Często są to rodziny prawie że idealne, gdy miłość wzajemna kształtuje odniesienie męża do żony, rodziców do dzieci i dzieci do rodziców. Są jednak rodziny pełne, które tylko na zewnątrz są poprawne. W środku, kiedy drzwi się zamkną i domownicy zostają sami, potrafią boleśnie ranić. Te rany, okryte tajemnicą dla otoczenia, często przez długie lata boleśnie krwawią. Na zewnątrz jest wszystko w porządku, wewnątrz płyną łzy. Druga grupa to rodziny pęknięte, sparaliżowane stałym bólem. Ma to miejsce wówczas, gdy jeden z małżonków albo odchodzi, albo nie bierze odpowiedzialności za rodzinę. Bywa, że staje się ciężarem. Najczęściej przyczyną takiego dramatu jest alkohol. Tych rodzin w Polsce jest miliony. Rocznie do rozwodów zgłasza się około dziewięćdziesiąt tysięcy małżeństw. Wiadomo, że nie wszyscy zgłaszający się zyskują to, o co proszą, ale samo zgłoszenie dowodzi, że jest to rodzina pęknięta. Potrzeba wielkiego heroizmu, aby małżonek, który bierze odpowiedzialność za rodzinę, potrafił w takiej sytuacji udźwignąć ciężar domu i wychował dzieci. Na szczęście mamy takich cichych bohaterów tysiące. Nie będą kanonizowani, ale są święci przez swoją wierność i przez odpowiedzialność za współmałżonka i za dzieci. I wreszcie mamy rodziny zniszczone, stworzone z bólu, z tęsknoty za ojcem i matką. W naszym kraju jest ponad trzysta tysięcy dzieci, których rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich. Każde dziecko w swoim sercu niesie ból pragnienia miłości serca matki i serca ojca. Każde dziecko ma prawo do tych dwu miłości. Może mu zabraknąć chleba, dachu nad głową, ale ma prawo do miłości ojca i miłości matki. Każda sierota buduje dom rodzinny ze swojego pragnienia. Są to najbardziej wstrząsające domy rodzinne, faktycznie nieistniejące, ale żyjące, budowane z bólu i cierpienia dzieci. I oto Chrystus przychodzi, aby wypełnić rodziny — te pełne, pęknięte i te nieistniejące, swoim sercem. Taki jest sens Jego narodzin w rodzinie. Co należy czynić? Nie wolno idealizować. To jest tak, jak w medycynie. Trzeba pochylić się nad każdym człowiekiem w jego rodzinie, jak nad pacjentem. Jeśli zdrowy — niech dziękuje Panu Bogu. Jeśli chory — trzeba ustalić konkretnie, jaka rana i w jaki sposób należy ją leczyć. Po drugie. Nie wolno przeceniać danych z zakresu socjologii, a zwłaszcza psychologii rozwojowej. Rany wyniesione z rodzinnego domu są do uleczenia. Wbrew opiniom psychologii rozwojowej i socjologii. Nie ma takich ran, których by się nie dało uleczyć. „Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”. Trzeba przede wszystkim uświadomić sobie, że jak istnieje kod genetyczny dotyczący naszego ciała, tak istnieje „kod genetyczny” dotyczący naszego ducha. Jesteśmy dziećmi Boga. I trzeba do tego „kodu genetycznego” dotyczącego naszego ducha się odwołać i w oparciu o niego podjąć kurację. Nie ma takiej rany, nawet najgłębszej, okrytej tajemnicą, której nie udałoby się wyleczyć. Po trzecie. Trzeba w Polsce rozpocząć akcję otwarcia rodziny na sierotę. Dom Dziecka jest smutną ostatecznością. W Domu Dziecka jest dach, łóżko, stół i kawałek chleba, ale w Domu Dziecka nie ma serca ojca i matki. Trzeba podjąć ten wysiłek, który podjęto już w innych krajach. We Francji wiele rodzin adoptuje dziecko. Więcej, świadomie i dobrowolnie adoptują kalekie dziecko, dla jego dobra i dla dobra rodzeństwa, aby nie rosło w egoizmie. Tę akcję prowadzono blisko czterdzieści lat, dziś wydała owoce. Nie bójmy się otworzyć na sierotę. Świat dziecko odrzucał, odrzuca i będzie odrzucał. W roku 374 pod wpływem chrześcijan wykreślono z prawa rzymskiego prawo ojca, który mógł do dwudziestu czterech godzin po narodzeniu wyrzucić swoje dziecko. Rzymianie wyrzucali je na śmietnik. Chrześcijanie zbierali i przyjmowali te dzieci jako swoje, włączając do swoich rodzin. Tak było. Tym zdumiewali świat. Nie łudźmy się. Świat dalej będzie dziecko odrzucał. Skończmy z pustymi dyskusjami i przygarnijmy dziecko. Trzeba trzydziestu czy czterdziestu lat nawoływania i przekonywania, aby rodzina otwarła się na dziecko nieswoje, ale chrześcijaństwo przez dwadzieścia wieków właśnie tym zdumiewało świat. Mamy przed sobą rok dwutysięczny, wielki jubileusz Wcielenia. Gdyby w Polsce otwarto drzwi i przynajmniej połowę tych dzieci, które nie mają rodziców, przyjęto, byłby to dowód odrodzenia rodziny. Wielki znak ewangelicznego myślenia i życia. Uroczystość Świętej Rodziny. Dzielę się tym realnym spojrzeniem nie dlatego, aby przygnębiać. Nie. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i my, mocni Bogiem, jesteśmy w stanie odbudować rodzinę, wyleczyć z wielu ran, odkryć szczęście dostępne dla człowieka w rodzinnych progach, odkryć szczęście ze spotkania serca, które potrafi kochać, nie martwiąc się sytuacją zewnętrzną. Miłość ma to do siebie, że w każdej sytuacji potrafi znaleźć to, co uszczęśliwia. Harmonia w rodzinie Rodzina to kulkowe łożysko, w którym pędzi swe życie człowiek. Ponieważ każdy z nas jest częścią wielkiej rodziny ludzkiej, może dobrze spełnić swoje zadanie tylko wówczas, jeśli jest ustawiony we właściwym łożysku. Autor natchniony w Księdze Syracydesa mówi nam o kulkach tego łożyska, które winny obracać się sprawnie. To ojciec, matka, rodzeństwo, dzieci. Im doskonalej człowiek uchwyci relacje do ojca, do matki, do swego rodzeństwa, do swoich dzieci, tym łatwiej mu żyć na ziemi i tym doskonalej potrafi wypełnić zadania w wielkiej rodzinie ludzkiej. Jeśli to łożysko jest uszkodzone, trzeba je naprawiać. Najwspanialsza bowiem machina, z jednym uszkodzonym łożyskiem, już nie jest sprawna. Jeśli więc każdy z nas nie wprowadzi harmonii w relacji z ojcem, matką, rodzeństwem, to staje się powodem wielu zgrzytów w całym społeczeństwie. Prawa tego najbliższego środowiska są ustanowione przez samego Boga. Stąd też doskonalenie człowieka rozpoczynamy zawsze od uleczenia jego najbliższych odniesień. To nie my wybieramy sobie rodziców, rodzice są nam dani. To nie my wybieramy sobie rodzeństwo, rodzeństwo jest nam dane. To nie my decydujemy o cechach charakteru, o zdolnościach, czasami nawet o zdrowiu swoich dzieci, dziecko jest nam dane. To najbliższe środowisko jest dane przez Pana Boga. I w takim środowisku, a nie w innym, człowiek winien uchwycić te podstawowe relacje. „Pan uczcił ojca przez dzieci”. Dlaczego „uczcił”? Dlatego, że dając mężczyźnie godność ojca, dopuścił go do siebie tak blisko, iż użyczył mu swojego imienia — Bóg jest Ojcem. Jeden z najwspanialszych tytułów, jaki człowiek może mieć na ziemi, to tytuł ojca. „Prawa matki nad synami utwierdził”. Bóg utwierdził. I naruszając te prawa, narusza się prawo Boskie. „Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów”. Tak często zastanawiamy się, jak zyskać odpuszczenie grzechów. Tymczasem wystarczy doskonalić miłość do ojca. To jest droga przebaczenia ze strony Boga. „Kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził”. Ileż to razy spotykamy ludzi, którzy są nieszczęśliwi tylko dlatego, że są świadomi, iż z ich powodu płakała czy płacze matka. Nie można być szczęśliwym człowiekiem, kiedy ma się świadomość, że zadało się matce głęboką ranę. Człowiek, który szanuje matkę, „jakby skarby gromadził”. Jest bogaty, jest szczęśliwy. „Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci”. Kto jest dobrym synem, na pewno będzie dobrym ojcem. „W czasie modlitwy zostanie wysłuchany”. Jeśli ta relacja najbliższa sercu jest właściwie ustawiona, to modlitwa staje się skuteczna. „Długo żyć będzie”. Gwarancja błogosławieństwa za szacunek dla ojca. Nie chodzi o to, czy ojciec zasługuje na szacunek czy nie. Chodzi o nasze serce i nasze ustawienie. Jeśli to ustawienie jest według Bożego prawa, człowiek staje się szczęśliwym. „Kto jest posłuszny Bogu, da wytchnienie swej matce”. Jest również wezwanie, by wtedy, kiedy pojawi się starość, skleroza dotknie ojca, nie lekceważyć go, lecz otoczyć prawdziwym miłosierdziem. Za to miłosierdzie Bóg obiecuje otoczyć swoim miłosierdziem takiego syna. To są konkrety, ale to one właściwie decydują o pięknie naszego życia doczesnego. Uroczystość Świętej Rodziny wzywa do wielkiej wdzięczności za to rodzinne łożysko, w jakim się obracamy; a równocześnie wzywa do jego doskonalenia, do pełnego przebaczenia tym, którzy wyrządzili nam krzywdę, bo w tym przebaczeniu zawarta jest nasza miłość do najbliższych. Gdyby rodzinny dom był domem szczęśliwym, to i cała społeczność byłaby szczęśliwa. ks.E.S. „Błogosławiony każdy, kto boi się Pana, kto chodzi Jego drogami!” (Ps 128, 1) Kościół stawia Świętą Rodzinę jako wzór każdej rodziny chrześcijańskiej. Przede wszystkim dzięki uznawaniu najwyższej władzy Boga. W domu nazaretańskim Bóg jest zawsze na pierwszym miejscu, wszystko jest Mu poddane; niczego się tutaj nie pragnie ani nic się nie czyni poza Jego wolą. Cierpienie przyjmuje się w głębokim duchu wiary, w każdej okoliczności widzi się wypełnienie planu Bożego, nawet wtedy, gdy okrywa go tajemnica. Najbardziej twarde i przykre koleje życia nie zakłócają pokoju, bo na wszystko patrzy się w świetle Bożym; Jezus jest ośrodkiem miłości, Maryja zaś i Józef zwracają się do Niego zapominając o sobie, włączeni całkowicie w Jego posłannictwo. Kiedy życie jakiejś rodziny jest natchnione podobnymi zasadami, cały jego bieg jest uporządkowany: posłuszeństwo Bogu i Jego prawu skłania dzieci do poszanowania rodziców, tych zaś do wzajemnej miłości i zrozumienia, do życzliwości dla dzieci i do wychowywania ich według praw Bożych. Czytania biblijne tego święta podkreślają w szczególny sposób dwa punkty najwyższej wagi. Jeden to uszanowanie dzieci względem rodziców: „Pan uczcił ojca przez dzieci... kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu” (Syr 3, 2–3. 12). Dawne maksymy Eklezjastyka są skutecznym rozszerzeniem czwartego przykazania; również dzisiaj, po tylu wiekach, zachowują niezaprzeczalną aktualność. Warto je rozważać w czasie modlitwy. Drugi punkt podkreśla św. Paweł w liście do Kolosan. Dotyczy on wzajemnej miłości, która powinna uczynić z rodziny chrześcijańskiej idealną wspólnotę. „Bracia, obleczcie się... w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem” (3, 12–13). Jeśli rodzina nie jest zbudowana na miłości chrześcijańskiej, będzie jej bardzo trudno wytrwać w harmonii i jedności serc. Wszystko można pokonać i wszystko można znieść, kiedy w rodzinie wszyscy miłują się wzajemnie, natomiast wszystko staje się ogromnie ciężkie, gdy stygnie wzajemna miłość. Jedyna miłość, która wytrwa mimo przeciwności możliwych nawet na łonie rodziny, to miłość, która się opiera na miłości Boga. Rodzina chrześcijańska, ugruntowana w ten sposób na Ewangelii, jest naprawdę pierwszą komórką Kościoła. Współpracuje w Kościele i z Kościołem w dziele zbawienia. Boże, Ojcze wszystkich. Ty dałeś nam Świętą Rodzinę z Nazaretu jako wzór życia, spraw, abyśmy złączeni węzłem miłości jaśnieli w naszych domach tymi samymi cnotami i doszli do wiecznej radości w Twoim domu (Mszał Polski: kolekta). O Jezu, ukrywasz się w Nazarecie; tam spędzasz lata swojego dzieciństwa, młodości aż do trzydziestego roku życia. Dla nas, z miłości ku nam, prowadzisz tam życic... dla nauki naszej tam przebywasz; podczas tych trzydziestu lat nic ustajesz nas pouczać, nic słowem, lecz milczeniem i przykładem... uczysz nas przede wszystkim, że można czynić ludziom dobrze, bardzo dobrze, że można czynić dobro nieskończone, dobro boskie bez słów, bez mówienia, bez krzyku, w milczeniu, przez dobry przykład... przykład pobożności, obowiązków względem Boga spełnianych z miłością, dobroci względem ludzi, serdeczności dla otoczenia, obowiązków rodzinnych święcie spełnionych; ubóstwa, pracy, pokory, skupienia, samotności, życia ukrytego w Bogu, życia modlitwy, pokuty, w zdaniu się na Boga i zatopieniu się w Nim. Uczysz nas żyć z pracy rąk, by nie być ciężarem nikomu, a móc dawać nieco ubogim; takiemu rodzajowi życia dajesz niezrównaną piękność... piękność naśladowania Ciebie (Ch. de Foucauld). O tak, Ty jesteś prawdziwie, o mój Zbawicielu, Bogiem ukrytym! Deus absconditus, Israel Salvator. Ty wzrastasz niewątpliwie, o Jezu, w latach, w mądrości i łasce przed Bogiem i przed ludźmi. Twoja dusza posiada od pierwszej chwili wejścia na świat pełnie laski, wszystkie skarby mądrości i umiejętności. Lecz ta mądrość i łaska okazują się stopniowo, i w oczach ludzi jesteś Bogiem ukrytym, a Bóstwo swoje ukrywasz pod postacią robotnika. O Mądrości odwieczna, aby podźwignąć nas z przepaści, do której nas strącił zuchwały bunt Adama, raczyłeś żyć i pracować w prostym warsztacie i być posłuszny stworzeniom. Uwielbiam Cię i błogosławić! (K. Marmion: Chrystus w swoich tajemnicach, r. 9). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
6 lat temu
Maria Valtorta - POEMAT BOGA-CZŁOWIEKA. 47. NARODZINY JEZUSA, NASZEGO PANA (por. Łk 1,6-7) Napisane 6 czerwca 1944. A, 2739-2752 Nadal widzę wnętrze tej nędznej kamiennej groty, w której – dzieląc los ze zwierzętami – znaleźli schronienie Maryja i Józef. Mały ogień drzemie, podobnie jak jego stróż. Maryja powoli unosi głowę z posłania i patrzy. Widząc, że Józef ma głowę zwieszoną na piersi, jakby rozmyślał, sądzi, że zmęczenie wzięło górę nad chęcią czuwania. Uśmiecha się dobrotliwie i – czyniąc mniej szelestu niż mógłby to zrobić motyl sfruwający na różę – siada, a potem klęka. Z promiennym uśmiechem na twarzy modli się. Ramiona ma otwarte, prawie rozkrzyżowane, wyciągnięte w przód, a dłonie – odwrócone ku górze. Trwa tak, bez żadnych oznak zmęczenia uciążliwą pozycją. Potem chyli się w ukłonie, dotykając twarzą siana. Pozostaje w tej postawie, zatopiona w żarliwej modlitwie. Modli się długo. Józef się budzi. Widzi dogasające ognisko i pogrążoną prawie w ciemnościach stajnię. Rzuca garść chrustu i ogień rozbłyska. Dorzuca grubszych gałązek, potem wybiera jeszcze większe, bo ziąb jest dotkliwy. Chłód pogodnej grudniowej nocy wnika zewsząd w ruiny. Biedny Józef siedzi tak blisko drzwi – jeśli można tak nazwać zatkaną jego płaszczem dziurę – że musi być zlodowaciały. Przybliża ręce do ognia, potem rozwiązuje sandały i zbliża do niego również stopy. Rozgrzewa się. Gdy płomień się wznieca i rozjaśnia otoczenie, odwraca się, ale nic nie widzi. Nie dostrzega już nawet jasnego pasma, utworzonego przez biały welon, który przedtem znaczył jasną linię na ciemnym sianie. Wstaje więc i ostrożnie zbliża się do posłania. «Nie śpisz, Maryjo?» pyta. Musi zapytać trzy razy, zanim Maryja uświadamia to sobie i odpowiada: «Modlę się.» «Czy Ci czegoś potrzeba?» «Nie, Józefie.» «Spróbuj zasnąć na chwilę... wypocząć przynajmniej.» «Spróbuję. Ale modlitwa Mnie nie męczy.» «Żegnaj, Maryjo.» «Żegnaj, Józefie.» Maryja wraca do poprzedniej pozycji. Józef zaś, by nie ulec znów pokusie snu, klęka koło ognia i też modli się, zakrywając twarz rękoma. Odejmuje je tylko po to, by podsycać ogień, i znów wraca do żarliwej modlitwy. Poza trzaskaniem palącego się drewna i tupaniem osła, który od czasu do czasu wali kopytem w klepisko, nic nie słychać. Odrobina księżycowego światła wciska się przez otwór w powale. Wygląda jak ostrze z niematerialnego srebra, które zbliża się, szukając Maryi. W miarę jak księżyc wschodzi wyżej na niebie, promień stopniowo się wydłuża, aż wreszcie dosięga Jej. Oto pada na głowę Modlącej się. Otacza Ją aureolą bieli. Maryja unosi głowę, jakby wezwana wołaniem z wysoka, i znowu klęka. O, jak tu jest pięknie! Podnosi głowę, która wydaje się jaśnieć białym księżycowym światłem. Przemienia Ją nieziemski uśmiech. Co widzi? Co słyszy? Czego doświadcza? Tylko Ona sama mogłaby odpowiedzieć na pytanie, co widzi, co słyszy i odczuwa w jaśniejącej godzinie Swego Macierzyństwa. Ja zauważam tylko to, że otaczający Ją blask ciągle wzrasta, wzrasta i wzrasta. Sprawia wrażenie, że zstępuje z Nieba, wydaje się wypływać z nędznego otoczenia, ale nade wszystko zdaje się wydobywać z Niej samej. Jej ciemnolazurowa suknia wydaje się teraz łagodnym błękitem niezapominajek, a dłonie i twarz zdają się niebieskawe, jakby były umieszczone w świetle olbrzymiego, bladego szafiru. Ta barwa – aczkolwiek mniej intensywna – przypomina mi kolor, jaki widuję w widzeniach przedstawiających święty Raj. Zauważałam ją w widzeniu związanym z przybyciem Magów. [Teraz światło to] rozlewa się coraz bardziej na przedmioty i suknię, oczyszcza je i sprawia, że błyszczą. Poświata coraz bardziej wydobywa się z ciała Maryi, wchłaniającego promienie księżyca. Wydaje się, że to Ona przyciąga ku Sobie to światło, mogące pochodzić tylko z Nieba. Teraz Maryja jest Tą, która posiada Światłość; jest Tą, która ma dać światu Światło. To uszczęśliwiające, nieogarnione, niezmierzone, wieczne, boskie Światło, które właśnie ma być dane, zapowiada się brzaskiem, jutrzenką, chórem atomów światła. I światło to wzrasta, wzmaga się jak przypływ, wznosi się coraz bardziej jak kadzidło i spływa jak fala, ściele się niczym welon... Sklepienie pełne pęknięć, pajęczyn i wystających gruzów, które tylko dzięki jakiemuś cudowi statyki nie ulegają zawaleniu, to sklepienie dotychczas czarne, zakopcone i odrażające wydaje się sufitem królewskiej komnaty. Każdy kamień to bryła srebra. Każda szczelina jest błyskiem opalu. Każda pajęczyna [wygląda jak] drogocenny baldachim tkany srebrem i diamentami. Wielka jaszczurka śpiąca między dwoma głazami wygląda jak zapomniany tam przez królową szmaragdowy naszyjnik. Grono śpiących nietoperzy to cenny kandelabr z onyksu. Zwisające z wyższych jaseł siano to już nie trawa, lecz nici z czystego srebra, drżące w powietrzu z wdziękiem rozwianych włosów. Stojący niżej żłób z ciemnego drewna, wygląda jak bryła oksydowanego srebra. Ściany pokrywa brokat, na którym jasność jedwabiu znika pod haftem ozdobionym wystającymi perłami. A czymże jest teraz klepisko? To oświetlony białym światłem kryształ. Występy zdają się różami ze światła, rzuconymi na znak hołdu na ziemię. A dziury to kryształowe puchary, z których wydobywają się wonności i zapachy. Światło coraz bardziej wzrasta. Staje się nie do zniesienia dla oka. W tym świetle, jakby wchłonięta za rozżarzoną zasłoną, znika Dziewica... i ukazuje się Matka. Tak. Kiedy moje oczy znów mogą znieść jasność światła, widzę Maryję ze Swym nowo narodzonym Synem w ramionach. Małe, różowe i pulchniutkie Dzieciątko porusza się i macha rączkami małymi jak pączki róży i nóżkami, które zmieściłyby się w jej kielichu. Kwili drżącym głosem nowo narodzonego jagnięcia, otwierając buzię jak poziomka i ukazując drgający przy różowawym podniebieniu języczek. Porusza główką tak jasną, że