obraz

Forum Betania » Forum Ewangelizacyjne » Homilie na niedziele i święta

Forum Ewangelizacyjne · Homilie na niedziele i święta 7 lat temu

"Paś owce moje" Wydarzenie, które zadecydowało o roli św. Piotra w Kościele, rozegrało się nad brzegiem jeziora Genezaret. Kilkanaście dni po zmartwychwstaniu Szymon zalazł się na tym samym miejscu, w którym po raz pierwszy spotkał Mistrza z Nazaretu. Na tym miejscu, na którym usłyszał Jego wezwanie: „Pójdź za Mną! Odtąd ludzi będziesz łowił”. Od tego pierwszego spotkania upłynęło sporo czasu i wydarzyło się wiele. Przecież to Piotr szedł za Jezusem w Wielki Czwartek. Trzykrotnie zaparł się Go na dziedzińcu arcykapłana. Załamał się. Nie poszedł pod krzyż w Wielki Piątek. A teraz Zmartwychwstały czeka na niego na tym samym miejscu, aby naprawić to, co apostoł zepsuł w Wielki Czwartek. Trzy razy się zaparł, mówiąc: „Nie znam tego Człowieka!”.A teraz Chrystus trzy razy go pyta: „Czy ty Mnie kochasz?”. Nikomu innemu nie postawił tego pytania. „Czy ty Mnie kochasz więcej niż ci?”. A obok stali inni apostołowie, a wśród nich Jan, który nie tylko się nie zaparł, ale wędrował za Mistrzem aż na szczyt Golgoty, podtrzymując Jego Matkę. Był to bardzo trudny egzamin dla Piotra. Ale też wielkie było zadanie, które Mistrz chciał mu powierzyć. Piotr trzykrotnie odpowiadał: „Tak, Panie,Ty wiesz, że Cię kocham”. Już nie zapewniał o swej wierności jak w Wieczerniku. Teraz był pewien, że Chrystus wszystko wie, tak jak wszystko wiedział, gdy w czasie świętej uczty zapowiadał: „Zanim kurdwakroćzapieje, trzykroć się Mnie zaprzesz”. „Ty wiesz, że Cię kocham!” Gdy Jezus to usłyszał, oficjalnie i uroczyście powtórzył Piotrowi te same słowa, które wypowiedział na samym początku: „Pójdź za Mną!”. Oto ponowne powołanie Piotra. Pójdzie on za Mistrzem wiernie do końca, pamiętając o bolesnych lekcjach, które już miał za sobą. Pójdzie aż na Wzgórze Watykańskie, by świadczyć o Mistrzu i o swej miłości do Niego. Tam zobaczy pal i belkę swojego krzyża. Tam podzieli los swojego Pana. W historii Piotra jest coś z tajemnicy naszego życia. Wcześniej czy później Chrystus, powierzając nam trudne zadanie, zapyta: „Czy kochasz Mnie?”. Zaczeka na naszą odpowiedź. Trzeba być przygotowanym na ten moment. Wówczas odpowiedź będzie łatwa. To przygotowanie trwa. Czasem przez trudne życie; bywa, że również przez upadki. Jeśli jednak nieustannie doskonalimy miłość do Boga i ludzi, nawet upadki nie są w stanie jej zniszczyć. Nawet grzechy nie potrafią zniszczyć zaufania, jakim Bóg nas darzy, bo On nas kocha i czeka na nasze wyznanie miłości. W dziejach Piotra została ukazana potęga zła i ogrom słabości, z którą mamy do czynienia w Kościele. Piotrowi na początku jego misji Jezus powiedział: Musisz pamiętać, że najważniejsza jest miłość, jaką Mnie darzysz, i miłość, z jaką podejdziesz do moich owiec. „Paś”, a nie wykorzystuj, nie rań, nie nakładaj ciężarów, nie niszcz, nie gorsz! „Paś owce moje!” Nie zapomnij, że są moje! Nie twoje – moje! Nie jesteś ich właścicielem. To nie twoja owczarnia. Jesteś tylko najętym pasterzem moich owiec. Owczarnia Chrystusa to dom rodzinny. Każdej matce, każdemu ojcu Jezus stawia pytanie: „Czy kochasz Mnie?”. A jeśli usłyszy odpowiedź: „Tak, Panie”, powierza im swe owce i mówi: „Paś owce moje”. Dzieci nie są własnością rodziców. Są własnością Boga. On tylko na kilkanaście lat oddał je w ich ręce, aby troszczyli się o ich życie. Odpowiedzialność wielka. Parafia to owczarnia Jezusa, a kapłan w niej to pasterz odpowiedzialny za życie duchowe Chrystusowych owiec. Kościół to owczarnia oparta na prawie miłości pasterzy do Chrystusa i Jego owiec. O nieustanne doskonalenie tej miłości należy się modlić, i to często. ks. E. Staniek
V niedziela Wielkiego Postu Na świecie ciągle zbyt wielu jest tych, którzy potępiają, a także zbyt wielu obojętnych i pobłażliwych. I wciąż za mało jest ludzi prawdziwie miłosiernych. Jeśli zajmujesz się sądzeniem innych, to znaczy, że zapominasz o tym, iż sam jesteś grzesznikiem. Zapomniałeś, że Jezus przychodzi nie do tych, którzy potępiają, ale do tych, którzy są grzeszni. Szkoda czasu i energii na porównywanie się z innymi, na sądzenie ich. A przede wszystkim szkoda nie skorzystać z łaski przebaczenia, którą Bóg każdego dnia chce nas obdarzać. o. P.C.OP & Ł.K.OP „ Kto z was jest bez grzechu?” Chyba w żadnym innym fragmencie Ewangelii, nie ma tak dobitnej i jednoznacznej konfrontacji Bożego i ludzkiego sposobu myślenia o grzechu. I chyba żaden inny fragment nie jest dla nas tak pouczający, jak ten. Zawiera on niejako podsumowanie i streszczenie całej Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny o przebaczeniu i miłości Boga. Jest żywą i naoczną ilustracją nauki Chrystusa. A zatem jakie wnioski dla siebie powinniśmy wyciągnąć z tej lekcji? Najprostszy wniosek, niejednokrotnie zapisany w Ewangelii, to: nie potępiaj, a nie będziesz potępiony! To zadziwiające, z jakim uporem i gorliwością lubimy zwalczać grzechy u innych. Gdybyśmy choć jeden procent tej energii wykorzystali sami dla siebie, dla usunięcia swoich wad i pracy nad swoim charakterem, dawno już bylibyśmy święci. Bo po pierwsze: nikt tak dobrze jak my sami nie zna naszych wad; po drugie: nikt inny nie ma takiego wpływu na nas, jak my sami; po trzecie: do nikogo nie mamy takiego zaufania, jak do siebie samych. A więc optymalne warunki, aby coś ze sobą zrobić! My tymczasem zostawiamy siebie na boku, a zajmujemy się innymi. Czyżby aż tak heroiczny był nasz altruizm i szlachetność? Obawiam się, że chyba nie. To nie bezinteresowna troska o innych nami kieruje, lecz raczej bardzo sprytnie zakamuflowany mechanizm obronny, zwany popularnie obłudą, a w języku psychologii – projekcją. Polega on na tym, że przypisujemy innym swoje własne winy i przywary, aby w ten sposób odwrócić uwagę od siebie. Walczymy z cudzym grzechem, aby zdyspensować się od walki ze swoim. Potępiamy i surowo piętnujemy innych, aby samemu wydać się lepszym. Oczywiście, cały czas jesteśmy przekonani o swych szlachetnych motywach i ani przez myśl nam nie przejdzie, że wyrządzamy komuś olbrzymią krzywdę. Zarazem czujemy się podniesieni na duchu i usatysfakcjonowani, że tak surowo potępiając cudzy grzech, zadośćczynimy tym samym za swój. Przypisujemy sobie nawet nie lada zasługę z tego powodu: wszak jesteśmy gorliwymi stróżami moralności! Chrystus jest jednak innego zdania. Czyżby był On mniej czuły na zło, bardziej pobłażliwy i obojętny? Nie, na pewno nie! Ale Chrystus nie cierpi obłudy, bo ona najskuteczniej zamyka człowiekowi drogę do nawrócenia. A za tą rzekomą szlachetną gorliwością kryje się tylko obłuda. Czy faktycznie faryzeuszów najbardziej bolał grzech tej kobiety? Czy to z jej powodu tak cierpieli? Rzecz jasna, że nie. W ich tonie nie ma ani jednej nutki żalu czy bólu, tylko złośliwa satysfakcja, połączona w dodatku z agresją i nienawiścią, i to nie przeciwko samemu grzechowi, lecz przeciw człowiekowi, który grzeszy. To jest ich ból, ich wyrzut sumienia, który kole niczym cierń w oku. Jedynie Chrystus umiał okazać współczucie i tylko On, z miłości, był gotów zapłacić cenę za ten grzech. Tylko On miał na celu dobro owej kobiety: innym zależało jedynie na tym, aby się popisać swoją rzekomą sprawiedliwością; Jemu, aby ją ratować. Cóż, nic, tylko wyciągać wnioski i uczyć się! Bo i my często jesteśmy podobni do tych faryzeuszów. Uzurpujemy sobie prawo do osądzania i potępiania innych, do ferowania i wykonywania wyroków, do taniego moralizowania i pouczania, jak należy żyć. Najpierw nauczmy się kochać, potem pokutować i nawracać się ze swoich grzechów, potem pokutować i zadośćczynić za grzechy innych, a dopiero na końcu osądzajmy i pouczajmy. Będziemy to wtedy robić z pokorą i miłością. Bez tego – ani rusz! ks. M.P. „Ja ciebie nie potępiam” Istnieją dwie formy samousprawiedliwienia. Jedna polega na zaciekłej obronie ludzi, którzy popełnili zło. Kto za wszelką cenę chce obronić i wytłumaczyć Judasza, szuka w tym usprawiedliwienia dla siebie. Rozumowanie jest takie: Jeśli można dać rozgrzeszenie Judaszowi z tak wielkiego grzechu, to i ja z moimi znacznie mniejszymi na pewno je otrzymam. Usprawiedliwianie innych jest jedną z form usprawiedliwiania siebie. Rzecz jasna, nikt się nie przyzna, nawet przed sobą, że usprawiedliwianie ludzi złych — warunkami życia, wpływami środowiska, wrodzonymi skłonnościami — stanowi próbę usprawiedliwiania siebie. Dokładniejsza jednak obserwacja człowieka łatwo rozgrzeszającego wszystkich, ujawnia z reguły tkwiącą w nim podświadomą potrzebę samousprawiedliwienia. Druga forma samousprawiedliwienia polega na wręcz odwrotnym zachowaniu. To kamienowanie ludzi złych, bezwzględne oskarżanie i domaganie się wielkiej kary dla tego, kto zło popełnił. Takim ludziom się wydaje, że jeśli publicznie atakują błędy czy grzechy innych, to sami są od nich wolni. Występując jako stróże porządku moralnego uchylają podejrzenie, że sami ten porządek naruszają. Ci, którzy głośno oskarżają winnych, najczęściej sami popełniają grzechy innej kategorii. Ten, kto chce kamienować złodzieja, sam żyje w cudzołóstwie, a kto chce kamienować cudzołożnika, sam jest donosicielem. Broniąc głośno norm moralnych, stara się ukryć swoje świństwa. Droga, którą ukazuje Chrystus, wiedzie środkiem. Ani nie chce, byśmy usprawiedliwiali grzeszników, bo to należy do Boga a nie do nas, ani nie chce, byśmy ich potępiali. Tylko bezgrzeszny człowiek mógłby wydać sprawiedliwy wyrok na grzesznika. „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” /J 8, 7/. Każda forma samousprawiedliwienia jest niewłaściwa. W pierwszej człowiek stopniowo utwierdza siebie w złu. Nie szuka środków, by pomóc drugiemu. Usprawiedliwianie jego postępowania nie jest żadną pomocą, jest krzywdą. Pomoc jest wówczas, gdy człowiek porzuca grzech, wchodzi na drogę dobra. Trzeba mu podać rękę i wyciągnąć z bagna, w którym tonie, a nie usprawiedliwiać jego fałszywego kroku, pogrążając się razem z nim w grzęzawisku. W drugim wypadku człowiek niszcząc winnego, niszczy swoje własne serce. Kamienie, które uderzają w drugiego człowieka, zawsze ranią serce tego, kto je rzuca. Prawo uderzenia w człowieka ma Bóg. Jezus przypomina oskarżycielom tę prawdę. Winni wpierw spojrzeć w swoje własne serce. On, jedyny sprawiedliwy, który mógł ukarać cudzołożnicę, nie potępia jej, lecz odsyła z upomnieniem pełnym miłości: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” /J 8, 11/. Dostrzegł jej grzech, lecz podał rękę, wydobył z grzęzawiska, wyrwał z rąk uzbrojonych w kamienie i odesłał wolną. Warto w tej ewangelicznej scenie zwrócić uwagę jeszcze na jedno. Usprawiedliwienia u Boga nie uzyskuje się przez tłumaczenie. Ludzie sądzą, że potrafią się przed Bogiem wytłumaczyć z wielu grzechów — różnymi okolicznościami, sytuacją, skłonnościami itp. To wielka pomyłka. Bóg usprawiedliwia jedynie tych, którzy mają odwagę przyznać się do winy i prosić o przebaczenie. Naszego tłumaczenia Bóg na nic nie potrzebuje. On wszystko zna doskonale. On potrzebuje uznania winy, naszego żalu. Nie ma co wybierać się do Boga z tłumaczeniem. Kobieta się nie tłumaczyła. Stała w poczuciu winy. Oskarżali ją inni. Chrystus przyjął jej milczące wyznanie winy i przebaczył. Dwie grzeszne kobiety Ewangeliści dość szczegółowo przedstawiają dwa spotkania Chrystusa z kobietami, które przez grzech zniszczyły swą kobiecą godność. Św. Łukasz mówi o jawnogrzesznicy, czyli o kobiecie uprawiającej prostytucję. Przybyła ona do Jezusa w imię miłości. Znalazła się przy Jego stopach, które całowała, obmywała łzami, namaszczała oliwą. Była świadoma wielkości swej nędzy i zniszczonej miłości. Zestawiła swoje serce, rozbite jak drogocenny kryształ, z Jego sercem bez skazy i czekała na gest przebaczenia. Piękny obraz kobiety nawróconej. Miała już dość grzechu, szukała życia w promieniach autentycznej miłości. Potępiona przez otoczenie znalazła obrońcę w Jezusie. Odpuszczono jej liczne grzechy, bo wielce umiłowała. Scena wzruszająca, piękna. Jezus przebacza upadłej kobiecie i otwiera przed nią perspektywę nowego życia, wiarę w możliwość odbudowy zniszczonego serca, tak by ono mogło kochać miłością czystą zarówno Boga, jak i człowieka. Drugi obraz przekazał św. Jan. Wspomniana przez niego kobieta nie była jawnogrzesznicą. Została pochwycona na cudzołóstwie. Czyli albo jako żona sięgnęła po innego mężczyznę, albo jako wolna zgodziła się na grzech z żonatym. Według Prawa Mojżesza czekała ją za ten czyn śmierć. Znalazła się w rękach oprawców. Ci jednak, zanim ją ukamienują, chcą znaleźć powód do oskarżenia Jezusa. Tak więc, zupełnie przypadkowo, niedobrowolnie, jako więzień stróżów Prawa, tuż przed wykonaniem wyroku śmierci kobieta ta stanęła przed Chrystusem. Oprawcom chodziło o to, by Jezus podpisał się pod wyrokiem, jaki chcieli wykonać, może nawet na Jego oczach. Dla Jezusa sprawa była trudna. Autorytet Mojżesza był niepodważalny. Sam wielokrotnie się na niego powoływał. Odmówienie podpisania wyroku wydanego przez Mojżesza było równoznaczne z naruszeniem Prawa, a więc wejściem w konflikt z Prawem, co kończyło się tak jak w wypadku kobiety pochwyconej na grzechu. Jezus nie chciał podpisać tego wyroku. A udało Mu się to tylko dlatego, że postawił wszystkich w stan oskarżenia i upoważnił do jego wykonania tylko tego, kto nigdy nie naruszył Prawa. W ten sposób nie podważył autorytetu Mojżesza, tylko udowodnił, że nie ma wykonawcy wyroku. Oskarżona kobieta niewiele mówiła. Decydując się na grzech, ryzykowała śmierć i wiedziała, że skoro ją schwytano, już nikt jej od niej nie ocali. Zapytana przez Jezusa: „Nikt cię nie potępił?”. Odrzekła: „Nikt, Panie!”. W odpowiedzi usłyszała słowa ułaskawienia i krótkie wezwanie: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!”. Ona nie przybyła do Jezusa po przebaczenie, nie odkryła jeszcze tego co jawnogrzesznica, że grzech niszczy jej godność. Stąd też Jezus nie mówi z nią o przebaczeniu. Skoro nie żałowała, to nie podjął tego tematu. Ocalił jej życie doczesne i wezwał, by zerwała z grzechem, i to natychmiast, „od tej chwili”. Z grzechem skutecznie można zerwać tylko natychmiast, nie można tego odkładać do jutra. Dwa obrazy. Postawa mężczyzn w jednym i drugim jest daleka od zrozumienia kobiety. Na jedną patrzą jak na prostytutkę, z pogardą, na drugą jako na cel kamieni, które mają w ręce. Tylko Jezus staje w obronie miłości tej, która miłość zniszczyła oddając się w ręce wielu mężczyzn, i w obronie życia tej, która sięgając po grzeszną miłość naraziła się na śmierć. Ciągle bardzo mało tej Chrystusowej postawy jest w naszych odniesieniach. Wychować kobiety, by umiały szanować swoją godność jako skarb cenniejszy niż życie, i wychować mężczyzn, by szanowali kobietę i bogactwo jej serca, to trudna sprawa. Jak daleko jesteśmy od właściwej postawy, świadczą najlepiej wzajemne oskarżenia. Kobiety oskarżają mężczyzn o to, że ich nie szanują, a mężczyźni oskarżają kobiety o to, że same się narzucają. Jeszcze smutniejszym jest fakt, że jedna kobieta nie umie szanować drugiej kobiety. Najprawdopodobniej naprawienie wzajemnej harmonii między mężczyzną a kobietą jest uzależnione od naprawienia wzajemnych odniesień kobiet do siebie i mężczyzn do siebie. Trzeba na nowo odkryć godność kobiety i same kobiety solidarnie muszą stanąć na jej straży. Wtedy i mężczyźni łatwiej dostrzegą wielkość tego skarbu. Jan Paweł II niedawno opublikował bardzo ciekawy list o godności kobiety. Warto ten dokument uważnie przeczytać. Papież w duchu Chrystusa staje w obronie kobiety i miłości do niej. ks.E.S. Panie, wielkodusznie postąpiłeś z nami (Ps 126,3) Liturgia słowa zachęca nas dzisiaj do rozważania bliskiej już Paschy pod kątem uwolnienia od grzechu. Chrystus wysłużył je raz na zawsze dla wszystkich, lecz uwolnienie to musi się dokonać jeszcze dla każdego człowieka, co więcej, musi się ciągle powtarzać i odnawiać, ponieważ ludzie przez całe życie są narażeni na upadki i nikt nie może uważać się za bezgrzesznego. Bóg uczynił kiedyś wiele cudów, by wyprowadzić naród wybrany z niewoli egipskiej, i obiecuje mu nowe, jeszcze większe, by go uwolnić z niewoli babilońskiej (I czytanie). „Oto Ja dokonuję rzeczy nowej... Otworzę drogę na pustyni, dostarczę rzek na pustkowiu, aby napoić mój lud wybrany” (Iz 43, 19-20). Proroctwo wznosząc się ponad historyczne koleje Izraela oświeca przyszłość mesjańską, kiedy Bóg dokona dla nowego Izraela — Kościoła — rzeczy całkiem nowych. Nie chodzi tu o sprawy materialne, lecz o Jego Jednorodzonego Syna, którego dał światu, aby był „drogą” zbawienia; nie o wodę orzeźwiającą spalone gardła, lecz o żywą wodę łaski płynącej z ofiary Chrystusa na oczyszczenie człowieka z grzechu i na zaspokojenie jego pragnienia nieskończoności. Te nową perspektywy ukazuje wyraziście zdarzenie ewangeliczne z kobietą cudzołożną, którą przyprowadzono do Jezusa, aby ją osądził. „Nauczycielu, niewiastę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” (J 8, 4). Lecz Zbawiciel czyni coś zgoła nowego, czego stare prawo nie brało pod uwagę. Nie ogłasza wyroku, ale po chwili milczenia, pełnej napięcia wskutek wyczekiwania oskarżycieli i oskarżonej, odpowiada po prostu: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (tamże 7). Wszyscy ludzie są grzesznikami, nikt przeto nie ma prawa stawać się sędzią drugich. Ma je tylko jeden, Najniewinniejszy, Pan; lecz również i On nie korzysta z niego, ale posługuje się raczej swoją władzą Zbawiciela: „Nikt cię nie potępił?... i Ja ciebie nie potępiam. — Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (tamże 10—11). Tylko Chrystus, który przyszedł oddać życie za zbawienie grzeszników, może uwolnić niewiastę od grzechu i powiedzieć jej: „Nie grzesz już”. Słowo Jego niesie z sobą łaskę płynącą z Jego ofiary. W sakramencie pokuty ponawia się dla każdego wierzącego gest uwalniający, jakim Chrystus udziela człowiekowi łaski, aby mógł walczyć z grzechem i „nie grzeszyć już”. Drugie czytanie pomaga pogłębić te rozważania. Św. Paweł, który poświęcił tradycje, kulturę, sposób życia wiążące go z własnym narodem, uważa te rzeczy „za śmieci, byleby pozyskał Chrystusa” (Flp 3, 8), i zachęca chrześcijan, aby dla tego samego celu wyrzekli się wszystkiego, co nie prowadzi do Pana, co Mu się sprzeciwia. Oto droga, aby uwolnić się całkowicie od grzechu i stopniowo stawać się podobnym do Chrystusa aż do „upodobnienia się do Jego śmierci, a potem także do Jego zmartwychwstania” (tamże 10, 11). Droga ta wymaga wciąż nowych zwycięstw i stałego wyzwalania się, by przylgnąć ściślej do Chrystusa. Nikt nie może myśleć, że „osiągnął metę”, lecz winien biec, „aby ją zdobyć”: by zdobyć Chrystusa, jak i sam został zdobyty przez Niego (tamże 12). Dzięki Ci zawsze i wszędzie, Panie, Ojcze święty, wszechmogący i wieczny Boże, przez Chrystusa naszego Pana. Zbliżają się dni Jego zbawczej męki i chwalebnego Zmartwychwstania. Dni, w których obchodzimy zwycięstwo Chrystusa nad złym duchem i misterium naszego odkupienia. Cały świat zbawiony przez mękę Twojego Syna może wychwalać Twoją wielkość. Przez krzyż objawia się sąd nad światem i potęga Chrystusa ukrzyżowanego (Mszał Polski: 2. prefacja o Męce Pańskiej). O mój Jezu, co uczyniłem! Jak mogłem opuścić Cię i wzgardzić Tobą? zapomnieć Twego imienia, podeptać Twoje prawo, przekroczyć przykazania? O Boże mój, Stworzycielu mój! Zbawicielu mój, życic i wszystko moje dobro! O ja nieszczęśliwy, nędzny; nieszczęśliwy, bo zgrzeszyłem... bo stałem się jak nierozumne zwierzę! Jezu mój, miłościwy pasterzu, słodki Mistrzu, przyjdź mi z pomocą, podnieś swoją upadłą owieczkę, wyciągnij rękę i podtrzymaj mnie, zgładź moje grzechy, ulecz rany, umocnij słabość, zbaw mnie, bo inaczej zginę. Wyznaję, że jestem niegodny żyć, niegodny światła, niegodny Twojej pomocy... jednak Twoje miłosierdzie jest niezmierzone; zlituj się nade mną, o Boże, co tak miłujesz ludzi! Moja jedyna nadziejo, zlituj się nade mną według wielkiego miłosierdzia Twego (bł. Ludwik Blozjusz). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Niedziela Palmowa Niedziela Palmowa wprowadza nas w tajemnicę Wielkiego Tygodnia. Tak jak Jezus wszedł do Jerozolimy, tak przychodzi dziś do każdego z nas. On nie przyszedł, aby zbawić tłum, ale każdego człowieka. Wjeżdża do Jerozolimy na oślęciu, które symbolizuje pokój i łagodność. Śmierć, zło i grzech zostaną pokonane nie „duchem siły”, lecz siłą Ducha. Stoimy w tłumie, który zwraca się do Jezusa – od słów: „Hosanna”, po słowa: „Na krzyż z Nim!”. Prośmy dziś o łaskę, abyśmy w nadchodzącym czasie przeżyli z Jezusem szczery żal z powodu naszej nieprawości po to, by przeżyć prawdziwą radość z powodu nowego życia, które ofiaruje nam zmartwychwstały Pan. o. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP „Na krzyż!” Ponieważ trudno jest ogarnąć myślą i wyobraźnią całą Mękę Chrystusa, dlatego skupmy się tym razem na jednym aspekcie: na sądzie nad Jezusem i postawą osób, które przyczyniły się do Jego skazania. Przypatrzmy się uważniej arcykapłanom, uczonym w Piśmie, Piłatowi, Herodowi i tłumom ludu. To ich zmowa i nienawiść doprowadziły do ukrzyżowania Pana. Każdy z nich, w mniejszym czy większym stopniu jest za to odpowiedzialny. A może i my także? Motorem całej tej sprawy – rozjuszania nienawiści, oskarżenia, podburzania tłumu, lęku Piłata – byli faryzeusze i uczeni w Piśmie. Była to swego rodzaju elita polityczno-religijna ówczesnego Izraela. Nie sprawowali oni bezpośrednio władzy – ta należała do Wysokiej Rady, ale mieli wielki wpływ na decyzje, które tam zapadały i na opinię publiczną. To faryzeusze, wsparci autorytetem uczonych w Piśmie, rozpętali kampanię nienawiści przeciwko Jezusowi. Powodem była ich pycha, żądza władzy i zadufanie w sobie. Byli to ludzie bardzo religijni i gorliwi, ale ich religijność nie była wiarą, lecz sposobem na wygodne życie. Jest to bardzo istotne i aktualne rozróżnienie. Wiara jest relacją między człowiekiem a Bogiem, w której człowiek ufnie poddaje się Bogu i pozwala Mu się prowadzić. Religijność to relacja między człowiekiem a innymi ludźmi, w której wykorzystuje się instrumentalnie Boga i mówienie o Nim, dla osiągnięcia swoich przyziemnych celów. Dla faryzeuszów sprawowanie duchowej władzy, rządu dusz, było ważniejsze niż pełnienie woli Bożej. Wszystko, co stanęło na przeszkodzie temu celowi, należało zniszczyć, nawet Boga. Każdy środek był do tego dobry: kłamstwo, oszczerstwa, przekupstwo, szantaż, propaganda, manipulacja tłumami. A wszystko w przekonaniu, że służy się dobrej sprawie – swojej władzy, która jest rzekomym wybawieniem dla mas. I nie byli oni wcale ostatnimi w historii. Inaczej przedstawia się sytuacja Piłata i Heroda. Ich władza była bezsprzeczna, potwierdzona autorytetem prawa i siły. Nie musieli uciekać się do podstępów, aby przeforsować swoje zdanie. Ich słowo miało moc ustawy, mogli samodzielnie decydować o faktach. ale nikt z nich nie wykorzystał swej władzy w dobrej sprawie. Piłat doskonale zdawał sobie sprawę z niewinności Jezusa i z gry faryzeuszów. Dał temu głośne i jednoznaczne świadectwo, ale zabrakło mu odwagi, aby swego zdania bronić przed atakami faryzeuszów i tłumów. Po prostu: stchórzył i skapitulował, dla świętego spokoju ustąpił. Być może uważał, że życie jednego człowieka jest za małą stawką, aby się męczyć lub narażać? Łatwiej jest zrobić wyjątek dla swoich zasad, przymknąć oko na niesprawiedliwość i ukrzyżować człowieka, niż opierać się naciskom fanatycznie i wrogo usposobionych prominentów, których wpływy mogą się kiedyś przydać. W ten sposób w całej historii ludzkości przegrano, czy raczej poświęcono albo sprzedano, wiele słusznych spraw. A tłumy? Właśnie: tłumy. Istotą tłumu jest to, że każdy, kto się w nim znajduje, wyrzeka się swej indywidualności i samodzielnego myślenia, rezygnuje ze swej osobistej wolności, godności, praw, zrzeka się odpowiedzialności, nie chce być sobą – za cenę kromki chleba lub igrzysk. Niech się dzieje, co chce, albo co chcą, ja się zgadzam, jeśli inni też. Także i ta postawa przewija się przez wszystkie wieki. Kto ponosi odpowiedzialność za śmierć Chrystusa? A może ja też? ks. Mariusz Pohl Nic z tryumfalizmu Niedziela Palmowa zmusza chrześcijanina do rachunku sumienia z podejścia do sukcesów doczesnych. Chrystus świadomie zrezygnował z jakiejkolwiek formy publicznego świętowania sukcesów. Wjazd do Jerozolimy nie miał nic z tryumfalizmu. Wkraczał Król Pokoju — ale nie dokonał tego ani na wielbłądzie, ani na koniu, ani w powozie. Nie towarzyszyła Mu armia. Nie miał straży ani dworu. Jechał na ośle, i to pożyczonym. To mniej więcej tak, jakby dziś jechał na rowerze, i to nie swoim... Jezus wyraźnie zakpił z tryumfalnego wjazdu Mesjasza do stolicy. Nie na taki tryumf czekali Żydzi. Nie na taki! Owacje ludzi były autentyczne. Łukasz zaznaczył, że był to tłum uczniów wielbiących Boga za cuda, jakie widzieli. Ale za pięć dni nie pozostanie po nich ani śladu. Inny tłum zgromadzony przez mających władzę będzie wołał: „Ukrzyżuj Go!”. W człowieku istnieje ciągle pokusa odnoszenia sukcesów i chwalenia się nimi. W świecie sukces się liczy i dlatego trwa zacięta rywalizacja o tryumf. Chrystus świadomie zrezygnował z sukcesu i zajął miejsce ostatnie. Ta rezygnacja to konsekwencja przyjęcia przez Niego dobrowolnego ubóstwa jako jedynej drogi prowadzącej do prawdziwego szczęścia. Jezus znał potęgę pokusy zawartej w sukcesie. Wiedział, jak łatwo ulegają jej ludzie odpowiedzialni za życie religijne. Był świadkiem tryumfalizmu w wydaniu arcykapłanów, uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Stąd sam uczynił wszystko, by odrzucić tę pokusę, a uczniom dać przykład ewangelicznego podejścia do przeżywania dni tryumfu. Wchodząc w tajemnicę Wielkiego Tygodnia trzeba pamiętać, że jest to tajemnica klęski Chrystusa. Z punktu widzenia doczesności Jezus w Wielki Piątek ponosi całkowitą klęskę. Zdradzony przez ucznia, opuszczony przez Apostołów, wyśmiany publicznie na dworze Heroda, przegrywający licytację z mordercą Barabaszem, razem z łotrami przybity do krzyża... Klęska, wielka klęska. Tryumf Wielkiej Niedzieli nie należy już do porządku doczesnego. Nie ma też nic wspólnego z manifestacją siły, przewagi nad tymi, którzy Go zniszczyli. Zmartwychwstały Chrystus nie rywalizuje z potęgami dzierżącymi władzę na ziemi. Jego królestwo nie jest z tego świata i Jego tryumf również nie należy do tego porządku. Trzeba dostrzec tę Chrystusową rezygnację z tryumfalizmu, bo ona należy do istotnych wartości Ewangelii. Trzeba też w świetle ubogiego wjazdu Chrystusa na pożyczonym ośle do Jerozolimy spojrzeć na tryumfalizm naszych uroczystości chrzcielnych, pierwszokomunijnych, weselnych, pogrzebowych, parafialnych... Niedziela Palmowa uczy przede wszystkim ewangelicznej pokory. Nie uciekać od krzyża Ojciec, wracając od rzeźbiarza, niósł metrowej wysokości krzyż. Obok niego, naciągając nogi, kroczył jego sześcioletni synek. Zmierzali do swego niewielkiego domku, który wybudowali pod lasem, mając na uwadze rodzinny odpoczynek w czasie wakacji i ferii. Obserwował ich sąsiad, który na drugiej działce wykończył już swój domek i cieszył się perspektywą wygodnego i beztroskiego życia z dala od wielkiego miasta. Kiedy przechodzili obok niego, zdziwiony zapytał: „A po cóż tak wielki krzyż niesiesz do domu?”. Ojciec odpowiedział: „Bo jeśli go nie wniosę, to sam przyjdzie”. Ot, krótka sąsiedzka wymiana zdań, o której się szybko zapomina. Upłynęło kilka miesięcy. Pogotowie odwiozło sąsiada wprost na stół operacyjny. Wtedy mały synek przypomniał wypowiedziane słowa: „Tato, miałeś rację. Sąsiad nie wniósł krzyża do domu, to krzyż sam do niego przyszedł”. To wydarzenie mówi o dwu postawach wobec nieszczęścia. Jedna to postawa zamkniętych oczu, ucieczka w iluzję, tęsknoty za możliwością życia bez cierpienia. Postawa częsta, ale i tragiczna, bo zawsze kończy się wielkim rozczarowaniem. Na ziemi nie da się stworzyć szczęśliwego domu, do którego nie ma wejścia cierpienie. Jeśli jednak jawi się ono jako nieproszony gość, zwiastuje rozpacz. Druga postawa jest otwarta na przyjęcie krzyża i złączenia go z codziennym życiem. To umiejętność budowania szczęśliwego domu, w którym jest miejsce na cierpienie. Wówczas ono nie stanowi zaskoczenia, ale gdy przyjdzie, jest traktowane jako gość honorowy, z którym człowiek się liczy. Postawa ta promieniuje pokojem. Nigdy nie zapomnę upomnień Mamy, która stawała się dziwnie niespokojna, gdy upływały miesiące bez większego zmartwienia. Mówiła wtedy: „Dzieci, uważajcie, bo przyjdzie krzyż”. A kiedy on się zjawiał, stawała się spokojna. Kiedyś postawiłem jej pytanie, dlaczego staje się spokojniejsza gdy krzyż się pojawia? Odpowiedziała: „Bo znam jego wymiary i konkretny kształt. Krzyż jest najcięższy, gdy jest niewiadomą, gdy nie wiemy, w jakiej postaci i z której strony nadejdzie. Jeśli już wiadomo, co należy podjąć, to jest łatwiej. Trzeba tylko zmobilizować siły, umiejętnie krzyż ująć i sprostać zadaniu, jakie daje Bóg”. W miarę jak upływają lata, ewangeliczna mądrość tej wypowiedzi staje się dla mnie coraz bardziej czytelna. Znacznie łatwiej żyć temu, kto liczy się z możliwością krzyża w swoim życiu, niż temu, kto tę możliwość wyklucza, kto od krzyża ucieka. Człowiek liczący się z krzyżem cieszy się, jeśli go nie ma, i nie dziwi się, gdy jest. Ten, kto od krzyża ucieka, ciągle martwi się, by go nie dosięgnął, a jeśli się to staje, pogrąża się w nieszczęściu. Wielki Tydzień to czas szczególnej zadumy nad tajemnicą krzyża i mądrym do niego podejściem. Syn Boga przyszedł na ziemię nie po to, by nas od krzyża uwolnić, by nam krzyż wyjąć z rąk, lecz po to, by nas nauczyć twórczego podejścia do niego, by on nas nie tylko nie niszczył, lecz zbawiał. Sam dał nam przykład. Dobrowolnie wyciągnął rękę po krzyż i zgodził się na cierpienie. Osobiście wytyczył drogę krzyżową wiodącą do świata bez krzyża. Jezus jednoznacznie ukazał, że tu na ziemi nie można obejść krzyża, nie można od niego uciec. Szczęśliwy, kto to zrozumie. Składając w Wielki Piątek pocałunek na drzewie Chrystusowego krzyża, podziękujmy Mu za to, że nas nauczył najtrudniejszej sztuki — mądrego podejścia do cierpienia i nieszczęścia. ks. Edward Staniek „Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie, Król izraelski” (J 12,13) Msza św. wprowadza dobrze w temat Męki. Proroctwo Izajasza i psalm responsoryjny zapowiadają ze wzruszającą dokładnością niektóre szczegóły: „Podałem grzbiet bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem” (Iz 50, 6). Dlaczego tak wielka uległość? Dlatego że Chrystus przedstawiony w Słudze Pańskim, którego prorok opisał, jest całkowicie nastawiony na pełnienie woli Ojca i zgodnie z nią chce złożyć z siebie ofiarę za zbawienie ludzi: „Pan Bóg otworzył mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem” (tamże 5). Był więc prowadzony przed trybunały, a stamtąd na Kalwarię, i tam rozciągnięty na krzyżu: „Przebodli ręce i nogi moje, policzyć mogę wszystkie moje kości” (Ps 22, 17-18). Oto do jakiego stanu został doprowadzony Syn Boży z jednego tylko powodu: miłości; miłość ku Ojcu, któremu pragnie przywrócić chwałę, miłość ku ludziom, których pragnie pojednać z Ojcem. Tylko miłość nieskończona może wyjaśnić zawrotne upokorzenia Syna Bożego. „Chrystus istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 6-7). Podczas męki Chrystus posuwa aż do ostatnich granic wyrzeczenie, nie podkreślając praw swojej boskości. Nie tylko ukrywa je pod postacią natury ludzkiej, lecz ogołaca się z nich i poddaje się karze krzyża wystawiając się na najbardziej gorzkie obelgi: „Innych wybawia, siebie nie może wybawić! Mesjasz, król Izraela, niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy widzieli i uwierzyli’’ (Mk 15, 31-32). Jak Ewangelista, tak i Kościół nie waha się poddać wierzącym do rozważania męki Chrystusa w całej jej twardej rzeczywistości, aby wszyscy zrozumieli, że On, prawdziwy Bóg, jest także prawdziwym człowiekiem i jako taki cierpiał; a wyniszczając w swojej umęczonej naturze ludzkiej wszelki objaw swojej boskości, stał się bratem ludzi i podzielił z nimi śmierć, by dopuścić ich do uczestnictwa w swojej naturze boskiej. „Dla nas Chrystus stał się posłuszny aż do śmierci, a była to śmierć na krzyżu. Dlatego Bóg wywyższył Go i dał Mu Imię ponad wszelkie Imię” (MP). Z najgłębszego wyniszczenia pochodzi największe wywyższenie. Chrystus, również jako człowiek, został ustanowiony Panem wszystkich stworzeń i wykonuje swoją władze jednając je z Bogiem, wybawiając ludzi z grzechu i udzielając im życia Bożego. Pomnóż wiarę ufających Tobie, o Boże, i wysłuchaj łaskawie modlitwy błagających Cię, a nam, którzy dzisiaj niesiemy te gałązki ku czci Chrystusa, chwalebnego Króla, udziel łaski, abyśmy byli z Nim zjednoczeni i przynosili owoce dobrych uczynków (Mszał Polski: Poświęcenie palm). O Jezu, Proroku ludu wychodzącego na Twoje spotkanie, wsiadłeś na osiołka i dałeś przykład przedziwnej pokory, gdy oklaskiwał Cię nadbiegający lud, gdy ścinał gałązki i drogę wyściełał szatami. Gdy tłumy śpiewały hymny pochwalne. Ty, nie zapominając nigdy o swym miłosierdziu, płakałeś nad zniszczeniem Jerozolimy, Powstań teraz, o służko Zbawiciela. i w orszaku córek syjońskich idź zobaczyć swojego prawdziwego Króla... Przyłącz się do Pana nieba i ziemi, siedzącego na grzbiecie źrebięcia, idź za Nim zawsze z gałązkami oliwki i palmy, z uczynkami pobożności i cnót zwycięskich (św. Bonawentura). O, jakże nas umiłowałeś, dobry Ojcze, który nie oszczędziłeś Syna swojego jedynego, ale wydałeś Go za nas bezbożnych! Jakże umiłowałeś nas, skoro On, który miał poczucie, że Jego równość wobec Ciebie nie jest bezprawnym przywłaszczeniem, stał się uległy aż do śmierci krzyżowej. On, jeden wolny pośród śmiertelnych, miał moc oddać duszę swoją i miał moc wziąć ją z powrotem. W Twoim imieniu a w naszej obronie odniósł zwycięstwo, ginąc jako krwawa ofiara — i dlatego jest zwycięzca, że przelał krew. Za nas jako kapłan składa Ci ofiarę i sam jest zarazem ofiarą; a dlatego jest kapłanem, że jest ofiarą. Nas, niewolników, czyni Twoimi dziećmi przez to, że sam będąc Synem Twoim stał się wobec Ciebie sługą. Słusznie wiec w tym pokładam całą nadzieję, że uleczysz wszystkie moje słabości przez Tego, który siedzi po Twojej prawicy i wstawia się u Ciebie za nami; w przeciwnym razie popadłbym w rozpacz. Liczne bowiem i wielkie są choroby moje, lecz większa jest moc Twego lekarstwa; (św. Augustyn: Wyznania X, 43, 69). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
WIELKI CZWARTEK
Tajemnicy Eucharystii nie zgłębimy nigdy, bo jest to tajemnica Bożej miłości. Po prostu pozwólmy się Jej ogarnąć. Rozpoczynamy dziś święte Triduum Paschalne – celebrowanie nieograniczonej miłości Boga do każdego z nas. Niech ten czas zubożeje w słowa i komentarze, a zaowocuje milczeniem pełnym adoracji i trwaniem przy Jezusie. o. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP WIECZERZA PAŃSKA „Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył? Poniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana” (Ps 116, 12-13) Obchód tajemnicy paschalnej, będącej ośrodkiem i szczytem dziejów zbawienia, rozpoczyna Msza wieczorna w Wielki Czwartek, wspominająca Wieczerzę Pańską. Wszystkie czytania dotyczą tematu wieczerzy paschalnej. Urywek z Księgi Wyjścia (12, 1-8; 11-14) mówi o ustanowieniu pierwszej Paschy, gdy Bóg rozkazał Żydom ofiarować w każdej rodzinie „baranka bez skazy”. Mieli jego krwią pokropić drzwi domu, aby zostało oszczędzone od zagłady to, co pierworodne, a następnie spożyć go w pośpiechu, już gotowi do podróży. Tej samej nocy, zachowani przez krew baranka i posileni jego mięsem, rozpoczynali pochód do ziemi obiecanej. Obrzęd należało powtarzać każdego roku dla przypomnienia tego faktu. „Jest to Pascha na cześć Pana” (Wj 12, 11), wspominająca Jego „przejście” pośród Izraela, by uwolnić go z niewoli egipskiej. Jezus wybrał obchód paschy żydowskiej, by ustanowić nową, swoją Paschę, w czasie której On jest prawdziwym „Barankiem bez skazy”, ofiarowanym i spożytym za zbawienie świata. I gdy siedzi za stołem razem ze swoimi przyjaciółmi, daje początek nowemu obrzędowi. „Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany — mówi nam drugie czytanie (1 Kor 11, 23—26) — wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: „To jest Ciało moje za was wydane”... Podobnie wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej»„. Chleb, cudownie przemieniony w Ciało Chrystusa, i kielich, w którym nie ma już wina, lecz Krew Chrystusa, oddzielnie złożone w ofierze owej nocy, były zapowiedzią i poprzedzeniem śmierci Pana, w czasie której wylał wszystką swoją krew, a dzisiaj są żywą pamiątką. „Czyńcie to na moją pamiątkę”. W takim świetle św. Paweł ukazuje Eucharystię, gdy mówi: „Ilekroć spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie”. Eucharystia jest „chlebem żywym”, który daje ludziom życie wieczne (J 6, 51), ponieważ jest „pamiątką” śmierci Chrystusa, jest bowiem Jego Ciałem „wydanym” na ofiarę i Jego Krwią „wylaną... na odpuszczenie grzechów” (Łk 22, 19; Mt 26, 28). Ludzie posileni Ciałem Chrystusa, oczyszczeni i obmyci Jego Krwią mogą znosić trudy pielgrzymki ziemskiej, przejść z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych, poprzez męczącą pustynie do ziemi obiecanej: do domu Ojca. O dobry Jezu, chcąc pobudzić nas do miłości, postanowiłeś pozostać na zawsze między nami... A przecież przewidywałeś już wówczas los, jaki Cię czekał wśród ludzi, jakie poniewieranie i zelżywości miałeś wycierpieć O Ojcze Przedwieczny, jak mogłeś pozwolić, aby Syn Twój pozostał na zawsze wśród nas i aby co dzień cierpiał od nas nowe zelżywości? O Boże mój, jakaż to nieskończona miłość Syna, jaka niepojęta miłość Ojca! O Ojcze Przedwieczny, jak mogłeś pozwolić, aby Syn Twój na każdy dzień oddawał siebie w ręce tak przewrotnych ludzi jak my? Jak ojcowskie serce Twoje może to przenieść na sobie, by co dzień jeszcze nowe cierpiał zniewagi? Czyż możliwe to, aby On ciągle płacił wszystko, co nam jest ku pożytkowi? Czyż nikt się nie znajdzie, kto by przemówił za tym najłagodniejszym Barankiem? Ojcze święty, który jesteś w niebie... Jeśli Twój Boski Syn nie zaniedbał niczego, aby nam, biednym grzesznikom, dać ten niepojęty dar Najświętszej Eucharystii, nie pozwalaj, o najmiłosierniejszy Panie, aby był tak niegodnie traktowany! On pozostał wśród nas w sposób tak przedziwny, że możemy Go składać w ofierze, ilekroć zechcemy. Niechże wiec przez te Przenajświętszą Ofiarę zostanie wreszcie powstrzymany zalew grzechów i nieuszanowania względem tego Najświętszego Sakramentu, gdziekolwiek On się znajduje (zob. św, Teresa od Jezusa: Droga doskonałości 33,2-4; 35,3) Niech będzie chwała Tobie, Ojcze święty, przez Chrystusa, naszego Pana. On, jako prawdziwy i wieczny Kapłan, ustanawiając obrzęd wiekuistej Ofiary, pierwszy się Tobie złożył w zbawczej Ofierze i nam polecił ja składać na swoją pamiątkę. Pożywajac Jego Ciało, za nas złożone w ofierze, dostępujemy umocnienia, a pijąc Jego Krew, wylana za nas. oczyszczenia. Daj nam, o Ojcze, abyśmy z tak wielkiego misterium czerpali pełnię miłości i życia (zob. Mszał Polski: prefacja i kolekta). O Jezu, przyjdź, mam nogi zabrudzone. Dla mnie stań się sługą. Nalej wody do miednicy; przyjdź, obmyj mi nogi. Wiem. że to, co mówię, jest zbyt śmiałe, lecz obawiam się groźby Twoich słów: „Jeśli nie umyję nóg twoich, nie będziesz miał udzialu ze Mną”. Obmyj więc moje nogi, abym miał cząstkę z Tobą. Lecz cóż ja mówię, obmyj mi nogi? To mógł powiedzieć Piotr, który musiał obmyć tylko nogi, ponieważ cały był czysty. Ja raczej, raz obmyty,, potrzebuję tego chrztu, o którym Ty, o Panie, mówisz: „Co do mnie, jest inny chrzest, którym mam być ochrzczony” (Orygenes). o. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Wielki Piątek
Święty Jan Ewangelista przedstawia mękę Jezusa Chrystusa jako intronizację. Taki jest nasz Król! Krzyż jest tronem miłosierdzia. Zbliżmy się do Jezusa i zaczerpnijmy z Jego zdrojów. On powiedział, że gdy zostanie wywyższony nad ziemię, wszystkich pociągnie do siebie. Wszystkich, którzy pragną zaczerpnąć naczyniem ufności krwi i wody z Jego serca. Z niego także dla nas wypływa dziś krew i woda, które mają moc nas usprawiedliwić i przywrócić nam życie. o. P.C.OP & Ł.K.OP PRZEBITY ZA NASZE GRZECHY „W ręce Twoje powierzam ducha mojego, Ty mnie odkupujesz, Panie, Boże wierny” (Ps 31, 6) Liturgia Wielkiego Piątku jest wzruszającą kontemplacją tajemnicy Krzyża; wzywa każdego wiernego, nie tylko do wspomnienia, lecz do przeżywania bolesnej Męki Pana. Dwa wielkie teksty ukazują ją: proroctwo przypisywane Izajaszowi (52, 13; 53, 12) oraz historyczny opis Jana (18, 1-19, 42). Ogromna odległość, więcej niż siedmiu wieków je dzieląca, znika wskutek przejmującej zbieżności faktów, podanych przez Proroka jako opis cierpień Sługi Pańskiego, przez Ewangelistę jako sprawozdanie z ostatniego dnia spędzonego przez Jezusa na ziemi. „Wielu osłupiało na Jego widok — mówi Izajasz — tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego nie była podobna do ludzi... Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści, oswojony z cierpieniem’’ (52, 14; 53, 3). Jan zaś, wraz z innymi ewangelistami, mówi, że Jezus był wydany, wzgardzony, spoliczkowany, cierniem ukoronowany, wyszydzony i przedstawiony ludowi jako śmieszny król, skazany i ukrzyżowany. Przyczynę tak wielkiego cierpienia wskazuje dokładnie Prorok: „On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy”, ukazuje również wynagradzającą wartość cierpienia: „Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53, 5). Nie brak nawet bolesnego wydźwięku odrzucenia: „ a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego” (tamże 4); wyraził to Jezus wołając na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?’’ (Mt 27, 46). Lecz przede wszystkim występuje jasno dobrowolność ofiary: Sługa Pański dobrowolnie ofiaruje się, „sam się dał na ofiarę za grzechy” (Iz 53, 7. 10). Chrystus dobrowolnie oddaje się żołnierzom, powaliwszy ich wprzódy na ziemię jednym tylko słowem (J 18, 6). Ten, który powiedział: „Nikt Mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję” (J 10, 18), dobrowolnie pozwala prowadzić się na śmierć. Prorok przewidział nawet koniec chwalebny tego dobrowolnego cierpienia: „Po udrękach swej duszy ujrzy światło... Dlatego — mówi Pan — w nagrodę przydzielę Mu tłumy, za to, że siebie na śmierć ofiarował” (Iz 53, 11. 12). Jezus zaś, wspominając o swojej męce, powiedział: „Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12, 32). To wszystko wykazuje, że Krzyż Chrystusa jest „ośrodkiem historii zbawienia”. Przewidziany był już w Starym Testamencie, poprzez cierpienia Sługi Pańskiego, figury Mesjasza, mającego zbawić ludzkość nie dzięki triumfowi ziemskiemu, lecz przez ofiarę z siebie. Taka jest droga, jaką powinien przejść każdy wierzący, aby być zbawionym i współdziałać ze Zbawicielem. O Chryste Jezu, upadając przed Twoim krzyżem, uwielbiam Cię. „Mocy Boga”, Ty okazujesz się powalony słabością, by nas nauczyć pokory i zawstydzić naszą pychę. „O Kapłanie Najświętszy, Tyś przeszedł przez wszystkie nasze cierpienia, aby się upodobnić do nas i móc nam współczuć w naszych słabościach”. Nie zostawiaj mnie samemu sobie, ja bowiem jestem samą słabością; niech będzie we mnie Twoja moc, abym już nie mógł ulegać złu (K. Marmion: Chrystus w swoich tajemnicach 14). Bądź pozdrowiona Głowo krwią zbroczona, cierniem ukoronowana, zraniona, rozbita, trzciną uderzana, okryta plwocinami, bądź pozdrowiona! Na Twoim Obliczu tak słodkim widnieje zapowiedź śmierci; straciło Ono świetność, lecz mimo tej straszliwej bladości dwór niebieski uwielbia Cię. O święte Oblicze tak zeszpecone, zbite i wyszydzone za nasze grzechy, spraw, aby w oczach tego niegodnego grzesznika zajaśniał znak Twojej miłości! Zgrzeszyłem, przebacz mi! Nie odrzucaj mię od siebie. Gdy śmierć się zbliży, skłoń ku mnie Twoją głowę i spraw, aby odpoczęła w moich ramionach. Kiedy ja również będę musiał umrzeć, przyjdź szybko, o Jezu! Twoja Krew niech mi będzie pomocą w tej straszliwej godzinie. Wspomóż mię i uwolnij! Opuszczę ziemię, kiedy zechcesz, o mój drogi Jezu, lecz bądź wówczas przy mnie! Uściskam Cię, bo mię miłujesz; lecz ukaż mi się wtedy na tym krzyżu, przez który nas zbawiłeś! (św. Bernard). O Krzyżu, niewysłowiona miłości Boga; Krzyżu, chwało nieba! Krzyżu, zbawienie wieczne; Krzyżu, postrachu złych. Podporo sprawiedliwych, światłości chrześcijan, o Krzyżu, dla ciebie na ziemi Bóg przyjąwszy ciało stał się niewolnikiem; przez ciebie w niebie człowiek w Bogu stał się królem; przez ciebie wzeszła prawdziwa światłość, a zwyciężona została złowieszcza ciemność... Ty jesteś więzią pokoju, łączącą ludzi z Chrystusem pośrednikiem. Ty stałeś się drabiną, po której człowiek wstępuje aż do nieba. Bądź zawsze dla nas, Twoich wiernych, kotwicą i słupem ognistym. Rządź naszym domem, kieruj naszą łodzią. Krzyż niechaj umacnia w nas wiarę, Krzyż niech przygotuje nasz wieniec chwały (św. Paulin z Noli). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Wielka sobota
Dziś cały Kościół jest pogrążony w milczeniu. Milczenie to rodzi się nie tylko z „grobowej ciszy”, „bo zabrano nam Pana”, lecz także z innego powodu. Kościół wraz z całym stworzeniem wyczekuje uwolnienia od Złego. Dziś Chrystus zstąpił do otchłani. Zstąpił do każdej „otchłani” – otchłani naszych cierpień, poczucia bezsilności, samotności, oszczerstw i wreszcie do otchłani naszej grzeszności. Czekamy na Pana w milczeniu, pragnąc uwolnienia od tego, co nas samych często strąca do piekieł. Jezus zna „otchłań” każdego z nas. o. P.Ciesielski OP & Ł.Kubiak OP W OCZEKIWANIU NA ZMARTWYCHWSTANIE „Mocą moją i pieśnią moją jest Pan; On stal się dla mnie zbawieniem!” (Iz 12, 2) Wielka Sobota jest dniem najbardziej odpowiednim do kontemplowania tajemnicy paschalnej męki-śmierci-zmartwychwstania Pana, w której zbiega się i urzeczywistnia cała historia zbawienia. Wzywa nas do tej kontemplacji liturgia, podając szereg czytań z Pisma świętego ujmujących najważniejsze okresy tej cudownej historii, by potem skupić się na tajemnicy Chrystusa. Przede wszystkim pokazuje nam dzieło stworzenia (I czytanie), które wyszło z rąk Boga, a które potem On sam z upodobaniem ogląda: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31). Od Boga, dobroci nieskończonej, mogą pochodzić tylko rzeczy dobre. Skoro jednak grzech tak wcześnie skłócił całe stworzenie, Bóg, wierny w swojej dobroci, ma gotowy plan odnowy, którego dokona Boski Syn Jego. Izaak którego Abraham ma złożyć w ofierze z posłuszeństwa dla rozkazu Bożego (II czytanie), jest Jego figurą prorocką. Izaak został uwolniony, Chrystus zaś, poniósłszy śmierć, zmartwychwstanie chwalebny. Inne znaczące zdarzenie to cudowne „przejście” ludu izraelskiego przez Morze Czerwone (III czytanie) dzięki pomocy Bożej. Ono jest symbolem chrztu, przez który wierzący w Chrystusa „przechodzą” z niewoli grzechu i śmierci do wolności i życia dzieci Bożych. Następują przepiękne teksty prorockie o odkupieńczym miłosierdziu Boga, który mimo ciągłej niewierności ludzi nie przestaje pragnąć ich zbawienia. Ukarawszy grzechy swojego ludu Bóg wzywa go do siebie z miłością oblubieńca wiernego względem oblubienicy, która go zdradziła: „Na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę... w miłości wieczystej nad tobą się ulitowałem, mówi Pan, twój Odkupiciel” (Iz 54, 7-8). Jest to więc naglące wezwanie, aby nie pozwolić godzinie miłosierdzia minąć na próżno: „Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę... Niech się nawróci do Pana, a ten się nad nim zmiłuje, i do naszego Boga, gdyż hojny jest w przebaczaniu” (Iż 55, 6-7). Jeśli to wszystko było prawdą dla ludu izraelskiego, tym bardziej jest prawdą dla ludu chrześcijańskiego, dla którego miłosierdzie Boga doszło do szczytu w tajemnicy paschalnej. A Chrystus, „nasza Pascha”, Baranek ofiarowany za zbawienie świata, wzywa wszystkich, aby porzucili grzech i powrócili do domu Ojca, idąc „w blasku jego światła” z radością, że znamy i czynimy „to, co się Bogu podoba” (Ba 4, 2. 4). O Ojcze wszechmogący... Jesteś Bogiem wiecznym i niepojętym; kiedy rodzaj ludzki był pogrążony w śmierci wskutek nędzy swojej i ułomności. Ty, pobudzony jedynie przez miłość i najłaskawszą litość, posłałeś do nas prawdziwego Boga i Pana naszego Chrystusa Jezusa, Twojego Syna, okrytego naszym ciałem śmiertelnym. Chciałeś, by przyszedł na świat nie w rozkoszach i chwale, lecz w cierpieniu, ubóstwie i utrapieniach, znając i wypełniając Twoją wolę dla naszego odkupienia... A Ty, Jezu Chryste, Odkupicielu nasz... ukarałeś nasze nieprawości i nieposłuszeństwo Adama w swoim ciele, stając się posłusznym aż do haniebnej śmierci na krzyżu. Na krzyżu, o Jezu, o słodka miłości... zadośćuczyniłeś za nas i równocześnie naprawiłeś zniewagę Ojca na sobie samym. Peccavi Domine, miserere mei. Gdziekolwiek się zwrócę, widzę niewysłowioną miłość i nie mogę się usprawiedliwić, że nie miłuję, ponieważ Ty sam, Boże i Człowieku, umiłowałeś mię nie będąc miłowanym przeze mnie; istotnie nie było mnie, a Tyś mię stworzył. Wszystko to, co pragnę miłować, znajduję w Tobie... jeśli chcę kochać Boga, mam Twoje niewysłowione Bóstwo; jeśli chcę kochać człowieka, Ty jesteś człowiekiem... jeśli pragnę kochać Pana, Ty zapłaciłeś cenę Krwi swojej, wyciągając nas z niewoli grzechu. Ty jesteś Panem, Ojcem i Bratem naszym, dzięki swej łaskawości i niezmierzonej miłości! (św. Katarzyna ze Sieny). O Boże, przez tajemnicę paschalną zostaliśmy w sakramencie chrztu pogrzebani wespół z Chrystusem w Jego śmierci, dozwól nam razem z Nim wkroczyć w nowe życie. Przyjmij więc odnowienie naszych przyrzeczeń chrztu świętego, w których niegdyś wyrzekliśmy się złego ducha i jego spraw, a teraz na nowo przyrzekamy służyć Tobie wiernie w świętym Kościele katolickim. O Boże wszechmogący, Ojcze naszego Pana Jezusa Chrystusa, który udzielił nam odpuszczenia grzechów i odrodził nas z wody i Ducha Świętego, strzeż nas łaską swoją na życie wieczne (zob. Mszał Polski: Wigilia Paschalna). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Zmartwychwstanie
Nasza radość nie kończy się na murach świątyni. Nie możemy daru nowego życia zatrzymać tylko dla siebie. W procesji rezurekcyjnej wychodzimy ze świecami w rękach, aby ogłosić światu, że Chrystus zmartwychwstał! Chcemy ogłosić to żywym, ale także naszym zmarłym, aby powstali ze snu, bo oto zajaśniał im Chrystus. Śmierć już nie ma nad nami władzy, Jezus jest Bogiem żyjących! „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.” Zmartwychwstały Pan – ten sam, który ukazał się uczniom – przez sakramenty przychodzi do nas w Kościele. Przychodzi jako światło, które oświeca mroki grzechu i przemienia wszystko, co zdążyliśmy unicestwić przez naszą nieprawość. Przychodzi z darem nowego życia. Jesteśmy zaproszeni do tego, by to nowe życie chronić i pielęgnować, tak aby ono rosło w nas, a my wraz z Nim – i abyśmy się stali Jego świadkami. o. Przemysław Ciesielski OP & Łukasz Kubiak OP „Otworzyły się im oczy” Chyba doskonale rozumiemy uczniów z Emaus: zniechęcenie, utratę nadziei, niewiarę w możliwość pomocy i ratunku, poczucie osamotnienia, osaczenia przez niebezpieczeństwo. Zawiodły ich wszystkie plany życiowe, stracili najlepszego Przyjaciela, z którym spędzili ostatnie trzy lata i bez którego nie wyobrażali sobie przyszłości, a przede wszystkim szarpały ich wyrzuty sumienia, że w krytycznym momencie uciekli i zostawili Go samego. Teraz Go już nie ma i życie straciło sens. Dlatego uciekali z Jerozolimy, bo tam wszystko przypominało im przeszłość. Nasze przeżycia i reakcje są nieraz bardzo podobne, niejednokrotnie przeżywaliśmy coś podobnego: niepowetowaną stratę, która niweczyła wszystko, co dotąd miało jakiś sens i wartość. Najbardziej bolesne są zawsze straty wewnętrzne, duchowe, bo straty materialne da się zawsze jakoś odrobić czy zastapić, ale duchowe spustoszenie trudno naprawić, żywego człowieka nie da się niczym zastąpić. Jednakże jest pewne lekarstwo, które jest dobre na wszystko, a zwłaszcza na choroby duszy. Tym cudownym lekiem jest Dobra Nowina o Zmartwychwstaniu Chrystusa. Trzeba to dobrze zrozumieć: nie jest to jakaś wiadomość z codziennego serwisu informacyjnego czy też sensacja z brukowego czasopisma, nie jest to także jakiś czcigodny fakt z zamierzchłej historii, którego nie sposób pominąć w podręcznikach. Ta Dobra Wiadomość to jest sam Chrystus we własnej osobie, który odniósł największe zwycięstwo nad własną śmiercią i teraz przychodzi, aby pomóc zwyciężyć nam. A ta pomoc polega na tym, że On sam przychodzi, aby nam towarzyszyć w trudnych chwilach. Jego osobista obecność daje nam poczucie bezpieczeństwa, pomaga się nam pozbierać i zmobilizować. Prześledźmy jak to zadziałało w przypadku naszych uczniów z Emaus. Otóż w pewnym momencie przyłączył się do nich Jezus, ale oni Go nie rozpoznali. Zaczęła się rozmowa, w której Jezus zaczął im przypominać pewne zdania z Biblii i fakty z życia. Już to wystarczyło, aby zaczęli je ze sobą kojarzyć. Można podejrzewać, że już wcześniej wszystko to wiedzieli, ale dopiero teraz, z pomocą Jezusa, ułożyło się to im w przejrzystą i sensowną całość. Dopiero Jego obecność dała im poczucie pewności i oczywistości prawdy. Prawda nie jest bowiem samą tylko teorią i wiedzą o faktach, ale żywą obecnością Boga i można ją przyjąć jedynie w duchu wiary i zaufania, czyli osobistej więzi z Bogiem. Ale to jeszcze nie koniec: obecność Chrystusa była im tak droga i potrzebna, że poprosili, aby jeszcze z nimi pozostał. Zasiedli do stołu, Jezus wziął chleb, pobłogosławił go, połamał i podał uczniom. To dopiero otwarło im do reszty oczy i rozpoznali Go! Ciekawe: był to powszechny i codzienny gest, ta modlitwa nad pokarmem, a jednak w kontekście całej rozmowy z Jezusem, gest ten nabrał nowego, głębszego znaczenia: objawił im, że Jezus żyje, że to On jest z nimi! Wtedy dokonało się ich duchowe zmartwychwstanie! Odkryli, że nie są sami, że Bóg się nimi interesuje, że jest z nimi nawet wtedy, gdy Go nie zauważają. Zmartwychwstanie wprowadza nową relację między człowiekiem a Bogiem. Odtąd każda ludzka sprawa jest także sprawą Jezusa. To dotyczy także i nas. Trzeba tylko odkryć i doświadczyć obecności Jezusa w swoim życiu, uporządkować wszystkie wydarzenia i swoje przekonania pod kątem Jego miłości. Bo skoro Jezus zmartwychwstał, to znaczy, że żyje, a jeśli żyje, to znaczy, że jest przy nas i w niczym nie jesteśmy Mu obojętni. A jeśli tak, to nie musimy się niczego obawiać. ks. Mariusz Pohl Istnieje świat dobra Był niewinny. Cierpiał niesprawiedliwie. Zamordowali Go w sposób okrutny. Ilu ludzi miało w tym udział? Annasz, Kajfasz, Najwyższa Rada, Piłat, Herod, Judasz, pluton egzekucyjny, tłum wołający „Ukrzyżuj Go!”. Winni byli również uczniowie. W chwili pojmania nie stanęli w Jego obronie. Wszyscy zwątpili w Niego, zostawili Go samego. Ich tchórzostwo ułatwiło aresztowanie i egzekucję. I oto wyszedł z grobu. Teraz mógł dochodzić sprawiedliwości. Mógł porazić paraliżem umyte ręce Piłata, które podpisały wyrok śmierci; mógł osądzić Kajfasza i skazać na śmierć członków Wielkiej Rady; mógł nałożyć cierniową koronę żołnierzom, którzy ją upletli; mógł oddać każde uderzenie bicza i wydać na ukrzyżownie tłum wołający „Ukrzyżuj Go!”. Mógł... Mógł... a jednak nie uczynił tego. Po zmartwychwstaniu w ogóle nie zajął się tymi, którzy wyrządzili Mu krzywdę. Nawet ich nie szukał. Z żadnym z nich się nie spotkał. Szukał jedynie ludzi dobrych, tych, którzy gdy nauczał, gromadzili się, by Go słuchać. Rozmawiał jedynie z tymi, którzy w Niego uwierzyli. Po zmartwychwstaniu Chrystus ze złymi ludźmi się nie kontaktuje. On się nimi nie zajmuje. Troszczy się wyłącznie o dobrych. Przebywa w świecie dobra. Zło nie ma już do Niego dostępu. Zmartwychwstanie to wielki tryumf dobra. To gwarancja pomocy dla każdego, kto wierzy w dobro, kto chce być dobrym. Od zmartwychwstania Chrystusa szansę na spotkanie z Nim mają jedynie ludzie dobrzy, ci, którzy pragną wejść w świat dobra. Źli już Go nie spotkają, bo nie mogą wejść w Jego świat dobra. Oni zginą w świecie zła, który zostanie przez Niego potępiony na Sądzie Ostatecznym. Wielkanoc to radosna uroczystość dla wszystkich ludzi dobrej woli. To dzień otwarcia bramy świata wiecznej dobroci i umożliwienie wejścia w ten świat każdemu, kto zawierzy Chrystusowi. Istnieje świat czystego dobra, do którego zło już nie sięga! Warto być dobrym, aby do tego świata należeć. Warto być dobrym! Zwycięzca śmierci W sercu człowieka wierzącego, stojącego przy pustym grobie Chrystusa, pojawia się uśmiech politowania nad wszystkimi mędrcami tego świata, którzy próbują w rakietach niosących śmierć dostrzec gwarancję ludzkiego szczęścia na ziemi. Twierdzenie, że bezpiecznie można żyć jedynie w cieniu broni niosącej zagładę, to wielkie złudzenie. Gwarancją ludzkiego szczęścia może być tylko i wyłącznie pokonanie śmierci, wyciągnięcie z jej ręki śmiercionośnej kosy, a nigdy jej ostrzenie. Śmierć nie boi się rakiet. Wręcz przeciwnie, to one są jej narzędziem. Ludzie zrobili wszystko, by udoskonalić narzędzia, którymi posługuje się śmierć. Obecnie z niezwykłą łatwością potrafi ona w ciągu kilku sekund zamienić milionowe miasto w jedną zbiorową mogiłę. Nie będzie czasu nawet na akt żalu, na jedno słowo modlitwy zwróconej w stronę nieba. Dyskusyjne są nasze osiągnięcia, ale udoskonalenie środków niosących śmierć nie podlega żadnej dyskusji. W tym punkcie jesteśmy prawie u szczytu osiągnięć ludzkości. Nie trudno zauważyć, że żyjemy przy dźwięku ostrzonej kosy śmierci. Mówią nam, że jest to melodia zapewniająca nasze bezpieczeństwo, nasze szczęście, a w rzeczywistości jest to dźwięk zapowiadający wielkie krwawe żniwa. Gdzie zatem mamy szukać gwarancji szczęścia? Na pewno nie w ucieczce przed śmiercią. Jedyną sprawiedliwością na ziemi jest fakt, że nikt przed śmiercią nie ujdzie. Śmierć jest nieunikniona. Jeżeli nawet do nas nie przybędzie w rakiecie niosącej nuklearne pociski, to zjawi się, kiedy nastąpi defekt pracy mózgu lub serca, zapuka do nas w postaci groźnych wirusów czy bakterii, lub starczego wyczerpania organizmu. Śmierć dysponuje wszystkimi środkami i jest nie do uniknięcia. Zatem wybawienie nie polega na ucieczce przed nią. A więc na czym? Na zmianie spojrzenia na śmierć, na umiejętności dostrzeżenia w kosie, którą ona niszczy ludzi, nie topora kata, który kładzie kres wszystkiemu, ale klucza otwierającego drogę do nowego życia. Takie spojrzenie na śmierć nadaje sens życiu doczesnemu, ukazując je jako wędrówkę w stronę nowego świata, który jest samym życiem. Stojąc przy pustym grobie Chrystusa, trzeba dostrzec słabość wszystkich haseł o pokoju i bezpieczeństwie budowanym na wciąż doskonalonym potencjale zbrojnym. Trzeba odkryć, że jest tylko jedno jedyne rozwiązanie: osobiste spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym, który ma klucze śmierci i otchłani. On jeden bowiem potrafił wejść do grobu i potrafił z niego wyjść. On jeden zna sposób wydostania się z mogiły. Nasze spotkanie ze śmiercią jest nieuniknione, ale jeżeli pójdziemy na jej spotkanie z Chrystusem, nie stracimy w niej swej tożsamości. Śmierć będzie tylko bramą, przejściem w nieutracalne życie, które rozpocznie się dopiero po niej. Jest rzeczą zdumiewającą, że ludzkość, bezradna wobec śmierci, nie gromadzi się wokół jedynego Człowieka, który odniósł nad nią zwycięstwo. To znak jakiejś wielkiej ślepoty ducha. Miliony ludzi poświęca życie na doskonalenie narzędzi śmierci, a jedynie nieliczni szukają Tego, kto jest w stanie od niej wybawić. Błogosławiony, kto przejrzał i dostrzegł Zwycięzcę śmierci, piekła i szatana. Spotkanie z Nim dokonuje się na płaszczyźnie wiary. Św. Tomasz Apostoł nie chciał uwierzyć, że Jezus pokonał śmierć. Jezus mu jasno powiedział: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” /J 20, 29/. ks. Edward Staniek „Dziękujcie Panu, bo jest dobry, bo łaska Jego trwa na wieki” (Ps 118, 1) „Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się w nim i weselmy, alleluja” (śpiew przed ewang.). Jest to najbardziej radosny dzień w roku, bo „choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy” (sekw.). Gdyby Jezus nie zmartwychwstał, nic by nie pomogło Jego wcielenie, a śmierć nie dałaby ludziom życia. „Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara” (1 Kor 15, 17), woła św. Paweł. Któż istotnie mógłby wierzyć i pokładać nadzieję w umarłym? Lecz Chrystus nie jest umarły, ale żywy. „Szukacie Jezusa z Nazaretu ukrzyżowanego — powiedział Anioł do niewiast. — Powstał, nie ma Go tu” (Mk 16, 6). W pierwszej chwili ta wieść wzbudziła obawę i strach do tego stopnia, że niewiasty „uciekły od grobu... Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały” (tamże 8). Lecz razem z nimi, lub może nieco wcześniej, była Maria Magdalena, a ta zaledwie zobaczyła „kamień odsunięty od grobu”, pobiegła do Piotra i Jana zanieść im wieść: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono” (J 20, 1-2). Obydwaj szybko pobiegli i wszedłszy do wnętrza grobu ujrzeli „leżące płótna oraz chustę... oddzielnie zwiniętą” (J 6-7); ujrzeli i uwierzyli. Oto pierwszy akt wiary Kościoła rodzącego się w Chrystusie zmartwychwstałym, wywołany przez troskę niewiasty oraz płótna znalezione w pustym grobie. Gdyby zabrano stąd ciało, któż zatroszczyłby się o to, by ogołocić zwłoki, a płótna poskładać z taką starannością? Bóg posługuje się prostymi rzeczami, aby oświecić uczniów, którzy „dotąd nie rozumieli jeszcze Pisma (które mówi), że On ma powstać z martwych” (tamże 9), ani tego, co przepowiedział sam Jezus o swoim zmartwychwstaniu. Piotr, głowa Kościoła, i Jan, „uczeń, którego Jezus miłował” (tamże 2), mają tę zasługę, że przyjęli znaki Zmartwychwstałego; wieść przyniesioną przez niewiastę, pusty grób oraz płótna tam złożone. „Znaki” Zmartwychwstania, chociaż w innej formie, są dotąd obecne na świecie: wiara heroiczna, życie ewangeliczne tylu pokornych i ukrytych dusz; żywotność Kościoła, która mimo prześladowań zewnętrznych i walk wewnętrznych nie słabnie; Eucharystia, żywa obecność Chrystusa zmartwychwstałego, nieustannie pociągająca ludzi do siebie. Obowiązkiem każdego człowieka jest przyjąć te znaki, uwierzyć, jak uwierzyli Apostołowie, i stale umacniać swą wiarę. To jest Pascha, pascha Pana... Nie figura, nie historia, nie cień, lecz prawdziwa pascha Pana... Jezu, prawdziwie zachowałeś nas od wielkiej zguby i wyciągnąłeś ku nam swoje ojcowskie ręce, ukryłeś nas pod Twoimi ojcowskimi skrzydłami. Wylałeś na ziemię Twoją boską krew, by stwierdzić to krwawe i pełne miłości ku ludziom przymierze. Oddaliłeś od nas groźby gniewu i przywróciłeś nam pierwotny pokój z Najwyższym... O Ty, który jesteś prawdziwie sam wśród samotnych i cały we wszystkich! Niech przyjmą niebiosa Twojego ducha... lecz ziemia niech zachowa Twoją krew... O boska Pascho, która zstępujesz z nieba na ziemię i z ziemi wstępujesz na nowo do nieba!... Dla wszystkich jesteś radością, zaszczytem, pokarmem, rozkoszą; Tyś rozproszyła ciemności śmierci, wszystkim darowałaś życie, bramy nieba otwarłaś. Bóg stał się człowiekiem, a człowiek stał się Bogiem... O boska Pascho! Bóg nieba jednoczy się z nami teraz w Duchu przez swoją szczodrobliwość. Dzięki Niemu jest sala godów weselnych już zapełniona; wszyscy są ubrani w szatę godową... Nie zgasną już więcej lampy dusz. W sposób duchowy i Boży jaśnieje we wszystkich ogień łaski, w ciele i w duszy, podtrzymywany olejem Chrystusowym. Prosimy Cię, o Panie Boże, Królu wieczny dusz, Chryste, wyciągnij swoje wielkie dłonie nad cały Kościół święty i nad lud Twój święty, który zawsze należy do Ciebie: broń go i strzeż, zachowaj go; zwalcz, wyzwij i poddaj wszystkich nieprzyjaciół... Pozwól nam śpiewać z Mojżeszem pieśń zwycięstwa, bo Twoja jest chwała i potęga na wieki wieków! (św. Hipolit Rzymski). O Chryste zmartwychwstały, i my z Tobą zmartwychwstaniemy; usunąłeś się ludziom sprzed oczu, a my powinniśmy iść za Tobą. Powróciłeś do Ojca swojego, a my powinniśmy tak postępować, aby życie nasze „było ukryte z Tobą w Bogu”... Obowiązkiem i przywilejem wszystkich Twoich uczniów, o Panie, jest podnosić się wzwyż i przemieniać się w Ciebie. To nasz przywilej żyć w niebie przez nasze myśli, pragnienia, tęsknoty, westchnienia i uczucia, chociaż jesteśmy jeszcze w ciele... Naucz nas „szukać tego, co w górze” (Kol 3,1), ukazując nam, że należymy do Ciebie, że nasze serce zmartwychwstało z Tobą i że życie nasze jest ukryte w Tobie (zob. J. H. Newman). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Poniedziałek Wielkanocny
Począwszy od dnia Pięćdziesiątnicy, Kościół ogłasza jedną prawdę: Jezus zmartwychwstał i żyje. Zmartwychwstały Jezus uwalnia człowieka od lęku i od skupienia na sobie samym, dając każdemu misję do spełnienia. Kobiety z Ewangelii miały za zadanie ewangelizować Apostołów, gdy ci wątpili, Apostołowie zaś dostali polecenie pójścia do Galilei, miejsca zamieszkanego przez Żydów i pogan, aby tam otrzymać od Zmartwychwstałego misję głoszenia Ewangelii wszystkim narodom. My jesteśmy zaproszeni do tego, by przez liturgię spotkać zmartwychwstałego Pana, z Nim związać całą naszą egzystencję i w Nim odkryć najgłębszą prawdę o nas samych i o naszej misji. ks. Maciej Zachara MIC Ukryta i niezniszczalna miłość Bariera wieczności i przestrzeni została obalona. Człowiek żyje wiecznie. Grób otwarty. Nie musimy się obawiać śmierci i tego, co do śmierci prowadzi, ani grzechu, ani własnej słabości. Chciałbym dziś przypomnieć dwie niezwykle doniosłe prawdy dotyczące prawdziwej miłości. Prawdziwa miłość jest niezniszczalna i dyskretna. Syn Boga zstąpił na ziemię i ukrył majestat swojego Bóstwa w śmiertelnym ciele. Bóg jest miłością, a więc sama miłość zamieszkała wśród nas i prawie nikt tego nie dostrzegł. Ponad trzydzieści lat Syn Boga żył na palestyńskiej ziemi, a nie znali Jego godności ani jego krewni, ani sąsiedzi, ani koledzy, ani ci, którzy zamawiali różne sprzęty, które jako stolarz wykonywał. Był samą miłością, ukrytą miłością. Gdybyśmy mieli aparat do mierzenia natężenia miłości, odkrylibyśmy, że Nazaret został tak napromieniowany miłością, iż do skończenia świata będzie nią promieniował. Ukryta jest miłość matki do dziecka i dziecka do matki. Ukryta jest miłość męża do żony i żony do męża. Ukryta jest miłość w sercu siostry zakonnej, która przez długie lata pochyla się nad kalekimi dziećmi czy zniedołężniałymi starcami. Ukryta miłość, ujawnia się dopiero wówczas, kiedy cierpi, kiedy składa ofiarę. Rzadko dziś o tym mówimy. Środki masowego przekazu są na usługach nagłaśniania braku miłości. Jeśli tylko znajdą ślad braku miłości, mówią o tym w skali świata. Nie mówią o ukrytej miłości, której jest na świecie miliardy razy więcej, aniżeli zła. Ta ukryta miłość zgromadziła nas przy ołtarzu. Jest ukryta w moich kapłańskich rękach, w moim kapłańskim sercu nastawionym na to, by rozgrzeszać, by błogosławić, by karmić Bożym Chlebem. Ta ukryta miłość dominuje na świecie. I dlatego autor Księgi Rodzaju mógł powiedzieć: „a widział Bóg, że wszystko było bardzo dobre”. Bo jeżeli z tej perspektywy spojrzymy na świat, to proporcje dobra i zła wyglądają zupełnie inaczej. Druga prawda: prawdziwa miłość jest nie do zniszczenia. Im bardziej jest niszczona, tym bardziej się krystalizuje i potęguje. To jest tajemnica Wielkiego Piątku. To nie przypadek, że zło postanowiło uderzyć włócznią w serce Chrystusa. Tak jakby chciało udowodnić, że to serce zniszczy. Nie zniszczyło, lecz otwarło i uczyniło źródłem miłości dla miliardów. Prawdziwa miłość matki do dziecka jest nie do zniszczenia. Ta prawdziwa miłość ojca do dziecka jest nie do zniszczenia. I nie bójmy się tego, że świat chce zniszczyć naszą miłość. Tak niszczy już od wieków, ale zniszczyć nie potrafi. Nawet jeśli nasze serce przywali potężnym kamieniem nienawiści, to prawdziwa miłość w nim zmartwychwstaje. Taka jest wspaniała prawda Wielkanocnej Uroczystości. Jesteśmy ludźmi, którzy uwierzyli w miłość, którzy przynoszą do ołtarza swoje serce, czasem obolałe i utrudzone. Utrudzone przez ataki zewnętrzne, przez politykę, układy gospodarcze, utrudzone przez sytuacje w rodzinie, utrudzone często przez trudne dzieje swojego życia, utrudzone przez swoje własne słabości. Nie bójmy się, bo to jest tylko ten kamień, który je przygniata. W naszym sercu jest autentyczna miłość, która zmartwychwstaje. Bolesne ostrzeżenie To było wielkie święto. W Jerozolimie zgromadziło się kilkaset tysięcy pobożnych Żydów. Wędrując w pielgrzymkach do świętego miasta śpiewali psalmy, modlili się wielbiąc Boga. Ludzi było więcej aniżeli na Jasnej Górze w dni odpustowe. Każdy z tych pobożnych Żydów odmawiał trzy razy dziennie: „Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich sił swoich”. To byli pobożni Żydzi. Zjedzono wtedy na świętej uczcie kilka tysięcy baranków ofiarowanych Bogu. I w samym środku tego pobożnego zgromadzenia umierał na krzyżu Syn Boga. Taka jest tajemnica Wielkiego Piątku. Ta śmierć Syna Bożego na podstawie wyroku najwyższych kapłanów, w środku rozmodlonego tłumu jest głośnym ostrzeżeniem pod adresem wszystkich religii, w których został zabity duch. Taki jest wymiar Wielkiego Piątku. Wielka uroczystość w Izraelu. Wszyscy zapatrzeni w literę Prawa. A oto zupełnie w tajemnicy, nieznany prawie dla nikogo, w ludzkim ciele, zniszczony i upokorzony do ostateczności umiera Boży Syn. W poranek Wielkiej Niedzieli opuszcza grób. Robi to bardzo dyskretnie. Nikogo nie obudził w Jerozolimie. Trochę strachu dla straży, która zobaczyła odsunięty kamień, i niepokoju w sercu Marii i jej towarzyszki poszukujących ciała Pana. Sam Bóg przyszedł na ziemię. Żył z nami ponad trzydzieści lat w ukryciu i wielkiej pokorze. Zmartwychwstał i nawet wtedy nie objawił światu swojej chwały. Uczył miłości. Jego nauka należy do najpiękniejszych, jakie słyszała ziemia. Jego przykład jest tak wzniosły, że nikt nie potrafi Go idealnie naśladować. Postawmy pytanie jasno. Jak doszło do tego, że pobożni ludzie w imię swojej religii w tak straszliwy sposób rozprawili się z Synem samego Boga? Co stoi u podstaw tego przerażającego błędu? Pycha, pycha i jeszcze raz pycha! Przez pychę człowiek jest niezdolny do otwarcia się na prawdę. Tworzy sobie swój własny świat, łącznie z religijnym wyobrażeniem, i nie zgodzi się na to, aby Bóg go poprowadził w nieznane, w tajemnice. Jedni Żydzi byli pyszni, ponieważ dokładnie zachowywali sześćset nakazów i zakazów. To faryzeusze. Pyszni, wyniośli, szczycący się swoją własną doskonałością. Inni nieszczęśliwi, ponieważ nie byli tak doskonali jak tamci. Bili się w piersi z powodu własnej niedoskonałości. Między nimi chodził Bóg i chciał jednych i drugich doprowadzić do prawdziwego szczęścia, a nie mógł, bo byli zaryglowani przez swoje ambicje. Dramat Wielkiego Piątku w pobożnej Jerozolimie jest ostrzeżeniem dla wszystkich religii świata. Pycha może każdą instytucję zamrozić. Pycha morduje autentyczną miłość. Popatrzmy na siebie. Wszystkie kryzysy wewnętrzne wywodzą się z pychy. W nas istnieje prawdziwa, autentyczna miłość Boga. Miłość, która bije w sercu dziecka, w sercu każdego człowieka, który chce być uczciwym. Z tą autentyczną miłością Boga nieustannie walczy nasza ambicja i pycha. Ona zmierza do tego, aby tę prawdziwą miłość zamordować. Każdemu grozi to straszne niebezpieczeństwo wypaczenia życia religijnego ilekroć zapominamy o tym, że Boga czci się w duchu i prawdzie. W poranek wielkanocny proszę was wszystkich, abyście uwierzyli, że w was jest prawdziwa miłość, żebyście podeszli do Chrystusa, by ją wskrzesił, by odwalił kamień różnych ambicji, które tak nas zniewalają. Jeśli uwierzymy w miłość, którą Bóg zakodował w naszych sercach, już nic nie potrafi nas zniewolić, a nasza religijność będzie pełna. Miłość ukryta w naszym sercu, która zgromadziła nas przy ołtarzu, przy Chrystusie obecnym w Eucharystii, jest największą mocą i największym szczęściem człowieka. Poranek wielkanocny dlatego jest tak radosny, że jest pamiątką nieustannego zwycięstwa miłości nad wszystkimi formami egoizmu i pychy. Uczestnicząc w świętej Ofierze prośmy Pana Boga, abyśmy mieli odwagę i siłę wejść na drogę autentycznej pokory, drogę, na której człowiek sekunda po sekundzie da się prowadzić Bogu. Wówczas wszystkie układy społeczne, polityczne, które nam tak doskwierają, wszystkie zniewolenia pustej kieszeni, zamkniętych perspektyw, to wszystko odpadnie. Człowiek, który odkrył w sobie moc Bożej miłości, wie, że jest wolny, i nikomu nie będzie służył tylko samemu Bogu. ks. Edward Staniek PRZY ZMARTWYCHWSTAŁYM „Pan zmartwychwstał jak powiedział, radujmy się wszyscy i weselmy, bo króluje na wieki” (MP) Jeśli św. Marek mówi tylko o przestrachu niewiast na wiadomość o Zmartwychwstaniu, to św. Mateusz uzupełnia to zaznaczając, że do bojaźni dołączyła się „wielka radość i pośpiech, by oznajmić to uczniom” (28, 8). Niewiasty, pobudzone miłością, pierwsze udają się do grobu wczesnym rankiem w niedzielę, pierwsze widzą, że jest otwarty i pusty, pierwsze dowiadują się o zmartwychwstaniu. Nie są jednak tylko odbiorczyniami wielkiej wiadomości, lecz raczej posłankami. Ważne jest bowiem, aby Kościół składający się z grupy uczniów zebranych wokół Piotra został co prędzej uwiadomiony: „Idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie” (tamże 7). Aniołowie wiadomość o narodzeniu Jezusa zanieśli pasterzom, o zmartwychwstaniu zaś przekazali niewiastom. Bóg takie ma upodobania; na swoich wielkich wysłańców wybiera, wyróżniając ich w ten sposób, pokornych i prostych; czyli „to, co jest wzgardzone, i to, co nie jest, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło” (1 Kor 1, 28), Kościół zaś jest odbiorcą i szafarzem tajemnic wiary. Wszystko winno zwracać się do niego, poręczone jego powagą wspartą przez szczególną obecność Ducha Świętego. Gdy niewiasty spieszą zanieść radosną nowinę, „oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: „Witajcie”„ (Mt 28, 9). Jeszcze raz mają pierwszeństwo; przed Apostołami oglądają zmartwychwstałego Mistrza, może w nagrodę za wierność, z jaką szły za Nim na Kalwarię, wzięły udział w pogrzebie, a potem wróciły, by oddać posługę Jego ciału. Jezus pozdrawia je i powtarza to, co już powiedział im anioł: „Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą” (tamże 10). Jezus pierwszy raz bezpośrednio nazywa Apostołów braćmi. Teraz, kiedy zmartwychwstał i ma odejść do Ojca, są dla Niego bardziej niż kiedykolwiek braćmi: przez łaskę przybrania za synów, owoc tajemnicy paschalnej, i przez posłannictwo, jakie mają wypełnić w świecie, prowadząc dalej dzieło Zbawiciela. Tymczasem niewiasty upadły do nóg Zmartwychwstałego i objęły je. Gest ten wyraża miłość i uszanowanie względem Tego, który chociaż podniósł ludzi do godności swoich braci, pozostaje zawsze ich Bogiem. Dokąd idziesz, o Mario Magdaleno, w towarzystwie pobożnych niewiast? Gdzie zdążacie tak szybkim krokiem? Idziecie do grobu. Przychodzicie tam i oto: ziemia się trzęsie, grób się otwiera, Anioł się ukazuje... Jezusa już tam nie ma, zmartwychwstał, jak powiedział... Szukacie między umarłymi Tego, kto żyje... Oto jestem u Twoich nóg, o mój Jezu... widzę również i ja, żeś zmartwychwstał! Zmartwychwstałeś i nie umrzesz więcej... jesteś szczęśliwy na wieki. Już nie padnie nigdy na Ciebie cień boleści... Wszedłeś nieodwołalnie do najwyższej szczęśliwości... O Boże mój, również i ja jestem szczęśliwy, boś Ty jest szczęśliwy... Bez wątpienia i ja chcę być szczęśliwy, być kiedyś razem z Tobą w niebie. Jednak, Boże mój, jest coś, co znaczy więcej niż moja szczęśliwość: to Twoja! Szczęśliwość w niebie polega na tym, by kochać Cię i widzieć Cię szczęśliwym... W zmartwychwstaniu Twoim, w nieskończonej i wiecznej szczęśliwości Twojej mam niewyczerpane źródło szczęścia, fundament szczęśliwości, której nikt nie może mi odebrać... Posiadam na wieki to, co stanowi istotę mojej szczęśliwości... dobro przewyższające wszelkie inne dobro, najbardziej pożądane z moich pragnień, to, co jest istotą szczęśliwości Aniołów i Świętych, to, co będzie... moim życiem w niebie... pod jednym tylko warunkiem, abym Cię miłował! (Ch. de Foucauld). O Jezu, powstając z martwych mocą Bożą, otworzyłeś nam wieczność i nauczyłeś dróg życia... Przed innymi ukazałeś się bojaźliwym niewiastom. Zasłużyły na to dzięki uczuciu gorącej pobożności. Następnie ukazałeś się Piotrowi, dwom uczniom na drodze do Emaus, zgromadzonym Apostołom... Tak przez czterdzieści dni ukazując się w rozmaity sposób, i jedząc z nimi i pijąc, oświeciłeś nas wiarą, ożywiłeś nadzieją, aby na koniec rozpalić miłością... Jakże szczęśliwe oczy, które Cię oglądały, o Panie! Lecz będę szczęśliwy i ja, jeśli kiedyś będę mógł oglądać Twoją jasność, jaśniejszą od słońca (zob. św. Bonawentura). O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
6 lat temu
http://www.duchprawdy.com/ksiega7.htm
obraz
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Pozdrawiam serdecznie, wszelkich łask Bożej Miłości!
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
II Niedziela Wielkanocna Bóg jest samą Miłością. On potrafi jedynie kochać i przebaczać. Najdobitniej mówi nam o tym śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Od początku swego istnienia Kościół ma w gruncie rzeczy jedno tylko zadanie: głosić i uobecniać miłosierdzie Boga, objawione w Jezusie Chrystusie. I wcale nie jesteśmy w gorszej sytuacji niż Apostołowie, gdyż Chrystus jest realnie obecny w swoim Kościele. Możemy nie widząc, uwierzyć i dostąpić łaski miłosierdzia. ks. M. Zachara MIC „Błogosławieni, którzy uwierzyli” Niedziela tydzień po Wielkanocy została w naszej Diecezji podniesiona do rangi Święta Miłosierdzia Bożego. Boże miłosierdzie jest ściśłe związane z Śmiercią i Zmartwychwstaniem Chrystusa i w nich się najpełniej wyraża. Albowiem Jezus jako jedyna osoba na całym świecie, nie musiał cierpieć ani umierać. A jednak cierpiał i umarł – bo sam tak chciał. Umarł, bo nas kocha, bo w ten sposób chciał nam okazać swoją miłość i dać nam przebaczenie, a przez swoje Zmartwychwstanie zapewnił nam zwycięstwo nad śmiercią. Już to by wystarczyło, aby z nawiązką okazać nam Boże miłosierdzie, ale wielkoduszność Jezusa była posunięta jeszcze dalej. Albowiem wszystkie te wydarzenia nie miały jakiegoś oficjalnego, nadludzkiego charakteru, lecz dokonały się w atmosferze niezwykłej pokory i delikatności, wręcz czułości, wobec najbliższych uczniów Jezusa. Jezus mógł w zasadzie poprzestać na samym wypełnieniu swego obowiązku i posłannictwa, mógł z uzasadnionym poczuciem wyższości złożyć swoje życie w ofierze dla ludzi i obwarować zbawienie wieloma warunkami. A nade wszystko mógł rozliczyć swoich uczniów z ich niechlubnej postawy względem Niego. Wyrzuty byłyby jak najbardziej na miejscu, a jednak Jezus nic takiego nie uczynił, chociaż miał po temu pełne prawo. Nie powiedział ani jednego słowa napomnienia czy wymówki. Najlepiej widać to chyba na przykładzie Tomasza – Apostoła, który nawet po Zmartwychwstaniu miał krytyczny dystans do wydarzeń i nie uwierzył w zwycięstwo Jezusa. O czym to świadczyło? Na ogół koncentrujemy się na postawie Tomasza: nazywamy go niedowiarkiem, niewiernym, patronem agnostyków. Doszukujemy się jego winy, bądź też próbujemy go bronić i usprawiedliwiać. Tymczasem to nie Tomasz powinien być w centrum naszego zainteresowania, lecz Jezus! To On jest głównym bohaterem opowieści. Ile taktu i życzliwości potrafił okazać! Ile zrozumienia dla pobudek i motywacji, z których działał Tomasz. Zamiast oburzenia – spokojna perswazja, zamiast kary – zachęta. Właśnie w tym przejawia się wielkość Bożego miłosierdzia. Bóg potrafi być łaskawy i wielkoduszny. Nie tylko zbawia człowieka i daje mu wstęp do życia wiecznego, lecz także troszczy się o nasze życie doczesne, o nasze poczucie godności i spokój sumienia. Cierpliwie tłumaczy i przekonuje o tym, czego nie potrafimy zrozumieć. Jego miłość jest troskliwa i czuła, chociaż wcale nie musiałaby już taka być. Jest hojna, chce ogarnąć sobą wszystko, co nas dotyczy, a szczególnie naszą codzienność. Powinno być to dla nas bardzo pocieszające i budujące. Na ogół wiemy, że Jezus chce nam odpuścić grzechy i potrafimy z tej możliwości skorzystać. Ale nie zawsze już pamiętamy o tym, że Jezus chce także przemienić nasze życie doczesne, chce je uczynić lepszym, pełniejszym. I chyba dlatego tak rzadko potrafimy wykorzystać te możliwości, które On nam daje do naszej dyspozycji. Przyjmujemy co prawda Jego rozgrzeszenie, ale czy przyjmujemy przebaczenie? Czy przyjmujemy pokój serca, jaki rodzi się z poczucia tego, że jesteśmy bezwarunkowo kochani, że Bóg nie ma nam niczego za złe? Czy staramy się żyć wiarą, to znaczy żyć ze świadomością, że w każdym momencie jest koło nas Bóg, który mnie kocha i chce mi pomóc? Jeśli tak, to otwierają się dla nas szeroko bramy miłosierdzia. Obyśmy potrafili z zaufaniem i bez lęku w nie wkroczyć. Błogosławieni, którzy uwierzyli, chociaż nie widzieli! ks. M. Pohl Tomasz nie wierzy Każdy człowiek, którego interesuje postać Chrystusa, powinien często zatrzymywać się nad tymi scenami Ewangelii, w których opisane są spotkania z Mistrzem z Nazaretu. Można wówczas zauważyć, jakie uczucia żywili ludzie wobec Niego. Da się to wyczytać z ich słów, postawy, reakcji. Można się dowiedzieć, dlaczego płaczą, dlaczego się radują, dlaczego się dziwią czy odchodzą. Spróbujmy dziś przez chwilę zatrzymać się nad tym wyjątkowym spotkaniem Tomasza ze zmartwychwstałym Chrystusem. Apostoł, jeden z Dwunastu, wystawiony na próbę. W Wielką Niedzielę cała dziesiątka spotkała Mistrza — brakowało tylko Tomasza. Gdy przybył, opowiedzieli mu wszystko szczegółowo. Przypomnieli zapowiedź Chrystusa o zmartwychwstaniu. Tomasz nie uwierzył ani Apostołom — swym kolegom, ani proroctwu Chrystusa. Postawił warunek: „Jeżeli nie włożę palca w miejsce gwoździ /.../, nie uwierzę”. Osiem dni kwestionował świadectwo Apostołów. Jeden z pierwszych biskupów przez osiem dni nie wierzył. Widział tyle cudów. Wspominał spór z Chrystusem przed wskrzeszeniem Łazarza, kiedy to nie chciał, by wracali do Betanii. Wspominał długą dyskusję przy stole w Wielki Czwartek, kiedy na tajemnicze zdanie Pana Jezusa: „Znacie drogę, dokąd Ja idę” /J 14, 4/, otwarcie protestował: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” /J 14, 5/. Po ośmiu dniach minął czas próby. Nadszedł moment spotkania. Tomasz wita Jezusa słowami: „Pan mój i Bóg mój!”. Najpiękniejsze wyznanie, jakie zanotowały Ewangelie. Wyznanie Bóstwa Chrystusa. To spotkanie stało się przełomowym momentem w życiu Apostoła. Tomasz zrozumiał, że musi poświęcić całe życie dla Tego, który zmarł i zmartwychwstał. Uwierzył bowiem nie tylko w zmartwychwstanie, uwierzył również w to, że Chrystus jest Bogiem. A jednak mimo tej wiary, w tym radosnym spotkaniu Tomasz usłyszał z ust Chrystusa słowa upomnienia: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Każdego z nas czeka takie spotkanie z Jezusem. Oby On nie musiał wtedy ganić naszej słabej wiary. Zawierzmy świadectwu Tomasza. Skoro jego palec dotknął śladów gwoździ w rękach Mistrza z Nazaretu — niech nam to wystarczy. On sprawdził za nas. My możemy skłonić głowę przed zmartwychwstałym Panem. Spotkanie z Tomaszem Apostołem pozwala odkryć, jak trudnym aktem jest wiara w zmartwychwstanie Jezusa. Skoro jednak zawiera się w niej tajemnica szczęścia człowieka, nie ustawajmy w błaganiu: „Panie, przymnóż nam wiary”. Prośmy o tę łaskę dla siebie i swoich bliskich. Ojciec niebieski tego daru proszącym nie odmawia. Pragnie przecież zbawienia wszystkich ludzi. Powtórzmy za Apostołem: „Pan mój i Bóg mój!”. Słowo „mój” niech wypowie serce i niech to uczyni z radością. Wiara to nie echo powtarzanych słów Tomasza, lecz okrzyk serca, które odkrywa, że Chrystus zmartwychwstały zasiadający po prawicy Ojca — jest moim Panem i moim Bogiem. Pieśń naszego zwycięstwa Mamy już Święta Wielkanocne za sobą. Dni Wielkiego Tygodnia z całym bogactwem treści i piękna liturgii zostawiły w nas ślad spotkania z inną rzeczywistością, ale jest to najczęściej ślad w pamięci. Podchodzimy do misterium Wielkiego Tygodnia jak do wydarzeń, które miały miejsce przed wiekami, i w rocznicę trzeba o nich pamiętać. Duża część ludzi wierzących uważa, że to wystarcza. Podobnie jak dobre dzieci pamiętają o rocznicy śmierci swoich rodziców i w tym dniu zamawiają Mszę świętą i nawiedzają ich grób, tak dobrzy chrześcijanie pamiętając o rocznicy śmierci i zmartwychwstania swego Założyciela zjawiają się w Wielki Piątek na adoracji krzyża, a w Wielką Niedzielę przy Jego pustym grobie. Takie jednak podejście dalekie jest od tego, czego pragnął sam Jezus. Dalekie też jest od przeżyć, jakie towarzyszyły obchodom Wielkanocy starożytnych chrześcijan. Oni przeżywali te Święta bardzo osobiście. Fakt zmartwychwstania Jezusa rzutował na ich postawę. W jego świetle zupełnie inaczej podejmowali codzienne życie, cierpienie i śmierć. Oni chcieli spotkać się z Tym, który „był umarły, a jest żyjący na wieki wieków i ma klucze śmierci i otchłani”. Ponieważ to spotkanie dokonywało się przez chrzest i Euchrystię, w dni Wielkiego Tygodnia cieszyli się nie tyle z tego, że Jezus umarł i zmartwychwstał, lecz z tego, że nie muszą się już obawiać śmierci, bo zmartwychwstaną. Wielkanoc to Święta dziękczynienia Bogu za łaskę wiary, która umożliwia takie spotkanie z Jezusem, że przemienia całość życia wypełniając je wielką nadzieją. Jezus nie potrzebował umierać i zmartwychwstawać dla siebie. Uczynił to dla nas. Ponieważ nasze życie nieuchronnie prowadzi ku śmierci, wstąpił na tę drogę, by stać się naszym towarzyszem. Ta Jego obecność w naszym życiu jest wydarzeniem największym, wszystkie inne to tylko jej konsekwencje. Stąd też Święta Wielkanocne dla chrześcijan starożytnych, bliskich wydarzeń ewangelicznych, były nie tyle rocznicą śmierci i zmartwychwstania Mistrza, lecz przede wszystkim rocznicą osobistego z Nim spotkania. Radosna rocznica wejścia w bliski kontakt ze Zmartwychwstałym. Te Święta promieniowały wielką radością, którą Kościół wyśpiewuje do dziś w Wielką Sobotę w przepięknym hymnie „Weselcie się”. Wielkanoc to Święta Zwycięstwa. Nie ma takiej potęgi zła, która oparłaby się mocy Zbawiciela. Pierwsi chrześcijanie, stając pod sztandarem zmartwychwstałego Pana, z podniesioną głową i dumną piersią razem z Nim ruszali do boju o najwyższe wartości wiedząc, że ani ustawy, ani nieudolność władz, ani kryzysy gospodarcze, ani otaczające ich bagno niemoralności, ani potęgi duchowe, ziemskie, podziemne nie są w stanie się im oprzeć. Ich serca były wypełnione mocą zmartwychwstałego Pana. Jak się to stało, że straciliśmy z oczu to osobiste odniesienie do Jezusa zmartwychwstałego? Dlaczego nie radujemy się z nadziei naszego zmartwychwstania? Czyżby nasza wiara była aż tak słaba, że energia, która odniosła zwycięstwo nad śmiercią, w nas nie może wskrzesić nawet ducha? To fakt, że trzeba się zgodzić na zmianę życia według wskazań zmartwychwstałego Pana, ale czyż na dnie serca każdy z nas nie tęskni do tej zmiany? Ciągle się nam wydaje, że ta zmiana przyjdzie od zewnątrz: zmieni się ustrój, zmieni się ekipa ludzi sprawujących władzę i będzie lepiej. Wielkie złudzenia! Lepiej będzie jedynie wówczas, gdy zmartwychwstanie w Chrystusie nasze serce. Tylko wtedy potrafimy zaśpiewać pieśń naszego zwycięstwa! ks. E. Staniek O Panie, obym nie był niedowiarkiem, lecz wierzącym! (J 20, 27) „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29). Jezus pochwalił w ten sposób wiarę tych wszystkich, którzy mieli uwierzyć w Niego nie doznając tej pociechy, jaką mogłoby im dać potwierdzenie wiary przez świadectwo zmysłów. Piotr, wzruszony żywą wiarą pierwszych chrześcijan, którzy wierzyli w Jezusa, jak gdyby Go znali osobiście, oddaje chwałę Panu: „Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały” (1 P 1, 8). Oto szczęście, jakie daje wiara głoszona przez Pana, i jaka powinna uszczęśliwiać wierzących wszystkich czasów. Wobec trudności i wysiłku wierzenia trzeba pamiętać na słowa Jezusa i znaleźć w nich podporę dla wiary czystej i ogołoconej, lecz pewnej, bo opartej na słowie Boga. Wiara w Chrystusa stanowiła siłę spajającą i jednoczącą pierwszych chrześcijan w nierozerwalną całość. Wiara łączyła ich w głęboką wspólnotę uczuć i życia. „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących” (Dz 4, 32). To była główna cecha charakterystyczna pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej, która powstała dzięki „mocy”, z jaką „Apostołowie świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa” (tamże 33), i dzięki mocnej wierze, z jaką odpowiadał każdy wierzący na owo świadectwo. Ta wiara była tak silna, że nakłaniała ich do wyrzeczenia się dobrowolne własnych dóbr i oddania ich na użytek najbardziej potrzebujących chrześcijan, uważanych za prawdziwych braci Chrystusa. Nie była to wiara teoretyczna, ideologiczna, lecz tak konkretna czynna, że wyciskała całkiem nowe znamię na życiu wierzących, nie tylko w obcowaniu z Bogiem, w modlitwie, lecz także w obcowaniu z bliźnim, a nawet na płaszczyźnie interesów, na których człowiekowi tak ogromnie zależy. Taka wiara jest dzisiaj rzadka; dziś wiara nie ma żadnego wpływu na przyzwyczajenia wielu chrześcijan, nie przemienia zgoła ich życia lub przemienia bardzo mało. Takie chrześcijaństwo nie przekonuje ani nie nawraca świata. Trzeba ożywiać swoją wiarę poprzez przykład pierwotnego Kościoła, trzeba błagać Boga o łaski głębokiej wiary, bo od mocy wiary zależy zwycięstwo chrześcijanina. „Tym zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, Jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym?” (1 J 5, 4-5). Wielbię Cię, mój Boże, z apostołem Tomaszem. Ponieważ zgrzeszyłem jak on niedowiarstwem, teraz uwielbiam Cię jeszcze goręcej... „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 25), mój Bóg i moje Wszystko. Ciebie, i nikogo innego jak tylko Ciebie powinienem pragnąć. Tomasz zbliżył się, by dotknąć Twoich najświętszych ran. Przyjdzie kiedyś dzień, w którym również i ja będę mógł prawdziwie i widzialnie pochylić się i ucałować je. Co za cudowny to będzie dzień, w którym wolny od wszelkiej, choćby najmniejszej nieczystości i grzechu będę mógł zbliżyć się do Boga-Człowieka królującego na tronie chwały! Będzie to wspaniały świt, gdy odpokutowawszy moje winy, własnymi oczami po raz pierwszy zobaczę Twoje oblicze; kiedy będę mógł spoglądać bez obawy na Twoje oczy i usta, klęcząc całować Twoje stopy pełen radości i rzucić się w Twoje ramiona. Jedyny prawdziwy Przyjacielu duszy mojej, już teraz chcę Cię miłować, by móc miłować Cię i potem, w ten dzień. Będzie to dzień wieczny, bez końca, tak bardzo różny od dni życia ziemskiego. Teraz odczuwam w sobie ciężar tego „ciała śmierci”, tysiączne myśli zajmują mię i rozpraszają, a jedna z nich może wystarczyć, by mnie pozbawić nieba. W ten dzień natomiast nie będzie już żadnej możliwości zgrzeszenia... doskonały i miły w Twoim obliczu, będę mógł cieszyć się Twoja obecnością bez lęku i, w otoczeniu aniołów i archaniołów, nie będę się wstydził, że jestem widziany. Chociaż jeszcze nie jestem gotowy, aby Cię zobaczyć i dotknąć, mój Boże, pragnę mimo to zbliżyć się do Ciebie i dosięgnąć pragnieniem tego czego w pełni nie mogę teraz posiadać (J. H. Newman). O Panie Jezu Chryste, nie widzieliśmy Cię oczyma ciała, kiedy żyłeś w ciele, jednak wiemy, wierzymy i wyznajemy, że Ty jesteś prawdziwym Bogiem. O Panie, prosimy Cię: niechaj nasze wyznanie wiary zaprowadzi nas do chwały; wiara ta niech nas zachowa od drugiej śmierci; nadzieja zaś niech będzie dla nas pociechą, kiedy musimy płakać w tak wielkim ucisku, i niech nas doprowadzi do radości wiecznych. A po doświadczeniach tego życia, kiedy osiągniemy cel powołania niebieskiego i zobaczymy Twoje uwielbione ciało w Bogu... niechaj również nasze ciała dostąpią chwały od Ciebie, o Chryste, nasza Głowo (Liturgia mozarabska). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
III Niedziela Wielkanocna Zmartwychwstały Jezus nie rozlicza Piotra z jego trzykrotnego wyparcia się Go wobec sług arcykapłana. Jedynie trzykrotnie pyta go o miłość. Upadek otworzył Piotrowi oczy na własną kruchość, a zarazem stał się dla niego okazją do poznania bezmiaru miłosierdzia Pana. Dlatego Piotr nie polegał już na sobie samym, lecz pozwalał się prowadzić Duchowi Świętemu, stając się zdolnym do prostego i odważnego świadczenia o Chrystusie, a w końcu do przyjęcia własnej krzyżowej śmierci. Bóg nie chce, abyśmy rozpamiętywali w nieskończoność swoje grzechy. Grzech powierzony Jego miłosierdziu staje się „błogosławioną winą”, która unaocznia nam naszą słabość i uczy nas polegania na Bogu. ks.M.Z.MIC „Czy kochasz Mnie?” Pomimo, że uczniowie dobrze już wiedzieli o Zmartwychwstaniu Jezusa, o Jego zwycięstwie, to jednak nie bardzo wiedzieli, co z tego wynika, co dalej robić. Ten pomysł z nocnym połowem ryb był chyba bardziej ucieczką od nudów, bez większego przekonania podjętą próbą powrotu do starego zawodu, aniżeli jakimś konstruktywnym i celowym działaniem. Nie ma się zresztą co dziwić. Po śmierci i nieoczekiwanym Zmartwychwstaniu Jezusa, uczniowie byli wystarczająco wytrąceni z równowagi, żeby nie wiedzieć, co robić. Przez ostatnie trzy lata przyzwyczaili się, że Jezus myślał za nich, że On planował i organizował całe ich życie i codzienne zajęcia. Teraz zostali sami. Co prawda widzieli kilka razy żywego Chrystusa, ale widzieli Go inaczej, niż przed tym tragicznym piątkiem. Teraz był On tak jakby nie z tego świata, nie do życia, bardziej chyba do podziwiania, niż do wspólnego przebywania. Nic więc dziwnego, że aby uciec od tych natrętnych myśli i pytań, Piotr postanowił wypłynąć na połów. I znów – jak na początku znajomości z Jezusem – przez całą noc nic nie ułowili. O świcie pojawił się jakiś gość: najpierw zapytał o jedzenie, potem kazał zarzucić sieci. Po chwili były pełne ryb. Jan pierwszy rozpoznał Jezusa, ale w działaniu zareagował pierwszy Piotr. Nie wahając się porwał ubranie i rzucił się do wody, by wpław przypłynąć do Jezusa. Ryby się już nie liczyły, bo Piotr nie był już rybakiem. On chciał żyć i pracować dla Jezusa, a nie dla ryb. Jednakże Jezus pokazał, że trzeba umieć zatroszczyć się o wszystko: zarówno o potrzeby ciała, jak i duszy. Przy ognisku był już przygotowany skromny posiłek – bardziej na zachętę i dobry początek, niż do nasycenia się. Ale zaraz potem Piotr doniósł świeżych ryb i można już było się porządnie najeść. Jednakże to wczesne śniadanie z Jezusem było tylko wstępem do tego, co najważniejsze. Po śniadaniu, gdy uczniowie oswoili się z obecnością Jezusa, padło decydujące pytanie i odpowiedź, dotycząca podstawowego problemu – co dalej. Miało to zależeć od postawy Piotra, a w nim – całego Kościoła. Najważniejsza w tym była miłość. Jezus nie pytał, czy uczniowie są gotowi, czy chcą, czy wiedzą co i czy potrafią. Zapytał ich – w osobie Piotra – czy kochają. Bo to jest najważniejsze. Zdolności mają nie wszyscy, specjalistyczne studia też, ale kochać może każdy. A gdy ktoś naprawdę kocha, wtedy i odkryje w sobie zdolności, i podejmie studia, i zrobi wszystko, co potrzeba, by sprostać zadaniom, jakie stawia przed nami miłość. Miłość bowiem musi wyrazić się w czynie. Nie jest ona abstrakcyjnym i oderwanym od życia uczuciem, lecz postawą konkretnej służby, gotowością do poświęcenia się i podjęcia tego wszystkiego, co będzie akurat potrzebne. Miłość jest dynamiczną siłą, umożliwiającą robienie tego, co w danym momencie jest najwłaściwsze. I to powinna być podstawowa dyspozycja każdego, kto chce służyć Bogu i Kościołowi. Nie jest zrazu ważne, czy ktoś, kto chce być księdzem, umie mówić kazania: jeśli kocha, to się na pewno nauczy. Nie jest ważne, czy narzeczona umie gotować: jeśli kocha, do ślubu zdąży się już opanować kilka dań. Miłość pozwala człowiekowi być elastycznym i dyspozycyjnym. Ale do takiej miłości trzeba dojrzeć. A zanim to nastąpi, człowiek nieraz długo musi się zmagać ze sobą, swoim egoizmem, wygodnictwem, pychą i miłością własną. Miłość to sztuka ciągłego uczenia się, jak kochać. I dlatego nie musimy być od razu w pełni doskonali, musimy tylko chcieć się uczyć kochać. Jezus nas poprowadzi, jeśli zechcemy pójść za Nim. Nawet tam, dokąd dziś jeszcze nie chcemy. ks.M.P. Dwa wymiary Kościoła Cztery Ewangelie ukazują jakby cztery wymiary zbawczej miłości. Św. Marek mówi o jej wysokości, kładzie bowiem nacisk na tajemnicę połączenia w Jezusie Bóstwa z człowieczeństwem. Św. Mateusz mówi o jej szerokości, gdy zwraca uwagę na dwa brzegi, w których płynie Dobra Nowina. Starotestamentalny brzeg Prawa z Góry Synaj i nowotestamentalny brzeg Prawa ośmiu błogosławieństw ogłoszonych w kazaniu na górze. Św. Łukasz ukazując historyczny wymiar zbawczego dzieła Jezusa, od Adama po kres dziejów, mówi o długości zbawczej miłości. Św. Jan natomiast wprowadza w jej głębię. Z tej racji odczytywanie jego Ewangelii nastręcza sporo trudności, ale też stanowi najbardziej pasjonującą przygodę w czytaniu Pisma Świętego. Rozważając opisane przez Jana wydarzenia, trzeba mieć ciągle na uwadze tę ich głębię. Oto scena przekazu prymatu Piotrowi. Można i trzeba odczytać ją jako historyczne wydarzenie, którego świadkiem był sam autor. Jakkolwiek taka interpretacja jest słuszna i piękna, nie wyczerpuje ona bogactwa tej sceny. Chcąc dotknąć jej głębi trzeba pamiętać, że autor czwartej Ewangelii mówiąc o Piotrze i Janie, ma na uwadze nie tylko dwu Apostołów, ale i dwa wymiary tajemnicy Kościoła. Piotr reprezentuje instytucjonalny wymiar Kościoła, a więc ludzi którzy w Kościele są odpowiedzialni za organizację, Jan natomiast jego wymiar charyzmatyczny, czyli tych, dla których najważniejsze jest uświęcenie serca. Przy ścisłej współpracy tworzą oni jeden Chrystusowy Kościół. Spróbujmy w ten sposób odczytać scenę przekazu Piotrowi prymatu nad brzegiem Tyberiadzkiego Morza. Piotr, przedstawiciel hierarchii, organizuje pracę: „Idę łowić ryby” /J 21, 3/. Jan, przedstawiciel ludzi o głębokim życiu duchowym, współpracuje z Piotrem. Owoce ich pracy są jednak uzależnione od dokładnego wypełnienia woli Jezusa. Dopiero gdy zarzucają sieci zgodnie z Jego instrukcją — sieć jest pełna. Pierwszy rozpoznaje Chrystusa człowiek ducha /Jan/, on też informuje o tym zajętego rybami Piotra. Z kolei pierwszy biegnie do Chrystusa Piotr, by równie szybko wrócić do ryb i dokładnie je policzyć. Ciągle ludzie odpowiedzialni za instytucjonalne życie Kościoła martwią się o to, co należy do doczesności — łódź, sieci, ryby. I w te właśnie ręce, dbające o organizację Kościoła, Jezus składa odpowiedzialność za całe losy Kościoła na ziemi — tak jego organizacji, jak i życia nadprzyrodzonego. Piotrowi a nie Janowi Jezus powiada: „Paś owce moje!” /J 21, 16/. O jedno jednak Chrystus się martwi. Czy ludzie decydujący o życiu Kościoła na ziemi potrafią zachować przykazanie miłości Boga, czy doczesny wymiar Kościoła nie pochłonie ich całkowicie. Stąd trzykrotnie stawia Piotrowi pytanie: „Czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”. Pytanie kłopotliwe, ponieważ obok stał Jan, który kochał Mistrza i nie zawiódł Go nigdy, nawet na Golgocie. Jezus nie potrzebuje wzywać ludzi żarliwego serca /Jana/ do robienia rachunku sumienia ze stopnia umiłowania przez nich Boga. Ich miłości jest pewien, bo właśnie w ich ręce /Jana a nie Piotra/ oddał swą Matkę. Jej zaś miłości jest całkowicie pewien. Rzecz znamienna, że Piotr czując się odpowiedzialnym za życie Kościoła chciałby wiedzieć wszystko o Janie. Jezus jednak okrywa tajemnicą losy ludzi żarliwego serca i na pytanie: „Panie, a co z tym będzie?” odpowiada: „Co tobie do tego? Ty pójdź za Mną!” /J 21, 21-22/. Chcąc wejść w bogactwo tajemnicy Kościoła w ujęciu Jana, należałoby pod tym kątem przeczytać całość jego Ewangelii. Jakże inaczej wygląda wtedy np. wzmianka o Janie /Kościół duchowy/ spoczywającym na piersi Jezusa w Wieczerniku, o obecności Jana pod krzyżem czy też o wejściu Jana i Piotra do pustego grobu Jezusa. Tak oto pod piórem Jana historyczne wydarzenia nabierają nowego sensu i ujawniają głębię tajemnicy zbawczej miłości. „Miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” Trudne pytanie postawił Jezus Piotrowi. Obok stał Jan, jedyny, który nie zawiódł Mistrza w Wielki Piątek i odważnie stanął blisko krzyża. Udowodnił wtedy, że kocha więcej niż pozostali Apostołowie, więcej niż Piotr. Ten bowiem w chwili krzyżowania Jezusa, w ukryciu, łzami zmywał trzykrotne zaparcie się Mistrza na dziedzińcu pałacu Kajfasza. Jak w tej sytuacji odpowiedzieć: Tak, Panie, Piotr kocha Cię więcej niż ci, więcej niż Jan? A jednak Piotr taką odpowiedź daje, i to trzykrotnie. Dodaje jedynie: „Ty wiesz, Panie”. Czyżby upadek na dziedzińcu arcykapłana nie tylko nie zniszczył jego miłości, lecz nawet ją umocnił? Piotr doświadczył przebaczającej miłości Chrystusa. Zgrzeszył, i to ciężko, żałował, a Jezus mu przebaczył. Takie przeżycie umacnia miłość znacznie pełniej niż wszelkie inne przeżycia. Nawet więcej niż wierność Jana pod krzyżem na Golgocie. Grzech bowiem głęboko rani serce, a jeśli w akcie żalu człowiek sam otworzy tę ranę przed Bogiem, Ten wlewa w nią swą przebaczającą miłość. Człowiek wówczas odkrywa zbawczy wymiar miłości. Grzech jednak ma tendencję do zamykania człowieka w sobie. Wówczas zamiast doskonalenia miłości, mamy do czynienia z jej skarłowaceniem. Zranione serce nie może bić w rytm Bożego serca, a to prowadzi do jego obumierania. Jezus przez długi czas wychowywał Piotra do tego, by był opoką Kościoła. Chciał mieć pewność, że nie zawiedzie, że potrafi znaleźć właściwe rozwiązanie nawet w momentach tak dramatycznych jak grzech. Trzykrotnie więc pyta o miłość. Tylko ten bowiem, kto prawdziwie kocha, nie zawiedzie, a jeśli zawiedzie, potrafi to naprawić. Od tej rozmowy z Chrystusem życie Piotra zamienia się w ustawiczne wyznanie miłości. Składał jej dowody przez długie lata, aż nadszedł dzień męczeńskiej śmierci na Watykańskim Wzgórzu. Ostatnie wyznanie miłości złożył, jak Mistrz — na krzyżu. Droga Piotra od grzechu do wyznania miłości jest dla nas pełna nadziei. Nawet zaparcie się Boga może być zmazane aktem prawdziwej miłości. Nie należy po grzechu rozrywać szat, lecz otworzyć serce aktem prawdziwego żalu, by umożliwić Bogu wlanie weń przebaczającej miłości. Tak niewiele potrzeba, by nawet po najcięższych grzechach zobaczyć nad sobą pochyloną twarz kochającego Ojca. Jest to jedna z tajemnic Ewangelii. Nikt z nas nigdy nie potrafi zrozumieć słów Chrystusa: „Komu mało się odpuszcza, mało miłuje” /Łk 7, 47/. Jezus przebaczył Piotrowi więcej niż Janowi. Piotr mógł więc wyznać, że kocha Mistrza więcej niż inni, więcej niż Jan. ks.E.S. „Barankowi błogosławieństwo, cześć, chwała i moc” (Ap 5, 13) Liturgia dzisiejszej niedzieli podaje nam trzy świadectwa Zmartwychwstania: ukazanie się Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim; oświadczenie Piotra i Apostołów wobec synedrium; proroczą Janową wizję chwały Baranka. Ukazanie się Jezusa nad jeziorem* (* Zob. komentarz na piątek Wielkanocny, nr 102.) łączy się ze szczególnymi wydarzeniami: cudowny połów stu pięćdziesięciu trzech dużych ryb, śniadanie przygotowane przez Zmartwychwstałego na piasku, nadanie prymatu Piotrowi. Piotr, pobudzony miłością ku Jezusowi, pierwszy wybiega na spotkanie z Nim, a Pan po skończeniu posiłku zapytuje go właśnie o tę miłość. Musiało być przykre dla Apostoła to, że Pan trzykrotnie pyta o tak delikatną sprawę, lecz w ten sposób Jezus doprowadza go niepostrzeżenie do naprawienia trzykrotnego zaparcia się Pana; zarazem daje mu poznać, że człowiek jedynie wtedy może być pewnym swojej miłości ku Bogu, kiedy tę pewność opiera tylko na Nim. Piotr zrozumiał i po trzecim pytaniu, „zasmucony”, lecz bardziej pokorny, odpowiada: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21, 17). Dzięki tej pokorze i ufności Apostoł zostaje ustanowiony głową Kościoła. Musi jednak wiedzieć, że nie chodzi tutaj o zaszczytny tytuł, lecz o służbę podobną do tej, jaką Jezus pełnił dla ludzi, ofiarując się dla ich zbawienia, dlatego słyszy słowa: „Gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (tamże 18). Dzieje Apostolskie (I czytanie) ukazują Piotra na czele Apostołów pozwanych przed synedrium za to, że głosili imię Jezusa. Po oświadczeniu, że „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29), Piotr odważnie głosi Zmartwychwstanie: „Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie” (tamże 30). Gdy wraz z innymi wyszedł z więzienia, wie, że może go spotkać coś gorszego, lecz nie obawia się, bo całą ufność swoją złożył w Zmartwychwstałym i zrozumiał, że powinien naśladować Go również w cierpieniach. Przemówienie Piotra jest poparte szczególnym stwierdzeniem: „Dajemy temu [Męce i Zmartwychwstaniu] świadectwo, my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni” (tamże 32), co znaczy, że Duch Święty przemawia przez usta każdego, kto będąc posłuszny Bogu głosi Ewangelię, nie zważając na żadne ryzyko. Dla Apostołów owo ryzyko staje się natychmiast rzeczywistością, zostają bowiem skazani na biczowanie, a znoszą je z radością, „cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia Jezusa” (tamże 41). Takiego świadectwa, nie liczącego się ze względem ludzkim i wolnego od lęku, Pan oczekuje od każdego chrześcijanina. Odważna wiara wierzących bardziej przekonuje świat niż jakakolwiek apologia. Z świadectwem Kościoła walczącego, zawsze niedoskonałym z powodu słabości ludzkiej, łączy się świadectwo Kościoła triumfującego (II czytanie), wyśpiewującego donośnym głosem chwałę zmartwychwstałego Chrystusa: „Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę i błogosławieństwo” (Ap 5, 11). Oto hymn wdzięczności i miłości wszystkich stworzeń dla Tego, który zbawiając człowieka odkupił cały wszechświat. Wspaniały obraz liturgii niebieskiej, której motyw tutaj na ziemi powtarza liturgia eucharystyczna: „Twoje jest królestwo, Twoja potęga i chwała na wieki!” Chrześcijanin jest wezwany, aby łączył się z wybranymi w wychwalaniu i adoracji Pana uwielbionego, nie tylko słowem i gestem, lecz przede wszystkim życiem i czynem. O Boże, w tych dniach lepiej poznaliśmy Twoją ojcowską dobroć; spraw, abyśmy gorliwiej korzystali z Twojej łaski, a uwolnieni z mroków błędu całym sercem przylgnęli do prawdy (Mszał Polski: kolekta na czwartek III tyg. wielkanocnego). O Panie, za tyle starań, jakimi mnie otaczasz, o jedno tylko pytasz z niepokojem: Synu mój, czy miłujesz mię? Panie, Panie, cóż mam na to odpowiedzieć? Spójrz na moje łzy, posłuchaj bicia mego serca... cóż mam powiedzieć? „Domina, tu scis quia amo Te”. Obym mógł kochać Cię miłością Piotra, z zapałem Pawła i Twoich męczenników! Do miłości niech się dołączy pokora, niskie mniemanie o sobie, wzgarda dla świata, a potem uczyń ze mnie, co chcesz: apostoła czy męczennika, o Panie. Wobec Twojej pokory, o Jezu najsłodszy, który jak cichy baranek poddajesz się prześladowaniu, męce, zdradzie i śmierci. duszę moją ogarnia przerażenie, zawstydzenie i poczucie unicestwienia. Brak słów, nawet miłość własna milknie i nie śmie wysuwać swoich pretensji. „O Jezu, pociecho pielgrzymującej duszy, przed Tobą głos w ustach moich zamiera, a milczenie moje woła ku Tobie”. Po tylu łaskach, jakie odebrałem w ciągu mego długiego życia, nie ma już rzeczy, której bym nie chciał. Tyś mi, o Jezu, otworzył drogę: „Dokądkolwiek pójdziesz, pójdę za Tobą”, na ofiarę, na cierpienie, na śmierć (Jan XXIII: Dziennik duszy, rok 1902, 1961). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
IV Niedziela Wielkanocna Jezus Chrystus wszedł do chwały zmartwychwstania przez krzyż. Chrześcijanin nie powinien sądzić, że zostanie mu oszczędzone doświadczenie niezrozumienia ze strony innych, a może nawet ucisku czy prześladowania. Jednak żadne tego rodzaju doświadczenia nie są w stanie nas odłączyć od Chrystusa. Wsłuchiwanie się w Jego słowo i trwanie w nim pozwoli nam zachować wierność w czasie próby. ks. M. Zachara MIC „Znam moje owce” Dzisiejszy fragment został wyjęty z tzw. mowy Jezusa o Dobrym Pasterzu. Jezus przy pomocy bardzo sugestywnego i czytelnego – przynajmniej w owych czasach – obrazu, objawia nam kim jest i jaka jest Jego rola względem nas. Jest to rola pasterza, dobrego pasterza. Dzisiaj, w czasach, gdy oduczono nas dobrze pracować i szanować pracę, a zwłaszcza szanować ludzi, dla których pracujemy, ten epitet – „dobry” – może się wydawać cokolwiek niezrozumiały. Tym bardziej, że nie bardzo już chyba wiemy, na czym w ogóle polega praca pasterza, a co dopiero mamy znać takie niuanse, jak „dobry” pasterz. Pasterz ma przede wszystkim troszczyć się o owce. W dzisiejszych czasach powiedzielibyśmy raczej, że ma dbać, by szybko przybierały na wadze, dawały dużo wełny i wysokoprocentowego mleka oraz miały gęstą skórę na kożuch. Traktujemy owce jedynie w kategoriach ekonomiczno-użytkowych. Jednakże dla Żydów owce, a jeszcze bardziej baranki, miały wartość szczególną, i to wcale nie tylko kulinarną. Było to zwierzę ofiarne, to znaczy takie, które składano Bogu w ofierze jako dar, zadośćuczynienie czy ofiara zastępcza. Każdy Żyd pamiętał, że baranek był miłym Bogu darem Abla, że zastąpił w krytycznej chwili Izaaka, że krew baranka paschalnego ocaliła ich przodkom życie w niewoli egipskiej. Bohater przypowieści, którą Natan opowiedział Dawidowi, tak kochał swoją owieczkę, że spała z nim na jednym posłaniu. Stosunek Żydów do tych zwierząt był bardzo serdeczny i ciepły. A zarazem wiedzieli też, że była to podstawa ich utrzymania i wyżywienia. I dlatego potrafili szanować i cenić każde jagnię. W swojej przypowieści o zaginionej owcy Jezus mówi, że pasterz z poświęceniem chodzi za nią po górach i chaszczach, a gdy ją znajduje, bierze z czułością na ramiona i sprasza przyjaciół, by dzielić z nimi radość. Trzeba to wszystko chociaż trochę wiedzieć, żeby zrozumieć, co to znaczy być dobrym pasterzem. To nie tylko bezpiecznie prowadzić owce po górach, karmić, poić i myć, lecz także kochać, mówić do nich, traktować je z czułością, w sposób osobisty i prawie intymny. Oczywiście, dobrze rozumiemy, że tak można traktować jedynie człowieka, a nie zwierzę. I właśnie tak traktuje nas Jezus. Zna nas. To nie znaczy tylko, że wie o nas wszystko; byłoby to dość przygnębiające, gdybyśmy wiedzieli, że gdzieś ktoś śledzi każdy nasz krok, a sam pozostaje dla nas niewidzialny. „Znać” w języku biblijnym oznacza bliską i serdeczną więź miłości, obustronne zaufanie i otwarcie się na siebie, odsłonięcie swego wnętrza, oznacza coś, co łączy męża i żonę w najintymniejszych momentach. Dlatego ci, których Jezus zna, ufają Mu, idą Jego drogą, słuchają Jego głosu, bo wiedzą, że to daje im gwarancje bezpieczeństwa, umożliwia życie w pokoju i miłości, bez lęku przed śmiercią na wieki. A ta gwarancja jest w Bogu. W tym momencie Jezus nie powołuje się tylko na siebie – nikt z uczniów nie rozumiał wtedy jeszcze, co to znaczy, że Jezus jest Synem Bożym – lecz na Boga. Zarazem utożsamia się z Ojcem: należeć do Jezusa, to tyle samo, co należeć do Boga. Miłość i zaufanie uczniów do Jezusa, jest zarazem miłością do Boga. W tym momencie Jezus ukazuje, że nie ma tu żadnej różnicy, że jedno i drugie jest tym samym, że On i Bóg to jedno! Jezus jest Dobrym Pasterzem, który prowadzi do Ojca i właśnie dlatego może zagwarantować nam życie wieczne, bo Bóg jest większy od wszystkiego. Czy to nie wspaniałe, że nasz los jest w tak dobrych i pewnych rękach?! ks. M.P. Znaleźć przewodnika Życie nasze jest za krótkie, by można było eksperymentować. Dni mijają bezpowrotnie. Gdyby się zatem eksperyment nie udał, takie dni są stracone na zawsze. Nie ma więc czasu na szukanie własnej drogi. Trzeba się zdecydować na jedną z tych, którymi ludzie wędrują. W rozmowie z człowiekiem zagubionym usłyszałem pytanie: „Na jakiej podstawie ksiądz jest taki pewny wybranej przez siebie drogi życia?”. Odpowiedziałem, że idę za ludźmi, którzy tę drogę mają już za sobą — to Paweł z Tarsu, Augustyn z Hippony, Franciszek z Asyżu, Brat Albert i wielu im podobnych. Ja nie mam czasu na wytyczenie nowej drogi. Idę za nimi. „A jeśli się oni pomylili — pyta mój rozmówca — to i ksiądz się pomyli”. To prawda, odpowiadam. Lecz nawet gdyby się pomylili, jest to jedyna pomyłka, jaką warto na ziemi popełnić. A jest tak dlatego, że droga, jaką wybrali, pozwoliła im osiągnąć pełną dojrzałość. Nie widzę nikogo innego na świecie, kto mógłby się z nimi równać. To są ludzie wielkiego serca. Jeśli się nawet pomylę, to chcę się pomylić razem z nimi. Przytaczam tę rozmowę, chcąc uświadomić podstawową prawdę ewangelicznej drogi. Nie można nią wędrować samotnie, trzeba wybrać przewodnika. Jest to droga, na której rozum jest potrzebny przede wszystkim do tego, by wybrał dobrego przewodnika. Dalsza wędrówka sprowadza się do wierności temu przewodnikowi. Dlaczego — jako człowiek wierzący — wędrując za Pawłem z Tarsu, Augustynem czy Franciszkiem z Asyżu nie muszę się obawiać pomyłki? Dlatego, że oni wędrują za Chrystusem, to On był ich przewodnikiem. Ja też wybieram Jego jako przewodnika. On jeden spośród ludzi chodzących po ziemi zasługuje na całkowite zaufanie. Nie tylko dlatego, że ukazał najwyższą doskonałość zawartą w prawdziwej miłości, lecz również dlatego, że potrafił zwycięsko przejść przez grób, otwierając perspektywę nowego życia. Jezus mówiąc o dobrym pasterzu i owcach idących za nim, chciał wezwać do zawierzenia. To On jest przewodnikiem, który zna drogę do domu Ojca. Owca nie musi filozofować, wybierać, eksperymentować. Wystarczy, jak ukocha swego pasterza i zawierzy Mu bez reszty. On stanie się jej przewodnikiem. Znika wówczas z życia koszmar wątpliwości. Warto się zastanowić: czy znalazłem w życiu przewodnika? Zbyt często dzisiejszy człowiek chce sam decydować o drodze swojego życia, przez co zdradza wielką zarozumiałość, by nie powiedzieć głupotę. Po co bowiem przebijać się samotnie przez dżunglę, skoro są w niej już wytyczone ścieżki? Czy nie wystarczy znaleźć przewodnika, by wędrować przez nią w sposób pewny i stosunkowo łatwy? Pierwszym znakiem ewangelicznej mądrości jest modlitwa o dobrego przewodnika. Kto go znajdzie, nie musi się obawiać ani tego, że zabłądzi, ani tego, że zginie w zasadzkach, jakie na drogach życia zastawia zło, przewodnik bowiem zna drogę i zna metody oraz potęgę zła czyhającego na człowieka. Kto jest twoim przewodnikiem w życiu? Przypatrz mu się uważnie, bo jeśli nie jest to dobry przewodnik, możesz tego gorzko żałować. Zacznijmy i my szukać człowieka, którego serce bije pragnieniem należenia do wspólnoty żyjącej ewangeliczną miłością. Pasterz Barankiem Jakże trudno przychodzi nawet Bogu wytłumaczyć ludziom tajemnicę naszego zbawienia. Jezus posługuje się w tym celu przypowieściami i obrazami, a my nadal zaledwie mały procent tej wielkiej rzeczywistości rozumiemy. Mając przed sobą palestyńskich pasterzy, Bóg usiłował im uchylić rąbka tajemnicy przy pomocy realiów ich życia. Już od wieków sam Siebie nazywał Pasterzem Izraela, traktując naród wybrany jako swoją trzodę. Pasterzem troszczącym się o jej dobro, broniącym przed zagrożeniem zewnętrznym i szukającym dobrych pastwisk i czystej wody. W ten obraz powoli zaczął wprowadzać drugi motyw. Oto Jego Sługa staje się Barankiem, którego wiodą na zabicie. W księdze Izajasza czytamy słowa: „Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas obrócił się ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy wszystkich. Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich. Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem?” /Iz 53, 6-8/. Nowy Testament odkryje w Słudze Pana samego Syna Bożego. Oto Pasterz staje się Barankiem i bierze na siebie odpowiedzialność za grzechy i winy całej owczarni. Tajemnica to niepojęta. Przekroczona bariera różnicy gatunku, przepaść dzieląca stworzenie od Stwórcy. Miłość sprawia, że Pasterz staje się Barankiem, by owce poczuły się jeszcze bliżej Niego, by tym lepiej znały Jego głos, by mógł do nich przemówić ich językiem. Dzieli los owiec, aż do zabicia. Będąc Barankiem nie przestaje jednak być Pasterzem. Jezus z wielkim upodobaniem powracał do tego obrazu chcąc uzupełnić to, czego jeszcze brakowało w opowieści o cierpiącym Słudze Pana. Św. Jan, który tak doskonale wszedł w misterium zbawczej miłości, dostrzega jaśniej niż pozostali Ewangeliści w Jezusie nie tylko Dobrego Pasterza, ale i Baranka. Stąd też w swej Apokalipsie ukazuje Baranka w niebie. Bóg siedzący na tronie rozciągnie nad zbawionymi namiot. „Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek, który jest w pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu” /Ap 7, 16/. Piękna wizja zbawienia. Jeśli pod słowo „Baranek” podstawimy „człowiek”, tekst staje się jasny. Oto Bóg stał się Człowiekiem, by wprowadzić do swego namiotu wszystkich ludzi. Po Wniebowstąpieniu na tronie Boga zasiada Człowiek, zapewniając wieczne szczęście swoim braciom. Autor Apokalipsy jest bezradny w malowaniu obrazu tego szczęścia. Mówi więc o źródłach wód życia i o tym, że sam Bóg otrze każdą łzę płynącą po policzkach człowieka. Refleksja nad biblijnymi tekstami o pasterzach i trzodzie, o owcach i Baranku prowadzi w głąb tajemnicy miłości Boga do człowieka. Ona też pozwala dostrzec Boski wymiar tajemnicy Kościoła, który jest trzodą Chrystusa. Współczesny człowiek niewiele rozumie z tych biblijnych obrazów. Brakuje mu więzi duchowej z własną owczarnią. Jeśli patrzy na trzodę, to myśli o futrze, wełnie, mleku, oscypkach lub baraninie. Nasze spojrzenie na owce jest spojrzeniem typowo konsumpcyjnym. Tymczasem przez wieki owca była wielkim przyjacielem człowieka. Bóg mówiąc o Dobrym Pasterzu, owcach i Baranku, przemawiał do ludzi, którzy otaczali owce szacunkiem. Czytając Ewangelię trzeba wpierw oczyścić nasz wzrok ze spojrzenia konsumpcyjnego, ono bowiem uniemożliwia dotarcie do jej duchowego bogactwa. ks.E.S. Jesteśmy Twoimi, Panie, Twoim ludem i owcami Twojego pastwiska (Ps 100, 3) Czwarta niedziela po Wielkanocy poświęcona Dobremu Pasterzowi upatruje w tej postaci, tak bardzo drogiej pierwotnemu Kościołowi, wyraz powszechnej miłości Chrystusa ku ludziom. Oni należą do Niego jak owce do pasterza. On zazdrośnie ich strzeże, jest dla nich źródłem życia i zbawienia: „Ja daję im [owcom] życie wieczne. Nic zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki” (J 10, 28). Niezmierny przywilej, ale wymaga on ze strony człowieka spełnienia pewnego warunku: „Moje owce słuchają mego głosu... i idą za Mną” (tamże 27). Poznaje głos Jezusa ten, kto przyjmuje Ewangelię i rozumie jej prawdziwy sens; kto słucha głosu Kościoła — papieża, biskupów, przełożonych — i jest posłuszny; kto zważa na głos sumienia, na głos natchnień wewnętrznych. Człowiek słuchając tych wszystkich głosów, wprowadzając je w życie, w czyn, idzie za Panem z coraz większą wiernością i gorliwością. Przynależność do owczarni Chrystusa nie jest jednak przywilejem zastrzeżonym tylko dla niewielu, ale darem ofiarowanym bez różnicy wszystkim ludziom, którzy zechcą go przyjąć. Jeśli według planów Bożych pierwociny Ewangelii były zastrzeżone dla narodu żydowskiego, wśród którego Jezus rozwinął swoją posługę, to po zmartwychwstaniu polecił On Apostołom głosić ją „wszystkim narodom” (Łk 24, 47). Sprzeciw Izraela stał się wówczas okazją, by Apostołowie zwrócili się z przepowiadaniem do pogan. „Należało głosić słowo Boże najpierw wam — powiedzieli Paweł i Barnaba do Żydów — skoro jednak odrzucacie je i sami uznajecie się za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do pogan” (Dz 13, 46; II czytanie). Dobry Pasterz, który oddał życie za wszystkich ludzi, nie wyklucza nikogo ze swojej owczarni, ale człowiek sam siebie z niej wyłącza, kiedy świadomie odrzuca posłannictwo Chrystusa; sam wówczas osądza siebie „niegodnym życia wiecznego”. Wierzący powinni jednak nieustannie wyciągać rękę do braci niewierzących, opornych, oddalających się, i ułatwiać im na wszelki sposób wejście lub powrót do jedynej owczarni. Owczarni zaś nie można pojmować jako zamkniętego kręgu, przeznaczonego tylko na to, by gromadzić i strzec wierzących, lecz jako przestrzeń otwartą dla wszystkich, którzy tam chcą wejść. Brama do niej jest szeroka, zapraszająca, podobna do Serca Chrystusa, który raczył się nazwać „bramą owiec” (J 10, 7). Kto godzi się wejść przez tę bramę, zostanie dobrze przyjęty i znajdzie zbawienie: „Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (tamże 9). Kościół przez otwartą swą postawę zachowuje ową cechę powszechności, jaką jego Założyciel wycisnął na nim, oraz dynamizm, który go czyni żywym i płodnym. Drugie czytanie, ukazując wieczną chwałę Baranka otoczonego „wielkim tłumem, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków” (Ap 7, 9), jest najpiękniejszym i pocieszającym potwierdzeniem powszechności zbawienia. W centrum proroczego widzenia św. Jana stoi Jezus pod postacią Baranka-pasterza, który swoją krwią opłukał i wybielił szaty wybranych. Wówczas „ci, którzy przyszli z wielkiego ucisku” — ucisku dla zachowania i obrony wiary pośród cierpień życia ziemskiego — nie będą już cierpieć, „bo Baranek... będzie ich paść i poprowadzi ich do źródeł wód życia” (tamże 17): do życia wiecznego, które Dobry Pasterz obiecuje swoim owieczkom. Wykrzykujcie na cześć Pana, narody całej ziemi! Służcie Panu z weselem! Wśród okrzyków radości stawajcie przed Nim. Wiedzcie, że Pan jest Bogiem; On sam nas stworzył, my Jego własnością, jesteśmy Jego ludem, owcami Jego pastwiska... Dobry jest Pan, łaskawość Jego trwa na wieki, a wierność Jego przez pokolenia (Psalm 100, 1-3. 5). O Jezu, Tyś powiedział: „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony”... nie chcę zadowolić się czytaniem Twoich słów, ich rozważaniem, uznawaniem, podziwianiem i głoszeniem; pomóż mi, Panie, zastosować je i żyć nimi, przemienić je w moje własne życie... Pomóż mi żyć wiarą i odrzucić precz rozum ludzki, który jest wobec Ciebie głupstwem, a kierować moim życiem według słów Twojej boskiej mądrości, która jest głupstwem wobec ludzi. Obym „wszedł przez Ciebie” kochając Cię z całego serca... obym „wszedł przez Ciebie” naśladując Cię... obym „wszedł przez Ciebie” będąc Ci posłusznym... Owce są zjednoczone ze swym pasterzem, bo patrzą na niego, idą za nim i są mu posłuszne; obym szedł za Tobą za ich przykładem i miłował Cię, mój Boski Pasterzu; obym patrzył na Ciebie przez kontemplacje, szedł za Tobą naśladując Cię i będąc Ci posłusznym (Ch. De Foucauld). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
V Niedziela Wielkanocna Świętowanie Wielkanocy jest nie tylko celebracją zmartwychwstania Chrystusa, ale także zapowiedzią i obietnicą ostatecznego triumfu królestwa Bożego na końcu czasów. Jest to jednocześnie obietnica spełnienia naszych najgłębszych tęsknot za miłością i trwałym szczęściem. Jesteśmy zaproszeni do tego, by już tu, na ziemi, zacząć wchodzić w tę rzeczywistość. Każda Eucharystia jest objawieniem darmowej i nieskończonej miłości Boga. Możemy ją przyjąć i pozwolić, by przemieniała nas ona wewnętrznie i czyniła coraz bardziej podobnymi do Chrystusa. ks.M.Z.MIC „Daję wam przykazanie nowe...” Ten fragment Ewangelii ukazuje przełomowy moment w życiu Jezusa i zarazem w dziejach świata. Została wprawiona w ruch machina, która miała doprowadzić do śmierci Jezusa, a tym samym do naszego zbawienia. Dla nas, z ludzkiego punktu widzenia, jest to tragiczna hańba i klęska: zdrada, nienawiść, niesprawiedliwość, które spowodowały śmierć Jezusa. Ale z Bożego punktu widzenia jest to godzina chwały i tryumfu miłości, godzina zwycięstwa nad śmiercią i grzechem, godzina zbawienia. Już wcześniej Piotr się temu sprzeciwił. Nie chciał krzyża, nie chciał, żeby Jezus umierał, bo w tej śmierci widział tylko klęskę. My myślimy bardzo podobnie. Trudno jest nam zrozumieć i zaakceptować, że do zbawienia potrzebny był krzyż i śmierć Syna Bożego. Może dlatego tak się przeciwko temu buntujemy, bo czujemy się winni i współodpowiedzialni za tę śmierć. Ostatecznie to nasze grzechy wymagały zadośćuczynienia i to one spowodowały śmierć Jezusa. Krzyż jest dla nas wyrzutem sumienia, jest oskarżeniem: zobacz, co spowodował twój grzech! Gdyby nie ludzkie grzechy, krzyż nie byłby potrzebny. Nic więc dziwnego, że wolelibyśmy inny sposób zbawienia. Ale innego sposobu nie ma. Dlatego spójrzmy na krzyż od strony Boga, przez pryzmat Jego miłości. Nie jest to już wtedy tylko narzędzie nienawiści, kary, męczarni i śmierci. Jest to znak miłości i wywyższenia Jezusa, jest to tron, na którym Jezus jako król i władca wszechświata, dokonał aktu łaski i odkupienia, pojednał na nowo ludzi z Bogiem, zawarł wieczne przymierze i potwierdził je swoją ofiarą. Czyż dzieło to nie jest warte uwielbienia? Ale jest warte tylko dlatego, że Jezus jest Synem Bożym, Bogiem we własnej osobie, że poszedł na krzyż z miłości i posłuszeństwa woli Ojca. Tylko te okoliczności nadały śmierci krzyżowej moc zbawczą. Wcześniej żadna inna śmierć ani największa nawet ofiara nie były w stanie sprawić tego, co uczyniła ofiara Chrystusa. A później poświęcenie życia i męczeństwo o tyle tylko są godne podziwu, o ile łączą się z ofiarą Chrystusa i wypływają z miłości. „Gdybym rozdał całą majętność ubogim i ciało wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” – napisze św. Paweł w hymnie o miłości. I właśnie dlatego w tym decydującym momencie, Jezus pozostawił nam jako swój testament przykazanie miłości. Nie dało się i da już nic zrobić, żeby krzyża nie było. Ale można zrobić wiele, żeby ta ofiara nie poszła na marne. W tym przełomowym momencie odkupienia, gdy została zapłacona cena naszych grzechów, muszą się zmienić radykalnie zasady życia. Świat odkupiony, to świat w którym głównym prawem i siłą życia jest miłość. Do tego stopnia, że to właśnie miłość jest znakiem rozpoznawczym uczniów Chrystusa czyli chrześcijan. Krzyż i miłość to jedno i to samo. Nie ma krzyża bez miłości i dlatego nie mamy prawa do znaku krzyża, jeśli mu nie towarzyszy życie we wzajemnej miłości. Chrystus bardziej chciał, żebyśmy się kochali, a nie tylko żegnali krzyżem. I dlatego w naszym polskim chrześcijaństwie trzeba chyba będzie trochę poprzesuwać akcenty. To dobrze, że jesteśmy dumni z krzyża, to dobrze, że stajemy w jego obronie. Ale to nikogo nie przekona do Chrystusa, jeśli krzyżowi nie będzie towarzyszyło nasze osobiste świadectwo miłości. I pewnie nie byłoby aż tyle sprzeciwu wobec krzyża, gdybyśmy zamiast tylko walczyć, modlić się i mówić, potrafili także trochę kochać. Być wiernym krzyżowi i Ewangelii, to znaczy być wiernym miłości, żyć miłością. Bo krzyż i Ewangelia to nic innego jak tylko miłość Boga do nas objawiona w słowie i czynie. Teraz kolej na nas i na nasze świadectwo. Żeby poznali w nas uczniów Chrystusa. ks.M.P. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi...” Kryzys chrześcijaństwa w świecie ma swe źródło w braku autentycznej miłości wzajemnej. Wspólnoty chrześcijańskie, rodziny, parafie, zgromadzenia zakonne, plebanie nie promieniują ewangeliczną miłością. Obserwator zewnętrzny nie rozpoznaje w nich uczniów Chrystusa. Dostrzega to wszystko, czym żyje świat, ale nie dostrzega tego, czym żył Chrystus. Jeśli jako chrześcijanie chcemy na nowo zadziwić świat i pociągnąć go ku Bogu, jest tylko jedno rozwiązanie — trzeba udoskonalić miłość wzajemną. Zbyt wiele się dziś mówi o akcjach, o działaniach, o doskonaleniu metod apostolstwa, a zapomina o tym, że trzeba zapalić między nami ogień prawdziwej braterskiej miłości. Trzeba stworzyć wspólnoty, które będą miały odwagę żyć ewangelicznym prawem miłości wzajemnej, a przez to objawią innym, co to znaczy być uczniem Jezusa. Chrystus nie powiedział, że Jego uczniów rozpoznawać będą po miłości nieprzyjaciół, lecz po miłości wzajemnej. Miłość nieprzyjaciół jest dla zewnętrznego obserwatora godna podziwu, ale ona nie pociąga, jest trudna. Pociąga natomiast miłość wzajemna. Każdy bowiem człowiek chce być kochany, szuka tych, którzy umieją kochać, chce żyć blisko nich. Wielu pragnie uczyć się prawdziwej miłości, ale do tego potrzebne jest spotkanie z tymi, którzy już tę sztukę opanowali. Nie co innego, lecz miłość wzajemna jest główną twórczą energią chrześcijańskiego apostolstwa. Bez niej nawet ci, którzy początkowo sympatyzują z katolicyzmem — rozczarowują się i odchodzą. Ona też decyduje o szczęściu ludzi wierzących. Kto spotkał wspólnotę dwu lub kilku ludzi żyjących miłością wzajemną, nie odejdzie od chrześcijaństwa, nie porzuci wiary, poznał bowiem wartość, której w świecie nie spotka. Podstawową troską każdego chrześcijanina winno być ustawiczne doskonalenie miłości wzajemnej. To jest pierwszorzędne zadanie sakramentalnego małżeństwa. W tym celu bowiem dwoje chrześcijan łączy się na śmierć i życie, by ukazać światu wartość ewangelicznej miłości. To jest codzienny chleb chrześcijańskiej rodziny, która wychowuje dzieci w duchu Ewangelii. Rodzina promieniująca wzajemną miłością staje się znakiem, po którym inni poznają, co to znaczy być uczniem Jezusa. I od tego trzeba rozpocząć. Jeśli zaś w domu rodzinnym trudno stworzyć wspólnotę opartą o miłość wzajemną, należy szukać w otoczeniu ludzi o bogatych sercach i w oparciu o więzy ewangelicznej przyjaźni razem z nimi usiłować tworzyć wspólnotę, której pragnie Chrystus. Z takim duchowym zapleczem łatwiej promieniować miłością i na domowników. Komukolwiek na stworzeniu takiej wspólnoty zależy, może być pewny, że spotka się z wspomagającym Chrystusem. Jest to bowiem Jego wspólnota. On jest jej twórcą — czeka jedynie na chętnych do jej tworzenia. On też jest sercem takiej wspólnoty, ucząc wszystkich prawdziwej miłości. Warto z uwagą przeczytać rozdziały Ewangelii św. Jana mówiące o Wieczerniku /13-17/ i zastanowić się dokładniej nad wszystkimi wypowiedziami Jezusa, które dotyczą tajemnicy miłości wzajemnej. Jest to podstawowy tekst pozwalający wejść w ową tajemniczą rzeczywistość, po której ludzie poznają, żeśmy uczniami Chrystusa. Spróbujmy zrobić ten pierwszy krok w stronę pogłębienia miłości wzajemnej. Przeczytajmy uważnie tekst Ewangelii świętej. Nowe niebo i nowa ziemia Jan w Apokalipsie ukazuje zdumiewająco odważną a zarazem piękną wizję nowego nieba i nowej ziemi. Otwiera ona jakby okno nadziei w ciasnym, zamkniętym pomieszczeniu, w którym jest mowa o katastroficznym kresie człowieka, ludzkości i świata. Wprawdzie już samo zmartwychwstanie Jezusa ukazało zdumiewającą perspektywę ożywienia zmarłego, ale nie wskazywało ono wprost na ożywienie i przemienienie całej ziemskiej rzeczywistości. Apokalipsa mówiąc o nowym niebie — a ma tu na uwadze kosmos, tzn. słońce, księżyc, gwiazdy — i nowej ziemi, pozwala spokojnie spojrzeć na alarmujące wieści ekologów, którzy przepowiadają śmierć naszej planecie. Jan mówi, że ta śmierć nie będzie unicestwieniem życia, lecz jego przemienieniem. Skoro Jezus mógł ożywić i przemienić swoje martwe ciało, to może tą samą mocą ożywić i przemienić całą materialną rzeczywistość. Chrześcijanin na wszystkie wypowiedzi ekologów musi spojrzeć przez zmartwychwstanie Chrystusa, które jest zapowiedzią nowego nieba i nowej ziemi. W jaki sposób ukształtować to chrześcijańskie spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość? W grę wchodzą trzy etapy. Pierwszy polega na bardzo pozytywnym spojrzeniu na całe dzieło stworzenia. Ono jest dobre. Biblia rozpoczyna się od tego właśnie stwierdzenia. W opisie stworzenia poszczególnych elementów świata autor natchniony powtarza jak refren słowa: „A widział Bóg, że były dobre”. Gdy zaś przedstawił stworzenie człowieka, autor natchniony zapisał: „A Bóg widział, że wszystko co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31). Chrześcijanin winien umieć razem ze swoim Stwórcą spojrzeć na całość Jego dzieła i dostrzec, że ono, jako dzieło Boga, jest bardzo dobre. Już to spojrzenie ukazuje piękno i bogactwo świata, którego na co dzień nie dostrzegamy. Wprawdzie to nie jest jeszcze ów nowy świat, o którym mówi Apokalipsa, ale jest to ta jego cząstka, która w owym nowym świecie zostanie udoskonalona. Już dziś możemy mieć nowe spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, spojrzenie Boga. To od nas zależy, to może być naszym dziełem. Drugi etap doskonalenia chrześcijańskiego spojrzenia na ludzkość, ziemię, kosmos to dostrzeżenie sensu każdego dobrego czynu. Tylko on bowiem jest współpracą z Bogiem, wciąż stwarzającym świat, i tylko on trwał będzie wiecznie. Każdy, nawet najmniejszy dobry czyn, uśmiech skierowany do żony, uścisk ręki słabnącego przyjaciela, kubek wody podany spragnionemu, godzina spędzona przy łóżku chorego mają swój wymiar wieczny. Tego dobra jest niezwykle dużo. My go nie dostrzegamy, ale właśnie na nim jak na fundamencie opiera się całe nasze życie. Ten, kto umie dostrzec to dobro, zupełnie inaczej, w nowy sposób ocenia całą otaczającą go rzeczywistość. Ten etap doskonalenia chrześcijańskiego spojrzenia na świat nie ma nic z filozofowania, to jest etap czynu. Trzeba przynajmniej przez kilka miesięcy nastawić się na wykorzystanie czasu dla czynienia dobra. Gdziekolwiek jestem, tam czynię dobro. W trakcie tego działania dostrzegam innych współpracujących ze sobą w czynieniu dobra. Trzeci etap doskonalenia spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość to głęboka wiara, że Bóg swoją mocą ożywi nasze serca i przemieni je. Usunie też ślady naszej niszczycielskiej działalności w przyrodzie — wskrzesi obumarłe lasy, ożywi martwe wody. Stworzy nowe niebo i nową ziemię. Dysponuje bowiem przedziwną mocą, którą objawił w chwili swego zmartwychwstania. Oby wszyscy myślący chrześcijanie zdobyli się na doskonalenie swego spojrzenia na otaczający nas świat i dostrzegli jego piękno i bogactwo. ks.E.S. Panie, spraw, abyśmy się wzajemnie miłowali, tak jak Ty nas umiłowałeś (J 13, 34) Dziś ponownie rozważamy tajemnicę paschalną w jej całokształcie: od męki Chrystusa aż do Jego uwielbienia, od obecności i wpływu Zmartwychwstałego w Kościele, aż do uczestnictwa w wiecznej chwale Chrystusa. Ewangelia (J 13, 31–35) podejmuje opowiadanie w chwili, gdy po zapowiedzi zdrady Judasza Jezus mówi o swoim uwielbieniu jako o rzeczywistości już obecnej, związanej z Jego męką. „Syn człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony” (tamże 31). Kontrast jest duży, ale tylko pozornie. W rzeczy samej, zgadzając się być zdradzonym i wydanym na śmierć dla zbawienia ludzi, Jezus wypełnia posłannictwo, jakie Ojciec Mu powierzył, a to jest właśnie powód Jego uwielbienia. Dlatego też On widzi już początek swego uwielbienia, podobnie jak początek uwielbienia, jakie ma oddać Bogu przez swoją śmierć zbawczą. Najpierw męka, a potem uwielbienie oddzielą Jezusa od uczniów, a zanim ich opuści, zapewnia im swoją niewidzialną obecność w miłości. On chce pozostać pośród nich przez miłość, jaką ich umiłował i jaką zostawia im w dziedzictwie, aby żyli nią i odnajdywali we własnym wzajemnym obcowaniu. „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem” (tamże 34). Wzajemna miłość, wzorująca się na miłości Mistrza, co więcej, pochodząca od Niego, zapewnia wspólnocie chrześcijańskiej obecność Jezusa i jest jej znakiem. Równocześnie jest cechą prawdziwych chrześcijan: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (tamże 35). Taki właśnie był początek życia Kościoła, życia podtrzymywanego przez siłę spajającą i rozszerzającą, zgoła nową, przez nadzwyczajną moc, opartą nie na miłości ludzkiej zawsze ułomnej i niestałej, lecz na miłości Bożej: na miłości Chrystusa przeżywanej we wzajemnym obcowaniu wierzących. Taka miłość jest tajemnicą nie znużonej gorliwości apostolskiej Pawła i Barnaby, o czym mówi dzisiaj pierwsze czytanie (Dz 14, 20b–27). Jedna podróż następuje po drugiej: gdy założyli nowe Kościoły, obydwaj ponownie odwiedzają je i zachęcają uczniów „do wytrwania w wierze” (tamże 22). W każdym Kościele wybierają i święcą kapłanów; wyruszają, aby głosić Ewangelię innym krajom, a potem wracają do Antiochii i tam zdają sprawę wspólnocie z tego, „jak wiele Bóg przez nich zdziałał” (tamże 27). Miłość Chrystusa, która ich podtrzymuje, oraz świadomość, że On sam działa w nich i z nimi, nie uwalnia ich od utrapień, podobnie jak nie były wolne od nich nowe gminy chrześcijańskie i podobnie jak nie jest wolny od nich i obecny Kościół, „bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego” (tamże 22). Św. Jan, aby dodać otuchy Kościołowi w jego pielgrzymowaniu (Ap 21, 1–5a; II czytanie), ukazuje mu chwałę Jerozolimy niebieskiej, Kościoła tryumfującego — „jako oblubienicę zdobną w klejnoty dla swego męża”, Chrystusa. On będzie „przybytkiem Boga z ludźmi” (tamże 2, 3), w którym Syn Boży założy swoje stale mieszkanie. Jezus nie będzie już odrzucony, jak to miało miejsce ongiś, lecz przyjęty przez wszystkich wybranych jako ich Pan i Pocieszyciel. Wówczas On „otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie” (tamże 4). Chrystus przez swoją mękę i zmartwychwstanie uświęcił cierpienie i śmierć, ale ich nie usunął. W życiu wiecznym natomiast, gdzie ludzie zostaną w pełni włączeni do chwały Jego zmartwychwstania, nie będzie „ani żałoby, ni krzyku, ni trudu” (tamże). Wszystko zostanie odnowione w chwale i miłości Chrystusa zmartwychwstałego. O Chryste, nasza Pascho, przez Ciebie odradzają się do nowego życia dzieci światłości, a dla tych, którzy wierzą w Twoją miłość, otwierają się bramy królestwa niebieskiego. Śmierć Twoja zniszczyła śmierć naszą. Przez Twoje zmartwychwstanie całe życie powstanie z martwych. Ta tajemnica przepełniona radością wielkanocną napawa radością wszystkie ludy na całej ziemi (zob. Mszał Polski: 2. prefacja wielkanocna). O Chryste, Ty dałeś nam nowe przykazanie, abyśmy miłowali jedni drugich, jak Ty nas umiłowałeś. Nazywasz je nowym, bo uwolniłeś nas ze starego człowieka, a przyodziałeś w nowego. Nie każda miłość odnawia człowieka, lecz miłość, jaką Ty odróżniasz od tej czysto ludzkiej i określasz ją: jak Ja was umiłowałem. Przykazanie nowe odnawia tylko tego, kto je przyjmuje i jest mu posłuszny... Spraw, o Panie, aby ta miłość odnowiła nas, abyśmy byli nowymi ludźmi, dziedzicami Nowego Testamentu, piewcami nowej pieśni. Spraw, aby miłość, która odnowiła również sprawiedliwych dawnych czasów, patriarchów i proroków, a później świętych Apostołów, nie przestała odnawiać narodów oraz gromadzić cały rodzaj ludzki rozproszony po całej ziemi, by uczynić z niego jeden lud nowy, ciało Twojej oblubienicy (zob. św. Augustyn). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Pozdrawiam wszystkich Betańczyków, życzę błogosławionego tygodnia, radości i powodzenia!