wygląda jakby była bez włosów. Tę okrągłą główką Mama podtrzymuje w zagłębieniu jednej dłoni i patrzy na Swoje Dzieciątko i uwielbia Je ze łzami i z uśmiechem. Pochyla się, żeby Je pocałować, ale nie w niewinną główkę, lecz w pierś, gdzie jest maleńkie serduszko, które bije, bije dla nas... to serduszko, w którym pewnego dnia będzie Rana... Mama już teraz opatruje tę ranę Swym nieskalanym pocałunkiem. Zbudzony blaskiem wół podnosi się z rykiem i hałasem kopyt, a osiołek odwraca łeb i też ryczy. Zwierzęta zbudziło światło, lecz wolę myśleć, że chcą powitać swego Stwórcę w imieniu swoim i wszystkich zwierząt. Także Józef – który pogrążył się w modlitwie tak intensywnej, że był oderwany od wszystkiego, co go otaczało – otrząsa się i widzi, że dziwne światło prześwituje mu przez palce [dłoni, w których ukrył twarz]. Odejmuje więc dłonie od twarzy, podnosi głowę, odwraca się. Stojący wół zasłania Maryję, która woła: «Chodź tu, Józefie!» Józef zrywa się. Widząc [Dziecko] zatrzymuje się porażony szacunkiem i tam, gdzie stoi, chce paść na kolana. Maryja jednak nalega: «Podejdź, Józefie!» Opiera lewą rękę na sianie, prawą zaś trzyma Dzieciątko, tuląc Je do serca. Wstaje i podchodzi do wahającego się Józefa, który idzie onieśmielony. Pragnie podejść, lecz powstrzymuje go lęk, żeby nie okazać braku szacunku. Małżonkowie spotykają się przy posłaniu, patrzą na siebie płacząc ze szczęścia. «Chodź – mówi Maryja. – Ofiarujemy Jezusa Ojcu.» Józef klęka, Ona zaś, stojąc pomiędzy dwoma podpierającymi pułap słupami, unosi Swe Dziecko w ramionach mówiąc: «Oto jestem... W Jego Imieniu, o Boże, mówię Ci te słowa. Oto jestem, żeby pełnić Twoją wolę. A wraz z Nim – Ja, Maryja, i Józef, Mój małżonek. Oto Twoi słudzy, Panie. Spraw, żebyśmy w każdej godzinie i w każdym zdarzeniu pełnili Twoją wolę – dla Twojej chwały i z miłości do Ciebie.» Potem Maryja schyla się i podaje Dzieciątko Józefowi, mówiąc: «Weź, Józefie.» «Ja? Mnie [Je dajesz]? O, nie! Nie jestem godzien!» Józef jest wprost przerażony i sparaliżowany myślą, że ma dotknąć Boga. Maryja nalega jednak z uśmiechem: «Jesteś bardzo godny i nie ma godniejszego od ciebie. Dlatego właśnie ciebie wybrał Najwyższy. Weź Go i potrzymaj, Józefie, Ja zaś poszukam ubranka.» Józef, czerwony jak purpura, wyciąga ramiona i bierze to maleńkie ciałko krzyczące z zimna. Kiedy ma Dziecię w swoich ramionach, nie upiera się już, żeby Je trzymać z szacunkiem z dala od siebie. Tuli Jezusa do serca, wybuchając głośnym płaczem: «O! Panie! Boże mój!» Schyla się, żeby ucałować nóżki. Czuje, że są zziębnięte, więc siada na ziemi, tuli je do siebie, zakrywa swą brązową szatą, stara się rękami osłonić przed zimnem nocy i ogrzać. Chciałby przybliżyć się do ognia, lecz tam wieje od wejścia. Lepiej tu zostać. A jeszcze lepiej będzie wejść między oba zwierzęta, które mogą osłonić przed przeciągiem i wydzielają ciepło. Idzie więc między woła i osła, ustawia się tyłem do wejścia, pochyla nad Nowonarodzonym, żeby zrobić wnękę z własnej piersi. Jej boczne ściany stanowi z jednej strony szara głowa z długimi uszami, a z drugiej – wielki biały pysk, z parującymi chrapami i dobrymi wilgotnymi oczyma. Maryja otworzyła już kuferek i wyciąga płótno oraz pieluszki. Podchodzi do ognia i ogrzewa je. Idzie do Józefa i owija Dziecię w lekko ogrzane płótna. Główkę osłania własnym welonem. «Gdzie Go teraz położymy?» – pyta. Józef rozgląda się wokół siebie, zastanawia się... «Poczekaj – mówi. – Odsuniemy zwierzęta i ich siano. Ściągniemy tamto siano i położymy je tutaj, w [żłobie]. Jego wystający brzeg będzie osłoną od wiatru, a z siana zrobimy poduszkę. Wół ogrzeje Dzieciątko swoim oddechem. Lepszy będzie wół, bo jest bardziej cierpliwy i spokojniejszy.» Józef zabiera się do roboty, a Maryja kołysze Swe Maleństwo, tuląc Je do serca. Przybliża policzek do główki Jezusa, żeby ją choć trochę ogrzać. Józef, nie szczędząc [gałęzi], podsyca ogień, by płonął wysoko. Ogrzewa siano, susząc je po trochu. Potem wkłada je w zanadrze, żeby nie ostygło. Gdy ma go już dosyć na posłanie dla Dzieciątka, idzie do żłobu i wyściela go jak kołyskę. «Gotowe – mówi. – Teraz potrzeba tylko przykrycia, żeby siano nie kłuło i żeby Go okryć...» «Weź Mój płaszcz.» – mówi Maryja. «Będzie Ci zimno.» «O, nie szkodzi! Derka jest zbyt szorstka! A płaszcz jest miękki i ciepły. Wcale nie jest Mi zimno. Niech tylko On już nie cierpi!» Józef bierze duży płaszcz Maryi, wykonany z delikatnej ciemnoniebieskiej wełny, i kładzie go w żłobie złożony podwójnie w taki sposób, by jedna część zwisała poza wystającą krawędź żłobu. Pierwsze łóżeczko Zbawiciela jest gotowe. Matka, stąpając pełnym wdzięku, delikatnym krokiem, niesie Je i kładzie. Połą płaszcza zakrywa Dziecko. Otula też gołą, pogrążoną w sianie główkę, oddzieloną od niego jedynie Jej delikatnym welonem. Odkryta pozostaje tylko twarzyczka, wielkości ludzkiej pięści. Oboje, schyleni nad żłobem, patrzą szczęśliwi na pierwszy sen Dzieciątka. Ciepło pieluszek i siana koi płacz i przynosi sen słodkiemu Jezusowi.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
6 lat temu
Szczęść Boże. Czy zechcialbyś Ksiądz poruszyć tu temat (chyba obecnie aktualny) który ostatnio mocno przewija się w wielu wypowiedziach chrześcijan innych wyznań aniżeli katolickie, mianowicie rzekomego pochodzenia Świąt Bożego Narodzenia od pogańskich saturnaliów. Twierdzą oni iż jest to zwyczaj pogański, a tym samym obrażamy przez to Pana Boga gdy obchodzimy te poganskie zwyczaje zamiast trzymać się tego co zaleca Pan Bog na kartach Biblii. Czy mógłby Ksiadz się do tej sprawy jakoś odnieść? Serdecznie pozdrawiam. I dziękuję za ten wątek.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi Wspominamy dziś w uroczysty sposób Bożą Rodzicielkę, Maryję, między innymi dlatego, by jeszcze bardziej uświadomić sobie, że Bóg nigdy nie był tak blisko człowieka, jak w łonie Tej, która Go urodziła – gdy nadeszła pełnia czasu, „przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”. Będąc Matką Boga, Maryja jest także „w porządku łaski” Matką dla tych wszystkich, którzy do Niego należą. Wstawia się za nami, aby Chrystus – Zbawiciel, Książę pokoju – rodził się w naszych sercach. Czy przyjmiemy Go, tak jak to uczyniła Ona? o. Cezary Binkiewicz OP Z Matką Księcia Pokoju W człowieku istnieje mechanizm odpowiedzialny za odporność organizmu na ataki wszystkiego, co zagraża zdrowiu człowieka. Uszkodzenie tego mechanizmu czyni człowieka kaleką i skazuje go na niechybną śmierć przy pierwszym ataku jakiejkolwiek choroby. Oto dramat ludzi chorych na AIDS. W życiu duchowym istnieje podobny mechanizm, który uruchamia rezerwę dodatkowej energii, gdy trzeba bronić się przed złem lub pokonywać poważniejsze trudności. Jeśli ten mechanizm podlega kontroli rozumu i wolnej woli, jego działanie jest twórcze. Dramat występuje w dwu wypadkach. Jego uszkodzenie lub zniszczenie, zwłaszcza przez niewłaściwe wychowanie, wypełnia człowieka ciągłym lękiem i czyni go bezradnym życiowo. Są to ludzie nie mający siły przebicia, nie zdolni do walki o swoje miejsce w świecie, noszący nieszczęście w sobie. Drugi rodzaj dramatu polega na niekontrolowanym lub niewłaściwym korzystaniu z tej energii. Ma to miejsce w chwilach wybuchu gniewu lub systematycznie podsycanej nienawiści. W tym wypadku mamy do czynienia z konfliktami, które kierują się tymi samymi prawami w skali kłótni małżeńskiej, jak i w skali wojen między narodami. Można to było obserwować na terenie rozpadającej się Jugosławii. Kiedy Bóg wyposażył człowieka w mechanizmy obronne zarówno wobec chorób, jak i zła moralnego, chciał, by zawarta w nich energia była wykorzystana wyłącznie dla dobra człowieka i całej ludzkiej rodziny. Człowiek jednak i ten dar wykorzystał dla niszczenia siebie i innych. Syn Boga przybywając na ziemię, chciał nam pomóc w powrocie do właściwego wykorzystania otrzymanych od Ojca energii. Na tym między innymi polegało Jego zbawcze dzieło. Wszedł On odważnie między wrogów panując nad sobą w sposób doskonały. Nie sięgnął po potężną moc, jaka była do Jego dyspozycji, by zniszczyć przeciwników. Chciał nam ukazać, że pokój nie polega na tym, by własną przemocą opanowywać przemoc innych. Na tym polega tajemnica wojny! Pokój polega na opanowaniu własnych sił, by promieniować miłością nawet do wrogów. Niewielkie grono ludzi przyjęło Jego zasadę pokoju. Nauka ta wolno dociera do świadomości ludzkości. Potrzebne jest bardzo bliskie spotkanie z Chrystusem, by odkryć mechanizm pokoju, jaki On przekazuje światu. Powierzchowne spotkanie z Ewangelią, nawet zanurzenie w wodzie chrztu, nie wystarcza do tego, by stać się apostołem Bożego pokoju. Stąd też nikt się nie dziwi, że wśród chrześcijan niewielu zdołało przekuć miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy. Większość usilnie ostrzyła i ostrzy miecze wzajemnie na siebie. Polska ziemia również bywała zbroczona krwią bratobójczą. Z obu stron frontu mówiono: „Ojcze, odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, by zamiast „Amen” wymierzyć cios, ranić, zabijać. Wielka kompromitacja ewangelicznej postawy, kompromitacja — powiedzmy jasno — dokonana przez pseudochrześcijan, którzy z Ewangelii zabierali tylko imię Chrystusa a nie Jego ducha. Pierwszy stycznia jest dniem szczególnej modlitwy o pokój w całym Kościele. Dzień ten poświęcony jest Matce Bożej. To z Nią Kościół wchodzi w nowy rok z nadzieją, że pomoże w opanowywaniu wszelkich porywów gniewu, zarówno w rodzinnych domach, jak i układach międzynarodowych. Ona, która była świadkiem gniewu wylanego na Jej Syna i nie rzekła ani słowa, wie, że walka o pokój na ziemi zawsze będzie wyglądała dokładnie tak, jak na Golgocie. Tam prawdziwe zwycięstwo należy do Jej Syna, a nie do tych, którzy przybili Go do krzyża. Tam ogień ich okrucieństwa i nienawiści został ugaszony miłością i pokojem Tego, kogo uśmiercili. Modlitwa o pokój na świecie to wspólne błaganie Boga o rozprowadzenie wody pokoju, która płynie ze źródła bijącego na Kalwarii. Wykorzystać czas Często słyszymy narzekanie na brak czasu. Tysiące ludzi ciągle się usprawiedliwia brakiem czasu na modlitwę, na zajęcie się rodziną, na opiekę nad chorymi, na odpoczynek dla siebie. Podświadomie wszyscy czujemy, że tak być nie powinno. Chodzi o zbyt wielkie sprawy — modlitwa, rodzina, bliźni, ojczyzna, własne zdrowie, a jednak krótkie oświadczenie: „nie mam czasu” w oczach własnych i cudzych usprawiedliwia brak troski o te wartości. Czy jednak takie oświadczenie usprawiedliwia w oczach Boga? A czyjaż to wina, że nie mamy czasu? Czyżby Bóg stworzył za krótki dzień? Człowiek wierzący wie, że takie ustawienie sprawy nie ma sensu. Mamy dość czasu, by wykonać, i to dokładnie, wszystko, czego oczekuje od nas Bóg. On wyznaczył zadania, On zna nasze możliwości i On daje czas. U Niego wszystko jest idealnie wyliczone co do sekundy. Jeśli nam brakuje czasu, nie jest to wina Boga tylko nasza. Jest rzeczą oczywistą, że nie potrafimy zrobić wszystkiego, co chcielibyśmy uczynić, nawet gdybyśmy pracowali dwadzieścia cztery godziny na dobę. Im więcej będziemy pracowali, tym więcej zadań będzie czekało na wykonanie. Praca to moloch, który może połknąć człowieka. Taka jest prawda o pracy. Tymczasem Bogu wcale nie chodzi o to, byśmy czynili dużo dobrego, ale o to, byśmy wykonali dobro, którego On od nas oczekuje. Gdzie jest zatem klucz do właściwego wykorzystania czasu? Dlaczego jedni czynią wiele dobra, a nigdy nie narzekają na brak czasu, inni zaś czynią niewiele, a czasu ciągle im brakuje. Odpowiedź jest stosunkowo prosta: Czas ma ten, kto kocha. Zakochani zawsze znajdą czas dla siebie, nawet w największym nawale pracy. Potrafią zorganizować spotkanie, porozmawiać, napisać list... Mąż kochający żonę zawsze znajdzie dla niej czas. Matka kochająca dzieci zawsze ma dla nich czas. Przyjaciel, mimo zajęć, zawsze zatrzyma się przy chorym przyjacielu. Pierwszym znakiem wygasającej miłości jest brak czasu dla tych, których kochamy. Miłość nigdy nie pozwoli zasypać się tysiącami doczesnych trosk, ona zawsze w pokoju i radości umie zachować właściwą hierarchię wartości. Dlaczego tylko miłość potrafi właściwie wykorzystać czas? Bo tylko ona jest w stanie przekroczyć granicę czasu i zamienić go w wieczność. Ten, kto nie kocha, nie ma czasu ani dla Boga, ani dla bliźniego, ani wbrew pozorom dla siebie. Jeżeli zaś kocha, to czas rozmnaża się w jego rękach jak chleb w rękach Jezusa, gdy karmił tysiące ludzi. Ten chleb był łamany i rozdawany ręką Wiecznej Miłości. Ludzie, którzy prawdziwie kochają, potrafią jedną godziną swego życia nakarmić wielu. Ta refleksja nad wykorzystaniem czasu jest szczególnie potrzebna na progu Nowego Roku. Jego godziny szybko będą przepływać przez nasze ręce i serca. Jakże wiele mamy do zrobienia. Jakże ambitne plany snują się po głowach ludzi młodych, silnych, zdrowych. Jak precyzyjnie zamierzają oszczędzać siły chorzy, słabi, w podeszłym wieku. Dwanaście nowych miesięcy to wielka szansa dla każdego z osobna i dla całego narodu. Warto pamiętać, że nie zabraknie nam czasu wyłącznie wówczas, gdy wykorzystamy go w duchu miłości. Ona jedna potrafi granice czasu przesuwać w wieczność. ks.E.S. Błogosławiona jesteś miedzy niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1, 42) Obecność Maryi występuje w rozmaitych tekstach liturgicznych, lecz w sposób zakryty, doskonale odpowiadający Jej charakterowi: Ona jest bowiem uosobieniem pokory i milczenia. Św. Paweł wspomina Ją w drugim czytaniu, lecz nie wymienia imienia; podkreśla jedynie fakt narodzenia Chrystusa z niewiasty: „Bóg zesłał Syna swego, zrodzonego z niewiasty... abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4, 4–5). Wcielenie Syna Bożego dokonuje się dziewiczo, lecz normalną drogą natury ludzkiej: rodzi się z niewiasty, i ona Go wprowadza, jako prawdziwego człowieka, pośród ludzi. Jezus właśnie dlatego, że należy do ich rodu i jest ich bratem według ciała, może ich odkupić i uczynić swoimi braćmi według ducha, a zatem uczestnikami swego synostwa Bożego. Łaskę przybrania za dzieci otrzymują ludzie przez Maryję, która jako Matka Chrystusa jest również Matką tych, którzy w Chrystusie stają się dziećmi Bożymi. Jeśli w sercu wierzących jest „Duch... Syna, który wola: Abba, Ojcze!” (tamże 6), zawdzięczamy to — ponieważ Bóg tak chciał — także macierzyńskiej czynności Najświętszej Maryi Panny. Ewangelia dzisiejszej Mszy św. subtelnie i delikatnie ukazuje, jak Maryja spełnia swój obowiązek matki. Opowiadanie św. Łukasza pozwala nam się domyślać, że Maryja zaraz po narodzeniu Jezusa przyjmuje pasterzy, okazuje im Go z radością (KK 57) i uważnie słucha wszystkiego, co opowiadają o wielkich rzeczach zapowiedzianych przez Anioła. Następnie, gdy pasterze odchodzą „wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli” (Łk 2, 20), Maryja pozostaje przy Synu zachowując w duszy „wszystkie te sprawy i rozważając je w swoim sercu” (tamże 19). Maryja jest Matką Jezusa nie tylko dlatego, że dała Mu ciało i krew, lecz przede wszystkim dlatego, że wniknęła w tajemnicę i włączyła się w nią najgłębiej: „całkowicie poświęciła samą siebie... osobie i dziełu swego Syna, pod Jego zwierzchnictwem i wespół z Nim... służąc tajemnicy Odkupienia” (KK 56). Dlatego właśnie Maryja „stała się nam Matką w porządku łaski” (tamże 61). O Najłaskawszy, Ty, który dla nas narodziłeś się z Dziewicy... nic gardź tymi, których swą ręką ukształtowałeś; okaż swoją miłość ludziom, o Najmiłosierniejszy! Wysłuchaj Te, co Cię wydała na świat, Bogurodzicę orędującą za nami, i ratuj, Zbawicielu nasz, lud opuszczony (Liturgia bizantyńska). Córo zawsze Dziewico, mogłaś począć dziecię bez współudziału męża, ponieważ Ten, którego poczęłaś, ma Ojca wiecznego. Córo z rodu ziemskiego, Ty nosiłaś Stworzyciela na swych rękach macierzyńskich na sposób boski!... Prawdziwie Tyś najcenniejszą spośród całego stworzenia. Z ciebie jednej Stworzyciel wziął w dziedzictwo pierwociny naszej ludzkiej materii. Jego ciało pochodzi z Twego ciała, a Jego krew z Twojej krwi. Bóg karmił się Twoim mlekiem, a Twoje usta dotykały ust Bożych... O Niewiasto najmilsza, trzykroć szczęśliwa! „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona”. O Niewiasto, Córko króla Dawida i Matko Boga, Króla wszechświata! boskie i żywe arcydzieło, w którym Bóg Stwórca podoba sobie i prowadzi Twego ducha zatopionego Tylko w Nim... Ty dla Niego zostałaś powołana do życia i dzięki Jego łasce, będziesz służyła powszechnemu zbawieniu, aby przez Ciebie spełnił się dawny plan Boży, to jest wcielenie Słowa i nasze ubóstwienie (św. Jan Damasceński). O Jezu, patrzę na ten nowy rok jak na czystą kartę, którą Twój Ojciec ukazuje mi i na której On sam będzie pisał, dzień po dniu, to, co postanowił według swego boskiego upodobania; lecz ja już teraz u góry tej stronicy piszę z całym zaufaniem: Domine, fac de me sicut vis; Panie, czyń ze mną to, co chcesz. Na dole zaś stawiam już moje Amen, niech tak będzie, na wszystkie rozporządzenia Twojej boskiej woli. „Tak”, o Panie, „tak” na wszystkie radości, na wszystkie cierpienia, na wszystkie łaski, na wszystkie trudy, jakie mi zgotowałeś i które będziesz mi ukazywał dzień po dniu. Spraw, aby moje Amen było wielkanocnym Amen, połączonym zawsze z Alleluja, czyli wypowiadanym z całym sercem, w radości zupełnego oddania się. Daj mi Twoją miłość i Twoją łaskę, a będę dosyć bogata (s. Karmela od Ducha Św.). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