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
VI Niedziela Wielkanocna Zmartwychwstały Jezus wstępuje do Ojca i posyła Kościołowi Ducha Świętego. To misterium jest treścią całego Okresu Wielkanocnego. Duch Święty nieustannie aktualizuje tajemnicę Paschy Jezusa Chrystusa, czyli Jego odkupieńczej śmierci i zmartwychwstania. Kościół prowadzony przez Ducha Świętego oczekuje na powrót Chrystusa i objawienie się niebieskiego Jeruzalem, w którym każdy z nas ma przygotowane dla siebie miejsce. ks.M.Z.MIC „Jeśli Mnie kto miłuje...” Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam właściwy i pełny sens moralności chrześcijańskiej, a w zasadzie właściwy i pełny sens chrześcijaństwa, które często skłonni jesteśmy redukować jedynie do moralności, czy nawet wręcz samych zakazów i nakazów. To nie prawo moralne leży w centrum nauku Chrystusa, nie zakazy i nakazy, lecz miłość. Najpierw miłość Boga do człowieka, a zaraz potem miłość człowieka do Boga, do Chrystusa, który objawił nam pełnię Bóstwa. Punktem wyjścia dla życia chrześcijańskiego musi być miłość. My natomist kładziemy główny nacisk na moralność, na „niełamanie” przykazań, na „bycie porządnym”, a właściwie na zachowywanie pozorów porządności, by jak najwięcej pytań rachunku sumienia z pierwszokomunijnej książeczki zbywać krótkim „Nie dotyczy”. Tymczasem Jezus mówi wyraźnie: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę”. Najpierw trzeba więc pokochać Boga, a dopiero potem można liczyć na zrozumienie i sprostanie Jego nauce, przykazaniom, wskazaniom. To nie znaczy, jakoby ludzi, którzy nie kochają czy nie wierzą w Boga, przykazania nie obowiązywały. Nie, sumienie i prawo moralne jest obowiązkowym wyposażeniem każdego człowieka i trzeba się z nim liczyć. Ale w przypadku religii, moralność jest koniecznym i niezbędnym jej elementem. Na całym świecie nie ma ani jednej religii bez moralności, aczkolwiek rozmaite religie rozmaicie pojmują moralność. Dotyczy to oczywiście i chrześcijaństwa, ale tu dopiero moralność uzyskuje swój pełny sens i znaczenie. Już od samego początku Objawienia starotestamentalnego czytamy, że Bóg oczekiwał i wymagał od człowieka przestrzegania pewnych zasad. To posłuszeństwo prawu moralnemu było warunkiem błogosławieństwa i szczęścia człowieka. Kto łamał prawo, ten tracił Bożą przychylność i zasługiwał na surową karę. Moralność była więc wtedy umotywowana interesownością i strachem. Chrystus przyszedł to naprostować. Dopiero miłość nadaje prawu siłę i właściwy kierunek. Miłość sprawia, że prawo moralne przestaje być ciężarem, a staje się drogowskazem, jak tę miłość konkretnie realizować i wyrażać. Dlatego moralność jest ścisłą i konieczną konsekwencją wiary i miłości do Boga, ponieważ mówi nam ona, jak kochać Boga. I jeśli się Boga naprawdę kocha, wtedy przychodzi On do nas i napełnia nas swoją obecnością i mocą. W tym momencie moralność staje się lekka i słodka, podobnie jak domowe obowiązki czy opieka nad małym dzieckiem dla rodziców, którzy się kochają. To napełnienie Bogiem i Jego mocą, jest dziełem Ducha Świętego. To On dyktuje nam także, co powinniśmy robić. Duch Święty jest dla chrześcijanina przewodnikiem i normą życia. Na poziomie naturalnym rolę tę odgrywa sumienie. W przypadku człowieka wierzącego, funkcje te przejmuje Duch Święty. To On podpowiada nam, co powinniśmy czynić, pozwala odróżniać rzeczy dobre, lepsze i doskonałe, to On wskazuje najlepsze sposoby wypełniania woli Bożej, pozwala nam nie tylko odkryć prawdę, ale także prawdę tę wcielić w swoje życie i postępoewanie. Oczywiście, życie w Duchu Świętym realizuje się w środowisku modlitwy. Bez modlitwy życie to obumiera jak roślina, której nagle zabraknie wody. Kto się modli, ten to wszystko bez problemu zrozumie. Zrozumie i wypełni. ks.M.P. „Niech się serce wasze nie lęka” W Ewangelii rzadko kiedy jest mowa o tchórzostwie. Wada to wstydliwa i niełatwo o niej wspominać. Zarzucenie komuś tchórzostwa jest traktowane jako gest ubliżający, sprzeczny z miłością bliźniego. Kto wie, czy z tej właśnie racji Chrystus nie zrezygnował z mówienia wprost o tej poważnej chorobie ludzkiego ducha. Znał jednak doskonale grozę tej słabości, wiedział, że jest to choroba zaraźliwa i wielokrotnie wzywał do jej przezwyciężenia, do odwagi. Słowa „nie bójcie się” występują w Ewangelii często, a w programie wychowawczym Mistrza z Nazaretu cnota odwagi zajmuje poczesne miejsce. Jezus chciał wychować ludzi gotowych do dawania świadectwa nawet w obliczu śmierci, a tego bez odwagi osiągnąć nie można. Chrześcijanin powinien uważnie przeczytać Nowy Testament, starając się dostrzec liczne wezwania do odwagi oraz wszystkie konkretne wskazania dotyczące zdobywania tej cnoty. Odwaga bowiem stanowi istotny element każdej cnoty. Ona decyduje o wytrwałości i cierpliwości, ona też decyduje o podejmowaniu czynów na miarę wymagań ewangelicznych. Zasadniczo odwaga jest potrzebna zarówno w sięganiu po wielkie wartości, jakie objawił Chrystus, jak i w zmaganiu ze złem zagrażającym człowiekowi na drodze wiodącej do tych wartości. Jezus w rozmowie z Apostołami kilka godzin przed męką wzywa do odwagi. „Niech się serce wasze nie lęka”. Sam wchodząc do ogrodu Getsemani przeżyje chwile grozy, trwogi, drżenia i smutku, ale przezwycięży tę godzinę słabości i odważnie wyjdzie naprzeciw ludziom, którzy przygotowali dla Niego cierpienie. Tym samym daje przykład, iż odwaga nie polega na tym, by się nigdy, nikogo i niczego nie lękać, lecz na tym, by umieć opanować lęk, by nie dać się sparaliżować bojaźni. Chrześcijańska odwaga oparta jest na wierze, i jej wielkość jest proporcjonalna do mocy wiary. Odwaga jest łaską, jakiej Bóg udziela dojrzałemu chrześcijaninowi. Stanowi ona integralną część łaski sakramentu bierzmowania, jest zawarta w sakramencie namaszczenia chorych, gdzie występuje w formie wytrwałości w cierpieniu, w sakramencie małżeństwa, pomagając w braniu odpowiedzialności za zbawienie współmałżonka i dzieci, oraz w sakramencie kapłaństwa, które jest wprost nastawione na prowadzenie innych w stronę ewangelicznego szczytu i na walkę ze złem istniejącym w świecie. Odwaga należy dziś do zapomnianych wartości w chrześcijańskim świecie. Niewielu ludzi o nią zabiega, niewielu o nią prosi Boga. Rzadko kiedy mówi się o odwadze, a jeszcze rzadziej przedstawia zgubne skutki tchórzostwa, lęku, bojaźni. Uzdrowienie sytuacji wymaga dowartościowania odwagi tak w życiu indywidualnym każdego z nas, jak i w życiu społecznym. Potrzeba hierarchii Skończył studia i będąc na stypendium za granicą spotkał się bliżej z protestantami. Został oczarowany ich rozumieniem dynamizmu chrześcijańskiego i umiejętnością dostosowania się do nowych sytuacji, jakie stwarza życie. Krytycznie spogląda na „zacofane” poglądy Kościoła katolickiego. Pytania, z jakimi do mnie przyszedł, były konkretne: Jak można w wieku demokracji upierać się przy autorytecie hierarchii? Jak w czasach tryumfu wolności człowieka można nakładać na niego obowiązkowe praktyki religijne i narzucać mu przyjęcie dogmatów? Z dużym szacunkiem spoglądałem na jego głębokie zaangażowanie religijne i piękne wypowiedzi na temat modlitwy. Ponieważ uważał, że jedynym autorytetem dla chrześcijanina jest Biblia, otwarłem Dzieje Apostolskie i odczytałem razem z nim piętnasty rozdział. Jest w nim mowa o decyzji Apostołów podjętej w Jerozolimie w sprawie warunków, jakie winni spełniać poganie chcący należeć do wspólnoty Kościoła. Był to pierwszy poważny problem młodego Kościoła, który wymagał autorytatywnego rozstrzygnięcia. Św. Łukasz podaje tekst decyzji podjętej przez Apostołów: „Postanowiliśmy, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne” /Dz 15, 28/. Jest to jeden z tekstów Pisma Świętego, który jasno ukazuje potrzebę istnienia hierarchii w Kościele. Chodzi o ludzi odpowiedzialnych za depozyt Objawienia, którzy podejmowaliby na gorąco decyzje wiążące wszystkich członków Kościoła. Ewangelia płynie jak woda ze źródła, tworząc rzekę. Z każdym metrem woda ta napotyka na nowe przeszkody. Ciągle więc trzeba podejmować decyzje, by zapewnić wodzie życia dotarcie do wszystkich ludzkich serc. W takim bowiem celu wytrysło owo ewangeliczne źródło, a Jezus chce, by nawodniło całą ziemię. Przewidując trudności w tym dziele, ustanowił On grupę ludzi odpowiedzialnych za decyzje o dalszych losach ewangelicznej wody. Głęboko musiała tkwić w świadomości Apostołów troska o wierność Chrystusowym planom, skoro w kilkanaście lat po Jego zmartwychwstaniu, wobec wyłaniającego się problemu, zastosowali taką a nie inną taktykę. Otwarci na działanie Ducha Świętego podjęli decyzję, mając na uwadze jedynie to, by nie nakładać na wiernych „żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne”. Celem zatem ich decyzji nie było zwolnienie wiernych od ciężaru, nie było ułatwienie im życia, lecz jasne sprecyzowanie, jaki ciężar nakłada na nich Bóg, jaki ciężar jest konieczny, by zachować tożsamość chrześcijaństwa. Tej decyzji nie podjął Chrystus w czasie ziemskiego nauczania. Podjął ją Duch Święty razem z Apostołami. Jest to decyzja hierarchii młodego Kościoła. Rzeka ewangelicznej wody płynąca z Golgoty opłynęła już cały świat. Swoim zasięgiem objęła Europę, Amerykę, Australię, w dużej mierze Afrykę i stopniowo usiłuje nawodnić również Azję. Ten proces trwa blisko dwa tysiące lat. Ileż to trudnych decyzji w tym okresie musieli podejmować ludzie należący do hierarchii. Zawsze chodziło tylko o to, by w konkretnej sytuacji nie nakładać na wiernych „żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne”. Ktokolwiek lepiej zna dzieje Kościoła Chrystusowego, ten z łatwością dostrzeże ten wielki wysiłek hierarchii zatroskanej o tożsamość ewangelicznej wody w źródle i w sercach powierzonych im ludzi. Inaczej to swoje powołanie rozumieją biskupi Kościołów Wschodu, a inaczej biskupi Kościoła katolickiego, ale istota wysiłku jest zawsze ta sama: nie nakładać na wiernych „żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne”. Ile razy zostało nałożone coś więcej niż „konieczne”, czas to weryfikował i oczyszczał. Czytając piętnasty rozdział Dziejów Apostolskich, warto zwrócić uwagę na to, że cały Kościół uczestniczy w podejmowaniu ważnych decyzji. Z Antiochii przybyła do Jerozolimy delegacja stawiając problem. Apostołowie uzgodniwszy swoje zdanie z Duchem Świętym dają odpowiedź. Rozwiązanie zatem jest dziełem całego Kościoła. Duch Boży jest z tymi, którzy pytanie stawiają, On jest z tymi, którzy dają odpowiedź, i On jest z tymi, którzy odpowiedź przyjmują. Warto dostrzec ten mechanizm, bo on ujawnia zasady współpracy świeckich z hierarchią. Świeccy współpracują z Duchem Świętym, mają stawiać biskupom konkretne pytania. Wiara zaś w obecność Ducha Świętego w Kościele ułatwia przyjęcie odpowiedzi, którą formułuje zawsze Duch Boży z następcami Apostołów. ks.E.S.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego Zmartwychwstanie Jezusa było Jego wejściem do chwały Ojca, a nie powrotem do ziemskiego życia. Wydarzenie Wniebowstąpienia było zakończeniem okresu ukazywania się zmartwychwstałego Pana uczniom. Dla nas jest ono rękojmią i obietnicą naszego wzięcia do nieba. Dzisiejsza uroczystość jest też dla nas przypomnieniem, że będąc mieszkańcami ziemi, jesteśmy obywatelami nieba. ks.M.Z.MIC W drodze do wolności Gdybyśmy lepiej rozumieli tajemnicę dzisiejszej uroczystości, kościoły byłyby pełne. Ich pustka to znak małej wiary odnośnie tajemnic naszej wiary. Niewielu dziś przychodzi do świątyni, aby podziękować Bogu za otwartą drogę do świata prawdziwej wolności. Dzisiejsza uroczystość mówi nam o tej wartości, której wszyscy szukają, a znaleźć nie mogą, mówi o prawdziwej wolności. Kiedy uważnie obserwujemy nasze życie doczesne, okazuje się, że jesteśmy bardzo ograniczeni i zniewoleni. Ograniczeni swoimi siłami, talentami, ilością pieniędzy w kieszeni, układami politycznymi, gospodarczymi, społecznymi, na które nie mamy większego wpływu. Ograniczeni dziurą ozonową, zatrutym powietrzem, wodą. Ograniczeni ilością przeżytych lat. Już nie wspomnę o chorobach i kalectwach. A jednak w sercu człowieka jest wielka tęsknota do pełnej wolności. I oto dzisiejsza uroczystość mówi nam o świecie pełnej wolności. Spośród naszych ograniczeń Chrystus wychodzi i przechodzi w świat wolności. Syn Boga przychodząc na ziemię chciał nam powiedzieć coś więcej. Doczesność to nie tylko więzienie, czasami bardzo ciasne, takie niewygodne jak wózek, na którym siedzi kaleki człowiek, jak łóżko ciężko chorego człowieka, który czeka, aby go ktoś obrócił. To są te straszne więzienne cele na ziemi. To także wielka szansa wykorzystania wszystkich ograniczeń do kształtowania własnego serca, do dojrzałości. To jest tak, jakbyśmy byli w bardzo ciasnej formie, w której kształtuje się nasze serce do pełni wolności. Chrześcijaństwo to radość nie tylko czekania na wolność, ale radość twórczego przeżywania każdego dnia. Podziękujmy dziś Chrystusowi zarówno za to, że otworzył przed nami drogę do świata prawdziwej wolności, jak i za to, że możemy razem z Nim przyjąć te wszystkie ograniczenia wiedząc, że kształtują one nasze serce. Tu jest czas na zasługę, tu jest czas na dojrzewanie. A ponieważ każdego z nas rzeźbią inne ograniczenia, kształtuje się w nich indywidualność niepowtarzalna. Nie ma na świecie dwu identycznych ludzi. Każdy człowiek to niepowtarzalne arcydzieło, które wielbić będzie Boga w świecie pełnej wolności przez wieki. Zanieśmy dziś do Boga dziękczynienie za świat wolności, do którego zmierzamy, i dziękczynienie za to, że Syn Boga nauczył nas w ziemskich ograniczeniach kształtować nasze serce. Niebo w sercu Wspominamy moment z życia Chrystusa po zmartwychwstaniu, w którym po raz ostatni spotkał się w sposób widzialny z Apostołami i swymi uczniami na górze Oliwnej. Odszedł do nieba. A gdzie jest niebo? Gdzie można Chrystusa dziś spotkać? Gdzie można z Nim porozmawiać? Przecież od tego spotkania zależy szczęście chrześcijanina. Jedni uważają, że niebo, do którego odszedł Chrystus, jest bardzo daleko. Między ziemią, na której żyjemy, a niebem, w którym On się znajduje, jest wielka przepaść. Niebo i ziemia to dwie zupełnie różne, odległe od siebie rzeczywistości. W takiej sytuacji chcąc się z Chrystusem spotkać, istnieją tylko dwie możliwości: albo trzeba umrzeć, albo czekać, aż On po raz drugi przyjdzie na ziemię. Ludzie ci przeżywają bolesne rozdarcie. Z jednej strony tęsknią za nawiązaniem kontaktu z Chrystusem, za ziemią obiecaną, za rzeczywistością, w której nie ma cierpienia, w której jest tylko i wyłącznie radość i szczęście, a z drugiej strony muszą być na ziemi, muszą zajmować się tym wszystkim, co składa się na ludzkie życie. Traktują pobyt na ziemi jako wygnanie, jako uciążliwe przejście i lekceważąco patrzą na to wszystko, co się składa na doczesne życie. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że jest to poważny błąd, bo Chrystus odchodząc do nieba wyraźnie powiedział: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. On pozostał z nami i nie należy sądzić, że tu na ziemi nie można Go spotkać. On przestał się ukazywać, nie można Go dotknąć i nie można włożyć swojego palca w miejsce gwoździ, tak jak to zrobił św. Tomasz. Zrezygnował z tej formy obecności dlatego, że chciał być dla tysięcy i milionów, a ta doczesna obecność była zarezerwowana dla niewielu. Przestał się objawiać w formie widzialnej, ale pozostał z nami. Istnieje druga grupa chrześcijan, którzy właśnie potraktowali na serio to ostatnie zdanie Chrystusa: „Oto Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Oni odkrywają Chrystusa we wszystkim, co ich otacza, i we wszystkim, co przeżywają. Nie tylko w Eucharystii i w Kościele, lecz odkrywają Go w pięknie przyrody, w kwiatach, które się teraz rozchylają, w śpiewie ptaków, w tych nowych liściach, które w cudowny sposób rok w rok wydają drzewa. Odkrywają Chrystusa w uśmiechu małego dziecka i w miłości matki do dziecka. Odkrywają Chrystusa w każdej ludzkiej przyjaźni, w każdym dobrym czynie, w każdym cierpieniu, w każdej sytuacji, w jakiej są. Tajemnica takiego życia religijnego polega na tym, że ci ludzie nie szukają nieba daleko od ziemi, nie szukają szczęścia dopiero po śmierci. Oni odkrywają niebo, bliżej aniżeli ziemię. Ziemia jest pod naszymi nogami, ale niebo jest bliżej, bo jest w naszym sercu. Chodzi tylko o to, aby Chrystusa w nim dostrzec. On jest w każdym ludzkim sercu. Tylko jest za obłokiem doczesności, za obłokiem różnych ludzkich wad, nałogów, czasami grzechu. Jeżeli człowiek potrafi odsunąć ten obłok i odkryje Chrystusa w swoim sercu, już Go nigdy nie będzie szukał daleko, lecz pójdzie z Nim przez życie i będzie szczęśliwy bez względu na to, w jakiej sytuacji się znajdzie. Powiedzmy coś więcej. Gdyby grzesznik został wprowadzony w grono świętych, to nie będzie wiedział, że jest w niebie, bo on w to grono razem z sobą zaniesie piekło. Gdyby człowiek czystego serca, wypełniony Bogiem, znalazł się wśród potępionych, nie będzie wiedział, że jest w piekle, bo on w sercu ciągle przeżywa radość nieba. Nie szukajmy nieba na górze, a piekła na dole. Niebo jest w ludzkim sercu i piekło jest w ludzkim sercu. Człowiek, który odkryje Chrystusa w sobie, pójdzie przez świat zawsze ze szczęściem na twarzy. Tym szczęściem będzie zdumiewał innych i tego szczęścia będą mu zazdrościli. Niech Chrystus, który w sposób eucharystyczny, sakramentalny się spotka z nami przy ołtarzu, pomoże nam uczynić z naszego serca niebo, pomoże nam odsunąć to wszystko, co je jeszcze zakrywa, pomoże nam odkryć prawdziwe szczęście. ks.E.S.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Pozdrawiam Uczestników forum Betania i życzę miłego i błogosławionego tygodnia!
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
6 lat temu
obraz
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Niedziela zesłania Ducha świętego Posiadamy już pierwsze dary Ducha. To znaczy, że rośnie w nas i nabiera kształtu królestwo Boże, nowe stworzenie. Nie jesteśmy wygnańcami, ale dziedzicami; nie jesteśmy już „poza” Bogiem, ale w Jego domu, a On przebywa w nas. Dar Ducha Świętego świadczy o tym, że Bogu zależy na nas bardziej niż nam samym. On sam modli się w nas, gdy my nie umiemy. Przenika nasze serca, abyśmy potrafili kochać. Właśnie dlatego strumienie ożywiającej wody – Ducha Świętego – mogą popłynąć z naszego wnętrza. Ta woda jest „nowością” dla świata. Wszyscy zrozumieli przesłanie Apostołów, obcy i przybysze, ponieważ przemówili oni ludzkim językiem, budząc tęsknotę ukrytą w sercu człowieka. Nie potrzeba więcej, jak tylko odkryć, że Bóg kocha, i odpowiedzieć na tę miłość. Cud, który się dokonał w dniu zesłania Ducha Świętego, polegał na tym, że każdy usłyszał w swoim sercu głos samego Boga. W tym Głosie ma źródło tajemnica jedności. Upragniony przez wszystkich pokój będzie możliwy, gdy odwołamy się do naszego serca i przemówimy do siebie ludzkim językiem. A.K.OP „Niech przyjdzie do Mnie i pije” Jeszcze raz warto się odwołać i cofnąć do Ewanggelii z ostatnich niedziel. Zawiarają one wskazania trudne do zrozumienia czy docenienia, jeśli patrzy się na nie z ludzkiego, doczesnego punktu widzenia. Dopiero wejrzenie wiary pozwala nam dotrzeć do pełni treści zawartej w słowach Chrystusa. W przeciwnym razie będziemy próbowali sami, o własnych, naturalnych siłach osiągnąć to, co przekracza możliwości człowieka. A więc skazani jesteśmy na niepowodzenie. Dopiero specjalna pomoc Boga pozwoli nam przezwyciężyć swoje ludzkie ograniczenia. Najlepszym dowodem tej „pomocy z góry” był gwałtowny rozwój Kościoła w pierwszych dziesięcioleciach i wiekach. Po ludzku było niemożliwe, by grupka kilkunastu nieuczonych ludzi, bez pomocy techniki, środków przekazu, dużych pieniędzy, mogła rozkrzewić swoje ideały i sposób życia na cały ówczesny świat. A jednak dokonali tego – nie oni sami, lecz Duch Święty, którego Jezus im posłał, tak jak obiecał. Duch Święty na ogół nie działa z pominięciem człowieka i jego wkładu, lecz powołuje nas do współpracy. Obdarza nas pewnymi uzdolnieniami i możliwościami, których sami z siebie, nawet z największym wysiłkiem nie bylibyśmy w stanie wykrzesać. Gdy jednak pozwolimy Bogu działać w sobie, wtedy natychmiast zaczną się pojawiać rezultaty przekraczające nasze możliwości. Pewnych efektów naszych działań nie jesteśmy w stanie przewidzieć nawet w najśmielszych oczekiwaniach. Natomiast inne działania, nie po myśli Boga, nie przyniosą rezultatów, nawet gdybyśmy wykorzystali wszelkie dostępne środki. Dlatego też konieczne jest jak najlepsze rozeznanie Bożej woli, by rozpoznać, czego Bóg od nas w danej chwili oczekuje i jakie są Jego plany na przyszłość. Jeśli uczynimy to z pokorą, na modlitwie, wówczas unikniemy wiele niepotrzebnego wysiłku i zwielokrotnimy rezultaty naszej pracy, przez oddanie jej owoców w ręce Boga. Ale do tego jest niezbędne całkowite i bezwarunkowe poddanie się prowadzeniu Ducha Świętego. Nie polega ono na wyzbyciu się myślenia, rezygnacji ze swojej wolności wyboru, wyrzeczeniu się swoich uzdolnień. Wręcz przeciewnie: chodzi o to, by swoje myślenie, decyzje i talenty oddać na współpracę z Bogiem, do Jego dyspozycji. I dlatego potrzeba szczególnego wysiłku, by to myślenie, wola i zdolności były jak najlepszej jakości, by były sprawnym narzędziem wypełniania Bożych zadań. I dlatego Jezus oczekuje od nas, byśmy swoje potrzeby i pragnienia zaspokajali obficie u samego źródła. Źródłem tym jest Duch Święty. Jest to źródło, które bije z naszego wnętrza. Kieruje to naszą uwagę we właściwym kierunku. Często bowiem oczekujemy pomocy czy rozwiązań swoich problemów na zewnątrz, poza sobą. Tymczasem to w nas samych znajduje się rozwiązanie. To nie znaczy wcale, że rozwiązanie jest naszym osiągnięciem i że mamy sobie przypisywać zasługę. Ale wiemy przynajmniej, gdzie szukać odpowiedzi na swoje pytania, gdzie szukać właściwego kierunku. I dlatego warto się troszczyć o swój duchowy rozwój, by być wrażliwym na sygnały pochodzące od Ducha Świętego w nas. Musi być tylko spełniony jeden warunek: trzeba wierzyć w Chrystusa, oddać Mu siebie. Dopiero wtedy będziemy potrafili zbliżyć się do Niego i właśnie u Niego szukać pomocy, będziemy umieli powiedzieć Mu o swoich pragnieniach i potrzebach. I także wtedy będziemy potrafili przyjąć pomoc, jaką nam ześle – swojego Ducha. ks.M.P. Dar mądrości Gdyby postawić pytanie, gdzie należy szukać głównego źródła nieszczęść na ziemi, wcześniej czy później musielibyśmy stwierdzić, że jest nim brak mądrości, a mówiąc prościej, ludzka głupota. Iluż to ludzi w dojrzałych latach przyznaje, że w życiu popełnili wiele błędów, których się wstydzić będą aż do śmierci, i ze smutkiem pytają: dlaczego człowiek tak długo uczy się mądrości. Jest to jedna z największych tajemnic ludzkiej egzystencji. Grzech jest zawsze niemądrym postępowaniem, ale stanowi nieodłączny element na drodze wiodącej do pełni dojrzałości. Tylko nadzwyczajna łaska Boga może go wykluczyć z ludzkiego życia. Jego zagrożenie maleje, gdy człowiek doskonali swą mądrość. Grzech bowiem na początku jawi się przed nami jako kuszące dobro, a dopiero w skutkach ujawnia swe prawdziwe oblicze. Ten zaś, kto go popełnia, odkrywa, że został oszukany. Mądrość przewiduje i dostrzega przyszłe owoce każdej decyzji i każdego czynu. Wie, co sieje i co będzie zbierać. Mądrość w dziedzinie doczesnej zdobywamy doskonaląc wiedzę o świecie i życiu oraz nabywając doświadczenia. To jest droga wypracowania cnoty mądrości, którą dostrzegali i wysoko cenili, obok odwagi, sprawiedliwości i umiarkowania, już w starożytności pogańscy filozofowie. Gdy Bóg przez Objawienie otworzył przed nami perspektywę życia wiecznego, potrzebne było udoskonalenie mądrości nabytej przez ludzi, by wiedzieli, co należy siać w doczesności, jeśli chcą zbierać piękne owoce w wieczności. To udoskonalenie dokonuje się przez dar mądrości. Dar ten stanowi cenne wyposażenie duchowe każdego dojrzałego chrześcijanina. To on umożliwia mu życie bez obaw o poważne zagrożenie przez grzech. Pozwala podejmować decyzje obfitujące w piękne owoce. Szczególnie zaś ten dar potrzebny jest przy dawaniu świadectwa wierze. Mądrość postawy, decyzji, wypowiedzi stanowi argument, któremu nie można się oprzeć. Doskonale to można obserwować w dyskusjach, jakie prowadził Sanhedryn z Apostołami. Po Zesłaniu Ducha Świętego św. Piotr i św. Jan, ludzie prości bez wykształcenia, odpowiadają na stawiane im zarzuty tak celnie i zdecydowanie, że całe gremium uczonych w Piśmie nie jest w stanie obalić ich argumentacji. Podobnie jest ze św. Szczepanem, który życiem przypłacił swój zbyt jasny i mocny wywód na temat zatwardziałości serc Izraelitów. Mocy jego mądrości przeciwnicy mogli przeciwstawić jedynie ciężar rzucanych w niego kamieni. Jezus w Wieczerniku oświadczył, że świat pozna Jego uczniów po ich wzajemnej miłości. Chcąc, by ta miłość miała moc świadectwa i ujawniała wartość chrześcijaństwa, musi promieniować mądrością. Warto zwrócić uwagę na to, że prawdziwa mądrość należy do tych wartości, które nie ulegają nigdy dewaluacji. Bez względu na środowisko człowiek prawdziwie mądry otoczony jest szacunkiem. Może pojawić się zazdrość, złośliwość, może dojść do prześladowania człowieka mądrego, a nawet jego zniszczenia, ale to nie obniża wartości ani jego, ani posiadanej przez niego mądrości. Każdy chrześcijanin po bierzmowaniu dysponuje darem mądrości. Jeśli potrafi doskonalić nabytą przez doświadczenie cnotę mądrości i harmonizować ją z tym Bożym darem, jego świadectwo będzie zawsze promieniowało wartością najwyższą. Nie musi wiele mówić, nie musi angażować się w głośne akcje, jego spojrzenie, postawa, czasem milczenie powiedzą więcej niż godzinne przemówienia ludzi, którym brak mądrości. Mądrość pochodząca od Boga waży słowa i ceni milczenie, wie bowiem, że tego, co najcenniejsze nie przekazuje się innym przez długie wykłady, lecz przez świadectwo. W Uroczystość Zesłania Ducha Świętego kończymy refleksje nad wyposażeniem duchowym, jakie w sakramencie bierzmowania otrzymuje uczeń Jezusa, by mógł dawać świadectwo swej wierze w zmartwychwstanie Mistrza i w nieodwołalność Bożej miłości. Tym wyposażeniem — obok cnoty wiary, nadziei i miłości — jest siedem darów Ducha Świętego. Dar mądrości obejmuje je wszystkie i pomaga w twórczym wykorzystaniu każdego. Dary te są jak talenty. Trzeba je wydobyć i nimi się posługiwać, by miał z nich pożytek i radość Bóg, Kościół i ich posiadacz. Duch Prawdy Nie lubimy prawdy. Najczęściej się jej obawiamy. Wolimy żyć w złudzeniach. Prawda wydaje się przemawiać przeciw nam. Nie lubimy słuchać prawdy z ust lekarza, który odkrywa groźną chorobę w naszym organizmie, nie lubimy słuchać prawdy z ust osoby bliskiej, która ma do nas pretensje o złe postępowanie. Nie lubimy przyjaciół, którzy mają odwagę powiedzieć nam prawdę w oczy. Dlatego też nie lubimy spotkania z Bogiem — bo wiadomo, że On mówi tylko prawdę i czeka na nasze słowa prawdy. Żyjemy w świecie zakłamania. Przyzwyczailiśmy się do tego, dobrze nam, gdy okłamujemy innych i gdy inni nie mówią nam prawdy. Chrystus powiedział Apostołom: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Niewielu chrześcijan odkrywa wyzwalającą moc prawdy, niewielu też doświadcza zawartej w niej radości. Znajomość prawdy i jej umiłowanie stanowi o mocy i wolności człowieka. Odkrycie bogactwa Uroczystości Zesłania Ducha Świętego łączy się ściśle z dostrzeżeniem potęgi i wartości umiłowania prawdy. Duch Święty to Duch Prawdy. Istnieje zatem ścisła zależność między świętością a prawdą. Święty to człowiek żyjący prawdą, kochający prawdę, świadczący o prawdzie. Jezus wiedział, że wierność prawdzie przerasta możliwości człowieka. W świecie kompromisów i kłamstwa dochowanie wierności prawdzie graniczy z heroizmem. Stąd też postanowił swoim uczniom zesłać pierwszy dar — Ducha Prawdy — aby już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. W oparciu o tego Ducha Prawdy człowiek może dawać świadectwo swojej wiary. Sam Jezus w rozmowie z Piłatem wyznał: „Jam się na to narodził i po to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha głosu mego”. Wskazał tym samym na ten zakres fal, na którym zawsze można nawiązać z Nim kontakt. Jest to fala umiłowania prawdy. On na tej fali przemawia. Na niej można Go słuchać. Duch Święty to właśnie owa fala Bożej Prawdy docierająca do każdego, kto jest z prawdy, kto chce jej słuchać. Wspominamy historyczne wydarzenie, jakie miało miejsce w Jerozolimie w kilka tygodni po zmartwychwstaniu Jezusa. Ale nie jest to jedynie wspomnienie, możemy dziś zostać napełnieni Duchem Prawdy. On jest w Kościele i działa. Jezus przyszedł na ziemię i wstąpił do nieba. Duch Prawdy zstąpił na ziemię i nie opuści jej, aż do skończenia świata. Jest i działa w Kościele i przez Kościół. To jest tajemnica obecności Boga, która pozwala ludziom poznać i umiłować prawdę. Nie musimy mówić o świętości, wystarczy mówić o umiłowaniu i wierności prawdzie, nie trzeba mówić o wolności — wystarczy ukochać prawdę, a ona sama nas wyzwoli. Człowiek poznający prawdę o sobie, o świecie, o Bogu odnajduje swoje miejsce w otaczającej go rzeczywistości. Świętość zaś i wolność polega na zajęciu tego miejsca, jakie nam Bóg wyznaczył. Umiłowanie prawdy nie tylko łączy z Bogiem, lecz łączy ludzi między sobą. Ci, którzy żyją w duchu prawdy, spotykają się na płaszczyźnie autentycznej przyjaźni. Każde kłamstwo oddziela od innych, prawda jednoczy i staje się mocą wspólnoty. Pochylmy głowy i otwórzmy serca na działanie Ducha Prawdy, który przybywa, by nas uświęcić i doprowadzić do pełni wolności. ks.E.S.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Niedziela Trójcy Przenajświętszej „Wielbimy odrębność Osób, jedność w istocie i równość w majestacie.” Wielbimy, i nic nadto, ponieważ przerasta nas Tajemnica Boga; wielbimy, ponieważ dotykamy jej zaledwie „opuszkiem” wiary; wielbimy, ponieważ przeczuwamy, że wciąż pozostajemy zanurzeni w miłości Trzech. Wielbimy pokornym umysłem, który bez Ducha Prawdy o tym największym cudzie nie byłby w stanie nic powiedzieć. Wielbimy sercem prostym, które nie będzie nawet próbować przelewać muszelką oceanu. Wielbimy z całym Kościołem tą najprostszą modlitwą: “Chwała Ojcu, i Synowi, i Duchowi Świętemu”. Wojciech Skóra MIC Duch Prawdy doprowadzi was... To ciekawe, dlaczego Jezus twierdził, że nie może swoim uczniom objawić wszystkiego. Doskonale zdawał sobie sprawę, co Kościół powinien wiedzieć, jaka wiedza i świadomość jest niezbędna do jego funkcjonowania. Ale równie dobrze wiedział, że od Niego Apostołowie już więcej dowiedzieć się nie mogą. To brzmi pradoksalnie, ale główną przeszkodą była Jego bliskość, Jego bezpośrednia przystępność i poufałość z Apostołami. Czy można sobie wyobrazić, że Jezus ot, tak nagle powie: „Słuchajcie, to Ja jestem tym Bogiem, którego czcicie, który wszystko stworzył, od którego zależy każda sekunda historii i istnienia świata! Ściśle mówiąc, jestem Drugą Osobą Trójcy Świętej.” Nie, takich słów w ustach Jezusa nie można sobie wyobrazić, aczkolwiek w sposób trochę ukryty i mniej bezpośredni, Jezus to właśnie przy różnych okazjach mówił. Ale musiało upłynąć dużo czasu, zanim ta treść w całej pełni dotarła do ludzkich umysłów. Ta okrężna droga objawiania i dochodzenia do całej prawdy była konieczna z dość prostego powodu: aby chronić uczniów przed nadmiarem wrażeń. Stanąć oko w oko przed Bogiem we własnej osobie, to zbyt wiele jak na słabego człowieka. Jest to możliwe, gdy świadomość jest nieco przymglona, ale wykluczone, gdy widzi się i wie wyraziście, z całą jasnością przekonania. Podobnie jak nie da się patrzeć na słońce bez żadnej ochrony i zmrużenia oczu, tak też nie da się zrozumieć Boga. Poza tym, ścisła dosłowność mogłaby zaprowadzić w ślepy zaułek, doprowadzić do punktu, w którym Apostołowie musieliby upaść na twarz, w którym nie mogliby już o nic pytać, lecz zamilknąć z bojaźni. To zamknęłoby drogę stopniowego oswajania się z myślą o Bogu żywym, o Bogu bliskim na wyciągnięcie ręki, Bogu, któremu można położyć głowę na piersi. Utrudniłoby to także dalsze poszukiwania prawdy. Albowiem takiej tajemnicy wprost objawić się nie da, do prawdy tej rangi, trzeba dochodzić po kolei poprzez wszystkie etapy, a nie od końca. Chrystus nie chciał dawać Kościołowi gotowej odpowiedzi, definicji, której i tak nikt by nie zrozumiał. Chciał dać narzędzie, dzięki któremu Kościół dojdzie do tej odpowiedzi sam, którą będzie cierpliwie odkrywał i kontemplował, tak, by przyswoić sobie całą jej głębię i znaczenie. Bo wtedy, równolegle do wzrostu wiedzy, będzie także wzrastać i dojrzewać miłość. Otóż pewne prawdy są nieodłącznie związane z miłością. Prawda to nie jest tylko teoria czy logika, zgodność faktów z myślą. Prawda to także dar, w którym, osoba objawia i oddaje z zaufaniem samą siebie. A nie mówi się o sobie wszystkiego każdemu i w każdym momencie. Najpierw trzeba stworzyć atmosferę szacunku, zaufania, intymności i miłości. To jest właśnie dziełem Ducha Świętego. Zanim Bóg odkrył swoją najgłębszą tajemnicę, tajemnicę swego wewnętrznego życia, istnienia, trójjedyności, posłał Kościołowi Ducha Świętego, aby Kościół do tej prawdy stopniowo przygotował i powoli doprowadził. Jeśli przystaniemy na ten plan, jeśli posłusznie i z pokorą pójdziemy drogą Ducha Świętego, to dojdziemy do Boga i do Jego tajemnicy, ogarniemy ją miłością na tyle, na ile to możliwe, a to uczyni nas szczęśliwymi na wieki. ks. Mariusz Pohl W świecie Bożej tajemnicy Ktokolwiek wchodzi w świat tajemnicy wiary, musi być przygotowany na dwa zupełnie różne przeżycia tych tajemnic. Pierwsze z nich można porównać do wejścia w warstwę mgły osłaniającej wszystko. Nawet najpiękniejszy krajobraz otulony mgłą jest niedostępny dla oka. Mimo że realnie istnieje, nie można go poznać. Gęste mleko mgły zasłania wszystko, nawet uśmiech twarzy towarzysza drogi, a co dopiero piękno okolicy. Wszystkie wysiłki zmierzające do rozproszenia mgły są bezskuteczne. Podobnie jest z wszelkimi próbami zrozumienia świata wiary. Chcąc w nim żyć, trzeba szukać kogoś, kto doskonale orientuje się w tym świecie, kto zna ów świat bez mgły. Uścisk jego ręki, pewność bliskości przewodnika to gwarancja przejścia przez warstwę mgły wiary i dotarcia do światła, doczekania momentu, w którym mgła ustąpi i objawi się piękno oraz bogactwo Bożego świata. Wyjście z mgły wiary i spotkanie twarzą w twarz z bogactwem Bożego świata jest zupełnie nowym przeżyciem tajemnicy wiary. Człowiek milknie, zdumiony jego czarem. Św. Paweł, który tego doświadczył, napisał: „czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” /1 Kor 2, 9/. Przeżycie to można porównać do zdumienia i bezradności dziecka wprowadzonego w sam środek olbrzymiego magazynu z zabawkami. Nie jest ono w stanie ani tego bogactwa ogarnąć, ani posiąść, ani nawet wypowiedzieć. Dostrzega wszystko, nic dla niego nie jest zakryte, lecz ogrom bogactwa przewyższa możliwości jego zrozumienia. Ten nowy świat staje się nieogarniony. Tajemnica została objawiona, pozostając nadal tajemnicą. Rozum ludzki, jak naparstek, stoi bezradny, nie mogąc objąć oceanu Bożego świata. Uroczystość Trójcy Świętej przypomina moment chrztu, kiedy to zostaliśmy włączeni w świat Bożej tajemnicy. Wielu z nas żyje jeszcze wciąż we mgle — nic nie widząc i nic nie rozumiejąc. Są jednak i tacy, którzy zostali wprowadzeni, przynajmniej przez chwilę, w ten świat bogactwa, które zamyka usta milczeniem zdumienia i wzywa do kontemplacji. Wielu współczesnych ludzi nie chce się zgodzić na wejście w mgłę wiary. Przyjmują oni jedynie to, co widzą, czego mogą doświadczyć. Odrzucają wszelkie tajemnice. Popełniają tym samym błąd. Świat bowiem jest zbudowany z samych tajemnic. Jedynie ludzie chcą stworzyć świat bez tajemnic i w nim się duszą. Człowiek sam dla siebie jest tajemnicą i może się w pełni odnaleźć jedynie wówczas, gdy odkryje piękno tej tajemnicy. A gdy tego dokona, odkrywa wówczas, że jest cząstką tajemnicy Bożego świata. Więcej, odkrywamy, że cały świat ze wszystkimi tajemnicami jest jedynie drogocenną szkatułką stworzoną przez Boga dla przechowywania tajemnicy człowieka. Jesteśmy bowiem, jako jedyne widzialne dzieła Boga, stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Należymy tym samym do tajemnicy Bożego świata i tylko w nim możemy się w pełni odnaleźć. Dwie wielkie tajemnice Kościół ustawił bardzo blisko siebie Uroczystość Trójcy Najświętszej i Uroczystość Bożego Ciała. Dzielą je zaledwie cztery dni. Chciał przez to ukazać dwa etapy drogi Objawienia, którą Bóg zbliża się do każdego z nas. Słuchając pouczeń o tajemnicy Trójcy Najświętszej, stajemy zdumieni wobec niepojętego życia Boga. Ojciec, Syn i Duch Święty żyją wzajemną miłością. Bóg ukazał nam tajemnice swego życia jakby na monitorze. To, co było dla nas zupełnie zakryte, stało się jawne. Obserwując funkcjonowanie Boskiego serca, możemy znacznie lepiej poznać sens całego dzieła stworzenia i sens historii zbawienia. To poznanie z kolei umożliwia pełniejszą współpracę ze Stwórcą i Odkupicielem. Bóg jednak nic nie objawia tylko dla zaspokojenia naszej ciekawości. Cokolwiek ujawnia z tajemnicy swego życia, czyni to z myślą o naszym ubogaceniu. Tak też dzieje się w tym wypadku. Objawienie tajemnicy Bożego życia ma na celu wezwanie nas, byśmy się zdecydowali na podłączenie do Boskiego serca. Życie Boga jest w zasięgu naszej ręki. Dla tego, kto ma odwagę sięgnąć po nie, Bóg określił jasno drugi etap wtajemniczenia. Ponieważ Boże życie różni się od naszego w sposób zasadniczy, Bóg ukrył je w codziennym pokarmie — w chlebie. Odtąd ktokolwiek pragnie uczestniczyć w tym Jego życiu, może podejść i pożywać Ciało Chrystusa. Uroczystość Bożego Ciała przypomina ten drugi etap wtajemniczenia. Chodzi o łatwy dostęp człowieka do życia Bożego. W zestawieniu Uroczystości Trójcy Najświętszej z Uroczystością Bożego Ciała trzeba dostrzec taktykę, jaką Bóg stosuje zatroskany o spotkanie z nami. Objawia On swe życie i uchyla rąbka tajemnicy o tyle, o ile jest to nam potrzebne do podjęcia decyzji uczestniczenia w Jego życiu. A w tym momencie, gdy ta decyzja zapada, Bóg ukrywa siebie w chlebie i winie, byśmy mogli bez lęku podejść do Niego i karmić się Jego miłością. Nasz intelekt ma bardzo małą pojemność. Z trudem obejmuje niewielki procent wiadomości o otaczającym nas świecie, a cóż dopiero mówić o tajemnicy samego Boga. Większa ilość wiadomości o Bogu mogłaby nas zniszczyć. Wielu bohaterów Starego Testamentu po spotkaniu z Bogiem sądziło, że czeka ich śmierć. Wiedzieli bowiem, że człowiek jest słaby jak wosk, a Bóg mocny jak potężny ogień. Czy jest możliwe istnienie wosku w ogniu? Jak oczy nasze są nastawione na ściśle określone natężenie światła i większa ilość światła powoduje ich uszkodzenie, tak i serca nasze są nastawione na określony stopień miłości i większa miłość może je zniszczyć. Stąd Bóg ukrywa siebie pod postacią chleba. Eucharystia to wielki cud Bożej troski o bliskie spotkanie z nami. Ma to jednak, jak wszystkie dary Boga, i swoje niebezpieczeństwo. Człowiek może w Komunii świętej codziennie spotkać się z ukrytym Bogiem i wzrastać Bożym życiem, ale też może ukrytego Boga zlekceważyć, tak jak lekceważy chleb, rzucając go na ziemię lub do kosza na śmieci. Jeden z największych darów Boga może być wykorzystany do przebóstwienia naszego serca i może być niezauważony, a nawet zlekceważony. Eucharystia to wielkie ryzyko Boga. Niewielu rozumie, jak wielki gest zaufania objawił Bóg człowiekowi, składając w jego ręce siebie, ukrytego pod postacią chleba. Stojąc wobec tajemnicy Trójcy Najświętszej i tajemnicy Eucharystii, otoczonej szczególnym kultem w Uroczystość Bożego Ciała, pochylmy z pokorą i wdzięcznością głowę, prosząc o twórcze wykorzystanie tych dwu wielkich darów — poznania tajemnicy Trójcy Najświętszej i możliwości uczestniczenia w Eucharystii. ks. Edward Staniek „Nasza wiara w Ciebie, jedyny Boże w trzech Osobach, niech będzie zadatkiem naszego zbawienia” (MP: modlitwa po Komunii) Liturgia, zamknąwszy cykl tajemnic życia Chrystusa, wznosi się do kontemplacji Trójcy Przenajświętszej. W Starym Testamencie tajemnica ta jest nieznana; tylko w świetle Objawienia nowotestamentowego można zrozumieć niejasne o niej wzmianki. Jedna z bardziej wyraźnych aluzji starotestamentowych zawiera się w pochwale mądrości, przymiotu Bożego ukazanego jako Osoba (Prz 8, 22-31; I czytanie). „Pan – oświadcza ona – mnie stworzył, przed swymi czynami, od dawna... Jestem zrodzona, gdy jeszcze bezmiar wód nie istniał... gdy kreślił fundamenty pod ziemią. Ja byłam mistrzynią” (tamże 22. 24. 29-30). A więc osoba współistniejąca z Bogiem od wieków, przez Niego stworzona i mająca za zadanie razem z Nim współpracować w dziele stworzenia. Dla chrześcijanina nietrudno dostrzec w tym uosobieniu mądrości – przymiotu Bożego, proroczą figurę nie stworzonej Mądrości, Słowo odwieczne, drugą Osobę Trójcy, o której Jan ewangelista napisał: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo... Wszystko przez Nie się stało” (1, 1. 3). Lecz szczególniej uderzają wyrażenia, w których mądrość mówi, że raduje się ze stworzenia ludzi i że pokłada w nich swoje rozkosze. Jakże nie pomyśleć o Mądrości wiecznej, o Słowie, które stało się ciałem i zamieszkało między ludźmi? W drugim czytaniu (Rz 5, 1-5) objawienie Trójcy okazuje się w pełni. Oto trzy Osoby Boskie w odniesieniu do człowieka: Bóg Ojciec usprawiedliwia go, dopuszczając do swojej łaski, syn staje się człowiekiem i umiera na krzyżu, by wyjednać dla niego ten dar, Duch Święty przychodzi rozlać w jego sercu miłość Trójcy. Aby nawiązać łączność z ”Trzema”, człowiek powinien wierzyć w swojego Zbawiciela, w Ojca, który Go posłał, i w Ducha Świętego, który tchnie w jego serce miłość do Ojca i Syna. Z tej wiary rodzi się nadzieja, że kiedyś będzie mógł się radować „chwałą Boga” (tamże 2), w zjednoczeniu bez zasłony z Trójcą Przenajświętszą. Doświadczenia i utrapienia życia nie mogą zniszczyć nadziei chrześcijanina; ona nie jest próżna, ponieważ opiera się na miłości Boga, która od dnia chrztu „rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (tamże 5). Wiara, nadzieja, miłość to cnoty pozwalające chrześcijaninowi już na ziemi nawiązać łączność z Trójcą, łączność, która w chwale wiecznej osiągnie pełnię i szczęśliwość. Ewangelia dzisiejsza (J 16, 12-15) rzuca nowe światło na rolę Ducha Świętego i na całą tajemnicę Trójcy. W przemówieniu podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus obiecując Ducha Świętego powiedział: „Gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (tamże 13). Jezus także jest prawdą (J 14, 6) i nauczył swoich całej prawdy, jaką usłyszał od Ojca – „wszystko, co usłyszałem od Ojca mego, oznajmiłem wam” (J 15, 15); dlatego Duch Święty nie uczy rzeczy, które by nie były zawarte w posłannictwie Chrystusa, lecz raczej- pozwala wniknąć w ich głębokie znaczenie, daje dokładne zrozumienie, ukazując prawdę do głębi. Jest tylko jeden Bóg, dlatego jedna jest prawda; Ojciec posiada ją całą i całą przekazuje Synowi: „Wszystko, co ma Ojciec, jest moje”, oświadcza Jezus dodając: „Duch Święty z mojego bierze i wam objawia” (J 16, 15). W ten sposób Jezus stwierdza jedność natury i różnicę trzech Osób Boskich. Nie tylko prawda, -lecz wszystko jest wspólne między Nimi; posiadają One jedną naturę boską. Ojciec posiada ją jako początek, Syn – jako zrodzony przez Ojca, Duch Święty – jako pochodzący od Ojca i Syna. Ojciec jednak nie jest większy niż Syn ani Syn większy niż Duch Święty. Istnieje w nich doskonała wspólnota życia, prawdy, miłości. Syn Boży przyszedł na ziemię właśnie po to, aby doprowadzić człowieka do tej najwyższej wspólnoty, czyniąc Go zdolnym, przez wiarę i miłość, żyć w towarzystwie Trójcy Przenajśw. zamieszkującej Jego duszę. Ty, Trójco Święta, jesteś Stwórcą, a ja Twoim stworzeniem. Widziałam w odrodzeniu, którego dokonałaś we mnie przez krew Syna Twojego, że rozmiłowałaś się w piękności swojego tworu. O Przepaści, o Bóstwo wieczne, o Morze głębokie! Cóż mogłeś dać mi więcej nad siebie samego? Jesteś ogniem, który zawsze płonie i nie gaśnie nigdy. Jesteś ogniem, który spala w żarze swym wszelką miłość własną duszy; jesteś ogniem, który topi wszelki lód i który oświeca... W świetle tym poznałam Ciebie i jesteś obecna w duchu moim. Dobro najwyższe i nieskończone. Dobro ponad dobrami! Dobro szczęśliwe! Dobro niepojęte! Dobro niewysłowione! Piękności nad pięknościami! Mądrości nad mądrościami, raczej Mądrości sama! Ty, Chlebie aniołów, z ogniem miłości oddałeś się ludziom! Tyś jest szatą, która okrywa wszelką nagość! Tyś jest pokarmem, który słodyczą swą żywisz zgłodniałych. Jesteś słodyczą bez śladu goryczy. O Trójco wieczna, w świetle swym, które dałaś... poznałam... drogę wielkiej doskonałości. Ukazałaś mi ją, abym Ci służyła w świetle, nie w ciemnościach, abym była zwierciadłem dobrego i świętego życia i abym wyrzekła się tego nędznego życia, gdzie aż dotąd z mej winy służyłam Ci w ciemnościach... i Ty, Trójco wieczna, światłem Twym rozproszyłaś ciemności (św. Katarzyna ze Sieny). o. Gabriel od św. Marii Magdaleny
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