II niedziela po Narodzeniu Pańskim Trudno być człowiekiem twórczym, pełnym radości i optymizmu, jeśli uważamy, że wszystko jest w rękach niezrozumiałego i budzącego lęk przeznaczenia. Jednak w miarę jak odkrywamy, że przeznaczeniem każdego z nas jest Miłość – ta, która oświeca każdego człowieka na świat przychodzącego i która będąc Słowem, stała się ciałem -– odnajdujemy w niej źródło naszego życia – twórczości, prawdziwej radości, otwarcia na drugiego człowieka i uwielbienia dla Stwórcy. o.C.B.OP Chrześcijanin — człowiek mądry Czym jako chrześcijanie winniśmy się różnić w życiu, tak na co dzień, od innych? Zdziwicie się, gdy powiem, że powinniśmy być mądrzejsi. Nasze spojrzenie na świat, na trudne sprawy, na życie winno być pełniejsze, doskonalsze, mądrzejsze. Tak być powinno. W życiu należy kierować się nie mądrością ludzką, ale Bożą. Nie przesadzę, gdy powiem, że dzieje chrześcijanina, dzieje każdego z nas, to historia współpracy ludzkiej słabości z Bożą mądrością. O tym mówią nam dzisiejsze czytania. Słowa prologu św. Jana można odczytać i tak: „Na początku była Mądrość, a Mądrość była u Boga i Bogiem była Mądrość. Wszystko przez nią się stało, bez niej nic się nie stało /.../. Mądrość zamieszkała wśród ludzi, do swoich przyszła, a swoi jej nie przyjęli”. Myślę, że nikogo nie obrażę, gdy posłużę się porównaniem. Pustą, zarozumiałą kobietę pokochał bardzo mądry, taktowny mężczyzna. Zawarli ślub. Mąż zamieszkał z żoną przekonany, że potrafi kierować ich wspólnym życiem, aż do pełnego szczęścia. Był pewny, że żona go zrozumie, że uzna jego racje... Kobieta chciała jednak rządzić sama. Mąż musiał siedzieć cicho. Ustępował przez długi czas sądząc, że się opamięta, że dostrzeże pomyłkę. Upominał, zwracał uwagę na bezsensowność takiego postępowania, aż w końcu usłyszał: „Jak ci się nie podoba, to sobie idź!” I poszedł. Żona go nie zrozumiała. Ciasna głowa odrzuciła mądrość. Podobnie było z nami. Bóg zamieszkał w nas, ale powiedzmy sobie szczerze, czy chcieliśmy, by On był z nami? Czy chcieliśmy otworzyć się na Jego mądrość? Jak często liczyliśmy się z Jego wolą? Ileż to razy stawialiśmy na swoim? Dlaczego dziś, w dwudziestym wieku, odważam się mówić do was o Ewangelii? Dlatego, bo ufam, że każdy chce być mądry, że każdy jest gotów przyjąć do domu mądrego Przyjaciela. Jak planując małżeństwo czekaliście na zamieszkanie razem ze współmałżonkiem wiedząc, że ubogaci was swoją miłością, tak trzeba, byście przyjęli na mieszkanie Bożą Mądrość. Gdy ona wami pokieruje, wygracie życie, odkryjecie wielkie szczęście płynące z kontaktu z kochającą Mądrością. Jej oczami zobaczycie świat, innych ludzi, siebie... Wówczas wszystko nabierze zupełnie nowej wartości. Dar przyjaźni Św. Paweł mówi nam o tym, że Bóg w swojej nieskończonej miłości jeszcze przed stworzeniem świata pochylił się nad nami, pragnąc naszego szczęścia zarówno doczesnego, jak i wiecznego. Św. Jan przypomina, że my, którzyśmy się z Boga narodzili, otrzymaliśmy moc, która czyni nas dziedzicami królestwa niebieskiego. Mając na uwadze łaski, jakie otrzymujemy od Boga, pragnę dziś zatrzymać się przez chwilę nad wyjątkowym darem, do którego tęskni ludzkie serce, ale do którego niewielu na ziemi dorasta. Chodzi o dar przyjaźni. Wczoraj, drugiego stycznia, Kościół obchodził uroczystość św. Bazylego Wielkiego i św. Grzegorza z Nazjanzu. Jest to chyba jedyny dzień w kalendarzu, w którym w szczególny sposób wyeksponowana jest ewangelicznie rozumiana przyjaźń. Są to święci, którzy spotkali się na studiach w Atenach około 355 roku. I tam zawarli przyjaźń. Po studiach ich drogi nieco się rozeszły, ale kiedy trzeba było podjąć walkę w obronie Bóstwa Chrystusa, przyjaciele stanęli obok siebie ramię w ramię i wytrwali w boju do końca. Był to ciemny okres w dziejach Kościoła. Prawda ewangeliczna była niszczona przy pomocy władzy państwowej. Biskupi więzieni, internowani, szantażowani. W tej sytuacji dwaj przyjaciele potrafili wytrwać i obronić Bóstwo Jezusa. Przyjaźń im w tym pomagała. Grzegorz zostawił piękny poemat biograficzny, w którym wspomina, że wśród wielu darów otrzymał od Boga dar wyjątkowo wielki — przyjaźń męża, który górował nad innymi mądrością, wiedzą, szlachetnością. Przypomnijmy zatem podstawowe prawa przyjaźni, o których mówi Ewangelia. Chrystus kilka godzin przed śmiercią powiedział: „Nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi”. Syn Boga przyszedł na ziemię po to, aby połączyć nas z sobą więzami braterskiej przyjaźni. Taki był cel Jego miłości. Za to oddał swoje życie. Przyjaźń ewangeliczna jest przede wszystkim łaską. Spotykamy często przyjaźń czysto ludzką. Jest to jedna z największych wartości, jakie tu na ziemi można spotkać. Ta ewangeliczna jest darem Boga. Z reguły jest wielką niespodzianką dla samych przyjaciół. Spotykają się, tak jak mówi św. Paweł, w sytuacjach zaplanowanych od wieków przez samego Boga. To Bóg łączy serca przyjaciół. Przyjaźń jest z reguły potrzebna do wykonywania zadań, które przerastają możliwości jednego człowieka. Jeśli takie zadania Bóg stawia przed człowiekiem, daje mu przyjaciela. A więc przyjaźń czyni możliwym to, co bez przyjaźni jest niemożliwe. Przyjaźń umacnia człowieka, pozwala odpocząć wtedy, kiedy przyjaciel czuwa, daje dodatkową siłę. Przyjaźń gwarantuje wolność. Wydaje się, że jeśli biorę odpowiedzialność za drugiego człowieka, to jestem przygnieciony ciężarem tej odpowiedzialności. Odpowiedzialność zawsze jest ciężka. Ale odpowiedzialność, jaka mieści się w przyjaźni, nie tylko nie przygniata, ale czyni człowieka jeszcze bardziej wolnym. Pozwala mu bowiem przyjąć tak wielką wartość, jaką jest serce drugiego człowieka, i ofiarować za nie nawet własne życie. Przyjaciele spotykają się wtedy, kiedy ich hierarchia wartości jest identyczna, kiedy dla jednego i drugiego cenne jest to samo. Dziś młodzi ludzie, którzy odwołują się do miłości i przyjaźni, często powiadają: „Oddaj mi się w dowód przyjaźni”. To jest tak, jakby ktoś stał w błocie i mówił: zejdź do błota, to będziemy przyjaciółmi. Prawdziwa przyjaźń działa w odwrotnym kierunku: pomóż mi wspiąć się w górę. To jest sięganie po coś, co jest cenniejsze. Zejście na dół zawsze jest łatwe. Przyjaźń jest domem szczerości. Jest domem, w którym człowiek może być sobą, jest przyjęty takim, jaki jest, razem ze swoimi słabościami. Jest domem zbudowanym z umiłowania prawdy. Dlatego przyjaźń wymaga zaufania. To zaufanie nie wyklucza tajemnicy. Przyjaciel może mieć tajemnicę, np. zawodową, może mieć tajemnice bolesne i nie przekaże ich chcąc oszczędzić przyjaciela, ale to nie przekreśla zaufania. Ile razy w przyjaźni pojawia się zwątpienie w przyjaciela, tyle razy, jakby nożycami, przecina ono więzy przyjaźni. Przyjaźń ma wiele form. Najbardziej upragniona to ta, w której przyjaciel stoi blisko, ramię przy ramieniu, przez dziesiątki lat. Tak jest najczęściej wtedy, kiedy na miłości przyjaźni jest zbudowane małżeństwo. Ludzie dziś dobierają się w imię miłości. To nie wystarczy. Aby małżeństwo było trwałe, jest potrzebna miłość przyjaźni, to ona decyduje o dojrzałości współmałżonków. Bywają przyjaźnie łączące ludzi, mimo iż dzielą ich tysiące kilometrów, i to przez długie lata; gdy jednak ci ludzie się spotkają, po pięciu minutach czują się tak, jakby spotkali się po raz ostatni wczoraj. Przyjaźń żyje, pokonując wszystkie odległości przestrzeni i czasu. Jest również przyjaźń obustronna i przyjaźń jednostronna. Z tą drugą spotykamy się zwłaszcza w procesie wychowania. Ileż to razy my sami w historii swojego życia możemy odkryć człowieka, który podał nam przyjacielską dłoń. Mogło to być przez jedną godzinę, a jednak wsparcie w tym momencie przyjacielskim ramieniem okazało się dla nas niezwykle twórcze. Przyjaźń jest wartością, o której mówią wszystkie kultury. Jedną z największych wartości, jakie spotykamy na ziemi. Przenoszona jest ponad wszelkie materialne skarby tego świata. Ten, kto dziś przy ołtarzu potrafi podziękować za spotkanego w życiu przyjaciela, może również podziękować Bogu za to, że sam do przyjaźni dorasta. Jeśli ktoś wie, jakim skarbem jest przyjaźń, sam może już być przyjacielem innych. Jest to wielki gest zaufania Boga do nas, który pozwala, aby inni złożyli ciężar swojego serca w nasze dłonie. Wspominając żyjących w czwartym wieku świętych przyjaciół Bazylego Wielkiego i Grzegorza z Nazjanzu, którzy swoją przyjaźnią do dnia dzisiejszego zdumiewają cały Kościół, podziękujmy Bogu za ludzi, którzy byli i są naszymi przyjaciółmi. A równocześnie poprośmy Pana Boga, abyśmy umieli sami wspierać przyjacielskim ramieniem tych, którzy przyjaciela poszukują. ks.E.S. Chwalą Tobie, o Chryste, któryś został ogłuszony poganom i znalazł wiarę w świecie (1 Tm 3, 16) „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 14); ten wiersz z czwartej Ewangelii, powtarzany jako refren psalmu responsoryjnego, streszcza liturgię II niedzieli po Bożym Narodzeniu, przedłużając rozważanie tajemnicy Słowa wcielonego. Pierwsze czytanie (Syr 24, l–4; 8–12) wprowadza w temat. Jest opisem mądrości Bożej, która od początku stworzenia była obecna na świecie rozporządzając wszystkie rzeczy i z woli Najwyższego, rozbijając „namiot w Jakubie”, czyli wśród ludu Izraela: „Na Syjonie mocno stanęłam... zapuściłam korzenie w sławnym narodzie — posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie”. W Starym Testamencie mądrość jest uważana za przymiot i obecność Boga wśród ludzi. Lecz w Nowym Testamencie to pojecie jest nieporównanie wyższe. Mądrość Boża ukazuje się jako Osoba Boska nic w znaczeniu przenośnym, lecz rzeczywistym i konkretnym: Jest nią Jezus Chrystus, Syn Boga, który wcielił całą mądrość Ojca, jest „mądrością Bożą” (1 Kor 2, 7). W Chrystusie mądrość Boża przyjmuje ciało ludzkie i zamieszkuje wśród ludzi, by objawić im tajemnicę Boga oraz prowadzić ich prosto do Niego. Nic chodzi tutaj o objawienie dotyczące dziedziny poznania, lecz o to, które włącza ludzi w samo życie Boże i czyni ich dziećmi Bożymi. Ten temat rozwija św. Paweł w drugim czytaniu: „Bóg wybrał nas i przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1, 4–5). Zrozumienie tego planu Bożego, zbiegające się z historią zbawienia, powinno być podstawą duchowego kształtowania wszystkich wierzących. Dlatego Apostoł modli się, aby Bóg udzielił im „ducha mądrości i objawienia” oraz oświecił oczy ich serca, by widzieli, czym jest nadzieja, do jakiej ich powołał (tamże 17–18). Lecz któż, jak nie Jezus, Mądrość i Słowo Boga, może w pełni objawić ludziom te rzeczywistości boskie? Słuchając i kontemplując Jezusa, człowiek odkrywa cudowny plan Boga odnośnie do własnego zbawienia, odkrywa, do jakiej nadziei został powołany. Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Chwal Jerozolimo Pana, wysławiaj swego Boga, Syjonie... zapewnia On pokój Twoim granicom i wyborną pszenicą hojnie cię darzy. Śle swoje Słowo na krańce ziemi i szybko mknie Jego polecenie (Mszał Polski: psalm responsoryjny). O Mądrości wieczna, pełna miłosierdzia i nieskończenie dobroczynna, złożyłaś swoje upodobanie i rozkosze w tym, by przebywać i obcować z ludźmi. A nastąpiło to wówczas, kiedyś Ty, Słowo, stał się człowiekiem, kiedyś stał się ciałem i zamieszkał wśród ludzi. Obym ja, o Słowo, myśli i mądrości Boga, znajdował w Tobie rozkosze. Obym słuchał słowa, które wypowiadasz do mnie w głębokim i przedziwnym milczeniu. Obym słuchał uszyma serca, mówiąc Ci jak Samuel: „Mów, o Panie, bo sługa Twój słucha”. Obym mógł, nakazując milczenie sobie samemu i temu wszystkiemu, co nie jest Bogiem, zwracać słodko moje serce ku Słowu, ku Mądrości wiecznej... która stała się człowiekiem i zamieszkała wśród nas (zob. J. B. Bossuet). Jezu Chryste, Panie nasz i Boże, z woli Ojca od wieków, gdy nadeszła pełnia czasów, narodziłeś się z Dziewicy, która nie znała męża. Poddałeś się prawu, by odkupić nas spod prawa, uwolnić ‘ł. niewoli zepsucia i udzielić godności dzieci Bożych... Panie mój, wybaw nas teraz od tego, co jest szaleństwem, spełnij Twoją obietnice i wyzwól nas z zawstydzenia, jakie ściągnął na nas grzech, a serca nasze napełnij Twoim Świętym Duchem, abyśmy mogli mówić: Abba, Ojcze. Uczyń nas dziećmi swojego Ojca, wybaw nas od wszelkiego zła tego świata (Preghiere dei primi cristiani 218). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Uroczystość Objawienia Pańskiego Mędrcy? Magowie? Królowie? Spór o ich istnienie i liczbę – to detale. Istotą jest pytanie o odwagę: Czy stać nas na to, by tak jak oni pragnąć widzieć szerzej i wyruszyć w drogę? A może jesteśmy jak Herod skoncentrowani na sobie i nie dostrzegamy dziejących się obok ważnych spraw, które wydają się nam zbyt małe i liche, by stać się przedmiotem naszego zainteresowania? No chyba że zagrażają tak ciężko wypracowanemu przez nas obrazowi świata... Bóg objawia się tym, którzy mają w sobie pasję poszukiwania Go, którzy potrafią zostawić siebie i być darem dla innych. o.C.B.OP Szukajmy Boga Tysiące ludzi wędrowało do Jerozolimy. Jedni, aby pohandlować, bo był to ważny rynek świata. Drudzy, by posłuchać uczonych rabinów, którzy w portykach świątyni odpowiadali na trudne pytania. Można nawet było pozostać u nich podejmując systematyczne studia. Jeszcze inni wędrowali, by robić karierę, bo tam był dwór Heroda. Największe tłumy wędrowały do świątyni, aby złożyć Bogu ofiarę, aby się pomodlić. Wśród wędrujących spotykamy kilku mędrców, którzy szukają największego Skarbu. Nie interesują się tym, co jest na rynku, ani tym, co mówią uczeni, nie interesują się karierą i nie zdążają do świątyni. Oni szukają Zbawiciela. Im jest potrzebne spotkanie z Mesjaszem. Mówią o tym wyraźnie na dworze i od nich dowiaduje się o tym cała Jerozolima. Nikt jednak z nimi nie szuka. Nawet uczeni powiedzieli im: idźcie do Betlejem, może tam Go znajdziecie, ale sami nie poszli. Oni wędrują i znajdują. Tylko oni w tym wielkim gwarnym mieście, wśród setek tysięcy byli autentycznie głodni wartości religijnych. Tak jest ciągle. Świat nie potrzebuje Boga, nie jest Go głodny. Nawet ci, którzy przychodzą do świątyni, by się pomodlić, rzadko kiedy potrzebują Boga. Jednym z podstawowych warunków życia religijnego jest głód, jest pragnienie spotkania Zbawiciela. Jest mi potrzebny Bóg. Zostawiam więc na boku rynek i jego bogactwo, zostawiam na boku bibliotekę wiedzy tego świata, karierę polityczną, wszystko, nawet tłumy pielgrzymów, jest mi potrzebny Bóg. Ten głód zmusza do szukania, nie daje człowiekowi spać, wzywa do modlitwy. Szczęśliwy człowiek głodny Boga. Religijny głód niszczy źle pojętą samowystarczalność, człowiek samowystarczalny nie potrzebuje ani ludzi, ani Boga. Takich ludzi spotyka się dziś wiele. Drugim czynnikiem niszczącym głód religijny jest krótkowzroczność, liczenie się tylko z doczesnością. Ona bardzo zawodzi. W czerwcu spotkałem człowieka, który przebywał za granicą, bogaty i miał wielkie plany na najbliższe lata. W październiku miał operację na raka. Teraz już nieważne ani konto w Szwajcarii, ani samochód, ani wysoka fala, na której miał pływać. Wszystko tak szybko się zmieniło. Teraz potrzebny jest Zbawiciel. Obyśmy byli tak mądrzy, jak ci mędrcy, którzy nie zatrzymali się ani na rynku, ani na dworze Heroda, ani u rabinów, tylko wędrowali do Betlejem, by spotkać Zbawiciela. Wymowne dary Mędrcy szukali króla żydowskiego. Wyczytali godzinę jego narodzenia, badając ciała niebieskie. Babilonia był to kraj w starożytności, w którym astronomia i astrologia stały na najwyższym poziomie. Stamtąd przybyli uczeni, szukając w Jerozolimie nowo narodzonego króla. Nieśli mu królewskie dary: złoto, kadzidło i mirrę. W czterech Ewangeliach o złocie jest mowa tylko trzy razy. Ten dar przyjmuje Jezus, Jego Matka i Józef w Betlejem od mędrców. W Ewangelii Mateusza jest jeszcze dwukrotnie wzmianka o złocie. Raz jest to upomnienie skierowane przez Chrystusa do uczniów, aby nie zabiegali ani o złoto, ani o srebro. I drugi raz jest wspomniane złoto w świątyni, kiedy Chrystus krytykuje faryzeuszy uważających, że przysięga złożona na złoto w świątyni obowiązuje, a złożona na przybytek nie obowiązuje. Jezus przypomina, że przecież świątynia uświęca złoto. Łukasz, Marek i Jan nigdy nie wspominają o złocie. Drugi dar, kadzidło. Jeden jedyny raz wspomina o nim św. Mateusz. Kadzidło jest symbolem modlitwy i ofiary. I jako symbol trafia do oka, czyli działa na zmysł wzroku. Ponieważ dym unosi się w stronę nieba. Modlitwa powinna unosić się w stronę Boga. Równocześnie przez nawiązanie kontaktu z Bogiem człowiek wchodzi w inny świat. I ten inny świat symbolizuje piękna woń, kadzidło pachnie. Kadzidło pomaga w stworzeniu szczególnej atmosfery. Palenie cennego kadzidła łączy ludzi i podnosi ich ducha. Obok kadzidła na zmysł powonienia działa drogocenny olejek, ale olejek był i jest przeznaczony głównie dla ludzi, kadzidło natomiast było przeznaczone dla Boga. Mędrcy przynieśli kadzidło. Jest to jedyny dar, w którym uznają w tym małym Dziecku, jeśli nie Boga, to kapłana, bo w rękach kapłana kadzidło zyskuje swoją wartość. I to jest znamienne, że w czterech Ewangeliach tylko pogańscy mędrcy uznają w Chrystusie kapłana przynosząc Mu kadzidło. Poza tym darem w Ewangelii nie ma mowy o kadzidle. Mirra, symbol cierpienia. Mirra jest gorzka. Drugi raz jest o niej mowa, gdy wymieszano ją z winem i podano Chrystusowi na krzyżu. Wino wymieszane z mirrą to był narkotyk. Podawano ten napój, aby odurzyć skazańca. Chrystus odmówił jej przyjęcia. Chciał ból i cierpienie przyjąć z całą świadomością, chciał być szafarzem własnego cierpienia, aż do ostatniego momentu. Wielka odwaga, a równocześnie ukazanie wartości cierpienia, które człowiek może ofiarować Bogu. Po raz trzeci jest wymieniona mirra, kiedy Jan informuje, że Nikodem kupił mieszaninę mirry i aloesu, aby przygotować posłanie dla martwego już ciała Jezusa Chrystusa. Mirra po raz trzeci występuje w grobie, a więc przyjmując ciało Chrystusa, aby przechować do Jego chwalebnego zmartwychwstania. Mówię o tych trzech darach w Ewangelii dlatego, że my również przynosimy do Boga swoje złoto, czyli nasze ofiary składane na tacy, jest to dar naszej pracy, naszego trudu. Jesteśmy w tym podobni do mędrców. Przynosimy swoją modlitwę, aby ta modlitwa była nie tylko dymem wznoszącym się do nieba, ale wartością, która ubogaca serce nasze i innych. I wreszcie przynosimy swoje cierpienie, które staramy się przyjąć tak, jak i Chrystus, świadomie. O ile potrafimy je dźwigać, nie korzystajmy z uśmierzenia bólu, to jest pewien dowód dojrzałości człowieka. Jest to dar, który można złożyć Bogu, w połączeniu z cierpieniem Chrystusa. Mędrcy uznali w Jezusie króla, przynosząc złoto, uznali kapłana ofiarowując kadzidło, i uznali człowieka, który wiele wycierpi. My dziś przynosimy Chrystusowi swoje złoto, kadzidło i mirrę, uznając w Nim naszego króla, kapłana i zbawcę. ks.E.S. Wszystkie ludy ziemi oddadzą Ci pokłon, o Panie, i wszystkie narody będą Ci służyły (Ps 72, 11) „Ujrzeliśmy gwiazdę Jego na Wschodzie i przybyliśmy złożyć pokłon Panu”. Oto jak śpiew przed ewangelią dzisiejszej Mszy św. streszcza zachowanie się mędrców. Ujrzeć gwiazdę i udać się w drogę — to jedno i to samo. Mędrcy nie wątpili. Ich wiara była mocna, pewna, jakby z jednego bloku. Nie zawahali się wobec trudów dalekiej podróży, bo serca ich były wielkoduszne. Nie odkładali podróży na kiedy indziej, bo dusze ich były gotowe. Również i na widnokręgu każdego wierzącego zjawia się często gwiazda, a jest nią wewnętrzne natchnienie Boże, które wzywa do wielkodusznego czynu, do oderwania się, do życia w ściślejszym zjednoczeniu z Panem. Trzeba iść za tą gwiazdą z wiarą, wielkodusznością i gotowością mędrców. Wówczas na pewno poprowadzi nas ona na spotkanie z Bogiem, pozwoli znaleźć Tego, którego serce szuka ze szczerą miłością. Mędrcy nie ustali w swojej podróży, chociaż nie znali dokładnie miejsca, gdzie narodził się Jezus. Podobnie i każdy wierzący winien trwać w dobrem i w poszukiwaniu Boga nawet pośród ciemności wewnętrznych i kiedy zdaje się, że gaśnie światło oświecające jego drogę. Te ciemności można pokonać tylko gorącym duchem ogołoconej i czystej wiary, wspierającej się jedynie na Bogu. Wiem, że Bóg tego chce, że mię wzywa, i to mi wystarcza. „Wiem, komu uwierzyłem, i pewien jestem” (2 Tm 1, 12); cokolwiek dopuści na mnie lub zażąda ode mnie, nie mogę w Niego wątpić. Takie jest najlepsze usposobienie, by złączyć się z adoracją mędrców „i jak oni w skarbach swoich złożyli Panu mistyczne dary, tak również i my starajmy się wydobywać z serc własnych dary godne Boga” (św. Leon Wielki). Boże, który w dniu dzisiejszym, za przewodem gwiazdy, objawiłeś Jednorodzonego Syna swojego poganom, spraw łaskawie, abyśmy poznawszy Cię już, przez wiarę zostali doprowadzeni do oglądania twarzą w twarz blasku Twojego Majestatu (Mszał Polski: kolekta). Uznaję, o Chryste, mędrców, Twoich czcicieli za pierwociny naszego powołania i naszej wiary i z radością wysławiam początek tej błogosławionej nadziei. Od owej chwili zaczęliśmy wchodzić do wiecznego dziedzictwa; wówczas zostały nam odkryte tajemnicze słowa Pisma mówiące o Tobie, o Chryste, a prawda, której ślepota żydowska nie przyjęła, oświeciła wszystkie narody. Pragnę więc uczcić ten najświętszy dzień, w którym Ty, sprawca naszego zbawienia, dałeś się poznać. Mędrcy uczcili Cię w Dzieciątku złożonym w żłobie, ja uwielbiam Cię wszechmocnego w niebie. Jak oni w skarbach swoich ofiarowali Ci mistyczne dary, tak również i ja, Boże mój, pragnę w sercu moim znaleźć dary godne Ciebie (św. Leon Wielki). Uwielbiamy Cię, o Panie, i z mędrcami składamy Ci te bogate daty, jakie otrzymaliśmy z rąk Twoich. Z twojej ręki otrzymaliśmy złoto miłości, kadzidło z wnętrza naszego serca otwartego dla modlitwy, pobożne i słodkie rozmyślanie Twojej ręki otrzymaliśmy złoto miłości, kadzidło z wnętrza naszego serca otwartego dla modlitwy, pobożne i słodkie rozmyślanie Twojej męki i śmierci. Uznaję to, o Zbawicielu! Im więcej Ci ofiaruję, tym większym dłużnikiem się staję. Wszystkie moje zasoby są Twoimi i nie mając potrzeby raczysz przyjmować to wszystko, co Ci daję, albowiem Ty sam uprzednio mnie to dałeś i nic nie jest miłym w oczach Twoich, co nie nosi Twojego znamienia i nie pochodzi od Ciebie (J. B. Bossuet). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Niedziela Chrztu Pańskiego Choć zdajemy sobie sprawę, że chrzest Jezusa był zupełnie inny niż nasz, dzisiejsze święto jest okazją, byśmy powrócili także do tajemnicy naszego chrztu – do chwili, gdy również do nas Bóg powiedział: „Jesteś moim synem umiłowanym, jesteś moją córką umiłowaną”. Zanurzeni w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, zostaliśmy prawdziwie obdarowani życiem Bożym. Czy ono wciąż się w nas rozwija? Czy dialog Boga ze mną jest kontynuowany? o. C. Binkiewicz OP Prawa człowieka ochrzczonego Celem przyjęcia chrztu jest udział w życiu samego Boga. Po chrzest wyciąga rękę ten, kto chce przekroczyć barierę śmierci, kto chce mieć pewność wiecznej przynależności do Boga. Dokonuje się to przez polanie lub zanurzenie człowieka w wodzie, z równoczesnym wypowiadaniem słów: „ja ciebie chrzczę /to znaczy zanurzam/ w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. W tym momencie serce człowieka zostaje nie tylko oczyszczone z wszelkiego grzechu, ale i wypełnione życiem Bożym. Innymi słowy, człowiek staje się święty. Ta świętość decyduje o naszym pokrewieństwie z Bogiem, stajemy się Jego dziećmi. Sama tajemnica jakiegokolwiek życia jest dla nas zakryta. Nie znamy ani tajemnicy życia ukrytej w nasieniu maku, ani tajemnicy życia promieniującej z paproci, ani tej, którą nosi w sobie biedronka czy ludzkie serce. Tym bardziej nie znamy tajemnicy życia Bożego. Co najwyżej obserwujemy, w pewnej mierze poznajemy, objawy życia oraz rządzące nim prawa. Jako dzieci Boże, razem z życiem nadprzyrodzonym otrzymujemy na chrzcie świętym pewne prawa, które wyróżniają nas spośród milionów ludzi nieochrzczonych. Te właśnie prawa odsłaniają nam rąbek tajemnicy owego życia, jakie Bóg w nas zapoczątkował. Pierwszym z nich jest prawo mówienia Bogu — „Ojcze”. Przez chrzest zmienia się stosunek Boga do nas. Uznaje On nas za swoje dzieci. Objawia nam siebie jako Ojca, i to zawsze dobrego Ojca, nawet wówczas, gdy my jako dzieci okażemy się tego niegodni. Od chrztu modlitwa ma charakter rozmowy rodzinnej. Prośby zanoszone do nieba nie mają nic z oficjalnych podań czekających na łaskawe załatwienie, lecz są bezpośrednim spotkaniem dziecka z Ojcem, które ma przystęp do swego Taty w każdym momencie dnia i nocy. W tym duchu należy odczytać modlitwę „Ojcze nasz”, najpiękniejszy wzór rozmowy Boga z człowiekiem i człowieka z Bogiem. Ochrzczony otrzymuje również prawo spożywania pokarmu nieśmiertelności. Życie Boże zapoczątkowane w człowieku na chrzcie ma się rozwijać i osiągać pełnię dojrzałości. Do tego jest potrzebny Boski pokarm ustanowiony przez Jezusa Chrystusa w Wieczerniku. Komunię świętą ma prawo przyjąć każdy, kto jest ochrzczony i nie stracił łaski uświęcającej. Wprawdzie w Kościele katolickim po chrzcie nie podaje się niemowlętom Komunii świętej, ale one mają już do niej prawo i tym się różnią od wszystkich nieochrzczonych. Z punktu widzenia praktycznego decyzję przyjęcia chrztu można uzasadnić przez pragnienie przystąpienia do stołu Pańskiego, na którym spoczywa pokarm dający życie wieczne. Trzecim prawem jest prawo do wsparcia ze strony wspólnoty kościelnej, która przyjmuje członka w swoje szeregi. Chrześcijanin należy do parafii, w której przyjął chrzest, i ta parafia odpowiedzialna jest za niego. On zaś ma wprawdzie wobec niej pewne obowiązki, ale również ma swoje prawa. Ta wspólnota ma go wspierać w rozwoju życia religijnego, ona też, gdyby zabrakło mu środków koniecznych do życia, ma obowiązek podzielić się z nim tym, co posiada. Wspólnie bowiem proszą Ojca „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Chleb zatem, którym dysponuje parafia, jest darem Ojca, udzielonym w odpowiedzi na ich modlitwę, i należy do wszystkich. Czwarte prawo dotyczy dziedziczenia dóbr, jakie posiada nasz Ojciec niebieski. Każde dziecko ma prawo do udziału w dobrach swoich rodziców. Podobnie Bóg obiecuje swoim dzieciom dziedziczenie wszystkich Jego dóbr. A ponieważ cały świat jest Jego własnością, cały będzie i naszym dziedzictwem. Św. Paweł powiada, że będziemy sądzić nawet aniołów. Dopiero wtedy objawi się w pełni życie, jakie zapoczątkowała w nas łaska na chrzcie świętym. Tu na ziemi mamy już prawo mówić Bogu — „Ojcze”, mamy prawo uczestniczenia w przygotowanej przez Niego Eucharystycznej Uczcie, i możemy liczyć na wsparcie duchowe i materialne ze strony Kościoła. Natomiast biorąc pod uwagę przyszłość, czekamy na udział w szczęściu samego Boga. Król i Kapłan W Starym Testamencie dwie z trzech świętych funkcji były dziedziczne. W pokoleniu Judy spoczywała władza królewska, a w pokoleniu Lewiego władza kapłańska. Proroków Bóg wybierał z różnych pokoleń. O tę funkcję, pozbawioną zaszczytów i bardzo niebezpieczną, żaden z rodów się nie ubiegał. Władza królewska i kapłańska połączone były z pieniędzmi i honorami, stąd mimo związanych z nią obowiązków mogła imponować. Obie były święte, z tym, że królewska władza bliższa był myśleniu ludzkiemu. Można ją było modelować według wzorów ówczesnych mocarstw ościennych. Kapłaństwo było mniej dostępne dla ogółu, stanowiło jednak potęgę, z którą musiał się liczyć każdy władca. Potęgę opartą na duchowym wpływie kapłanów na ludzi. Z punktu widzenia religijnego autorytet kapłana był sto razy wyższy od autorytetu króla. Kapłan oczyszczał ludzi z ich grzechów i miał dostęp do samego Boga. Król interesował się głównie doczesnością. Mając takie dwie religijne instytucje, obie połączone z namaszczeniem i błogosławieństwem, Izraelici pytali, do której z nich będzie należał Mesjasz. Nikt nie miał wątpliwości co do tego, że będzie dysponował władzą proroka, ta bowiem wymagała wielkiego autorytetu moralnego oraz osobistego powołania. Większość proroctw, od wygłoszonego przez umierającego Jakuba, który związał Mesjasza z pokoleniem Judy, zapowiadało Mesjasza Króla z rodu Dawida. Takie spojrzenie, zacieśnione wyłącznie do królewskiej władzy, doprowadziło do wypaczenia ideału Mesjasza i modelowania go w ujęciu politycznym. Każdy jednak głębiej myślący Żyd wiedział, że skoro przyjdzie od Boga, to nie tylko dla zabezpieczenia ich politycznych sukcesów w skali świata, nie dla zaspokojenia ich władczych oczekiwań, wypełnienia złotem ich kieszeni czy gwarantowania obfitości ich stołu. Mesjasz zbliży ich do świętego Boga, a to znacznie doskonalej robi kapłan, niż król. Tu jednak napotykali na trudności. Skoro nikt nie mógł być równocześnie w linii męskiej potomkiem Judy i Lewiego, czyli należeć do rodu królewskiego i kapłańskiego, rozwiązanie mogło być tylko jedno — należało czekać na Mesjasza Króla i na Mesjasza Kapłana. Część Izraelitów czekała więc na dwóch Mesjaszy. Tak między innymi, zdaje się, było we wspólnotach w Qumran. To w tym nurcie staje się zrozumiałe pytanie, jakie powtarzano z ust do ust wśród słuchaczy Jana Chrzciciela — Czy on nie jest Mesjaszem? Doskonale wiedzieli, że nie pochodzi on z rodu królewskiego, jego ojciec Zachariasz był kapłanem. Jan prostuje ich myślenie, lecz mówiąc o tym, że przyjdzie po nim Chrystus, który chrzcił będzie Duchem Świętym i ogniem, wskazuje na Jego kapłańską funkcję — zanurzania człowieka w Bogu i uświęcania. My w naszym myśleniu daleko odbiegamy od myślenia Bożego. Ten bowiem uczynił, jak zapowiedział, wywodząc Mesjasza z rodu królewskiego. Ale zamiast bogactwa i armii dał Mu ubóstwo i znacznie więcej wrogów niż przyjaciół. Udzielił Mu również godności kapłańskiej, zrywając z jej przekazem drogą dziedziczenia i czyniąc Go jedynym Kapłanem w niebie, a nie w jerozolimskiej świątyni. Dał Mu też władzę prorocką, zobowiązując do głoszenia prawdy i dania o niej świadectwa. Trzy funkcje Chrystusa trzeba znać, o ile zależy nam na coraz pełniejszym Jego umiłowaniu. Kto chce kochać Chrystusa, winien dostrzec w Nim Króla Wszechświata, Jedynego Kapłana i Najwyższego Proroka. Nie chodzi tu tylko o skłonienie głowy przed Jego tajemnicą, lecz o odkrycie naszej własnej godności. Każdy uczeń Chrystusa ma udział w królewskiej, kapłańskiej i prorockiej godności Jezusa Chrystusa. W wodzie chrzcielnej zostaliśmy włączeni w lud królewski, kapłański i prorocki. Do wielkich rzeczy powołał nas Bóg. ks.E.S. CHRZEST PAŃSKI „Przyznajcie Panu, synowie Boży, przyznajcie Panu chwalę Jego imienia” (Ps 29, 1–2) Św. Piotr, naoczny świadek chrztu Jezusa, w swoim przemówieniu do Korneliusza ukazał to zdarzenie jako początek apostolskiego życia Pana. „Wiecie, co się działo... po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą... przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła” (Dz 10, 37–38). Słowa Piotra są echem słów Izajasza i Ewangelii. Wszystkie teksty ukazują Jezusa jako napełnionego, „namaszczonego” Duchem Świętym. Jak Jego życie ziemskie rozpoczęło się za sprawą Ducha Świętego, tak samo i życie apostolskie rozpoczyna się przy szczególnym udziale tegoż Ducha. Duch Święty opanował Go całkowicie i prowadził w wypełnianiu Jego posłannictwa. W podobny sposób dzieje się z chrześcijaninem: przez chrzest rodzi się on do życia w Chrystusie, a przez udział Ducha Świętego zostaje usprawiedliwiony i odnowiony w całej swojej istocie oraz ukształtowany na dziecko Boże. A kiedy postąpił w latach i ma podjąć świadomie i z odpowiedzialnością obowiązki życia chrześcijańskiego, Duch Święty bierze udział ponownie udzielając łaski przez sakrament bierzmowania, by utwierdzić go w wierze i uczynić mężnym świadkiem Chrystusa. Całe życie chrześcijanina rozwija się pod wpływem Ducha Świętego. Ewangelista Mateusz opowiadając o chrzcie Jezusa zaznacza, że Chrzciciel nie chciał się podjąć tej czynności: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3, 14). Oczywiście, że Pan nie potrzebował chrztu. Jednak poszedł do Jordanu, dostosowując się do wszystkich, którzy szli prosić o chrzest pokuty, i nalegał na Jana mówiąc: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (tamże 15). „Sprawiedliwość”, jaką Jezus chce wypełnić, jest to doskonałe spełnienie woli Ojca; i właśnie Ojciec w odpowiedzi na ten gest tak pokorny, stawiający Jezusa na równi z grzesznikami, objawia Jego godność Mesjasza i Duch Święty widzialnie zstępuje na Niego. Dla chrześcijanina nieodzownym warunkiem tego, aby łaska chrztu w nim owocowała i aby dał się prowadzić Duchowi Świętemu, jest pokora skłaniająca go do szukania we wszystkim woli Bożej, z pominięciem wszelkiej korzyści osobistej. Wody Jordanu obmyły również Ciebie, o Jezu, na oczach tłumu, lecz tylko niewielu mogło wówczas Cię rozpoznać. Ta tajemnica niedojrzałej wiary albo obojętności ciągnie się przez wieki i jest powodem cierpienia dla tych wszystkich, co Cię kochają i co otrzymują misję, by Cię dać poznać światu. O, udziel następcom Apostołów i uczniów oraz wszystkim, którzy wywodzą swe imię od Ciebie i z Twego krzyża, aby prowadzili dalej dzieło ewangelizacji, podtrzymywali je modlitwą, cierpieniem, wewnętrzną wiernością względem Twojej woli. O Jezu, niewinny Baranku, Ty przedstawiłeś się Janowi w postaci grzesznika, pociągnij również nas do wód Jordanu. Chcemy tam iść, by wyznać nasze grzechy, oczyścić nasze dusze. I jak niebo otwarte oznajmiło głos Twojego Ojca, który miał w Tobie upodobanie, tak abyśmy my, zwyciężywszy próbę... w brzaskach Twojego zmartwychwstania, mogli usłyszeć w głębi naszej duszy ten sam głos Ojca niebieskiego, że w nas rozpoznaje swoich synów (Jan XXIII). O Jezu, Tyś święty, niewinny, bez zmazy, oddzielony od grzeszników, idziesz jak winny prosząc o chrzest na odpuszczenie grzechów! Jak wielka to tajemnica!.., Jan stanowczo odmawia udzielenia Ci chrztu pokuty... a Ty mu odpowiadasz: „Nie sprzeciwiaj się w tej chwili, bo tylko w ten sposób możemy wypełnić sprawiedliwość”. Jaka to jest sprawiedliwość? To są upokorzenia Twojego godnego uwielbiania człowieczeństwa, które oddając hołd nieskończonej świętości, stanowią pełne zadośćuczynienie za wszystkie nasze winy zaciągnięte wobec sprawiedliwości Bożej. Ty, sprawiedliwy i niewinny, zastąpiłeś całą grzeszną ludzkość... O Jezu, spraw, abym i ja upokarzał się z Tobą, uznając się za grzesznika i ponawiając wyrzeczenie się grzechu, uczynione już na chrzcie (K. Marmion: Chrystus w swoich tajemnicach 9). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
II niedziela zwykła „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.” Zróbcie, jak posłuszni słudzy z Kany Galilejskiej, a następnie radujcie się cudami, których Bóg będzie dokonywał przez swego Jednorodzonego Syna. Nie wszystkie od razu da się zauważyć – największe z nich mogą wprowadzić w błąd nasz wzrok, jak chleb i wino, które w ostatnim ziemskim cudzie Jezusa stały się Jego Ciałem i Krwią, dającymi nam życie wieczne. Ten, kto potrafi patrzeć przez wiarę, rozpozna je: zobaczy pod postacią chleba Ciało, a pod postacią wina Krew naszego Zbawcy. o.C.B.OP „Zróbcie wszystko...” Znów rozpoczynamy w liturgii tzw. okres zwykły. Od przyszłej niedzieli aż do Popielca, a po Zesłaniu Ducha Świętego aż do następnego Adwentu, będzie nam towarzyszyła Ewangelia św. Łukasza. Dziś natomiast, jako wprowadzenie, znany nam dobrze fragment Ewangelii Janowej: Gody w Kanie Galilejskiej z cudowną przemianą wody w wino. Lekturę warto rozpocząć od końca: „Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.” Dokładnie w tym kontekście musimy czytać cały ten fragment. Jeśli bowiem tego nie uwzględnimy, zaczniemy błąkać się wśród różnych błędnych interpretacji w stylu: że Jezus chciał, żeby ludzie pili wino, albo że Matka Boża zmusiła Go do uczynienia cudu. Cud w Kanie Galilejskiej był znakiem dla uczniów, a potem także dla całego Kościoła. Znakiem, czyli czymś, co ma jakieś znaczenie i o czymś nas poucza. Właśnie ta „dydaktyczna” zawartość jest najważniejsza. Jezus w dyskretny, a zarazem nie pozostawiający wątpliwości sposób, pokazał swoim uczniom, że ma nadludzką moc i panowanie nad siłami natury. Dotąd znali Go jako Nauczyciela o porywającym sposobie mówienia, jako rozmodlonego i wrażliwego na potrzeby ludzkie Przyjaciela; teraz odkrywają, że Jezus może więcej. Może, bo sam jest Kimś więcej. To odkrycie było zarazem narodzeniem się ich wiary. Od tej chwili wierzą, że Jezus jest Mesjaszem, że ma powierzoną przez Boga misję zbawienia, że to właśnie na Niego od wieków czekał lud Izraela. I oto ten Mesjasz jest tu, na wyciągnięcie ręki, przy tym samym stole pije to samo wino, które osobiście swoim wszechmocnym słowem stworzył z wody. Nie uczynił tego, aby się popisywać i robić sensację, ani też nawet tylko po to, aby pomóc człowiekowi w potrzebie i uratować nowożeńców przed wstydem. Uczynił to po to, aby obudzić w swoich uczniach wiarę. I ten sam zamiar towarzyszy Jezusowi do dziś. Najpierw jest wiara, a dopiero potem różne ludzkie potrzeby i troski. Warto o tym pamiętać w swoich modlitwach. Często bowiem, powołując się na cud w Kanie Galilejskiej, prosimy Boga o pomoc w swoich różnych sprawach. Mamy do tego prawo, ale cały czas powinniśmy pamiętać, że najważniejsza musi być nasza wiara, nasze bezwarunkowe zaufanie do Jezusa, bez względu na to, czy nasza woda stanie się winem, czy też nadal pozostanie tylko wodą. Nie można uzależniać wiary od tego, czy Bóg spełni nasze życzenia, czy nie. Zaufanie to powinno przejawić się w posłuszeństwie i współpracy z Bogiem. Trzeba wiedzieć, że słudzy wykonali „w ciemno”, bez żadnych gwarancji, bardzo ciężką pracę. W czasie uroczystości, gdy mogli się dobrze bawić, na życzenie jednego z biesiadników, przynieśli z odległej studni kilkadziesiąt wiader wody. Mogło się to wydawać absurdalne, a jednak zdobyli się na ten wysiłek. Dzięki ich zaufaniu i posłuszeństwu, Chrystus mógł zadziałać swoją mocą. Gdyby nie było wody, nie byłoby też wina. Otóż z nami powinno być podobnie. Musimy być gotowi zaryzykować trochę i zaufać Bogu w ciemno, bez gwarancji natychmiastowego sukcesu. Niekiedy może to kosztować nas sporo wysiłku i pracy, trzeba będzie nanosić się sporo wody, ale jest to