IX niedziela zwykła „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie” – te słowa setnika na zawsze wpisano do liturgii. Zadziwia to, że uczymy się pokory i właściwej postawy wobec Pana Jezusa od kogoś obcego, kto nie był Jego uczniem, a w dodatku nie był Żydem, ale rzymskim żołnierzem. Okazuje się, że działanie łaski nie ogranicza się do tego, co poświęcone, kościelne albo po prostu „nasze”. Boga i Jego łaskę przyzywa jedynie autentyczna pokora. T.Z.OP Boża ekologia Od dłuższego czasu trwa dyskusja na temat ustawy dotyczącej bezkarnego mordowania nienarodzonych dzieci. Dla chrześcijanina, który uznaje autorytet Bożego prawa, o dyskusji nie ma mowy. Skoro życie człowieka rozpoczyna się w chwili poczęcia, każdy zamach na to życie jest sprzeczny z Bożym prawem – „Nie zabijaj”. Bogu chodzi o to, by człowiek nigdy nie był mordercą, bo jako morderca nie może być szczęśliwy. W tej sytuacji zdumiewa fakt, że szereg ludzi oficjalnie przyznających się do chrześcijaństwa, a nawet Kościoła, jest gotowych bronić ustawy o bezkarnym niszczeniu poczętego życia. Bóg ma zawsze rację i dyskusja z Nim jest nieporozumieniem. Jeśli w trosce o nasze szczęście powiedział: „Nie zabijaj”, czyli nie bądź mordercą, to każde zabicie jest równoznaczne z utratą spokoju sumienia, a więc i z utratą szczęścia. Gdyby św. Paweł miał dziś pisać list do Kościołów w Polsce, napisałby tak samo, jak przed wiekami do Kościołów Galacji: „Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową”. Paweł doskonale uchwycił sedno sprawy. Prawda o szczęściu człowieka jest jedna, i raz na zawsze została ujęta w Boże prawo. Są natomiast „jacyś ludzie”, którym zależy na „przekręcaniu Ewangelii”. Bóg zna słabość człowieka, który na drodze realizacji Jego prawa ciągle się potyka i upada. W trosce o upadającego człowieka ustanowił sakrament pokuty i pojednania. Z tej racji grzech w Nowym Testamencie nie jest największym nieszczęściem, bo w każdej chwili, w morzu łaski, może być zgładzony. Nieszczęściem natomiast jest wypaczanie Bożego prawa, czyli zwalnianie człowieka od odpowiedzialności za jego łamanie. Bóg nigdy nie zwolni nas z odpowiedzialności za nasze czyny. Gdyby to uczynił, w tym samym momencie wyrządziłby nam największą krzywdę. Człowiek dotąd dowodzi swojej wielkości, dokąd bierze odpowiedzialność za swe czyny. Ktokolwiek uważnie obserwuje argumenty, jakimi próbuje się dziś „przekręcać” Boże prawo, ten z łatwością odkryje, że w tym celu wykorzystuje się wszystko: psychologię, socjologię, medycynę, ekonomię, politykę, pedagogikę. Słowa Pawła są jednak wiecznie aktualne: „Innej Ewangelii nie ma”. Boże prawo jest niezmienne. Stąd Apostoł Narodów stawia sprawę na ostrzu noża. <~>„Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą od nas otrzymaliście – niech będzie przeklęty!”. Najjaśniej uwidacznia się to w chwili obecnej w zagrożeniu ekologicznym. Prawa przyrody są prawami Boskimi, a ich zlekceważenie prowadzi do dramatu. Pojawili się natomiast „jacyś ludzie”, którzy to prawo, swoimi prawami, „powykręcali”. Początkowo ich działalność nie była dostrzegalna. Dziś wiadomo, że doprowadzili do tragedii. Identycznie jest w dziedzinie życia moralnego, opartego również o prawo Boże. Jego „przekręcenie” doprowadzi w dziedzinie ducha do większego spustoszenia niż to jakie można obserwować w obumarłych lasach Gór Izerskich. „Po owocach poznacie ich”. Taka jest logika Bożego prawa. Św. Paweł odkrył reguły gry, jakie Chrystus stosuje w swej Ewangelii. Żąda On opowiedzenia się po stronie Bożego prawa bez względu na konsekwencje. Apostoł Narodów nie liczy się z opinią ludzi. „Czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa”. Obrona prawa Bożego zawsze spoczywała, spoczywa i będzie spoczywać w ręku ludzi na miarę św. Pawła. Pochwała oficera Setnik był oficerem. Nie należał do narodu żydowskiego, a mimo to był przez Żydów wysoko ceniony, a przez Jezusa nie tylko pochwalony, lecz postawiony jako wzór dla pobożnych Izraelitów. Warto zwrócić uwagę na glebę, na której wyrasta zadziwiająca wiara setnika. Los ziarna łaski wiary, udzielonej przez Boga każdemu człowiekowi, zależy w wielkiej mierze od owej gleby, na którą ono pada. Setnik szanował człowieka, to pierwszy znamienny rys jego serca. W pogańskim świecie starożytnym rzadko kiedy otaczano szacunkiem drugiego człowieka, a prawie się to nie zdarzało w odniesieniu do sługi. Setnik w obliczu choroby swego podwładnego czyni wszystko, na co go stać, by ratować go od śmierci. Szacunek ten zyskał mu przyjaciół. Setnik umiał współżyć z ludźmi, umiał współtworzyć świat przyjaźni. W godzinach czuwania przy chorym słudze przyjaciele są z nim. Ich też wysyła do Jezusa z prośbą, by nie wchodził pod dach jego domu, lecz powiedział tylko słowo, a jego sługa zostanie uleczony. To pełne miłości i szacunku odniesienie do ludzi otwiera serce setnika na działanie łaski. Drugim przymiotem serca setnika była jego religijność. On sam zbudował Żydom synagogę, czyli dom modlitwy. Cenił nie tylko człowieka, lecz i wartość religii. Oficer wojskowy ceniący życie religijne i zabiegający o jego rozwój. Zawód nie zniszczył w jego sercu właściwej hierarchii wartości. Pochwała Jezusa pod jego adresem jest pochwałą wiary oficera wojskowego. To znak, że nawet w wojsku jest możliwe zachowanie prawości sumienia, którą dostrzega Chrystus. Trzeci przymiot jego serca to umiłowanie prawdy i bardzo głęboka świadomość swojego miejsca w świecie. Wie, że jest przełożonym i ma pod swoimi rozkazami ludzi. Równocześnie jednak zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że są inni, więksi i mocniejsi od niego. Wobec Chrystusa czuje się mały i niegodny. Setnik kochał prawdę. Wiedział, kim jest w oczach ludzi i kim jest w oczach Chrystusa. To w takim sercu – szanującym człowieka, nawet sługę, ceniącym wartości religijne i znającym swe miejsce w świecie – ziarno łaski wiary najlepiej wydaje swoje owoce. Szukamy czasem przyczyn słabości swojej wiary. Zastanawiamy się nad nieurodzajnością gleby naszego serca. Czy zawsze odnosimy się z szacunkiem do ludzi, zwłaszcza zależnych od nas? Co czynimy, gdy znajdują się w prawdziwej potrzebie? Czy stać nas na troskę o nich według miary owego setnika? Czy cenimy wartości religijne? Jaki jest nasz udział w budowie czy przyozdabianiu domów modlitwy? Czy znamy swoje własne miejsce w świecie? Czy potrafimy w imię prawdy spojrzeć z miłością na tych, którzy nam podlegają, i tych, którym podlegamy? Szacunek wobec ludzi, wobec wartości religijnych i wobec siebie czyni glebę naszego serca podatną na przyjęcie i rozwój łaski wiary. ks.E.S „Chwalcie Pana wszystkie narody, wysławiajcie Go wszystkie ludy” (Ps 117, 1) Kiedy Salomon zbudował świątynię w Jerozolimie, zaniósł do Boga tę modlitwę: „Również i cudzoziemca, który nie jest z Twego ludu, Izraela, jeśli przyjdzie z dalekiego kraju przez wzgląd na Twe imię... gdy przyjdzie i będzie się modlić w tej świątyni, Ty w niebie wysłuchaj go... Niech wszystkie narody ziemi poznają twe imię” (1 Krl 8, 41-43). Jest to piękna modlitwa ożywiona duchem proroczym; widzi ona w Jahwe nie tylko Boga izraelskiego, lecz Pana wszystkich narodów, do którego każdy człowiek może się zwrócić, by wyprosić łaskę. Ewangelia opisuje wydarzenie, które można by uważać za potwierdzenie tej modlitwy. Pewien setnik rzymski w Kafarnaum posłyszał o cudach zdziałanych przez Jezusa i chciał Go prosić o uzdrowienie sługi, bardzo mu drogiego. Lecz będąc poganinem nie śmiał udać się do Jezusa. Wysyła więc do Niego poselstwo złożone z kilku Żydów. A oni mówią Panu: „Godzien jest żebyś Mu to wyświadczył, kocha bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę” (Łk 7, 4-5). Setnik, chociaż cudzoziemiec, jest przyjacielem Żydów, podziwia ich religię – a może nawet praktykuje ją – do tego stopnia, że wybudował synagogę własnym kosztem. Nie myśli jednak, że to daje jakieś prawo, by mógł bezpośrednio zwrócić się do Mistrza; owszem, kiedy Pan jest w drodze i zdąża do jego domu, posyła kogoś z oświadczeniem: „Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój... lecz powiedz słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony” (tamże 6-7). Wielka jest jego pokora, lecz jeszcze większa wiara, tak że sam Jezus „zadziwił się” i rzekł: „Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu” (tamże 9). Odpowiedzią na tak wielką wiarę jest cud dokonany z daleka. Zostaje więc wysłuchany cudzoziemiec, który zwrócił się do Boga izraelskiego obecnego w osobie Chrystusa. Dobroć setnika, który troszczy się o chorego sługę, jego pokora oraz wiara przygotowały go na przyjęcie łaski Zbawiciela o wiele lepiej, niż miało to miejsce u wielu należących do narodu wybranego. Jezus jest Zbawicielem powszechnym: Jego zbawienie jest dla wszystkich ludzi. On nie czyni różnicy między Żydami lub poganami, lecz gdzie znajduje pokorę i wiarę, udziela się nawet z daleka, chociaż jeszcze niedobrze poznany. Tak uczynił właśnie dla setnika. Dla całej ludzkości jest tylko jeden Zbawiciel, jedna wiara i jedna Ewangelia, nie można znaleźć zbawienia gdzie indziej. Dlatego św. Paweł ostrzega przed tymi, „którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową”, i nie waha się oświadczyć: „Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą otrzymaliście, niech będzie przeklęty” (Ga 1, 7. 9). Apostoł nie obawia się, że jego nieugiętość w obronie Ewangelii zjedna mu nieprzyjaciół, i ze świętą odwagą twierdzi: „Gdybym jeszcze ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa” (tamże 10). Zbawicielu wieczny, Królu nieba, Ty jeden jesteś wszechmocny, jesteś Panem, Bogiem całego stworzenia, Bogiem naszych Ojców świętych i bez skazy, którzy żyli przed nami, Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, pełnym łaskawości i miłosierdzia, dobroci i wspaniałomyślności. Każde serce wobec Ciebie jest puste, a najskrytsze myśli są Tobie znane. Dusze sprawiedliwych wzywają Cię i pokładają w Tobie swoją ufność. Ojcze sprawiedliwych, Ty wysłuchujesz tych, którzy Cię proszą prawym sercem, słyszysz nawet milczące wezwania. Twoja Opatrzność przenika nawet wnętrze człowieka, a Twoja wszechwiedza bada wolę każdego z nas. Ze wszystkich miejsc na ziemi wznoszą się do Ciebie hołdy modlitw i błagań (Preghiere dei primi cristiani 174). O mój Zbawicielu, nie dozwól, abym będąc powołanym do Twojej wiary i do synostwa Twojego przez łaskę, utracił ją z własnej winy i został wydziedziczony z Twojego królestwa i wyrzucony w ciemności pozbawione Twego światła i Twojej przyjaźni... Oby wielu ludzi doszło do Twojej wiary... do tego stopnia, aby Twoje królestwo napełniło się wielu sprawiedliwymi! Nie dozwól, Panie, aby wierni, którzy należą już do Twojego Kościoła, oddalali się od niego i zostali wyrzuceni z królestwa, do którego ich wezwałeś (L. da Ponte). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XIV niedziela zwykła Chrześcijanin, wzorem Apostołów, jest powołany do głoszenia Dobrej Nowiny. Każdy może to robić w najprostszy z możliwych sposobów – świadectwem własnego życia. I chociaż może nas spotkać w związku z tym uznanie i podziw, to jednak częściej napotkamy trudności, brak zrozumienia i odrzucenie. I tak jak uznanie ze strony ludzi nie może być naszym celem, podobnie odrzucenie z ich strony nie może być dla nas powodem zniechęcenia. Jezus wskazuje na ostateczny cel naszych działań: „Cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”. Możemy zostać odrzuceni, wykpieni i opuszczeni przez ludzi, ale nigdy przez Chrystusa. Joanna Woroniecka-Gucza „Oto was posyłam...” W rzadko którym fragmencie Pisma św. lepiej widać, jak Bóg ceni i szanuje człowieka, zapraszając go do współpracy w swoim dziele. Bóg w swoim żniwie, czyli dziele głoszenia Ewangelii i zbawienia człowieka, nie chce obyć się bez nas, lecz korzysta z naszego zaangażowania. Uwzględnia przy tym wszystkie uwarunkowania i właściwości ludzkiej natury. Wie na przykład, że źle się pracuje w pojedynkę, więc wysyła uczniów po dwóch, aby się wzajemnie wspierali i mobilizowali. Wie, że grozi im pokusa dostosowania się do praw i zwyczajów, jakimi rządzi się świat, dlatego każe im iść jak owce między wilki, rezygnując ze wszystkich ludzkich zabezpieczeń, bo „kto mieczem wojuje, od miecza ginie”; lepszym orężem jest pokój, a zabezpieczeniem wiara. Wie, że łatwo zbacza się z obranej drogi i rozprasza na różne cele, i dlatego każe się skoncentrować na jednym. Wie, że zbytnia troska o środki do pracy, przeszkadza nieraz samej pracy i powoduje jej bezowocność, więc wymaga ubóstwa. Wie, że człowiek lubi gonić za popularnością, odmianą i jest niecierpliwy, więc każe trzymać się jednego miejsca, dopóki nie skończą zadania, a gdy praca nie rokuje nadziei na owoce, każe nie tracić czasu. Wie wreszcie, że człowiek lubi oglądać owoce swojej pracy, więc pozwala się nimi cieszyć, ale z zastrzeżeniem, że więź wiary i miłości z Jezusem jest ważniejsza. W tym wszystkim widać wielką troskę Jezusa o swoich uczniów i owocność ich pracy. Nie chce im robić złudzeń, lecz lojalnie ostrzega o trudnościach: że nie będą przyjmowani, że ludzie będą ich atakować i nie pozostawią w spokoju. Nie obiecuje im też zysku ani wielkiej zapłaty. Ale też i nie dla zysku ich posyła. Najważniejsze jest zadanie: głoszenie Ewangelii, wsparte znakami Bożej miłości i opieki. Jedno jest od drugiego nieodłączne. Bóg jest Bogiem miłości i dobroci, troszczy się o swoje dzieci. Cudy uzdrowień fizycznych i duchowych, są znakiem wyzwolenia z gorszych i groźniejszych tarapatów: z grzechu. A wszystko to zapowiada zbliżanie się Królestwa Bożego. Ewangelia, czyli Dobra Nowina, to właśnie ogłaszanie tej radosnej wiadomości: Bóg o was nie zapomniał! Pomimo waszych grzechów, kocha was tak bardzo, że daje wam dostęp do swego Królestwa. Kto zaufa Chrystusowi znajdzie w Nim zbawienie, pomoc, przebaczenie i pokój. Żeby przyjąć tę Dobrą Nowinę, trzeba być godnym pokoju, tzn. ufać Bogu. Jezus nie wymagał, aby ludzie od razu w Niego uwierzyli. On wymagał, aby wierzyli Bogu, Pismu św., proroctwom. A jeśli ktoś szczerze ufa Bogu i naprawdę wierzy w Jego Słowo, wtedy przyjmie też i Chrystusa z Jego posłannictwem. Albowiem Chrystus głosił to samo co Bóg w objawieniu starotestamentalnym, z tą jednak różnicą, że Stary Testament obiecywał i zapowiadał, a Chrystus wypełniał i realizował. Ukazywał także pełny sens tego, co jeszcze nie do końca jasne było w Starym Przymierzu. Robił to stawiając właściwe akcenty na poszczególne tematy, przykazania, przepisy i wymagania Bożego prawa. I w tym posłannictwie mają współuczestniczyć uczniowie Jezusa – nie tylko ci pierwsi, przed dwoma tysiącami lat, ale i ci współcześni, żyjący dziś wśród nas. I my powinniśmy znaleźć się w ich liczbie, bo żniwo jest bardzo wielkie, a robotników ciągle mało. Jedno jest pewne: że robotnicy w sutannach do tej pracy już nie wystarczą. I dlatego warto rozważyć wezwanie Chrystusa. A jeszcze bardziej, modlić się ufnie i prosić, by jak najwięcej ludzi – z każdym z nas osobiście na czele – wielkodusznie podjęło te zadania. ks. M. Pohl „Pokój temu domowi” Można spotkać człowieka promieniującego pokojem. Jego mieszkanie jest oazą pokoju. Inni przychodzą do niego, by odzyskać równowagę ducha, uspokoić się, odpocząć. Wystarczy godzinne spotkanie z takim człowiekiem, by nastąpiła renowacja naszego ducha. Tacy ludzie są apostołami Bożego pokoju. Wypełnieni tym duchem przez samego Chrystusa, rozlewają go w serca innych, poszukujących ukojenia. O takich apostołach pokoju mówił Chrystus w Ewangelii, kiedy wysyłał z misją głoszenia Dobrej Nowiny swoich uczniów. Dziś słowo pokój najczęściej rozumie się jako brak wojny. W Ewangelii natomiast słowo pokój oznacza Boży dar wypełniający ludzkie serce, usuwający z niego wszelkie rozdarcie. Dopiero tak ubogacony człowiek jest w stanie żyć w prawdziwym pokoju z innymi. Jeśli zaś spotka się kilku takich ludzi, tworzą oazę ewangelicznego pokoju i mogą stać się jego szafarzami w swoim środowisku. Mając na uwadze fakt, że w Ewangelii jest zawsze wskazana nie tylko wartość, lecz również konkretna droga wiodąca do jej osiągnięcia, warto zastanowić się nad wypowiedziami Jezusa zatroskanego o skuteczne przekazywanie Jego pokoju. Mistrz z Nazaretu uzależnia owocne przekazywanie pokoju od postawy zarówno apostołów niosących ten dar, jak i człowieka, któremu jest on ofiarowany. Nie każdy czeka na pokój, nie każdemu na nim zależy. Przyjmuje ten dar jedynie człowiek godny pokoju. Jezus przestrzega swych uczniów przed zbytnim optymizmem łatwego pozyskania dla pokoju wszystkich ludzi. Wielu z nich nie jest zainteresowanych tą wartością i należy się z tym liczyć. Apostoł pokoju obserwując, jak ludzie odrzucają ofiarowany przez niego dar, nie może tracić z tego powodu pokoju swego serca. Trzeba, by w spotkaniu z człowiekiem niegodnym pokoju sam zachował się godnie. Odpowiedzialność za odrzucenie pokoju spada całkowicie na tego, kto odrzuca. Jeszcze dokładniej Jezus określa postawę samego apostoła pokoju i metody, jakimi winien się posługiwać. Wysyła swoich uczniów z misją pokoju bez pieniędzy i bez sandałów, bezbronnych — jak owce między wilki. Chrystus wie, że gdzie pojawią się pieniądze, dary, drogie prezenty, tam pojawią się wkrótce waśnie, kłótnie, zazdrości. Pieniądz nie niesie z sobą pokoju, zawsze niesie niebezpieczeństwo konfliktu. Ci, którzy niosą pieniądze, nie są zwiastunami prawdziwego pokoju. Podobnie rzecz się przedstawia z sandałami. Obuwie daje poczucie bezpieczeństwa. Człowiek w butach czuje się znacznie bardziej pewny siebie. W krajach Wschodu nierzadko twardy sandał stanowi narzędzie walki, gdy dochodzi do rękoczynów. Apostołowie pokoju mają iść boso, bezbronni, jak owce między wilki. Te ewangeliczne uwagi trzeba przenieść do naszego życia. Nie rozprawiajmy godzinami o losach pokoju na świecie, bo on w bardzo małym stopniu zależy od nas. Rozpocznijmy od tego, co jest w zasięgu naszych możliwości, od wprowadzania pokoju w swoje własne serce. Tego nikt nie może za nas uczynić. Chodzi o to, byśmy byli ludźmi godnymi pokoju, by Boży pokój na nas spoczął. Jeśli to zostanie osiągnięte, zatroszczmy się o pokój w naszym domu, małżeństwie, rodzinie. Jeśli i to się uda, rozdajmy pokój tym, których spotykamy na co dzień: sąsiadom, kolegom w pracy, towarzyszom zabawy. Godni pokoju przyjmą go z całą radością. Warto też nieco dokładniej zapoznać się z życiem i działalnością św. Franciszka z Asyżu, który nie tylko bardzo trafnie odczytał Ewangelię, lecz potrafił ją zastosować w życiu, stając się w trzynastym wieku wielkim apostołem pokoju. Ciekawa instrukcja Mówiąc o organizowaniu przez Jezusa Kościoła, najczęściej mamy na uwadze dwunastu Apostołów. W tej nielicznej grupie wyodrębniamy uprzywilejowane miejsce trzech: Piotra i dwu braci Zebedeuszy, Jakuba i Jana. Oni to zostali przez Mistrza wprowadzeni w głąb tajemnicy przebóstwienia na Taborze i w misterium zmagania ze złem w Getsemani. Wszystkim Apostołom przewodził Piotr, który z rąk zmartwychwstałego Jezusa otrzymał prawo pasterskiej odpowiedzialności za całość Kościoła. Św. Łukasz jasno wskazuje jeszcze na drugi, szerszy krąg organizacji Kościoła, kształtowanej przez samego Jezusa. Ta grupa liczyła siedemdziesięciu dwóch uczniów przygotowanych do pracy misyjnej. Być może, że w tych liczbach można dostrzec pewne podobieńswo do organizacji Izraela. Naród wybrany składał się z dwunastu pokoleń, a Mojżesz dla sprawniejszego zarządu ustanowił radę starszych, która liczyła po sześciu z każdego pokolenia, a więc siedemdziesięciu dwóch. Według Łukasza Chrystus zorganizował dużą grupę uczniów i przygotował ich do pracy misyjnej. W sumie dysponował trzydziestu sześciu ekipami misyjnymi, po dwu misjonarzy w każdej. Wyprzedzali oni Mistrza i przygotowywali teren na spotkanie z Nim. Jezus był misjonarzem wędrownym. Z kart Ewangelii wynika, że ta Jego misyjna działalność była dobrze zorganizowana. Niezwykle ciekawa jest instrukcja, jaką tym ekipom, tuż przed wysłaniem ich z trudną misją, podaje Chrystus. Mówi ona wiele o koncepcji całego dzieła przepowiadania Ewangelii, a zarazem o fundamentalnych założeniach dobrze działającej organizacji. Pod tym kątem należałoby przeanalizować bardzo dokładnie dwunasty rozdział Ewangelii św. Łukasza. W naszym rozważaniu możliwe jest jedynie zasygnalizowanie wskazań Mistrza z Nazaretu. Oto one: 1. Uczniowie winni być świadomi wielkiego dzieła, w którym uczestniczą. Są tylko żniwiarzami na roli Pana. To wymaga pracowitości. 2. Głoszenie Ewangelii jest pracą niebezpieczną. To trudna misja owcy wysłanej między wilki, co wymaga odwagi. 3. Przepowiadanie Ewangelii dokonuje się bez zaplecza finansowego i bez jakiegokolwiek liczenia na zysk. To wymaga bezinteresowności i bezwzględnego zawierzenia Bogu. 4. Uczniowie Jezusa wędrują boso, bez sandałów, idą bowiem z misją pokojową. Człowiek bosy nie nadaje się do walki. To wymaga pokory. 5. W czasie wykonywania zadania uczniowie Jezusa nie mogą załatwiać żadnych osobistych spraw, dlatego nie wolno im nikogo w drodze pozdrawiać. To wymaga ducha ofiary. 6. Uczniowie Chrystusa winni się znać na ludziach, mogą bowiem wchodzić w kontakt jedynie z osobami godnymi pokoju. To wymaga mądrego krytycyzmu. 7. Uczniowie Jezusa nie mogą zmieniać miejsca zamieszkania, bo zamiast pokoju zostawiliby niesnaski. Instrukcja cenna dla każdego, kto chce włączyć się w dzieła organizowane w duchu Ewangelii. Jezus nie liczył na improwizację. On bardzo precyzyjnie organizował życie i pracę Kościoła. Wiedział, że od sprawności organizacji zależą w dużej mierze dalsze losy Jego dzieła. Kościół miał być Jego Ciałem. Aby ono mogło spełnić swe zadanie, Jezus musiał się troszczyć o jego sprawność. Każdy wie, że niesprawne ciało utrudnia duchowi działanie. Czy i dziś nie należałoby na nowo, w duchu Ewangelii, przemyśleć i przedyskutować sposób organizowania przepowiadania Ewangelii. Czy ta ciekawa instrukcja skierowana do siedemdziesięciu dwóch uczniów jest już dziś nieaktualna? ks. E. Staniek O Panie pokoju, obdarz nas pokojem zawsze i na wszelki sposób (2 Tes 3, 16) Z dzisiejszych czytań wyłania się temat pokoju ukazany w wielorakich aspektach. Pierwsze czytanie (Iz 66, 10-14c) przedstawia go jako syntezę — dóbr — radości, bezpieczeństwa, szczęścia, spokoju, pociechy — jakie Bóg obiecał odnowionej Jerozolimie, po wygnaniu babilońskim. „Oto skieruję do niej pokój jak rzekę i chwałę narodów jak strumień wezbrany... Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę” (tamże 12-13). Cały ten zestaw określeń mówi jasno, że chodzi tu o dar Boży, charakterystyczny dla czasów mesjańskich. Jezus przyniesie ten pokój, który będzie równocześnie łaską, zbawieniem, szczęściem wiecznym, nie tylko dla poszczególnych ludzi, lecz dla całego Ludu Bożego, napływającego z całego świata do Jerozolimy niebieskiej, królestwa doskonałego pokoju. Lecz także Kościół jako nowa Jerozolima ziemska, posiada skarb pokoju, który ofiarował Jezus ludziom dobrej woli, i ma za zadanie rozszerzać go na świecie. Ten obowiązek powierzył Zbawiciel siedemdziesięciu dwom uczniom posianym głosić królestwo Boże (ewangelia: Łk 10, 1-12. 17-20). „Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki” (tamże 3). Ta wypowiedź wskazuje właśnie na posłannictwo cichości, dobroci, pokoju. Posłannictwo podobne do Jezusowego: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1, 29), nie potępiający grzeszników, lecz ofiarujący siebie samego, „wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1, 20). „Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was” (Łk 10, 5-6), Nie chodzi tutaj o zwykłe pozdrowienie, lecz o błogosławieństwo Boże przynoszące dobro i zbawienie. Gdzie „zstępuje” pokój Jezusa, który pojednał ludzi z Bogiem i miedzy sobą, tam zstępuje zbawienie. Człowiek przyjmujący je w pokoju z Bogiem i braćmi, żyje w łasce i miłości, jest zbawiony od grzechu. Pokój ten spoczywa „na dzieciach pokoju”, to jest na tych, których Bóg zesłał do zbawienia, oni zaś odpowiadają na to wezwanie przyjmując Jego warunki; są szczęśliwymi dziedzicami pokoju Chrystusowego, dóbr mesjańskich, Jezus jednak uprzedził, że nie należy oczekiwać pokoju podobnego do tego, jaki ofiaruje świat, ten bowiem daje jedynie fałszywą obietnice szczęścia, jakoby wykluczającą wszelkie zło”. „Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka” (J 14, 27), powiedział Jezus, ponieważ Jego pokój jest tak głęboki, że może współistnieć nawet z najdotkliwszymi utrapieniami. Chociaż świat szydzi i odrzuca ten pokój i uczniowie cierpią z tego powodu, to jednak nie tracą pokoju wewnętrznego ani nie przestają głosić „dobrej nowiny o pokoju” (Ef 6, 15). Pokorni, ubodzy, bez żadnych roszczeń, zadowoleni z tego, co zaspokaja potrzeby życia (Łk 10, 4. 7-8), spełniają dalej na świecie posłannictwo Jezusa, głosząc każdemu, kto chce ją przyjąć, „dobrą nowinę o pokoju” (Dz 10, 36). Św. Paweł (II czytanie: Ga 6,14-18) jest tego pierwowzorem. Podczas swojego apostolstwa nie szuka innej podpory, innej chwały, „jak tylko w krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa” (tamże 14), dlatego uważa się za ukrzyżowanego dla tego wszystkiego, co może ofiarować, świat: dla korzyści materialnych, chwały, kariery. Świat nie wywiera na niego żadnego uroku, bo Paweł już pozwolił się oczarować Ukrzyżowanemu i raduje się, że nosi na swoim ciele „blizny Pana” (tamże 17). Ma więc prawo, aby go pozostawiono w spokoju, w pokoju jego Pana, o który prosi dla siebie i dla wszystkich swych naśladowców: „Na wszystkich tych, którzy się tej zasady trzymać będą, niech zstąpi pokój i miłosierdzie” (tamże 16). Boże, który podźwignąłeś upadłą ludzkość przez uniżenie się Twojego Syna, udziel swoim wiernym duchowej radości i spraw, aby wyzwoleni z niewoli grzechu osiągnęli wieczne szczęście (Mszał Polski: kolekta). Panie Boże wszechmogący, Jezu Chryste, Królu chwały, Ty jesteś prawdziwym pokojem, miłością wieczną. Oświeć, prosimy Cię, światłem Twojego pokoju wnętrze dusz naszych, oczyść nasze sumienie słodyczą Twojej miłości. Daj nam łaskę, abyśmy byli ludźmi pokoju, dążyli do Ciebie, księcia pokoju, byś nas wspierał i strzegł nieustannie w niebezpieczeństwach zagrażających nam ze strony świata. Spraw, abyśmy pod skrzydłami Twojej miłości dążyli do pokoju ze wszystkich sił i z całego serca abyśmy mogli dostąpić radości wiecznych, kiedy przyjdziesz powtórnie, aby nagrodzić tych, którzy na to zasługują. Panie Jezu Chryste, Ty jesteś pokojem wszystkich ludzi; ci, którzy Cię znajdują, znajdują ukojenie; ci, co Cię opuszczają, doznają nieubłaganych utrapień. Spraw, prosimy Cię, Panie, abyśmy nie dawali pocałunku Judasza; udziel nam pokoju, jaki Twój sakrament nakazał innym apostołom szerzyć. Spraw, aby Twój Kościół znalazł w nas, w czasie naszego życia ziemskiego, ludzi pokoju, by mógł wysławiać Twoją dobroć, a pewnego dnia dzielić z Tobą szczęście, które nie ma końca (Prières eucharystigues... 64a; 93). o. Gabriel od św. Marii Magdaleny
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Szczęść Boże wszystkim! Życzę miłego, przyjemnego, a nade wszystko błogosławionego czasu wakacji.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XV niedziela zwykła Czasem zatrzymujemy się, zadając sobie pytania, kim jest Bóg, jaki jest sens naszego życia i istnienia świata. Zagłębiamy się w filozoficzne dywagacje i w końcu dochodzimy do wniosku, że czujemy się w tym wszystkim zagubieni. Tymczasem mamy być ufni wobec Boga jak dzieci wobec ojca. Chrystus daje nam receptę na udane życie: kochaj Boga i kochaj bliźniego, wtedy wszystko będzie miało sens. Kochaj, bo w miłości jest Bóg. Takie to zwyczajne i proste, a jednocześnie takie trudne. J.Woroniecka-Gucza „Kto jest moim bliźnim?” Z Ewangelii tej – i z własnego doświadczenia także – wynika jasno, że na ogół dobrze wiemy, co mamy czynić. Problem w tym, że nie bardzo nam się chce czynić to, co wiemy, że powinniśmy. I dlatego, podobnie jak ten faryzeusz, szukamy różnych wykrętów i usprawiedliwień. Najlepszym alibi jest zazwyczaj niwiedza. Więc udajemy, że nie wiemy, że mamy wątpliwości, że dopiero szukamy odpowiedzi, podczas gdy w rzeczywistości już od dawna moglibyśmy swoją wiedzę wprowadzać w czyn, nawet pomimo ewentualnych niejasności. Uczony w Prawie dobrze znał swoją dziedzinę: doskonale wiedział co jest najważniejsze. Wiedział, że trzeba kochać Boga i bliźniego. Wiedział też, że nie jest to takie łatwe, zwłaszcza, jeśli chodzi o bliźniego. I dlatego próbował znaleźć dla siebie okoliczność łagodzącą, czy wręcz zwalniającą od zachowania Prawa. „Nie wiem, kto jest moim bliźnim, więc nie mogę być za dobry, bo a nuż wyświadczę przysługę komuś, komu nie muszę? Na wszelki wypadek będę więc powściągliwy w dobroci.” W naszym współczesnym wydaniu przyjmuje to na ogół postać, jaką Jezus przedstawił w swej przypowieści: udajemy, że nie widzimy. Mijamy obojętnie potrzebujących pomocy, myśląc w duchu: przecież to nie moja sprawa, niech się tym zajmie pomoc społeczna, pogotowie, policja. Być może, niekiedy faktycznie jest to sprawa wyspecjalizowanych jednostek. Być może, pewne problemy społeczne wymagają rozwiązań globalnych, gruntownych, usuwających przyczyny, a nie tylko doraźne objawy. Być może, niekiedy trzeba odmówić pomocy, gdy widać, że ktoś próbuje naciągnąć nas na datek alkoholowy. Są takie przypadki i okoliczności, które wymagają bardzo roztropnego działania. Ale nie mogą one stanowić usprawiedliwienia i zwolnienia z wszelkiej odpowiedzialności za innych. Bo to właśnie owo poczucie odpwiedzialności za innych stanowi o moim człowieczeństwie. Zauważmy, że w przypowieści o Samarytaninie Jezus dał inną odpowiedź, niż sugerowało postawione pytanie. Uczony zapytał: kto jest moim bliźnim? A Jezus odpowiedział: czyim ty jesteś bliźnim, to znaczy kiedy i w jakich okolicznościach zdajesz egzamin ze swego człowieczeństwa, kiedy ty okazujesz się człowiekiem, bliźnim dla innych. Być bliźnim, być człowiekem, to znaczy być wrażliwym na człowieczeństwo innych. Ja i on mamy te same prawa, takie same potrzeby, choć zapewne różne możliwości. I dlatego, jeśli moje możliwości są większe, powinienem wykorzystać je, by pomóc temu, kto ich akurat nie ma. Głównym motywem takiej pomocy jest miłość, która przejawia się jako solidarność w obliczu potrzeb. Wiem, że jego potrzeby są takie same jak moje, gdybym znalazł się w jego sytuacji. Wiem to, ponieważ potrafię wczuć się w jego sytuację, potrafię go zrozumieć, potrafię odgadnąć, co on teraz czuje i wzruszyć się tymi odczuciami, jak gdyby własnymi. I potrafię się tym przejąć tak samo, jak gdybym sam to przeżywał. I dlatego jego los nie jest mi obojętny, jego los jest w pewnym stopniu i moim losem. Oto na czym polega bycie bliźnim. Nie jest istotne, kto jest moim bliźnim. Istotne jest, czy ja potrafię być dla innych bliźnim: bratem w człowieczeństwie, solidarnym w potrzebie, ofiarnym w działaniu. Na pewno nie jest to łatwe, na pewno wymaga poświęcenia, na pewno będziemy bliźnimi w mniejszym czy większym stopniu, jak kogo stać. Ale dopóki nie uczynimy pierwszego kroku, czegoś z pełni człowieczeństwa będzie nam brakowało. Więc czyńmy podobnie jak ten Samarytanin. ks.M.P. Pieniądze w służbie miłości Samarytanin udzielił doraźnej pomocy poszkodowanemu podróżnemu. Trzeba było opatrzyć jego rany, przetransportować do gospody. Obowiązki jednak wzywały Samarytanina do podjęcia dalszej podróży. Nie mógł się dłużej zająć chorym. Nie mógł również zostawić go samego, bo ten potrzebował opieki. Czy spełnił już swoją posługę miłości? Czy mógł jechać dalej ze spokojnym sumieniem? Czy to czego dokonał nie zasługiwało już na pochwałę? Niech teraz rannym zajmą się inni... Samarytanin jednak dobrze wie, że na ludzką bezinteresowność nie ma co liczyć. Chorym trzeba się jeszcze opiekować. Skoro nie ma ludzi dobrego serca, to są tacy, którzy zajmą się nim za pieniądze, nie z miłości, lecz z obowiązku, o ile im za to zapłacą. Samarytanin wie, że jego pieniądze mogą zapewnić obsługę rannemu. On musi jechać dalej, odtąd jego pieniądze będą wspomagały chorego. Za nie, cudze ręce, zajmą się poszkodowanym. Pieniądze chrześcijanina winny zawsze służyć dobru. Ich wykorzystanie świadczy o mądrości właściciela. Z pieniędzy, które leżą w kieszeni chrześcijanina, a nie służą bliźnim znajdującym się w potrzebie, trzeba się będzie przed Bogiem rozliczyć. Sprawę należy przemyśleć dokładniej. Nie każdego stać na to, by zajął się akcją charytatywną, np. pielęgnowaniem chorego. Do tego często potrzebne jest odpowiednie przygotowanie. Każdy jednak może, pracując w swoim zawodzie, zdobyć pieniądze i przekazać je tym, którzy potrafią zająć się kalekimi, niedorozwiniętymi, chorymi, starymi, biednymi. Takie przeznaczenie własnych pieniędzy dla dobra innych stanowi autentyczny gest miłości bliźniego. Część pieniędzy składanych na ofiarę w czasie Mszy św. jest przeznaczona w tym właśnie celu. Często dający nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, komu i w jakiej mierze pomaga złożona przez niego ofiara. Jest jeszcze drugi wymiar tego zagadnienia. Ludzie źli za pieniądze potrafią czynić wiele dobrego. Chrześcijanie mogą im w tym pomóc, płacąc za ich usługi. Pieniądz może zespolić wielu w podejmowaniu dzieł płynących z miłości. Nie zawsze się dostrzega ten wymiar czynienia dobra w Kościele. Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, który nie tylko zajął się pobitym przez zbójców podróżnym, lecz zapłacił również za jego dalsze leczenie, wzywa do refleksji nad wykorzystaniem naszych pieniędzy dla niesienia pomocy ludziom znajdującym się w trudnej sytuacji. Dopiero spojrzenie na pieniądze w duchu miłości bliźniego może dać pełne zrozumienie ewangelicznie pojętego ubóstwa. Nie chodzi w nim bowiem o rozdanie wszystkiego, lecz o gotowość przeznaczenia własnej majętności — nawet wówczas, gdy jest ona bardzo skromna — dla tych, którzy jej naprawdę potrzebują. Mądra miłość winna decydować o wydaniu każdej złotówki. Wobec tajemnic kosmosu Nakręcono o nim film. Pan Adam, krawiec z zawodu, jest oczarowany tajemnicą kosmosu. Zbudował na dachu własne obserwatorium astronomiczne, by uczestniczyć w wysiłkach ludzkości zmierzającej do poznania wszechświata. Słuchałem go uważnie. Mówił o galaktykach i planetach, o lotach kosmicznych i posiłkach, jakie astronauci spożywają. Dzielił się osobistymi przeżyciami związanymi z uchwyceniem związku, jaki istnieje między ładem w kosmosie, a ładem, jaki winien panować w naszym wnętrzu. Jakże inaczej wyglądałoby życie, gdyby takich entuzjastów odkrywania prawdy było więcej. Spotkanie z takim człowiekiem zostaje na zawsze w pamięci. Wchodząc w przestrzenie kosmiczne, śledząc lądowanie człowieka na Księżycu, mimowolnie stajemy przed pytaniami o początek i kres tego imponującego dzieła, o precyzję i mądrość mechanizmów, które nim sterują. Jedna tajemnica wyłania się z innej tajemnicy, a jedno pytanie rodzi następne pytania. Czy istnieje zatem klucz do rozumienia sensu istnienia wszechświata? Czy Objawienie, jakie przekazał nam Bóg, ma na uwadze jedynie naszą Ziemię, ewentualnie Układ Słoneczny? Czy Stwórca kosmosu podał nam klucz potrzebny do jego rozumienia? W Nowym Testamencie istnieje tekst, w którym autor natchniony wskazuje na taki klucz. To niewielki, trudny List św. Pawła do Kolosan. Do dziś nie wiadomo, w jakiej mierze ówcześni odbiorcy tego Listu wszystko w nim rozumieli. Być może, że rozumieli niewiele, a tekst staje się coraz jaśniejszy, w miarę jak poszerzają się horyzonty naszej wiedzy o kosmosie. Święty Paweł bardzo odważnie ukazał Chrystusa jako Pierworodnego „wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co na niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne. /.../ Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie” /Kol 1, 15-17/. Można zachwycać się elementami naszego świata. Są one tak ciekawe, tak zdumiewające, a zarazem tak liczne, że zupełnie wystarczą jako bogactwo wypełniające krótkie lata naszego życia na ziemi. Ktokolwiek jednak ma odwagę spojrzeć dalej, sięgnąć w odległości mierzone latami świetlnymi, liczyć zawrotną ilość planet, choćby jednej galaktyki, nie chcąc się zgubić w odkrywanym wszechświecie, jak w bezkresnym labiryncie, musi zapytać o punkt wyjścia i punkt dojścia. Św. Paweł nie zajmuje się badaniami kosmosu, ale mając na uwadze tych, którzy to czynią, niezwykle jasno wskazuje na ten punkt. Jest nim Chrystus. Nieco później autor Apokalipsy uczyni to samo wkładając w usta uwielbionego Jezusa słowa: „Jam Alfa i Omega, Początek i Koniec” /Ap 21, 6/. Przez wieki Kościół w czasie liturgii eucharystycznej czyta fragmenty Listu św. Pawła do Kolosan. Przeciętni słuchacze prawie nic z tej lektury nie rozumieją. Kościół jednak mając na uwadze całość depozytu Objawienia wie, że wśród słuchaczy są zawsze tacy, którym słowa tego Listu są potrzebne. Biblia nie jest podręcznikiem astronomii ani żadnej z nauk ścisłych. Jest natomiast wiązanką kluczy potrzebnych do odkrycia sensu całej otaczającej nas rzeczywistości. Szkoda, że zbyt łatwo zadowalamy się rejestracją samych zjawisk. Wspaniałe teleskopy, sondy kosmiczne, precyzyjne obliczenia dostarczają tylko danych, nie mówiąc nic o sensie istniejącej rzeczywistości. Te dane zyskują na wartości jedynie wówczas, gdy można wskazać ostateczny sens wszystkiego. Ład w kosmosie wzywa do troski o ład w sercu, a to prowadzi do spotkania z tym jedynym sercem, w którym jest zaszyfrowany ład miłości jako podstawowe prawo całego wszechświata, z sercem Chrystusa. ks.E.S. Słowo Twoje, Panie, niech będzie w mych ustach i w moim sercu, bym je mógł wypełnić (Pwt 30, 14) Prawo Boga jest osią, wokół której obraca się dzisiejsza liturgia. „Będziesz słuchał głosu Boga swego, Pana, przestrzegając Jego poleceń i postanowień” (Pwt 30, 10). Bóg nie pozostał obcy życiu człowieka, lecz pochylił się nad nim, zawarł z nim przymierze i objawił mu swoją wolę w prawie. Nie jest to prawo oderwane, nałożone jedynie z zewnątrz, lecz zapisane w sercu człowieka od pierwszej chwili jego stworzenia; prawo więc zgodne z jego naturą, odpowiadające istotnym jego wymaganiom, zdolne zaprowadzić go do pełnego urzeczywistnienia siebie według celu, jaki Bóg mu wyznaczył. „Polecenie to, które Ja ci dzisiaj daję, nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem... Owszem, słowo to jest bardzo blisko ciebie: w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić” (tamże 11, 14). Słowo to stało się następnie na pojęcie bliskie człowiekowi, gdy przedwieczne Słowo Boga stało się ciałem i przyszło rozpiąć namiot wśród ludzi, odsłaniając im jak najdoskonalej wolę Bożą wyrażoną w przykazaniach i nauczając ich doskonale wypełniać je. Ewangelia z dnia (Łk 10, 25-37) ukazuje właśnie Jezusa na rozmowie z uczonym w prawie na temat największego przykazania: miłości względem Boga i bliźniego. Uczony pytał Mistrza nie po to, by się czegoś nauczyć, lecz „by Go wystawić na próbę” (tamże 25) i tak kończy swoje pytanie: „A kto jest moim bliźnim?” (tamże 29). Jezus nie daje żadnego określenia, lecz opowiada historię pewnego nieszczęśliwca, który dostał się w ręce zbójców, został ograbiony i pozostawiony na pół żywy na drodze. Dwóch nieznajomych przechodzi obok — kapłan i lewita — widzą go, lecz przechodzą dalej, nie zatroszczywszy się o niego; dopiero pewien Samarytanin wzrusza się, zatrzymuje i udziela mu pomocy. Wniosek jest jasny: nie należy czynić różnic ani z racji wyznania, ani narodowości, nie należy też odróżniać przyjaciół od nieprzyjaciół; każdy człowiek potrzebujący pomocy jest „bliźnim” i powinien być miłowany tak jak każdy miłuje samego siebie. Owszem, jest jeszcze coś więcej: przypowieść przymusza niejako uczonego w prawie, aby uznał, że samo prawo zostało spełnione nie przez ludzi, którzy je dobrze znali — jak kapłan i lewita — lecz przez Samarytanina, którego Żydzi uważali za niewierzącego i grzesznika. On to właśnie zostaje ukazany jako wzór temu, który w swej mentalności faryzejskiej uważa się za sprawiedliwego, bezgrzesznego, przestrzegającego prawa. „Idź, i ty czyń podobnie” (tamże 37), mówi Jezus. Niewiele znaczy znać doskonale moralność, rozprawiać i filozofować o niej, kiedy nie umie się wypełniać podstawowych obowiązków w wypadkach tak jasnych i naglących, jak ów ukazany w przypowieści. Kto ma serce twarde, kto jest egoistą, zawsze znajdzie niezliczone wymówki, by uwolnić się od pomocy bliźniemu, przede wszystkim gdy wymaga ona trudu i ofiary. Drugie czytanie (Kol 1, 15-20) porusza inny temat, wysławia wielkość Chrystusa: jego bezwzględny prymat nad wszystkimi istotami stworzonymi „przez Niego” i dla Niego (tamże 16), Jego władzę nad ludźmi pojednanymi z Bogiem przez Niego i odkupionymi „przez krew Jego krzyża” (tamże 20). Tekst można tak powiązać z dzisiejszą ewangelią: Jezus, który jest „obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wszelkiego stworzenia”, pragnie być poznany i miłowany przez ludzi w obrazie widzialnym tak nikłym, jakim jest bliźni. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40); to tak, jakby się mówiło, że chrześcijanin powinien miłować bliźniego nie tylko jak siebie samego, lecz tak, jak obowiązany jest miłować swojego Pana. O Boże, Ty ukazujesz błądzącym światło Twojej prawdy, aby mogli powrócić na prawą drogę; tym wszystkim, którzy uznają się za chrześcijan, udziel łaski, aby odrzucali to wszystko, co jest przeciwne temu imieniu, a szli za tym, co jest z nim zgodne (Mszał Polski: kolekta). O miłości, Ty jesteś tą słodką i świętą więzią, jaka wiąże dusze ze swoim Stwórcą: ty wiążesz Boga w człowieku, a człowieka w Bogu. O miłości niewysłowiona, ty trzymałaś zranionego i przygwożdżonego Boga-Człowieka na najświętszym drzewie krzyża; ty godzisz powaśnionych, jednoczysz rozdzielonych, wzbogacasz ubogich w cnotę, bo udzielasz im życia i wszystkich cnót. Dajesz pokój i niszczysz wojny; udzielasz cierpliwości, męstwa i długiej wytrwałości w każdym dobrym i świętym działaniu: nie trudzisz się nigdy i nigdy nie oddalasz od miłości Boga i bliźniego, ani wskutek kary, ani cierpienia, ani krzywdy, ani obelg, ani wzgardy. Ty rozszerzasz serce, które przyjmuje w siebie przyjaciół i nieprzyjaciół, i każde stworzenie, ponieważ przejęło się uczuciami Chrystusa i idzie za Nim. O Chryste, słodki Jezu, udziel mi tej niewysłowionej miłości, abym była wytrwała i nigdy nie cofała się, bowiem ten, kto posiada miłość, opiera się na Tobie, żywym kamieniu, to znaczy nauczył się od Ciebie miłować swego Stwórcę, idąc Twoimi śladami. W Tobie odczytuję regułę i naukę, jakiej powinnam się trzymać, Ty bowiem jesteś drogą, prawdą i życiem: czytając więc w Tobie, który jesteś księgą życia, będę postępować drogą prostą, będę mogła oddać się jedynie miłości Boga i zbawieniu mojego bliźniego (zob. św. Katarzyna ze Sieny). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XX niedziela zwykła Święty Paweł zmagania na drodze ku chrześcijańskiej doskonałości nazywa „zawodami”. A zatem nie będzie lekko! Jezus potwierdza to z całą mocą. Mówi: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on zapłonął!”. Cóż to oznacza? Stary porządek, zbudowany na naszych złych przyzwyczajeniach, będzie musiał zostać zburzony. Czeka nas wewnętrzna walka i przeorganizowanie dotychczasowej hierarchii wartości, abyśmy osiągnęli „obiecane dziedzictwo, które przewyższa wszelkie pragnienia”. M.P.G. „Przyszedłem rzucić ogień...” Dzisiejsza Ewangelia powinna być otrzeźwieniem i przebudzeniem dla tych wszystkich, którzy chcą traktować chrześcijaństwo jako religię świętego spokoju i błogiej szczęśliwości. Chyba większość z nas traktuje naukę Chrystusa jako takie ble, ble, ble dla małych dzieci, zbiór bajeczek, ładnych obrzędów, bezmyślnych przyzwyczajeń, które nikogo ani ziębią, ani parzą. Nieraz są trochę uciążliwe, więc się je opuszcza. Nieraz uprzykrzają życie, to się o nich zapomina. I tak jakoś leci: chrzciny, Pierwsza Komunia, ślub, pogrzeb, po drodze Pasterka, kolęda, Popielec, Wielkanoc. I to wszystko. Całe życie chrześcijańskie udało się nam szczęśliwie sprowadzić do nikomu nie wadzących obyczajów i chodzenia do kościoła. Gdy ktoś wykracza poza ten schemat, uznajemy go za fanatyka i dewota, by w ten sposób nie zakłócić sobie lekkiego, łatwego i przyjemnego wizerunku katolika. W ten sposób człowiek bardzo skutecznie odgradza się od Słowa Prawdy i usypia w błogim samozadowoleniu. Czy o to chodziło Chrystusowi? Na pewno nie! On przyszedł rzucić na ziemię ogień, a nie ciepłe kluchy. To my przez swoją niemrawość i małoduszność zagasiliśmy żar Jego słów: wielu z nas nie chce, wielu się boi, wielu przyzwyczaiło się do dotychczasowej wegetacji i to uodparnia ich na wpływ Słowa. Ale ono nadal płonie pod grubą warstwą naszych błędnych przekonań, pogańskich teorii i światowych przyzwyczajeń. I jeśli okażemy gotowość autentycznego słuchania i ryzyko zmiany, wtedy w jednym momencie zapłonie jasnym blaskiem. I tak jak ogień zapałki ogarnia w mgnieniu oka suchą gałązkę, zamieniając ją w płonącą żagiew, tak i Słowo Chrystusa jest w stanie przemienić nas, jeśli tylko zechcemy i pozwolimy Mu na to. Właśnie to miało miejsce w początkach głoszenia Ewangelii, w pierwszych wiekach życia Kościoła, w licznych okresach odrodzenia duchowego. Także dziś w wielu ruchach odnowy traktuje się Słowo Boże poważnie i zobowiązująco, i zaraz wydaje to owoce. Widać tam, że Ewangelia potrafi autentycznie wpłynąć na ludzkie życie, diametralnie przemienić myślenie, mentalność, motywacje, postępowanie. Wielu ludzi pod wpływem wiary zaczyna robić to, co dotąd istniało tylko w sferze mglistych przeczuć w stylu „trzeba by...”. Wiara staje się potężnym motorem napędowym sensownego i owocnego życia. Przede wszystkim jednak wiara daje nam pewny grunt jasnych, uzasadnionych i niewzruszonych przekonań. Gdybyśmy tak szczerze i krytycznie postawili sobie pytanie: w co my właściwie wierzymy, według czego kształtujemy swoje myślenie i decyzje, co ma na nas największy wpływ, wtedy okazałoby się, że za naszymi wyborami kryją się telewizyjne slogany reklamowe, propaganda, moda, artykuły z kolorowej prasy, filmowe postacie. Wydaje się nam, że w swoim myśleniu jesteśmy niezależni i nowocześni, tymczasem ulegamy rozlicznym wpływom i manipulacjom, najczęściej nieuświadomionym. Dlatego nasza rzekoma wolność okazuje się tylko pozorna. Dopiero prawda daje człowiekowi autentyczną wolność. Prawda pozwala rozsądzać, co jest dobre, a co złe, co należy wybrać i jak postąpić. Prawda, która nie zna kompromisów z kłamstwami i obietnicami tego świata. Człowiek, który tę prawdę znajdzie nie da się już nabrać na rozmaite obiecanki-cacanki, nie ulega złudzeniom, nie miesza zabobonu z wiarą, nie wierzy w sny i czarne koty, nie powtarza bezmyślnie, co mówiła ciotka Kazia i co pisali w „Skandalach”. A przede wszystkim człowiek taki wie, w czym może złożyć swoją ostateczną nadzieję i że warto dla niej wszystko inne poświęcić. To jest główne źródło siły chrześcijanina. ks. M.P. Jeremiasz w błocie Jeden z największych proroków Starego Testamentu Jeremiasz został zanurzony w błocie. Wydarzenie ma miejsce w oblężonej przez Babilończyków Jerozolimie. Jeremiasz, wielki autorytet moralny i religijny, bardzo trzeźwo ocenił sytuację. Izraelici nie mają żadnych szans, aby odeprzeć atak nieprzyjaciół, którzy opanowali cały kraj. Jest tylko jedno mądre rozwiązanie: poddać się, oddając w ręce okupanta. W ten sposób można uratować przynajmniej życie i wartości religijne, które w czasach dobrobytu w narodzie zostały zagubione. Żydzi stracili wiarę i poczucie odpowiedzialności za prawo moralne. W oblężonej Jerozolimie Jeremiasz wzywa do poddania. Wszyscy gorliwi patrioci, którzy woleli umierać, niż myśleć o przyszłości swojej i narodu, wystąpili przeciwko niemu. Początkowo go aresztowano, a kiedy ze swojej celi nadal, w imieniu Boga, wzywał do poddania, postanowili go zgładzić. Nikt nie chciał przelać krwi proroka i dlatego wybrali inny sposób. Na dziedzińcu królewskim była cysterna, do której w porze deszczowej zbierano wodę. Wody już nie było, natomiast na dnie leżało dużo błota i właśnie tam wrzucono Jeremiasza. Był pogrążony tak głęboko, że kiedy życzliwi ludzie chcieli go wyciągnąć, musieli na liny, aby go nie zranić, położyć podartą odzież. Warto zamienić kilka zdań z Jeremiaszem zanurzonym w błocie. Przede wszystkim trzeba mu zadać pytanie, jak to się dzieje, że on, który mądrze ocenia sytuację, jest prześladowany i skazany na śmierć? Dlaczego ludzie go nienawidzą, wiedząc, że jako prorok Boga mówi prawdę? Odpowiedź Jeremiasza jest jasna — dlatego, że tłumy nie lubią prawdy, że tylko fałszywego proroka noszą na rękach. Prawdziwego proroka zawsze rzucą do błota albo ukrzyżują. Wynika to stąd, że fałszywy prorok mówi to, na co tłumy czekają, a prawdziwy musi być wierny Bogu. Jeremiasz nie dziwi się, on wie, że taki jest jego los. Ale bynajmniej nie narzeka. Bóg potrzebuje jego głosu. Chce uświadomić wszystkim Izraelitom, że bardzo niepoprawnie myślą, sądząc, iż Bóg jest tylko wtedy z człowiekiem, kiedy mu błogosławi i dobrze mu się wiedzie. Bóg często przewiduje klęskę człowieka i przez nią chce go uczyć prawdziwej mądrości. Spełniło się co do joty to, co Jeremiasz mówił. Jerozolima została zdobyta, połowę ludzi wycięto w pień, połowę wywieziono do niewoli, a królowi wyłupiono oczy. Jeremiasz wzywał do mądrej postawy w sytuacji trudnej, do uznania, że w klęsce może być obecny Bóg. Ludzie jednak nie wierzą w proroctwa, które głoszą klęskę. Jest jeszcze drugie pytanie, które warto postawić Jeremiaszowi. Jak się to dzieje, że proroka, który mówi prawdę, odrzucają rodacy, a w jego obronie stają cudzoziemcy. Żydzi go wrzucili do błota i chcieli zagłodzić na śmierć. Wydobywa go z błota Kuszyta, a więc cudzoziemiec. On przychodzi i powiada królowi: Źle postępujecie. On go ratuje. A kiedy Nabuchodonozor zdobył Jerozolimę, oddał wszystkich ludzi, z wyjątkiem Jeremiasza, w ręce żołnierzy. Pogański władca docenił mądrość proroka. Jeremiasza nie wzięto do niewoli. Pozwolono mu robić to, co uważał za stosowne. Mógł zostać na miejscu i mógł wędrować z jeńcami do Babilonu. Przeciwnikami Jeremiasza byli jego domownicy. Podejmuje ten temat Chrystus, kiedy stwierdza, że człowiek wierny Bogu spotyka się z wielkimi trudnościami ze strony swoich najbliższych. To dziwny paradoks, rzecz niezrozumiała. Często właśnie domownicy są wrogami człowieka, który chce być sprawiedliwy i uczciwy. Najtrudniejsza walka, jaką uczeń Chrystusa musi toczyć, to walka z jego najbliższymi. Droga Ewangelii nie może być łatwa, bo chodzi w niej o prawdę. Tam zaś, gdzie chodzi o prawdę, musi być cierpienie. Na ziemi bowiem jest ono najmocniejszym świadectwem prawdy. Wszyscy fałszywi świadkowie załamują się w obliczu cierpienia. Tylko człowiek przekonany o słuszności sprawy potrafił dla niej cierpieć i oddać życie. Na ziemi nie ma mocniejszego świadectwa dla prawdy, jak cierpienie, jak ofiara. Uwodzicielska siła grzechu Wędrujemy cały dzień w siedmioosobowej grupie. Blisko dwie godziny trwało męczące podejście, a później szlak prowadził szczytami Beskidów. Długie odcinki prawie spacerowe. Był czas na spokojną rozmowę. Poprzedniego dnia jeden z uczestników, student, prosił o możliwość dyskusji na temat uwodzicielskiej siły grzechu. Nie mógł pojąć, dlaczego grzech odnosi nad nami tak łatwe zwycięstwo. Mimo że było to jego osobiste pytanie, w rozmowę włączyli się wszyscy, a problem stał się tematem dnia. Dość szybko zgodzono się, że człowiek w grzechu sięga po dobro, a nie po zło. Grzech kusi dobrem, którego osiągnięcie łączy się nierozerwalnie ze zniszczeniem innego dobra. Dopiero po grzechu człowiek odkrywa, że dobro zniszczone było o wiele cenniejsze niż nabyte, a często i to nabyte okazuje się tylko bańką mydlaną pryskającą w momencie jej osiągnięcia. Siła więc grzechu tkwi w sposobie oczarowania człowieka proponowanym dobrem. Tak na przykład matce przerażonej trudnościami, jakie pojawią się z chwilą urodzenia dziecka, grzech ukazuje łatwe rozwiązanie przez zamordowanie nienarodzonego. Czar „łatwego życia” bez dziecka jest tak przekonujący, że kobieta sięga po to rozwiązanie. Bańka mydlana pęka jednak w momencie popełnienia grzechu. Życie staje się potwornie ciężkie z powodu wyrzutów sumienia, a nierzadko również z powodu komplikacji dotyczących zdrowia matki. Gdyby kobieta znała całą prawdę o tym grzechu i jego następstwach, nigdy by go nie popełniła. W tym kontekście uczestnicy rozmowy zwracali uwagę na potrzebę bardzo wszechstronnego ukazywania wszystkich wymiarów grzechu, sądząc, że w ten sposób można zdemaskować i osłabić jego uwodzicielską siłę. Dość szybko jednak punkt ciężkości dyskusji przeniósł się z grzechu na samego człowieka. Pytanie sformułowano ostro: dlaczego człowiek jest tak głupi, że daje się złowić na przynętę zastawioną przez grzech? Wskazywano na pijaków, narkomanów, złodziei, morderców, pytając, dlaczego sięgają po grzech skoro płacą za niego tak straszną cenę? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie zaczęto śledzić drogę wiodącą do wielkich grzechów. Po pewnym czasie ze zdziwieniem stwierdzono, że zmaganie z grzechem trwa od pierwszych lat życia. Wspominano osobiste zwycięstwa i porażki, sięgając aż do dziecięcych lat. Pieniądze skradzione matce na lody, a następnie poszukiwanie tych pieniędzy drogą uczciwą, by móc je zwrócić do portmonetki i w ten sposób uciszyć wyrzuty sumienia. Bolesne zmagania siedmioletniego Wojtka, który musiał zrezygnować z oglądania kolumny wojsk pancernych przejeżdżających przez wioskę tylko dlatego, że rodzice kazali mu w tym czasie pilnować młodszą siostrę. Trud przyznania się do zniszczenia magnetofonu, co można było z łatwością zrzucić na poprzedniego użytkownika. Z lat młodzieńczych zdecydowane odmówienie trzeciego kieliszka alkoholu, mimo natarczywych nalegań całego towarzystwa. Zwrócenie dużej sumy pieniędzy znalezionych na ulicy. Obrona skrzywdzonego kolegi itp. Zmaganie z grzechem trwa przez całe życie. Zaczyna się od rzeczy drobnych już w dziecięcych latach. Ten, kto wygrywa walkę po walce, nabywa stopniowo mądrości i grzech tak łatwo go nie zwiedzie. Kto zaś lekceważy przeciwnika i pozwoli mu odnosić zwycięstwa w rzeczach drobnych, przegra również bitwę o wielkie wartości. Trafne było podsumowanie tej długiej rozmowy dokonane przez maturzystę. Jego zdaniem każdy ciężki grzech zanim zaistnieje, ma już długą historię. Jego zwycięstwo jest przygotowywane całymi latami. Można powiedzieć, że grzech o wiele dłużej i dokładniej przygotowuje się do odniesienia zwycięstwa, niż sam człowiek do starcia z grzechem i w tym tkwi tajemnica jego uwodzicielskiej siły. Ileż zatem mądrości jest zawartej w wezwaniu autora Listu do Hebrajczyków, aby uczniowie Chrystusa „opierali się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi”. Z grzechem może wygrać tylko ten, kto chce z nim walczyć. ks.E.S. Panie, obym się opierał aż do przelewu krwi walcząc przeciw grzechowi (Hbr 12, 4) Służba Boża rozumiana na serio nie zapewnia życia wygodnego i spokojnego, lecz często wystawia człowieka na ryzyko, na walkę i prześladowania. Taki jest temat liturgii dzisiejszej niedzieli, nakreślony już w pierwszym czytaniu (Jr 38, 4-6. 8-10). Jeremiasz głosił słowo Boże nie oglądając się na nikogo, dlatego „stał się mężem skargi i niezgody dla całego kraju” (Jr 15, 10). Przywódcy wojskowi, aby się od niego uwolnić, oskarżają go przed królem o podburzanie ludu, a otrzymawszy nad nim władzę, wrzucają go do błotnistej studni. Tutaj prorok tonął w błocie i byłby niewątpliwie zginął, gdyby Bóg nie przyszedł mu z pomocą przez pewnego nieznajomego, któremu udało się uzyskać u króla pozwolenie wydobycia Jeremiasza z miejsca śmierci. Psalm responsoryjny w dniu dzisiejszym wyraża dobrze to położenie proroka: „Złożyłem w Panu całą nadzieję; schylił się nade mną i wysłuchał mego wołania. Wydobył mnie z dołu zagłady i z kałuży błota” (Ps 40, 2-3). W drugim czytaniu (Hbr 12, 1-4) św. Paweł, mówiąc o niezłomnej wierze dawnych patriarchów i proroków, zachęca chrześcijan do współzawodniczenia z nimi: „I my zatem... winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala” (tamże 1-2). Na podstawie Starego Testamentu Apostoł kieruje chrześcijanina ku Jezusowi, którego nawet największe postacie starożytności — nie wyłączając Jeremiasza — są tylko nikłą figurą. On zaś jest boskim wzorem, do którego ma zdążać wierzący, On najwyższym zapaśnikiem o sprawę Boga. Aby wypełnić wolę Ojca, „przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę” (tamże). Pokładając swoją wiarę w Tym, który jest jej sprawcą, przyczyną, podporą, chrześcijanin nie powinien się lękać walki „przeciw grzechowi aż do przelewu krwi” (tamże 4), a także walki przeciw wszystkiemu, co może odciągać go od całkowitej wierności względem Boga. Jezus ogłosiwszy błogosławionymi czyniących pokój i zostawiwszy uczniom swój pokój jako dziedzictwo, w dzisiejszej Ewangelii (Łk 12, 49-53) wyjaśnia bez ogródek, że nie przyszedł dać pokój, lecz rozłam (tamże 51). Twierdzenie na pierwszy widok wstrząsające, ale nie przekreśla tego, co powiedział gdzie indziej, lecz raczej wyjaśnia, że pokój wewnętrzny, znak zgody między człowiekiem a Bogiem, a zatem znak przylgnięcia do Jego woli, nie uwalnia od walki, od wojny przeciw wszystkiemu, co we własnym wnętrzu — jak namiętności, pokusy, grzechy — lub we własnym środowisku sprzeciwia się woli Boga, zagraża wierze, przeszkadza służbie Panu. Albowiem chrześcijanin, nawet najspokojniejszy, powinien stać się mężnym i nieustraszonym zapaśnikiem, nie lękającym się ani ryzyka, ani prześladowań, za przykładem Jeremiasza, a jeszcze więcej Chrystusa, który walczył przeciwko grzechowi aż do wylania krwi i do hańby krzyża. Lecz aby ta walka była słuszna i święta, nie powinien wchodzić w grę żaden czynnik lub cel ludzki, osobisty. Powinien do niej pobudzać jedynie ten ogień miłości, jaki Jezus przyszedł rozniecić na ziemi (tamże 49) w tym jedynie celu, aby zapłonął wszędzie na chwałę Ojca i zbawienie ludzi. Dzięki temu ogniowi miłości Jezus pragnął gorąco przejść przez chrzest krwi w swojej męce (tamże 50); dzięki temu ogniowi miłości chrześcijanin powinien być gotowy opierać się nawet najdroższej osobie i rozłączyć się z nią, jeśli ona przeszkadza mu wyznawać wiarę, wypełnić powołanie, wykonać wolę Boga. Gorzki rozłam jest krzyżem nadal uciążliwym, lecz skierowanym — jak krzyż Jezusa — do zbawienia tych, których się opuszcza z miłości do Boga. Złożyłem w Tobie, o Panie, całą nadzieję; Ty schyliłeś się nade mną i wysłuchałeś mojego wołania. Wydobyłeś mnie z dołu zagłady i z kałuży błota. Stopy moje postawiłeś na skale i umocniłeś moje kroki. Włożyłeś w moje usta śpiew nowy, pieśń dla Ciebie, Boże mój... Błogosławiony mąż, który złożył swoją nadzieję w Tobie (Psalm 40, 2-5). O Jezu, mój słodki Wodzu, podnosząc sztandar Krzyża, mówisz mi z miłością: „Weź krzyż, jaki ci ukazuję, i choćby ci się wydawał bardzo ciężki, pójdź za Mną, w nic nie wątpiąc.” Pragnąc odpowiedzieć na Twoje wezwanie, obiecuję Ci, o mój niebieski Oblubieńcze, że nie będę już opierała się Twojej miłości. Lecz widzę już, że zdążasz na Kalwarię, a Twoja oblubienica ochotnie idzie za Tobą... Rozporządzaj mną zawsze, jak Ci się podoba, bo ze wszystkiego jestem zadowolona, bylebym tylko szła za Tobą drogą na Kalwarię, a im bardziej będzie mi się jawiła ciernistą, a krzyż coraz cięższym, tym więcej będę się radowała, bo pragnę miłować Cię miłością cierpliwą... miłością mocną i bez podziału. Ochotnie oddaję moje serce na cierpienia, smutki i utrapienia. Raduję się, że nie doznaję radości, bo ten stół wieczności, który mnie oczekuje, winien poprzedzić post tutaj na ziemi. O Panie, Tyś na krzyżu dla mnie, a ja dla Ciebie. O, gdyby raz zrozumiano, jak słodko i jak warto jest cierpieć i milczeć dla Ciebie, Jezu! O drogie cierpienie, o dobry Jezu! (Św. Teresa Małgorzata Redi). o.G.
Podoba się : Administrator, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXI niedziela zwykła W obliczu bolesnego i nieoczekiwanego doświadczenia pytamy: Dlaczego? Co złego zrobiłem? Słowo Boże dzisiejszej niedzieli odpowiada na te pytania: „Bo tego Pan miłuje, kogo karze, chłoszcze każdego, którego za syna przyjmuje”. Bóg jest mądrym Ojcem i Wychowawcą, który przez doświadczenia i próby prowadzi nas do zbawienia. Przyjmijmy Jego słowo jako słowo nadziei, miłości i życia. ks.D.Kwiatkowski Kto będzie zbawiony? Czy tylko nieliczni będą zbawieni? To pełne obawy pytanie było prawdopodobnie spowodowane zbyt ciasnym i jednostronnym zrozumieniem nauki Chrystusa: w duchu prawa Starego Testamentu. Faktycznie, jeśli nauczanie Chrystusa pojmiemy tylko w kategoriach sztywnych przepisów, które człowiek ma ściśle wypełnić, okażą się one niewykonalne. Ot chociażby to słynne zdanie o odcięciu ręki czy nadstawianiu drugiego policzka. Jeśli zinterpretuje się je jako przepis prawny, będzie to najsurowsze i najokrutniejsze prawo świata. Ale Chrystus nie chciał tworzyć nowego kodeksu, nowego zbioru ścisłych instrukcji, które nie pozostawiłyby ludziom ani centymetra wolnej przestrzeni. Jezus sformułował pewne ogólne zasady, wytyczył pewien kierunek, dał człowiekowi mapę i kompas i powiedział: trzymaj się tego, jeśli chcesz dojść do celu. Dał nam także swego Ducha, który ma nam wszystko przypominać i uczyć nas właściwego zrozumienia Jego słów. Przy pomocy rozumu i sumienia oświeconego przez Ducha Świętego potrafimy właściwie ocenić swoją sytuację i wybrać rozwiązanie. Ale sama wiedza i nawet dobre chęci jeszcze nie wystarczą. Dopiero Duch Święty może uzdolnić człowieka do wypełnienia Ewangelii. Bez niego traci Ona w zasadzie swój sens, bo jest niewykonalna. W Ewangelii bowiem najważniejsze jest to, że to Bóg wziął w swoje ręce sprawę naszego zbawienia. To nie my mamy się zbawić, lecz zbawi nas Bóg. My mamy jedynie przyjąć Jego dar zbawienia i wszystkie wynikające stąd konsekwencje. Gdy zrozumiemy to wszystko i zaczniemy wprowadzać w życie, wtedy to początkowe pytanie straci swój sens. Człowiek, który zaufa całkowicie Chrystusowi i pozwoli się prowadzić Duchowi Świętemu, będzie miał stuprocentową pewność zbawienia. Nieraz boimy się tej pewności i uważamy ją za zuchwalstwo, ale świadczy to tylko, że źródła zbawienia upatrujemy w sobie samych. Jeśli wiemy, że zbawienie jest darem miłości Boga, wtedy raczej zwątpienie okaże się obelgą dla Boga. Jednakże wielu z nas, rozumiejących Ewangelię powierzchownie i prawniczo, to pytanie – może w bardziej konkretnej postaci: kto będzie zbawiony? czy ja będę zbawiony? – chciałoby postawić i usłyszeć odpowiedź. Ciekawe jednak, kto z nas potrafiłby sobie taką odpowiedź wyobrazić. Bo co by to miało znaczyć: tak, ja będę zbawiony. Czy wobec tego nie musiałbym się już o nic martwić, bo bilet do nieba miałbym w kieszeni? Albo: nie będę zbawiony. Więc nic już w moim życiu nie miałoby mieć sensu? Po prostu, takiej odpowiedzi nie ma, bo zależy ona zawsze od naszego aktualnego „kursu”: czy żyję z Bogiem, czy bez Boga. I właśnie tak odpowiedział wtedy Jezus i jest to jedyna, sensowna odpowiedź: Nie powiem wam, kto będzie zbawiony, ale powiem co ty masz robić, jeśli chcesz być zbawiony. Musisz trafić i dopasować się do ciasnych drzwi, to znaczy musisz zrozumieć jedno: że Bóg chce cię zbawić! Gdy to zrozumiesz i dowiesz się ze Słowa Bożego w jaki sposób chce to zrobić., reszta będzie już stosunkowo prosta. Bóg sam będzie cię prowadził. Jeśli natomiast będziesz chciał liczyć na jakieś formalne względy, wątpliwe zasługi czy przywileje, wtedy żadne gwarancje ci nie pomogą, bo takich gwarancji nie ma! Pozostanie ci tylko lęk i gorączkowe budowanie pozornych zabezpieczeń, które i tak na nic się nie zdadzą. ks.M.P. Ciasne drzwi Ilu ludzi zostanie zbawionych? Pytanie nurtujące wszystkich wierzących. Odpowiedzi padają różne — jedni widzą nielicznych, inni chcieliby spotkać w niebie wszystkich. Pytanie to postawiono również Jezusowi. Ten odpowiedział przez porównanie. Istnieją ciasne drzwi i kto przez nie przejdzie, dostąpi zbawienia. Skoro drzwi są ciasne, należy przez nie przechodzić pojedynczo, a do tego możliwie bez żadnego bagażu, bo wszystko, co obciąża człowieka, może uniemożliwić przejście. Dobrze rozumieją to porównanie grotołazi, którzy muszą niejednokrotnie z wielkim trudem przeciskać się szczeliną skalną, by dotrzeć do następnej podziemnej komnaty. Ciasnota drzwi wiodących do zbawienia to jeszcze nie wszystko. One są otwarte tylko do czasu. Kto się spóźni, ten traci szansę na zbawienie. Jezus wzywa do wykorzystania czasu. Chrześcijanin winien się spieszyć, by osiągnąć zbawienie. Dla niego musi to być sprawa najpilniejsza. Liczenie się z ograniczonymi możliwościami czasowymi to jeden z warunków mądrego wykorzystania życia. Najważniejsze jednak jest to, że sama znajomość Jezusa w czasie doczesnego życia nie wystarcza do zbawienia. Tu na ziemi istnieje możliwość pozostawania w kontakcie z Chrystusem bez szans wykorzystania w godzinie najważniejszej, gdy dojdziemy do zamkniętych drzwi. Nic nie pomoże tłumaczenie, że byliśmy ochrzczeni, że ślub nasz był w kościele, że rok w rok otwieraliśmy drzwi kapłanowi, który przychodził z błogosławieństwem domu w okresie kolędy. Nie pomoże powoływanie się na udział w procesjach, nie pomogą nasze oklaski dla Papieża, życzenia przy opłatku w wigilijny wieczór. Chrystus nie udziela zbawienia za same znajomości. Potrzebna jest nasza sprawiedliwość. To ona — oparta na wierze i dobrych czynach — otwiera drzwi zbawienia. Znajomości nie wystarczą. Potrzebne są ręce wolne od kradzieży i krzywdy, usta wolne od kłamstwa, serce proste i wypełnione miłością bliźniego. Słowa Jezusa są twarde: „Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!” oraz „Nie wiem, skąd jesteście”. One wypełnią serca nieszczęśliwych rozpaczą. Rozpocznie się płacz. Kto jednak jest winny? Wiedzieli, że powinni przejść przez ciasną bramę, wiedzieli, że należy się spieszyć, bo drzwi zostaną zamknięte. Jeśli nie weszli, to wyłącznie ich wina. Obietnice wiary objawiają się w całej ostrości dopiero w momencie ich spełnienia. Tak będzie z radością zbawionych, którzy zostaną oczarowani przyjęciem, jakie zgotował im Bóg, i tak będzie z przerażającą rozpaczą tych, którzy tego zbawienia nie dostąpią. Ich smutek pogłębi jeszcze fakt, że zostaną dopuszczeni do oglądania szczęścia, jakie im było przygotowane, a które z własnej winy utracili. „Ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych”. Jezus nie odpowiada na pytanie, ilu ludzi zostanie zbawionych. Jest to tajemnica, którą zna jedynie Bóg, i nam jej poznanie nie jest potrzebne. Posługując się przypowieścią o ciasnych drzwiach pragnie, jako dobry pedagog, wezwać nas do mobilizacji wszystkich sił, byśmy zbawienie osiągnęli. Faktycznie bowiem nie chodzi o to, by wiedzieć, ilu zostanie zbawionych, lecz by samemu do zbawionych należeć. Święta punktualność Sądzę, że każdy z nas przeżył taki moment, kiedy dzieliły go tylko dwa kroki od drzwi do autobusu i nie udało się wsiąść. Drzwi się zamknęły, autobus odjechał. Boleśnie przeżywamy taki dramat, kiedy przed nami zamknie drzwi pociąg ekspresowy, a my mieliśmy w danym dniu pozałatwiać w Warszawie wiele spraw. Kiedyś obserwowałem, jak kobieta rwała włosy na głowie, ponieważ przybyła za późno na lotnisko, samolot do Stanów Zjednoczonych odleciał, a ona kupiła bilet za pożyczone pieniądze. Są drzwi, które się przed nami zamykają. Spóźniamy się o sekundę, stoimy bezradni. Te zamykające się drzwi mają nam przypomnieć ewangeliczne drzwi. Te jedne jedyne, do których nie możemy się spóźnić. Na ziemi większość spóźnień można nadrobić. Drzwi szczęśliwej wieczności zamykają się na zawsze. Na swoje życie trzeba patrzeć w perspektywie tych ostatnich drzwi. Po drodze nic nie jest ważne. Ważne jest, abyśmy się do nieba nie spóźnili. Życie nasze zostało tak przez Boga zaprogramowane, że jeśli wykonamy dobro, którego On od nas oczekuje, to zdążymy, to w tych drzwiach zobaczymy kochającego Ojca. Jeśli po drodze do tych drzwi zaczniemy marudzić i zatrzymywać się przy innych sprawach, nie zaplanowanych przez Boga, to się o te kilka sekund spóźnimy. Wtedy będzie dramat. Warto spojrzeć na swoje życie z zegarkiem w ręku i odkryć, że człowiek, który uwierzył Bogu, zna wartość czasu i punktualności. Życie w świecie wiary to życie w świecie punktualności. Bóg jest idealnie punktualny. Odkrył to św. Jan, który w swojej Ewangelii kilkakrotnie mówi, że nie nadeszła jeszcze albo już nadeszła godzina, mając na uwadze godzinę wyznaczoną przez Boga. On odkrył, że życie w świecie wiary to życie w świecie punktualnej współpracy z Panem Bogiem. Bóg jest punktualny. On doskonale określił, co winniśmy wykonać za godzinę, za dwie, trzy, co dziś, a co jutro. I tak jest zaprogramowane całe nasze życie. Jeśli postępujemy według Jego harmonogramu, to nasze życie układa się cudownie w wielką harmonię. Najgłębiej prawdę o drzwiach do domu Ojca niebieskiego przeżywają ci, którzy przeżyli rozstanie z kochaną osobą, która przekroczyła te drzwi. Nie potrafili ani jej zatrzymać tu, ani razem z nią przekroczyć tego progu. Oni najlepiej wiedzą, że takie drzwi są i że za nimi jest kochana osoba. Tęsknią do niej, a życie ich na ziemi coraz bardziej się upraszcza, choć dalej jest trudne i połączone z cierpieniem. Oni jednak wiedzą, że wszystkie drzwi na tej ziemi, w zestawieniu z tymi jedynymi, za którymi czeka kochająca ich osoba, są mało ważne. Bóg wielokrotnie posługuje się takim bolesnym rozstaniem, abyśmy wyprostowali ścieżki swojego życia, abyśmy odnaleźli ten właściwy kierunek — drzwi domu Ojca. Pomyślmy dziś o tych jedynych drzwiach, do których nie możemy się spóźnić. Prośmy o łaskę wiecznego szczęścia dla tych, którzy się już za nimi znaleźli. Prośmy również, aby nikt z nas i naszych bliskich do tych drzwi się nie spóźnił. ks.E.S. O Panie, wielka jest Twoja miłość ku nam; wierność Twoja trwa na wieki (Ps 117,2) Liturgia dzisiejszej niedzieli w całej rozciągłości ukazuje nam temat powszechnego zbawienia. Pierwsze czytanie (Iz 66, 18-21) przytacza jedno z największych proroctw mówiące o powołaniu wszystkich narodów do wiary. „Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki — mówi Pan — przyjdą i ujrzą moją chwałę” (tamże 18). Jak rozłam wśród ludzi jest znakiem grzechu, tak ich zjednoczenie jest znakiem zbawczego dzieła Boga i Jego miłości ku wszystkim. Pośle On potomków Izraela, którzy pozostali Mu wierni, w dalekie kraje, aby przyczynili się do poznania Jego Imienia. Poganie nie tylko nawrócą się, lecz przyprowadzą do Jerozolimy „w ofierze dla Pana” (tamże 20) rozproszonych Żydów. A spośród samych pogan nawróconych Bóg wybierze sobie niektórych jako kapłanów (tamże 21). Jest to najwyższe zrównanie podziału między Izraelem a innymi narodami; nieraz zapowiadali je prorocy, lecz mało je rozumiano. Dopiero Jezus je urzeczywistni, przygotowując doń drogę swoim nauczaniem i jednocząc narody przez krew swojego Krzyża. Ewangelia dzisiejsza (Łk 13, 22-30) przytacza właśnie naukę Jezusa dotyczącą tego tematu. Powodem jej stało się pytanie: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” (tamże 23), Jezus pomija tę sprawę i zmierza w samo sedno: wszyscy mogą się zbawić, zbawienie bowiem jest ofiarowane wszystkim, lecz aby go dostąpić, każdy powinien nawrócić się spiesznie, zanim nie będzie za późno. Jezus stara się wykazać ciasnotę mentalności żydowskiej i twierdzi, że w dzień ostatecznego rozrachunku nic nie będzie znaczyła przynależność do narodu wybranego ani zażyłość z Nim, dlatego na próżno zaczną mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś!” (tamże 26). Jeśli bowiem tym przywilejom nie będą odpowiadały wiara i uczynki, to nawet dzieci Izraela zostaną wyłączone z królestwa Bożego. „Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi” (tamże 29-30). Żydzi zostali powołani jako pierwsi, ale jeśli się nie nawrócą i nie przyjmą Chrystusa, to zastąpią ich inne narody powołane jako ostatnie. To samo trzeba powiedzieć o nowym Ludzie Bożym. Przywilej należenia do Kościoła nie prowadzi do zbawienia, jeśli nie towarzyszy mu całkowite przylgnięcie do Chrystusa i do Jego Ewangelii. Wierzący nie mogą zamykać się w swoich przywilejach, lecz właśnie one powinny ich zobowiązywać, by skłaniali się ku wszystkim braciom i pociągali ich do wiary. Wobec Boga nie znaczą nic przywileje, lecz jedynie pokora wykluczająca wszelkie roszczenia; ma znaczenie miłość, która otwiera serce na szukanie dobra innych; ma znaczenie duch wyrzeczenia, który daje męstwo, by „wchodzić przez ciasne drzwi” (tamże 24) pokonując wszelki egoizm. W drugim czytaniu (Hbr 12, 5-7. 11-13) św. Paweł zachęca z zapałem, by podejmować ochotnie walki życiowe. To Bóg poprzez trudności i cierpienia wystawia na próbę swoje dzieci, ponieważ pragnie je poprawić, oczyścić, uczynić „uczestnikami swojej świętości” (tamże 10). Jest również prawdą, że „wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi błogi plon sprawiedliwości” (tamże 11), czyli cnoty większego zbliżenia się do Boga. Bóg jest Ojcem, który karci i doświadcza jedynie ze względu na większe dobro: „bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje” (tamże 6). Przyjmować doświadczenia, to znaczy wchodzić „przez ciasne drzwi”, które ukazał Jezus. O Ojcze, który przez jedną ofiarę Chrystusa nabyłeś mnóstwo przybranych dzieci, udzielaj nam w swoim Kościele darów jedności i pokoju. Doprowadź do końca, o Boże, dzieło swojego miłosierdzia: odnów nas wewnętrznie i uczyń żarliwymi w Twojej miłości, abyśmy mogli podobać się Tobie całym naszym życiem (Mszał Polski: modlitwa nad darami i po Komunii). O Boże mój, każda dusza jest dla Ciebie całym światem, a cały wszechświat jest w obliczu Twoim jak jedna dusza. Nie stworzyłeś nas w masie ani nie rządzisz nami jako masą. Myślisz o każdym z nas i miłujesz każdego tak, jak gdyby był jedynym żywym stworzeniem na świecie... O Wieczny Pasterzu, zanim poszedłeś naprzód, na czele swoich drogich owieczek, zanim jeszcze przyjąłeś ludzkie ciało, by wskazać im drogę, owszem, zanim jeszcze wyprowadziłeś je z tej błogosławionej owczarni, którą jest sanktuarium Twoich myśli i Twojej uwielbienia godnej woli, zanim urobiłeś je w czasie i wprowadziłeś w świat poddając je losowi, wezwałeś każdą po imieniu. Mówisz: „Dobry Pasterz woła swoje owce po imieniu, a kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za Nim, ponieważ głos Jego znają” (O. Gay). o.G
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXIII niedziela zwykła Nic w naszym życiu nie może konkurować z Panem Jezusem. Cokolwiek nas odciąga od Niego, winno się stać przedmiotem naszej nienawiści. Nie sposób być Jego uczniem, jeśli nie podejmie się radykalnej decyzji wyboru drogi krzyża i odrzucenia wszystkiego, co oddala nas od Jezusa. Ponieważ sami na taką wolność nie potrafimy się zdobyć, musimy prosić w modlitwie o dar Bożej mocy i mądrości z wysoka. ks.J.J. „... nie może być moim uczniem” Ciekawe, że to, co w dziedzinie ekonomii – także tej praktycznej, „domowej”- jest dla nas zupełnie oczywiste, w dziedzinie duchowej, moralnej czy religijnej, sprawia nam wiele trudności. Chodzi mianowicie o planowanie. Podejmując jakąkolwiek inwestycję, nową pracę, wydatek, zadanie do wykonania czy zwykłe zakupy, wiele czasu poświęcamy na przemyślenie, kalkulację i żmudne obliczenia: starczy czy nie starczy, opłaci się czy nie? Po prostu, zmusza nas do tego samo życie. Dlaczego roztropność i planowanie ograniczamy zazwyczaj jedynie do sfery finansowej, i to chyba tylko pod presją strachu, czy przypadkiem nie starcimy? O ileż sensowniejsze i skuteczniejsze byłoby nasze życie i działanie, gdybyśmy poświęcili trochę czasu i wysiłku na zastanowienie się nad przyszłością i celami! Już choćby z tych względów warto kupić sobie kalendarzyk lub notesik, w którym z pewnym wyprzedzeniem zapiszemy sobie, co i kiedy trzeba zrobić. Inwestycja w myślenie i planowanie jest najtańszą i zarazem najbardziej opłacalną inwestycją, jaką można sobie wyobrazić. Chwila pracy głową i ołówkiem w ręku jest niekiedy tyle samo warta, co tysiące godzin ciężkiej harówki, jeśli potrafimy wyeliminować zbędny wysiłek lub wymyśleć sposób, który usprawni produkcję. Dotyczy to nie tylko racjonalizacji i usprawnień w pracy, ale także jakości całego życia. Życie celowo ukierunkowane, zaplanowane i kontrolowane, pozwala człowiekowi osiągnąć duchowy i moralny postęp, który w przypadku improwizacji i bałaganu byłby niemożliwy. Postęp ten jest także bardzo opłacalny: człowiek zorganizowany wydajniej pracuje, więcej zarabia, ma więcej czasu i lepsze efekty. Ale Chrystus chce nas pouczyć nie tylko o prawach ekonomii, lecz także – i przede wszystkim – Królestwa Bożego. Jeśli chcemy mieć na tym polu jakieś efekty, musimy sobie zaplanować jedną podstawową inwestycję, bez której niczego nie uda się nam osiągnąć. A mianowicie musimy zdecydować się wszystko postawić na Chrystusa, całkowicie zawierzyć i podporządkować Mu siebie, swoje życie, majątek, pragnienia. To jest fundament, na którym dopiero możemy budować wszysko inne. Właśnie dlatego Chrystus każe nam zastanowić się, czy miłość do Boga jest silniejsza od miłości rodzinnej, od przywiązania do siebie samego, swoich upodobań i pragnień. Każe nam obliczyć i przemyśleć sobie, czy będzie nas stać na wzięcie krzyża, czyli podjęcie zadań, które mogą się okazać sporym ciężarem i będą wymagały dużego samozaparcia, wysiłku, rezygnacji z przyjemności i wygody. Trud ten przekracza naturalne możliwości człowieka i bez wiary jest niewykonalny. Bez wiary tzw. pójście za Chrystusem, które my nazywamy dzisiaj „byciem katolikiem”, jest próżne i daremne, nie przynosi żadnych owoców, lecz staje się powodem zgorzknienia i narzekań. Co gorsza, ludzie, którzy idą za Chrystusem bez odpowiedniego „wyposażenia” czy wymaganych kwalifikacji, dają fałszywe świadectwo: podając się za katolików – zwykle bardzo głośno i z tupetem – swoim postępowaniem zniechęcają innych do przyjęcia nauki Chrystusa. Być może, nie brzmi to zachęcająco, a wymagania dzisiejszej Ewangelii napawają nas lękiem. Ale nie o to chodziło Chrystusowi, by nas zniechęcić, lecz by nas zmobilizować do poważnego potraktowania swojej wiary i wynikających z niej konsekwencji. Kalkulacje ekonomiczne przeprowadza się bowiem nie po to, by zaniechać wszelkiej działalności, lecz by przystąpić do niej z gwarancją sukcesu. Podobnie i Chrystus: chce nam dopomóc, byśmy w życiu wiary osiągnęli radość, satysfakcję i cel, a nie zgorzknienie i poczucie strat oraz porażki. A warunkiem sukcesu chrześcijanina jest wiara, czyli pełne przylgnięcie do Chrystusa i Jego krzyża. Bez ufnej wiary chrześciajństwo nie ma sensu. ks.M.P Odkrycie św. Augustyna W sierpniu 386 roku, niedaleko Mediolanu, przebywał Augustyn z Tagasty. Przybył do ówczesnej siedziby cesarza, by pracować jako profesor. Od lat szukał najwyższych wartości w życiu i, mimo że zbliżał się do trzydziestki, nic z tego, co udało się mu znaleźć, nie zaspokoiło jego tęsknoty za szczęściem. W Mediolanie spotkał św. Ambrożego, biskupa wielkiego formatu, który mógł profesorowi tej klasy co Augustyn zaimponować. Słuchając jego kazań sięgnął do lektury Pisma Świętego. Stopniowo oczy jego otwierały się na wielkie wartości ukazane w Objawieniu a przekazywane w Kościele. Spotykał coraz więcej ludzi żyjących Ewangelią, ale ile razy zatrzymywał się, by obliczyć, czy jego stać na wędrowanie wskazaną przez Chrystusa drogą, dochodził do wniosku, że nie potrafi. Nie chciał iść na żadne kompromisy. Nie zamierzał upodobniać się do owego budowniczego wspomnianego przez Jezusa, który rozpoczął budowę wieży a nie skończył. Nie mógł się więc zdecydować na chrzest wiedząc, że jeśli życie nie będzie harmonizowało z przyrzeczeniem chrzcielnym, ludzie słusznie zadrwią z niego: „zaczął budować a nie skończył”. Nie chciał też upodobnić się do owego króla, który miał stoczyć bitwę z silniejszym przeciwnikiem. Augustyn czuł się słaby. Jego ciało było mocniejsze od jego woli. Wolał bitwy nie rozpoczynać, pozostawało mu zatem prosić o warunki pokoju, zgadzając się na dalszą niewolę i nieszczęście. Pewnego sierpniowego dnia ból bezsilnej rozpaczy powalił go na ziemię. Płakał. Nie wiedział, jak z tego zaklętego kręgu się wydobyć. Chciał sięgnąć po wielkie wartości, a nie miał siły, był za słaby. Nagle łaska zalała jego serce. Zrozumiał głęboki sens wezwania Jezusa. Pojął, że drogą Ewangelii trzeba kroczyć dźwigając własny krzyż, ale nie polegając na własnych siłach, lecz na mocy Bożej. Augustyn zrozumiał, że ewangelicznej drogi nikt o własnych siłach przebyć nie potrafi, że ona jest zaplanowana jako droga ścisłej współpracy człowieka z Bogiem. Szczyt doskonałości, który do tego momentu wydawał się mu nie do zdobycia, nagle stał się osiągalny. Wystarczy zrezygnować z obliczeń na miarę własnych sił i sięgnąć po pomoc Bożej łaski. Przeżycie było tak głębokie, że Augustyn pod jego wpływem zdecydowanie wkroczył na ewangeliczną drogę i wędrował nią ponad czterdzieści lat, do końca życia. Warto razem z nim zastanowić się nad naszym podejściem do ewangelicznej drogi. Czy nie sprowadzamy jej do naszych możliwości? Czy odkryliśmy, że każdy krok na tej drodze przerasta nasze siły i jest możliwy jedynie przy ścisłej współpracy z łaską? Dobry uczeń Chrystusa Fragment przeczytanej Ewangelii mówi o trzech warunkach, które decydują o przynależności do Chrystusa. Pierwszym z nich jest gotowość na rezygnację z wszystkiego dla Chrystusa. Jezus stawia przed nami największe wartości: ojca, matkę, nawet nasze życie i domaga się gotowości złożenia tego wszystkiego w ofierze, gdyby zachodziła potrzeba i konieczność wyboru pomiędzy Nim a nimi. Gotowość na utratę wszystkiego dla Boga oto pierwszy warunek wskazany przez Chrystusa. Na co dzień Pan Bóg nie domaga się tak wielkich ofiar. Po to daje ojca, matkę, byśmy ich kochali. Po to daje życie, byśmy się nim cieszyli. Pragnie jedynie, abyśmy ponad to wszystko cenili sobie kontakt z Nim. Drugi warunek to twórcze wykorzystanie życia. Każdy człowiek do czegoś dąży, chce coś w życiu osiągnąć, czegoś ważnego dokonać. Najczęściej tym dziełem jest wychowanie dzieci, zabezpieczenie warunków życia, budowa kochającej się rodziny. Czasem ten wysiłek twórczy dotyczy dobra ojczyzny, ludzkości, Kościoła... Człowiek o tyle jest wielki, o ile dąży do czegoś wielkiego. Ta twórcza pasja w dużej mierze stanowi o jego wielkości. Jeżeli opuści ręce, przestanie budować, zrezygnuje, przedstawia tragiczny obraz, zwłaszcza gdy jest to człowiek młody. O wiele częściej spotykamy ludzi starych, którzy rozgoryczeni, pełni pretensji do siebie i świata stwierdzają, że ich życie ma się już ku końcowi, a oni jeszcze nic nie zrobili, niczego nie dokonali. Rozpoczęli, ale im się nie udało. Czekali na lepsze warunki i nie doczekali się. Wszystko kwitują melancholijnym ruchem ręki. To występuje często u ludzi po pięćdziesięciu latach życia. Są zaskoczeni zbliżającym się końcem. Źle obliczyli czas, który mieli do dyspozycji. Pan Jezus przestrzega nas przed ich błędem. Wzywa do zastanowienia, rozwagi, roztropnego działania. Ten jest mądry, kto patrzy na koniec, kto umie dobrze liczyć, kto potrafi odpowiednio wyzyskać to, co ma. Budowa wieży. Zastanówmy się nad otrzymanymi talentami, nad tym, co budujemy i czy potrafimy skończyć. Obok gotowości na rezygnację z wszystkiego dla Pana Jezusa, obok twórczej pasji wykorzystania życia i zrobienia czegoś dobrego, ucznia Pana Jezusa musi cechować wielka roztropność. Jest ona szczególnie potrzebna w walce ze złem. To jest najtrudniejszy punkt naszego życia. Zło rośnie obok nas, trzeba codziennie się z nim mocować, ale jeśli się człowiek do tego zabierze nieroztropnie, zginie. Trzeba dokładnie obliczyć siły ciała i ducha — czy wystarczą do wytrwania. Czy zdołamy rozprawić się ze złem całkowicie, czy też trzeba będzie podejść do niego dyplomatycznie. Pozwolić złu róść obok i tylko pilnować, byśmy w tym bliskim sąsiedztwie nic nie stracili. ks.E.S „Któż poznał Twój zamysł, Panie, gdyś nie dał mądrości?” (Mdr 9, 17) „Któż z ludzi rozezna zamysł Boży? Albo któż pojmie wolę Pana?” (I czytanie: Mdr 9, 13-18). W najlepszym wypadku człowiek zna „rzeczy ziemskie”, jak więc może uważać, że przenika zamysł Boży i rozumie „rzeczy niebieskie?” Jego rozumowania są „wątpliwe i niepewne”, zawsze podległe błędom, bo zmysły często go uwodzą, by przenosił wartości doczesne nad wieczne, dobra teraźniejsze nad przyszłe. Bez pomocy Bożej nie można nie ulec tym pokusom i błędom. Tylko Bóg może udzielić człowiekowi mądrości, która go oświeca na drodze dobra i poucza go, co jest Bogu miłe. „Tak — mówi Pismo święte — ścieżki mieszkańców ziemi stały się proste, a ludzie poznali, co Tobie przyjemne i wybawiła ich Mądrość” (tamże 18). Ta nauka osiągnęła szczyt, kiedy Jezus, Mądrość odwieczna, przyszedł ukazać ludziom przez swoje słowo i swój przykład drogę zbawienia. Taki jest temat dzisiejszej ewangelii (Łk 14, 25-33). „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem” (tamże 26). Słowo „nienawidzić” znaczy tutaj, według języka semickiego: „kochać mniej”, „nie stawiać wyżej”, jak wynika z podobnego wyrażenia u Mateusza. „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (10, 37). Tylko Bóg ma prawo do bezwzględnego pierwszeństwa w sercu i życiu człowieka; Jezus jest Bogiem, a zatem słusznie wymaga tego jako nieodzownego warunku, aby być Jego uczniem. „Lecz Pan — wyjaśnia św. Ambroży — ani nie poleca nie uznawać natury, ani stać się jej niewolnikiem: poleca tak słuchać natury, by uczcić jej Sprawcę, a nie oddalać się od Boga wskutek miłości do rodziców”. To dotyczy wszystkich, nawet zwykłych wiernych, podobnie jak i wszystkich dotyczy następujące zdanie: „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14, 27), Jezus zdążając do Jerozolimy, gdzie zostanie ukrzyżowany, tłumowi, który idzie za Nim, wskazuje na konieczność niesienia jak On krzyża z miłością i wytrwałością. On niósł krzyż aż do śmierci, na nim umarł; chrześcijanin nie może myśleć, że tylko niekiedy go poniesie, lecz powinien brać krzyż na ramiona każdego dnia, aż do śmierci. Jak nie wolno stawiać ponad Chrystusa żadnego stworzenia, nawet najdroższego, tak też nie wolno stawiać nad Niego własnego powodzenia, korzyści lub zadowolenia. By naśladować Tego, kto umarł na krzyżu dla naszego zbawienia, trzeba być gotowym zaryzykować nawet życie. To jest mądrość, jakiej uczył Jezus, tak bardzo odmienna od rozumowań ludzi zatroskanych o dobra przemijające a zaniedbujących wieczne. Dwie kolejne krótkie przypowieści — o człowieku, który chciał wybudować wieżę, i o królu zamierzającym prowadzić wojnę — pozwalają rozważyć, że naśladowanie Chrystusa jest przedsięwzięciem bardzo doniosłym i zobowiązującym, a zatem nie można podejmować go lekkomyślnie. W tym wypadku jednak człowiek nie może się ograniczyć — jak dwaj bohaterowie przypowieści — do obliczania własnych zasobów i sił osobistych, by zobaczyć, czy może podjąć dzieło, lecz powinien zwrócić uwagę na czynnik donioślejszy: na łaskę, jakiej Bóg obficie udziela temu, kto chce być wierny Chrystusowi. Jeśli Bóg powołuje do naśladowania bardziej bezpośredniego i wyłącznego, jest pewne, że udziela równocześnie odpowiedniej łaski. Naucz nas, Panie, liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca. Powróć do nas, o Panie, dokąd będziesz zwlekał? Bądź litościwy dla sług Twoich. Nasyć nas z rana swoją łaskawością, abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć... Dobroć Pana Boga naszego niech będzie nad nami! Wspieraj, Panie, dzieło rąk naszych (Psalm 90, 12-14. 17a). Daj mi zrozumieć, o Chryste Jezu, że najważniejszą rzeczą dla człowieka to naśladować Ciebie. Cnota, świętość streszczają się w tym tak prostym słowie, jakie Ty kierujesz do każdego: „Chodź za Mną”. Lecz nie mówisz go nigdy do nikogo, zanim wpierw nie powiesz innych słów, w których określasz warunki, jakie pozwalają odpowiedzieć na Twoje słodkie wezwanie: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój”. Prawdziwie, o Panie, Ty idziesz przed nami zbyt pośpiesznym krokiem; jesteś mądrością i zarazem dobrocią, więc winieneś nas zrozumieć. Nie idziesz tylko, lecz biegniesz szybko i radośnie, krokami olbrzyma. Jakże więc będziemy mogli iść za Tobą, my, biedni ludzie obciążeni tak wielkimi ciężarami? — A jednak musicie, Ty nam odpowiadasz, i możecie, bo „królestwo moje w was jest” i wewnętrzna jest droga wiodąca do Niego; możecie, cierpieć bowiem znaczy więcej niż działać; ponieważ wasz prawdziwy postęp polega na moim postępie w was; a krzyż, niszcząc wszelką przeszkodę... otwiera łatwą i szeroką drogę, którą mogę osiągnąć zamierzony cel razem z wami (C. Gay). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXIV Słowo Boże wychodzi dzisiaj naprzeciw naszej skłonności do ocen i osądów, dzielenia ludzi na dobrych i złych. Cudze braki, wady, przewinienia często budzą w nas oburzenie i niechęć. Tymczasem wszyscy w równym stopniu potrzebujemy miłosierdzia. Jeśli dane jest nam dostrzec słabości naszych bliźnich, to tylko po to, byśmy jak Abraham orędowali za nimi u Boga. Z nadzieją, że ktoś inny, widząc nasze zło, pomodli się i za nas. ks.J.J „Zaginął, a odnalazł się” Rzadko która z przypowieści mówi nam tyle o Bogu i o człowieku, co opowiadanie o synu marnotrawnym. Poprzedzają je dwie inne przypowieści o zagubionej owcy i drachmie, a właściwie o radości, jaka towarzyszy ich odnalezieniu. Aby je dobrze zrozumieć, trzeba uwzględnić fakt, że Jezus skierował je do grzeszników, którzy Go chętnie słuchali, i do faryzeuszów, którzy się tym gorszyli. Dopiero w tym kontekście możemy zrozumieć, że Jezus wcale nie chce faworyzować grzeszników czy też lekceważyć dziewięćdziesięciu dziewięciu kosztem jednego, lecz wzywa nas do wiary, czyli do przyjęcia zbawienia, darmowo ofiarowanego nam przez Boga. Właśnie z tym mamy największy problem: że zbawienie jest za darmo! Nauczeni ludzkimi doświadczeniami sądzimy, że na wszystko trzeba sobie zasłużyć czy też zapracować – uczciwie bądź nieuczciwie – dlatego nie mieści się nam w głowie, że Bóg kocha nas bez względu na nasze zasługi czy jakość życia, i jest gotów poświęcić się dla jednego złego tak samo, jak dla setki dobrych. Nie można jednak wyciągać stąd wniosku, że wobec tego opłaca się grzeszyć, trwonić łaskę i lekceważyć Boga, że dobro i zło są po tych samych pieniądzach, a sprawiedliwi mają gorzej. Wnioski z tych przypowieści dotyczą tylko jednego: że Bóg troszczy się o wszystkich i nie przekreśla nikogo, oraz że zbawienie nie jest zarezerwowane tylko jako słuszna zapłata dla sprawiedliwych, lecz jest Bożą ofertą dla każdego. Mało tego, wobec opornych i niechętnych Bóg sam wychodzi z inicjatywą i oczekuje jedynie dobrej woli, resztę biorąc na siebie. Aby wyzbyć nas resztek wątpliwości, Jezus na przykładzie Dobrego Łotra ukazuje, jak ta teoria realizuje się w praktyce: nawet w ostatniej chwili można przyjąć dar bezwarunkowego i darmowego przebaczenia. Wróćmy jednak do tych dziewięćdziesięciu dziewięciu dobrych i porządnego syna. W czym oni właściwie zawinili, że za każdym razem Bóg dał pierwszeństwo tym gorszym? Otóż zawinili tym, że nie chcieli zaakceptować dobroci Boga. Chcieli narzucić Bogu ludzki sposób myślenia i działania: coś za coś, na wszystko samemu trzeba sobie zasłużyć. Zawinili też zbytnią pewnością siebie i zbyt wysokim o sobie mniemaniem. Być może, byli sprawiedliwi i dobrzy, być może, zachowywali wiernie Boże Prawo i nigdy nie zbaczali z Bożych ścieżek, od rana do wieczora wiernie służąc Bogu. Ale czy to wystarczy, aby wypracować równowartość życia wiecznego? Czyż nie jest to rzucanie się z motyką na słońce? Choćby ktoś skakał w dal nawet i dziesięć metrów i tak nie jest w stanie przeskoczyć na Księżyc. Zbawienie o własnych siłach nie leży w naszej mocy! Tylko Bóg może nas przeprowadzić do wieczności i tylko Jego winniśmy o to prosić. Faryzeusze chcieli zarezerwować zabawienie tylko dla siebie i sobie podobnych, odmawiając go wszystkim innym, których nie stać na spełnienie narzuconej przez faryzeuszów normy. Na szczęście Pan Bóg nie musi się stosować do naszych kryteriów i sądów, a ekonomia zbawienia nie jest ekonomią „opłacalności” czy sprawiedliwości typu: „oko za oko”, lecz wielkodusznej i bezinteresownej miłości. I tu dochodzimy do praktycznej konkluzji: skoro Bóg wobec nas kieruje się miłością i hojnością, to i my w swoim postępowaniu winniśmy być wielkoduszni, miłosierni, uczynni. Powinniśmy uczyć się miłości nawet nieprzyjaciół, przebaczania siedemdziesiąt siedem razy, szukania do skutku zabłąkanej owcy, uczciwej pracy za jednego denara. A wtedy usłyszymy: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie, a wszystko moje do ciebie należy”. To chyba lepiej niż: „Mój syn był umarły, ale ożył”. ks.M.P Wskrzesić umarłą miłość Św. Łukasz, chcąc ukazać prawdę o nawróceniu, zestawia razem trzy przypowieści Jezusa. Pierwsze dwie mówią o poszukiwaniu. Dobry pasterz szuka owieczki, która odeszła od stada, a kobieta szuka zagubionej drachmy. Trzecia mówi o powrocie syna marnotrawnego do ojcowskiego domu. Dopiero wszystkie trzy przypowieści razem wzięte ukazują pełną prawdę o nawróceniu. Czytając jedną z nich, nie wolno zapomnieć o dwu pozostałych. Tajemnicę grzechu i nawrócenia może, przynajmniej w pewnej mierze, dostrzec ten, kto przeżył obumieranie prawdziwej młości i podjął trud jej wskrzeszenia. Jest to najboleśniejsze przeżycie, jakiego człowiek może doświadczyć na ziemi. Sięga najgłębszych warstw ludzkiego serca. Temu, kto prawdziwie kocha, nie jest łatwo obserwować, jak osoba kochana oddala się od niego i wchodzi na swoje prywatne ścieżki, po których nie mogą wędrować razem. Jeśli zaś odkryje, że oddaje się w ręce innej miłości, że jego miejsce zajmuje ktoś inny, staje zupełnie bezradny. Ponieważ prawdziwie kocha, nie może zrezygnować z tej osoby, nie pozostaje mu zatem nic innego, jak tylko czekać na jej powrót. Bóg nas prawdziwie kocha i wciąż szuka każdego, kto oddalił się od Niego. Szuka jak dobry pasterz zagubionej owcy. Szuka wytrwale, bo zginęła jego własność. Jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi i nie może zrezygnować z szukania, póki nas nie znajdzie. Kiedy jednak odkrywa, że ktoś z nas utonął w innych miłościach, dobrowolnie oddał swe serce bogactwu, zaspokajaniu ambicji, karmieniu pożądliwości ciała, wygodnictwu — staje bezradny. Nie może nas wyrwać z naszych miłości, mimo iż wie, że one nas niszczą. Nie może tego uczynić siłą, bo szanuje wolność. Miłość jest oparta na dobrowolnej decyzji, na wyborze podyktowanym przez serce. Nawet gdyby Bóg zniszczył wartości ukochane przez nas, nie pozyskałby tym samym naszych serc dla siebie. Ta droga nie prowadzi do wskrzeszenia obumierającej miłości. Wręcz przeciwnie, jest odczytywana jako krzywda wyrządzona temu, kto te wartości pokochał. Stąd Bóg rzadko kiedy niszczy wartości umiłowane przez człowieka. On czeka. Pasterz może odszukać zabłąkaną owcę, wziąć w ramiona i przynieść do owczarni, ale Bóg z człowiekiem tak postąpić nie może. Człowiek musi się zgodzić na wejście w Jego ramiona. Bóg staje w pobliżu i czeka. Przypowieść o synu marnotrawnym ukazuje ten drugi etap nawrócenia. Ojciec nie szuka syna, choć dobrze wie, co się z nim dzieje. On czeka na jego powrót. Syn przychodzi sam, prosząc o prawo wejścia do ojcowskiego domu. Dopiero wówczas, gdy dojrzała jego decyzja i postawił krok w stronę czekającego ojca, dochodzi do wzruszającego spotkania. Syn wpada w ramiona kochającego ojca. Moment nawrócenia i pojednania. Bóg szuka i Bóg czeka. Szuka, gdyż miłość nigdy nie zrezygnuje z tego, kogo kocha. Bóg wie, że żadne inne miłości nie są w stanie uszczęśliwić człowieka. Jeśli jednak dostrzeże, że ktoś mocno zaangażował się w wartości, których nie da się pogodzić z Jego miłością, czeka, aż zmądrzeje i sam dobrowolnie porzuci je, by wrócić do Boga. Czytając Ewangelię można się dziwić, dlaczego Jezus powiada, że „w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia”. Kto jednak przeżył radość ze wskrzeszenia obumarłej miłości, ten się nie dziwi. Jest to bowiem niezwykle rzadki wypadek, by po zdradzie, na drodze pełnego przebaczenia, miłość zakwitała ponownie. To cud graniczący ze wskrzeszeniem zmarłego. Ojciec słusznie powiada starszemu synowi: „ten brat twój był umarły, a znów ożył”. Pełne nawrócenie religijne jest rzadkością i nie dziwmy się, że stanowi źródło wielkiej radości dla całego nieba. Bezgrzeszni czy przebaczający? W świadomości wielu chrześcijan istnieje bardzo mocno akcentowana potrzeba unikania grzechu, przy zupełnie niedowartościowanej potrzebie przebaczenia. Wygląda na to, że szereg wychowawców, zarówno rodziców jak i katechetów, ustawia życie tak, jakby przebywali w raju jeszcze przed grzechem pierwszych rodziców i w punkcie centralnym stawiają zakaz spożywania owoców z drzewa wiadomości dobra i zła. Ich zdaniem ideał życia polega na zachowaniu, bez najmniejszego zarzutu, wszystkich wymagań postawionych przez Boże prawo. Dokładnie w ten sam sposób stawiali sprawę uczeni w Piśmie i faryzeusze, z którymi Chrystus toczył zaciekłe dyskusje. Takie podejście jest brzemienne w fatalne skutki. Człowiek żyje w ciągłej bojaźni, by nie popełnić grzechu. Jeśli popełni błąd, popada w kompleksy i staje się nieszczęśliwy na całe życie, albo — co dziś jest najczęstszym rozwiązaniem — odrzuca wszelkie nakazy moralno-religijne jako nieżyciowe i niemożliwe do wypełnienia. Ci ostatni świadomie wchodzą na drogę grzechu i nie zamierzają jej opuszczać. Istota dramatu polega na tym, że ustawienie w punkcie centralnym „bezgrzeszności” jako ideału każdego dnia jest najprostszą drogą prowadzącą do ubóstwienia samej doskonałości. To zaś z kolei ma dwa tragiczne skutki. Pierwszy polega na tym, że człowiek zamiast zajmować się Bogiem i Jego królestwem, zajmuje się sobą. Mamy więc do czynienia z poważnym niebezpieczeństwem bałwochwalstwa. Drugi skutek to ustawiczne zestawianie swojej doskonałości z niedoskonałością innych, co jest równoznaczne z przekreśleniem miłości. Kto uważnie czyta Ewangelię, z łatwością odkryje, że Jezus nie stawia w punkcie centralnym swego nauczania „bezgrzeszności”. Ideałem Ewangelii jest pełne przebaczenie. Chrystus nie ukrywa ogromu zła zawartego w grzechu, a nawet sam na Golgocie objawia potęgę jego niszczycielskiej siły, ale nigdy nie sprowadza życia do troski o to, by nie popełnić grzechu, by piękny kryształ ludzkiego serca nie uległ rozbiciu. Po grzechu pierworodnym takie ustawienie nie było możliwe. Wszyscy jesteśmy grzeszni. Jezus otwiera przed nami wspaniałą perspektywę naprawy już uszkodzonego serca. Chrystus pochyla się nad naszym zniszczonym sercem nie po to, by je wyrzucić na śmietnik, lub jeśli uszkodzenie jest niewielkie, by dokonać jego przeceny, ale z wielkim pragnieniem jego odbudowy i udoskonalenia. Kto przynajmniej raz w życiu spotkał człowieka, który go prawdziwie kocha, ten wie, że przed nim może odsłonić wszystkie swoje braki, błędy i grzechy i nie tylko nie zostanie odrzucony, ale będzie jeszcze bardziej ukochany. Osoba kochająca uczyni wszystko, by ranę uleczyć, by więzy niewoli przeciąć, by tam, gdzie zabrakło miłości, miłość wzbudzić. Według Ewangelii nie grzech jest straszny, lecz straszna jest niewiara w jego odpuszczenie. Straszna jest nieumiejętność podejścia z prośbą o jego przebaczenie. Bóg jest miłością, a miłość jest przebaczeniem. Świadomość własnego grzechu prowadzi do spotkania z przebaczającym Bogiem, a doświadczenie Jego przebaczenia otwiera serce dla każdego słabego człowieka. Dopiero w atmosferze przebaczającej miłości jest miejsce na wzrost, na przyjęcie każdego człowieka, na tworzenie wspólnoty otwartej na Boga i ludzi. Święty Paweł w pierwszym Liście do Tymoteusza dzieli się radością odkrycia tajemnicy ideału ewangelicznego. On, faryzeusz Starego Testamentu przez całe lata ubóstwiający „bezgrzeszność”, mimo swej nieskazitelności wobec prawa, w oczach Boga uczynił wiele złego. Jako prześladowca chrześcijan, gdziekolwiek się pojawił, zostawiał skrzywdzonych ludzi. I oto Bóg właśnie jego „ongiś bluźniercę, prześladowcę i oszczercę” uznał za godnego zaufania. Sam Paweł wyznaje: „Dostąpiłem jednak miłosierdzia, ponieważ działałem w nieświadomości, w niewierze”. Apostoł Narodów na sobie samym doświadczył, na czym polega ideał ewangelicznej doskonałości. Odrzucił więc faryzejską koncepcję „bezgrzeszności” i przyjął w jej miejsce koncepcję świętości opartą o całkowite przebaczenie. Ujął to jasno w słowach: „Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą dla życia wiecznego”. Wniosek z tego rozważania jest prosty. Cała katecheza, całe wychowanie w każdej chrześcijańskiej rodzinie winno być nastawione na opanowanie sztuki całkowitego przebaczenia. To jest gleba, na której mogą wzrastać ludzkie serca. Na niej łaska Boża wydaje najobfitsze plony. Kto zawsze i wszędzie z całego serca przebacza innym, nie żyje w grzechu, bo i jemu Bóg przebacza. ks.E.S Jezu Chryste, przyszedłeś na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy (7 Tm l, 15) Niedługo po zawarciu Przymierza z Izraelitami Bóg widzi, że ci w czasie nieobecności Mojżesza sporządzili sobie złotego cielca. Rozgniewany taką niewiernością, zamierza ukarać lud zniszczeniem. I jak kiedyś objawił Abrahamowi swój plan przeciw Sodomie i Gomorze, tak teraz objawia Mojżeszowi swój plan dotyczący Izraela: „Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem” (Wj 32, 9-10). Wydaje się, jakby Bóg obawiał się wstawiennictwa Mojżesza za ludem. Zapewnia więc, że zostanie ocalony i będzie głową nowego wielkiego narodu. Lecz Mojżesz nie myśli o sobie, pragnie tylko ocalić lud, który kocha, i jak niegdyś Abraham zanosi śmiałe błaganie. Nie może liczyć na jakąś ilość sprawiedliwych, bo zgrzeszył cały naród, lecz stawia śmiało na miłość Boga względem Izraela. Przypomina Mu cuda, dzięki którym wyprowadził go z Egiptu, a także obietnice dane patriarchom, perswaduje że powinien oszczędzić lud dla sławy swojego imienia! W tej modlitwie Mojżesz podnosi się jak olbrzym w walce z Bogiem, by wyjednać ocalenie swojego ludu. I Bóg go wysłuchał. Lecz wielki Mojżesz jest tylko bladą figurą Jezusa, pośrednika nieskończenie bardziej potężnego, który nie musi walczyć z Bogiem, by wyjednać miłosierdzie dla grzesznej ludzkości — On sam bowiem jest zapłatą za grzech. Przychodzi natomiast oznajmić światu radość Boga z nawrócenia grzeszników. Opowiada o niej szczególnie w trzech uroczych przypowieściach o miłosierdziu (Łk 15, 1-32), przedstawionych w dzisiejszej ewangelii. Wszystkie podkreślają szczególnie radość człowieka znajdującego to, co stracił. Pasterz znalazłszy swoją owcę „bierze ją z radością na ramiona” (tamże 5), powraca do domu, zaprasza przyjaciół i sąsiadów, aby się z nim cieszyli. Niewiasta przeszukawszy starannie cały dom, by znaleźć zagubioną monetę, czyni podobnie: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam” (tamże 9). O wiele więcej czyni ojciec widząc powracającego wreszcie syna, który dawno go opuścił; nie myśli o robieniu mu wyrzutów, lecz o przyjęciu go: „Będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (tamże 23-24). Uczta tak okazała, że wywołuje oburzenie i protesty starszego syna. Jezus zapewnia: „Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (tamże 7). Czy to oznacza, że Bóg bardziej miłuje nawróconych grzeszników niż dzieci zawsze Mu wierne? Odpowiedź jest taka, jaką dał ojciec starszemu synowi, zazdrosnemu o przyjęcie urządzone bratu: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy” (tamże 31). Czyż nie jest to największa uczta być zawsze z Bogiem i każdego dnia kosztować Jego dóbr? Przypowieści nie twierdzą, że Bóg woli raczej grzeszników niż sprawiedliwych, lecz jasno podkreślają radość, z jaką przyjmuje On wszystkich pokutujących, oraz uczą ludzi radować się z powrotu braci, otwierając im serce z dobrocią podobną do dobroci Bożej. Drugie czytanie (1 Tm 1, 12-17) podejmuje, choć nieco w innym kontekście, te same problemy. Św. Paweł, wspominając swoją przeszłość, głosi miłosierdzie, jakie mu zostało okazane, i z radością równą swojej pokorze wyznaje: „Jezus Chrystus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy” (tamże 15). Jaką ucztę radości urządzono w niebie z powodu nawrócenia tego człowieka, który tak całkowicie odpowiedział na łaskę Bożą! A któż może powiedzieć, że nie potrzebuje nawrócenia, by współzawodniczyć z wiernością św. Pawła? Przecież Ty, Ojcze miłosierny, więcej się radujesz z jednego grzesznika czyniącego pokutę, jak z dziewięćdziesięciu i dziewięciu sprawiedliwych, którzy pokuty nie potrzebują. A także cieszymy się wielce, gdy słyszymy, z jaką radością pasterz odnosi na ramionach zbłąkaną owcę do stada i jak cieszy się wraz z sąsiadkami niewiasta, odnosząca znalezioną drachmę do skarbca Twego; i radość wyciska łzy w uroczystość domu Twego, gdy się czyta o młodszym synu Twoim, iż był umarł, a ożył, zaginął, a odnalazł się. Radujesz się zaiste w nas i w świętych swoich aniołach świętą miłością... Co to znaczy, Panie Boże mój, skoro Ty sam dla siebie jesteś wiekuistą radością i ci, którzy Ciebie otaczają, zawsze się Tobą radują?... Biada mi! Jakże wysoki jesteś na wysokościach, a jak głęboki w głębokościach! Nigdzie się nie oddalasz, a my z trudem wracamy do Ciebie! Czyń, działaj, Panie! Zbudźże nas i zawołaj! Zapalaj nas j porywaj! Bądź nam wonią i słodyczą, byśmy Cię kochali i biegli ku Tobie. Czy nie z głębokiej otchłani ślepoty wielu wraca do Ciebie?... Wszak przychodzą oni do Ciebie i zostają oświeceni, bo przyjmują światło, a przyjmując je, otrzymują od Ciebie moc, by stali się Twoimi synami (św. Augustyn: Wyznania VIII, 3, 6. 8; 4, 9). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXV niedziela zwykła Nasza wiara, aby była autentyczna, musi sięgać konkretów codziennego życia. Dzisiaj Pan Bóg pyta nas o nasze odniesienie do ludzi i o dysponowanie dobrami materialnymi. Oszustwo, wyzysk, chciwość nie pozostaną bez konsekwencji. I do nas skierowane są słowa: Zdaj sprawę z twego zarządu. Póki mamy czas, możemy sobie zjednywać bliźnich. Tylko okazując miłosierdzie ludziom, możemy liczyć, że i Bóg nam je okaże. ks.J.J „Wiem, co uczynię...” Kto wie, czy nie ta właśnie Ewangelia zajmuje pierwsze miejsce pod względem ilości nieporozumień i fałszywych interpretacji. Wynika to z dwóch powodów: po pierwsze, sama przypowieść jest dość dwuznaczna i powołuje się na przykład raczej nie do naśladowania; po drugie: w interpretacji na ogół nie uwzględniamy, że jest to przypowieść, czyli rodzaj literacki wymagający specjalnych reguł rozszyfrowywania. Otóż przypowieść ma na celu przedstawienie pewnej ogólnej prawdy, dotyczącej Królestwa Bożego, przy pomocy fabuły czy opowiadania o wydarzeniu, znanym z codziennego doświadczenia. I dlatego w przypowieści nie należy się koncentrować na warstwie przedstawionych wydarzeń, lecz raczej na wnioskach, jakie z fabuły wynikają dla Królestwa Bożego. Wnioski te, albo potocznie mówiąc: morał, dotyczą jedynie prawd Bożych, a nie samego wydarzenia. Wskazówką interpretacyjną, albo kluczem do zrozumienia przypowieści, jest jej główny temat oraz intencja, jaka przyświecała Autorowi. Dlatego też nasza dzisiejsza Ewangelia nie jest pochwałą cwaniactwa, lecz zachętą do aktywności i przemyślności w sprawach zbawienia. A rzeczywiście potrzeba tu większej aktywności i zaanagażowania. Przecież tyle czasu i energii potrafimy poświęcić różnym drugorzędnym sprawom, często zupełnie błahym. Tyle inicjatywy wykazujemy dla zdobycia paru groszy, tyle perspektywicznych planów i zabiegów podejmujemy, by osiągnąć jakiś odległy cel, tyle nowych sposobów wynajdujemy, gdy zawiodą stare – a przecież wiemy, że nasze osiągnięcia będą tylko przejściowe, śmierć definitywnie je przerwie. Tymczasem dla Królestwa Bożego, dla wieczności, dla spraw Boga i zbawienia, dla wewnętrznego, duchowego pokoju, żal nam nieraz jednej minuty dziennie czy godziny w tygodniu. Oczywiście ta mobilizacja do duchowego wysiłku i życia, wcale nie ma oznaczać bierności i stagnacji w sprawach tego świata. Wręcz przeciwnie: Jezus wzywa nas do wierności powołaniu i zobowiązaniom codziennego życia. Wzywa nas także do tego, aby pieniądze i środki materialne, zdobyte uczciwym czy nawet mniej uczciwym sposobem, umieć wykorzystać dla dobrej sprawy, zaangażować na służbę dobra i zbawienia. I niejednokrotnie w dawnych i nowszych czasach, hojne fundacje i ofiary były zadośćuczynieniem za rozmaite grzechy. Oczywiście, nie można tego traktować jako swego rodzaju „pranie” brudnych pieniędzy czy koncesję na oszustwo, tylko jako wyraz skruchy i owoc nawrócenia. Jednakże o wiele ważniejsze jest uaktywnienie dziedziny ducha. Żebyśmy tak chcieli znaleźć jakiś sprytny sposób na skupioną i autentyczną modlitwę, byli bardziej pomysłowi w pokonywaniu duchowego lenistwa! I żebyśmy zrozumieli, jakie to jest ważne, że nie jest to jakiś marginalny dodatek do życia, ale sama jego treść, której trzeba podporządkować wszystko inne! A wtedy także to wszystko inne nabierze większej dynamiki i skuteczności. A jeśli jeszcze chodzi o nieuczciwego rządcę, jego nieuczciwość nie polegała na okradaniu pracodawcy, lecz na naliczaniu zbyt wysokich procentów. Rządca wraz z koncesją otrzymywał bowiem wolną rękę w ustalaniu stopy procentowej. Kiedy zrozumiał, że nie zapewni mu to dobrej opinii w przyszłości, szybko postanowił naprawić swój błąd, nawet za cenę pewnych strat. Obyśmy i my byli gotowi naprawiać swoje błędy, nawet gdyby trzeba było poświęcić w tym celu jakieś doraźne zyski. ks.M.P Wielkość rzeczy małych Doskonalenie jakiejkolwiek umiejętności wymaga precyzyjnego opanowania drobnych elementów, które składają się na całość danej sztuki. Ile na przykład sprawności musi opanować kucharka, by być dobrym mistrzem w swoim zawodzie. Musi znać tajniki temperatury pieca przy wypieku ciasta, sposób ubijania piany i ucierania masy, doboru przypraw, musi opanować umiejętność przyrządzania różnych gatunków mięsa, orientować się w czasie ich gotowania, sposobie zapiekania itd., nie mówiąc już o sztuce podawania do stołu. Ileż to trzeba pracy, wysiłku, a zwłaszcza czasu, by kucharce można było wręczyć dyplom mistrza sztuki kulinarnej. Podobnie jest z opanowaniem warsztatu artysty. Malarz musi opanować kilkaset sposobów pociągnięć pędzla, umiejętność przygotowania podkładu, doboru farb i zestawu kolorów — to tylko jeśli chodzi o samą technikę, nie mówiąc o tajnikach kompozycji obrazu czy jego tematyki. Na arcydzieło składają się tysiące drobnych umiejętności, które harmonizując ze sobą decydują o wartości dzieła. Tak jest w sporcie, w nauce, rolnictwie, polityce — wszędzie. Ale jeśli tak jest w odniesieniu do opanowania sztuki w jednym zawodzie, to co dopiero mówić o ukształtowaniu człowieka. Jego doskonałość zależy od umiejętności dobrego wykonania wszystkich zadań, jakich się podejmie. Potrafi to zaś uczynić pod jednym warunkiem — gdy będzie doskonały w rzeczach drobnych. Chrystus przypomina tę prawdę: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie”. Zasada ta została dziś zlekceważona, niedoceniona, a nawet zapomniana. Nagradza się ludzi nie za dobrze, ale za szybko wykonaną pracę. Często o nagrodach decydują układy i znajomości, a nie solidność oddanego dzieła. I w tej sytuacji nie należy się dziwić, że znika poczucie odpowiedzialności. Jeśli ktoś nie umie dobrze wykonać rzeczy drobnej, nie można na nim polegać, zawiedzie w każdej zleconej mu pracy. Rozdzieranie szat z powodu źle, nieodpowiedzialnie wykonanych robót nic nie pomoże. Trzeba spojrzeć nie na złe wykonanie danego dzieła, lecz na brak odpowiedzialności ludzi. Skutek nigdy nie jest większy od przyczyny. Nieodpowiedzialny człowiek nie może być autorem odpowiedzialnych dzieł. Żyjemy w świecie, który zwalnia nas od odpowiedzialności, ale jako ludzie wierzący musimy pamiętać o tym, że Bóg nigdy nikogo z odpowiedzialności nie zwolni. Nie uczyni tego, bo chodzi Mu o człowieka. Gdyby nas zwolnił z odpowiedzialności za wykonane przez nas prace — uczyniłby nam krzywdę. W Ewangelii nie chodzi o ilość wyprodukowanych rzeczy, lecz o jakość człowieka. U Boga znak jakości otrzymują ludzie a nie ich dzieła. O owoce pracy uczciwego człowieka Bóg jest spokojny, one zawsze są dobre. Dobry pedagog nigdy nie zlekceważy rzeczy drobnych. Jego oko zawsze pilnie bada dokładność w wykonaniu nawet najbardziej błahych zadań. Tu bowiem znajduje wykładnik wartości człowieka. Tu może podjąć decyzję co do dalszej kariery swego ucznia. Bóg, jako dobry pedagog, stosuje tę samą zasadę. Nagradza błogosławieństwem na ziemi odpowiedzialnego człowieka i powierza mu rzeczy wielkie w swoim królestwie. Gdyby chrześcijanie pamiętali o tym oku Boga spoczywającym na każdej wykonywanej przez nich pracy i o tej wielkiej szansie awansu w nowym świecie, obraz świata wyglądałby zupełnie inaczej, a chrześcijaństwo byłoby otoczone wielkim szacunkiem. Człowieka odpowiedzialnego szanują wyznawcy innych religii, a nawet ateiści. „Kupować biedaka” Ewangelia jest pełna ostrych upomnień pod adresem ludzi bogatych, którzy nie dostrzegają żyjących obok nich nędzarzy. Nie chodzi tu o potępienie samego bogactwa, ale o ukazanie, do jakiego stopnia ono może zaślepić człowieka. Dramat rozpoczyna się wtedy, gdy bogactwo jest ważniejsze niż drugi człowiek. Prorocy Starego i Nowego Testamentu z różnym powodzeniem, czasem zupełnie bez powodzenia, usiłowali kształtować wrażliwość sumienia wiernych na sprawy społeczne. Prorok Amos jest jednym z wielkich bojowników na tym odcinku. W Kościele od Listu Jakuba i twardych wypowiedzi św. Pawła w każdym pokoleniu pojawiają się prorocy budzący uśpione sumienia. Jest rzeczą znamienną, że chodzi tu nie tylko o słowa skierowane do posiadających dobra materialne. Od początku, w oparciu o doświadczenie, wiadomo było, że tą drogą nie zmieni się układów społecznych. Ani dobrowolne rozdzielenie dóbr w formie sprawiedliwej, ani przymusowe drogą rewolucji społecznych nie załatwi bolesnych problemów. Droga jest jedna, bardzo trudna, na pierwszy rzut oka wydaje się nierealna, ale innej nie ma. Chodzi o dojrzałość, która potrafi dostrzec wartość wolności i tej wolności nie odda za żadne skarby. Niewolą jest gromadzenie dóbr materialnych. One potrafią tak zacieśnić horyzont człowieka, że nie widzi on nic innego poza bogactwem. Ponieważ jego gromadzenie łączy się z możliwością twórczego wykorzystania inteligencji człowieka a równocześnie z dużym ryzykiem, staje się ono dla wielu wielką przygodą życia. Gromadzenie bogactw można porównać do awanturniczych podróży po świecie albo do szalonej miłości, w której człowiek stawia wszystko na jedną kartę, ryzykując niejednokrotnie życiem. Czar gromadzenia bogactwa jest tak wielki, że nie pozwala na postawienie pytania, czy warto poświęcić dla niego życie. To bardzo kruchy skarb i w decydujących momentach nie tylko nie daje ani zabezpieczenia, ani szczęścia, lecz okazuje się głazem przygniatającym do ziemi. Zniewolenie biednego jest jednak jeszcze boleśniejsze. Brak środków do życia zmusza człowieka do szukania pomocy u tych, którzy nimi dysponują, a wtedy musi sprzedawać siebie. Kościół od początku organizował akcję charytatywną. Chodziło w niej o pomoc bez zniewolenia ubogiego. Nie zawsze daną parafię czy diecezję stać było na to. Często jedne Kościoły pomagały innym, i to nie tylko w wypadku kataklizmów — wojny, zaraz, głodu. Wysiłek mądrych duszpasterzy koncentrował się na przekonaniu ubogich, by o ile to tylko możliwe, nigdy nie korzystali z pożyczki. W niej bowiem dostrzegali najpoważniejsze zagrożenie wolności. Pożyczający dostrzega doraźną pomoc, a nie widzi, że zakłada sobie na szyję obrożę, tracąc wolność często na zawsze. Pies przy budzie zgodził się na dozgonną pożyczkę. Za miskę jedzenia sprzedał wolność i służy swemu właścicielowi. Takie rozwiązanie nie ma nic wspólnego ani z Ewangelią, ani z mądrością. Jeśli człowiek jest zdrowy i może pracować, to przy poczuciu swej godności nigdy nie zaciągnie pożyczki. Zbyt dobrze bowiem rozumie mechanizm działania bogatych, którzy pożyczają. Oni nie uczynią tego bez zysku dla siebie. A jest to zysk zdobyty kosztem pożyczającego. Pożyczka stanowi stosunkowo łatwą formę radosnego przeżycia chwili obecnej, ale jest gradową chmurą wiszącą nad jutrem pożyczającego. Mądrość zawsze wybiera między wyrzeczeniem a pożyczką, zdecyduje się na to pierwsze. Potrafi ograniczyć wymagania do minimum, byle tylko zachować wolność. Sytuacje kryzysowe mijają, trud, praca wydają owoce, a ten, kto potrafił przejść przez trudny odcinek wyrzeczenia i ocalić swą godność nie sprzedając się innym, staje się najwartościowszym człowiekiem społeczeństwa. Rzadko dziś w Kościele, na katechezach i w kazaniach, mówi się o niebezpieczeństwach ukrytych w pożyczce. Jest to z wielu powodów temat drażliwy. Większość chrześcijan w Polsce w ogóle nie jest przygotowanych do zajęcia odpowiedniej postawy wobec tego problemu. W tej sytuacji warto dłużej porozmawiać z prorokiem Amosem, który mówi o kupowaniu „biednego za srebro, a ubogiego za parę sandałów”. Nieumiejętność spojrzenia na problem pożyczki w skali indywidualnej rzutuje bezpośrednio na zupełnie błędne spojrzenie na długi i pożyczki w skali narodowej. Większość wypowiedzi, i to chrześcijan, na te tematy przeraża. Dziś już wiadomo, że zadłużenie narodów jest groźniejszą formą ich zniewolenia niż wszystkie zabory i okupacje. ks.E.S Panie, daj, abym gromadził sobie skarby w niebie, bo gdzie jest mój skarb, tam będzie i serce moje (Mt 6, 20-21) Zasadniczym tematem dzisiejszej liturgii jest właściwe używanie bogactw. W pierwszym czytaniu (Am 8, 4-7) rozbrzmiewa twardy zarzut proroka Amosa zwrócony do kupców pozbawionych skrupułów, którzy bogacą się kosztem ubogich: fałszują wagi, sprzedają towary bez wartości, podnoszą cenę, korzystając z potrzeby innych. Prorok ujawnia w sposób bezwzględny ich oszustwa, a czyni to nie w imię zwykłej sprawiedliwości społecznej, lecz w imię Boga: „Słuchajcie tego wy, którzy gnębicie ubogiego i bezrolnego pozostawiacie bez pracy... Przysiągł Pan... nie zapomnę nigdy wszystkich waszych uczynków” (tamże 4. 7). Gwałty i oszustwa na szkodę ubogich obrażają Boga, który jest ich obrońcą, „ojcem dla sierot i dla wdów opiekunem” (Ps 68, 6), i nakazuje odnosić się z wielkodusznością do potrzebujących: „Przed ubogim swym bratem otworzysz swą rękę i szczodrze mu udzielisz pożyczki, ile mu będzie potrzeba” (Pwt 15, 8), Religii nie można sprowadzić do urzędu sprawiedliwości społecznej; należy jej bronić w imię Boga, opierając się na Jego przykazaniach, bez jakiegokolwiek względu na bogatych lub możnych. Kto chce czynić sprawiedliwość jedynie na płaszczyźnie ludzkiej, ryzykuje budowę na piasku, ponieważ prawdziwa sprawiedliwość opiera się na Bogu i od Niego pochodzi. Wyjątek proroka Amosa o potępieniu oszustów pozwala zrozumieć prawdziwe znaczenie przypowieści o nieuczciwym zarządcy, czytanej w dzisiejszej ewangelii (Łk 16, 1-13). Również tutaj mówi o oszustwie, choć nie na szkodę ubogich, lecz bogatego właściciela, który zwalnia swojego zarządcę, gdyż trwonił jego dobra. Ten bowiem chcąc zapewnić sobie wdzięczność i oparcie przyjaciół, ucieka się do nieuczciwego podstępu, zmniejszając dowolnie zaległości dłużników swojego pana. Opowiadając tę przypowieść, Jezus nie zamierza pochwalić przebiegłej nieuczciwości zarządcy, którego nazwał „nieuczciwym” (tamże 5), lecz podkreślić jego przezorność w zabezpieczeniu sobie przyszłości. Wynika to dość jasno z zakończenia, które brzmi jak skarga Boga: „synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości” (tamże). Jezus ze smutkiem zauważa, że zwolennicy świata — żyjący daleko Od Boga i nie wierzący w Niego — są w sprawach zabezpieczenia własnej doczesnej przyszłości bardziej przezorni i pilni niż synowie światłości, czyli wierni, którzy wierząc w Boga, często zniechęceni i słabi nie troszczą się o swoje sprawy duchowe i nie zajmują własną wieczną przyszłością. Jest to więc wezwanie do obowiązku, do czujności ze względu na ostatni dzień, kiedy każdy usłyszy te słowa: „Zdaj sprawę z twego zarządu” (tamże 2). Następne zdania ewangelii pomagają zrozumieć, w jaki sposób chrześcijanin powinien posługiwać się bogactwami mając na uwadze swój cel — wieczność. Zbawiciel nazwał pieniądz „niegodziwą mamoną” (tamże 9), zbyt często bowiem jest owocem nieuczciwych zysków; używany nieuczciwie, może stać się przeszkodą-do zbawienia, lecz obracany na rzecz potrzebujących, pomoże nam je osiągnąć. W ten sposób chrześcijanin zapewni sobie przyjaciół, którzy go przyjmą „do wiecznych przybytków” (tamże). Używanie pieniędzy wymaga nadzwyczajnej uczciwości zarówno w sprawach wielkich, jak i w małych, a nawet najmniejszych, „kto bowiem w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny, a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie” (tamże 10). Jeśli człowiek nie zachowuje wewnętrznej rezerwy wobec interesów, obracanie pieniędzmi staje się pokusą, przed którą trudno się bronić; wówczas tak właściciel, jak i zarządca mogą stać się niewolnikami pieniądza., najgorszego tyrana, który nie pozostawia żadnej wolności, nawet tej, jakiej wymaga służba Bogu. Nie można nigdy dosyć rozważać ostrzeżenia Pana: „Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (tamże 13). Boże, który w przykazaniu miłości Ciebie i bliźniego zawarłeś wszystkie nakazy świętego prawa, spraw, abyśmy zachowując Twoje przykazania zasłużyli na życie wieczne (Mszał Polski: kolekta). O szalona ślepoto świata i duszy, która w dobrach doczesnych pokładasz swoją nadzieję i dla tak błahej rzeczy i dla tak krótkiego czasu tracisz wieczną chwałę, a nabywasz wieczne cierpienie w zamian za posiadanie tych dóbr przez dwa dni! Niewątpliwie, dzieje się to jedynie wskutek największej ślepoty: dusza bowiem, ogarnięta fałszywą miłością tych rzeczy przemijających, znieczula się i utraciwszy używanie rozumu, staje się zwierzęciem... Lecz ci, którzy gardząc tymi rzeczami, naśladują Ciebie, o Chryste, Boski Mistrzu, w ubóstwie i nędzy, i cierpieniu, co w krótkim czasie zakończą swój trud i osiągną wieczny odpoczynek!... Spraw, więc, o Panie, abym pokładał całą miłość, pragnienie i uczucie moje w Tobie, nieskończonym Dobru, które chowa dla mnie nieskończone radości i pociechy wieczne, jeśli odmówię miłości tym przemijającym rzeczom i złożę je w Tobie... O, jak wielka jest Twoja słodycz, o dobry Boże, jaką zachowałeś dla tych którzy Ciebie się boją! (Św. Bernard ze Sieny). o. G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXVII niedziela zwykła Nieraz jak prorok Habakuk wołamy do Boga: Oto ucisk i przemoc... Krzywda mi się dzieje, a Ty nie odpowiadasz. Pan zachęca proroka, ale też każdego z nas, by w obliczu cierpienia wytrwać w wierze, złożyć w Nim całą nadzieję. Dla tego, kto wierzy, naprawdę nie ma nic niemożliwego: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej górze: «przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna”. Wiara przeprowadza nas przez sytuacje, których po ludzku nie rozumiemy i przeciw którym się buntujemy. Kiedy przechodzimy je z Bogiem, w zawierzeniu Jemu, nie tylko nas nie zabijają, ale ostatecznie prowadzą nas do pełni życia, która jest w Chrystusie zmartwychwstałym. B.P. „Przymnóż nam wiary” Kiedy Apostołowie prosili Chrystusa: „Przymnóż nam wiary”, to prawdopodobnie nie wiedzieli, o co prosili. I to chyba chciał im uświadomić Jezus – jak wielką moc mogą otrzymać do swej dyspozycji. Oczywiście, siła ta w żadnym wypadku nie powinna służyć popisywaniu się sztuczkami typu: „Morwo, przesadź się w morze”. Chrystus to nie David Coperfield: nie chce nas zabawiać, lecz zbawiać. I tak samo Kościół: nie jest instytucją rozrywkową ani magiczną pałeczką, lecz środowiskiem życia duchowego i drogą do Boga W tym życiu i drodze, czynnikiem najważniejszym jest właśnie wiara. To dzięki niej możemy przebyć dystans nieporównanie większy i bardziej nieprawdopodobny, niż z parku na środek morza. Albowiem przepaści między doczesnością, a wiecznością nie da się pokonać w żaden dostępny człowiekowi sposób. Tylko Bóg może nas tam przenieść. O tym cudzie myślał Jezus, ale by się on urzeczywistnił, trzeba wiary o wiele większej niż ziarnko gorczycy. I to wiary właściwie rozumianej. Zauważmy, że Jezus nawet u Apostołów nie znalazł takiej wiary. Chociaż przebywali oni z Nim na stałe, słuchali Jego nauk, byli świadkami Jego cudów – nie wystarczyło to jednak nawet na jedno ziarenko wiary. W porównaniu z nimi, my bylibyśmy zupełnie bez szans. A więc widocznie nie o taką wiarę chodzi, bo nikogo nie byłoby na nią stać. Nie ma być ona naturalnym osiągnięciem czy zasługą człowieka, lecz darem Bożym. Dopiero po Zesłaniu Ducha Świętego stała się ona udziałem Apostołów. I na takiej samej zasadzie może być naszym udziałem. Bóg daje ją każdemu, kto chce. Ale trzeba wyraźnie Bogu okazać swoją wolę przyjęcia daru wiary. Po prostu, człowiek musi zadecydować, że chce wiary, że potrzebuje Boga i Jego daru. Pierwszy impuls pochodzi zawsze od Boga i jest udziałem każdego, komu tylko przyjdzie do głowy choćby cień myśli o Bogu. Decydujące znaczenie ma wtedynasza reakcja: jeśli odpowiemy pozytywnie, rozpocznie się proces przymnażania wiary; jeśli człowiek swoją decyzją odrzuci Boży dar, wtedy łaska wiary zmarnuje się, jak ziarno, które pada na skałę. I dlatego człowiek ponosi odpowiedzialność za to, co zrobi z darem wiary: wykorzysta go czy zmarnuje. Jeśli wykorzysta, i to pierwsze ziarenko wiary zakorzeni się w jego sercu, rozpoczyna się proces ugruntowania i wzrostu wiary. W procesie tym najważniejsza jest modlitwa. I to w różnorakim znaczeniu: jako czytanie, rozważanie i studiowanie Słowa Bożego, jako osobista rozmowa z Bogiem, trwanie we wspólnocie modlitwy czyli uczestnictwo w zgromadzeniu eucharystycznym, ufne przedstawianie Mu swoich potrzeb, szczególnie w zakresie dóbr nadprzyrodzonych. Wejście na tę drogę pomnażania wiary jest obowiązkiem każdego wierzącego. W przeciwnym razie wiara – pozbawiona wzrostu i rozwoju – staje się martwa. Niestety, wielu chrześcijan trwa w stagnacji, poprzestając w zasadzie tylko na chrzcie i formalnych, pobożnościowych gestach. W dodatku wydaje się im, że to bardzo dużo, że i tak robią Panu Bogu wielką łaskę, że Bóg ani Kościół nie mają prawa wymagać niczego więcej, tylko cieszyć się z tego, co jest. A może i my należymy do ich liczby? Może i nam wydaje się, że to Pan Bóg powinien biegać koło nas i dostosować się do naszych życzeń i rozmaitych „ale”, że to my możemy dyktować warunki, a Pan Bóg ma je spełnić, jeśli Mu na nas zależy? Warto się zastanowić, kto w naszym życiu jest ważniejszy: moje „ja” czy Bóg? Od tego zależy wszystko. ks.M.P. „Przymnóż nam wiary” Skończył studia, założył rodzinę, ceniono go w pracy. Dziś prawie że nie wychodzi z mieszkania. Chory, opuszczony przez żonę, dzieci i kolegów, szuka zapomnienia w butelce. Kiedy się upije, mówi o swoim nieszczęściu. Jego wyznań słucha opiekująca się nim siostra. Gdy wytrzeźwiał, postawiła mu pytanie: „A czy ja jestem szczęśliwa mając takiego brata?”. Odpowiedział z nutą smutku: „Tak, ponieważ ty masz wiarę”. W tej odpowiedzi zawarł wyznanie swego najgłębszego nieszczęścia. Nie jest nim ani choroba, ani rozbite małżeństwo, brak rodziny, kolegów, nałóg — jest nim brak wiary. Rzadko kto odkrywa wielkość skarbu wiary. Rzadko kto dostrzega ścisły związek istniejący między szczęściem a zawierzeniem. Podświadomie wyczuwamy, że do szczęścia jest potrzebny ktoś, komu można zawierzyć, lecz rzadko kiedy szukamy oparcia w Bogu. Ludzie zawodzą, nawet wtedy gdy są pełni dobrej woli, zawodzą z racji swej słabości, ograniczoności, bezradności. Jedynie Bóg nie zawodzi. Jemu można zawierzyć całkowicie. Często się sądzi, że wiara jest darem na wzór upominku imieninowego. Tymczasem wiara to trudne dzieło budowania zaufania. Z doskonaleniem wiary jest podobnie jak z budową połączenia między dwoma brzegami szerokiej i głębokiej rzeki. Pierwszy kontakt mieszkańców jednego i drugiego brzegu może mieć miejsce przy pomocy łodzi — ale nie jest to jeszcze połączenie. Ono może się dokonać przy pomocy fal radiowych lub telefonu, lecz jest to jedynie połączenie słowne. Tą drogą nic poza wiadomościami nie można przekazać. Prawdziwe połączenie dwu brzegów można osiągnąć dopiero przy pomocy kładki. Chcąc jednak przekazywać z jednego brzegu na drugi coś ciężkiego, potrzebny jest solidny most. O zaufaniu można mówić dopiero w chwili decyzji na budowę kładki. Jest to połączenie stałe. Od kładki do budowy solidnego mostu droga jednak daleka i trud niemały. Obraz ten można zastosować zarówno w odniesieniu do doskonalenia zaufania drugiemu człowiekowi, jak i w odniesieniu do zawierzenia Bogu. Różnica polega jedynie na tym, że w zaufaniu człowiekowi most może być zniszczony zarówno z mojej, jak i z jego strony, natomiast w wypadku zawierzenia Bogu, może być zerwany wyłącznie przeze mnie. Bóg nigdy nie zawodzi, Jego brzeg jest zawsze w stu procentach pewny. Każdy, kto zwraca się razem z Apostołami do Chrystusa z prośbą: „Panie, przymnóż nam wiary”, wyraża tym samym gotowość podjęcia pracy przy budowie mostu zaufania między sobą a Bogiem. Dokonuje się to zazwyczaj po pewnym okresie doraźnych kontaktów, w których Bóg wzywa do podjęcia prac nad doskonaleniem tego połączenia. Budowa solidnego mostu zaufania jest zawsze dziełem całożyciowym i tylko ten, kto wytrwa w jego budowie, odkrywa w momencie śmierci, że udało mu się połączyć doczesność z wiecznością, że przeniósł prawdziwy skarb doczesności w wieczność. Modlitwa Apostołów jest prośbą, by Chrystus niepewną kładkę ich wiary pomógł im zamienić w mocny most. Każdy chrześcijanin jest na innym etapie doskonalenia wiary. Jedni radują się już pewnością solidnie zbudowanego mostu, inni trzęsą się ze strachu na bujającej się nad przepaścią kładce, a jeszcze inni prowadzą dopiero rozmowy z Bogiem na temat doskonalenia ich wzajemnego połączenia. Budowa mostu zaufania Bogu stanowi najważniejsze zadanie w życiu człowieka. Ten, komu się to udaje, zostaje ocalony. Nie ma bowiem tak nieszczęśliwego położenia, ani grzechu, ani nałogu, ani dramatu rodzinnego, zawodowego, narodowego, by z niego nie było wyjścia, jeśli istnieje most łączący człowieka z Bogiem. Wspomniany na początku nieszczęśliwy człowiek, stojący wobec ruiny swego życia, miał całkowitą rację, gdy swej siostrze powiedział, że mimo wszystko jest szczęśliwa, ponieważ posiada wiarę. Gdyby on ją posiadał, dostrzegłby wyjście ze swej tragicznej sytuacji. Dojrzałość w wierze Apostołowie byli ludźmi wierzącymi, ale w bliskim kontakcie z Chrystusem, po pewnym czasie, doszli do wniosku, że ich wiara jest bardzo mała. Dlatego przyszli do Mistrza i prosili: „Przymnóż nam wiary”. Wiedzieli, że wiara to fundament, i jeśli on będzie za słaby, o realizacji trudnych wymagań ewangelicznych w ogóle nie ma mowy. „Panie, przymnóż nam wiary”. W tej modlitwie Apostołów jest zawarta mądrość. Oni bowiem zaczęli odkrywać, co może dać Bóg, chcąc uszczęśliwić człowieka. Nie prosili o zdrowie, o przedłużenie życia, prosili o wiarę. Chciałbym zwrócić uwagę na dwa pojęcia wiary, z którymi mamy do czynienia, a które nie zawsze są ustawione we właściwej harmonii. Mamy do czynienia z wiarą dziecka, które pamięta, że ojciec czy matka jest blisko. Dziecko ma swoje własne życie, ma świat zabawek, żyje obok rodziców. Rodzice troszczą się o wszystko. Dziecko wie, że ile razy będzie potrzebowało wsparcia, tyle razy może się zwrócić do swego ojca czy matki. Im bardziej dziecko kocha rodziców, tym usilniej zabiega o to, aby przebywało blisko, by rodzice byli w zasięgu jego wzroku, aby w każdym momencie mogło nawiązać z nimi kontakt. W naszym podejściu do wiary często odnajdujemy tę postawę dziecka. My mamy swoje „klocki”, swoje „zabawki”. Czasami ta zabawa jest trudna, skomplikowana, bywa że chętnie rzucilibyśmy te „klocki” codziennego życia do kosza, ale ostatecznie to my budujemy nasze domy, nasz świat, pamiętając, że Bóg na nas patrzy. Kiedy się nam wszystko wali, gdy jesteśmy tym wszystkim przygnieceni, wtedy krzyczymy: Ratuj! I wówczas Bóg interweniuje. To jest nasz świat, a Bóg obok nas. Jeżeli Bóg zniknie, to czujemy się nieszczęśliwi. Jeżeli człowiek traci świadomość spoczywającego na nim wzroku Boga, gubi się w swojej samotności, zostaje bowiem ze swoimi „klockami”, które go ani nie uszczęśliwiają, ani nie mogą otworzyć przed nim perspektywy jakiejś nadziei. Dziecko jednak dorasta, a gdy osiąga wiek dojrzały, zostawia klocki. Staje przed ojcem i powiada: „Tato, ja chcę z tobą współpracować. Ty masz swoje plany. Ja się chętnie włączę w twoje dzieła, bo wiem, że to, co chcesz uczynić, jest mądre. Ja nic lepszego nie wymyślę. Na własny rachunek życia rozgrywać nie zamierzam”. Odtąd zaczyna się współpraca. Ojciec powiada: „Dobrze, synu, mam dla ciebie pracę. Budujmy razem. To będzie nasze dzieło, moje i twoje”. Ten etap wiary wygląda zupełnie inaczej, aniżeli wiara dziecka. Ta wiara sprowadza się do współpracy. W takim spotkaniu z Bogiem każde dzieło mojego życia jest owocem naszej współpracy. Każde dzieło przerasta moje możliwości. To jest wiara dojrzała. Takiej wiary szukali Apostołowie u Chrystusa. Oni wiedzieli, że w nich musi się dokonać przemiana. Jeżeli nasza wiara się rozwija, to zmierza ona do współpracy z Bogiem. Wielkość wiary poznajemy po wielkości dzieł, które podejmujemy. Człowiek, który współpracuje z Bogiem, dokonuje dzieł większych aniżeli te, na jakie go stać. On sam zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby został sam, to absolutnie tego nie potrafiłby uczynić. Jeżeli może cieszyć się owocami swego trudu, to tylko i wyłącznie dlatego że nie jest sam, że współpracuje z Bogiem. Na tym poziomie wiary nie ma już możliwości tracenia z oczu Boga, jak nie ma możliwości zapomnienia o tym, z kim niosę ciężką belkę. To jest świadomość współpracy. Cokolwiek podejmuję, nie podejmuję sam, Bóg dźwiga z drugiej strony. Gdyby On upuścił dźwigany ciężar, to ja momentalnie zostanę nim przywalony, bo sam nie potrafię go udźwignąć. Tu nie chodzi o świadomość wzrokowego kontaktu, lecz o świadomość bardzo bliskiej współpracy. Wołajmy dziś wspólnie z Apostołami: „Panie, przymnóż nam wiary”. Daj nam odkryć szczęście ścisłej współpracy z Bogiem. ks.E.S. „Panie, przymnóż nam wiary” (Łk 17, 5) Liturgia dzisiejsza jest ześrodkowana na temacie wiary. Prorok Habakuk (1, 2-3; 2, 2-4) żali się wobec Boga na opłakane warunki swojego narodu. Wewnątrz nieprawość, Izrael bowiem jest niewierny swojemu Bogu, a na zewnątrz przemoc i gwałt, bo kraj niszczą wrogowie. Stali się oni narzędziami sprawiedliwości Bożej, aby pokarać Żydów, chociaż byli nie mniejszymi niż oni grzesznikami. Jest to zgorszenie płynące ze zwycięstwa zła, które zdaje się niszczyć wszelkie dobro i pociągać do upadku nawet dobrych. Bóg na koniec odpowiada swojemu prorokowi przez widzenie, które ten ma jasno opisać dla nauki tych wszystkich, którzy dopiero przyjdą; Bóg zachęca do wytrwałości, ponieważ sprawiedliwości stanie się zadość, lecz w swoim czasie: „Jeśli się opóźnia, ty jej oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie”, bo „oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności” (tamże 3-4). Nauka dotyczy tak Izraelity, jak i chrześcijanina — wszystkich wierzących. Ważna w każdej okoliczności życia poszczególnych ludzi, narodów, Kościoła. Nawet kiedy wszystko tak się rozwija, jak gdyby Bóg tego nie widział lub nie istniał, trzeba być mocnym w wierze. Bóg może opóźniać swoją pomoc, lecz jest pewne, że wesprze tych, którzy wierzą w Niego i do Niego się uciekają. „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28). Drugie czytanie (2 Tm 1, 6-8. 13-14) rozwija inny aspekt wiary: odważne świadectwo dawane Chrystusowi i Ewangelii. Św. Paweł pisze do Tymoteusza: „Nie wstydź się świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga” (tamże 8). Niezłomny Apostoł, który dla wiary podejmował walki i ryzyka niezliczone, a uważał za wielką chlubę, że jest więziony dla Chrystusa, słusznie mógł zachęcać swojego ucznia i współpracownika, aby się nie lękał z powodu trudności, lecz cierpiał razem z nim dla Ewangelii. Chrześcijanin, który nie jest gotowy cierpieć dla swojej wiary, nie będzie mógł oprzeć się napaści nieprzyjaciół. To ludzka rzecz, że w pewnych okolicznościach rodzi się bojaźń lub strach, lecz zostaną one zwyciężone „według mocy Boga” i „z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka” (tamże 8. 14). Duch istotnie został dany wiernym, aby podtrzymywać ich słabość (Rz 8, 26) i uczynić ich zdolnymi wyznawać imię Pana (1 Kor 12, 3). Rozważania te samorzutnie rodzą modlitwę, jaką zawiera dzisiejsza ewangelia: „Panie, przymnóż nam wiary!” (Łk 17, 5-10). By wierzyć bez wahania i pozostać wiernym Bogu i w przeciwnościach, i w czasie walk toczonych przeciw wierze, trzeba wiary wytrwałej, mocnej, jakiej tylko Bóg może udzielić. Apostołom, którzy kiedyś prosili o nią, Jezus mówił: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarno gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna (tamże 6). Oto obrazowy język oddający wszechmoc wiary. Jezus nie żąda wiele, żąda ziarnka wiary równego najmniejszemu ziarnku gorczycy, które nie większe jest niż główka od szpilki. Jeśli jednak wiara jest prawdziwa, żywa, płynie z przekonania, będzie zdolna do rzeczy bardzo wielkich, niepojętych z ludzkiego punktu widzenia. Jezus pragnie wychować swoich uczniów do wiary bez niepewności lub wahań, do wiary, która opierając się na mocy Boga, we wszystko wierzy, wszystkiego się spodziewa, odważa się na wszystko i trwa niezłomna nawet w okolicznościach przykrych i ciemnych. Wszechmogący wieczny Boże, który w szczodrobliwości swojej miłości przewyższasz nasze zasługi i pragnienia, wylej na nas swoje miłosierdzie, przebacz to, czego lęka się sumienie, i dodaj to, czego modlitwa nie śmie się spodziewać (Mszał Polski: kolekta). O Panie, Ty powiedziałeś, że wszystko jest możliwe dla wierzącego. Wiemy też, że spośród wszystkich cnót najlepsza i najmilsza Tobie jest wiara. W istocie to dzięki niej przygotowujemy się wejść do świętego świętych. Bez niej nawet Ty, Panie chwały, nie dokonałbyś na naszą korzyść Twoich przedziwnych cudów: zanim ich dokonałeś, chciałeś, aby nasza wiara dołączyła się do Twojej dobroci. A to dlatego, że wiara jest zdolna sama przez się dać życie, zaledwie Cię dotknie z bliska, o Panie. Zresztą Twoje błogosławione usta wypowiedziały te słowa: „Wiara twoja cię uzdrowiła”... Istotnie, wiara nie większa od małego, pokornego ziarnka gorczycy ma moc przenosić wielkie góry do morza; my zaś otrzymaliśmy tę wiarę jako przewodnika, który otwiera drogę życia jako prawdziwy kult Boga. Ta wiara poprzez oczy duszy widzi bez wahania rzeczy przyszłe, nawet te zakryte... Ona jest złączona z miłością i nadzieją... Jeśli bowiem wierzę w Ciebie, również miłuję Cię, Panie, a równocześnie będę spodziewał się Twoich darów niewidzialnych (św. Grzegorz z Narek). o. G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
W dzisiejszych czasach szczególnie potrzebna jest nam ta modlitwa o wzrost i umocnienie wiary.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
W dzisiejszych czasach szczególnie potrzebna jest nam ta modlitwa o wzrost i umocnienie wiary.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXVIII Niedziela zwykła Syryjczyk Naaman i dziesięciu trędowatych na pograniczu Samarii i Galilei – wszyscy oni zostali uwolnieni od swojej choroby, która czyniła ich nieczystymi w oczach ludzi. Trąd, którym byli zarażeni, dotknął nie tylko ich ciał, lecz także dusz. Człowiek jest całością, dlatego współcierpi w nim wszystko. Trąd duszy to grzech niewiary w to, że Bóg kocha, że może oczyścić. To przekonanie, że moje grzechy nie zostaną zapomniane. To danie wiary podszeptom złego, który zapewnia: Niechybnie umrzesz z powodu swej nieczystości. Jezus mówi co innego: „Twoja wiara cię ocaliła”. Uwierz, zaufaj, powierz się, aby wzrosło w tobie przekonanie, że jestem Bogiem, który nie zachowuje pamięci o grzechach i dochowuje wierności. Małgorzata Konarska „Gdzie jest dziewięciu?” I znów na pierwszy rzut oka wydaje się, że Jezus chce nam zaserwować kolejną poradę z zakresu dobrego wychowania i towarzyskiej ogłady: pamiętaj o wdzięczności! Niewątpliwie ma rację. Poczucie wdzięczności jest wyrazem nie tylko dobrych manier, ale i wielkości człowieka, jego bezinteresowności i szlachetności. Wdzięczność jest człowiekowi niezbędna – bez niej grozi nam kompletne zdziczenie i skomercjalizowanie wszystkich dziedzin życia. Bez wdzięczności nie ma bowiem miłości, poświęcenia, bezinteresowności. Albowiem wszystko to opiera się na darze, a dar jest tam, gdzie nie ma pieniędzy, zysku, zapłaty. Biedny jest człowiek, który uważa, że wszystko jest handlem, że za wszystko trzeba płacić, który zawsze domaga się dla siebie zapłaty i sam skrupulatnie reguluje swoje rachunki. Wielu jest takich, którzy nie chcą zaciągać żadnych zobowiązań ani długów wdzięczności, gdyż boją się bliższej więzi z drugim człowiekiem; rozliczenia gotówkowe regulują wszystko i zwalniają od niematerialnych zobowiązań. Zapominają oni jednak, że nie wszystko da się kupić za pieniądze, nade wszystko zaś miłości. Wielu jest też takich, którzy nie potrafią być wdzięczni innym, gdyż są chciwymi egoistami i sądzą, że wszystko im się należy za darmo, na mocy prawa i sprawiedliwości. Obojętnie jak by na to nie patrzeć, brak wdzięczności jest cechą, która degraduje człowieka i podkopuje fundamenty ludzkiego świata i życia. To samo dotyczy także Boga i naszych relacji z Bogiem. Biada człowiekowi, który chciałby tu wprowadzić zasady kupna-sprzedaży, który chciałby z Bogiem handlować, zamiast zdać się na Jego łaskę, hojność i dar. Wbrew pozorom, taka kupiecka postawa względem Boga jest bardzo częsta. Wynika ona z pychy, która domaga się, aby Bogu niczego nie zawdzięczać, aby nie być od Niego zależnym i za wszystko Mu zapłacić. Często źródłem takiej postawy jest to, człowiek sam nigdy nie doświadczył bezinteresownego daru, wypływającego z miłości, że za każdą rzecz lub uczucie musiał zawsze płacić lub zdobywać je własnym wysiłkiem. Takiemu człowiekowi – bez jego winy – obce jest poczucie wdzięczności; nie wie on także czym jest bezinteresowność i miłość. Trudno powiedzieć, co zaważyło w przypadku tych dziewięciu uzdrowionych. Może tak bardzo byli zaślepieni swoim cierpieniem i pragnieniem zdrowia, że poza tym marzeniem niczego więcej nie widzieli ani nie chcieli? Trudno ich za to winić – można tylko współczuć, że zapatrzeni we własne marzenia, nie dostrzegli szansy, jaka się dla nich zrodziła, gdy spotkali Jezusa. Tak bywa, gdy człowiek spodziewa się tylko tego, co uważa, że mu się samo należy lub że go na to stać: nie potrafi przyjąć niczego, co jest darmowym darem i wypływa z łaski. W przypadku trędowatych, tym nadprogramowym darem było zbawienie i łaska wiary. Tylko ostatni trędowaty zrozumiał, co się tam naprawdę stało. Tylko on potrafił zobaczyć nie tylko to, co dostał, ale także i to, co naprawdę zostało dane – miłość! Pozostali skupili się na prezencie – jak dziecko, które dostało czekoladę od kochającej mamy i szybko ucieka do kąta, aby ją samemu zjeść. Miłości matczynej nie zauważyło, a więc i nie potrafiło przyjąć. Czy nie tak bywa i z nami? Czy nie jesteśmy skupieni tylko na swoich pragnieniach i życzeniach, albo na sukcesach – które chociaż wypływają z łaski, to jednak przypisujemy je sobie? Czy zaślepieni tym wszystkim nie zapominamy o najważniejszym – o miłości Boga, który nam to wszystko daje? A ta miłość znaczy więcej niż wszystkie bogactwa świata. ks.M.P. „Gdzie jest dziewięciu?” Dziesięciu zostało uzdrowionych, a podziękować przyszedł tylko jeden, i to Samarytanin. Jezus dziwi się niewdzięczności pozostałych. Wykorzystuje to wydarzenie dla pouczenia uczniów i przygodnych słuchaczy o potrzebie okazywania wdzięczności. Ona świadczy o duchowej kulturze człowieka i o otwarciu jego serca na nowe dary. Niewielu świadomie uczy się okazywania wdzięczności Bogu. Tymczasem jest to umiejętność nieodzownie potrzebna na drodze doskonalenia życia religijnego. Pan Bóg pragnie, by człowiek nie tylko odkrywał wielkość otrzymanych od Niego darów, lecz również Jego dobroć i miłość, która objawia się przez udzielanie tych darów. Z tym, że to drugie odkrycie jest znacznie ważniejsze niż pierwsze. Jeśli dziecko otrzymuje od mamy pięknego pluszowego misia i ucieka z nim do swego pokoju, by się bawić, to widzi tylko dar — misia. Jeśli natomiast sadza misia na tapczanie, a samo rzuca się na szyję mamusi, by jej podziękować za to, co otrzymało, widzi nie tylko dar, lecz dobroć i miłość serca matki. Ten skarb jest dla niego ważniejszy niż miś. Matka zaś cieszy się wrażliwością dziecka, dostrzega, jak przez ten dar ich wzajemna miłość jeszcze bardziej się umacnia i gotowa jest w krótkim czasie przygotować dla dziecka nową niespodziankę. Podobnie jest z wdzięcznością okazywaną Panu Bogu. Jej objawienie jest potrzebne nam. Ten, kto umie dziękować, zbliża się do Boga i umacnia łączące go z Nim więzy. W życiu religijnym, gdzie chodzi o rozwój miłości Boga, wdzięczność stanowi podstawowy element. Bez niej o wędrowaniu ewangeliczną drogą nie ma mowy. Rozumieli to doskonale pierwsi chrześcijanie, którzy liturgię świętej Ofiary nazywali „Dziękczynieniem” (greckie słowo „Eucharystia”). Oni wędrowali do ołtarza, by brać udział w dziękczynieniu, by spotkać się ze wspólnotą znającą wartość dziękczynienia. Jakże radosna atmosfera panuje wśród ludzi żyjących dziękczynieniem. Ile wśród nich pokoju i szczęścia. Chrześcijanie pierwszych pokoleń zdumiewali świat swoim optymizmem, a źródeł tego należy szukać w opanowaniu przez nich sztuki dziękczynienia. Dziś ludzie nauczyli się narzekania i nawet wspólnoty chrześcijan, gdyby im przy ołtarzu pozwolono mówić to, co myślą, to zamiast pieśni dziękczynnych śpiewaliby pieśń narzekania i biadolenia. Z obfitości serca usta mówią. Narzekanie jest bardzo zaraźliwe i nie wymaga wielkiego trudu, by je opanować w stopniu doskonałym. Dziękczynienie jest trudniejsze, ale za to bardzo twórcze. Narzekanie niszczy ducha, dziękczynienie go ubogaca. Sztuki dziękczynienia trzeba się uczyć. W ciągu jednego dnia istnieją dziesiątki sytuacji, w których winno paść słowo „dziękuję”. Nie bójmy się tego słowa przekazać, zwłaszcza swoim najbliższym. Czasem można przebywać w rodzinie przez tydzień i nie usłyszeć ani razu słowa „dziękuję”. Znak, że rodzina składa się z ludzi nie znających wartości wdzięczności, ale wtedy atmosfera w domu jest z reguły ciężka, pochmurna, szara. Brakuje czegoś, co wyzwala energię dobroci w sercach ludzi. To małe słowo „dziękuję” wypowiedziane sercem do żony, która podaje wyprasowaną koszulę, do męża, który naprawił kontakt, do dziecka, które przyniosło ze sklepu masło, do matki, gdy nalała na talerzyk zupy, wyzwala z serc dobroć. Ten, komu podziękowano, widząc, że inni dostrzegają jego trud i pracę, jest gotów czynić jeszcze więcej dobra. Ale i odwrotnie, ten, kto umie dziękować, nie poprzestaje tylko na słowach, lecz stara się swoją dobrocią odwzajemnić dobroć mu okazaną. Już ewangeliczna proporcja jeden do dziewięciu — mówi o tym, że niewielu ludzi w czasach Jezusa umiało dziękować. Nie należy się zatem dziwić, że dziś ta proporcja wygląda podobnie. W programach szkolnych ani katechetycznych nie wprowadzono systematycznej pracy, by uczyć wdzięczności. Uczą się tej sztuki jedynie ci, którzy szukają wielkich wartości. Ci nie zatrzymują oczu na darach, jakie mają w ręku, lecz cenią to, co otwiera serca i łączy je ze sobą. Wiedzą, że dla ich dobra nie wystarczy dostrzegać darów, lecz trzeba dostrzec ich dawcę. Spróbujmy w najbliższym tygodniu przynajmniej kilka razy podziękować ludziom za gest ich dobroci, a wieczorem Panu Bogu za ogrom otrzymanych od Niego darów. Wdzięczność znakiem mądrości Tylko człowiek mądry potrafi właściwie ocenić wielkość otrzymanego daru i dobroć dawcy. Dlatego tylko człowiek mądry rozumie wartość wdzięczności jako odpowiedzi na otrzymany dar. Zestawiając w Ewangelii jednego wdzięcznego z dziewięciu niewdzięcznymi, musimy pamiętać, że zestawiamy mądrego z dziewięciu, którym mądrości zabrakło. Wiemy jednak, że chodzi tu nie o zestawienie ze sobą trędowatych, których uzdrowił Chrystus, lecz o zestawienie nas z nimi. Chodzi o odpowiedź na pytanie: Czy nasza wdzięczność jest znakiem mądrości? Czy podziękowaliśmy matce za miesiące ciąży, strach porodu, tysiące godzin troski o nas? Czy podziękowaliśmy ojcu za trud pracy i zapewnienie środków do życia całej rodziny? Czy podziękowaliśmy za ich wspólne wysiłki wokół naszego wychowania i wykształcenia? Czy dziękujemy rodzeństwu? Czy jesteśmy wdzięczni nauczycielom, wychowawcom, katechetom za ich trud i bezinteresowność, za zdarte gardło i potargane nerwy? Czy jesteśmy wdzięczni żonie za czystą koszulę i przygotowanie obiadu? Mężowi za naprawienie żelazka, kranu, przyniesione pieniądze...? Czy jesteśmy wdzięczni Bogu za życie, za zdrowie, za oczy, za bijące serce, zdrowe ręce, za wiarę...? Czy jesteśmy wdzięczni? Jeśli tak, to znaczy, że jesteśmy mądrzy. Bo tylko głupi bierze i nie dziękuje. Mądry wie, że wdzięczność jest najskuteczniejszą prośbą o dalszy dar. Tej mądrości uczy nas Chrystus, wychwalając wdzięczność uzdrowionego z trądu Samarytanina. ks.E.S Panie, okazałeś swoje zbawienie; wszystkie krańce ziemi ujrzały je (Ps 98, 2-3) Łaska, wdzięczność, dar wiary i życie z wiary, nawzajem przeplatają się w dzisiejszej liturgii. Pierwsze czytanie (2 Krl 5, 14-17) przypomina zdarzenie z Naamanem Syryjczykiem, którego prorok Elizeusz uzdrowił z trądu. Bóg posłużył się tym cudem, aby objawić się poganinowi i powołać go do wiary; uległy łasce, odpowiada nawracając się wewnętrznie i wyznając głośno, że Bóg Izraela jest jedynym prawdziwym Bogiem: „Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem” (tamże 15). Następnie, na znak wdzięczności, składa dar prorokowi, który stał się narzędziem jego uzdrowienia. Lecz ten, całkowicie bezinteresowny, odmawia przyjęcia. Prawdziwie Boży człowiek, Elizeusz — jak każdy prawdziwy prorok — nie chce wykorzystać wdzięczności wierzących, by się wzbogacić lub stać się sławnym. W pierwszym swoim przemówieniu w synagodze w Nazaret Jezus przytoczy fakt uzdrowienia Naamana Syryjczyka (Łk 4, 27) — jedynego uzdrowionego przez Elizeusza z pominięciem tylu trędowatych Izraelitów — by wykazać, że zbawienie nie jest przywilejem zastrzeżonym dla Żydów, lecz darem ofiarowanym wszystkim ludziom. Podobne wydarzenie będzie miało miejsce później, kiedy podczas ostatniej podróży do Jerozolimy Jezus uzdrowi dziesięciu trędowatych, z których tylko jeden — cudzoziemiec — powtórzy gest wdzięczności Naamana i wraz ze zdrowiem fizycznym otrzyma dar zbawienia (Łk 17, 11-19;ewangelia). Naprzeciw Jezusa wychodzi grupa dziesięciu nieszczęśliwych; „zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: »Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami«„ (tamże 12-13). Jest to okrzyk ufności w tego Jezusa, o którym słyszeli, że czynił cuda i współczuł nędzom ludzkim; prośba została wysłuchana. Pan jednak stawia warunek: „Idźcie, pokażcie się kapłanom” (tamże 14). Czego prawo Mojżeszowe żądało od trędowatego już oczyszczonego, dla stwierdzenia jego uzdrowienia (Kpł 14, 2), tego Jezus żąda od dziesięciu jeszcze przed uzdrowieniem, podkreślając w ten sposób wartość posłuszeństwa względem prawa. A gdy udają się w drogę, by wykonać rozkaz, zostają uzdrowieni. Jednakowe uzdrowienie wszystkich, lecz niejednakowe zachowanie się trędowatych. „Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin” (tamże 15-16). Innych dziewięciu nie odczuło potrzeby powrotu i podziękowania; może właśnie dlatego, że należeli do narodu wybranego, uważali dary Boże za rzecz, która się im należy. Samarytanin natomiast, cudzoziemiec, nie śmie sobie rościć żadnych praw i uważając się za niegodnego łaski Boga, przyjmuje ją sercem pokornym i wdzięcznym. Ta postawa pełna pokory i wdzięczności przygotowuje go do większej łaski, do łaski zbawienia: „Wstań, idź — mówi mu Jezus — twoja wiara cię uzdrowiła!”(tamże 19). Pismo święte po wiele razy stwierdza, że dar wiary nie jest związany z żadnym narodem i z żadną sytuacją. „Słowo Boże nie uległo skrępowaniu!” — mówi drugie czytanie (2 Tm, 2, 8-13); nic nie może przeszkodzić mu zapuścić korzeni nawet w sercach zdecydowanie dalekich od ludzi wierzących i wzbudzić w nich wiarę. Lecz św. Paweł mówi również o innym obowiązku życia z wiary: uważać cierpienie, szczególnie to, które pochodzi z wierności Chrystusowi, nie za nieprzyjaciela, lecz za chwałę i pewny środek do wejścia w krąg zbawienia. „Nauka to zasługująca na wiarę: jeżeliśmy z Nim współumarli, wespół z Nim żyć będziemy. Jeśli trwamy w cierpliwości, wespół z Nim też królować będziemy” (tamże 11-12). Śpiewajcie Panu pieśń nową, albowiem cuda uczynił. Zwycięstwo zgotowała Mu Jego prawica i święte ramię Jego. Pan okazał swoje zbawienie; na oczach pogan objawił swą sprawiedliwość. Wspomniał na dobroć i na wierność swoją dla domu Izraela. Ujrzały wszystkie krańce ziemi zbawienie Boga naszego. Radośnie wykrzykuj na cześć Pana, cała ziemio, cieszcie się i weselcie, i grajcie (Psalm 98, l-4). Wraz z tym, który cierpiał straszliwie w ciele z powodu trądu, błagam Cię, w utrapieniu duszy mojej: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić!” Z niewidomymi, utrapionymi własną ślepotą i pogrążonymi w wiecznej nocy, podnoszę do Ciebie mój lament. Ja nie nazywam Cię „synem Dawida”, lecz nazywam Cię „Synem Boga”, który jest najwyższą istotą. Nie tylko nazywam Cię Mistrzem... lecz wierzę, że jesteś Panem nieba i ziemi. Nie tylko wierzę w dotknięcie Twojej ręki, o Boże miłosierny i bliski, lecz wierzę w moc Twojego słowa, którym możesz mnie uzdrowić, nawet gdy jesteś daleko, bardzo daleko... Chcesz tego, ponieważ jesteś litościwy, i możesz to uczynić, bo jesteś Stwórcą: powiedz tylko słowo, a będę uzdrowiony!... Udziel mi... przebaczenia wielkich moich win, o Boże dobroci i Panie szczęśliwości: im większa jest Twoja szczodrobliwość, tym więcej jesteś uwielbiony; im bardziej wspaniałomyślna jest Twoja hojność, tym więcej jesteś miłowany; im więcej okazujesz miłosierdzia, tym większą chwałę odbierasz... Użyj podobnego miłosierdzia względem mnie, który poczuwam się do niezliczonych przewinień, abym głosząc z wdzięcznością Twoje dobrodziejstwa, miłość moją wyrażał z nie mniejszą gorącością! Chwała Tobie we wszystkim (św. Grzegorz z Narek). o. G.