konieczne, aby Jezus miał co przemieniać, aby mógł nam błogosławić. Spróbujmy Mu zaufać, a wzorem tego zaufania niech nam będzie Maryja, Matka Jezusa i owi bezimienni słudzy. Nie zawiedziemy się! ks.M.P. Z Chrystusem na weselu Przez wiele lat w Polsce programowo usiłowano zamknąć wszelką działalność Kościoła wyłącznie na terenie świątyń, kaplic, salek katechetycznych i parafialnych kancelarii. Zdawać by się mogło, że po odrzuceniu dawnych założeń ideologicznych i to podejście szybko zostanie wykreślone ze świadomości ludzi. Stało się jednak inaczej. Tkwi ono głęboko, i to nawet w mentalności praktykujących katolików. Więcej, pewne grupy nadal prowadzą otwartą akcję, domagając się zamknięcia działalności Kościoła wyłącznie w obiektach sakralnych. Ktokolwiek jednak przynajmniej raz w życiu przeczytał uważnie Ewangelię, ten z łatwością zauważy, że ani nauczania, ani działalności Chrystusa nie da się zamknąć w ramach instytucji religijnej. Wręcz przeciwnie, On zginął za to, że wykroczył poza granice wykreślone przez te instytucje. Znamienny jest sam początek publicznej działalności. Jezus ze swymi uczniami bierze udział w weselu, dzieląc radość nowożeńców i ich rodzin. Na tym to weselu Chrystus dokonuje pierwszego cudu. Gest życzliwości, którego celem jest ratowanie gospodarzy przed kompromitacją. Powiedzmy jednak otwarcie: gest religijny i zbawczy. W Kanie Galilejskiej Jezus głosi Ewangelię czynem i to zostało przez uczniów właściwie odczytane. Goście radowali się obfitością dobrego wina, natomiast uczniowie dostrzegli Boską moc Mistrza i uwierzyli w Niego. Uczestnicy wesela znaleźli się w zasięgu oddziaływania Chrystusa i tam wśród kielichów wypełnionych winem, przy dźwięku instrumentów, wśród tańców i śpiewów otwarli serca na działanie łaski. Trzeba dostrzec, że Jezus chcąc zamienić wodę w wino, nie udał się ani do synagogi, ani do świątyni, lecz uczynił to w domu weselnym. Tak też wygląda cała Jego działalność i nauczanie. Nie ma takiej dziedziny życia ani indywidualnego, ani społeczno-politycznego, by On nie był w niej obecny. Dokonuje wielu cudów w drodze. Wstępuje do domu celnika Zacheusza, by ogłosić, że i jemu stało się zbawienie. Udaje się do oficera wojskowego, by leczyć jego sługę. Chwali Jana, który za odważne upomnienie władcy przebywa w więzieniu i czeka na śmierć. Zasiada za stołem razem z grzesznikami, broni jawnogrzesznicy przed ukamienowaniem, przebaczeniem łagodząc prawo Mojżesza. Uczestniczy w dyskusjach na temat nierozerwalności małżeństwa i płacenia podatków. Głosi Ewangelię w senacie Izraela, czyli przed Sanhedrynem, w twierdzy okupanta przed Piłatem, w pałacu Heroda, w sali tortur, przy słupie biczowania i na miejscu straceń, z wysokości krzyża. W swoich przypowieściach dotyka spraw społecznych, gospodarczych i politycznych. Mówi o fałszowaniu kwitów, o pękających magazynach chciwca i umierającym u jego progu nędzarzu, o długach i ich umorzeniu. Mówi o siewcy i żniwiarzu, ogrodniku i robotnikach w winnicy, o pasterzach i najemnikach, o pieniądzach i niesprawiedliwej zapłacie. Taka jest Ewangelia. Kto chce ją zamknąć w świątyni, w salce, kancelarii lub zakrystii, ośmiesza samego siebie, dowodząc, że nigdy nie znalazł chwili czasu, by uważnie i krytycznie przeczytać Nowy Testament. Taka lektura nie wymaga wcale zbyt długiego czasu. Trudno zaś zaliczać się do ludzi kulturalnych w Europie, nie przeczytawszy tej Książki, która decyduje o kształcie naszego kontynentu od blisko dwudziestu wieków. Najbardziej kompromitują się wypowiedziami na temat ograniczenia działalności Kościoła wyłącznie do terenów sakralnych katolicy, dowodząc przez to, że są pseudokatolikami. Nie można bowiem nazywać się uczniem Chrystusa, nie mając ochoty iść za Nim na wesele w Kanie Galilejskiej i mając do Niego pretensje, że czyni cuda poza ołtarzem i zakrystią. Zanim ktoś zacznie wygłaszać lub powtarzać obiegowe hasła antykościelne, winien wpierw dokładniej zbadać, o ile one są uzasadnione. Bez tego bardzo łatwo może narazić się na kompromitację. Dlaczego mało cudów? Chore dziecko. Lekarze bezradnie rozkładają ręce. Z punktu widzenia współczesnej medycyny nie ma ratunku. Matka udaje się na Jasną Górę i przed obrazem Matki Bożej prosi o cud. Długo klęczy przed ołtarzem. Spogląda na ściany kaplicy i dostrzega wiszące na nich wota. To znaki wdzięczności za otrzymane łaski. Postanawia oddać Matce Bożej złoty łańcuszek, jedyną wartościową rzecz, jaką posiada. Wierzy, że Maryja usłyszy jej wołanie i dziecko wróci do zdrowia. Młode małżeństwo wyrusza samochodem w długą podróż. Wiozą ze sobą dwoje dzieci. Po wielu godzinach jazdy zmęczona żona w nocy traci panowanie nad kierownicą. Na zakręcie samochód wypada z szosy, koziołkuje i rozbija się prawie doszczętnie. Jedno z dzieci leży dwadzieścia metrów od wraku samochodu i cicho płacze. Pogotowie zawozi wszystkich do szpitala na badanie. W ciągu tygodnia cała rodzina wraca do domu. Ci, którzy oglądali rozbity samochód, stwierdzili krótko: „Cud, że żyjecie”. Te dwa przykłady ukazują najczęstsze podejście do cudu. To nadzwyczajna interwencja Boga zachowująca lub ratująca człowieka z nieszczęścia. Dostrzegamy dar, który od Boga pochodzi. Gdybyśmy byli na uczcie weselnej w Kanie Galilejskiej, mówilibyśmy dużo o dobrym winie, które Jezus postawił na stole, i żałowalibyśmy, że nie uczynił tego na początku uczty. Tymczasem zupełnie inaczej do cudu podchodzi sam Jezus. On traktuje cud jako słowo skierowane do człowieka. Jego nadzwyczajna interwencja jest zawsze zaproszeniem do rozmowy z Nim. Bogu chodzi o spotkanie, a dar traktuje jedynie jako okazję do tego spotkania. My zadowalamy się darem, a na Dawcę nie zwracamy uwagi, nie chcemy też rozszyfrować znaczenia słowa, jakie do nas skierował. Matka uprosiła dla chorego dziecka zdrowie. Poprawa była widoczna w ciągu tygodnia. Złoty łańcuszek znalazł się jako wotum w Kaplicy Jasnogórskiej. Tajemnicą pozostanie, na ile ten dar stał się dla niej początkiem bliższego spotkania z Bogiem. Młode małżeństwo podziękowało Bogu za ocalenie, ale czy żyje ze świadomością darowanego życia? Czy serca ich przepełnia wdzięczność za każdy nowy dzień? Czy zawierzenie Bogu jest widoczne w ich postawie? Jan, świadek cudu w Kanie Galilejskiej, zanotował: „Jezus objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie”. Oni nie zatrzymali się na darze, lecz utkwili oczy w Dawcy. Odczytali Słowa Mistrza skierowane do nich. Cuda Jezusa są częścią Jego kaznodziejskiej misji. One docierają do słuchaczy jako znak skuteczności słowa. Tak też winny być odbierane. Każda cudowna interwencja Boga w nasze życie jest Jego wezwaniem skierowanym do nas. Przy takim spojrzeniu na cuda łatwo zrozumieć ich społeczny wymiar. Interwencja Boga ma na uwadze dobro nie tylko jednostki, ale i wspólnoty. Przez cuda Bóg mówi do tych, których ubogaca bezpośrednio, i do wszystkich, którzy są świadkami cudu lub o nim słyszą. Gdyby nasze podejście do cudu uwzględniało mowę Boga skierowaną do nas, to ilość cudownych interwencji Boga wzrosłaby znacznie. Skoro nie rozumiemy tej formy Jego przepowiadania, On się nią nie posługuje. Jeśli cud jest tylko sensacją lub „załatwieniem” sprawy u Boga, to nie należy się dziwić, że tak rzadko mamy z nim do czynienia. Gdyby po cudzie ci, którzy są jego świadkami, „uwierzyli w Chrystusa”, jak to czynili uczniowie Jezusa w Kanie, cudów byłoby równie wiele jak w czasach ewangelicznych. To nie Bóg nie chce czynić cudów, lecz ludzie nie chcą ich odbierać tak, jak On tego pragnie. Większość bowiem jest gotowa ubiegać się o dary, byle tylko nie usłyszeć, czego od nich oczekuje Bóg. W życiu prawie każdego człowieka mają miejsce cuda. Niewielu jednak traktuje je jako zaproszenie do rozmowy z żywym Bogiem. ks.E.S. „Śpiewajcie dla Pana pieśń nową!... z dnia na dzień głoście Jego zbawienie” (Ps 96, 1–2) Prorocy, chcąc wyrazić miłość mocną i czułą, zazdrosną i miłosierną, Boga ku swojemu ludowi, nie znajdowali bardziej odpowiedniego obrazu nad miłość oblubieńców. W takim aspekcie przedstawiają oni przymierze i przyjaźń, jaką Bóg pragnie nawiązać z Izraelem, oraz dzieło zbawienia, którego chce dokonać na korzyść Jerozolimy. „Jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje” (Iz 62, 5). Nowy Testament podejmuje tę przenośnię w głębszym i konkretnym znaczeniu. Syn Boży, stając się człowiekiem, poślubia naturę ludzką jednocząc się z nią w sposób osobowy i nierozerwalny. Oto dlaczego Jezus, mówiąc często o królestwie niebieskim, przyrównuje je do uczty weselnej, a wezwanie do przyjścia — do zaproszenia na gody. To są Jego gody weselne z naturą ludzką obchodzone w chwili wcielenia, a dopełnione następnie na krzyżu. W tym kontekście, pierwszy cud Jezusa dokonany podczas godów weselnych przypomina niewysłowioną rzeczywistość obcowania w miłości, zażyłości, zjednoczeniu, jakie Syn Boży, stawszy się człowiekiem, przyszedł nawiązać z ludźmi. Nie tylko Izrael czy Jerozolima, lecz cała ludzkość została wezwana do zjednoczenia, do zaślubin ze swoim Bogiem. Cenę tego wezwania Jezus zapłaci na krzyżu, w godzinie naznaczonej przez Ojca. W Kanie, dokąd Jezus udał się z uczniami i Matką, godzina jeszcze nie nadeszła (J 2, 4). Jednak za przyczyną Maryi Pan przyspiesza ją jako „znak” zapowiadający zbawienie, odkupienie. Woda zmienia się cudownie w najlepsze wino, aby niejako zapowiedzieć głęboką przemianę, jakiej śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa dokonają w ludziach. Dzięki obfitej łasce, tam gdzie przedtem obfitował grzech, Pan przemieni niesmaczną i zimną wodę egoizmu ludzkiego w mocne i prawdziwe wino miłości. A to wszystko dzieje się dlatego, że człowiek — każdy człowiek — jest wezwany do uczestnictwa w godach weselnych Słowa z naturą ludzką, a więc do radowania się Jego miłością i zażyłością zaślubin. Obecność i wstawiennictwo Maryi na godach weselnych w Kanie są wielką podnietą do ufności. Człowiek czuje się niegodnym zjednoczenia z Chrystusem, lecz jeśli powierza się Matce, Ona sama przygotuje go i prowadzi do Niego, przyspieszając godzinę. O niewysłowiona głębi i wysokości miłości, jak bardzo miłujesz tę oblubienicę — rodzaj ludzki! O życie, przez które wszystko żyje! Ty wyrwałeś ją z rąk szatana, który posiadał ją jako rzecz swoją... i poślubiłeś ją przez swoje ciało, a krew dałeś jako zastaw, a potem na ostatek wylewając ją uiściłeś zapłatę. O niewysłowiona miłości! Panie, okazujesz to płomienne pragnienie, biegnąc jak upojony i niewidomy do wzgardy krzyża. Niewidomy i upojony nie widzi... tak samo Ty, jakby umarły, zatraciłeś siebie samego; jako niewidomy i upojony naszym zbawieniem. Nie powstrzymała Cię ani nasza niewdzięczność, ani nierozum, ani miłość własna, żywi ona dla siebie. O najsłodsza miłości Jezusa! Panie, dałeś się zaślepić miłości, ona nie pozwala Ci widzieć naszych nieprawości dlatego też inaczej je oceniasz. O Panie najsłodszy, wydaje mi się, że grzech chciał Twoją miłość ukazać i pokarać na Twoim najmilszym ciele, wydając Cię na cierpienia krzyża. Ty zaś, podwyższony na krzyżu jako nasz miłośnik, chciałeś pokazać, że nie miłujesz nas dla własnej korzyści, lecz dla naszego uświęcenia (św. Katarzyna ze Sieny). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
III niedziela zwykła W świecie rozwiniętej techniki i komputerów nierzadko patrzymy na innych jak na trybiki skomplikowanego mechanizmu i sami też jesteśmy tak postrzegani. Trybiki potrzebne, ale możliwe do zastąpienia. Inne spojrzenie proponuje św. Paweł, który mówi o Kościele jako o żywym organizmie. W Kościele – Mistycznym Ciele Chrystusa – żaden członek nie może zostać zastąpiony przez inny. Jeśli któryś z członków niedomaga, w jakiś sposób cierpią wszystkie, a gdy któregoś zabraknie, to każdy traci coś niepowtarzalnie ważnego. Jest to dla nas wyzwanie, abyśmy nikogo nie lekceważąc, pomagali innym i sobie samym odnaleźć się w Chrystusie. o.C.B.OP „Dziś spełniły się te słowa...” Po raz kolejny dostrzegamy – tym razem już w pierwszym zdaniu Ewangelii – jak wielką troskę o wiarygodność i dbałość o udokumentowaniu faktów ukazuje św. Łukasz w swoich pismach. Przekazuje on swoją Ewangelię konkretnemu adresatowi – Teofilowi. Trudno więc podejrzewać, aby chciał ryzykować przekazanie fałszu i narazić się bezpośrednio na zarzut kłamstwa. Powołuje się jeszcze dodatkowo na naocznych świadków i na swoich poprzedników, którzy próbowali już pewne rzeczy spisywać. Wydarzenia te można było wtedy łatwo sprawdzić i zweryfikować, gdyż dokonały się w sposób jawny, publicznie, w dużej społeczności. Dlatego też i Łukasz, mimo, że nie należał do grona Apostołów, mógł dotrzeć do bezpośrednich uczestników, wszystkiego sie dowiedzieć, uporządkować fakty i przekazać je w jasnej, logicznej relacji. Ten cel, który sobie Łukasz postawił – „przekonać Teofila o całkowitej pewności nauk, których mu uprzednio udzielono”, przyświecał Ewangeliście przez cały czas pisania Ewangelii. Stąd wynika kunsztowna kompozycja, przejrzystość, dbałość o szczegóły i wierna narracja, spisana na podstawie relacji naocznych świadków. Jest bardzo ważne, abyśmy sobie dobrze zdali z tego sprawę, ponieważ pozwoli nam to potraktować słowa Ewangelii z całą powagą i wiarą, jako prawdę, a nie jako zamierzchły mit czy fikcyjną opowieść. Jezus z Nazaretu, bohater Łukaszowej Ewangelli, jest postacią historyczną, wszystkie przytoczone przez Łukasza wydarzenia, łącznie ze Zmartwychwstaniem, wydarzyły się rzeczywiście, a prawda, która kryje się w komentarzach, symbolach i faktach, ma charakter objawiony. Właśnie takie wnioski możemy wysnuć już z pierwszego zdania Ewangelii. Zaraz potem czytamy opis pierwszego publicznego przedstawienia się Jezusa jako Mesjasza. Ta oficjalna inauguracja zbawczej działalności Jezusa miała miejsce w Jego rodzinnym mieście, Nazarecie. Poprzedziły ją liczne cuda, znaki i nauki, z których Jezus zdążył zasłynąć w całej okolicy. Na pewno budziło to sensację, podziw i ciekawość ludzi. W tym kontekście prezentacja i samookreślenie się Jezusa miało przeogromne znaczenie. Było to wyznanie wielkiej wagi, bo pochodziło z ust samego Jezusa. To, co wtedy powiedział, miało zasadnicze znaczenie dla całej Jego misji, określało wiarygodnie Jego intencje, cel i pomagało zrozumieć Jego postępowanie. Oczywiście, nauczeni przykładem wielu samozwańców i oszustów, doświadczeni wieloma pustosłownymi kampaniami reklamowymi, mamy prawo, a nawet obowiązek sprawdzenia wiarygodności wyznania Jezusa. Przecież każdy mógł coś takiego o sobie powiedzieć. Owszem, tak. Ale nie każdy mógł potem potwierdzić swoje słowa całym życiem, naukami, czynami, konsekwencją, a przede wszystkim śmiercią i Zmartwychwstaniem. To pierwsze wyznanie musimy odczytać w kontekście całego życia Jezusa, a także życia Kościoła, zwłaszcza w pierwszym okresie działalności. A właściwie co takiego ważnego powiedział o sobie Jezus? Otóż powołał się na proroctwo Izajasza, zapowiadające działalność Mesjasza. Był to właściwie cały program „mesjańskiej kadencji” Jezusa: działanie mocą Ducha Świętego; wypełnienie posłannictwa Ojca; solidarność z najmniejszymi, ubogimi, prześladowanymi, zniewolonymi; obdarowanie łaską Bożą. Zauważmy, że Jezus nie czynił niczego dla siebie ani w swoim własnym imieniu: powołał się na starożytne proroctwo, ukazał swoją zależność od Ducha Świętego i więź z Ojcem. Nie był więc samozwańcem lecz posłusznym wykonawcą odwiecznie zamierzonej i przygotowanej misji. I otwarcie o tym powiedział. Kto chce, może te słowa i obietnice przyjąć. Chyba warto zaryzykować? ks.M.P. Wczoraj, dziś, jutro Dwudziesty wiek to czas ucieczki od teraźniejszości. Jest ona często zbyt ciężka dla współczesnego człowieka. Nie mogąc udźwignąć odpowiedzialności za dziś, większość ludzi ucieka w przyszłość. Dowodzi tego wciąż wielkie zapotrzebowanie na fantastykę pseudonaukową. Karmi ona miliony ludzi wielkim złudzeniem możliwości budowania świata łatwiejszego i przyjemniejszego niż nasz obecny. Drugim znakiem jest fascynacja obrazem. Coraz częściej ludziom wystarczy obraz, cień na ekranie, w który wierzą bez zastrzeżeń. W mieszkaniu z każdego kąta wygląda cierpienie, nędza, nieszczęście. Jedynie na ekranie stojącego na pudłach telewizora jest bogactwo, przyjemność i szczęście. Mieszkańcy, skoro nie mogą lepiej mieć, pragną przynajmniej nakarmić oczy obrazem bogactwa świata. To oderwanie człowieka od rzeczywistości, ta jego ucieczka jest bardzo niebezpieczna. Świat iluzji zniknie, jak niknie obraz telewizyjny, z chwilą gdy zabraknie prądu elektrycznego, i człowiek zostanie w obecnej rzeczywistości jak więzień w celi. Jeszcze inną formą ucieczki od dziś jest próba zatracenia świadomości przez zatopienie jej w narkotykach lub alkoholu. Tym razem środki okazują się jeszcze groźniejsze, bo nie tylko nie wyprowadzają człowieka z teraźniejszości, ale go w niej niszczą, i to w sposób często nieodwracalny. Bóg ukazał nam, żyjącym w czasie, potrzebę utrzymania równowagi między wiedzą o przeszłości i wiedzą o przyszłości, która kształtuje szczęście dnia dzisiejszego. Człowiek mądry chcąc wygrać „jutro”, musi dobrze znać „wczoraj”. Historia bowiem pozwala zrozumieć „dziś” i mądrze zaprogramować przyszłość. Nehemiasz w swej Księdze opisuje, jak Izraelici przybyli z wygnania do zburzonej Jerozolimy. Dramatyczne było ich „dziś”, bez większych perspektyw lepszego „jutra”. W tej sytuacji Nehemiasz wraz z Ezdraszem sięgnęli po „wczoraj”. Zebrali lud i kazali czytać z Biblii Prawo, czyli święte dzieje narodu wybranego. Lud słuchał w skupieniu, popłynęły łzy. Izraelici zaczęli rozumieć gorzkie „teraz” jako etap na drodze do lepszego „jutra”. Odzyskiwali równowagę ducha. Rozradowały się ich serca i mogli spokojnie spojrzeć w jutro. Piękne są słowa Nehemiasza: „Nie bądźcie smutni i nie płaczcie /.../ Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie, poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma, albowiem poświęcony jest ten dzień Panu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją”. Wezwanie do czytania Biblii to zawsze wezwanie do zajęcia się naszym „wczoraj”. Biblia mówi o naszej historii. Jako duchowi spadkobiercy wiary Abrahama, naszego ojca, stanowimy lud Boży. Kto umie czytać Pismo Święte, ten w najtrudniejszej sytuacji potrafi zachować równowagę i ufnie spojrzeć w „jutro”, nawet wówczas, gdy ono zapowiada się apokaliptycznie. Lektura Biblii potraktowana na serio kształtuje w człowieku zmysł historycznego myślenia, tak bardzo potrzebny do twórczego wykorzystania chwili obecnej i mądrego zaprogramowania „jutra”. Trzeba jedynie