Podoba się : Izabela, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XIX niedziela zwykła Na kartach Pięcioksięgu widać, jaką ochroną cieszyły się wdowy w starożytnym Izraelu. Nie miały oparcia, dlatego potrzebowały opieki od innych. Wdowa z dzisiejszej Jezusowej przypowieści naprzykrza się sędziemu, gdyż potrzebuje obrony. Sama nie da sobie rady. I to jest sedno naszej relacji z Bogiem: sami nie damy rady. Dlatego mamy Go prosić, wołać do Niego, niekiedy krzyczeć. Bo jesteśmy jak ta wdowa – aby żyć naprawdę, potrzebujemy Bożej łaski i obrony. Najpierw jednak musimy się do tej potrzeby przyznać. Stanięcie w prawdzie o naszej kruchości i niesamowystarczalności otwiera drogę ku odnowie całego naszego życia. M.K Czy znajdzie wiarę? Dla uniknięcia nieporozumień Ewangelista Łukasz zadbał, aby wyraźnie określić temat i główne przesłanie Jezusowej przypowieści: wytrwała modlitwa. Warto wnikliwie wczytać się w ten tekst, by zrozumieć, co Chrystus naprawdę przez to rozumie i czego od nas oczekuje. Bo nasze osobiste doświadczenia modlitwy są nieraz zniechęcające. Często modlimy się wytrwale i długo: o zdrowie, o wyzwolenie z uzależnienia, o poprawę swojej sytuacji materialnej, o zgodę w małżeństwie – i nic, żadnego efektu! Pan Bóg jest jakby głuchy, niebo pozostaje milczące, zamkniete, obce i dalekie. Iluż ludzi w takiej sytuacji zwątpiło w Bożą miłość, a nawet w istnienie Boga! Czyżby więc Chrystus nie chciał wywiązać się ze swej obietnicy? A może to my nie do końca rozumiemy istotę Bożego wezwania do modlitwy i nie potrafimy się modlić? Najpierw zauważmy, co powinno być przedmiotem modlitwy – obrona przed jakimś przeciwnikiem. Nie jest on bliżej określony ani nazwany po imieniu, ale możemy się domyślać, że chodzi o obronę przed szatanem – ojcem kłamstwa, demonem zła. Jego dziełem jest grzech z wszelkimi jego konsekwencjami: śmiercią, cierpieniem, słabością ludzkiej natury, uległością wobec pokus, skłonnością do zła. Człowiek pozostawiony sam sobie, o własnych siłach, nie ma żadnych szans w walce z szatanem i grzechem. Dlatego potrzebuje opieki i obrony ze strony Tego, który potrafi zwyciężyć zło – Boga. Od strony pozytywnej chodzi oczywiście o zbawienie. I to powinien być główny przedmiot naszej modlitwy i dążeń. Zbawienie nie leży w zasięgu naszych naturalnych możliwości, możemy je jedynie otrzymać w darze od Boga. Aby ten dar przyjąć, potrzebna jest postawa pokory, czyli uznania swojej niesamowystarczalności i bezsilności wobec zła, oraz zaufania, czyli bezwarunkowego, dobrowolnego oddania się w ręce Boga. Takiej prośbie i postawie Bóg nigdy się nie opiera, lecz gwarantuje wywiązanie się ze swoich zobowiązań i obietnic. Oferuje więc swoją pomoc wszystkim, ale skutecznie wykorzystaja ją tylko ci, którzy zechcą ją przyjąć przez wiarę. I tu chyba mamy przyczynę, dlaczego tak wiele modlitw nie przynosi rezultatów. Po pierwsze, prosimy o rzeczy drugo- i trzeciorzędne, co stanowi swego rodzaju lekceważenie Boga. Jeśli bowiem Bóg chce dać nam w darze samego siebie – co jest równoznaczne ze zbawieniem, to nie wypada prosić Go o drobiazgi, nawet jeśli wydają się nam ważne. Oczywiście, przyjdzie także czas na rozwiązanie tych drobiazgów: kto wejdzie na drogę zbawienia, na pewno zmieni swój styl życia, dostosowując go do wymogów Ewangelii, a wtedy problemy rozwiążą się same. Po drugie: w naszym życiu brakuje nam postawy wiary, czyli żywej, osobistej więzi z Bogiem. Polega ona między innymi na tym, że znając osobiście Boga, umiemy także rozpoznać Jego wolę i chcemy się do niej dostosować. Wtedy nasze cele życiowe i modlitwy są zgodne z zamysłem Bożym, pozwalają nam wytrwale podążać drogą zbawienia. Ale to wszystko pod warunkiem wiary. Jeśli jej zabraknie, nasz stosunek do Boga będzie podporządkowany różnym przyziemnym interesom. Za ich cenę możemy utracić zbawienie, życie wieczne. Tym właśnie niepokoi się Chrystus: czy znajdzie wiarę, to znaczy, czy będziemy gotowi ufać Mu w każdej sytuacji, ufać aż do śmierci i poza śmierć. Bez wiary nie otrzymamy życia wiecznego, nawet gdybyśmy zdobyli wszystkie skarby świata. ks.M.P. „Zbaw nas od złego” Chrystus w przypowieści o wdowie przychodzącej do nieuczciwego sędziego ukazuje wartość modlitwy prośby zanoszonej w chwili zagrożenia przez zło. Pragnie w ten sposób zapewnić słuchaczy, że modlitwa taka z pewnością zostanie wysłuchana. Powtarzane przez nas codziennie słowa modlitwy „Ojcze, zbaw nas od złego” można traktować jako pewnego rodzaju zabezpieczenie. Codziennie powtarzam Bogu, że gdybym się znalazł w zasięgu oddziaływania zła, to Ty, Ojcze, zbaw mnie od jego niszczącego działania. Zupełnie jednak inaczej brzmią te same słowa, gdy człowiek faktycznie znajduje się w ręku zła. Wtedy wołanie staje się krzykiem o ratunek, posiada charakter sygnału S.O.S. Jezus ma na uwadze taką właśnie sytuację, zapewniając, że jeśli Bóg usłyszy wołanie, ów sygnał S.O.S., prędko pospieszy z pomocą i weźmie wołającego w obronę. Zło zawsze zmierza do oddzielenia człowieka od Boga, a gdy mu się to udaje, niszczy człowieka całkowicie. Jego pierwsze uderzenie boleśnie rani, chcąc nas odciąć od Boga. Można powiedzieć, że ostrze zła trafia w nasze połączenie z Bogiem. W tym momencie, gdy człowiek zagrożony przez zło zaczyna wołać do Boga o ratunek, tak mocno przywiera do Niego, że uderzenia zła zamiast go od Boga oddzielać, „wbijają” go w Niego. Skoro zaś sam człowiek szuka ratunku u Boga, to i Bóg wychodzi naprzeciw i otwiera swoje serce, by zagrożonego ocalić. Jeżeli człowiek zaatakowany przez zło nie wzywa pomocy, nie wyczekuje jej od Boga, to znak, że mu ani na ocaleniu, ani na spotkaniu z Bogiem nie zależy. Najczęściej dobrowolnie wybiera drogę życia daleką od Boga. Każde zagrożenie, każde nieszczęście winno nas do Boga zbliżać, a nie oddalać. To dlatego ono jest dopuszczone przez Boga. Zawsze też stanowi okazję do umocnienia naszej wiary. Jeśli w zagrożeniu uciekamy się do Boga i umacniamy swoje więzy z Nim, to po pewnym czasie będziemy wdzięczni Bogu, że pozwolił nam przeżyć bolesne dni. Odkryjemy, że znacznie więcej w nich zyskaliśmy, niż wycierpieli, a nawet stracili. Wykładnikiem tego wewnętrznego zawierzenia Bogu jest właśnie modlitewna prośba o ratunek. Chodzi przy tym szczególnie o modlitwę samego zagrożonego, to ona jest niezawodnie skuteczna. Stąd też opanowanie sztuki modlitwy prośby, w chwili zagrożenia przez zło, stanowi jeszcze jeden ważny element życia religijnego. Jezus uczy nas tego w Modlitwie Pańskiej, każąc wołać „Ojcze, zbaw nas od złego”. Jak modlitwa wdzięczności jest potrzebna do rozwoju życia religijnego, tak w chwilach zagrożenia przez zło modlitwa prośby jest potrzebna do ocalenia człowieka. Polskie przysłowie „jak trwoga, to do Boga” wcale nie musi być rozumiane jako krytyka słabej religijności, która dostrzega Boga jedynie w chwili zagrożenia. Może być bardzo ewangelicznym przypomnieniem prawdy o potrzebie nadawania sygnału S.O.S. w stronę nieba wtedy, gdy sytuacja jest trudna, a możliwości człowieka niewystarczające do jej przezwyciężenia. Często mamy do czynienia z zagrożeniem przez zło — nałogi, rozkład rodziny, potęga opinii środowiska, które kradnie lub żyje kłamstwem, niemoralność — wtedy trzeba sięgnąć do wytrwałej, wprost naprzykrzającej się Bogu modlitwy, do nadawania sygnału S.O.S. W tej wytrwałości jest zawarta wiara w Jego pomoc. Wytrwałość ta gwarantuje również możliwość współpracy z łaską, gdy Bóg zacznie jej udzielać. Jako ludzie wierzący częściej prosimy za tymi, których zło już osaczyło. Ta modlitwa nie posiada tak zdecydowanej skuteczności, nie odwraca bowiem ich serca od zła, nie rzuca ich wprost w ręce Boga. Niemniej jest to modlitwa twórcza, gest naszej miłości bliźniego i troski o jego prawdziwe dobro. Często właśnie ta wstawiennicza modlitwa przygotowuje akcję ratunkową podjętą przez Boga w celu jego ocalenia. Wielu ludzi zostanie zbawionych dzięki modlitwie ich bliskich. Skutki tej wstawienniczej modlitwy objawią się dopiero w wieczności. Nie ma modlitwy nieskutecznej. Wzniesione ręce Z okazji pięćdziesiątej rocznicy wybuchu II wojny światowej w Warszawie i Oświęcimiu odbyły się dni modlitw o pokój, w których uczestniczyli przedstawiciele różnych wyznań i religii. W każdej religii ludzie zwracają się do tego samego Boga. Inaczej Go nazywają, w inny sposób czczą, ale zawsze zwracają się do tego Jedynego, bo Bóg jest tylko Jeden i nie ma innego. Wydaje się, że z wielu powodów wydarzenie to winno być głęboko przeanalizowane przez polskich katolików. Wspomnę jedynie o potrzebie znacznie pełniejszej refleksji nad wartością różnych religii świata. Są w nich ukryte wielkie skarby. Potrzebne jest ponowne odkrycie blasku samego chrześcijaństwa, a w nim jego katolickiego wyznania, by można było właściwie określić nasze miejsce w tej bogatej i bardzo kolorowej mozaice religii świata. Potrzebna jest również nowa refleksja nad potęgą modlitwy i jej rolą w zachowaniu pokoju na świecie. Oto od 1945 roku ludzkość walczy o pokój, przeznaczając rok rocznie wielkie pieniądze na zbrojenia. Często tak zwane „rozbrojenie” nie jest w gruncie rzeczy niczym innym, jak niszczeniem przestarzałego sprzętu tylko dlatego, że armie dysponują już znacznie nowocześniejszym. Walka o pokój z równoczesnym wyścigiem w zbrojeniu super mocarstw, to jeden z paradoksów współczesnego świata. Nikt też nie wierzy, że tą drogą pokój może być zagwarantowany. W obliczu tej rzeczywistości ludzie wierzący, a mówiąc ściśle modlący się, postanowili szukać pokoju na innej drodze. Jest to droga wyciągniętych w stronę Boga rąk i serc. Droga modlitwy. Owoce tego działania już są widoczne. Pierwszym z nich jest spotkanie na modlitwie ludzi, których nic innego nie jednoczy tylko wiara w skuteczność modlitwy. Oto znaleziono wspólny mianownik dla chrześcijan, mahometan, hindusów, żydów, wyznawców buddyzmu, szintoizmu, konfucjonizmu. Jest to wprawdzie procent stosunkowo niewielki, ale za to bardzo wartościowy. Niewielki dlatego, że niewielu ludzi uznających się za wierzących odkryło wartość modlitwy i umie się modlitwą posłużyć we wprowadzaniu Bożego ładu na ziemi. Śmieszne i nieudolne były komunikaty dziennikarzy zabierających głos na temat spotkania modlitewnego. Szokowały pytania świadczące o zupełnym niezrozumieniu tajemnicy modlitwy. Komentatorzy najczęściej sądzili, że ci ludzie spotkali się, by uprosić u Boga pokój, który na wzór manny spadnie z nieba na ziemię i pytali przybyłych, czy oni wierzą w sens takiego wołania. Tymczasem modlitwa polega na nawiązaniu kontaktu z Bogiem i oddaniu siebie samego do Jego dyspozycji w dziele budowania pokoju. Tu nie chodzi o żadną mannę pokoju spadającego z nieba, lecz o gotowość tysięcy ludzi do włączenia się w dzieło budowy pokoju według Bożych planów. Rzecz jasna, że ten, kto tak podchodzi do modlitwy i chce być podatnym narzędziem w ręku Boga, sam uczyni wszystko, by w jego wnętrzu panował pokój. I tu dotykamy drugiego owocu modlitewnego spotkania w Warszawie i Oświęcimiu. To było spotkanie ludzi wypełnionych pokojem. Nawet przez telewizyjny ekran można było dostrzec promieniujący z twarzy przybyłych gości pokój. Taka wspólnota zaprasza innych ludzi głodnych pokoju do włączenia się w ich dzieło. Księga Wyjścia mówi nam o wojnie i modlitwie Mojżesza, która wspomagała walczących Izraelitów aż do zwycięstwa. Oto karta Starego Testamentu. Dziś w różnych punktach świata tysiące ludzi wznosi swe ręce do Boga nie po to, by wspierać którąś z walczących stron, ale po to, by zaprzestano walki i ułożono na ziemi życie w duchu wzajemnego poszanowania i miłości. Trzeba nam, znającym moc modlitwy, stanąć obok Chrystusa na Golgocie, który z wyciągniętymi rękami modli się od dwu tysięcy lat i czeka na moment, w którym na ziemi umilknie szczęk oręża. Prawdziwy pokój może spłynąć w serca braci jedynie z serc podłączonych do Boga. „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” /Mt 5, 9/. ks.E.S. Pomoc moja od Pana, co stworzył niebo i ziemię (Ps 121. 2) Teksty Pisma świętego na dzień dzisiejszy ześrodkowują się na temacie wiary rozważanej przede wszystkim jako ufna ucieczka do Boga oraz pewność Jego pomocy. Z Księgi Wyjścia (17, 8-13; I czytanie) czytane jest znane opowiadanie o Mojżeszu modlącym się na górze w tym właśnie czasie, gdy na dolinie synowie Izraela wychodzą do walki przeciw Amalekitom. „Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry [w błagalnym geście], Izrael miał przewagę. Gdy zaś Mojżesz ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita” (tamże 11). Ręce podniesione do góry były „znakiem” modlitwy zanoszonej do Boga z prośbą o pomoc, równocześnie zaś — ponieważ Mojżesz trzymał w rękach „laskę Boga” (tamże 9), którą dokonał tylu cudów — bodźcem dla ludu, aby mężnie walczył. Dlatego też, aby zmęczenie nie osłabiało rąk Mojżesza, „Aaron i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony” (tamże 12). Przedziwny wyraz wiary, dzięki której zwycięstwa oczekiwano bardziej od pomocy Boga niż od męstwa walczących. Ewangelia zaś przytacza przypowieść o sędzi i wdowie (Łk 15, 1-S), którą Jezus opowiedział, by podkreślić, że „wszyscy zawsze powinni się modlić i nie ustawać” (tamże 1). Sędzia, „który Boga się nie bał” ani nie troszczył się, by bronić sprawy słabych i uciśnionych, jak nakazywało Prawo Boże, nie chciał słyszeć o biednej wdowie, która zwróciła się do niego, aby wymierzył jej sprawiedliwość. W końcu jednak uległ jej żądaniom — jedynie dlatego, by przestała mu się naprzykrzać, „żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała go” (tamże 5). Poprzez ten przykład Jezus chce słuchaczom dać rozumieć, ze Bóg o wiele bardziej niż sprawiedliwy sędzia będzie słuchał błagań tego, kto ucieka się do Niego z ufnością i wytrwałością. „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę” (tamże 7-8). Jezus kładzie nacisk na ciągłą modlitwę, a jest to przede wszystkim modlitwa o przyjście królestwa Bożego, o zbawienie wybranych, gdy w ostatecznym dniu Syn Człowieczy przyjdzie sądzić świat (zob. tekst poprzedzający: Łk 17, 22-37). Wierzący powinni żyć oczekując tego dnia i modlić się bez przerwy, aby to był dzień zbawienia. Bóg ze swej strony zapewnia zbawienie, ponieważ Chrystus umarł i zmartwychwstał za cały rodzaj ludzki. Ze strony ludzi jednak jest wymagany jeden warunek: wiara. „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (tamże 8). Pytanie, którym Jezus kończy przypowieść, pobudza do poważnego zastanowienia. Kościół prześladowany może być pewien, że jego nieustanna modlitwa o zbawienie zostanie w końcu wysłuchana. Bóg uczyni sprawiedliwość swoim wybranym, chociaż teraz dopuszcza na nich. prześladowania, utrapienia, niepowodzenia, jak dopuścił na swojego Wybrańca, Jezusa Chrystusa. Trzeba jednak, aby Kościół i poszczególni wierni strzegli czystej wiary i bronili jej od pokusy zniechęcenia. Im więcej Bóg znajdzie w nich wiary wytrwałej i pewnej, tym bardziej przyjdzie im z pomocą, jak przyszedł z pomocą Izraelowi. W tym kontekście drugie czytanie (2 Tm 3,14 — 4, 2) brzmi jak gorąca zachęta, aby mimo przeciwnych haseł i upadku wielu ludzi pozostać wytrwałym w wierze. „Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś”, pisze Paweł do Tymoteusza; dzięki Księgom świętym nauczył się mądrości wiodącej „ku zbawieniu”, które polega na „wierze w Jezusa Chrystusa’1 (tamże 3, 14-15). Kto trwa w przywiązaniu do słowa Bożego, nie zachwieje się, dozna obrony przeciw wszelkim napaściom i będzie „przysposobiony do każdego dobrego czynu” (tamże 16). Wznoszę swe oczy ku górom, skąd przychodzi mi pomoc. Pomoc moja od Pana, co stworzył niebo i ziemię. On nie pozwoli zachwiać się mej nodze ani się nie zdrzemnie Ten, który mnie strzeże... Pan mnie strzeże. Pan jest moim cieniem przy moim boku prawym... Pan uchroni mnie od zła wszelkiego; czuwa nad moim życiem. Pan będzie strzegł mego wyjścia i przyjścia teraz i po wszystkie czasy (Psalm 121). Panie, naucz mnie modlić się nieustannie i nie tracić nawet najmniejszej chwili! Modlić się za nas i jeszcze bardziej za bliźnich, bo „lepiej jest dawać niż otrzymywać”. Spraw, abyśmy się modlili i bez obawy prosili nawet o najwyższe łaski. Im większe nasze prośby, tym bardziej przystoi Tobie wysłuchać ich; one wykażą naszą wiarę, tę wiarę, jakiej Ty żądasz od nas, i staną się jedną rzeczą z Twoją wolą, ponieważ Ty pragniesz całym sercem uświęcenia całego rodzaju ludzkiego. Ty uczysz nas prosić... o Twoją chwalę, o nawrócenie ludzi i nasze własne, o doskonałe spełnienie się Twojej woli w nas i we wszystkich ludziach, o świętą Eucharystię i o łaskę dla wszystkich ludzi, o przebaczenie grzechów naszych i grzechów innych ludzi, o pomoc w pokusach, o uwolnienie od wszelkiego grzechu, od wszelkiego zła w tym i przyszłym życiu... O to, Panie, chcesz, abyśmy zawsze Ciebie prosili, tego nam zawsze udzielisz, jeśli tylko będziemy Cię prosić o to z wiarą (Ch. de Foucauld). o.G.
Podoba się : Administrator, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXX niedziela zwykła „Kto się uniża, będzie wywyższony” – mówi Jezus. To trudne słowa, bo niekiedy łatwo przychodzi nam się uniżyć, lecz owo uniżenie wcale nie prowadzi do wywyższenia. Czasem można zakładać przed Bogiem maskę nędzarza, ale trudno pokazać Mu swoją prawdziwą twarz i być pokornym. Uniżenie, do którego wzywa nas Jezus, ma swoje źródło w dziecięctwie Bożym. To postawa stanięcia w prawdzie, która przywraca nam ludzką godność i ostatecznie nas wywyższa. Najpierw trzeba zobaczyć swoją wielkość daną przez Boga, a dopiero potem małość. Prawdy o nas uczy nas Eucharystia. Ona nas przemienia i pokazuje, że bez niej jesteśmy bezradni. M.K. Bądź litościw mnie grzesznemu Ta Ewangelia – o faryzeuszu i celniku w świątyni – bije chyba wszelkie rekordy duchowego oporu i sprzeciwu, wynikającego z naszych ludzkich nawyków w sposobie myślenia. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że dobre czyny są najważniejsze, że świadczą o wartości człowieka, że człowiek ma prawo do dumy ze swego szlachetnego życia i postępowania. Natomiast grzesznik, a przynajmniej jego grzechy, powinny być potępione i przykładnie ukarane. Tym bardziej jesteśmy pewni swego, że przecież pamiętamy, że Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za zło karze, a za dobro wynagradza. Tymczasem w dzisiejszej Ewangelii następuje jakby odwrócenie wartości: to grzesznik znajduje uznanie u Boga, a porządny faryzeusz nie. Dołącza w ten sposób do grona gorliwych robotników w winnicy, do starszego brata syna marnotrawnego i wielu innych, którzy tak się starali, a jednak rację Bóg przyznał nie im, lecz tym gorszym. Czyżby więc zło popłacało bardziej niż dobro? Na pewno nie! Zresztą w tej przypowieści Bóg wcale nie ocenia uczynków, lecz postawę na modlitwie, czyli postawę wobec Boga. Co nagannego było w tej postawie w przypadku faryzeusza, a za co został wywyższony celnik? Właśnie to, gdzie i w czym każdy z nich szukał racji i potwierdzenia swej wartości, w czym pokładał nadzieję. Faryzeusz widział ją w sobie samym, w swoim nienagannym postępowaniu. Właściwie Bóg był mu do zbawienia niepotrzebny, chyba że jako świadek jego doskonałości: miał jedynie stwierdzić bezgrzeszność faryzeusza, zachwycić się jego pobożnością i wskazać mu należne miejsce w Królestwie niebieskim. Faryzeusz polegał na własnych zasługach, a nie na Bogu. A skoro tak, to uważał, że wszyscy żyjący poniżej jego poziomu, są godni pogardy. I dlatego nie chciał zaakceptować innych. Swoją drogą, ciekawe, czy zaakceptowałby ludzi jeszcze lepszych od siebie, czy też znalazłby jakiś pretekst, aby ich zdeklasyfikować. Co innego celnik. On nie żywił żadnych złudzeń odnośnie swojej sytuacji. Na pewno wiedział, że była ona naganna i że na sprawiedliwym sądzie Bożym nie ma żadnych szans. Dlatego też nie liczył na sprawiedliwość, lecz wolał uciec się do miłosierdzia. Nie było w tym jednak wyrachowania ani premedytacji, za to dobra znajomość Boga. Celnik wiedział, że między nim, a Bogiem zawsze będzie istniała nieprzebyta przepaść, nieskończony dystans, którego sam nigdy nie pokona. I dlatego wolał tę sprawę pozostawić Bogu. Skoro on nie może dostać się do Boga, wobec tego niech Bóg sam weźmie go do siebie. I całą swoją uwagę i siły skupił na tej właśnie prośbie: bądź litościw mnie grzesznemu! A Bóg lubi takie prośby, jeśli wyrastają z postawy autentyzmu, pokory i zaufania. I wcale nie musi to oznaczać, że teraz wolno już sobie spokojnie grzeszyć, byle tylko co jakiś czas pokornie okazać skruchę. Chodzi o to, żeby wiedzieć, w czym możemy upatrywać szansę zbawienia: w sobie, czy w Bogu. Do zbawienia nie wystarczy być tylko dobrym, choćby i najlepszym, człowiekiem. Kto ufa i stawia na siebie, otrzyma to, na co go stać, a wiemy, że w skali wieczności jest to niewiele. Kto postawi na Boga, może być pewien Jego miłosierdzia i dlatego powinien czuć się zobowiązany do przemiany swego życia, aby okazać wdzięczność i szacunek miłosiernemu Bogu. Jak wiele wniosków powinniśmy stąd wyciągnąć dla siebie! Ile się nauczyć! Bowiem nie tyle ważne jest to, co my zrobimy dla Boga, ile to, co Bóg zrobi dla nas. I na to powinniśmy liczyć. A w modlitwie uznać, że sami nic nie możemy uczynić i że potrzebujemy Boga. ks.M.P. Wejść do świątyni Faryzeusz w swej postawie ujawnia jedno z częstych wypaczeń życia religijnego. Przeakcentował to, co on Bogu daje. Wydawało mu się, że w spotkaniu z Bogiem można się chwalić swoimi własnymi osiągnięciami. Sądził, że Bogu zależy na tym, ile Mu przyniesiemy, że mierzy On człowieka wielkością złożonych przez niego ofiar. Wszedł do świątyni, lecz zamiast stanąć przed Bogiem i dostrzec ogrom Jego darów widział, tylko siebie. Prostą konsekwencją tego faktu było zestawienie się z innymi. „Nie jestem jak inni ludzie, /.../ jak i ten celnik”. Mały człowiek zawsze znajdzie mniejszego od siebie, aby na jego tle chełpić się swą wielkością. To znak, że nie stanął przed Bogiem. Gdyby to uczynił, nigdy nawet nie próbowałby zestawiać się z innymi. Celnik prezentuje zupełnie inne podejście do religii. On nic nie przynosi i nie ma się czym chwalić. Stoi w postawie pokornej i bijąc się w piersi wyznaje swoją winę prosząc o miłosierdzie. On wie, że w świątyni znacznie więcej Bóg daje człowiekowi niż człowiek Bogu. On rozumie, że istota religii polega na zadumie nad bogactwem darów, jakich Bóg udziela. Wie, że Bóg go kocha miłością przebaczającą. Wyznaniem swej winy i prośbą o miłosierdzie stara się uwielbić Boga. Jakże często chrześcijanie wchodzą do świątyni w duchu faryzeusza, by chełpić się przed Bogiem swymi osiągnięciami i swą doskonałością. „W niedzielę chodzę do kościoła, mówię pacierze codziennie, spowiadam się raz w roku... Nikogo nie okradłem, nikogo nie zamordowałem, z nikim się nie kłócę”. Wchodzą do świątyni zapatrzeni w siebie, a nie w Boga, i jacy wchodzą, tacy wychodzą. Nierzadko też spoglądają z góry na modlących się obok znajomych, wyliczając przed Bogiem ich grzechy, by na tym tle ukazać się w lepszym świetle. „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy...”. Życie religijne objawia swe piękno i twórczą moc dopiero wówczas, gdy człowiek wchodzi do świątyni, by wielbić Boga za to, co On dla nas uczynił, by śpiewać hymn dziękczynienia nie za własną doskonałość, lecz za ogrom dobroci i miłości Boga. Dopiero to stanowi właściwy przedmiot dziękczynienia. „Wielkie rzeczy uczynił nam Pan, i święte jest Imię Jego”. Największy święty i największy grzesznik w świątyni winni dostrzec dzieła Boga, a nie tylko swoje. Jeśli święty zatrzyma się jedynie na swoich czynach, choćby największych, łatwo zapomni, co Bóg dla niego uczynił. Jego dzieła są zaledwie kroplą wobec oceanu dobrodziejstw, jakimi Bóg zalewa świat, a to, co on nazwie „swoim”, w większej mierze należy do Boga, aniżeli do niego. Jeśli natomiast grzesznik zatrzyma się na swoich dziełach, a nie dostrzeże wielkiej przebaczającej miłości, nie potrafi wzbudzić prawdziwego żalu. Żal ten pojawia się bowiem dopiero w odkryciu swej niewdzięczności wobec niepojętej dobroci i miłosierdzia Boga. Gdyby i on zestawiał się z innymi, nabawi się tylko kompleksów i będzie spoglądał w przepaść rozpaczy nie widząc dla siebie ratunku. Tylko pełne uwielbienia i dziękczynienia spojrzenie na to, co Bóg dla nas uczynił, jest w stanie wyzwolić człowieka z jego egoizmu i napełnić go prawdziwym szczęściem. Zastanówmy się, w jakim celu przychodzimy do ołtarza Pańskiego? Czy przychodzimy, by wielbić Go za niepojęte dzieła, które dla nas uczynił, czyni i będzie czynił? Czy też, by myśleć o sobie i swojej wielkości. We Mszy świętej, jak w soczewce, koncentrują się wszystkie zbawcze dzieła Boga i ktokolwiek się do nich zbliża, by ich doświadczyć, winien śpiewać pieśń uwielbienia i dziękczynienia. Tylko wtedy Bóg może dokonać w jego sercu jeszcze jednego zbawczego dzieła i złączyć je z innymi sercami otwartymi na Jego działanie. Kto podchodzi do ołtarza w duchu faryzeusza, wychodzi ze świątyni w przekonaniu, że dokonał jeszcze jednego zbożnego dzieła, nie pojmując tego, co najważniejsze, że to Bóg chciał dokonać w nim i przez niego swego zbawczego dzieła. Pozwólmy Bogu działać w nas. Świątynia to miejsce Jego ubogacającego działania. Otwórzmy serca na nie, abyśmy mogli wrócić do domu usprawiedliwieni, czyli udoskonaleni przez samego Boga. Napisać testament Kiedy mówimy o testamencie, najczęściej mamy na uwadze rozporządzenie dotyczące dóbr materialnych, które winno być dokładnie wypełnione po śmierci przekazującego testament. Akt sporządzenia testamentu łączy się ściśle z myślą o śmierci i dlatego niewielu ludzi dorasta do jego spisania. Takie podejście do testamentu niewiele ma wspólnego z duchem Ewangelii. Stąd też rzadko się słyszy o testamentalnym przekazywaniu rzeczy tego świata przez świętych. Ma to najczęściej miejsce, gdy umiera święty bardzo bogaty, ale nawet wtedy znacznie więcej mówi się o ich testamentach duchowych. Sam Jezus uczy nas na krzyżu, jak ma wyglądać testament. Wcześniej wyrzekł się wszystkiego, w ostatnich godzinach oddał nawet swoją szatę, a na krzyżu Matkę przekazuje w ręce św. Jana. Doskonałym Jego naśladowcą był św. Paweł. Swój testament pisał w więziennej celi, czekając na wykonanie wyroku śmierci. Był świadom kresu życia. „Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła”. W tej sytuacji rzuca okiem na całość swego życia. Podsumowuje je w jednym, ale jakże pięknym zdaniu: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”. Można pozazdrościć takiej oceny wielu lat trudu. Zastanawia fakt, że Paweł świadom zbliżania się do bramy nieba, jakby sprawdza, czy ma ze sobą klucz do tej bramy — wiarę. On wie, że ustrzeżenie wiary to główne zadanie chrześcijanina. Po takim podsumowaniu czeka tylko na spotkanie z Sędzią zawodów, w jakich uczestniczył, i na olimpijski laur. „Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia”. Ma jeszcze kilka spraw do załatwienia. Wzywa więc Tymoteusza do spiesznego przybycia do niego i prosi, aby ten wziął ze sobą Marka. Chodzi tu prawdopodobnie o Ewangelistę, z którym współpraca nie zawsze układała mu się pomyślnie. Prosi go również o przywiezienie płaszcza oraz o księgi, zwłaszcza cenne pergaminy. Wzruszający jest fragment, w którym imiennie wymienia tych, którzy zdradzili Ewangelię, zerwali z Kościołem i są jego wrogami. Przestrzega Tymoteusza, by miał się przed nimi na baczności. Jego oczy są jednak utkwione już w Chrystusie. Opuszczony przez wielu ludzi, nigdy nie został opuszczony przez Pana. Kończy więc swój testament aktem radosnej nadziei: „Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen”. Oto klasyczne podejście chrześcijanina do testamentu. Chodzi w nim o radosne spojrzenie na całość życia, o dziękczynienie za łaskę wiary i opatrzność, jaką Bóg nas otacza. Chodzi o najważniejszą przestrogę, jaką pragniemy przekazać swoim bliskim. Testament zawsze ujawnia, co było skarbem dla danego człowieka. Chce on bowiem, by ten właśnie skarb został w rękach pozostających na ziemi. Sporządzenie testamentu jest znakiem dojrzałości danego człowieka. Już sam fakt jego spisania jest dowodem odważnego liczenia się z możliwością odejścia z tego świata. Treść zaś testamentu świadczy o tym, co jest dla danego człowieka skarbem i z czym zostawia swoich spadkobierców. Jezus tak jasno powiedział: „Gdzie skarb twój, tam i serce twoje będzie”. Testament mówi o skarbie życia człowieka i o bogactwie jego serca. ks.E.S. O Panie, Ty jesteś blisko skruszonych w sercu, wybaw złamanych na duchu (Ps 34, 19) „Modlitwa biednego przeniknie obłoki (Syr 35, 17) i wyjedna łaskę; oto oś liturgii niedzielnej. Człowiek powinien spełniać dobre uczynki, powinien składać Bogu ofiary, lecz nie może myśleć, że tymi środkami „kupi sobie” Boga. Bóg nie jest jak ludzie, którzy pozwalają się przekupić podarunkami i świadczeniami. On patrzy jedynie na serce tego, kto się ucieka do Niego. Jeśli przenosi jednych nad innych, to pewnie tych, których Pismo święte nazywa „biednymi Pana”, którzy zwracają się do Niego z sercem pokornym, skruszonym, ufającym, przekonani, że nie mają żadnego prawa do Jego łask. Pierwsze czytanie (tamże 12-14. 16-18) jest właśnie pochwałą sprawiedliwości Boga, który „nie ma względu na osoby, nie jest stronniczy względem nikogo” (tamże 12-13), owszem, słucha prośby biednego, bezbronnego, sieroty i wdowy. Jest to pochwała modlitwy pokornego, świadomego własnej nędzy, potrzeby pomocy, zbawienia. Taka modlitwa właśnie „przenika obłoki”, wyjednuje sprawiedliwość i łaskę. Czytanie Starego Testamentu jest najlepszym wprowadzeniem do ewangelicznej przypowieści o faryzeuszu i celniku (Łk 18, 9-14), w której Jezus porównuje modlitwę pysznego z modlitwą pokornego. Faryzeusz i celnik przychodzą do świątyni z tym samym zamiarem modlitwy, lecz zachowanie się każdego z nich jest zgoła odmienne. Dla pierwszego modlitwa jest zwykłym pozorem, by chwalić się własną sprawiedliwością, kosztem bliźniego: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy... zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam” (tamże 11-12). Kto więc może być bardziej sprawiedliwy niż on, który nie ma grzechu i wypełnia wszystkie czynności nakazane przez prawo? On czuje, że jest godny łaski Bożej, i domaga się jej jako nagrody za swoje dobre usługi. Jako doskonały faryzeusz zadowala się sprawiedliwością zewnętrzną, prawną, i w niej podoba sobie, a jego serce przepełnia pycha i wzgarda bliźniego. Celnik, przeciwnie, uznaje się za grzesznika, i słusznie, bo jego postępowanie nie było zgodne z prawem Boga. Jednak żałuje i uznaje swoją nędzę moralną, zdaje sobie sprawę, że nie zasługuje na łaskę Bożą: „nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „ (tamże 13). A oto zaskakujący wniosek: „Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten” (tamże 14). Jezus nie chciał przez to powiedzieć, że Bóg woli rozpustnika i oszusta od człowieka uczciwego i zachowującego prawo; lecz że woli pokorę grzesznika pokutującego niż pychę zarozumiałego sprawiedliwego. „Każdy bowiem, kto się wywyższa — w dufności i pewności siebie — będzie poniżony, a kto się uniża — pamiętając o swojej nędzy — będzie wywyższony” (tamże). Istotnie, wskutek swojej pychy i braku miłości faryzeusz miał nie mniej od celnika powodów do ukorzenia się. Drugie czytanie (2 Tm 4, 6-8. 16-18) również poddaje myśl, która objaśnia powyższą naukę. Św. Paweł pod koniec swego życia przeprowadza jakby bilans: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem” (tamże 7). Zatem uznaje dobro spełnione, lecz zgoła w innym duchu niż faryzeusz. Zamiast wynosić się nad innych oświadcza, że Pan odda „wieniec sprawiedliwości” nie tylko jemu, „ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego” (tamże 8). Zamiast chlubić się z dokonanego dobra, oświadcza, że Bóg podtrzymywał go i udzielił mu siły. Zamiast liczyć na swoje zasługi, ufa Bogu, że dostąpi zbawienia, i oddaje Mu za to chwałę. „Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków. Amen!” (tamże 18). Nie opuszczaj mnie, Panie, bądź blisko przy mnie. Przy kim Pan jest blisko? Przy skruszonych sercem. Daleki jesteś od pyszałków, bliski zaś pokornym. Niech nie sądzą pyszni, że mogą się ukryć przed Twoimi oczami. Z daleka poznajesz wyniosłych. Z daleka poznałeś faryzeusza, który się chełpił, z bliska wspomogłeś celnika, który uznał się grzesznikiem. Tamten chełpił się ze swych zasług i ukrywał swoje rany, ten zaś nie chwalił się zasługami, a odsłaniał rany. Przyszedł do lekarza, bo wiedział, że jest chory, wiedział, że musi wyzdrowieć. Nie śmiał podnieść oczu ku niebu, lecz bił się w piersi, nie przebaczał sobie samemu, abyś mu Ty przebaczył; uznawał swoje winy, abyś mu je odpuścił; karcił się, abyś go Ty oswobodził... O Panie, daleko jestem od tego, by się uważać za sprawiedliwego... Mam prosić, płakać, spowiadać się, a nie wynosić się, a nie chełpić się i chlubić się swoimi zasługami, bo chociaż coś posiadam, czym mógłbym się radować, co mam, czego bym nie otrzymał? Naucz mnie otwierać Ci drogę przez wyznanie grzechów, abyś mógł przyjść do mnie... Wtedy przyjdziesz do mnie i nawiedzisz mnie. Będziesz wiedział istotnie, gdzie postawić stopy, aby przyjść do mnie. Przedtem zaś, dopóki nie wyznałem mojego grzechu, zagradzałem Ci drogę, a Ty, Boże mój, nie miałeś którędy przyjść do mnie. Ja więc będę wyznawał grzechy mojego życia i otwierał Ci drogę, a Ty, o Chryste, przyjdziesz do mnie i na drodze stawiając swe kroki, będziesz mnie kształtował według Twoich śladów (św. Augustyn). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXXI niedziela zwykła Ziarnko piasku nie jest zbyt małe ani poranna rosa zbyt ulotna, żeby nie mogły zachwycić i rozradować Boga. Ta radość Boga jest Jego królowaniem – roztaczającym się wszędzie, gdzie jesteśmy. Choćbyśmy nie wierzyli, bo nasze są serca zbyt ciasne, zapał łatwo gasnący i pamięć o grzechach niebezpiecznie uciska. Właśnie to Boże królowanie głosili Apostołowie. Królestwo Bożego zachwytu nad stworzeniem, nade mną. Nic dziwnego, że ta prawda leczy wszelkie choroby. o. W. Czwichocki OP Zejdź prędko! W historii Zacheusza wielu z nas mogłoby znaleźć dla siebie obfite źródło nadziei i duchowej inspiracji. Albowiem jesteśmy chyba do niego trochę podobni. No, może nie aż do tego stopnia, żebyśmy zaraz byli kolaborantami, zdrajcami czy oszustami na wielką skalę, jak Zacheusz. Ale nasze życie i tak pozostawia wiele do życzenia. Zapewne sporo ludzkiej krzywdy mamy na swoim koncie. I na pewno nie jeden raz zboczyliśmy z uczciwej drogi. Zresztą nie chodzi o to, żeby się licytować z Zacheuszem w wykroczeniach; raczej skoncentrujmy uwagę, żeby go naśladować w nawróceniu. Nawrócenie to zaczęło się od tego, że Zachceusz usłyszał o Jezusie: Ten, który głosił wspaniałe nauki, który nie wstydził się zasiadać z celnikami przy jednym stole, który cudownie uzdrawiał i miał u wszystkich autorytet i szacunek, miał dziś ponoć przechodzić przez Jerycho. Jak wspaniale byłoby Go zobaczyć! Może choć On jeden trochę by go zrozumiał, nie potępił. Ale szanse na to Zachceusz miał nikłe. Bał się tłumu. Wszyscy nim gardzili i darzyli nienawiścią, a mieli za co. Przecież wysługiwał się okupantom, zdzierał pieniądze od swoich współziomków, by oddawać je obcym, zagarniając przy tym sporą dolę dla siebie. Był bez skrupułów, więc szybko zbił spory majątek. Ale co z tego, skoro nie mógł za niego kupić ludzkiego szacunku. A na dodatek jego niski wzrost stanowił doskoanły pretekst do drwin. Tu ludzie, gdy było ich więcej, mogli sobie na nim bezkarnie poużywać. Wobec tłumu Zacheusz był bezsilny. I dlatego go unikał. Ale tym razem za wszelką cenę chciał zobaczyć Jezusa i postawił wszystko na jedną kartę. Po kryjomu wspiął się na drzewo, by zobaczyć Jezusa. Niestety, ludzie też go zobaczyli. Natychmiast wybuchł jeden gromki śmiech. Pokazywali go sobie palcami, głośno i złośliwie komentowali, chcąc także wciągnąć w to Jezusa. Oj, utrze On teraz nosa temu zdrajcy! Ale Jezus się nie dał. Nie uległ zbiorowej kpinie, nie pozwolił sobie narzucić cudzej opinii. Zamiast potępiających słów, odezwał się ciepło: Zacheuszu! Chciałbym wstąpić do ciebie. To jakby grom z jasnego nieba. Wszystkich poraziło. Do Zacheusza? Do tego sprzedawczyka? Chyba coś się Jezusowi pomyliło! A jednak nie. Tylko Jezus potrafił przełamać mur nienawiści i uprzedzeń wobec Zacheusza. Potrafił spojrzeć na niego inaczej i dostrzec coś, czego inni nie dostrzegali, czego nie widział także sam Zacheusz – pragnienia dobra i poprawy. W każdym z nas kryje się gdzieś to pragnienie, ale nieraz brakuje „katalizatora”, który by je uaktywnił. Takim katalizatorem jest ludzka akceptacja i zaufanie. To zmieniło Zacheusza o wiele skuteczniej niż wszystkie napomnienia, potępienia i groźby. Wreszcie ktoś mu zaufał! Więc nie jestem jeszcze przegrany, mogę zacząć inaczej! I zaczął. Prawdopodobnie tego wieczora Zachceusz stracił cały swój majątek. Połowę rozdał, a po drugą połowę już stała długa kolejka pokrzywdzonych, chętnych powetować sobie dotychczasowe straty. Ale dla Zacheusza to się nie liczyło. Najważniejsze, że odzyskał szacunek do siebie samego. I że wreszcie została przełamana niechęć ludzi wobec niego. Wreszcie ktoś chciał go odwiedzić, odezwać się po ludzku. Za to warto zapłacić nawet wysoką cenę. A wszystko to za sprawą Jezusa, którego Zachceusz chciał tylko zobaczyć. Czyż nie jest to jakieś wezwanie także i dla nas? Czy i nam nie przydałoby się takie wyzwalające spotkanie z Jezusem? Czy i w naszym życiu nie trzeba by czegoś zmienić? Jeśli tak, musimy zaryzykować i wspiąć się na jakieś drzewo. Jezus na pewno będzie tamtędy przechodził. ks. M. Pohl Piękne serce celnika Niezwykle trudną sprawę ukazuje ewangeliczna scena mówiąca o nawiedzeniu przez Jezusa domu Zacheusza. Był to celnik, a więc Żyd współpracujący z rzymskim okupantem. Ściągał cło. Na podstawie umowy odpowiednią kwotę miał oddać w ręce okupanta. Z nadwyżki, o której sam decydował, mógł żyć dostatnio. Już samo wejście w tak bliski kontakt z okupantem stawiało celników, w oczach patriotów, na liście podejrzanych. Do tego dochodziło poczucie krzywdy, z której oni często wystawnie żyli. Faryzeusze traktowali ich na równi z grzesznikami i nie chcieli mieć z nimi żadnego bliskiego kontaktu. Swoją postawą rzutowali na postawę wszystkich pozostałych pobożnych Żydów. Sytuacja była delikatna, bo miała wymiar nie tylko społeczno-polityczny, ale i religijny. Celnicy w oczach pobożnych Żydów byli skompromitowani. Podejście jednak Boga do nich było inne. Jego nie interesują opinie ludzkie ani układy polityczne, lecz prawość serca. Wśród celników byli ludzie prawego serca. Jednego z nich Jezus uczynił apostołem i włączył w grono Dwunastu, łamiąc w ten sposób twarde zasady faryzeuszy i narażając się na bardzo ostrą krytykę. Drugie spotkanie opisane w Ewangelii miało miejsce w domu celnika Zacheusza. Jest rzeczą godną uwagi, że serce zarówno Mateusza /Lewiego/ jak i Zacheusza było otwarte na przyjęcie łaski. Mateusz natychmiast zrezygnował z pracy na cle i poszedł za Jezusem. Ta rezygnacja ze współpracy z okupantem, a zarazem z dobrze płatnego zawodu, na pewno złagodziła nieco nieżyczliwe dla niego spojrzenie faryzeuszy i opinii publicznej. Mateusz chodząc z Jezusem nie był już celnikiem. Ale czy etykietkę kolaboranta przyklejoną przez opinię publiczną można kiedykolwiek w życiu odkleić? Spotkanie w domu Zacheusza jest znakiem aprobaty, z jaką Jezus odnosi się do będącego w służbie celnika, który po spotkaniu wcale nie zrezygnował ze ściągania cła i dalej wykonywał swój zawód. Co więcej, św. Łukasz podkreśla, że Zacheusz był zwierzchnikiem celników, co świadczy o tym, że jego współpraca z okupantem była jeszcz głębsza niż zwykłego celnika. On bowiem był odpowiedzialny za organizację celników. To oni zarabiali na chleb dla siebie, dla niego i na podatek dla okupanta. Wydawać by się mogło, że z punktu widzenia patriotyzmu wielkie bogactwo Zacheusza nie zostało zdobyte drogą uczciwą. A oto Jezus mu oświadcza, i to publicznie: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Czy jest w Ewangelii drugie tak piękne oświadczenie Jezusa? Czy jest człowiek, do którego Chrystus w gościnę sam by się wpraszał? Ludzie dostrzegali bardzo bogatego celnika, a Jezus dostrzegał jego bardzo bogate serce. Tego serca nie zniszczyło ani bogactwo, ani współpraca z okupantem oparta na zasadzie sprawiedliwości. To serce zostało prawe. Świadczy o tym wypowiedź rozradowanego Zacheusza, goszczącego Mistrza z Nazaretu. „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. I znów pytanie: Kogo w Ewangelii stać na takie oświadczenie? Kto potrafi pięćdziesiąt procent wielkiego majątku rozdać ubogim, kto potrafi wyrównać krzywdę, dając cztery razy więcej niż szkoda wynosiła? Kto? Takich decyzji nie podejmie serce małe. Na ten gest serca Jezus liczył, o to wewnętrzne wyzwolenie Jemu chodziło. Zacheusz doświadcza zbawienia, wchodzi na drogę dawania. Zbierał i umiał zbierać, skoro był bardzo bogaty. Czynił to drogą sprawiedliwości, bo w swym oświadczeniu jasno stwierdza: „jeśli kogo w czym skrzywdziłem”. Widocznie świadomie nigdy tego nie uczynił. Ale teraz w spotkaniu z Jezusem dowodzi, że umie być dobry, umie dawać. Jego serce jest otwarte na innych, jest wypełnione miłością. Ilu chrześcijan umie spojrzeć na kolaborantów oczami Jezusa? Nie każdy kolaborant musi być od razu zdrajcą. Przed takim uogólnieniem przestrzega Jezus w domu Zacheusza, przełożonego celników. Kapłańska godność Teksty św. Franciszka z Asyżu: „Dał mi Pan i daje tak wielkie zaufanie do kapłanów, którzy żyją według zasad świętego Kościoła Rzymskiego, ze względu na ich godność kapłańską, że chociaż prześladowaliby mnie, chcę się do nich zwracać. I chociaż miałbym tak wielką mądrość jak Salomon, a spotkałbym bardzo biednych kapłanów tego świata, nie chcę wbrew ich woli nauczać w parafiach, w których oni przebywają. I tych, i wszystkich innych chcę się bać, kochać i szanować jako moich panów. I nie chcę dopatrywać się w nich grzechu, ponieważ rozpoznaję w nich Syna Bożego i są moimi panami. I postępuję tak, ponieważ na tym świecie nie widzę niczego wzrokiem cielesnym z Najwyższego Syna Bożego, tylko Jego Najświętsze Ciało i Najświętszą Krew, które oni przyjmują i oni tylko innym udzielają. I pragnę, aby te najświętsze tajemnice były ponad wszystko czczone, uwielbiane i umieszczane w godnych miejscach. Gdzie tylko znajdę w miejscach nieodpowiednich napisane Najświętsze imiona i słowa Jego, pragnę je zbierać i proszę, aby je zbierano i składano w odpowiednim miejscu. I wszystkich teologów, i tych, którzy nam podają Najświętsze słowa Boże, powinniśmy szanować i czcić, jako tych, którzy dają nam ducha i życie”. (Testament 6-13) „Proszę również w Panu wszystkich moich braci kapłanów, którzy są i będą, i pragną zostać kapłanami Najwyższego, ilekroć zechcą odprawić Mszę, aby sami będąc nieskazitelni, w sposób nieskazitelny z czcią składali prawdziwą ofiarę Najświętszego Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, z świętą i czystą intencją, nie dla (uzyskania) jakiejś ziemskiej rzeczy ani z obawy przed jakimś człowiekiem lub z miłości ku niemu, jakoby dla przypodobania się ludziom, lecz cała wola, o ile wspomoże łaska, niech się kieruje ku Bogu, stąd niech pragnie podobać się jedynie samemu najwyższemu Panu, bo On sam jeden działa w tej tajemnicy, jak Mu się podoba. Ponieważ jak On sam mówi:, To czyńcie na moją pamiątkę’. Kto zaś inaczej czyniłby, ten staje się zdrajcą Judaszem i winnym Ciała i Krwi Pańskiej”. „Patrzcie na swoją godność, bracia kapłani, i bądźcie świętymi, bo On jest święty. I jak Pan Bóg ze względu na tę posługę uczcił was ponad wszystkich ludzi, tak i wy więcej od innych kochajcie Go, szanujcie i czcijcie. Wielkie to nieszczęście i pożałowania godna słabość, że gdy macie Go wśród siebie obecnego, wy zajmujecie się czymś innym na świecie. Niech zatrwoży się cały człowiek, niech zadrży cały świat i niech rozraduje się niebo, gdy na ołtarzu w rękach kapłana jest Chrystus, Syn Boga żywego. O przedziwna wielkości i zdumiewająca łaskawości! O wzniosła pokoro! O pokorna wzniosłości, bo Pan wszechświata, Bóg i Syn Boży, tak się uniża, że dla naszego zbawienia ukrywa się pod niepozorną postacią chleba! Patrzcie, bracia, na pokorę Boga i wylewajcie przed Nim serca wasze, uniżajcie się i wy, abyście zostali wywyższeni przez Niego. Nie zatrzymujcie więc niczego z siebie dla siebie, aby was całych przyjął Ten, który cały wam się oddaje”. (List św. Franciszka skierowany do całego zakonu, 14-16; 23-29). ks. E.S. Panie, Ty „nad wszystkim masz litość” (Mdr 11,23) Nie dziwi nas, że temat o miłosierdziu powraca tak często w liturgii niedzielnej, ponieważ Bóg jest miłosierdziem nieskończonym, niewyczerpanym, a człowiek bardzo potrzebuje miłosierdzia. Bóg, stwarzając go jednym aktem miłości, poszukuje go z dnia na dzień nieustannym aktem miłosierdzia naprawiając jego słabość, przebaczając winy, wybawiając od złego. Tę myśl wyraża pierwsze czytanie: „Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś” (Mdr 11, 23-24). Żaden człowiek nie może istnieć bez wszechmocnego miłosierdzia Bożego, które nie przestaje miłować go i utrzymywać przy życiu mimo jego grzechów, niewierności i idzie za nim bez przerwy, by doprowadzić go do zbawienia. To, co Księga Mądrości stwierdza ogólnie, ewangelia dzisiejsza (Łk 19, 1-10) ukazuje w konkretnym i bardzo wymownym zdarzeniu: w nawróceniu Zacheusza celnika. Zanim Jezus wszedł do Jerycha, spotkał niewidomego, który wystąpił spośród tłumu i głośno wołając ku Niemu, prosił o łaskę odzyskania wzroku. Nieco później przechodził przez miasto i oto niewielkiego wzrostu Zacheusz przeciska się przez tłum i wdrapuje na drzewo, pragnąc również zobaczyć Jezusa. Pragnie poznać Mistrza, o którym tyle słyszał z opowiadań, a może nawet opisów Jego dobroci względem celników. Była to w istocie rzecz niesłychana, aby nauczyciel Izraela zajmował się tymi ludźmi, których unikali i nienawidzili wszyscy z powodu ich zawodu urzędników cesarstwa rzymskiego, i uważali za nieprzyjaciół ludu. Zacheusz jako ich naczelnik był bardziej znany i nienawidzony niż inni; nie mógł zatem przejść nie zauważony. Lecz on nie przejmuje się ludem ani nie obawia się narazić na pośmiewisko i drwiny; usiłuje jedynie zobaczyć Pana i czeka na Jego przejście, śledząc wszystko z wysokości drzewa figowego: „Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (tamże 5). Jezus wie dobrze, kim jest Zacheusz: to celnik, który wzbogacił się na pieniądzach wyłudzonych od ludu. A jednak nie gardzi nim i nie gani go, co więcej, zwraca się do niego przyjaźnie i zamierza odwiedzić jego dom. Zacheusz, który nigdy nawet nie śnił o czymś podobnym, schodzi pospiesznie z drzewa i przyjmuje słowa Chrystusa z wielką radością. Ludzie zgorszeni szemrają; on jednak nie zwraca na to uwagi; z Mistrzem, który poruszył jego serce, ma załatwić sprawy o wiele ważniejsze: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie” (tamże 8). Jest to całkowite nawrócenie. Wystarczyła obecność i dobroć Pana, by oświecić sumienie człowieka bez skrupułów, przyzwyczajonego do nieuczciwego zysku. Lecz Zacheusz okazał dobre przygotowanie, które otwarło go na łaskę: szczere pragnienie zobaczenia, spotkania Jezusa. A teraz słyszy, jak do niego mówi: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu... Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (tamże 9-10). Celnikowi, którego faryzeusze uważali za grzesznika nieodwołalnie straconego, zostało dane zbawienie, a on je przyjął otwierając swój dom i serce Zbawicielowi. Chrystus czyni bezustannie ten sam dar każdemu człowiekowi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3, 20). Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu nie zadowala się nawracaniem ludzi i przebaczaniem, lecz ofiaruje im swoją przyjaźń, zapraszając do zjednoczenia z sobą. Wszechmogący i miłosierny Boże, Ty sam możesz udzielić swoim wiernym łaski służenia Tobie w sposób godny Twojej chwały: dozwól nam, abyśmy zdążali bez przeszkód do osiągnięcia dóbr, jakie nam obiecałeś. Ta Eucharystia, którą Kościół Ci składa, niech stanie się dla Ciebie, Panie, ofiarą doskonałą, a nam wyjedna Twoje miłosierdzie (Mszał Polski: kolekta i modlitwa nad darami). O Ojcze miłosierny i sędzio sprawiedliwy, chociaż znam własne winy, nie chcę oddalać się od Twojej obecności... lecz właśnie dlatego, Panie, że jestem grzesznikiem, przychodzę do Ciebie jako chory do lekarza wyznając... własne winy, abyś mi udzielił całkowitego przebaczenia. O najsłodszy Jezu, spojrzyj na mnie łaskawie i nie odwracaj nigdy swych miłosiernych oczu ode mnie, bo od tego zależy, bym ja nigdy nie oddalił się od Ciebie... O najsłodszy i najmiłosierniejszy Jezu, orędowniku i ucieczko grzeszników, jak potrafię Ci odpłacić miłość i troskę, jaką mnie otaczasz? Któż będzie śmiał mnie oskarżyć i potępić, jeśli Ty mnie usprawiedliwiasz i czynisz wolnym? Jakże mógłbym nie ufać Twojemu miłosierdziu, gdy w Twojej obecności znika moja nędza? Ty mnie bronisz przed oszczerstwami ludzi i oskarżeniami moich nieprzyjaciół, przebaczając mi tak łaskawie winę, aby nie było powodu do potępienia mnie i kary; a ponieważ niezmierzone jest Twoje miłosierdzie, nie przestanę nigdy chwalić Cię ani nie ustanę służyć Tobie (L, da Ponte). o. G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Uroczystość Wszystkich świętych To, co najpiękniejsze, dopiero przed nami: „wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć”, i to, że „jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy”. Nadzieja przychodzi z przyszłości, a przyszłość staje się żywa w pełnej zaufania wierze. Dzisiaj, gdy jesteśmy zagonieni, małostkowi, niestali, gdy często nie umiemy odróżniać dobra od zła, gdy nawet nie potrafimy rzeczywiście być obecni w naszym „dzisiaj” – właśnie teraz Bóg składa nam obietnicę. I tylko On wie, co mówi, kiedy nazywa nas błogosławionymi. o. W. Cz. OP Przyjaźń ze świętymi W naszym wyznaniu wiary od chrztu powtarzamy: „Wierzę w świętych obcowanie” — tzn. wierzę w istnienie łączności między świętymi a mną, wierzę w to, że mogę obcować ze świętymi, a dzieje się to tylko wtedy, kiedy znam konkretnego świętego i mogę z nim zawrzeć przyjaźń. To mnie wprowadzi w wielką wspólnotę ludzi, którzy potrafili wygrać życie. Takim konkretem ukazującym autentyczność wiary w obcowaniu ze świętymi jest troska o to, by znać dokładnie życie przynajmniej kilku świętych. Obecnie w życiorysach ukazuje się konkretnych ludzi, którzy wędrowali drogą naszego szarego życia i potrafili wejść do domu Ojca Niebieskiego. Takie życiorysy dotyczą św. Maksymiliana Kolbego, św. Brata Alberta, św. Rafała Kalinowskiego. W nich już nie kładzie się nacisku na cuda, lecz na konkret życia, który w spotkaniu z tymi świętymi pozwala uwierzyć, że droga Ewangelii jest drogą możliwą do przebycia dla mnie. Wejście w grono świętych jest wejściem we wspólnotę żyjącą miłością, która ma to do siebie, że zawsze promieniuje. Jeżeli ktoś otwiera swoje serce na spotkanie z człowiekiem wielkiego formatu, to pozostaje pod działaniem doskonałej miłości wspólnoty ludzi świętych i w atmosferze ich miłości o wiele łatwiej mu wędrować ewangeliczną drogą. Trzeci ważny element, który decyduje o tym, byśmy sięgali w swoim życiu religijnym po spotkanie z konkretnym świętym, to ułatwienie odkrycia świętych ludzi, którzy dziś żyją na ziemi. Oni są obok nas, a my ich nie dostrzegamy dlatego, że mamy jakieś dalekie od prawdy wyobrażenie o świętości i od rzeczywistych wymiarów świętego wędrującego po ziemi. Dopiero autentyczne spotkanie ze św. Bratem Albertem czy św. Rafałem pozwala dostrzec wśród ludzi żyjących obok nas autentycznych świętych idących ewangeliczną drogą. Wspominamy dziś świętych i wspominamy zmarłych naszych bliskich, z których wielu jest już w ich gronie. Wszyscy zbawieni są święci. Pomyślmy i o naszej świętości, o tym, że jesteśmy w drodze do nieba. Chodzi o to, abyśmy za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, kiedy odprowadzą nas na cmentarz, należeli do grona świętych. Sens naszego życia leży w perspektywie należenia do grona ludzi szczęśliwych. To jest perspektywa nowego świata, który jest oparty na prawie miłości Boga i całego świata, który Bóg stworzył. Ta perspektywa pozwala spokojnie patrzeć na wszystkie trudności, niebezpieczeństwa, niesprawiedliwości, krzywdy, nawet morderstwa, które mają miejsce w świecie. Istnieje wspólnota ludzi żyjących miłością, a my chcemy do tej wiecznej wspólnoty należeć. Boska kultura bycia Dzień dzisiejszy jest uroczystością połączoną z nawiedzeniem cmentarza i to już wystarczy, aby kazanie ograniczyć w czasie, bo każdy krok mądrego człowieka po cmentarnej ziemi jest kazaniem. Ziemia ta mówi o kruchości i krótkości życia doczesnego, mówi o wartości cierpienia, które często poprzedziło odejście bliskich z tej ziemi, mówi o tajemnicy śmierci i o bólu rozstania. Trzeba tylko otworzyć serce, aby usłyszeć prawdę, którą kryje każdy cmentarz i każda mogiła. Kościół przyprowadza nas przed pozostawiony przez Jezusa Chrystusa model, najwyższego szczytu, jaki można osiągnąć tu na ziemi, model wysokiej góry, która sięga nieba i każe przypatrzyć się szlakom, które na nią prowadzą. Jest osiem tych szlaków, które Chrystus nazwał błogosławieństwami, osiem różnych szlaków prowadzących na ten sam szczyt doskonałości. Jedne krótkie i bardzo trudne, jak męczeństwo w czasie prześladowania, inne długie nastawione na posługę potrzebującym: „błogosławieni miłosierni”, albo na wędrówkę w samotności ducha: „błogosławieni czystego serca”. Kościół przypominając nam ten ewangeliczny model, pragnie, abyśmy wybrali jeden z tych szlaków i zdecydowali się na wędrówkę nim. Na tych szlakach można odkryć w pełni sens swojego życia. Równocześnie w Uroczystość Wszystkich Świętych Kościół ukazuje nam rzeszę ludzi, którzy już zdobyli ten szczyt. Wszyscy oni przestrzegają nas przed jednym błędem, przed tym, by nie sądzić, że świętość polega na wielkich rzeczach. Świętość to miłość objawiona w rzeczach małych. To matka i ojciec z miłością i dobrocią pochyleni nad dzieckiem od poczęcia, czasami aż do trumny. Świętość to troska o dobry posiłek, to codzienna posługa w kuchni, to uśmiech życzliwości i dobroci dla sąsiada, to odpowiedzialne obsługiwanie klientów w sklepie, to dobroć w biurze, w szkole. Święci nie muszą mieć studiów, nie muszą robić żadnej kariery, nie muszą posiadać żadnych wielkich talentów, ale jedno muszą posiąść w stopniu doskonałym — kulturę codziennego życia. To ona decyduje o wielkości człowieka, kultura codziennego życia, kultura słowa, ubierania, dyskusji i rozmowy, modlitwy. Można powiedzieć, że świętość to Boska kultura bycia, którą tu na ziemi może osiągnąć człowiek. Bo tylko człowiek o Boskiej kulturze bycia, dobroci, miłości, życzliwości może zamieszkać w domu Ojca Niebieskiego. Bez tej kultury nikt nie osiąga szczęścia wiecznego. Takich świętych nieznanych z imienia, którzy mieszkali wśród nas, dziś wspominamy i takich winniśmy naśladować wiedząc, że i o naszej wieczności decyduje ewangeliczna kultura naszego bycia. Żyjemy w świecie, w którym brak kultury, a nasze zadanie polega na tym, by promieniować w nim tą kulturą, której oczekuje od nas Bóg. ks.E.S „Oto lud wierny szukający Boga” (Psalm responsoryjny) Drugie czytanie (1 J 3, 1-3) podejmuje i uzupełnia temat pierwszego, ukazując jasno miłość Boga, który uczynił człowieka swoim dzieckiem, oraz godność człowieka, który jest istotnie dzieckiem Boga. „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy!” (tamże 1). To dar nie zastrzeżony dopiero dla życia wiecznego, lecz dany już w życiu teraźniejszym, jako głęboka rzeczywistość przekształcająca wewnętrznie człowieka i czyniąca go uczestnikiem życia Bożego. Jednak tutaj na ziemi ta rzeczywistość pozostaje zakryta; objawi się w pełni dopiero w chwale; wówczas „będziemy do Boga podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest” (tamże 2). Chwała, którą dzisiaj Kościół rozważa w Świętych, płynie z oglądania Boga, dla niej zostali oni ogarnięci i okryci nieskończoną Jego jasnością. W ewangelii (Mt 5, 11-12) sam Jezus wyjaśnia temat świętości i szczęśliwości wiecznej ukazując drogę, która do niej prowadzi. Punktem wyjścia są konkretne warunki życia ludzkiego, gdzie cierpienie nie jest wydarzeniem przypadkowym, lecz rzeczywistością złączoną z samą strukturą bytowania. Jezus nie przyszedł, by je usunąć, lecz by odkupić, czyniąc z nich środek zbawienia i szczęśliwości wiecznej. Ubóstwo, utrapienia, niesprawiedliwości, prześladowania przyjęte z sercem pokornym i poddanym woli Boga, z pogodą wypływającą z wiary w Niego, z pragnieniem uczestniczenia w męce Chrystusa nie poniżają człowieka, lecz uszlachetniają; one go oczyszczają, czynią podobnym, do cierpiącego Zbawiciela, a więc godnym uczestniczyć w Jego chwale. „Błogosławieni ubodzy... błogosławieni, którzy się smucą... błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości... błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie... albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (tamże 3-4.6.10). Również inne cztery błogosławieństwa, chociaż nie odnoszą się wprost do cierpienia, wymagają jednak wielkiego ducha ofiary. Nie można być cichym, miłosiernym, czystego serca, wprowadzać pokój — bez walki z własnymi namiętnościami, bez pokonania samego siebie, aby móc przyjąć pogodnie trudne warunki i szerzyć wszędzie miłość i pokój. Drogą błogosławieństw szli święci; lecz w najwyższym stopniu szedł Jezus, który raczył wziąć na siebie wszystkie nędze i utrapienia ludzkie, aby nauczyć człowieka uświęcania się. W Nim chrześcijanin ubogi, cierpiący, cichy, miłosierny, wprowadzający pokój, prześladowany i na tej drodze dochodzący do chwały znajduje najdoskonalsze urzeczywistnienie ewangelicznych błogosławieństw. O dusze święte, które już cieszycie się szczęśliwością waszą i bezustannie śpiewacie Panu hymny uwielbienia; jakiż błogi los przypadł wam w udziale! Jakże słusznie wznosicie bez przerwy wasze pienia chwały! Jakże wam szczęścia waszego zazdrości dusza moja, iż już jesteście wyzwolone od tej boleści, jaką tu cierpieć musi3 kto miłuje Pana, na widok tych ciężkich zniewag zadawanych Bogu mojemu w tych nieszczęśliwych czasach! Na widok tej brzydkiej niewdzięczności, jaką Mu ludzie za dobrodziejstwa Jego odpłacają, i tej martwej obojętności na zgubę tylu dusz, które Szatan w przepaść wieczną porywa. O błogosławione dusze niebieskie! wspomóżcie nędzę naszą, wstawcie się za nami do miłosierdzia Boga naszego, aby nam dał do serca kropelkę jaką waszych rozkoszy i zesłał do naszych dusz promień jaki tego jasnego poznania, którym wy się cieszycie! Ty sam, Boże mój, daj nam choć w cząstce zrozumieć tę ogromną wiekuistą chwałę, zgotowaną tym, którzy mężnie potykają się w walkach tego nędznego żywota! Uproście nam światło, o dusze miłością wieczną płonące, abyśmy choć z daleka pojąć zdołali rozkosz i to szczęście, które was wciąż nową radością upaja na myśl, że radość ta nigdy się nie skończy! O wy dusze błogosławione, które tak dobrze umiałyście z życia korzystać i za tę cenę najdroższą takie sobie rozkoszne i niespożyte kupiłyście dziedzictwo: nauczcie nas przykładem waszym, jak mamy cenić nad wszystko to dobro nieskończone, jak z niego korzystać! Wspomóżcie nas waszą przyczyną i kiedy tak blisko jesteście Źródła Żywota, zaczerpnijcież z Niego i dla nas wody żywej, bo giniemy tu z pragnienia! (Św. Teresa od Jezusa: Wołania duszy do Boga 13, 1-2.4). Jestem najmniejsza ze stworzeń, znam moją nędzę i moją słabość, wiem również, jak bardzo serca szlachetne i wspaniałomyślne lubią czynić dobrze. Błagam was więc, błogosławieni mieszkańcy nieba, błagam was, przyjmijcie mnie za swoje dziecko, a chwała, jaką z waszą pomocą pozyskam, będzie waszą chwałą. Zechciejcie wysłuchać moją modlitwę; wiem, że jest ona zuchwała, ale mimo to ośmielam się was prosić, byście mi wyjednali waszą podwójną miłość (św. Teresa od Dz. Jezus: Dzieje duszy, r. 9; Rps B f0 4r). o. Gabriel od św. Marii Magdaleny
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXXII niedziela zwykła Życie jest większe od wszelkich naszych przemądrzałych spekulacji, od popularności, ideologii i misternie skonstruowanych systemów pojęć. Czasem wydaje się nam, że żyjemy, a tak naprawdę spętaliśmy życie w sieć nazw. Cieszy nas ich brzmienie: profesor, prezes, gwiazda, zwycięzca. Niektórzy tak oderwali się od życia, że dopiero wzmianka w gazecie przekonuje ich, że zaistnieli. Tymczasem to „Bóg jest Bogiem żywych” i tylko wracając do Niego, wracamy naprawdę do życia. o.W.Cz.OP Bóg jest Bogiem żywych Sprawa zmartwychwstania i życia wiecznego to niewątpliwie najważniejszy problem każdego człowieka, chociaż niekoniecznie najbardziej aktualny. I dlatego zajmujemy się nim raczej rzadko. Ale refleksja na ten temat jest nieuchronna, bo każdy musi jakoś uporać się z pytaniem: co dalej, co po mojej śmierci? Odpowiedzi są różne: każda filozofia i religia coś proponuje, mniej lub bardziej prawdopodobnego. Każdy też w coś wierzy, nawet i w wierutne bzdury, bo w tej kwestii umusł nie znosi pustki! I dlatego, żeby nie wierzyć w byle co, żeby nie błądzić po manowcach rozmaitych teorii, filmowych skojarzeń, pseudopsychologicznych doświadczeń, trzeba zbadać, co na ten temat mówi Chrystus i jaka jest wiara Kościoła. Nikt nie jest bardziej kompetentny. Człowiek jest istotą nieśmiertelną, chociaż każdy musi umrzeć. Ale śmierć jest tylko pewnym etapem, punktem zwrotnym w dziejach człowieka, który kończy jeden rodzaj egzystencji, a rozpoczyna drugi, nieznany. Tylko jeden jedyny Chrystus definitywnie przeszedł śmierć, zwyciężył ją i wrócił z jej królestwa. Sensacyjne rewelacje Moody’ego to tylko co najwyżej zapis majaczeń ludzkiej psychiki w stanie śmierci klinicznej, a nie żadna relacja z tamtego świata. Chrystus doskonale wie, co jest po śmierci, bo po pierwsze: jest Bogiem; po drugie: doświadczył śmierci osobiście, i to w najbardziej autentycznej i drastycznej postaci; po trzecie: zwyciężył śmierć. Dlatego Jego nauka na ten temat jest w pełni wiarygodna i trzeba by bardzo poważnych argumentów i dowodów, aby ją zakwestionować czy obalić. Czego zatem uczy Chrystus? Że na pewno istnieje przyszły świat i powstanie z martwych. A więc ludzkie pragnienie nieśmiertelności nie jest tylko mrzonką i wymysłem marzycieli, lecz faktem. Dalej uczy, że śmierć jest faktem bezwzględnie jednorazowym, czyli że teoria reinkarnacji jest sprzeczna z objawieniem Chrystusowym. Każdy człowiek żyje tylko jeden jedyny raz i właśnie to życie decyduje o naszej wieczności. Dlatego jesteśmy w sposób absolutny odpowiedzialni za to, jak to życie wykorzystamy. Każda nasza teraźniejsza decyzja, rzutuje jakoś na całą wieczność – trzeba więc uważać, co się wybiera. Każda chwila życia jest bezpowrotna i nieodwracalna, więc trzeba uważać, by jej nie zmarnować. Po trzecie: życie przyszłe będzie zupełnie inne, niż to obecne. Chociaż będzie zachowana tożsamość osób, to jednak natura naszego człowieczeństwa zostanie przemieniona. Dokona się to w chwili powszechnego zmartychwstania. Po zmartwychwstaniu otrzymamy zupełnie inne, nowe życie. Będzie ono całkowicie wolne od doczesnych ograniczeń, trosk, ułomności. Miłość odzyska swój pełny, duchowy kształt i harmonię. Będziemy także mogli oglądać Boga twarzą w twarz – jak aniołowie. Właśnie to „oglądanie”, bliskie i bezpośrednie obcowanie z Bogiem, będzie należało do istoty zbawienia. Bóg jest Bogiem żywych, więc na pewno zatroszczy się o pełnię życia dla nas. I choć nie wiemy jeszcze, jak ta pełnia będzie wyglądać, możemy być pewni, że przejdzie nasze najśmielsze oczekiwania. Dlatego nie wolno narzucać swoich doczesnych wyobrażeń na życie przyszłe, lecz cierpliwie czekać, co Bóg dla nas przygotował. Na pewno oko tego nie widziało ani ucho nie słyszało. Natomiast w chwili obecnej najważniejsze powinno być dla nas pytanie: jak żyć, żeby podobać się Bogu, żeby iść Jego drogą, która zaprowadzi nas do wieczności. ks.M.P. Magazyny i świątynie Potrzebne są magazyny. Trzeba je wznosić i wypełniać towarami. Biada jednak ludziom, których życie będzie nastawione wyłącznie na troskę o magazyny. Rozrastać się będą ich brzuchy, a karłowacieć serca. Do zachowania równowagi w życiu potrzebna jest troska nie tylko o magazyny, lecz i o świątynie. Magazynów potrzebuje ciało, duch natomiast potrzebuje świątyni. Mimo mocnego nurtu laicyzacji, najpiękniejszymi budowlami świata pozostają nadal świątynie. Często istnieje nawet olbrzymia dysproporcja między wartością i wystrojem domów mieszkalnych w danej parafii a jej świątyni. Ci sami parafianie, którzy skromnie mieszkają, swą świątynię budują z rozmachem i ozdabiają z przepychem. Nikt mądry nie będzie tego ganił. Taka jest potrzeba ducha. Tam gdzie on wchodzi, by odpocząć, by wzrastać, by spojrzeć w inny świat — musi być zupełnie inaczej niż w zwykłym domu. Świątynia to dom modlitwy — miejsce spotkania z Bogiem żywym. W niej dochodzi do podłączenia ludzkiego serca do źródła Bożej energii. W niej duch się karmi. Świątynia to świętość. Jezus nigdy w tak ostrej formie nie zareagował na żaden grzech, jak na bezczeszczenie świątyni. Uniesiony świętym gniewem, cichy Baranek z biczem w ręku, wypędza tych wszystkich, którzy zamienili świątynię w jaskinię zbójców. Chodziło o ludzi, którzy nie dostrzegali religijnej wartości świątyni. Nie dość im było rynku i placów targowych, nie dość sklepów i straganów w Jerozolimie, swoje światowe interesy przenieśli w mury świątyni. Uczynili z niej jeszcze jeden plac targowy, a więc plac tego świata. Zlekceważenie świętości świątyni to poważne zagrożenie życia religijnego. Świątynia bowiem stanowi zewnętrzny znak wartości religijnych, i to znak o charakterze społecznym. Im większa troska o sakralny charakter domu Bożego, tym łatwiej w danej wspólnocie parafialnej zachować i rozwijać życie religijne. Stąd też odpowiedzialność za szacunek dla świątyni i odpowiednie zachowanie w obrębie jej murów spoczywa nie tylko na kapłanach, lecz na każdym wierzącym człowieku. Ewangelia wzywa do dziękczynienia za wszystkie świątynie i tętniące w nich życie. W najbliższym tygodniu trzeba jakby na nowo dostrzec to, czego na co dzień nie widzimy. Trzeba z miłością spojrzeć na nasze parafialne świątynie i podziękować Bogu za ich wspaniałość i piękno. Trzeba podziękować za świeże kwiaty stojące na ołtarzu i ręce, które piorą i prasują obrusy, za pachnący dym kadzidła i jasno palące się świece. Trzeba sercem usłyszeć dźwięk dzwonów zwołujących święte zgromadzenie i z radością spojrzeć na ludzi wędrujących w niedzielę do kościoła. Trzeba podziękować za tabernakulum, w którym cierpliwie czeka zmartwychwstały Chrystus, za każdą Mszę świętą sprawowaną na terenie parafii i każde kolano zgięte z szacunkiem w czasie podniesienia. Trzeba po prostu podziękować Bogu za to, że nasze świątynie żyją. Trzeba to dostrzec i wspólnie na całej polskiej ziemi zaśpiewać Bogu dziękczynną pieśń za każdą świątynię — tę najmniejszą i największą, najuboższą i najbogatszą, tę, która liczy już tysiąc lat, i tę, w której odprawia się po raz pierwszy święta Ofiara. Uroczystość poświęcenia świątyni jest doskonałą okazją nie tylko do refleksji nad rolą świątyni w życiu religijnym, lecz również do dziękczynienia za bogactwo i piękno życia naszych kaplic, kościołów i katedr. Spotkanie z Bożymi bohaterami Sceny z Księgi Machabejskiej mówiące o wierności Żydów Boskiemu prawu i cenie, jaką płacili za jego przestrzeganie, należą do opowieści o charakterze budującym. Trudno dziś po latach powiedzieć, ile w nich jest realizmu, a ile literackiego retuszu, ale cel tych opowieści o bohaterach jest czytelny. Chodzi o jednoznaczne ukazanie, na podstawie przykładów, tej postawy, jaką winien zająć każdy człowiek stojący przed wyborem między życiem a zachowaniem Bożego prawa. Rzecz jasna, ukazywanie bohaterów bez skazy, a o takich mówi autor Księgi Machabejskiej wskazując na matkę i jej siedmiu synów, ma swoje niebezpieczeństwo. Wysokie wymagania, jakie stawiają ci bohaterzy, niejednego czytelnika mogą załamać, zniechęcić, nabawić kompleksów. Może nie zawsze dostatecznie szeroko ukazuje się ową panoramę dramatów wielu ludzi załamanych, zniszczonych, niewiernych. Ludzi małych, zdradzających Boga i Jego prawo, zdradzających Kościół, przyjaciół... Procent bohaterów bez skazy jest zawsze niewielki. Więcej jest tych, którzy płacą wysoką cenę za godziny swej słabości i odkrywają wielkość Bożego prawa przez łzy goryczy płynące z powodu jego naruszenia. Obserwując jednak programy telewizji, kin, video-kaset ze zdumieniem odkrywamy, że bohaterów na miarę tych, o których mówi Księga Machabejska, prawie w ogóle nie ma. Komisarze policji, specjaliści z wywiadu to nie bohaterzy. Zresztą prawie żaden z nich nie broni Bożego prawa. Ścigają przestępców, ale czynią to najczęściej w imię prawa ludzkiego, które nierzadko osłania przestępczy świat. To jest pokarm, którym karmi się rzesze widzów czy czytelników. I tu powstaje pytanie zasadnicze: Kogo można wychować na takim pokarmie? Jaki jest zasadniczy cel podawania tłumom takiego pożywienia? Dziś doskonale wiadomo, jak ważny dla zdrowia i rozwoju organizmu jest zestaw pokarmów. Wystarczy, jeśli w wodzie zabraknie niewielkich ilości soli mineralnych czy potrzebnych związków magnezu, potasu, a organizm ciężko choruje. To w tym kontekście trzeba odczytać fragmenty Biblii mówiące o bohaterskiej postawie ludzi stojących zdecydowanie po stronie Bożego prawa. Kościół wiedział, jaką rolę w rozwoju duchowym człowieka spełnia literatura budująca. Czasem ona miała formy prymitywne, wystarczy wspomnieć pewne apokryfy z serii Dziejów Apostolskich czy legendarne opisy bohaterskiej postawy męczenników. Ale w tych opisach jest zawarty jakiś procent duchowych minerałów, które są potrzebne do prawidłowego rozwoju człowieka. Św. Brat Albert również odkrył w pełni zdrowie duchowe, gdy zaczął czytać głębiej pisma św. Jana od Krzyża, św. Franciszka z Asyżu, gdy zapoznał się dokładniej z dziełem św. Wincentego Ć Paulo. A przecież są to wszyscy idealni bohaterowie Ewangelii. Człowiek, chcąc żyć, musi sięgać po pokarm, w którym znajdują się wszystkie potrzebne do życia elementy. Chcąc żyć duchowo, musi sięgać po spotkanie z bohaterami na miarę matki synów z Machabejskiej Księgi. Kto zaś zasmakuje w obcowaniu z literaturą mówiącą o bohaterach Starego i Nowego Przymierza, o bohaterach Ewangelii, tych sprzed wieków i tych współczesnych, już nie poświęci nigdy czasu na to, by ubiegać się o szklankę mętnej wody sprzedawanej przez świat. On czuje się jak wędrowiec, który zamieszkał w oazie, mając do dyspozycji źródlaną wodę i smaczne owoce z rosnących wokół źródła drzew. Mądrość wzywa do kontrolowania jadłospisu zarówno tego, który decyduje o wzroście i zdrowiu naszego ciała, jak i tego, który umożliwia rozwój naszego ducha. Trzeba bacznie obserwować, czym nas karmi świat i czym pragnie nas karmić Bóg. Św. Brat Albert jako artysta, znawca pokarmu dla ducha, może tu być przewodnikiem. On lepiej niż inni zrozumiał, że kontakt z bohaterami Ewangelii jest nieodzownie potrzebny do rozwoju ludzkiego serca. ks.E.S. O Panie, Ty nie jesteś Bogiem umarłych, lecz żywych (Łk 20, 38) Tematem dzisiejszej liturgii jest zmartwychwstanie umarłych. W Starym Testamencie prawda ta pozostaje raczej w cieniu; dopiero w późniejszym czasie występuje jasno — u proroka Daniela (12, 2-3) i w Księdze Machabejskiej. Dzisiaj pierwsze czytanie (2 Mach 7, 1-2. 9-14) przytacza właśnie najpiękniejsze słowa wypowiedziane na ten temat przez siedmiu braci Machabeuszów, gdy szli na męczeństwo. Nie chcieli ulec przemocy króla pogańskiego prześladującego Żydów i zmuszającego ich, pod karą śmierci, do przekroczenia prawa Mojżeszowego. A kiedy już ich ciało było wycieńczone cierpieniami, oświadczają z całą pewnością, że posiądą je kiedyś wzbudzone do życia wiecznego. „Z nieba te członki otrzymałem — oświadcza jeden — ale dla Jego praw nimi gardzę, a spodziewam się, że od Niego ponownie je otrzymam” (tamże 11). A drugi: „Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego” (tamże 9). Nie brak również wspomnienia o powszechnym zmartwychwstaniu, choć inny będzie los sprawiedliwych, inny zaś bezbożnych. „Dla ciebie — powiedział jeden z siedmiu zwracając się do tyrana — nie ma wskrzeszenia do życia” (tamże 14). Wiara w zmartwychwstanie i życie wieczne musiała być bardzo mocna, skoro dawała tym młodzieńcom żydowskim siłę do poniesienia śmierci w nadziei zmartwychwstania. W czasach Jezusa zmartwychwstanie umarłych było już prawdą wiary całego judaizmu, odrzucała ją jedynie sekta saduceuszów. Ewangelia dzisiejsza (Łk 20, 27-38) przytacza dziwne pytanie, jakie postawili Jezusowi, aby wydrwić wiarę w zmartwychwstanie. Mówią o kobiecie, która pozostała wdową po siedmiu braciach: „Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną?” (tamże 33). Pytanie dało Panu sposobność wyjaśnienia — przeciw ich prostackiej mentalności — że życie zmartwychwstałych będzie całkiem odmienne od życia na ziemi. Oni „ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania” (tamże 35-36). Zmartwychwstali powrócą do swojego ciała, lecz ono zostanie uwielbione i nie będzie już podlegało prawom fizycznym. Jako nieśmiertelni nie będą potrzebowali już małżeństwa, aby zapewnić zachowanie rodzaju ludzkiego. Życie ich będzie podobne do życia aniołów i jak aniołowie staną się „dziećmi Bożymi”. Łaska przybrania, jaką otrzymali w zarodku na chrzcie, osiągnie swój pełny rozwój ogarniając całego człowieka, a zatem również i ciało, które zostanie przemienione. „Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem — mówi św. Paweł — zasiewa się zniszczalne — powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne — powstaje chwalebne; sieje się słabe — powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe — powstaje ciało duchowe” (1 Kor 15, 42-44), Jezus kończy swoją rozmowę z saduceuszami przypominając objawienie się Boga Mojżeszowi w krzaku ognistym, w którym dał się poznać jako „Jahwe”, czyli jako „Ten, który jest”, jako Bóg życia (Wj 3, 2-6). On — kończy Jezus — „nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją” (Łk 20, 38). Również ci, którzy dla nas już umarli, dla Niego żyją i kiedyś wszyscy zmartwychwstaną. Jezus sam powiedział o sobie: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11, 25). On, sprawca życia wiecznego dla tych, którzy wierzą w Niego, jest również sprawcą ich zmartwychwstania. W Chrystusie zmartwychwstałym cały człowiek został zbawiony, dlatego również materia jest po zmartwychwstaniu uwielbiona. Liturgia, ukazując wiernym pocieszającą prawdę o wiecznym zmartwychwstaniu, wzywa ich, aby żyli z sercem zwróconym ku czekającej ich chwale, aby czyniąc dobrze dostąpili w dzień ostatni zmartwychwstania do życia, a nie potępienia (J 5, 29). Daj nam, o Boże, aby nasza ojczyzna była w niebie, stamtąd oczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, jako Zbawcy, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On wszystko, co jest, sobie podporządkować (św. Paweł: List do Filipian 3, 20-21). Dusze sprawiedliwych są w Twoim ręku, o Boże; nie dosięgnie ich męka. Zdawało się oczom głupich, że pomarli... a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, ponieważ Ty, o Boże, doświadczyłeś ich i znalazłeś ich godnymi siebie. Doświadczyłeś ich jak złoto w tyglu i przyjąłeś ich jak całopalną ofiarę... Ci, którzy Tobie zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Tobie trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Twoich wybranych. Bezbożni poniosą karę według swych zamysłów, bo wzgardzili sprawiedliwymi i odstąpili od Ciebie, Panie... Nadzieje ich płonne, wysiłki bezowocne, bezużyteczne ich dzieła... Wspaniałe są owoce dobrych wysiłków, a korzeń mądrości nie usycha (Księga Mądrości 3, 1-6. 9-11. 15). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXXIII niedziela zwykła Nie muszą to być od razu „straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie”, ale czujemy się czasem, jakby nasz świat się zachwiał i uciekł nam spod nóg. To, co miało być trwałe, okazało się kruche, to, w czym pokładaliśmy nadzieję, boleśnie nas zawiodło. Nie wszystko można kupić i nie zawsze wystarcza nasza zaradność i inteligencja. Wiara jest poszukiwaniem prawdziwej trwałości. Jest wytrwałym dążeniem, do Tego, który Trwa. o.W.C. OP „...żeby was nie zwiedziono!” Sceny i znaki, przedstawione przez Jezusa, zostały od razu zrozumniane jako zapowiedź końca świata, albowiem bez Świątyni jerozolimskiej, Żydzi nie wyobrażali sobie życia. Byli z niej dumni, uważali ją za dom Boży i za gwarancję Bożego błogosławieństwa. Bład polegał na tym, że w którymś momencie uznali, że Świątynia sama przez się ma im zapewnić poczucie bezpieczeństwa, że nie wiara i zaufanie do Boga, lecz sam fakt istnienia Świątyni, jest najważniejszy. Na tym polegał tragizm Żydów, i nie tylko ich, że środek uznali za cel, że symbol pomylili z tym, co ma on symbolizować. Ostatecznie więc ufność pokładali nie w samym Bogu, lecz w dziele swoich rąk, które z Bogiem utożsamili. Tymczasem tylko żywa, autentyczna wiara daje człowiekowi przystęp do Boga i gwarancję Jego opieki. Bez wiary, ani Świątynia, ani kościoły, ani obrazy święte, ani nawet modlitwa i sakramenty, nie mają zbawczego znaczenia. Trzeba o tym pamiętać, by nie wpaść w pułapkę formalizmu lub „magizmu” religijnego. Być może o tym myślał Jezus, kiedy przestrzegał przed zwodzeniem i oszustwami religijnymi. Polegają one na tym, że ludzie, w imieniu Boga, szafują na prawo i lewo zwodniczymi obietnicami, rzekomymi objawieniami, fałszywymi interpretacjami Słowa Bożego, cudami. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, w dobie New Age, niezliczonych ilości sekt, powiązanych z miliardowymi interesami, w dobie nihlistycznych filozofii, ludobójczych ideologi, fałszywego mistycyzmu, łatwo jest zatracić wiarę i rozeznanie. Zresztą nie tylko dziś grozi światu zamęt religijny: zawsze tak było, choć nie z wykorzystaniem takich możliwości technicznych jak obecnie. Ale nie w technice rzecz, lecz w oszustwie. Bowiem wszystkie te ideologie i środki mają służyć tylko jednemu: oszukaniu człowieka, odciągnięciu go od Boga i zagarnięciu w niewolę. Łatwo tego dokonać, gdy zamiast wiary, czyli osobistej więzi z Bogiem, człowiek jest przywiązany do swoich wyobrażeń Boga. Wyobrażenia te łatwo się wypaczają wskutek ignorancji religijnej: braku więzi z Kościołem i nieznajomości Biblii. Jezus kładł wielki nacisk na nauczanie i trwanie we wspólnocie. Sam osobiście i przez swoich uczniów, gro czasu poświęcał na głoszenie kazań, wyjaśnianie Bożego prawa, uczenie modlitwy. Mnóstwo czasu spędzał z Apostołami i uczniami na wyjaśnianiu swojej nauki. Gdy obiecywał Ducha Świętego, to najpierw po to, aby umożliwić i zagwarantować Kościołowi wierność prawdzie. Wiedział bowiem, że od prawidłowego myślenia zależy prawidłowe postępowanie. Prawda może przetrwać tylko we wspólnocie ożywianej przez Ducha Świętego. Wierność prawdzie jest bardzo trudna w pojedynkę, gdy człowiek jest zdany tylko na siebie. Wspólnota ludzi tak samo myślących i czujących, mających do siebie zaufanie, polegających na sobie, daje człowiekowi siłę. To jest pierwsze zadanie Kościoła: gromadzić ludzi w jedno, by dać im siłę. Ale nie siłę polityczną czy społeczną, lecz siłę wiary, modlitwy, braterstwa, wierności. Nie jest to siła skierowana przeciwko komukolwiek, lecz ku Bogu, ku prawdzie i dobru. Nie przypadkiem większość apokaliptycznych znaków zapowiadających czasy ostateczne, polega na zniszczeniu relacji między ludźmi i narodami, na wprowadzeniu nieufności i nienawiści w rodzinach, społecznościach, narodach. Ratunek jest tylko w wierności prawdzie i w miłości, a Kościół jest po to, aby nas w tym wspomagać. Wykorzystajmy tę szansę! ks.M.P. „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono” Ciekawe są liczne ostrzeżenia Jezusa, które w formie upomnień kieruje do Apostołów. Warto pod tym kątem przeczytać Ewangelię. Przestrogi te są znakiem wielkiej troski Mistrza z Nazaretu o dobro swoich uczniów. Znając doskonale różne niebezpieczeństwa, jakie czyhają na drodze rozwoju życia religijnego, Jezus jasno przed nimi przestrzega. Jedno z tych ostrzeżeń wzywa do opanowania sztuki rozróżnienia między prawdziwymi i fałszywymi nauczycielami religii, a co za tym idzie, dostrzeżenia różnicy między autentyczną i fałszywą religijnością. Niebezpieczeństwo wejścia na fałszywą ścieżkę życia religijnego jest znacznie poważniejsze, niżby się wydawało, i w równej mierze zagrażało chrześcijanom czasów apostolskich jak i naszego wieku. Po roku 150, zwłaszcza na terenie Małej Azji, przybrało formę wręcz dramatyczną. Pojawiło się wówczas wielu fałszywych proroków, którzy pociągnęli za sobą tłumy wiernych, doprowadzając wprost do obłędnego wyczekiwania na rychły koniec świata. Ich słuchacze porzucali domy, pola, warsztaty pracy i czasem dużymi gromadami udawali się na pustynię, oczekując powtórnego zjawienia się Chrystusa. A skoro przepowiednie fałszywych proroków się nie zrealizowały, wracali zawiedzeni, rozgoryczeni, a nierzadko zupełnie zniechęceni do życia religijnego, wystawiając zarówno chrześcijaństwo, jak i siebie na pośmiewisko swego środowiska. Trzeba było dużego wysiłku Urzędu Nauczycielskiego ówczesnego Kościoła, by ten ruch, prowadzący ludzi na manowce, opanować i ustawić na pewnej ewangelicznej drodze. Czym ludzie kierują się, słuchając fałszywych proroków, powołujących się na prywatne objawienia, nadzwyczajne przeżycia i różne znaki, którym nadają charakter religijny? U podstaw leży błędne przekonanie, że z religią mamy do czynienia tam, gdzie dokonują się rzeczy niezwykłe. Stąd też wielu ugania się w poszukiwaniu „cudów” i „objawień” — a nie prawdy. Jest rzeczą znamienną, że znacznie łatwiej zgromadzić ciekawskie tłumy, żądne sensacji, przy kłamstwie ukrytym w kolorowym opakowaniu, niż przy czystej prawdzie. Z tego też względu sam Bóg niechętnie posługuje się nadzwyczajnymi znakami. Można to obserwować w zachowaniu Jezusa, który denerwuje się, gdy widzi, że ludzie wędrują za Nim nie dla prawdy, którą głosi, lecz dla cudów, jakie czyni. Prawdziwa religijność oparta jest na odkrywaniu śladów działalności Boga w stworzonym przez Niego świecie. O Jego mądrości i potędze mówi tajemnica kosmosu, atomu, żywej komórki, pracy serca, miłości łączącej ludzi. To są zdumiewające dzieła Boga, pozostające w zasięgu naszej ręki. Księga natury stanowi elementarz życia religijnego i trzeba poświęcić całe życie, by nauczyć się ją czytać i śpiewać zawarty w niej hymn uwielbienia Boga. Ten, kto opanował tę sztukę, nie będzie biegał za pseudoobjawieniami i pseudocudami. Każdy kwiat, kropla rosy błyszcząca w słońcu, każdy płatek śniegu będzie mu mówił o obecności i mądrości Boga. Chrystus ostrzega przed fałszywymi prorokami, którzy z reguły lekceważą doczesność i nie umieją połączyć nieba z ziemią, spraw ludzkich ze sprawami boskimi. Autentyczna religijność kroczy zawsze tą najtrudniejszą drogą harmonii doczesności z wiecznością. Każde przeakcentowanie w jedną lub drugą stronę prowadzi na manowce życia religijnego. W długiej historii Kościoła zawsze pojawiali się fałszywi nauczyciele i zwodzili wielu. Ostrzeżenie Jezusa: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono” jest aktualne i w naszych czasach. Czy jesteś gotów? Znane nam wszystkim przysłowie mówi, że ciekawość jest najkrótszą drogą do piekła. Jest w tym coś z racji. Ciekawość bowiem przesuwa uwagę człowieka z tego, co istotne, ważne, zasadnicze, na to, co budzi sensację, jest zagadką, a często dotyczy spraw marginalnych, nieważnych. Iluż to ludzi zastanawia się i martwi, czy ci, którzy nigdy nie słyszeli Ewangelii, będą zbawieni. A przecież to sprawa Boga, który chce zbawić wszystkich, i Jemu należy ją zostawić. My mamy się zająć tym, co dla nas jest ważne, naszym własnym zbawieniem. Ciekawość może nas doprowadzić do bólu głowy o zbawienie innych, a zasłonić to, co jest istotne dla naszego zbawienia. Ileż ksiąg już napisano, ilu ludzi zostało zaangażowanych w dyskusję, czy dziecko nienarodzone, zamordowane przez własną matkę, będzie zbawione. Objawienie o tym milczy. I słusznie. Bóg powiedział, że nie należy zabijać, lecz urodzić, ochrzcić i wychować. Jeśli Go ludzie nie słuchają, sami stawiają się w kłopotliwej sytuacji. Wiemy, że człowiek odrzucający chrzest nie może być zbawiony. Czy istnieje jakaś inna furtka dla zbawienia nieochrzczonych dzieci, tego nie wiemy. Ta niepewność dla rodziców zabijających swe dziecko jest częścią kary. Bóg tego nam nie objawił, bo celem Bożego Objawienia nie jest zaspokojenie naszej ciekawości, lecz pouczenie nas o tym, co istotne. Takim ciekawym pytaniem jest również to, które postawili Chrystusowi Apostołowie. Pytanie o datę końca świata i towarzyszące mu znaki. Jezus odpowiedział, że koniec świata będzie. On objawi się z mocą wielką i majestatem. Ale kiedy to będzie, to dla nas nie jest ważne. Chrześcijanin powinien żyć tak, aby w każdym momencie był gotów na spotkanie z Bogiem i na sąd. Nie pytajmy już zatem, kiedy? Pytajmy siebie, czy jesteśmy gotowi na sąd teraz, w tym momencie... Kto z nas tu zebranych jest gotów na śmierć? Za chwilę Chrystus zaprosi nas na spotkanie. Ten, kto będzie gotów, podejdzie. Jeśli jesteśmy gotowi przyjąć Komunię świętą, jesteśmy również gotowi na śmierć i sąd. ks.E.S Pan będzie sądził świat sprawiedliwie (Ps 98, 9) Liturgia omawiając w ubiegłą niedzielę temat wskrzeszenia umarłych, kierowała myśl do rzeczywistości ponadziemskich. Dzisiaj postępuje w tym samym kierunku i zatrzymuje się na „dniu Pańskim”, kiedy — na końcu czasów — Chrystus powróci „w chwale sądzić żywych i umarłych” (Wierzę). Prorok Malachiasz (3, 19-20; I czytanie) ukazuje to w jaskrawych barwach: „Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień” (tamże 19). Obrazy, które mało podobają się współczesnej umysłowości, wyrażają jednak wielką prawdę. Chociaż w obecnym życiu często tryumfuje zło, a ci, którzy szydzą z Boga, żyją dostatnio i wygodnie, to przyjdzie czas, w którym sam Bóg odmierzy każdą rzecz sprawiedliwie. „Wtedy zobaczycie różnicę między sprawiedliwym a krzywdzicielem, między tym, który służy Bogu, a tym, który Mu nie służy” (tamże 18). Każdego spotka los, jaki sobie przygotował swym postępowaniem; w ten sposób, jeśli dla bezbożnych dzień sądu będzie jak ogień pożerający, to dla sprawiedliwych stanie się objawieniem miłosierdzia Bożego. „Będę dla nich łaskawy — mówi Pan — jak jest litościwy ojciec dla syna, który jest mu posłuszny” (tamże 17). Jest to delikatne wyrażenie, które ujawnia ojcowską dobroć Boga. Nagradza On ponad wszelką zasługę tych, którzy Go miłują. Dla nich to „wzejdzie słońce sprawiedliwości” (tamże 20). Chrystus Pan, który oświeciwszy świat, by prowadzić go drogami dobra i pokoju (Łk 1, 79), powróci, aby przyjąć do swojej chwały wiecznej tych wszystkich, którzy szli za jego światłem. Ewangelia (Łk 21, 5-19) podaje wyjątek z eschatologicznego przemówienia Jezusa, w którym przepowiednia wydarzeń, jakie poprzedzą koniec świata, przeplata się z przepowiednią wydarzeń, mających poprzedzić upadek Jerozolimy i zniszczenie świątyni. Pan mówi przede wszystkim o ukazaniu się wielu, którzy wystąpią w Jego imieniu, głosząc fałszywą naukę i fałszywe przepowiednie. „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono... nie chodźcie za nimi” (tamże 8). Zniekształcanie prawdy jest bardzo zdradliwym niebezpieczeństwem. Należy być ostrożnym i umieć rozróżniać; tego, kto sprzeciwia się Pismu świętemu, kto nie jest z Kościołem, z Papieżem, nie wolno słuchać. Jezus zapowiada następnie „wojny, przewroty... trzęsienia ziemi, głód i zarazę” (tamże 9-10). Historia każdej epoki zapisuje klęski tego rodzaju; dlatego byłoby zuchwalstwem dopatrywać się w nich — jak i w mnóstwie fałszywych proroków — znaku zbliżającego się końca. Sam Jezus przepowiadając te rzeczy rzekł: „nie trwóżcie się... nie zaraz nastąpi koniec” (tamże 9). Wydarzenia te „muszą jednak nastąpić” (tamże); według planu Bożego ich zadaniem jest przypominanie ludziom, że tutaj na ziemi wszystko przemija, wszystko jest w drodze ku „nowemu niebu i ziemi nowej, w których będzie mieszkała sprawiedliwość” (2 P 3, 13), a sprawiedliwi będą uczestniczyli na wieki w chwale swojego Pana. Podobnie należy patrzeć na prześladowania, jakie w każdym czasie dotykają Kościół, nie są one dla zguby, lecz dla dobra wierzących, by oczyścić i umocnić ich wiarę. „Będzie to dla was sposobność — mówi Jezus — do składania świadectwa” (Łk 21, 13). Dlatego zakończenie tego wyjątku jest nie tylko pogodne, lecz i pełne ufności. Jezus zachęca swoich uczniów, aby się nie przejmowali nawet wówczas, gdy zostaną uwięzieni, ciągani przed sądy, prześladowani przez przyjaciół lub krewnych, stając się dla wszystkich przedmiotem nienawiści. On będzie czuwał nad nimi, i jeśli dla Jego imienia muszą utracić życie, zyskają je w wieczności. „Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie” (tamże 19). Nie przez troskę ani protesty, nie przez spory odniesie się zwycięstwo, lecz strzegąc wytrwale wierności Chrystusowi, ufając Mu mimo szalejących burz. O Panie, prawdziwy mój Boże, kto Ciebie nie zna, nie miłuje Ciebie! O, jakże to wielka prawda, lecz biada, Panie, tym, którzy Ciebie znać nie chcą! Jak straszna będzie dla nich godzina śmierci!... Często rozmyślam o tym, Chryste mój, jak słodkim, jak zachwycającym wejrzeniem oczy Twoje spoczywają na duszy, która Ciebie miłuje, i na którą Ty, Dobro moje, raczysz spoglądać z miłością. Jedno takie wejrzenie, taką słodką radością napełniające duszę, którą przyjąłeś za swoją — sądzę, że starczy za sowitą nagrodę po najdłuższych latach służby Tobie. O wielki Boże, jak trudno dać pojęcie ludziom o tym, jak słodki jest Pan! O chrześcijanie, chrześcijanie, pomnijcie, że ten wielki Bóg raczył was przybrać za braci! Poznajcież Go, nie lekceważcie Go, bo jak wejrzenie Jego pocieszające jest dla miłujących Go, tak płonie straszliwą zapalczywością dla tych, którzy Go prześladują. O, czemuż tego zrozumieć nie chcemy, że grzech jest otwartą walką przeciw Bogu, walką wszystkich zmysłów i wszystkich władz duszy? Im większą mają w kimś te władze bystrość i siłę, tym większą przez grzech wyrządzają zdradę swemu Królowi... Ulecz, o Boże mój, tak wielki nierozum i ślepotę! (sto. Teresa od Jezusa: Wołania duszy do Boga 14, 1-2. 4). Daj nam, Panie, abyśmy byli nieustannie wierni naszym obowiązkom chrześcijańskim, abyśmy tylko w Twojej służbie, która jest źródłem wszelkiego dobra, mogli kosztować pełnego i trwałego szczęścia (Mszał Polski: kolekta). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
XXXIV niedziela, Chrystusa Króla Wszechświata Król – to archaiczne słowo. Kojarzy nam się z bajkami albo z lekcją historii, gdy trudno spamiętać skomplikowane koligacje i daty kolejnych bitew. Jezus jest innym Królem. Nie tylko nie zdobywa, ale nie wybawia nawet sam siebie. Przyszedł, „aby dać świadectwo prawdzie” (J 18,37). Kiedy zmęczeni naszym zakłamaniem pragniemy wreszcie prawdziwego życia, On uwalnia nas od wszelkiej ułudy grzechu. I wtedy jest Królestwo. Trwa, niewidoczne dla reporterów i komentatorów życia politycznego, bo nie jest z tego świata. o. Wojciech Czwichocki OP „Jeśli jesteś Królem...” Ten krótki, ale bardzo bogaty w treść fragment Ewangelii na Uroczystość Chrystusa Króla, stanowi wspaniałe zamknięcie i streszczenie całej Ewangelii Łukasza. Opowiadanie o przebaczeniu i zbawieniu skruszonego łotra w praktyczny i rzeczywisty sposób ilustruje to, co Jezus głosił przez całe swe życie. Stanowi też najautentyczniejszy komentarz, jak należy rozumieć Jego królewską godność. Ale to już nie jest przypowieść, nie cud wywołany na oczach zachwyconych tłumów, nawet nie spór z faryzeuszami o władzę odpuszczania grzechów, lecz straszliwa agonia na krzyżu. W takiej sytuacji każdy gest człowieka, każda myśl i odruch, nabiera nieskończonej wartości i znaczenia. To, jak człowiek umiera, stanowi potwierdzenie bądź zaprzeczenie tego, co w życiu głosił, robił, do czego dążył. Śmierć jest najlepszym sprawdzianem wartości życia i świadectwem jego prawdy. Chyba w żadnym momencie Chrystus nie potwierdził wyraźniej i z większą mocą tego, co głosił, jak właśnie na krzyżu. I w tym momencie najbardziej zajaśniała Jego królewska godność i władza. Jakże inne to królowanie od władzy, której rozmaite próbki i przykłady pamiętamy z niedawnej kampanii wyborczej. Pierwszym i najważniejszym jego przejawem jest wierność. Nie jest sztuką sprawować władzę w luksusie, w całym majestacie prawa i popularności, z pomocą sprawnego aparatu wykonawczego, pełnego budżetu, środków przekazu gotowych na każde skinienie. Łatwo jest wtedy obiecywać, zarządzać, kierować. Ale wypełniać swe zobowiązania, gdy jest się pozbawionym wszystkiego: dobrego imienia, głosu, sił, nawet ruchu – to już nie każdy by potrafił. I nie każdego byłoby stać na płacenie tak wysokiej ceny swej wierności. Drugim rysem królowania Chrystusa jest bezinteresowność. Chrystus nie tylko mówił, że władza jest służbą, ale pokazał to na własnym przykładzie. Gotów był służbę tę wypełnić do samego końca, rezygnując nie tylko z wygody, zaszczytów i sławy, ale także i z samego życia. W ten sposób Jezus udowodnił swą bezinteresowność: nie chciał panować dla osobistego zysku, nawet nie dla rozpropagowania swej nauki i idei, lecz żeby dać świadectwo prawdzie. Temu celowi podporządkował wszystko. Jakże inaczej rozumieją i traktują nieraz swoje stołki nasi politycy. Wreszcie wielkoduszność. Prawdziwy król potrafi być hojny i łaskawy dla swych poddanych. Ma gest, ale nie w wydawaniu społecznych pieniędzy dla pomnożenia swej chwały. Hojność Chrystusa i każdego władcy na Nim się wzorującego, polega na hojności wewnętrznej, wielko-duszności, wielkości ducha. I wcale nie jest najważniejsze, żeby dużo dawać, żeby być rozrzutnym, lecz żeby dostrzegać każdego potrzebującego, żeby być wrażliwym na potrzeby nawet tych najmniejszych, ostatnich poddanych. Władca musi mieć wiele pokory, żeby nie lekceważyć tych, którzy się tak mało liczą. To wszystko jest obecne w tym niepozornym geście przebaczenia skruszonemu łotrowi. Jezus mu przebaczył, bo był na prawdę królem, miał władzę ułaskawienia, zadecydowania o zbawieniu i wieczności. Ale żeby tej władzy użyć, żeby dar Jezusa mógł zostać przyjęty i wykorzystany, potrzebna jest wiara, czyli bezwarunkowe uznanie, że Jezus taka władzę posiada. Na pewno nie było łatwe rozpoznać Króla wszechświata na tronie z krzyża, w koronie z ciernia. My jesteśmy w o wiele lepszej sytuacji. Ale czy starczy nam pokory i rozsądku, aby Jego władzę uznać? Czy nie odwrócimy się plecami do krzyża, by wybrać sobie i pójść za swoim królem? Lecz dokąd nas taki poprowadzi? I co potrafi nam dać? ks. Mariusz Pohl Kanonizacja łotra Król wszechświata, jedyny Władca nieba i ziemi, ukrył blask majestatu swej chwały i stanął jako zwyczajny człowiek na palestyńskiej ziemi. Publicznie wyznał, że jest Królem i że królestwo Jego nie jest z tego świata. Ludzie Mu jednak nie uwierzyli. Koniecznie chcieli, by objawił swą moc jako władca tego świata, a gdy się im to nie udało, postanowili Go wyśmiać. Zamiast berła, włożono w Jego ręce trzcinę; zamiast złotej korony, cierniem zraniono Mu głowę; zamiast purpurowej szaty, łachman żołnierski narzucono na Jego zmasakrowane biczowaniem plecy; zamiast tronu — szubienica, a w miejsce asysty ustawiono dwu łotrów. Przegrał nawet licytację z mordercą. Tłum wyżej ocenił życie Barabasza niż swojego Króla. Fatalna pomyłka w dziejach świata. Oto dowód, jak ludzie nie umieją rozpoznać prawdziwej wartości człowieka, oto świadectwo, jak nie potrafią cenić tego, kto sprawiedliwy, dobry, święty. Tego typu pomyłki zdarzają się na przestrzeni wieków ciągle, ale żadna z nich nie jest tak przerażająca w swej wymowie jak ta na Golgocie. Rzecz znamienna, że jedynym człowiekiem, który w tym poniżeniu rozpoznaje w Jezusie Chrystusie godność prawdziwego Króla, jest wiszący razem z Nim łotr. Ich losy w ostatnich godzinach życia były bardzo podobne. Jeden i drugi otrzymał wyrok śmierci, jeden i drugi dźwigał swój krzyż na miejsce straceń, obaj przeżyli ból krzyżowania i obaj wyczekiwali na śmierć. Łotr, sam przeżywając potworne katusze, musiał jednak bacznie obserwować Chrystusa, skoro z wysokości swego krzyża dostrzega w Nim prawdziwego Króla. On jeden ocenia sytuację obiektywnie. Odkrywa ową fatalną pomyłkę, jaką popełnili sędziowie. Staje w obronie Chrystusa. Niewiele Mu może pomóc, bo sam ma ręce przytwierdzone do drzewa. Poprzestaje na upomnieniu swego kolegi, który umiera na trzecim krzyżu i szydzi z Chrystusa podobnie jak Jego wrogowie. Któż jednak będzie słuchał skazańca, nawet gdyby mówił prawdę. Ani on, ani jego słowa już się nie liczą. Łotr, świadom zbliżającej się śmierci, postanawia wykorzystać tę jedyną szansę, jaka mu zostaje, i pragnie zabezpieczyć swoją przyszłość. Skoro prawdziwy Król jest tak blisko, to warto poprosić o włączenie w Jego królestwo. Piękna jest ta jego prośba: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Odpowiedź Chrystusa jest jeszcze piękniejsza: „Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju”. Pierwsza kanonizacja na Ziemi. Zapewnienie samego Jezusa o wejściu łotra do nieba. Władcy tego świata za złe czyny postanowili go usunąć ze swego królestwa. W ostatnim momencie rozpoznał jednak w Chrystusie prawdziwego Króla i zatęsknił za przynależnością do Jego królestwa prawdy, sprawiedliwości i miłości. Był jednym z ostatnich ludzi, jacy na Ziemi rozmawiali z Mistrzem z Nazaretu. Obserwował dokładnie Jego śmierć, by wkrótce potem, przeżyć swoją własną. Traktował ją jak przekroczenie progu nowego świata. Wiedział, że Jezus dopiero co ten próg przekroczył i tuż za nim czeka na niego. Ileż nadziei jest zawarte w tej pierwszej kanonizacji. Jeśli łotr przez akt zawierzenia Jezusowi otrzymał prawo wejścia do nieba, to jest to możliwe dla każdego, nawet największego grzesznika. Wszystko zaś zależy od rozpoznania w Chrystusie prawdziwego Króla i od pragnienia należenia do Jego królestwa. Wieczne losy człowieka ważą się do ostatniego momentu jego życia na ziemi. Z Chrystusem wobec kryzysu Kaznodzieja odczytał fragment Ewangelii z szokującym oświadczeniem Chrystusa: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam” /Łk 12, 51/. Następnie krótko wyjaśnił, że Jezus w tych słowach wychodzi naprzeciw pragnieniom ludzkiego serca, tęskniącego za spokojnym życiem, i jakby uprzedza słuchaczy przed niepotrzebnym rozczarowaniem. Jego Ewangelia zakłada sytuacje kryzysowe. Nie chodzi w nich tylko o kryzys pustej kieszeni czy głodnego żołądka, lecz o kryzys samego serca. Jezus mówi o rozdarciu w rodzinie: ojciec przeciw synowi, córka przeciw matce. W grę zatem wchodzi kryzys jedności domu, tysiące razy boleśniejszy niż wszystkie kryzysy materialne. Kaznodzieja tłumaczył dalej, że w centralnym punkcie Ewangelii znajduje się najgłębszy kryzys Golgoty. To nie tylko ubóstwo umierającego na krzyżu skazańca, to nie tylko kryzys zaufania, w którym zawiedli przyjaciele, ale to dramatyczny kryzys ducha wołającego w niebo: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” /Mk 15, 34/. Jako chrześcijanie gromadzimy się przy ołtarzu, by ciągle na nowo uświadamiać sobie, że nie ma takiego kryzysu, z którego nie byłoby wyjścia. Dramat Golgoty przypomina tę właśnie pełną nadziei prawdę. Nawet tak trudna sytuacja nie musi zniszczyć ducha, przeciwnie może go umocnić i udoskonalić. Tryumf Wielkiej Niedzieli mówi o tym, jak w duchu Ewangelii kończy się kryzys Kalwarii. Syn Boga przybył na ziemię, by nam powiedzić: Nie bójcie się sytuacji kryzysowych, one mogą być dla was twórcze. To w nich wzrasta i doskonali się duch człowieka, jego wiara i jego miłość. Krótką homilię kaznodzieja zakończył słowami: Gdyby chrześcijanie w Polsce, świadomi trudnej sytuacji, potrafili do kryzysu podejść w duchu Ewangelii za kilkanaście lat świat z wielkim zdumieniem obserwowałby wielkość naszego ducha. Polacy w historii wielokrotnie udowodnili, że dobrze rozumieją podejście Jezusa i w chwilach wyjątkowo trudnych potrafią zmobilizować i udoskonalić swego ducha. Da Bóg, że i tym razem logika Ewangelii odniesie zwycięstwo i obecny kryzys zostanie wygrany zmartwychwstaniem naszego ducha. Po kazaniu celebrans wezwał do modlitwy wiernych. Kilku uczestników podchodziło do mikrofonu, by podać intencje. Jeden z nich w odpowiedzi na usłyszane słowo Boże sformułował ją w następujący sposób: „A my jednak, prosimy Cię Panie, by nie było kryzysów, rozdarć, niepokojów”. Wierni zgodnym chórem odpowiedzieli: „Wysłuchaj nas Panie”. Ta scena doskonale odpowiada naszej ludzkiej mentalności. Chrystus może mówić: „przyszedłem dać ziemi rozłam”, może swoim przykładem udowodnić, że „trzeba było, by Mesjasz cierpiał” i przez głęboki kryzys wszedł do swojej chwały, „a my jednak” mamy swoje własne zdanie na ten temat i nie zamierzamy słuchać Jezusa. W modlitwie, zamiast prosić o wygranie kryzysu i udoskonalenie w nim ducha, błagamy Boga, by pomógł nam w realizacji naszych wizji szczęśliwego życia na ziemi, wizji, w których jest dobrze, wygodnie i łatwo, wizji, które wykluczają możliwość zaistnienia kryzysu. Uroczystość Chrystusa Króla gromadzi nas na Golgocie. Miejsce klęski naszego Władcy. Zebrany tam wokół Niego tłum żądał sukcesu, wyjścia z tragicznej sytuacji, wybawienia z kryzysu. Król jednak dobrowolnie zszedł na samo jego dno, by po trzech dniach przez zmartwychwstanie wznieść się ponad wszelkie kryzysy tego świata. Wszedł w świat wiecznego dobra, bez jakichkolwiek kryzysów, ale takiego świata bez kryzysów nie stworzył w naszej doczesnej rzeczywistości. Wskazał jedynie, że w kryzysach można dostrzec i udoskonalić wyższe wartości. Idealnie wprost swoją tragiczną sytuację wykorzystał umierający u boku Chrystusa łotr. Sam wisząc na krzyżu, w obliczu śmierci, dostrzegł, że wartością zdolną uszczęśliwić człowieka nie jest spokojne życie na ziemi, lecz możliwość dotarcia do królestwa Bożego. Prosi więc Jezusa, by o nim nie zapomniał. Pierwszy święty kanonizowany przez samego Chrystusa mówi nam, w jaki sposób można wykorzystać sytuacje trudne. ks. Edward Staniek Wspomnij na mnie, Panie, w swym królestwie (Łk 23, 42) Rok liturgiczny zamyka uroczystość Chrystusa Króla, która jest ogólnym świętem tajemnicy wielkości Bożej i miłości nieskończonej. W temat wprowadza już pierwsze czytanie (2 Sm 5, 1-3), wspominając namaszczenie Dawida na króla i pasterza Izraelitów, Dawida, który jest proroczą figurą Chrystusa króla i pasterza wszystkich narodów. Temat ten rozwija drugie czytanie (Kol 1, 12-20), w którym św. Paweł wysławia królewską władzę Chrystusa i wylicza najbardziej znamienne Jego tytuły. Chrystus jest królem, ponieważ ma bezwzględne pierwszeństwo wobec Boga i wobec ludzi w porządku stworzenia i odkupienia. „On jest obrazem Boga niewidzialnego” (tamże 15), obrazem doskonałym i widzialnym, objawiającym Ojca: kto Jego widzi, widzi Ojca (J 14, 9). Jest „Pierworodnym wobec każdego stworzenia” (Kol 1, 15), a więc pierwszym w myśli i miłości Ojca, pierwszym przez swoją godność nieskończoną, stawiającą Go ponad wszystkimi stworzeniami, pierwszym, ponieważ „w Nim... przez Niego i dla Niego” (tamże 16) zostały stworzone wszystkie rzeczy, Bóg bowiem powołał je do istnienia przez Niego, swoje odwieczne Słowo. Całe stworzenie należy do Niego; On jest równocześnie Królem, który nim rządzi, oraz Kapłanem, który poświęca i składa ofiarę Ojcu na chwałę. Ponieważ jednak stworzenie zostało splamione grzechem, Chrystus, który je odkupił za cenę swojej krwi, jest także Jego Zbawicielem. Ludzie, których zbawił, stanowią królestwo, Kościół, którego On jest Głową, Oblubieńcem, Pasterzem, Panem. Ponadto przez swoje wcielenie stał się również bratem ludzi, a przez mękę i śmierć „Pierworodnym spośród umarłych” (tamże 15), którzy kiedyś powstaną z Nim — jako „pierwocinami” zmartwychwstałych. Chrystus prawdziwie „ma pierwszeństwo we wszystkim” (tamże) i w Nim człowiek znajduje wszystko: życie, „odkupienie, odpuszczenie grzechów” (tamże 14). I oto spontanicznie wyrywa się z serca hymn wdzięczności Bogu Ojcu, który w Synu swoim raczył stworzyć i odnowić wszystkie rzeczy, dać ludziom życie i zbawienie: „Z radością dziękujemy Ojcu, który... uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna” (tamże 12-13). Te dwa fakty: uwolnienie i przeniesienie żywo potwierdza wzruszającym epizodem o dobrym łotrze dzisiejsza ewangelia (Łk 23, 35-43). Jezus wisi na krzyżu; nad Jego głową umieszczono, na pośmiewisko i potępienie., tytuł Jego władzy królewskiej: „To jest król żydowski’’ (tamże 38). Starszyzna i żołnierze drwili z Niego: „Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie” (tamże 37). Nawet jeden ze złoczyńców, „których powieszono” blisko Niego, urąga Mu; drugi natomiast, przejęty bojaźnią, bierze Go w obronę: „My... odbieramy słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”, a zwracając się do Jezusa mówi: „Wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (tamże 41-42). Jest to złoczyńca, lecz wierzy w Boga i boi się Go, przyznaje się do winy i przyjmuje karę za swoje występki. Wiara oświeca go; pierwszy ze wszystkich uznaje królewską władzę Jezusa, którą wyśmiali i odrzucili kapłani i przywódcy ludu; uznaje ją nie wobec Chrystusa chwalebnego, lecz upokorzonego i umierającego na szubienicy. Wiara jego została nagrodzona: „Zaprawdę powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju” (tamże 43). Prosił na przyszłość, a otrzymał natychmiast, „dziś”. Nie musi czekać; Jezus już odpokutował za niego i wysłużył mu łaskę przebaczenia, której dostąpił, bo wyraził skruchę połączoną z wiarą. Tak z wysokości krzyża Chrystus pociąga do siebie ludzi. Jest dobrym pasterzem, który zbawia owcę zabłąkaną, ojcem przyjmującym marnotrawnego syna, Królem zaprowadzającym swoje królestwo mocą miłości i za cenę swej krwi. Kto wierzy i ufa Mu, usłyszy kiedyś: „Dziś ze Mną będziesz w raju”. Niech zawsze i wszędzie będzie Tobie dziękczynienie. Panie, Ojcze święty, wszechmogący wieczny Boże. Ty namaściłeś olejem wesela Jednorodzonego Syna Twojego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, wiekuistego Kapłana i Króla wszechświata, aby dopełnił tajemnicy odkupienia rodzaju ludzkiego, ofiarując siebie samego na ołtarzu Krzyża jako niepokalaną ofiarę pojednania; i aby poddawszy swej władzy wszystkie stworzenia, przekazał nieskończonemu Majestatowi Twojemu wieczne i powszechne królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju (Mszał Polski: prefacja). O duszo moja, ty jesteś świątynią! O mój Boże, niechaj ona będzie Twoim królestwem! Jestem i chcę być Twoim podwładnym, panuj nade mną jak król! Jeśli kiedyś oddaliłem się od Ciebie, jeśli miałem nieszczęście buntować się przeciw Tobie, to dlatego, o mój Boże, że Cię nie znalem. O Dobroci nieskończona, nie zniechęcasz się ani małodusznością, ani buntowniczą moją naturą; żądasz ode mnie tylko żywej wiary i woli posłusznej, kierującej się wiarą i pobudzonej Twoją miłością. Wierzę, o Panie, chcę wierzyć, wspomóż moje niedowiarstwo. Zatryumfuj nad moim oporem. Ty podbijasz mnie, wiem o tym, jedynie po to, by mnie miłować. Poddać się Tobie, to znaczy pozwolić się miłować Tobie, zostawić Ci wolność, abyś urzeczywistnił we mnie, choćby nawet wbrew mojej woli, moje szczęście. Rozporządzaj mną, o Panie, zniszcz przeszkody sprzeciwiające się we mnie panowaniu i zwycięstwu Twojej miłości” (D. Mercier). O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Podoba się : Administrator, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
I niedziela Adwentu Czy jesteśmy gotowi stanąć przed obliczem Chrystusa? Stawiając to ważne pytanie, liturgia pierwszej niedzieli Adwentu wzywa nas do czuwania, do odrzucania uczynków ciemności, do zaparcia się siebie. Jednocześnie jednak daje nadzieję, że przyjście Pana przyniesie nam nie potępienie i karę, lecz radość, pokój i spełnienie wszystkich naszych tęsknot. Obyśmy uczestnicząc w tej Eucharystii zapragnęli iść z radością na spotkanie Pana drogą nawrócenia, ufni, że na jej końcu czeka nas szczęście, którego zapowiedzią jest Boże Narodzenie. M.M. „Przekują miecze na lemiesze” Wiele dziś mówi się o rozbrojeniu. Wzrasta wśród ludzi świadomość nie tylko nieszczęść, jakie niesie ze sobą wojna, ale i jej bezsensu. Jest coś z szaleństwa w gromadzeniu i doskonaleniu potencjału militarnego. Świat winien zmierzać ku lepszej przyszłości, a nie ku zagładzie. Tymczasem nie tylko nasze pokolenie, ale całe dzieje ludzkości są ściśle związane z wojną. Jest szczypta prawdy w twierdzeniu, że historia świata to historia wojen. Narody albo walczą, albo leczą rany po wojnie, albo się do wojny przygotowują. Czy jest możliwość wyjścia z tego zaklętego kręgu? Wspominając o zbrojeniach często na pierwszy plan wysuwa się koszta, podając miliardowe sumy dolarów czy rubli, jakie rok w rok przeznacza się na świecie na broń. Tymczasem strata pieniędzy w tym szaleństwie to stosunkowo najmniejsza szkoda. Znacznie większa polega na tym, że miliony ludzi, nierzadko wyjątkowo uzdolnionych, poświęcają swoje życie doskonaleniu metod niszczenia. Ten źle wykorzystany potencjał ludzkich możliwości stanowi największą stratę. Tym bardziej, że kto poświęca życie ostrzeniu miecza, niszczy samego siebie. Doskonalenie metod zabijania jest więc nie tylko uliczką bez wyjścia, ale uliczką wiodącą nieuchronnie do nieszczęścia. Dziś najczęściej mówi się o redukcji istniejącego potencjału militarnego, o zaprzestaniu produkcji broni, o zniszczeniu zasobów już nagromadzonych. Prorok Izajasz proponuje bardziej twórcze rozwiązanie. Chodzi mu nie tylko o likwidację broni, lecz o zmianę mentalności człowieka. O to, by ludzie dostrzegli bezsens posiadania broni i by cały potencjał pieniędzy, ludzi, jakim dysponują armie – przeznaczyli na doskonalenie życia gospodarczego. „Przekują miecze na lemiesze”, to znaczy wykorzystają istniejące już narzędzia w celach pokojowych. Zrozumieją, że szkoda stali na czołgi i wozy bojowe, szkoda paliwa do wojskowych samolotów i rakiet, szkoda energii jądrowej umieszczonej w pociskach, skoro to wszystko może być wykorzystane do ułatwienia życia na Ziemi, do uszczęśliwienia milionów, a nie do wyciskania łez. Odważne i piękne rozwiązanie. Trzeba jedynie, by ludzie je dostrzegli, by przekonali się o jego wartości. Między innymi i w tym celu przychodzi do nas Chrystus jako Zbawiciel od wszelkiego zła, a więc i zawartego w wojnie. Pragnie przekonać ludzi o możliwości życia w pokoju. Sam nigdy nie sięgnął po przemoc. Ktoś może powiedzieć: to utopia. Czy jednak wiara w to, że ludzie zmądrzeją, jest utopią? To nie utopia lecz potężna sprężyna wizji nowej Ziemi, na której do głosu dojdzie mądrość. Chrystus przynosi realne wymiary tej właśnie wizji przekraczającej ramy doczesności i sięgającej w wieczność. W Adwencie oczekujemy przyjścia Chrystusa. W ramach przygotowania do spotkania z Nim warto przemyśleć nasze podejście do życia, które zawsze jest walką, lecz nie zawsze musi to być walka na miecze. Może to być zmaganie o nowy świat bez miecza. Chrześcijanin, chcąc mieć udział w budowie Bożego pokoju na świecie, winien rozpocząć od rozbrojenia samego siebie. Swój własny miecz winien dobrowolnie przekuć na lemiesz. Musi mieć odwagę uczynić to nawet wówczas, gdy słyszy jak sąsiedzi ostrzą miecze na niego. Kto potrafi tego dokonać, staje się mocny nie potęgą swojego miecza, lecz potęgą Boga, który w betlejemską noc przynosi pokój ludziom dobrej woli. Pojednanie z Bogiem Kiedy wreszcie ludzie odkryją, że ich własne diagnozy i próby wyjścia z kryzysów politycznych i gospodarczych, społecznych i moralnych, prowadzą do jeszcze groźniejszych dramatów? Kiedy ludzie w skali świata dostrzegą, że jedynym warunkiem szczęśliwego życia na ziemi jest dostosowanie rytmu naszego serca do przykazań kochającego nas Boga? Pojednanie z Bogiem to nic innego, jak przyznanie Mu racji. Trzeba po prostu na nowo odkryć sens i wartość Dekalogu. Innej drogi do uszczęśliwienia człowieka na ziemi nie ma. Ostatnio wiele się mówi i pisze o głośnym filmie Krzysztofa Kieślowskiego ilustrującym Dekalog. Z punktu widzenia sztuki, rzecz na pewno wysokiej klasy. Reżyser postanowił ukazać w jak dramatyczną sytuację wchodzi człowiek lekceważąc poszczególne przykazania Dekalogu. W tym duchu stworzył szereg wstrząsających opowieści. Grzesznik z łatwością odnajduje się w filmie, ale i uprawiedliwia. Reżyser niezwykle sugestywnie ukazał potęgę istniejącego zła, wobec którego człowiek staje prawie bezradny. W tym tkwi poważne niebezpieczeństwo tego serialu. Postawy negatywne utrwalają się w naszej podświadomości znacznie łatwiej niż przykłady pozytywne. W rzeczywistości film zamiast wzywać do przestrzegania Dekalogu, ukazuje drogę jego łamania. Tymczasem Bogu nie chodzi o to, by człowiek wiedział, jak się cierpi z powodu lekceważenia Jego Prawa, lecz jak wielkie jest szczęście ukryte w jego przestrzeganiu. Stąd też Dekalog musi być objawiony światu jako droga do szczęścia. Można by prosić reżysera, by się podjął drugiego dzieła i obok obrazów w czarnych kolorach ludzkiej winy, ukazał w nowym filmie obrazy w kolorach tęczy, ujawniające piękno życia opartego o wierne dochowanie przymierza, zawartego między Bogiem i człowiekiem. Częste naruszanie przykazań Dekalogu doprowadziło do bardzo poważnego zniszczenia naszego sumienia. Wielu ludzi już nawet nie reaguje na wykroczenia w dziedzinie sprawiedliwości, prawdomówności, czy miłości. Trzeba dostrzec ten niepokojący stan naszego ducha, by podjąć jego leczenie. Nie należy jednak sądzić, że naród, a tym bardziej ludzkość w całej swej masie nagle zmądrzeje i zawoła razem z Izajaszem: „Niech nas Bóg nauczy dróg Swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami”. Droga wskazana przez Zbawiciela jest inna. Stopniowo każdy człowiek winien sam odkryć mądrość Bożego Prawa. Musi dostrzec, że życie według niego daje wielką moc, pewność, pokój, odwagę i radość ducha, wartości zupełnie niedostępne dla tych, którzy żyją daleko od Boga. Nic nie wskazuje na to, by takie odkrycie miało mieć charakter masowy. Ciągle niewielki procent dochodzi do mądrości. To jednak wystarczy, aby droga nadziei była ciągle przetarta. Kto chce, może nią dotrzeć do prawdziwego szczęścia. Adwent to czas głębokiej refleksji nad pojednaniem z Bogiem. To czas usilnej prośby: „Niech nas Bóg nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami”. ks.E.S. „Chodźcie... postępujmy w światłości Pańskiej!” (Iz 2, 5) Głównym tematem Adwentu jest oczekiwanie na Pana, rozważane w rozmaitych aspektach. Przede wszystkim oczekiwanie Starego Testamentu, wytrwale zwróconego ku przyjściu Mesjasza. Mówią o tym proroctwa, które liturgia w tym czasie podaje wiernym do rozważania, aby obudzić w sercach głębokie pragnienie i potrzebę Boga, tak bardzo żywe w pismach prorockich, a równocześnie, by wezwać ich do dziękczynienia Najwyższemu za niezmierzony dar zbawienia. Ono w rzeczy samej jawi się już na horyzoncie nie jako wydarzenie przyszłe, obiecane tylko i wyczekiwanej przez wcielenie bowiem Syna Bożego i Jego narodzenie w czasie stało się rzeczywistością. Odkupiciel przyszedł i w Nim spełniły się nadzieje Starego Testamentu, a otwarły nadzieje Nowego. Oto więc nowe oczekiwanie. Przyjście Zbawiciela ma się dokonać w sercu każdego człowieka, historia całej ludzkości zaś jest już teraz skierowana ku paruzji, tj. ku chwalebnemu powrotowi Chrystusa na końcu czasów. W takich perspektywach należy słuchać i rozważać czytania Adwentu. Izajasz mówi z pewną emfazą o erze mesjańskiej, w której wszystkie narody zejdą się do Jerozolimy, by wielbić jedynego Boga: „Mnogie ludy pójdą i rzekną: «Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami»” (2, 3). Wszyscy ludzie złączeni jedną religią staną się braćmi i „nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (tamże 4). Jerozolima jest figurą Kościoła, ustanowionego przez Boga jako „powszechny sakrament zbawienia” (KK 48). Kościół zaś wyciąga ręce do wszystkich ludzi, by przyszli do Chrystusa i, stosując się do Jego nauki, żyli jak bracia w zgodzie i pokoju. Ale jakże długą drogę trzeba jeszcze przebyć, nim to urzeczywistni się w pełni! Każdy chrześcijanin powinien by stać się głosem, który z żarliwością Izajasza nawołuje ludzi do jedynej wiary i do miłości braterskiej. Ten fragment proroctwa kończy się sugestywnym wezwaniem: „Chodźcie... postępujmy w światłości Pańskiej” (2, 5). W drugim czytaniu św. Paweł. mówi nam zaś, co należy czynić, aby chodzić w takim świetle: „odrzucić uczynki ciemności” (Rz 13, 12), czyli grzech w każdej jego postaci i „przyoblec się w zbroję światła” (tamże), to znaczy w cnoty, przede wszystkim w wiarę i miłość. Jest to sprawa nagląca, „ponieważ zbawienie jest bliżej nas” (tamże 11); istotnie historia zdąża ku swej ostatniej fazie, ku powtórnemu przyjściu Pana na końcu czasów. Czas, który nas od tego dzieli, powinien być wykorzystany z gorliwością. Pan, który już przyszedł przez swoje doczesne narodzenie w Betlejem, stale obecne w życiu każdego człowieka i całej ludzkości, i „ma przyjść” na końcu czasów, powinien być przyjęty, naśladowany i oczekiwany w żywej i czynnej wierze, nadziei i miłości. Sam Jezus mówił o postawie czujnego oczekiwania, jaka powinna cechować całe życie chrześcijanina: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (Mt 24, 42). Nie odnosi się to tylko do paruzji, lecz również do tego przyjścia Pana, które dokona się dla każdego człowieka przy końcu życia, gdy spotka się twarzą w twarz ze swoim Zbawicielem. To będzie najpiękniejszy dzień, początek życia wiecznego. „Dlatego... bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (tamże 44). Wszechmogący Boże, prosimy Cię, tak kieruj naszą wolą, byśmy, przygotowując się przez dobre uczynki na spotkanie z przybywającym Chrystusem, wezwani mogli stanąć po Jego prawicy i wejść do królestwa niebieskiego. Niech nas, o Panie, na tym przemijającym świecie podtrzymuje Sakrament, który sprawowaliśmy, i niech nas od tej chwili nauczy kochać rzeczy niebieskie oraz szukać wartości nieprzemijających (Mszał Polski: kolekta i modlitwa po Komunii). Miłość nasza ku Tobie, o Panie, opiera się na wewnętrznym przekonaniu, że jej odpłatą będzie miłość samego Boga, a wątpić o niej niepodobna, bo Ty sam dowiodłeś nam jej przez rozmaite cierpienia i utrapienia aż do wylania krwi, aż do ofiary z własnego życia, właśnie na to, byśmy o niej byli przekonani... Racz, o Panie, dać nam Twoją miłość, przynajmniej zanim umrzemy! Jak wielką pociechą w chwili śmierci byłaby dla nas myśl, żeśmy nad wszystko miłowali Tego, który będzie nas sądził! Staniemy przed Tobą z ufnością, choć z całym brzemieniem win naszych, w przekonaniu, że nie wchodzimy do obcej krainy, ale do własnej ojczyzny, do królestwa Tego, którego tak miłowaliśmy i który nas tak bardzo miłuje (św. Teresa od Jezusa: Droga 40, 7–8). o. Gabriel od św. Marii Magdaleny