troszczyć się o to, by Księgi Natchnione były czytane w całości, systematycznie i interpretowane zgodnie z duchem tradycji przechowywanej w Kościele. Wyrywkowe czytanie tekstów świętych z własną interpretacją jest niebezpieczne i nie tylko nie pomaga w wychowaniu ducha rozumienia historii, ale go niszczy. Dobrze ten błąd ukazuje scena z Nazaretu przedstawiona przez św. Łukasza. Oto Jezus przeczytał słowa Księgi proroka Izajasza i skomentował je w duchu historii przez odwołanie się do działalności proroków Eliasza i Elizeusza. Rodacy jednak interpretowali tekst po swojemu, widząc w jego realizacji szansę dla siebie do robienia interesów. Dwie interpretacje. Chrystusowa — historyczna zderzy się z interpretacją wyłącznie nastawioną na jutro. Mieszkańcy Nazaretu widzą w obecności Chrystusa, namaszczonego Duchem Świętym, lepszą przyszłość dla swojego miasta. Jezus odrzuca taką interpretację proroctwa i wzywa do głębszej refleksji nad historią proroków, bo inaczej Jego rodacy popełnią błąd, odrzucając tym razem największego z proroków. Mieszkańcy Nazaretu nastawieni na wyczekiwanie lepszego jutra, nie mając ducha historycznego myślenia, nie rozpoznali wielkiego „dziś” swego miasta, dlatego nie oglądali jego wielkiego jutra. Podobny błąd popełnią mieszkańcy Jerozolimy i większość Izraelitów. Zabrakło im zachowania równowagi w docenieniu historii i programowania przyszłości, jaka istnieje między wczoraj i jutro. Dla szukających Spotkanie z człowiekiem o dużym doświadczeniu to zawsze twórcze wydarzenie, to okazja do głębszej refleksji nad tajemnicą ludzkiego życia. Nasze drogi są niepowtarzalne, mimo iż każda rozpoczyna się momentem poczęcia i każda kończy śmiercią. Wgląd w historię drugiego człowieka pozwala pełniej dostrzec sens własnej drogi życia, a niejednokrotnie pomaga w dokonaniu korekty i ustawieniu na innym torze dalszych własnych losów. Wartość tego typu spotkań jest ściśle uzależniona od wielkości poznanego człowieka. To dlatego dużym powodzeniem cieszą się pamiętniki, autobiografie i biografie ludzi sławnych. Nie chodzi tu o proste zaspokojenie ciekawości, lecz o pomoc w refleksji nad własnym życiem. Mądry chcąc doskonalić swe serce, szuka człowieka o bogatym sercu, a kiedy w tym spotkaniu przejmie część jego bogactwa, szuka serca jeszcze większego. W ten sposób wędruje, jakby po schodach, ku ludziom coraz większego formatu. Początkowo szuka wśród tych, z jakimi przestaje, później sięga do książek, następnie wchodzi na ścieżki przeszłości, by szukać wielkich serc, które ubogacały historię. Jeśli ta wędrówka jest konsekwentna, to wcześniej czy później dochodzi do spotkania z najbardziej tajemniczym spośród synów ludzkich, z Jezusem z Nazaretu. Spotkanie to dokonuje się przez świadków ewangelicznych wydarzeń, oni bowiem spisali to, co widzieli, to, czego doświadczyli. Z punktu widzenia wiarygodności historycznej szczególne miejsce wśród nich zajmuje Łukasz. Według tradycji był lekarzem z wykształcenia. Przyjacielem św. Pawła. Poganinem szukającym prawdy. Znając trud jej szukania, pragnie pomóc tym, którzy są jej głodni. Swoją Ewangelię adresuje do nieznanego nam bliżej Teofila, ma jednak na uwadze wszystkich szukających Chrystusa. Na początku jasno zaznacza: „Postanowiłem /.../ zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono”. Uważna lektura jego Ewangelii potwierdza te słowa. Łukasz dotarł do wiarygodnych wiadomości o domu rodzinnym Jana Chrzciciela, określił datę jego wystąpienia zarówno w historii Izraela, jak i w dziejach Cesarstwa Rzymskiego. Jako jedyny z ewangelistów przekazał nam wiadomości na temat momentu, w którym Maryja w Nazarecie dowiedziała się, że jest Matką Zbawiciela. Cała Ewangelia Łukasza jest świadectwem człowieka poszukującego i ludzie jego ducha z łatwością się w niej odnajdują. Wystarczy wspomnieć, że właśnie on pisze o pasterzach poszukujących Jezusa w żłobie, o Matce i Józefie szukających Go w świątyni, o spotkaniu z Jezusem Marii, siostry Łazarza, i uczniów z Emaus. On przytacza przypowieść o Dobrym Pasterzu szukającym zagubionej owcy, o kobiecie poszukującej drachmy i o synu marnotrawnym poszukującym szczęścia na drogach złudzenia. Przez cały rok w niedziele słuchać będziemy, w czasie sprawowania Eucharystii, słowa Ewangelii napisanej przez św. Łukasza. Warto pamiętać o jego podejściu. Warto rozpalić w sobie pasję poszukiwania coraz bogatszych i piękniejszych serc. Ta pasja pomaga w spotkaniu z tym jednym, jedynym sercem Syna Człowieczego, które jest sercem Syna Bożego. ks.E.S. „Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem” (J 6, 63) Liturgia dzisiejsza uwydatnia szczególniej celebrację słowa Bożego. Pierwsze czytanie przedstawia uroczyste ogłoszenie Prawa Bożego w Jerozolimie po powrocie z Babilonu, wobec całego ludu zebranego na placu. Czytanie rozpoczyna się „błogosławieństwem” kapłana, któremu lud odpowiada „padając na kolana twarzą ku ziemi” (Ne 8, 6) i trwa „od rana aż do południa”, a wszyscy słuchają stojąc, w milczeniu: „uszy całego ludu były zwrócone ku słuchaniu” (tamże 3). Szczególnie ciekawy jest płacz ludu, wyraz żalu za własne winy, które poznali jasno słuchając uważnie Prawa; na koniec radosne oświadczenie: „Ten dzień jest poświęcony Bogu naszemu. Nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest ostoją naszą” (tamże 10). Krótko mówiąc, oto całe usposobienie, z jakim należy słuchać słowa Bożego: uszanowanie, uwaga, porównanie własnego postępowania ze świętym tekstem, żal za grzechy, radość z poznania raz jeszcze woli Bożej, wyrażonej w Jego prawie. Ewangelia podaje inne ogłoszenie Słowa, mniej okazałe zewnętrznie, ale w rzeczywistości nieskończenie uroczyste. Jezus w synagodze nazaretańskiej otwiera księgę Izajasza i czyta — a niewątpliwie nie jest to przypadek — rozdział dotyczący Jego misji: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę” (Łk 4, 18) Tylko On może czytać to proroctwo w pierwszej osobie, stosując je wprost do siebie. Dotychczas odczytywano je zwracając myśl ku zapowiedzianej tajemniczej osobistości. Tylko On, ukończywszy czytanie, mógł powiedzieć: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (tamże 21). Tego zestawienia nie czyni Ewangelista — Łukasz przytacza je tylko — lecz sam Chrystus; On jest przedmiotem proroctwa, jest obecny we własnej osobie, pełen Ducha Świętego przyszedł głosić zbawienie ubogim, nic nie znaczącym, pokornym. On jest „wypełnieniem” odczytanego słowa, On Słowo odwieczne Ojca. Chrystus jest zawsze obecny w Piśmie świętym, chociaż różnorako. Stary Testament zapowiada i przygotowuje Jego przyjście, Nowy zaś stwierdza je i głosi Jego posłannictwo. Kto słucha w duchu wiary słów Bożych, spotyka zawsze Jezusa z Nazaretu, a każde spotkanie wyznacza nowy etap zbawienia. Ojcze jedynego Syna, pełen dobroci i miłosierdzia, Ty miłujesz ludzi... napełniasz błogosławieństwem tych wszystkich, którzy się uciekają do Ciebie. Racz przyjąć naszą modlitwę, daj nam poznanie, wiarę, pobożność, świętość... Klękamy przed Tobą, Ojcze nie stworzony; przez Twojego jedynego Syna: napraw naszego ducha i uczyń go chętnym do Twojej służby; udziel nam łaski, abyśmy Cię szukali i kochali, badali i zgłębiali Twoje boskie słowa; podaj nam rękę i postaw nas na nogi; podnieś nas, o Boże miłosierdzia; pomóż nam kierować nasze spojrzenie ku górze, otwórz nam oczy, zapewnij nam bezpieczeństwo, spraw, abyśmy nie musieli się rumienić ze wstydu ani się potępić; zniszcz wyrok wydany na nas, zapisz imiona nasze w księdze żywota, zalicz nas do grona Twoich proroków i apostołów, przez Syna Twojego jedynego Jezusa Chrystusa (św. Serapion). Słuchaj, o Ojcze Chrystusa, przed którym nic się nie ukryje, modlitwy mojej dzisiaj. Spraw, niech sługa Twój usłyszy cudowny śpiew. Niech kieruje moje kroki na Twoją drogę, o Boże nasz, ten, kto Cię zna, bo narodził się z Ciebie: Chrystus, Król, który uwolnił ludzi ze wszystkich ich nędz (św. Grzegorz z Nazjanzu). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
IV niedziela zwykła W dzisiejszej liturgii słowa, chwilę po Pawłowym Hymnie o miłości, usłyszymy Jezusa przemawiającego do mieszkańców Nazaretu. Początkowo „dziwili się [oni] pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego”, lecz później zaczęli o Nim powątpiewać, a nawet unieśli się gniewem i chcieli Go strącić ze skały... Można być tak blisko Boga, słyszeć Jego słowo, a jednak nie wierzyć. Wierzyć w Jezusa to rozpoznać w Nim Syna Bożego, wcielenie Bożej miłości. Niestety, właśnie prawdziwa miłość bywa często nierozpoznana, pogardzana i odrzucana... ks. Jan Konarski „Wyrzucili Go...” Jest to jedna z najbardziej dramatycznych scen Ewangelii i tragicznych momentów w życiu Jezusa: został On odrzucony przez swoich najbliższych: rówieśników i ziomków. Po nieprzychylnym Betlejem i rzezi Niewiniątek, stanowiło to kolejną zapowiedź tego, co później dopełni się pod pałacem Piłata i na Kalwarii, i w tylu jeszcze miejscach i momentach ludzkich dziejów. Człowiek nie chce Boga! Bóg umiłował człowieka i oddał swego Syna z miłości, a człowiek nie chce tego daru, nie chce Bożej miłości, nie chce Boga! Czy to możliwe? Ano możliwe i chyba sami niejednokrotnie byliśmy świadkami czy wręcz uczestnikami takiego buntu przeciw Bogu. Z czego to wynika? Co pcha człowieka do takiej rozpaczliwej i tragicznej decyzji? Warto chyba się nad tym zastanowić. Wszystko rozpoczęło się w raju, kiedy to człowiek skuszony przez szatana po raz pierwszy sprzeciwił się Bogu. Grzech raz posiany, rozkrzewił się wszędzie i wszystko przerósł swymi śmiercionośnymi kłączami. Nieufność człowieka wobec Boga i związany z tym lęk, przeszły na wszystkich ludzi, rodząc nienawiść i agresję. Grzech pierworodny: nie potrzebuję Ciebie, nie chcę! Sam będę o sobie decydował! Czyż i dziś nie rozpoznajemy wokół siebie i w sobie takiej postawy? Ale Bóg sie nie zniechęca, Jego miłość jest cierpliwa i gotowa na wszystko. Najpierw posyła patriarchów, potem proroków, wreszcie swego Syna, w nadziei, że Jego uszanują. Nic z tego, a nawet wręcz przeciwnie: to dopiero doprowadza człowieka do wściekłości! Ta wściekłość ma swoje wyraźne i jednoznaczne źródło właśnie w nienawiści do Boga. Dlatego właśnie Jezus musiał umrzeć, bo był Synem Bożym i głośno to wyznał. A człowiek nie chce Boga tak blisko siebie. No, w niebie niech już sobie ten Bóg będzie, ale tu, u nas, na ziemi? Przenigdy! Niech wraca skąd przyszedł! Czyż nie echo takiej postawy słyszymy w dzisiejszej Ewangelii? Zrazu chętnie Go słuchali, bo schlebiała im Jego mądrość, pewnie przypisali ją także swojemu wpływowi i zasługom. Ale gdy tylko Jezus przytoczył mesjańskie proroctwo Izajasza, natychmiast zmienił sie nastrój. Oni chcieli mieć Jezusa na swoją małą, ludzką miarę. Chcieli mieć Jezusa do spełniania życzeń i zaspokajania codziennych potrzeb. Chcieli mieć Jezusa na posyłki, na każde zawołanie. A gdy Jezus nie chciał się do nich dostosować, gdy najpierw chciał ich wiary, wtedy Go odrzucili. Chyba dobrze wiedzieli i przeczuwali, dlaczego Go nie chcą. Albowiem wiara jest rzeczą trudną, jeśli ktoś siebie uznaje za pępek świata. A tak myśleli Żydzi. Pogańska wdowa i Syryjczyk Naaman, byli dla nich wielkim zgorszeniem i kamieniem obrazy: jak Bóg mógł przedłożyć pogan ponad swój Naród? Jak Jezus może obcych cenić wyżej niż swoich współziomków? Jak Bóg śmie kazać im czekać i wierzyć? To my sami będziemy decydować, co Bóg ma zrobić i kiedy! A jak nie, to wynocha! Taki jest człowiek: chce, by jego wola liczyła się najbardziej, chce być panem samego siebie. Czy my jesteśmy lepsi? Każdy sam musi sobie na to pytanie odpowiedzieć. Jeśli potrafimy odpowiedzieć szczerze, mamy otwartą drogę do przebaczenia i wiary; jeśli uniesiemy się pychą i buntem, dołączymy do nazaretańczyków i tych spod krzyża. A Bóg pomimo to nie traci cierpliwości. Czeka na każdego z nas, aż zrozumiemy i zechcemy Go z zaufaniem przyjąć. Czy przyjmiemy? ks.M.P. Trudna misja Prorok zostaje przez Boga stworzony dwukrotnie. Raz, podobnie jak każdy człowiek, w łonie matki. Drugi raz, gdy Bóg wylewa nań swego Ducha i czyni go narzędziem swego działania. Perspektywa takiego działania jest tak trudna, że większość proroków, mimo wyraźnego oświadczenia samego Boga, nie chce się na to zgodzić. Misja proroka z reguły bowiem uderza w opinię publiczną, przez co budzi agresję otoczenia. Prorok bowiem interesuje się głównie odnową ludzkiego serca, a tego twórcy opinii publicznej nie biorą pod uwagę. Bóg w obliczu powszechnego zapomnienia o Jego prawie, gdy ludzie tracą poczucie dobra i zła, prawdy i fałszu, usiłuje wezwać ich do opamiętania, a czyni to na dwa sposoby. Najpierw wysyła proroków z ostrzeżeniem i upomnieniem. Rola proroków bynajmniej nie skończyła się ze śmiercią Apostołów. Prorocy są w Kościele wciąż obecni. Zarówno prawdziwi, jak i fałszywi. Tak jest przez całą historię zbawienia. Jeśli tysiące wiernych otworzą serca i gestem nawrócenia odpowiedzą na wołanie proroka, Kościół wchodzi w etap odnowy, a przez Kościół na drogę duchowej odbudowy wstępują narody, które do niego należą. Tak było w średniowieczu, gdy działał św. Franciszek z Asyżu i św. Dominik, tak było w XVI wieku, gdy działał św. Ignacy Loyola. Tak było w Polsce w drugiej połowie wieku XIX, gdy działali św. Brat Albert, św. Rafał Kalinowski, bł. Honorat Koźmiński i wielu innych. Odnowione pod ich wezwaniem serca wnosiły swój wkład w życie społeczne, polityczne, kulturalne, gospodarcze i przyczyniały się wydatnie do odnowy duchowej społeczeństw, w których żyli. Dramat ma miejsce wówczas, gdy słowo proroka nie trafia do ludzi. Nic bowiem nie ma tak opornego na działanie słowa Bożego, jak ludzkie serce. Ono nie tylko potrafi się zamknąć, lecz wypełnione nienawiścią potrafi niszczyć każdego, kto je wzywa do odnowy. Ten właśnie dramat można obserwować w życiu św. Jeremiasza, proroka Starego Testamentu. Został on wierny Bogu, ale były dni, w których miał pretensje do Niego, nie tylko za to, że go powołał, ale i za to, że go stworzył. Współcześni mu Judejczycy odrzucili go, a nawet chcieli zabić. Dramat powtórzy się w życiu św. Jana Chrzciciela i jeszcze pełniej w życiu samego Chrystusa. Większość Apostołów, czyli proroków Nowego Testamentu, poniosła śmierć męczeńską. Tragedia proroka jest równocześnie i tragedią jego słuchaczy. Ta druga jest sto razy cięższa. Mordowany prorok odchodzi po nagrodę do Pana za dobre wykonanie zadania. Zamknięci na słowo Boga słuchacze, dyszący gniewem i nienawiścią, zasługują jedynie na karę. Jeśli Bóg nie trafi do ludzi przez proroków, to zostaje Mu tylko jeszcze jedno słowo — apokalipsy. Wody potopu, ogień Sodomy i Gomory, niewola, epidemie kończące się śmiercią tysięcy chorych, kataklizmy, wojny. W skali indywidualnej — choroby, wypadki, nagłe śmierci, różnego typu doświadczenia. Historia się powtarza. Upomnienia proroków naszego wieku nie mają większego wpływu na zmianę ludzkich serc. Ludzkość pochłonięta pogonią za doczesnością nie słucha wezwań do nawrócenia. Czy w tej sytuacji należy się dziwić, że Bóg sięgnie po apokaliptyczne znaki? Jeżeli na ziemi nie zwycięży mądrość i miłość, to zwycięży głupota i nienawiść. Na szczęście ci, którzy otworzą serca na głos proroków i wypełnią je miłością, nie muszą się obawiać apokaliptycznych wydarzeń. Ich serca nie ulegną zniszczeniu. Dzieląc los prześladowanych proroków, podzielą również ich tryumf i będą mieli udział w nagrodzie wiecznej. Ten kierunek duchowej odnowy ukazuje bardzo jasno św. Paweł w swym hymnie o miłości. Prorok w ojczyźnie Rodzinne miasto Nazaret nie przyjęło Jezusa. Rodacy pierwsi odrzucili skierowane do nich słowa o zbawieniu. Jezus musiał ratować się ucieczką, groziła Mu w Nazarecie śmierć. Wówczas to Chrystus wypowiedział znamienne słowa: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”, i jako dowód wskazał los Eliasza i Elizeusza. Jest to jedna z tajemnic dziejów zbawienia. Ludzie nie lubią, gdy Bóg przemawia do nich przez rodaków. Odrzucają wówczas orędzie Boga i tego, który je przekazuje. Nie są w stanie zatrzymać się nad mądrością przekazanego słowa, lecz oceniają je według posłańca. Powtarza się to zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie, a obecnie trwa nadal w Kościele. Jaki jest mechanizm tego działania? Na pewno ma tu do powiedzenia coś psychologia. Słowa ludzi mierzymy tą skalą, jaka obowiązuje w środowisku, z którego pochodzą. Tak zareagowali mieszkańcy Nazaretu, mierząc Jezusa miarą znanego im Józefa: „Czy nie jest to syn Józefa?”. Przywiązani do własnej skali oceny, nie byli w stanie zrozumieć, że mają do czynienia z Synem Boga. Równie często do głosu dochodzi pragnienie korzystania z przywilejów. Tę motywację swych rodaków ujawnia Jezus, gdy głośno wypowiada ich ciche żądanie: „dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum”. Walka o przywileje to część walki o byt i znacznie częściej dochodzi do głosu niż sądzimy. Ona też uruchamia w ludziach motor wielu dramatów — zwykłą zazdrość. Trudno też uwierzyć, że ktoś, kogo się dobrze znało, nagle zaczyna przemawiać w imieniu Boga i jego słowa należy traktować jako Boże wezwanie. Jaskrawo jest to widoczne w rodzinach, które wydają kapłana. Ksiądz z reguły nie ma większego wpływu na życie religijne swoich najbliższych, bo oni odbierają go nie jako kapłana, lecz jako syna czy brata. Zdarza się, że gorszący sposób życia bliskich jest krzyżem dla kapłana, a on sam nie jest w stanie tego zmienić. Wszystko jednak wskazuje na to, że powód odrzucenia proroka przez najbliższych jest znacznie głębszy. Prorok musi mówić prawdę i z tej racji zawsze wzywa do rachunku sumienia. Nie ma bowiem żadnej odnowy, żadnego wyjścia z kryzysu bez dobrze zrobionego rozliczenia. Rzecz w tym, że rozliczenie musi być pełne, a najbliżsi nigdy na to nie chcą się zgodzić. W rozliczeniach najczęściej dochodzi do głosu żądanie tłumu. Ten zaś szuka kozła ofiarnego, czyniąc go odpowiedzialnym za wszelkie dotychczasowe niepowodzenia i nadużycia. Wystarczy zabić tego kozła, by rozrachunek był dokonany. Ktokolwiek rzuci weń kamień, zrzuca z siebie odpowiedzialność za swoje dotychczasowe czyny. Prorok występujący w imieniu Boga na takie rozwiązanie nie pozwala. Wzywa do rachunku sumienia i pełnej odpowiedzialności osobistej. To z kolei nie podoba się tłumom, a ponieważ prorok, jako rodak, dobrze ich zna i nie da się przed nim nic ukryć, wolą go zniszczyć, niż bić się w piersi z powodu popełnionych grzechów. Ten mechanizm trzeba dobrze poznać. Wielu ludzi cierpi z powodu odrzucenia przez środowisko tylko dlatego, że chcieli podnieść jego życie religijno-moralne na wyższy poziom. Tak na przykład rodzice bywają znienawidzeni przez dorastające dziecko tylko dlatego, że domagają się od niego odpowiedzialności za swoje czyny. Pracownik może zostać uznany za czarną owcę dlatego, że stanął w obronie krzywdzonego kolegi. Działacz społeczny może stracić wszystkich sympatyków tylko dlatego, że stanął w obronie życia dziecka nienarodzonego. Warto z tego punktu widzenia prześledzić dzieje proroków przedstawione w Biblii, i warto sięgnąć do historii naszego narodu. Ileż to wspaniałych idei pogrzebano rzucając kłody pod nogi tych, którzy je głosili. Warto wreszcie obserwować, jak w naszych środowiskach każdy mądry głos jest prawie natychmiast gaszony przez szukanie słabych punktów w życiu tego, który prawdę przekazuje. Jeśli tych punktów nie ma, to się je na poczekaniu dorabia, byle tylko proroka zniszczyć. Prorok ukazuje drogę wyjścia z trudnej sytuacji, drogę niełatwą, lecz pewną, bo zawsze opartą na prawdzie. Złu zaś bardzo zależy na tym, by mądrość nie dochodziła do głosu. Św. Łukasz ukazując Jezusa jako Zbawiciela świata, poświęca wiele uwagi rozmontowaniu mechanizmów, które uniemożliwiają dotarcie z łaską zbawienia do człowieka. W Nazarecie zmusza do głębszej refleksji nad gorzkim wyznaniem Chrystusa: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”. ks.E.S. „Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją, ufności moja od moich lar młodych” (Ps 71, 5) Pierwsze przemówienie, jakie Jezus wygłosił w synagodze w Nazarecie, miało podobny przebieg jak to, które nastąpiło w synagodze w Kafarnaum (Mk 1, 22. 27). „Wszyscy przyświadczyli Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego” (Łk 4, 22). Lecz Nazaretańczycy wkrótce poddali się myślom zbyt ludzkim; czyż Chrystus nie był człowiekiem jak oni, synem Józefa? A jeśli naprawdę by! Mesjaszem, dlaczego nie czynił cudów w swojej ojczyźnie, tak jak gdzie indziej? Czy nie mieli do tego szczególniejszego prawa jako Jego współziomkowie? Jezus przeniknął te roszczenia i odpowiada: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie” (tamże 24). I nie przerywając toku myśli, co więcej, by wskazać, że nie można Bogu praw dyktować i że jest On wolny w rozdzielaniu swoich darów, przypomina, co wydarzyło się wybranej spośród wszystkich wdów w Izraelu, wdowie z Sarepty, do której został posłany prorok Eliasz, oraz obcokrajowcowi Naamanowi, jedynemu trędowatemu, którego uzdrowił Elizeusz. Jezus chce dać do zrozumienia swoim współczesnym, że przyszedł, aby przynieść zbawienie nie tylko jednemu miastu lub narodowi, lecz wszystkim ludziom, i że łaska Boża nie jest związana ani z ojczyzną, ani z rasą lub z zasługami osobistymi, ale jest całkowicie darmo dana. Odruch Nazaretańczyków był gwałtowny; zaślepieni duchem ludzkim, że nie osiągnęli tego, co zamierzali, „wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry... aby Go strącić” (tamże 29). Taki los świat gotuje tym, którzy jak Chrystus mają za zadanie głosić prawdę. Przypomina to opowieść biblijna o powołaniu Jeremiasza, która bardzo dobrze wiąże się z dziś rozważanym opowiadaniem Łukasza. Bóg wybrał Jeremiasza na proroka jeszcze przed jego narodzeniem, lecz kiedy młodzieniec zaczyna uświadamiać sobie ten wybór, lęka się przewidując pełne niebezpieczeństw życie, jakie go oczekuje, więc chciałby odmówić. Lecz Bóg dodaje mu odwagi: „Nie lękaj się... bo jestem z tobą, by cię chronić” (Jr 1, 8). Człowiek wybrany przez Boga jako herold jego słowa, może liczyć na łaskę Bożą, która go uprzedziła i będzie mu towarzyszyła we wszystkich okolicznościach. Nie braknie mu przeciwności, niebezpieczeństw i ryzyka, jak nie brakło ich prorokom i samemu Jezusowi, lecz także Jemu, jak Jeremiaszowi, Bóg powtarza: „Będą walczyć przeciw Tobie, ale nie zdołają Cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z Tobą, by cię ochraniać” (tamże 19). Prorocy, apostołowie mieli obowiązek podjąć odważnie wszelkie ryzyko, wierni natomiast mają obowiązek słuchać ich i iść za nimi w duchu wiary, nie pozwalając się wprowadzić w błąd przez czysto ludzkie poglądy. W Tobie, Panie, moja ucieczka, niech nie doznam wstydu na wieki! Wyrwij mnie i wyzwól w Twej sprawiedliwości, nakłoń ku mnie swe ucho i ocal mnie. Bądź mi skałą schronienia i zamkiem warownym, aby mnie ocalić, boś Ty opoką moją i twierdzą. Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca... tak, Ty jesteś moją nadzieją, o Panie, ufności moja, od moich lat młodych. Ty byłeś moją podporą od narodzin, od łona matki moim opiekunem; w Tobie zawsze pokładałem nadzieję (Psalm 71, 1–6). Z całego serca prosimy Cię, o Panie, abyś nam udzielił łaski walczenia ze wszystkich sił duszy i ciała o prawdę, aż do śmierci. Kiedy przyjdzie czas, że wiara nasza zostanie wystawiona na próbę — bo jak złoto doświadcza się w ogniu, tak nasza wiara w niebezpieczeństwie i prześladowaniu — spraw, gdy ono powstanie, niech zastanie nas przygotowanych, aby dom nasz w czasie zimy nie zawalił się, a naszego mieszkania nie zniszczyły burze, jak gdyby było zbudowane na piasku. A kiedy zerwą się wichry szatana, tego najgorszego z duchów, niech opierają się nasze uczynki, które opierały się aż do tej chwili, gdy nie były zagrożone od wewnątrz. Spraw, abyśmy przygotowani na każdą próbę okazywali Ci miłość, jaką mamy ku Tobie, o Boże, któremu niech będzie chwała i moc na wieki wieków (Orygenes). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
V niedziela zwykła Słynne wezwanie: „Wypłyń na głębię!”, Jezus kieruje do Piotra po nieudanym nocnym połowie ryb, gdy mogło się zdawać, że cały wysiłek rybaków poszedł na marne. Tymczasem połów okazuje się znacznie obfitszy, niż mogli się spodziewali. Po zmartwychwstaniu to właśnie Piotrowi ukaże Jezus potęgę Bożej chwały i ponownie wezwie go do obfitego połowu. A Piotr, który rozpozna ogrom własnego grzechu, będzie gotowy, by wypłynąć na głębię przebaczenia i miłości. ks.J.K. „Zarzućcie sieci...” Jest to niezwykle malownicza Ewangelia, zawierająca zarazem bardzo uniwersalne treści, które jak sądzę, potrafimy rozpoznać także we własnym życiu i postawach. Żeby odkryć to podobieństwo i wyciągnąć wnioski, trzeba wczuć się w sytuację Szymona. Był on znakomitym rybakiem, prawdziwym fachowcem, wykonującym swój zawód z gorliwością i poświęceniem. Na pewno zaimponowało mu, że Jezus wybrał właśnie jego łódź jako swoją mównicę. Pomimo zmęczenia całonocnym, a do tego nieudanym połowem, był gotów poświęcić swój czas dla Jezusa. Niewątpliwie słowa Mistrza musiały zrobić na nim duże wrażenie, skoro po skończonym kazaniu, na prośbę Jezusa, zdecydował się wypłynąć na połów jeszcze raz. Na pewno nie wierzył w powodzenie. Doskonale znał te wody i jeśli przez całą noc nie złowił niczego, to musiał być pewien, że w tych stronach nie ma w tej chwili ani jednej ryby. Kto wie, może nawet musiał pohamować złość? Spróbujcie nad ranem zmęczonemu, zziębniętemu, głodnemu i rozeźlonemu brakiem ryb wędkarzowi zaproponować, by jeszcze raz zarzucił wędkę! Więc jeśli Szymon wypłynął zarzucić sieci, to chyba bardziej po to, aby udowodnić Jezusowi, że chociaż mówi piękne kazania, to jednak na łowieniu ryb się nie zna. Jak wielkie musiało być jego osłupienie, gdy sieć napełniła się pięknymi rybami! Niemożliwe! A jednak: sieć jest pełna, omal nie zaczyna pękać, trzeba się spieszyć i prosić o pomoc! Szymon był pewien, że to nie był żaden zbieg okoliczności ani rybackie szczęście. Takie rzeczy się normalnie nie zdarzają! To musiał być Jezus! Kto wie, jakie myśli przemknęły jeszcze przez głowę Szymonowi. Faktem jest, że coś się w nim zmieniło. Uświadomił sobie, że oto tuż obok niego, przy jego udziale, zadziałał sam Bóg. Najpierw przez swoje słowo, wypowiedziane przez Jezusa, potem przez myśli Szymona, wreszcie przez polecenie Jezusa i niespodziewany połów. Wszystko to musiało tworzyć jakiś logiczny i jasny dla Szymona ciąg myśli i zdarzeń. Tak przekonujący i pewny, że musiał zaowocować skruchą i nawróceniem. Często w naszym życiu zdarza się, że jesteśmy bezpośrednimi uczestnikami takiego cudu, czy raczej znaku. Dla wszystkich innych jest to tylko co najwyżej zbieg okoliczności, szczęśliwy traf. Ale w kontekście naszych myśli, przeczuć, ulotnych wrażeń, wydarzenia nabierają głębszego sensu, stają się dla nas czytelną wskazówką nie pozostawiającą żadnych wątpliwości odnośnie działania Bożego. Często ogarnia nas wtedy niepokój, że Bóg wie o nas wszystko, lęk, jak przed Nim wypadniemy, co z nami będzie, skoro jesteśmy całkowicie w Jego ręku. To samo musiał odczuć Szymon: przestraszył się i z pokorą i lękiem wyznał swoją grzeszność. Wymagało to na pewno wielkiej odwagi, by publicznie upaść przed Jezusem na kolana i prosić o przebaczenie. Jezus to wyznanie przyjął. Uspokoił Szymona. Boga nie trzeba się lękać. On i tak wie wszystko, ale jeśli człowiek zaufa Mu i powierzy siebie, wtedy wszelka wina zostanie przebaczona i zmazana. Właśnie taka jest miłość Boga: nie chce człowieka upokarzać ani starszyć, lecz chce przemienić i dać szansę nowego życia. Póki człowiek liczy tylko na siebie i próbuje sam – wszystko na nic, lecz jeśli pozwoli działać Bogu, wtedy efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania. Obyśmy także i my mogli się o tym przekonać. ks.M.P. Oczyścić wargi Prorok Izajasz głęboko przeżył moment swego powołania. W świątyni stanął przed majestatem świętego Boga. Oczami serca zobaczył chwałę, jaką oddawały Mu istoty duchowe. Ze zdumieniem obserwował, jak jedna z nich ujęła w kleszcze rozżarzony węgiel i dotknęła nim jego warg mówiąc: „Twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech”. Oto symboliczne przygotowanie człowieka do podjęcia trudnej misji ratowania narodu z jego upadku moralno-religijnego. Izajasz wiedział, że jest „mężem o nieczystych wargach i mieszka wśród ludu o nieczystych wargach”. Rozumiał potrzebę chwili. Izraelitom potrzebny był człowiek, który przemówi czystymi wargami, człowiek prawdy. Pan Bóg oczyszcza wargi i serce Izajasza. Czyni go swoim prorokiem. Odtąd Izajasz będzie mógł spokojnie rozmawiać z Bogiem i ludźmi. Towarzysząca mu świadomość grzechu, w spotkaniu ze świętym Bogiem, wydawała nań wyrok śmierci. Stąd jego okrzyk przerażenia: „Biada mi! Jestem zgubiony!”. Dopiero po oczyszczeniu mógł spokojnie stać przed Bogiem. Oczyszczenie warg jest koniecznym warunkiem dobrej modlitwy. Tak niewielu ludzi to rozumie, dlatego niewielu się prawdziwie modli. Wargi nieczyste mogą jedynie szeptać słowa błagania o miłosierdzie: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Żadna inna modlitwa przez nie nie przejdzie. Oczyszczenie warg jest również koniecznym warunkiem twórczej rozmowy z ludźmi. Słowo jest narzędziem ubogacania lub niszczenia ludzkiego serca. Jeśli przekazuję słowo prawdy, sprawiedliwości, życzliwej miłości, serce słuchacza rośnie, rozwija się. Jeśli przekazuję słowo kłamstwa, zatrute jadem zazdrości lub nienawiści, serce mego słuchacza zostanie zranione, a nawet zamordowane. Żyjemy w świecie, który nie szanuje słowa, żyjemy pośród ludzi o nieczystych wargach. Ta nieczystość ma dwa wymiary. Jeden to brak kultury słowa. Wulgarny język słychać prawie wszędzie. Wielu posługuje się nim, nawet nie wiedząc o tym, niektórzy czynią to w formie popisywania się obrzydliwością swego słownika, radując się, gdy to robi wrażenie na słuchaczach. Swoistego rodzaju ekshibicjonizm, zboczenie polegające na odsłanianiu swego zniszczonego wnętrza przed innymi. Troska o oczyszczenie warg przez dotknięcie ich płomieniem kultury winna być dziełem całej zdrowej części społeczeństwa, która odczuwa zagrożenie ze strony wysokiej fali prymitywnej formy zła, przekleństw i wulgaryzmów, zalewającej nasz naród. Drugi wymiar nieczystości naszych warg jest głębszy i może być pięknie zapakowany w kulturalne słowa. To wszystkie formy zniekształcania prawdy, ucieczki od prawdy. To jednostronne akcentowanie pewnych elementów życia z pominięciem innych. Serce bije rytmem szczęścia jedynie w atmosferze prawdy. Gdy jej zabraknie, rozpoczyna się jego dramat. Tak trudno dziś znaleźć człowieka, któremu można zaufać. Tak łatwo przeżyć zawód, a nawet zdradę. Słowo ludzi wypowiedziane nawet uroczyście, pod przysięgą zostaje odrzucone jak papierek po cukierku, gdy tylko smak cukierka rozpłynie się w ustach. Małżonkowie przysięgają i łamią przysięgi. Kapłani, siostry zakonne ślubują i łamią śluby. Ludzie o nieczystych wargach. A ilu ich jest na stanowiskach państwowych. Ile obietnic, programów, które okazują się złudą? O ile możemy się sami uporać z plagą niekulturalnego słowa, o tyle nie potrafimy oczyścić serc zdradzających prawdę. Wypada upaść na kolana i błagać Boga, by sam zechciał przysłać swego serafina z żarzącym węglem i oczyścił nasze serca jeszcze tu na ziemi, by nie musiał czynić tego, wrzucając je w żar ognia wiecznego. „Na Twoje słowo” Św. Łukasz szczegółowo opisuje wydarzenie, jakie poprzedziło powołanie Szymona na Apostoła. Piotr z towarzyszami spędził noc w łodzi na jeziorze. Rankiem dobił do brzegu, ale ich łodzie tym razem były puste. Do tej pustej łodzi wszedł Jezus i poprosił, zmęczonego bezowocną pracą Szymona, o jej wypożyczenie. Chciał z niej wygłosić kazanie do zebranego na brzegu tłumu. Być może, że chciał w ten sposób zatrzymać Piotra. Ten bowiem po takiej nocy bezowocnej pracy nie miał chyba większej ochoty na słuchanie kazań. Nic też nie świadczy o tym, by jakieś słowo Jezusa szczególnie głęboko zapadło w jego serce. Po kazaniu Chrystus każe Piotrowi wypłynąć na głębię i zarzucić sieci. Szymon, dobry rybak, wie, że skoro połów nie udał się w nocy, to tym bardziej nie uda się w ciągu dnia. Gotów jest jednak spełnić życzenie Jezusa. Stwierdza jasno: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Odpowiedź Jezusa była natychmiastowa. „Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać”. Musieli korzystać z pomocy współtowarzyszy w drugiej łodzi. Szymon widząc łodzie wypełnione rybami, przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”. Trzeba dokładnie odtworzyć to ewangeliczne wydarzenie, bo w nim jest ukazana droga dochodzenia do zawierzenia Bogu. Człowiek wpierw musi uwierzyć w siebie, poznać swoje możliwości i wiedzieć, na co go stać. Z kolei, po okresie radości z własnych sukcesów, musi przeżyć gorycz rozczarowania. Musi zwątpić w siebie odkrywając, jak jego możliwości są ograniczone. Piotr dobrze opanował sztukę połowów, ale noc bezowocnej pracy pomogła mu odkryć, jak niewiele może. Bezowocna praca jest zawsze godziną zwątpienia w siebie. Dopiero wówczas, gdy człowiek ma za sobą te dwa etapy, pierwszy — wiary w siebie, drugi — zwątpienie w siebie, może wejść w etap trzeci — świadomego zawierzenia Bogu. Piotr na słowo Mistrza zarzuca sieci. Łowi mnóstwo ryb, lecz wie, że tym razem nie o ryby chodzi, lecz o jego wiarę. Stanął na drodze zawierzenia Bogu i odtąd uczyni wszystko, by z tej drogi nie zejść. Przeżyje momenty potknięć, ale z drogi zawierzenia nie zejdzie. Słowo Jezusa będzie dla niego rozstrzygające, nawet gdy Mistrz zapowie Jego trzykrotne zaparcie. Ludzie najczęściej utożsamiają zawierzenie Bogu z wiarą w siebie. Sądzą, że wiara to jest środek dopingowy, a ten, kto go zażyje, staje się nie do pokonania. Tymczasem człowiek wierzący wie, na co go stać i doskonale zna granice swoich możliwości, ale równocześnie z doświadczenia zna potęgę wszechmocy Boga, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. To nie on dokonuje rzeczy zdumiewających, lecz Bóg. Piotr dobrze wiedział, że to nie on zagarnął mnóstwo ryb, mimo że we własnych rękach trzymał sieci. On wiedział, że jest to dzieło Jezusa. Wiara jedynie umożliwia człowiekowi uczestniczenie w dziełach Boga. Człowiek dalej zostaje słaby, ale mimo to może z Bogiem współpracować. Wszystko zaś sprowadza się do posłuszeństwa Bogu. „Na Twoje słowo zapuszczę sieci”. Utożsamienie zawierzenia Bogu z wiarą w siebie pociąga za sobą fatalne skutki, które ujawniają się szczególnie ostro w momencie zwątpienia w siebie. Jest ono bowiem odbierane jako zwątpienie w Boga. Bywa, że wątpiący nie dostrzegając sensownego życia sięga po samobójstwo. Tymczasem zwątpienie w siebie stanowi wezwanie do zawierzenia Bogu. Wtedy właśnie człowiek dotyka stopą drogi wiary religijnej i albo na nią wejdzie, albo wycofa się w świat swojej bezradności. Jeśli chcemy uczestniczyć w cudownych połowach, muszą być dni, w których nasze sieci będą puste. Ciągle jednak Bogu nie chodzi o pełne sieci, lecz o odkrycie potęgi wiary. Miała dwadzieścia siedem lat, gdy mąż zostawił ją z dwójką dzieci. Po roku pojawił się bardzo atrakcyjny człowiek i zaproponował małżeństwo. Życie w samotności wydawało jej się koszmarem. Musiała dokonać wyboru. Serce mówi „szukaj przyjaciela”, a Bóg mówi „nie cudzołóż”. Na Jego słowo odrzuciła propozycję powtórnego małżeństwa. Wkrótce spotkała wspaniałą rodzinę. Ułożyli życie razem, pomogli jej wychować dzieci, stworzyli wspólnotę tak szczęśliwą, o jakiej się jej nie śniło. W dyskusji nad rozwodami odpowiedziała krótko: „Trzeba zawierzyć słowu Boga, a wtedy można oglądać cuda. Ja tego doświadczyłam”. ks E.S. O Panie, prawdziwie jesteś wzniosły; a jednak patrzysz łaskawie na pokornego, pyszałka zaś dostrzegasz z daleka (Ps 138, 6) Liturgia słowa ukazuje dzisiaj powołanie trzech ludzi: Izajasza, Piotra i Pawła. Powołanie Boże każdego z nich poprzedziło jakieś objawienie: Bóg, zanim powierzy człowiekowi szczególną misję, objawia się mu i daje się poznać. Wspaniałego objawienia dostąpił Izajasz: „Ujrzałem Pana, siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie” (Iz 6, 1), wokół Niego Serafini upadli na twarz w adoracji, śpiewając: „Święty, Święty, Święty jest Pan zastępów” (tamże 3). Wobec tak wielkiego majestatu i świętości Izajasz drży: czuje się bardziej niż kiedykolwiek nieczysty, niegodny, by stać w obecności Boga. Lecz kiedy słyszy głos Pana mówiącego do niego: „Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?”, nie waha się ani chwili i odpowiada: „Oto ja, poślij mnie!” (tamże 8). Nikt nie może samowolnie podjąć się misji współpracy z Bogiem; lecz jeśli Bóg go wzywa, to niegodność człowieka nie może być powodem do cofnięcia się. Całkiem inne są okoliczności ostatecznego powołania Piotra na „rybaka ludzi”. Zdarzenie nie zachodzi w świątyni jak w wypadku Izajasza, lecz nad jeziorem, w okolicznościach bardzo prostych i ludzkich, jak przystoi Bogu, który stał się człowiekiem i przyszedł dzielić życie z ludźmi. Kiedy Jezus wygłosił kazanie z lodzi Piotra, nakazuje mu zapuścić sieci. „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci” (Łk 5, 5). Jego uległość i ufność zostały nagrodzone. Zagarnęli takie mnóstwo ryb, że sieci się rwały, i napełnili nimi dwie łodzie, „tak, że się prawie zanurzały” (tamże 7). Nieprzewidziany cud ukazuje, kim jest Jezus, a Piotr, zmieszany jak Izajasz, rzuca się na kolana wołając: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (tamże 8). Wobec Boga, który się objawia, człowiek ze swej strony stwierdza własną nicość, nędzę, odczuwa głęboką potrzebę upokorzenia się. Za aktem pokory idzie wielkie wezwanie: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. Również tutaj odpowiedź jest natychmiastowa, i to nie tylko odpowiedź Piotra, lecz także jego towarzyszy: „I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli na Nim” (tamże 10–11). W drugim czytaniu Paweł mówi o swoim powołaniu na herolda tajemnicy Chrystusowej. Również jemu Chrystus ukazał się na drodze do Damaszku, a Paweł został tym niejako unicestwiony — do tego stopnia, że przez całe życie uważał się. nie tylko za ostatniego z Apostołów, lecz za „poroniony płód” (1 Kor 15, 8). Odpowiedź jednak jego była całkowita i dzięki temu mógł stwierdzić, że łaska Boża nie pozostała w nim daremna. Trzy różne powołania, lecz jednakowa postawa pokory i uległości, warunek wszelkiej odpowiedzi Bogu, który powołuje. O Boże, Ty mnie stworzyłeś dla ściśle określonej misji, powierzając mi zadanie, którego nie powierzyłeś nikomu innemu... w pewnym stopniu również i ja jestem potrzebny Twoim. boskim planom... jeśli upadnę, Ty możesz wybrać kogo innego; wiem o tym, że możesz wzbudzić z kamieni nowych synów Abrahamowi, lecz to nie przeszkadza, abym miał udział w Twoim dziele, o Boże mój, abym był ogniwem łańcucha, węzłem łączącym ludzi. Ty nie stworzyłeś mnie na próżno... Spraw, abym był posłuszny Twoim przykazaniom i służył Ci w moim powołaniu, pełniąc dobro i stając się aniołem pokoju i świadkiem prawdy, pozostając na miejscu, jakie Ty, o Panie, mi przeznaczyłeś (J. H. Newman). „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Również ja, Panie, wiem, że dla mnie panuje noc, kiedy Ty milczysz... wypuściłem jak strzałę glos mój... i jeszcze nie pochwyciłem nikogo. Wypuściłem ją w ciągu dnia; teraz czekam na Twój rozkaz: na słowo Twoje zapuszczę sieci. Albo próżna zarozumiałość, albo owocna pokora! Ci, którzy przedtem nic nie złowili, na słowo Twoje, Panie, łowią ogromną ilość ryb. To nie jest owoc wymowy ludzkiej, lecz skutek powołania niebieskiego (św. Ambroży). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