Podoba się : Izabela, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
II niedziela Adwentu Jednych złości wezwanie: „Nawracajcie się”, innych zaś raduje, gdyż świadomi swoich grzechów i ułomności, odczuwają potrzebę zachęty do zmagania się z nimi. Ci drudzy nie chcą przegapić nadchodzącego królestwa niebieskiego. Przygotowują drogę dla Pana, podejmują wysiłek prostowania ścieżek swego życia, czuwają. Wiedzą, że pogrążeni w wewnętrznym śnie, mogliby nie usłyszeć wołania Księcia Pokoju, który przybywa, aby strapionym przynieść zapowiedź raju. ks.M.J Zakochajcie się! W jednym mieszkaniu współżyją ze sobą trzy pokolenia. Przedstawicielem najstarszego jest babcia licząca 77 lat, najmłodsze reprezentują dwie wnuczki, jedna ma lat osiemnaście, druga dwadzieścia. Babcia nie może chodzić, więc co pewien czas przynoszę jej Komunię świętą. Z reguły zastawałem w mieszkaniu duży bałagan i nie znajdowałem ani ja, ani rodzice żadnych argumentów zdolnych przekonać młode dziewczęta, by zadbały o porządek. I oto pewnego razu wchodzę i zastaję zdumiewający ład. Wszystko na swoim miejscu, czyściutko, miło. Pytam, na kogo czekają. Tata tajemniczo się uśmiecha i powiada: „Najmłodsza córka się zakochała i odkąd do domu przychodzi jej chłopiec, wstaje wcześnie rano i robi porządki. Dla niego stać ją i na wysiłek, i na rezygnację z długiego snu”. Miłość dokonała w jej życiu nawrócenia. Przemieniła świat bałaganu, brudu, nieładu w miły, uporządkowany, piękny dom. Ten świat został nie tylko ubogacony wejściem innego człowieka, lecz gruntownie przemieniony – nastawiony na spotkanie, czekający na przeżycie czegoś, co jest piękne. Dotykamy tu tajemnicy nawrócenia. Człowiek najczęściej żyje w bałaganie, jeśli nie żyje dla kogoś. Trudno dla siebie samego podejmować trud upiększania swego świata, trudno w tym celu zmobilizować swe siły. A nawet jeśli się zdarzy, że ktoś dla siebie samego usiłuje idealnie poukładać swój świat, staje się on zimny, lodowaty. Porządek wprowadzony przez egoizm ostatecznie jest wielką klęską człowieka. Tysiące ludzi pragną się nawrócić, dostrzegają małość swego świata, potrzebę jego przemienienia i upiększenia, ale nie mają dla kogo tego uczynić. Stąd też nie posiadają dość siły, by tej zmiany dokonać. Istotnym elementem nawrócenia jest odkrycie prawdy, że moje życie ma sens jedynie wówczas, gdy na kogoś czekam, gdy dla kogoś żyję, gdy jestem komuś potrzebny. Chodzi o znalezienie kogoś, dla kogo mogę pracować, tworzyć, trudzić się i cierpieć. Kogoś, komu mogę być potrzebny nawet wówczas, gdy stracę siły, gdy świat zamknie się w granicach łoża boleści, gdy skleroza będzie utrudniać życie mnie i mojemu otoczeniu. Jeśli ten ktoś się znajdzie, w krótkim czasie w domu naszego serca zapanuje ład, zrobi się ciepło i jasno. Ojciec co drugie słowo rzucał klątwy. Upominała go żona, upominała matka – nic nie pomagało. Ale kiedy usłyszał, że jego synek uczący się mówić jako pierwsze słowo wypowiedział nie „mama” nie „tata” – ale słyszane od niego wulgarne przekleństwo, zaniemówił z wrażenia. W ciągu miesiąca wyrzucił wszystkie ordynarne słowa ze swego słownika. Uczynił to dla dziecka. To czego nie dokonały prośby ani matki, ani żony – dokonała miłość, prawdziwa troska o dobro maleńkiego synka. Nawrócenie dokonuje się w momencie znalezienia kogoś, dla kogo warto zmobilizować siły, by być dla niego dobrym. Jeśli się to stanie, serce wypełnia dobroć i rozlewa się nie tylko na tego kogo kocha, lecz na całe otoczenie. Oto Jan Chrzciciel zwraca się do nas z wezwaniem „Nawróćcie się... Przygotujcie drogę Panu. Prostujcie ścieżki dla Niego”. Właśnie dla Niego. Nie dla siebie, ale dla Niego. Innymi słowy Jan pragnie, byśmy odkryli, że Bóg nas kocha, że przychodzi do nas, by nadać naszemu życiu pełny sens. On każdego z nas potrzebuje. I tego twórczego, podziwianego przez otoczenie i tego cierpiącego, zapomnianego, czasem odrzuconego nawet przez najbliższych. Jesteśmy Bogu potrzebni. Trzeba Mu pomóc w zbawianiu świata. „Nawróćcie się” to tyle samo, co zakochajcie się w Bogu. Gdy serce wypełni miłość, życie stanie się piękne i niezwykle wartościowe. Pojednanie ze światem Cena kości słoniowej jest tak wysoka, że kłusownicy dla zysku mogą doprowadzić do wyniszczenia tych największych zwierząt naszego globu. Człowiek stał się wrogiem nie tylko słoni, ale fok, wielorybów, niedźwiedzi i tysięcy innych współlokatorów naszego wspólnego domu – Ziemi. Jednakże często również zwierzęta przeznaczone przez Boga dla nas jako pomoc – konie, owce, krowy, psy, koty – zamiast należnej zapłaty, doświadczają z naszych rąk bólu. Cierpią bite, głodzone, bez wody, uwiązane do łańcucha, obciążone ponad siły ciężarem... Człowiek nie jest ich przyjacielem. Pan Bóg powiedział ludziom: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Ale tak jak wszystkie wspaniałe wezwania Boga Stwórcy zostały zlekceważone i wypaczone, tak i to zostało zinterpretowane w duchu hitlerowsko – stalinowskim. Panować, to znaczy niszczyć. Dziś Ziemia, a na niej prawie każde stworzenie cierpi z winy człowieka. Zatrute powietrze, woda, promieniowanie, zniszczone środowisko naturalne są źródłem cierpienia wszystkiego, co żyje, począwszy od pszczoły, a skończywszy na szybujących w obłokach orłach. Trzeba to dostrzec. Wcześniej czy później ludzkość musi się uderzyć w piersi i powiedzieć, to nasza wina. Nadejdzie moment, w którym człowiek przeprosi stworzenia za krzywdę, jaką im wyrządził. Stanie się to wówczas, gdy odkryje, że podstawowym warunkiem spokojnego życia na ziemi jest pojednanie ze stworzeniem. Piękne hasło powrotu do natury zostało karykaturalnie wypaczone. Wielu uznało, że powrót ten polega na zrzuceniu z siebie ubrania i dołączeniu do nudystów. Tymczasem powrót do natury, to powrót do szacunku dla ziemi i tego, co ją wypełnia. To odkrycie szczęścia obcowania z ciszą gwieździstej nocy, z szumem lasu, śpiewem ptaków; to radość czystego powietrza, kryształowej wody, bieli śniegu. Cierpi stworzenie z naszego powodu, ale przede wszystkim cierpimy my sami. Cierpimy już nie tylko z powodu zachwiania równowagi w przyrodzie, z powodu skażonego środowiska, ale głównie z powodu tej strasznej choroby, która jest w nas. To pycha, która rozumie panowanie jako niszczenie. W jej ujęciu ten, kto ma władzę, ma prawo niszczyć. Czyż panowanie nie jest sztuką twórczego współżycia? Czy nie jest to umiejętność takiego organizowania życia, by ono uszczęśliwiało innych? Czy panowanie nie powinno mieć na celu budowania, ulepszania, ubogacania, a nie niszczenia? Z prawdziwym panowaniem mamy do czynienia wówczas, gdy podwładni przychodzą do władzy z zaufaniem, niosąc swe radości i smutki. Św. Franciszek i wielu świętych ukazali właściwe rozumienie słów Boga: „Czyńcie sobie ziemię podwładną”. Do nich zwierzęta, ptaki, gady, owady przybywały, jak do przyjaciół wiedząc, że i one są traktowane jak przyjaciele. Trzeba pojednać się z Bogiem i trzeba pojednać się z światem. Trzeba po przyjacielsku uścisnąć dłoń Ojca wyciągniętą z nieba do nas i trzeba po przyjacielsku pochylić się nad stworzeniem, które jest do naszej dyspozycji. Warunkiem jednak wszelkiego pojednania jest zawsze akt żalu, uznanie swego niewłaściwego postępowania, przyznanie się do głupoty i przeproszenie tego, kto został skrzywdzony. Często mówimy o pojednaniu z Bogiem, rzadko mówimy o pojednaniu z światem przyrody. Wielu nawet nie dostrzega winy w krzywdzie wyrządzonej temu, co żyje na naszej Ziemi. Kto wie czy to pojednanie nie jest koniecznym warunkiem pojednania z Bogiem. Trudno bowiem mówić o autentycznym spotkaniu z Bogiem na płaszczyźnie przyjaźni przy równoczesnym braku szacunku do tego, co On stworzył. Czy można pogodzić przyjaźń z niszczeniem zbudowanego przez przyjaciela domu? Piękna jest poetycka wizja Izajasza, który niezwykle trafnie dostrzegł potrzebę harmonii człowieka z otaczającym go światem. „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem (...) Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmiji. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze”. ks.E.S. Spraw, o Panie, abym wydawał godne owoce nawrócenia (Mt 3, 8) Dzięki proroctwom postać Mesjasza przybiera coraz wyraźniejsze zarysy: „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzenia” (Iz 11, 1). Kiedy wydawać się będzie, że dynastia Dawidowa — tron Jessego — podobna do pnia uschłego, już wygasła, wówczas narodzi się Zbawiciel z pokornej Dziewicy z Nazaretu, poślubionej Józefowi z rodu Dawida. Izajasz ukazuje Go jako napełnionego Duchem Świętym, obdarzonego Jego darami, gotowego „rozsądzić biednych sprawiedliwie” (tamże 4), podwyższyć pokornych i uciśnionych, którzy zajmą uprzywilejowane miejsce w Jego zbawczym dziele. Więc pod przenośnią pokojowego współżycia zwierząt, które na mocy instynktu są sobie wrogie, Prorok mówi o pokoju, jaki Mesjasz przyniesie na świat, pouczając ludzi, jak zwyciężać namiętności czyniące ich drapieżnymi względem drugich, oraz w jaki sposób kochać się jak bracia. A więc „korzeń Jessego [Jezus Zbawiciel] stać będzie na znak dla narodów; do Niego ludy przyjdą z modlitwą” (tamże 10), To właśnie jest obraz powszechnego zbawienia, który później podejmuje św. Paweł w liście do Rzymian, przytaczając prawie dosłownie ten ostatni wiersz Izajasza (Rz 15, 12). Chrystus — mówi Apostoł — przyszedł zbawić wszystkich ludzi; działał wprawdzie przede wszystkim na korzyść ludu żydowskiego, którego „stal się sługą” (tamże 8) dla okazania wierności Boga wobec obietnic, jakie uczynił patriarchom, nie odrzucił jednak pogan, owszem, przyjął ich, aby i w nich okazało się Jego niezmierzone miłosierdzie (tamże 9). A oto powraca temat wzajemnej miłości: „Dlatego przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął was — ku chwale Boga” (tamże 7). Przykład Pana, który przygarnia i zbawia wszystkich ludzi, jest podstawą życzliwych stosunków, jakie powinni oni utrzymywać między sobą. Miłość, zgoda, pokój, zapowiedziane przez proroków jako cechy ery mesjańskiej, są w rzeczywistości ośrodkiem posłannictwa Chrystusowego. Mimo to, po tylu wiekach chrześcijaństwa, ludzkość jest jeszcze rozdarta przez nienawiść, niezgodę, walki bratobójcze. Świat nie otworzył się jeszcze i nie nawrócił do Ewangelii. Wołanie więc Jana Chrzciciela, które rozbrzmiewa w Adwencie, jest teraz bardziej aktualne niż kiedykolwiek: „Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 3, 2). Wszyscy prorocy wzywali do nawrócenia, lecz tylko Jan Chrzciciel mógł uzasadniać jego naglącą potrzebę bliskością królestwa niebieskiego, bo Mesjasz był już na świecie. Chrzciciel ukazuje Go ludowi, który zgromadził się, by słuchać Jana: „Ja was chrzczę wodą... lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie... On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (tamże 11). Jezus przyszedł, wznowił chrzest „Duchem Świętym i ogniem”. Przyniósł owoc swojej męki — śmierci — zmartwychwstania, lecz ilu ochrzczonych nawróciło się całkowicie do Niego, do Jego Ewangelii, do Jego przykazania miłości? Adwent nawołuje wszystkich do głębszego nawrócenia, „bo królestwo niebieskie jest bliskie”! Jest bliższe dzisiaj niż wczoraj ponieważ od wieków Chrystus jest obecny i działa na świecie przez swoją łaskę, przez Eucharystię, przez sakramenty. My nie przyjęliśmy Go jeszcze w pełni, nie oddaliśmy Mu jeszcze całego serca i życia. Okaż Twoją potęgę, Boże, i wspieraj nas wielką mocą; niech Twoje miłosierdzie przyspieszy zbawienie, które powstrzymują nasze grzechy (Mszał Polski: kolekta na czwartek I tygodnia Adwentu). O Panie, gdybym Cię miłował ze wszystkich moich sił, mocą tej miłości kochałbym mojego bliźniego, jak siebie samego. Tymczasem jestem tak bardzo obojętny na jego cierpienia, a wrażliwy niezmiernie na najmniejsze własne! Jestem zimny i nie współczuję mu, leniwy i nie spieszę mu z pomocą, twardy i nie pocieszam go... gdzie jest gorliwość, gdzie jest czułość św. Pawia? Płakać z tym, kto płacze, radować się z tym, kto się weseli, być słabym ze słabymi, cierpieć jakbyśmy byli w ogniu i palili się, kiedy ktoś doznaje zgorszenia. O Boże mój, jeśli nic z tego nie ma w moim sercu, tedy musze powiedzieć, że nie kocham bliźniego jak siebie samego i nie miłuję Ciebie ze wszystkich moich sił i z całego mojego serca... Boże mój, daj mi zrozumieć, jaka jest moja choroba i jak potrzebuję Ciebie, aby korzystać ze swoich sił, by chcieć szczerze tego, czego chcę, i by zacząć chcieć tego (J.B. Bossuet). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Maryja, zachowana od skażenia grzechem dzięki uprzedzającej łasce Bożej, najlepiej spośród wszystkich stworzeń współpracowała z Bogiem, kochając czystą miłością. Wrażliwa na natchnienia Boga, w sposób doskonały wypełniała Jego wolę. Wpatrując się w Nią i powierzając się Jej wstawiennictwu także my możemy przezwyciężyć moc grzechu w naszym życiu i podążyć za pragnieniami Chrystusa. A wtedy wszystkie nasze modlitwy i prace przyniosą Bogu chwałę, a nam duchową korzyść. Niepokalane Poczęcie „Bądź pozdrowiona, pełna łaski. Pan z Tobą” (Łk 21, 28. 42) Uroczystość Maryi Niepokalanej dobrze zgadza się z duchem Adwentu, bo kiedy Kościół przygotowuje się na przyjście Zbawiciela, bardzo słusznie zwraca się myśl do Tej, która będąc poczęta bez grzechu, miała stać się Jego matką. Sama obietnica Zbawiciela łączy się, a nawet zawiera w przyobiecaniu tej niezwykłej Dziewicy. Kiedy bowiem Bóg przeklął węża kusiciela, ogłosił: „Położę nieprzyjaźni miedzy tobą a między niewiastą, i między nasieniem twoim i nasieniem jej: Ona zetrze głowę twoją” (Rdz 3, 15). Z Maryją rozpoczyna się walka między potomstwem niewiasty a potomstwem węża; walka wypowiedziana od pierwszej chwili istnienia Dziewicy, ponieważ została poczęta bez najmniejszej zmazy grzechu, a więc w całkowitym przeciwieństwie do Szatana. Nieprzyjaźń stanie się później olbrzymia i zakończy zwycięstwem, kiedy Jezus, „nasienie „ Maryi, przyjdzie na świat i przez swoją śmierć zniszczy grzech. Powołanie Maryi stoi w ten sposób na pierwszym miejscu w historii zbawienia. Ona jest Matką Odkupiciela i równocześnie jest pierwszą odkupioną, zachowaną od najmniejszego cienia winy, na mocy zasług Jezusa. Przywilej Niepokalanej nie polega jednak tylko na zachowaniu od grzechu pierworodnego, lecz ponadto na pełni łaski. „Matka Jezusa, która wydała na świat samo Życie odradzające wszystko... obdarzona została przez Boga darami godnymi tak wielkiego zadania... ubogacona od pierwszej chwili poczęcia blaskami szczególnej zaiste świeżości” (KK 56). Pozdrowienie Gabriela: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan jest z Tobą” (Łk 1, 28), to najmocniejszy dowód na Niepokalane Poczęcie Maryi. Nie byłaby Ona w całym tego słowa znaczeniu „pełna łaski”, gdyby choć przez chwilę została dotknięta przez grzech. Najświętsza Dziewica rozpoczęła więc swoje istnienie ozdobiona bogactwem łaski, przewyższającej niezmiernie te, jaką posiadają nawet najwięksi święci u kresu swego życia. A jeśli jeszcze się zważy Jej bezgraniczną wierność i całkowite posłuszeństwo natchnieniom Boga, można sobie wyobrazić, jakie szczyty miłości i zjednoczenia z Najwyższym osiągnęła Maryja „górując wielce nad wszystkimi innymi stworzeniami zarówno ziemskimi, jak i niebieskimi” (KK 53). Zaprawdę słuszne to i sprawiedliwe, o Boże Wszechmogący, abyśmy Ci składali dziękczynienie i z pomocą Twej łaski obchodzili uroczystość Najświętszej Maryi Dziewicy. Z Jej ofiary zaiste zakwitła różdżka, która następnie żywiła nas Chlebem anielskim. Ewa zjadła owoc grzechu, Maryja natomiast przywróciła nam słodki owoc Zbawiciela. Jak bardzo są różne czyny węża i czyny Dziewicy! Wąż wydał truciznę, która oddzieliła nas od Boga, z Maryi natomiast wzięły początek tajemnice naszego odkupienia. Przez Ewę zwyciężyła złość kusiciela, w łasce zaś Maryi majestat Zbawiciela pozyskał współodkupicielkę. Ewa przez grzech zabiła swoje własne potomstwo, ono jednak zmartwychwstało w Maryi przez łaskę Stworzyciela, który uwalnia naturę ludzką z niewoli i przywraca ją do dawnej wolności. To, co straciliśmy we wspólnym ojcu Adamie, odzyskaliśmy w Chrystusie (św. Ambroży). Niech nam będzie wolno, przez Ciebie, Maryjo, iść do Syna; Tyś błogosławiona, bo znalazłaś łaskę, zrodziłaś Życie i stałaś się Matką zbawienia, Niech przez Twoje pośrednictwo przyjmie nas Ten, który przez Ciebie został nam dany. Twoja Niepokalaność niech Mu wynagrodzi winy naszej grzeszności, a Twoja pokora niech będzie miłą Bogu i wyjedna nam przebaczenie próżności. Twoja wielka miłość niech pokryje mnóstwo naszych grzechów, a chwalebna Twa płodność niech wyjedna nam obfitość zasług. O Pani, Pośredniczko i Orędowniczko nasza, pojednaj nas z Twoim Synem, polecaj i przedstawiaj nas Jemu. Przez łaskę, którą znalazłaś, przez przywilej, na jaki zasłużyłaś, przez Miłosierdzie, które zrodziłaś, spraw, o Błogosławiona, aby Ten, który dzięki Tobie raczył stać się uczestnikiem naszej słabości i nędzy, przez Twoje także wstawiennictwo uczynił nas uczestnikami swej chwały i szczęśliwości (św. Bernard). O. Gabriel
Podoba się : Administrator, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
III niedziela Adwentu Dzisiejsza liturgia wzywa nas do radości z bliskiego przyjścia Zbawiciela, który niesie wybawienie ubogim, chorym, słabym i nieszczęśliwym. To właśnie ich szczęście ma być dla uwięzionego Jana Chrzciciela znakiem, że Jezus jest prawdziwym Mesjaszem. Stawajmy dziś przed Panem nie jako duchowi bogacze, którzy sądzą, że mają dość zasług, aby wymagać od Niego konkretnych łask, lecz jako ubodzy, którzy oczekują Jego przyjścia z wiarą, odwagą i tęsknotą, ciesząc się, że przyjdzie już niebawem, aby okazać nam swoje miłosierdzie. M.M. Pochwała przyjaciela Nikogo z ludzi Chrystus tak nie pochwalił jak Jana syna Elżbiety i Zachariasza. Nawet o swojej mamie nie wypowiedział publicznie tak pięknych i ciepłych słów jak o nim. Łączyło ich nie tylko pokrewieństwo, lecz i przyjaźń. Znał jej tajniki ich wspólny uczeń Jan, syn Zebedeusza, autor czwartej Ewangelii. Jan obserwując wzrost popularności Jezusa cieszy się i – jak przystało na dobrego przyjaciela – dobrowolnie ustępuje Mu miejsca. Pismo Święte niewiele mówi o konkretnych wymiarach przyjaźni Jana z Chrystusem. Wiemy jedynie, że więzy tej przyjaźni zostały już zadzierzgnięte w spotkaniu ich matek: Elżbiety i Maryi, gdy były w stanie błogosławionym. Skoro matki łączyły nie tylko więzy krwi, lecz i wielka przyjaźń, nie należy się dziwić, że ich synowie spotkali się na tej samej płaszczyźnie. Kto wie czy Jan nie był najbliższym przyjacielem, jakiego Chrystus posiadał na Ziemi. Łączyła ich bowiem wspólna misja. Jan miał przygotować teren pod działalność Jezusa. Uczynił to dobrze. Jego misja dobiegła końca i siedział w więzieniu oczekując na wyrok. Jezus wiedząc, że dni przyjaciela są policzone, wypowiada pod jego adresem słowa pochwały: „Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela”. W adwencie Kościół wzywa nas do spotkania z Janem Chrzcicielem i głębszej refleksji nad tajemnicą przyjaźni. Jest ona skarbem, jednym z nielicznych, o który warto na Ziemi zabiegać, ułatwiającym spotkanie z Bogiem. Przyjaźń jest dojrzałą formą miłości, opartą na współpracy i umiłowaniu prawdy. Nie każda miłość ma odwagę zamienić się w przyjaźń. W miłości ludzie spotykają się twarzą w twarz, spoglądają sobie w oczy, ma ona coś z wzajemnej „adoracji”. Miłości grozi egoizm we dwoje. Przyjaciele spotykają się ramię w ramię, zapatrzeni są nie w siebie, lecz w zadania, jakie mają do wykonania. Przyjaciół łączy wspólny cel. Jeden drugiemu pragnie pomóc w wykonaniu życiowego zadania. Ktokolwiek poszukuje przyjaciela, winien wzrok skierować na ludzi zapracowanych, dźwigających ciężar odpowiedzialności. Pragnienie uczestniczenia w trudzie jednego z nich jest znakiem gotowości na spotkanie przyjaciela. Nie musi to być pomoc bezpośrednia, może być zawarta w życzliwości, modlitwie, ofierze, ale jakaś forma współpracy musi być. Człowiek leniwy nie może być przyjacielem. Drugim elementem nieodzownym w przyjaźni jest wspólne umiłowanie prawdy. Przyjaźń opiera się na zawierzeniu, a ono jest możliwe wyłącznie w oparciu o prawdę. Ta podobna postawa wobec prawdy łączyła Jana Chrzciciela z Chrystusem. Jeden i drugi prawdę swych słów pieczętuje męczeńską krwią. Tylko ten, kto ceni prawdę wyżej niż doczesne życie, może być niezawodnym przyjacielem. W adwentowym przygotowaniu do ponownego przeżycia tajemnicy przyjścia Syna Bożego na ziemię warto zastanowić się nad dziejami naszych przyjaźni w życiu. Czy przyjaciela szukam? Czy go znalazłem? Czy nie straciłem z własnej winy? Warto też odkryć związek udanych i nieudanych przyjaźni z naszym dorastaniem do spotkania z Bogiem. Jezus w każdej Mszy świętej wyznaje nam: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi (...) Już was nie nazywam sługami (...), ale nazwałem was przyjaciółmi”. Boże Narodzenie to pamiątka narodzin naszego Przyjaciela. Czy może być piękniejszy dzień w roku? Pojednanie z sobą Wizyta u neurologa, za dwa miesiące u kardiologa, po upływie roku stół operacyjny, tym razem usuwano kamienie żółciowe. Co było główną przyczyną tych dolegliwości? Podwójne życie. W pracy żonaty kolega, znudzony własną rodziną, rozpalił jej uczucia. Sumienie mówiło: „nie wolno”. Niszczyła siebie, wyrządziła wiele krzywdy jego żonie i dzieciom. Ale to sumienie było za słabe, nie miało siły na zdecydowane cięcie. W sercu powstało potężne rozdarcie. To ono zniszczyło system nerwowy, ono uszkodziło serce, ono wypełniło kamieniami woreczek żółciowy. A wystarczyło na początku ukierunkować uczucie na człowieka wolnego z perspektywą małżeństwa, wówczas serce ubogacone miłością promieniowałoby szczęściem. Sięganie po owoc zakazany, zawsze prowadzi do bolesnego rozdarcia i przekreśla możliwość uczestniczenia w szczęściu. Pierwszym krokiem pojednania z sobą jest decyzja o rezygnacji z jakichkolwiek prób podwójnego życia. Wielu ludzi siebie nie lubi. Spogląda we własne serce i dostrzega w nim szereg słabości: brak konsekwencji i odwagi, skłonność do wygodnictwa, słabości w dziedzinie namiętności, kompleksy. To wystarczy, by człowiek nienawidził samego siebie. Wówczas wiele wysiłku wkłada w to, by swoje słabości ukryć, by uchodzić przed ludźmi za lepszego niż jest w rzeczywistości. To z kolei w jego oczach wydaje się być zakłamaniem, za co jeszcze bardziej siebie nienawidzi. Krąg jest zaklęty i nie widać z niego wyjścia. Nic bowiem nie wskazuje na to, że wady znikną i twarz stanie się piękna. Istnieje jednak możliwość wyjścia z tego zaklętego kręgu, może się to dokonać przez ukochanie siebie razem ze swymi słabościami. Chodzi o akceptację siebie takim, jakim człowiek jest w chwili obecnej i jakim był, bez względu na to, jaka była droga jego życia. To trudne przeżycie. Akceptacji siebie sprzeciwia się przede wszystkim niezdrowa ambicja. Jak to uczynić? Po pierwsze trzeba sobie uświadomić, że Bóg nas kocha i jesteśmy dla Niego wielką wartością. Po drugie, trzeba zrobić dokładny wykaz wartości, które posiadamy. Należy to uczynić w spotkaniu z człowiekiem, który nas kocha. On widzi nasze talenty. Jest ich zawsze o wiele więcej niż słabości. Po trzecie, należy znaleźć człowieka, który jest niezadowolony z siebie i trzeba mu pomóc w zaakceptowaniu siebie. Oto najlepsza i najkrótsza droga do pojednania z sobą. Czas Adwentu jest wezwaniem do pojednania z sobą. Warto jednak dostrzec, że nie zawsze tradycyjne pojednanie z Bogiem w sakramencie pokuty jest równoznaczne z pojednaniem z sobą. W sakramencie pokuty oczyszczamy się z grzechów, to znaczy umywamy swoje ręce z brudnych czynów. Niewielu jednak chce ze spowiednikiem porozmawiać na temat swej twarzy i tego, że siebie nie lubi. Niewielu też spowiedników jest przygotowanych do takiej rozmowy. Sakrament pokuty nie usuwa wad, nie zmienia twarzy. Może jednak ukazać, mimo słabości, jej piękno. Dla Boga nasza twarz jest zawsze piękna, nawet jeśli została przez zło zniekształcona. Ona jest zawsze doskonałym dziełem sztuki – i za jedną żywą twarz, nawet najbardziej zniekształconą – Bóg odda nie tylko wszystkie arcydzieła, jakie wyszły spod pędzla genialnych artystów, ale odda na śmierć swego Jednorodzonego Syna. Tak niewiele trzeba, wystarczy dotknięcie Jego zbawczej ręki, by nasza zniekształcona twarz, uczyniona na obraz i podobieństwo Jego Boskiej Twarzy, znów ukazała się w całym swoim blasku. Czym więc jest brak akceptacji siebie? To znak, że złym okiem spoglądamy na siebie, dowód, że nie znamy prawdziwej wartości własnej twarzy. ks.E.S. Przyjdź, o Panie, by zbawić nas (Iz 35, 4) W trzecią niedzielę Adwentu myśl o bliskim już Bożym Narodzeniu góruje w liturgii i napawa ją uroczystym tonem. Boże Narodzenie, kiedy to obchodzi się wcielenie Syna Bożego, oznacza początek zbawienia. Ludzkość widzi, że spełnia się dawna obietnica i że ma swojego Zbawiciela. Czytania na dzień dzisiejszy są zapowiedzią pociechy i umocnienia. „Powiedzcie małodusznym: «Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg... On sam przychodzi, by zbawić was». Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy jak jeleń wyskoczy i język niemych wesoło krzyknie” (Iz 35, 4–6). Słowa, jakie Izajasz skierował do wygnańców Izraela, by ich pocieszyć, stosują się dobrze do wszystkich ludzi, którzy pragną nawrócić się szczerze do Boga, choć czują się niezdolni uwolnić się od grzechu, przeciętności, marności ziemskich. Prorok zaś zachęca ich do ufności w Zbawicielu, który przyjdzie, udzieli siły, podtrzyma słabych, uleczy rany grzechów i poprowadzi wszystkich do zbawienia. Przez przyjście Jezusa proroctwo spełniło się również dosłownie; On sam użył go, aby potwierdzić swoje mesjańskie posłannictwo. Jan Chrzciciel z więzienia, w którym zamknął go Herod, śledzi działalność Jezusa. Wie, że On jest Mesjaszem, lecz Jego zachowanie, tak bardzo różne od tego, które zapowiadał, może napawa go wątpliwością; również jego uczniowie potrzebują umocnienia, Jan posyła ich więc z zapytaniem do Pana: „Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” (Mt 11, 3). Za całą odpowiedź Jezus ukazuje cuda dokonane przez siebie: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: Niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” (tamże 4–5). Wypełnienie proroctwa Izajasza jest oczywiste. Lecz Jezus dodaje jeszcze: „A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi” (tamże 6). Jezus wypełnia swe dzieło Zbawiciela nie w sposób zadziwiający, lecz prosty i pokorny. Nie przychodzi jako tryumfator, lecz łagodny i ubogi, przychodzi głosić Ewangelię ubogim, leczyć chorych i zbawiać grzeszników. Styl Jego mógł zgorszyć tych, którzy oczekiwali Mesjasza potężnego i chwalebnego. Dla tego jednak, kto czuje się ubogim, małym, chorym, potrzebującym zbawienia, jest wielką pociechą. Wobec dobroci i łagodności Zbawiciela nadzieja rozszerza serce. Nawiązuje do tego i drugie czytanie: „Umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie” (Jk 5, 8). Uczucia ufności, z jakimi oczekujemy Bożego Narodzenia są takie same, jakie powinny nas ożywiać na powrót chwalebny Pana, kiedy przyjdzie nie tylko jako Zbawiciel, lecz także jako sędzia. Oczekując Go, praktykujmy przykazanie miłości, które nas czyni życzliwymi i miłosiernymi względem wszystkich, a ”za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie” (tamże 10). Jak prorocy mieli wzrok stale zwrócony na obiecanego Zbawiciela, tak chrześcijanin powinien żyć z sercem nastawionym na przyjście Jezusa. Przyjście to ponawia się każdego dnia przez łaskę i Eucharystię; staje się ono bardziej serdeczne przy pobożnym obchodzeniu Bożego Narodzenia, nieodwołalne zaś i uszczęśliwiające — w dzień ostateczny. O Panie, Ty jesteś łagodny i miłosierny, wspaniałomyślny i niezmierzony w swojej dobroci. Jesteś dobry dla wszystkich, a Twoje miłosierdzie ogarnia wszystkie Twoje dzielą... Jesteś wierny we wszystkich swych słowach i święty we wszystkich swoich dziełach. Ty podtrzymujesz wszystkich, którzy upadają, i podnosisz zgnębionych. Oczy wszystkich oczekują Ciebie z nadzieją... O Panie, jesteś blisko tych, co Cię wzywają, tych, co wzywają Cię szczerze. Spełniasz wolę tych, którzy się boją Ciebie. Słuchasz ich wołania i przychodzisz im z pomocą... Usta moje będą głosić chwałę Twoją, by wszelkie ciało wielbiło Twoje święte imię na zawsze i na wieki (Psalm 145, 8–9. 18. 19. 21). O Jezu, Ty jesteś tym, który miał przyjść! O Jezu, Tyś przyszedł! O Jezu, Ty masz jeszcze przyjść w dzień ostateczny, by zabrać Twoich wybranych do Twego wiecznego odpoczynku. O Jezu, Ty idziesz i przychodzisz nieustannie! Przyjdź do naszych serc i daj tam odczuć swoją obecność jako tchnienie słodkie, przyjemne i potężne. „A Duch i Oblubienica mówią: «Przyjdź!» A kto odczuwa pragnienie, niech przyjdzie.” Bo Ty, o Jezu, przychodzisz do nas, kiedy również my przychodzimy do Ciebie. Zaiste — Ty mówisz — przyjdę niebawem. Przyjdź, Panie Jezu! Przyjdź, Ty, który jesteś upragnieniem narodów, naszą miłością i naszą nadzieją, naszą siłą i naszą ucieczką, naszą pociechą podczas drogi, naszą chwałą i naszym wiecznym spoczynkiem w ojczyźnie (J. B. Bossuet). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
IV niedziela Adwentu Przygotowujemy się na święto Narodzenia naszego Pana, Jezusa Chrystusa, prawdziwego człowieka z ludzkim rodowodem, a jednocześnie prawdziwego Boga, który powstając z martwych zwyciężył śmierć i grzech. Jego posłannictwo wyraża imię „Emmanuel” – „Bóg z nami”. Wiara w Boże wcielenie jest więc nie tylko przyjęciem za pewnik określonej prawdy teologicznej, lecz przekonaniem, że wszechmocny Bóg na zawsze opowiedział się po naszej stronie i że także dziś obdarza łaską i pokojem tych wszystkich, którzy Go szczerze szukają. M.M. Dwie wizje życia Józef miał swoje życiowe plany. Chciał założyć rodzinę. Czekając na dzień ślubu z radością spoglądał na swoją narzeczoną – Maryję. Jego wizja życia nie odbiegała w niczym od tej, jaką mieli jego koledzy. Mimo głębokiej wiary, jaką posiadał, była ona przykrojona do doczesności. Chciał uczciwie przeżyć swoje lata, wychować dzieci, doczekać się wnuków i w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku spocząć razem z przodkami w grobie. Interwencja Pana Boga zmieniła zupełnie jego plany i otwarła przed nim nową wizję sięgającą w wieczność. Bóg w ręce Józefa oddał swojego Syna i Jego Matkę, czyniąc go odpowiedzialnym za ich los na ziemi. Początkowo cieśla z Nazaretu niewiele rozumiał z tego czego Pan Bóg od niego oczekuje, ale w swej sprawiedliwości nie mógł Bogu powiedzieć: „nie”. Zgodził się na drogę wiodącą ku realizacji tej oszałamiającej wizji sięgającej w wieczność. Józef wiele słyszał o pięknie i doskonałości Mesjańskiego Królestwa, niejednego też dowiedział się od swojej żony Maryi, głęboko wtajemniczonej przez samego Ducha Świętego w plany zbawienia świata. Jedno długo pozostawało dla niego tajemnicą: dlaczego droga wiodąca do realizacji tej wspaniałej wizji jest tak trudna. Oto z Matką Mesjasza w ostatnich tygodniach ciąży musi wędrować z Nazaretu do Betlejem. Tam spotykają się z nieprzychylnym przyjęciem przez swoich krewnych, którzy dla ubogiego cieśli i jego małżonki nie znajdują nawet kąta na mieszkanie. Mesjasz, Syn Boga, rodzi się ostatecznie w stajni, a więc w warunkach urągających ludzkiej godności. Nam się wydaje, że do pięknego pałacu musi prowadzić droga równie piękna jak sam pałac – szeroka, równa, wygodna. Nie możemy sobie nawet wyobrazić, by do pałacu trzeba było brnąć po błocie, pokonywać przeszkody czasem przerastające możliwości człowieka. Do pałacu jedzie się pięknym powozem lub luksusowym samochodem. Droga i pałac stanowią jedną całość. Tymczasem Pan Bóg burzy to nasze wyobrażenie. Według Niego droga pierwszej klasy, szeroka i wygodna, wiedzie na krawędzi przepaści do wiecznego nieszczęścia. Natomiast droga ciasna, trudna, niedostępna prowadzi do pałacu wiecznego szczęścia. Dlaczego tak się dzieje? Bóg potraktował drogę jako narzędzie doskonalenia człowieka. W przeciwnościach, w pokonywaniu trudności dojrzewa serce człowieka do życia w wiecznym szczęściu. Tylko ten, kogo stać na trud, na poświęcenie – zdoła dotrzeć do Domu Ojca. W świetle objawienia Bożego ludzie dzielą się na dwie części. Jedni wybierają radość samej podróży i dlatego decydują się na wędrówkę drogą wygodną. Ich nie interesuje cel, do którego zmierzają. Przeżycie piękna samej drogi jest tym celem. Drudzy wybierają wizję nowego życia jaką przed nimi roztacza Bóg i decydują się na pokonanie wszystkich trudności stromej drogi, byle dotrzeć do ziemi obiecanej. Adwentowe spotkanie ze świętym Józefem wzywa do głębszej refleksji nad własną wizją życia. Ku czemu zmierzamy? Czy jest to jedynie wizja wygodnej drogi zamknięta w doczesności, czy też jest to wizja, którą roztacza przed nami Bóg? A jeśli zdecydowaliśmy się na wędrowanie w stronę pałacu wiecznej szczęśliwości, który jest Domem naszego Ojca, czy jesteśmy gotowi na pokonanie przeciwności, które pojawią się na wiodącej do Niego drodze? Nie można inaczej udowodnić autentyczności swej wiary i miłości, jak tylko przez wierne trwanie na stromej i trudnej drodze prowadzącej do nieba. Objawił nam to sam Syn Boży, który powrót do Domu Ojca rozpoczyna w betlejemskiej stajni. Pojednanie z braćmi W życiu amerykańskich Indian ważną rolę odgrywał topór wojenny. Jeśli jakieś plemię wchodziło na ścieżkę wojny z drugim plemieniem, topór był w ręku wodza. Jeśli plemię zawierało pokój, uroczyście zakopywano topór w ziemi, a sąsiednie plemiona zapraszano, by wspólnie z nimi wypalić fajkę pokoju. Topór wojenny był, ale nie można się było nim posługiwać. W każdej jednak chwili mógł być wykopany i natychmiast plemię wchodziło na ścieżkę wojny z ościennymi plemionami. Pojednanie zawarte przy fajce pokoju nie było trwałe. Życie decydowało o tym, jaki czas topór wojny spoczywał w ziemi. Niestety, z reguły było tak wiele zapalnych sytuacji, że topór nie miał czasu w ziemi zardzewieć. Wielu chrześcijan rozumie pojednanie z braćmi na wzór owych Indian. Mają swój topór wojny i są gotowi zakopać go w ziemi i zapalić fajkę pokoju z bliskimi, ale tylko warunkowo, o ile nie zaistnieją sytuacje napięte, w których znowu trzeba będzie sięgnąć po topór wojny. Tego typu sytuacje nie mają jednak nic wspólnego z pojednaniem, o które chodzi w Piśmie Świętym. Izajasz wzywa do przekucia topora wojny na sierpy. Innymi słowy wzywa do zrezygnowania raz na zawsze z topora wojny. Należy tak przebaczyć wrogom, by można ich było objąć miłością, by mieć odwagę wyciągnięcia ręki do zgody nawet wtedy, gdy wróg wywija toporem wojny. W sposób wyjątkowo wyraźny prawdę tę objawia Wigilijny Wieczór, kiedy to wychodzimy do drugiego człowieka z chlebem w ręku. To przepiękny gest przebaczenia. Ten chleb jest symbolem serca, które chce dać siebie. Przebaczający zawsze traci, nie dochodzi swego, rezygnuje ze swoich praw. Daje szansę rehabilitacji temu, kto zachował się niegodnie, więcej, jeśli przebaczenie jest pełne, obejmuje ono miłością nawet tego, kogo nie stać jeszcze na rehabilitację, kto jeszcze nie rozumie, że życie jest autentycznie piękne dopiero wówczas, gdy topór wojny zostanie przekuty na narzędzia potrzebne do uprawy chleba. Jakże często dziś w rodzinnych wspólnotach życie biegnie ścieżkami wojny, jak rzadko odkrywamy, że topór wojny trzeba po prostu zamienić na twórcze narzędzie pokoju. Czy nie należałoby wigilijny opłatek zostawić na widocznym miejscu przez cały rok i gdy jedna ze stron w napiętej atmosferze odkopuje topór wojny, wyjść do niej z opłatkiem w ręku? Wigilijny wieczór nie może być godziną zakopywania topora wojny, ale godziną zamiany tego topora na biały chleb. Przecież cała ludzkość była w stanie wojny z Bogiem, na tym polega dramat grzechu. I oto Bóg przybył do nas bez topora, lecz z chlebem w ręku, z przebaczeniem. Wprawdzie ludzie nie pojęli tego przyjścia, wyciągnęli swój topór wojny i uderzyli w Syna Bożego. Ten jednak nie zrezygnował ze swej metody. Wiedział, że na ziemi będzie grono ludzi, które zrozumie mądrość Bożego budowania pokoju. Wiedział, że znajdą się tacy, którzy zrezygnują z topora wojny nawet wówczas, gdy inni ostrzem tego topora dosięgną ich serca. Mądrości zawartej w przebaczeniu trzeba się uczyć we wzajemnych relacjach małżeńskich, rodzinnych, sąsiedzkich. Trzeba wielkiej cierpliwości zanim większa liczba ludzi odkryje, że największym nieszczęściem jest samo posiadanie topora wojny. Niezależnie od tego czy on jest w użyciu, czy jest zakopany w ziemi. On musi zniknąć z świadomości ludzi i to jest warunek pokoju. W Wigilijną Noc miejsce anioła z mieczem, który strzegł wejścia do raju, zajmują aniołowie, którzy zwiastują: „Pokój ludziom dobrej woli”. Pokój ten ukryty jest w pojednaniu z Bogiem i ze światem, w pojednaniu z ludźmi i z samym sobą. ks.E.S. „Niebiosa wysączcie z góry... Niechaj że ziemia się otworzy i wyda Zbawiciela” (Iz 45, 8) Cała liturgia ostatniej niedzieli Adwentu opiewa narodzenie Zbawiciela. Na pierwszym planie stoi słynne proroctwo o Emanuelu, wygłoszone w chwili szczególnie trudnej dla królestwa Judy. Bezbożnemu królowi Achazowi, który nie chce uwierzyć, że Bóg może go wybawić z ciężkiej sytuacji, Izajasz odpowiada, karcąc go surowo, i aby mu udowodnić, że Bóg może uczynić rzeczy o wiele większe, dodaje: „Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emanuel” (Iz 7, 14). Gdyby nawet proroctwo odnosiło się do urodzin następcy tronu, w pełni miało się urzeczywistnić dopiero siedem wieków później przez cudowne narodzenie Jezusa. On jedynie wypełnia całe znaczenie proroctwa. Ewangelia św. Mateusza potwierdza to tłumaczenie. Ewangelista, kończąc swoje opowiadanie o dziewiczym poczęciu Jezusa, mówi: „Stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emanuel», to znaczy Bóg z nami” (1, 22–23). Św. Mateusz pisząc genealogię Jezusa wykazuje, że On jest prawdziwym człowiekiem, „Synem Dawida, synem Abrahama” (tamże 1); opisując Jego narodzenie z Maryi Dziewicy, która stalą się Matką „za sprawą Ducha Świętego” (tamże 18), twierdzi, że jest prawdziwym Bogiem; na końcu zaś przytaczając proroctwo Izajasza oświadcza, że jest Zbawicielem obiecanym przez proroków, Emanuelem, „Bogiem z nami”. W tym obrazie, tak istotnym, Mateusz odsłania jedną z najbardziej ludzkich i delikatnych okoliczności narodzenia Jezusa: wątpliwości Józefa oraz jego zachowanie się w przyjęciu zadania, jakie mu Bóg powierzył. Wobec tajemniczego macierzyństwa Maryi Józef waha się mocno i zamierza Ją opuścić w tajemnicy. Lecz kiedy anioł Pański upewnia go i poleca wziąć Ją do siebie, „albowiem z Ducha Świętego jest to, co sio. w Niej poczęło” (tamże 20), Józef — człowiek sprawiedliwy, żyjący z wiary — jest posłuszny i przyjmuje z pokorną prostotą obowiązek niesłychanie ważny — oblubieńca Dziewicy–Matki i dziewiczego ojca Syna Bożego. Oto tak rozpoczęło się życie Zbawiciela związane z wiarą, posłuszeństwem, pokorą, oddaniem cieśli z Nazaretu. To są cnoty, z jakimi należy przyjąć Pana, który ma przyjść. W drugim czytaniu św. Paweł staje na równi z prorokami i z Mateuszem, głosząc Jezusa „pochodzącego według ciała z rodu Dawida” (Rz 1, 4), a z Mateuszem oświadcza, że On jest „Synem Bożym” (tamże 1). Apostoł, nazywając się „sługą Chrystusa Jezusa” (tamże 1) przeznaczonym do głoszenia Jego Ewangelii, w dwóch pociągnięciach streszcza cale życie i dzieło Zbawiciela: od narodzenia według ciała do chwalebnego zmartwychwstania i Jego mocy uświęcającej ludzi. Istotnie, wcielenie, męka, śmierć, zmartwychwstanie Pana są jedną tajemnicą, która ma swój początek w Betlejem, a swój szczyt w Wielkanocy. Narodzenie jednak oświeca Wielkanoc odsłaniając zarazem pochodzenie i naturę Tego, który umrze na krzyżu dla zbawienia świata: On jest Synem Bożym, Słowem wcielonym. Dzięki Ci zawsze i wszędzie, Panie, Ojcze święty, wszechmogący wieczny Boże, przez Chrystusa Pana naszego. Jego przepowiadali wszyscy prorocy, Dziewica–Matka oczekiwała i nosiła w łonie z niewysłowioną miłością, Jan Chrzciciel zwiastował Jego przyjście i ogłosił Jego obecność na świecie. A sam Pan udziela nam łaski, abyśmy się przygotowali z radością do przeżywania tajemnicy Jego Narodzenia, aby gdy przyjdzie, znalazł nas czuwających na modlitwie i pełnych wdzięczności (Mszał Polski: 2. prefacja adwentowa). Św. Józefie, byłeś naprawdę człowiekiem sprawiedliwym i wiernym, któremu została dana za oblubienice Matka Zbawiciela! Byłeś sługą wiernym i mądrym, którego Bóg wybrał, aby był pociechą dla Jego Matki, zapewnił Mu pokarm, i był jedynym tutaj na ziemi najwierniejszym współpracownikiem Jego wielkiego planu zbawienia. Tyś był z rodu Dawida, prawdziwy syn Dawida... jak drugi Dawid byłeś człowiekiem według serca Bożego. On ci powierzył najskrytszą i najświętszą tajemnicę swojego serca. Objawił ci, jak drugiemu Dawidowi, rzeczy tajemnicze i zakryte przez Jego mądrość i złączył cię z tajemnicą, której żaden mocarz na ziemi nie był w stanic poznać. Na koniec tobie udzielił tego, co wielu królów i proroków pragnęło widzieć i czuć, a nie widzieli ani nie usłyszeli. Lecz cóż mówię: zobaczyć i usłyszeć? Ty mogłeś nosić na ręku Zbawiciela, prowadzić Go za rękę, obejmować Go, całować, żywić i strzec Go (św. Bernard). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Narodzenie Pańskie „Bóg twój tobą się rozraduje” – woła prorok Izajasz. „Błogosławiony lud, który umie się cieszyć” – odpowiadamy w psalmie. Radość z siebie nawzajem, ze swojej obecności, z dobra, jakim się obdarzamy, jest znakiem prawdziwej jedności. Bóg w każdym pokoleniu szuka tych, którzy zechcą się z Nim zjednoczyć, tak jak On zjednoczył się z nami, przyjmując ludzkie ciało. Czy i o nas będzie mógł powiedzieć to samo, co o biblijnym królu Dawidzie: „Znalazłem… człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę”? Noc Bożego Narodzenia łączy w sobie to, co duchowe, z tym, co cielesne. Z przyjścia Jezusa cieszą się mieszkańcy nieba i ziemi. Z jednej strony słyszymy o wiecznym panowaniu i pokoju bez granic, z drugiej o konkretnych faktach związanych z narodzinami Dzieciątka – braku miejsca w gospodzie, żłóbku, odwiedzinach pasterzy. Składając Bogu dar Eucharystii, Kościół prosi o łaskę uczestnictwa w bóstwie Jego Syna. Obyśmy poznając dziś wielkość naszego powołania, nabrali zapału do wypełniania go w zwykłych konkretach naszego życia. M.M. „Znajdziecie Niemowlę położone w żłobie” Bóg jest ponad wszelkimi schematami, konwenansami i oczekiwaniami, nie mieści się w żadnych ludzkich wyobrażeniach i przewidywaniach, zawsze nas zaskakuje swoimi planami. Zarazem Jego oryginalność nie ma w sobie nic z krzykliwego, dziwacznego i spektakularnego efekciarstwa, którym ludzie próbują nas nieraz szokować. Doskonała prostota Boga, która wciąż na nowo przyprawia nas o zdumienie i uwielbienie, nie ma nic wspólnego z żądzą popularności, lecz wypływa z doskonałej wolności Boga. Wszyscy oczekiwali Go w świątyni, wyglądali anielskich hufców, spodziewali się koronacji i tryumfalnego panowania, wielkiego i głośnego zwycięstwa, które cały świat powaliłoby u stóp Izraela. Co najciekawsze: wszystko to faktycznie się wykonało, ale w jakże inny, ukryty i niespodziewany sposób. Wszystkie ludzkie szyki i rachuby się poplątały. A raczej rozplątały. Bo o ileż prościej zbliżyć się do Dzieciątka złożonego w pieluszkach na sianie, wespół z pasterzami i roześmianymi dziećmi, niż gdyby trzeba było ubiegać się o protekcję, audiencje, z onieśmieleniem przemierzać królewskie komnaty. O ileż łatwiej żyć, wiedząc, że Bogu było jeszcze trudniej. I ile nadziei i otuchy spływa do naszych serc, gdy przekonujemy się, że pieniądze, zaszczyty i stanowiska nie są wcale potrzebne. Prostota i skromność, z jaką objawiło się przyjście Zbawiciela, są dla nas znakiem, że to, co największe, nawet przełom czasów, może dokonać się w sposób zupełnie niepozorny, niezauważony przez wielkich tego świata. Tylko ludzie cisi, prości i pokorni, ludzie prawdziwie mądrzy, którzy rozumieją mowę traw na łące i gwiazd na niebie, tylko oni się spostrzegli. Trzeba wielkiej wrażliwości serca i umysłu, by dostrzec Boga, zwłaszcza Boga w człowieku. Ale niczego więcej! A więc każdy, kto tylko chce, ma dostęp do Boga. Nie tylko do Boga, także do tego, co dobre, prawdziwe, piękne, co ma jakąś autentyczną i autonomiczną wartość. I to jest światło nadziei, wielka szansa dla każdego, bo okazuje się, że wcale nie trzeba tak wiele, że zawsze można zrobić coś dobrego. Bez wielkich nakładów, inwestycji, uprawnień można osiągnąć nadzwyczajne efekty, choć może nie aż tak efektowne i spoktakularne. Bo Bóg gotów jest pomóc każdemu, w każdych okolicznościach: tak jak kiedyś przyszedł do nas w zwykłej stajni, o nic nie pytając, o nic się nie prosząc. Po prostu: przyszedł, żeby z nami być. Nie musimy nic robić, aby ta wspólnota z Bogiem się urzeczywistniła. Musimy tylko pozwolić Bogu, aby On działał. Bóg jest bardzo tolerancyjny: nie zraził się zamkniętymi na głucho drzwiami betlejemskich domów, nie przestraszył się chłodu i niewygód betlejemskiej stajenki, nie uląkł się nawet krzyża! Ale boi się ludzkiej obojętności, bo wie, że przez nią człowiek skazuje się na pustkę i samotność życia bez Boga – a On nie chce naszej krzywdy. Przed dwoma tysiącami lat, w Betlejem, ludzie jeszcze o tym nie wiedzieli; my dzisiaj – wiemy. Dlatego nie powtarzajmy ich błędu. Otwórzmy drzwi Chrystusowi! ks.M.P. U źródła Idąc za blaskiem betlejemskiej gwiazdy uczestniczymy w wielkiej pielgrzymce liczącej miliony ludzi, którzy dziś, w środku nocy, razem z nami przerwali spoczynek i opuścili domy. Dokąd prowadzi nas betlejemska gwiazda? Do źródła najczystszych i największych wartości, jakie są dostępne dla człowieka, do betlejemskiej groty. Uczestniczyłem dziś w kilku rozmowach, których główną nutą było narzekanie na trudną, szarą, by nie powiedzieć brudną sytuację, w jakiej przychodzi nam przeżyć obecne Święta. Równocześnie przez cały czas zastanawiałem się nad tym, że za kilka godzin spotkamy się przy ołtarzu i będziemy uczestniczyć w niezwykle pięknym, wielkim wydarzeniu. Jak te dwie rzeczywistości połączyć ze sobą? Myślę, że jest to przeżycie człowieka, który dotarł do samych źródeł Wisły i zanurzył ręce w kryształowej, czystej wodzie, stawiając pytanie: Co się stanie z tą wodą, kiedy ona dopłynie pod Wawel? Co ludzie z tą czystą i piękną wodą uczynią? Wystarczy dwieście kilometrów, aby ta czysta i piękna woda nie nadawała się nie tylko do picia, ale nawet do mycia ulicy. Ta sama woda. Chrześcijaństwo płynie przez świat dwadzieścia wieków. Jego źródłem jest betlejemska grota. Dwadzieścia wieków ta woda obmywa ludzkie serca i wydobywa z nich to, co jest brudne. Dziś przypomina wodę w Wiśle w naszym mieście. Patrząc na tę brudną wodę można załamać ręce, można zwątpić we wszystko. Wystarczy jednak podejść do źródła, aby zobaczyć, że w nim jest czysta, kryształowa woda, Woda Życia. Źródło wciąż bije i decyduje o życiu tysięcy i milionów ludzi. Betlejemska grota to źródło zbawczej Wody Życia. Dziś Kościół przyprowadza nas do tego źródła. Oto wielki gest zaufania Boga wobec człowieka, a równocześnie wspaniały gest zaufania człowieka Bogu. Oto Józef i Maryja wzór wielkiej, autentycznej miłości męża do żony i żony do męża. Oto wielka, autentyczna radość Rodziców przyjmujących narodziny Dziecka. Oto prawdziwe szczęście w skrajnym ubóstwie. Chciałbym wam dziś życzyć, aby każdy podszedł do tego źródła i zanurzył w nim swoje serce. Zaczerpnijmy z niego te wielkie wartości, które są w stanie ocalić każdego z nas i cały świat. To źródło wciąż bije, jest tak obfite, że potrafi ożywić cały świat. Stoimy przy ołtarzu. Dokonuje się tu to samo misterium betlejemskiej groty. Będziemy uczestnikami wielkiego gestu miłości Boga wobec nas. Pamiętajmy, że choćby świat pokryły ciemne chmury, w betlejemskiej grocie wciąż bije źródło zbawczej miłości Boga. Kto do niego dotrze, nie zginie, ale żył będzie na wieki. Radość wielka Święta noc Bożego Narodzenia to noc najradośniejszego orędzia, jakie kiedykolwiek usłyszała ludzkość. Posłaniec z nieba ogłosił: „Zwiastuję wam radość wielką. Dziś (...) narodził się wam Zbawiciel”. Gromadzimy się razem z milionami ludzi, którzy czuwają tej nocy, aby ponownie przeżyć głęboką treść tego orędzia: „narodził się wam Zbawiciel”. Niech ta wiadomość dotrze dziś do szpitalnych sal, do łóżka każdego chorego człowieka, do ludzi zmęczonych cierpieniem: „Narodził się wam Zbawiciel”. On jest jeden jedyny, który potrafi nadać sens cierpieniu. On jeden jedyny, który potrafi przeprowadzić człowieka przez mękę. Wystarczy w Niego uwierzyć, by ze szpitalnego łóżka słabą ręką można było dosięgnąć nieba. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech słuchają tych słów sieroty. Niech otrą gorzką łzę spływającą po smutnym obliczu. Niech usłyszą te słowa mieszkańcy domów dziecka, zakładów wychowawczych, dzieci cuchnących melin, wyziębłych z powodu braku miłości mieszkań: „Narodził się wam Zbawiciel” — Ojciec dla sierot. Przybył, aby budować dom dla bezdomnych, by znaleźć matkę i ojca, którzy przygarną porzucone dziecko. Przybył, aby uczynić możliwym to, co dla nas niemożliwe, aby spełnić najgłębsze pragnienie ludzkiego serca, pragnienie rodzinnej miłości. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech się zamienią w słuch ludzie, którzy przymierają z głodu, którym rozpacz zagląda w oczy, bo paraliżuje ich widmo niezapłaconego mieszkania, dług za gaz, światło i ogrzewanie. Ci, którzy niespokojnie spoglądają na termometr za oknem, bo dziecko nie ma wystarczająco ciepłego ubrania. „Narodził się wam Zbawiciel”. Sam ubogi i zziębnięty. Sam bezdomny, w cudzej stajni, przybył, aby przeprowadzić biednych przez pustynię ubóstwa i wprowadzić do krainy miodem i mlekiem płynącej. „Narodził się wam Zbawiciel”. Słuchajcie uważnie wszyscy samotni, w których drzwi już od miesięcy, a może i od lat, nikt nie zapukał. Oto puka On. „Narodził się wam Zbawiciel”. Stoi, puka i prosi o przyjęcie. Uleczy samotność. Otwórzcie, porządek zrobicie już razem. On nie przerazi się pustką samotności. On ją uleczy. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech ta wiadomość dotrze do więziennych cel. Do ludzi zniewolonych przez nałogi, do przygniecionych wyrzutami sumienia. „Narodził się wam Zbawiciel”. Nie ma takiego grzechu, by nie przebaczył, nie ma takiej winy, aby nie ułaskawił, nie ma takiej pomyłki, aby jak ojciec nie przygarnął marnotrawnego syna. Wystarczy zawierzyć, wyciągnąć do Niego rękę prosząc o przebaczenie. Wesprzeć się na Jego wszechmocy. „Zwiastuję wam radość wielką. Narodził się wam Zbawiciel”. Niech ta wiadomość dotrze do walczących. Zwaśnionych narodów, państw, ludów, sąsiadów, małżonków i rodzin. Oto Książe Pokoju, wystarczy odłożyć broń, rozluźnić zaciśniętą pięść, uścisnąć Jego dłoń. Przynosi pokój i pojednanie. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech to orędzie usłyszą zniewoleni przemocą polityczną, gospodarczą i społeczną. Zbawiciel wyzwala miłością. Niech to usłyszą zniewoleni przez błędne informacje w telewizji, prasie i opinii publicznej. Zbawiciel wyzwala prawdą. „Narodził się wam Zbawiciel”. Niech to usłyszą ci, którzy spoczywają w grobie, których ciało traci tożsamość i zamienia się w ziemię. „Narodził się wam Zbawiciel”. On wyprowadzi z krainy śmierci. On ubierze was w ciało nieśmiertelne. To nie jest demagogia. To nie są piękne hasła. To jest rzeczywistość. To ona nas tu zgromadziła. Mamy Zbawiciela, który wyzwala nas z wszelkich doczesnych form zniewolenia. To orędzie rozbrzmiewa dwadzieścia wieków. Błogosławiony, kto weń wierzy. Kto spotkał Chrystusa jako Wybawiciela, kto przeżył i odkrył w Nim i z Nim prawdziwy smak wolności. Jest tylko jeden jedyny warunek. To orędzie realizuje się o tyle, o ile ludzie w Niego uwierzą. Zabrakło nam wiary w Chrystusa Zbawiciela. Próba budowy życia bez Niego się nie udaje. Oto dziś ponownie trzeba odkryć, że wiara w Chrystusa jest siłą wolności, jest prawem wolności, jest krainą wolności. Składamy sobie życzenia. Życzę wam tej wolności wewnętrznej, otwartej na wieczność. Tej wolności, która od Boga pochodzi i której nie potrafi odebrać żadna siła doczesna. Życzę wam, abyście w Chrystusie odkryli swojego Zbawiciela; Tego, który daje prawdziwą wolność przerastającą wszelkie wyobrażenia i wszelkie ludzkie pragnienia wolności. Wyjdźcie dziś z Chrystusem w sercu i z wolnością, która pozwala spojrzeć w przyszłość, i z podniesionym czołem, bez obawy, że jakakolwiek trudność doczesna jest w stanie nas pokonać. „Zwiastuję wam radość wielką: narodził się wam Zbawiciel. Chrystus Pan”. ks.E.S. Narodzenie Pańskie „Zajaśniał nam dzień święty, pójdźcie, oddajcie pokłon Panu” (Lekc.) Liturgia dwóch pierwszych mszy Narodzenia Pańskiego wysławia przede wszystkim narodzenie Syna Bożego w czasie; natomiast liturgia trzeciej mszy odnosi się do Jego narodzenia odwiecznego w łonie Ojca. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo” (J 1, 1). Bóg jako Ojciec sprawił, że Słowo istniejące zawsze, a na początku czasu będące narzędziem dzieła stworzenia, w pełni czasów „stało się ciałem i zamieszkało między nami” (tamże 14). Niesłychana i niewysłowiona tajemnica. Nie jest ona jednak mitem czy figurą, lecz udowodnioną rzeczywistością historyczną: „I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (tamże). Ewangelista znał Jezusa i żył z Nim, słuchał Go, dotykał i uznał w Nim odwieczne Słowo wcielone w nasze człowieczeństwo. Wielkie rzeczy przepowiedziane przez proroków odnośnie do Mesjasza, są niczym wobec rzeczywistości Boga, który stał się ciałem. Jan odsłania nieco zasłonę tajemnicy: Syn Boży przyjmując ciało stanął na równi z człowiekiem, aby go podnieść do swojej godności: „Wszystkim, którzy Go przyjęli, dał moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (tamże 12). Jednak nie tylko to, Chrystus bowiem przyjął ciało, aby Boga uczynić dostępnym dla człowieka i dać mu Go poznać: „Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył” (tamże 18). Św. Paweł podejmuje i rozwija tę myśl: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg... przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1, 1–2). Prorocy przekazywali słowo Boga, lecz Jezus jest samym Słowem, Słowem Boga; Słowo, które ciałem się stało, przekłada Boga na język ludzki, objawiając przede wszystkim Jego nieskończoną miłość ku ludziom. Prorocy głosili cudowne rzeczy o miłości Boga; lecz Syn Boży wcielił tę miłość i ukazał, jak ona żyje i działa w Jego osobie. To „Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie” (Łk 2, 12) mówi ludziom, że Bóg miłuje ich tak, iż dał dla ich zbawienia swojego Jednorodzonego. To posłannictwo ogłoszone kiedyś pasterzom przez aniołów, ma być zaniesione dzisiaj do wszystkich ludzi — szczególnie do biednych, pokornych, wzgardzonych, uciśnionych — już nie przez aniołów, lecz przez wierzących. Na cóż bowiem przydałoby się obchodzić Narodzenie Jezusa, jeśliby chrześcijanie nie umieli głosić Go braciom własnym swoim życiem? Ten świętuje prawdziwie narodzenie Pańskie, kto przyjmuje do siebie Pana z wiarą i miłością coraz gorętszą, ten, kto pozwala Mu narodzić się i żyć we własnym sercu, aby mógł objawić się światu poprzez dobroć, łaskawość i oddanie wszystkich w Niego wierzących. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło... albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: „Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książe Pokoju” (Izajasz 9, 1. 5). O błogosławione to narodzenie, kiedy Dziewica–Matka, za sprawą Ducha Świętego, wydała na świat nasze zbawienie, a Dziecię, Zbawiciel świata, ukazał nam boskie oblicze! Niechaj wyśpiewują wysokie nieba, śpiewajcie wszyscy aniołowie! Wszelka moc, jaka istnieje we wszechświecie, niechaj śpiewa na chwałę Bogu; niech nic milczy żaden jeżyk, a każdy głos niech się dołączy do chóru. Oto Ten, o którym wieszczowie śpiewali w dawnych wiekach, a prawdziwe pisma proroków zapowiedziały, Ten, obiecany kiedyś, ukazuje się. Niechaj Go chwalą wspólnym głosem wszystkie rzeczy! (Aurclio Prudenzio). O Boże, Ty w przedziwny sposób stworzyłeś człowieka na swoje podobieństwo i w jeszcze cudowniejszy sposób odnowiłeś jego godność przez przyjście Twojego Syna, dozwól nam uczestniczyć w Bóstwie Tego, który raczył przyjąć naszą ludzką naturę. W Nim, Chrystusie Jezusie, jaśnieje dzisiaj pełnym blaskiem tajemnicza wymiana, dzięki której zostaliśmy odkupieni: Słowo przyjęło naszą słabość, człowiek zaś śmiertelny został podniesiony do wiecznej godności i zjednoczony z Tobą, Ojcze Święty, w przedziwnej łączności, dzieląc z Tobą życie nieśmiertelne (Mszał Polski: kolekta i 3. prefacja). O słodkie Dziecię z Betlejem, spraw, abym przystąpił z gorącą duszą do tej głębokiej tajemnicy narodzenia. Udziel sercom ludzkim tego pokoju, jakiego szukają niekiedy w sposób tak bezwzględny, a przecież tylko Ty go dać możesz. Pomóż nam poznać Cię lepiej i żyć po bratersku, jak dzieci jednego Ojca, Ukaż nam swoją piękność, świętość, czystość. Wzbudź w naszym sercu miłość i wdzięczność za Twoją nieskończoną dobroć. Zjednocz nas wszystkich w miłości i daj nam Twój niebieski pokój (Jan XXIII). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi „Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty” – słyszymy dziś w drugim czytaniu. Te proste słowa opisują niepojętą tajemnicę Wcielenia, a Niewiastą, przez którą staliśmy się uczestnikami tej tajemnicy, jest Maryja. To Ona użyczyła swego ciała Bogu, aby stał się człowiekiem. Dzięki Jej Synowi nasza wina mogła zostać odkupiona, tak że otrzymaliśmy „przybrane synostwo”. Pamiętając o tym, powierzajmy się u progu nowego roku wstawiennictwu świętej Bożej Rodzicielki. Halina Świrska Z Matką Księcia Pokoju W człowieku istnieje mechanizm odpowiedzialny za odporność organizmu na ataki wszystkiego, co zagraża zdrowiu człowieka. Uszkodzenie tego mechanizmu czyni człowieka kaleką i skazuje go na niechybną śmierć przy pierwszym ataku jakiejkolwiek choroby. Oto dramat ludzi chorych na AIDS. W życiu duchowym istnieje podobny mechanizm, który uruchamia rezerwę dodatkowej energii, gdy trzeba bronić się przed złem lub pokonywać poważniejsze trudności. Jeśli ten mechanizm podlega kontroli rozumu i wolnej woli, jego działanie jest twórcze. Dramat występuje w dwu wypadkach. Jego uszkodzenie lub zniszczenie, zwłaszcza przez niewłaściwe wychowanie, wypełnia człowieka ciągłym lękiem i czyni go bezradnym życiowo. Są to ludzie nie mający siły przebicia, nie zdolni do walki o swoje miejsce w świecie, noszący nieszczęście w sobie. Drugi rodzaj dramatu polega na niekontrolowanym lub niewłaściwym korzystaniu z tej energii. Ma to miejsce w chwilach wybuchu gniewu lub systematycznie podsycanej nienawiści. W tym wypadku mamy do czynienia z konfliktami, które kierują się tymi samymi prawami w skali kłótni małżeńskiej, jak i w skali wojen między narodami. Można to było obserwować na terenie rozpadającej się Jugosławii. Kiedy Bóg wyposażył człowieka w mechanizmy obronne zarówno wobec chorób, jak i zła moralnego, chciał, by zawarta w nich energia była wykorzystana wyłącznie dla dobra człowieka i całej ludzkiej rodziny. Człowiek jednak i ten dar wykorzystał dla niszczenia siebie i innych. Syn Boga przybywając na ziemię, chciał nam pomóc w powrocie do właściwego wykorzystania otrzymanych od Ojca energii. Na tym między innymi polegało Jego zbawcze dzieło. Wszedł