I niedziela Wielkiego Postu Pokusa stanowi okazję do podjęcia decyzji: kogo wybieram, komu zaufam, komu powierzę swoje życie. Nie zdani na pastwę złego ducha – ma on nad nami tylko tyle władzy, ile mu jej udzielimy. Kusi nas, roztacza przed nami iluzje szczęścia i radości; jednak decyzja, czy go usłuchamy, należy do nas. Dzisiejsze czytania to Dobra Nowina o tym, że jesteśmy na drodze zbawienia i że „wzywając imienia Pańskiego”, podejmując decyzję wiary, zaufania Bogu, możemy przezwyciężyć pokusy podsuwane nam przez Złego. o. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP „Jeśli jesteś Synem Bożym...” Na ogół odczytujemy i rozumiemy scenę Kuszenia tylko w kategoriach konkretnego, pojedynczego wydarzenia, którego uczestnikami byli Chrystus i szatan. Wydaje się nam, że chodzi jedynie o kwestię walki z pokusami, której przykład daje nam Jezus. Tymczasem w Ewangelii tej chodzi o coś trochę innego: nie o indywidualne pokusy, którym podlegamy, lecz o różne fałszywe obrazy Boga, które przyjmujemy w swoim umyśle i wyobraźni. Z obrazów tych rodzą się dalej różne fałszywe oczekiwania wobec tego naszego „Boga”, a gdy oczywiście nie zostają one zaspokojone, w konsekwencji powodują one pretensje i odejście od Boga w ogóle. I właśnie na tym polega owo „kuszenie”: pokusą są błędne, uproszczone wizje Boga i nasze życzenia względem Niego. Jak to wygląda w praktyce? Pierwsza pokusa to wizja Boga pt. „Stoliczku nakryj się”. Jest to Bóg do spełniania naszych rozmaitych zachcianek, Bóg na posyłki, Bóg do zapewniania nam łatwego i pewnego chleba, dostatku, poczucia bezpieczeństwa, od zaspokajania naszych codziennych, życiowych potrzeb. Co ciekawe: na ogół są to potrzeby, których spełnienie leży całkowicie w zasięgu naszych możliwości. Oczywiście, wymaga to trochę wysiłku, zapobiegliwości, organizacji pracy i czasu, ale są to czynniki całkowicie zależne od nas samych, mieszczące się w sferze doczesności. Nie wymagają więc żadnej nadzwyczajnej ingerencji Boga. Owszem, są okazją do oddania Mu chwały przez rzetelność w pracy, wdzięczność i zaufanie, ale w zasadzie jest to przedmiot naszej aktywności i to my jesteśmy za nią odpowiedziałni. Tymczasem jesteśmy skłonni właśnie od tej odpowiedzialności uciekać i przerzucać ją na Boga. Wolelibyśmy, aby to On nas wyręczał, a gdy nie chce, wtedy lubimy się na Niego obrażać. Chrystus odrzuca taką taktykę, nie chce być naszym chłopcem na posyłki. To wcale nie znaczy, ze Mu na nas nie zależy. Nie, On chce zaspokoić inne nasze potrzeby – duchowe. Te, których w żaden sposób nie jesteśmy w stanie zaspokoić sami, a nade wszystko potrzebę zbawienia. Jakie to tragiczne i paradoksalne, że w tej akurat dziedzinie, gdzie jesteśmy całkowicie zdani na Boga, próbujemy obyć się bez Niego i wolimy zbawiać się sami, we własnym zakresie. Druga pokusa jest wizją Boga pieniądza, władzy i polityki. Bóg, który osiągałby swoje cele przy pomocy sposobów z tego świata: bez angażowania naszej wiary i miłości. W miejsce tego weszłoby wszechwładne prawo, system nagród i awansów, kar, rozkazów, zależności służbowych. Każdy traktowałby Boga tak, jak się traktuje urząd skarbowy i podatki: z rutynowego obowiązku, a nie z miłości i wiary. Wszystko byłoby jasne i z góry przesądzone, przykazania Boże oczywiste i łatwe do wyegzekwowania – Bóg lub Jego policja dopilnowaliby wszystkiego, a człowiek musiałby się tylko dostosować – z braku innych możliwości. Oczywiście, szybko nauczylibyśmy się z takim „Bogiem” obchodzić, znalazłyby rozmaite sposoby i wybiegi, by wyjść na swoje. Bo Bóg bez naszej miłości i wiary byłby bezsilny – pomimo swej wszechmocy. I wreszcie trzecia wizja: Boga rozreklamowanego, oczywistego, widzialnego. Boga-idola, który nie wymagałby wiary, a tylko odpowiedniej kampanii reklamowej, by każdy sam się naocznie przekonał, że to Bóg. Wtedy nie byłoby żadnych wątpliwości, rozterek, wyborów, wahania – czyli nie byłoby wolności. Wszystko byłoby tylko kwestią reklamy. Oczywiście, szybko pojawiłaby się konkurencja innych, lepszych „Bogów”, w których moglibyśmy sobie przebierać według swego gustu i potrzeb. Chrystus wszystkie te wizje niweczy. Nie daje sobie narzucić roli wyznaczonej przez nasze ludzkie wyobrażenia i oczekiwania. Jest Bogiem takim, jakim jest i chce być. Możemy Go przyjąć bądź odrzucić, ale nie możemy Go zmienić. Co zrobisz Ty? ks.M.P. Wartość postu Jednym z poważnych błędów naszego pokolenia jest zlekceważenie postu. Przez całe wieki post był w Kościele traktowany zgodnie z Ewangelią, jako jeden z istotnych elementów życia religijnego. Chrystus w kazaniu na górze wzywa do modlitwy, jałmużny i postu. Chodzi Mu o trzy zasadnicze płaszczyzny naszego życia. O właściwy stosunek do Boga, który wyraża się w modlitwie, o właściwe odniesienie do ludzi, zawarte w jałmużnie, oraz o moc i harmonię wnętrza człowieka, którą osiąga się przez post. Post polega na umiejętności rezygnacji z rzeczy dobrej dla lepszej. Często przez post rozumiemy jedynie samą rezygnację, ale tak ustawiony post nie ma nic wspólnego z duchem Ewangelii. W szkole Chrystusa uczeń wyrzeka się pewnych wartości po to, by zachować lub osiągnąć większe. Warto pod tym kątem prześledzić pokusy, z jakimi spotkał się Chrystus kończąc post czterdziestodniowy. Szatan nie zachęcał Go do czynienia zła. Nie namawiał ani do kradzieży, ani do kłamstwa, ani do morderstwa... Radził Mu zamienić kamień w chleb — czy to coś złego? Znając się dobrze na układach tego świata, radził Mu sięgnąć po dobra materialne — czy to coś złego? Szatan wiedział, że tu na ziemi liczy się jedynie ten, kto dużo posiada. Ubogiego króla wyśmieją, wykpią, zniszczą, o czym sam Chrystus przekonał się w czasie cierniem koronowania. Święty Łukasz zaznacza, że wszystkie królestwa świata z całą ich potęgą i wspaniałością są poddane szatanowi i on może je dać, komu zechce. Chrystus zatem, już na samym początku swej działalności, miał szansę zostania królem całego świata. Mógłby nim rządzić tak, jakby chciał. Wszystko było w Jego rękach... Zrezygnował z tej oferty, mimo że cena była taka mała. Jeden pokłon. Chrystus zrezygnował z bogactwa i władzy nad światem na rzecz zachowania swej godności. On dobrze wiedział, że jest to przynęta założona na haczyk. Świat byłby wprawdzie w Jego rękach, lecz On sam znalazłby się w rękach szatana. Trzeba dobrze odczytać tę ewangeliczną scenę i jej związek z postem Jezusa. Trzeba też odkryć, że ten, kogo nie stać na rezygnację z dóbr tego świata na rzecz wartości ducha, nie ma co marzyć o wędrówce ewangeliczną drogą. Jest to droga ciągłego wyrzeczenia, droga zamiany skarbów tego świata na skarb królestwa Bożego. Wykładnikiem stopnia wyrzeczenia jest zdolność wstrzymania się w ściśle określonym czasie od spożywania pokarmów. Umiejętność zniesienia przez kilka godzin głodu świadczy o sile woli, a więc i sile ducha danego człowieka. Wielki Post to czas doskonalenia siły woli. Dla jednych jest to czas rezygnacji z papierosa, dla drugich z oglądania telewizji, a jeszcze dla innych z grymaszenia przy jedzeniu. To czas odkrywania wartości ewangelicznie rozumianego wyrzeczenia. Kto nie nauczy się z Chrystusem pościć, nie przezwycięży pokusy, nie wytrwa z Nim w dźwiganiu krzyża ani nie będzie miał udziału w Jego chwalebnym zmartwychwstaniu. W szkole Chrystusa, już w pierwszej klasie, trzeba opanować umiejętność wyrzeczenia, rezygnacji z dóbr doczesnych, wielkich i pięknych, na rzecz wartości wiecznych. Pajęcza sieć Na początku Wielkiego Postu, w formie ostrzeżenia, Kościół przypomina o niebezpieczeństwie, jakie grozi każdemu wierzącemu człowiekowi. Jest nim misternie założona sieć władcy tego świata, który za wszelką cenę chce podporządkować sobie człowieka. Ostrzeżenie to zawarte jest we fragmencie Ewangelii mówiącym o kuszeniu Jezusa. Trzeba mieć dobry wzrok i umieć przewidywać, by dostrzec fatalne konsekwencje pozornie rzecz biorąc bardzo korzystnych sugestii władcy tego świata. Gra on na czułej strunie naszego serca, która wydaje najpiękniejsze melodie, gdy człowiek coś otrzymuje na własność. W pogoni za szczęściem posiadania wielu, mimo ostrzeżeń, wchodzi w pajęczą sieć władcy tego świata, a omotani przez niego wkrótce odkrywają, że za cenę posiadanych dóbr stracili wolność. Z reguły jest już wtedy za późno. Wyrwanie się z tej sieci o własnych siłach staje się wprost niemożliwe. Pająk cieszy się zdobyczą, a człowiek jęczy w niewoli. Ponieważ jest to zasadzka przygotowana na człowieka od zarania dziejów, Bóg wskazał konkretny środek umożliwiający bezpieczne życie w pobliżu misternie zamaskowanej sieci. Wezwał do składania ofiary, czyli do dobrowolnego oddania części tego, co posiadamy, Jemu lub ludziom potrzebującym pomocy. W sercu naszym jest bowiem inna strona czuła na dobroć. Ona wypełnia nas szczęściem, gdy obdarowujemy braci. Kto umie mądrze dawać, nigdy nie wpadnie w sieć pająka obiecującego szczęście ukryte w posiadaniu. Na progu Wielkiego Postu Kościół na głowy swoich wiernych sypie popiół, chcąc im przez to przypomieć, że posiadane przez nich doczesne bogactwo razem z nimi rozsypie się w proch. Mimo iż jest to ostre ostrzeżenie, nasze kościoły w Środę Popielcową są pełne mądrych i odważnych ludzi schylających głowy i przyjmujących popiół. Już w Środę Popielcową nie trudno zauważyć, że Wielki Post to czas doskonalenia mądrości. Przez kolejne niedziele Kościół przypomina podstawowe zasady mądrego postępowania. W pierwszą zwraca uwagę na pajęczą sieć i mówi o przynętach, jakimi posługuje się władca tego świata — o pełnym talerzu, o sławie oraz o bogactwie i władzy. Pozytywnie zaś słowami Księgi Powtórzonego Prawa wzywa do złożenia Bogu ofiary. Dobrze rozumiana ofiara religijna stanowi bowiem skuteczne narzędzie zachowania wolności. Jest rzeczą znamienną, że parafie budujące lub odnawiające kościoły, składając wielkie ofiary, czy to w formie pieniędzy, czy też trudu swej pracy, cieszą się szczególnym błogosławieństwem. Dokonuje się to na zasadzie wzrostu ich mądrości. Umiejący dawać znacznie rzadziej ulegają pokusom tego świata, a serce ich wypełnia szczęście z dobrze wykorzystanego czasu, sił i pieniędzy. To samo dotyczy zaangażowania w akcję charytatywną. Jeśli ona jest rozumiana w duchu Ewangelii, zawsze pomaga w doskonaleniu wolności ducha. Już św. Hieronim w IV wieku pisał, że w poście nie chodzi o burczenie w naszych brzuchach, ale o intensywne czynienie dobra. Rezygnacja z dóbr doczesnych ma prowadzić do ubogacenia innych. Niejeden z palaczy zrezygnowałby łatwo z połowy swoich papierosów, gdyby wiedział, że z tej ofiary wyrośnie np. dom dla dzieci niepełnosprawnych lub powstanie w jego mieście szpital. Niejeden chętnie rzuciłby pieniądze do skarbony, zamiast przeznaczyć je na zakup wódki lub wina, gdyby wiedział, że ta jego ofiara przyczyni się do rozbudowy szkoły czy likwidacji uciążliwych zanieczyszczeń wody lub powietrza. To jest droga, jaką Kościół od starożytności prowadzi swoich wiernych w okresie Wielkiego Postu. Zawsze było to wezwanie do ofiary z ukazaniem konkretnego celu. Kto umie mądrze czynić dobro, potrafi budować wiekopomne dzieła wolności ludzkiego ducha, tuż obok zastawionych na niego sieci. ks.E.S. Żaden, kto wierzy w Ciebie, Panie, nie będzie zawstydzony (Rz 10, 11) Pierwsza niedziela Wielkiego Postu wprowadza chrześcijan w chwile głębokiego skupienia, na pustynię (Łk 4, 1-13), dokąd Jezus „był zaprowadzony przez Ducha”. Pustynia w Piśmie świętym jest uprzywilejowanym miejscem spotkań z Bogiem. Izrael mieszkał na pustyni czterdzieści lat. Eliasz przebywał tam czterdzieści dni, Jan Chrzciciel zaś od młodości. Jezus uświęca ten zwyczaj spędzając tam samotnie czterdzieści dni. Pustynia dla Jezusa jest jednak nie tylko miejscem samotności i zażyłości z Bogiem, lecz także miejscem najwyższej walki, „gdzie był kuszony przez diabla” (tamże 2). Szatan przedstawia Zbawicielowi mesjanizm triumfalny i pełen chwały. Dlaczego cierpieć głód? Jeśli On jest Synem Bożym, niech zmieni kamienie w chleb. Dlaczego żyć jak nędzny włóczęga na drogach Palestyny, wśród ludzi rozgoryczonych z powodu ubóstwa i ucisku politycznego? Jeżeli pokłoni się Szatanowi, otrzyma od niego królestwa i władzę. Dlaczego wystawiać się na sprzeciw kapłanów, uczonych w Prawie, przywódców ludu? Jeśli rzuci się w dół z narożnika świątyni, aniołowie poniosą Go na rękach, a wszyscy uznają Go za Mesjasza. Szatan, strącony do piekła z powodu pychy, nie może stawiać innych propozycji. Lecz Jezus, Syn Boży, który „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 7) wie dobrze, że naprawić ludzki grzech buntu i pychy może tylko jedna droga: upokorzenia, posłuszeństwa, krzyża. Ponieważ Jezus jest prawdziwym Mesjaszem, zbawi świat nie przez triumf, lecz przez cierpienie „stając się posłusznym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej” (tamże 5). Pokusy z pustyni pouczają chrześcijanina, że tam gdzie pojawiają się ambitne dążności, aspiracje do władzy, powodzenia, chwały, tam kryje się zawsze podstęp szatański. Aby zwalczyć takie poduszczenia do złego, należy trzymać się Jezusowego słowa: „Panu Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Łk 4, 8). Trzeba więc stanowczo odrzucić jakąkolwiek pokusę, która by nas odwracała od uznania Boga, jedynego Pana, i od Jego służby. Pojęcie wierności względem Boga rozwijają dwa pierwsze czytania z dzisiejszego dnia. Pierwsze (Pwt 26, 4-10) przedstawia wyznanie wiary dawnego ludu Bożego, drugie zaś (Rz 10, 8-13) — nowego ludu. Przyszedłszy do ziemi obiecanej, każdy Żyd miał składać Bogu pierwociny swoich zbiorów, odmawiając modlitwę, która streszczała historie Izraela w trzech punktach: wyboru patriarchów i przodków licznego narodu, wzrostu ludu w Egipcie i wyjścia przez pustynie zakończonego darem ziemi obiecanej. W ten sposób pobożny izraelita ożywiał swoją wiarę w Boga ojców, okazywał Mu wdzięczność za otrzymane dobrodziejstwa, a także przywiązanie i wolę służenia Mu. Było to pewnego rodzaju „wierzę” wyrażone słowem i życiem. Podobnie, chociaż w innym kontekście, wzywa chrześcijanina do wyznania swej wiary św. Paweł: „Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie” (Rz 10, 9). Apostoł zwraca uwagę na dwie rzeczy: wierzyć, że Jezus jest Panem, i wierzyć w Jego zmartwychwstanie. Wiara wymaga dwóch aktów: wewnętrznego — czyli przylgnięcia umysłem i sercem do Chrystusa — który usprawiedliwia człowieka; oraz zewnętrznego — to jest jawnego wyznania wiary — bądź to przez modlitwę liturgiczną, bądź to przed światem wyznając Chrystusa, jak to uczynili męczennicy. Kto opiera się na Jezusie, nie powinien się lękać, albowiem „żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony” (tamże 11) i w Jego imię zwycięży w każdej walce. O Panie Jezu, kiedy miałeś rozpocząć życie publiczne, udałeś się na pustynie; pociągnij tu wszystkich ludzi do skupienia, będącego początkiem nawrócenia i zbawienia. Odrywając się od domu nazaretańskiego i od Najsłodszej Matki swojej, chciałeś doświadczyć samotności, bezsenności, głodu; kusicielowi wzywającemu Cię, abyś próbował czynić cuda, odpowiedziałeś stanowczością słowa wiecznego, które jest cudem łaski niebieskiej. Czas Wielkiego Postu! O Panie! nie dozwól, nic dozwól, abyśmy biegli do cystern popękanych (Jr 2, 13), czy naśladowali sługę niewiernego i panny nieroztropne; nie dozwól, aby używanie dóbr ziemskich znieczuliło nasze serce na płacz ubogich, chorych, sierot, niezliczonych naszych braci, którzy dotąd nie mają tego, co konieczne, by się posilić, ani czym się okryć, nie mają dla swych rodzin dachu nad głową (Jan XXIII). O Jezu, wierzymy Twojej miłości i dobroci; wierzymy, że jesteś naszym Zbawicielem i możesz to, co dla innych jest niedostępne, niemożliwe. Wierzymy, że jesteś światłością, prawdą i życiem; pragniemy tylko jednego: trwać w zjednoczeniu z Tobą, być nie tylko chrześcijanami z imienia, lecz apostołami z przekonania, szaleńcami wiary (Paweł VI). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkow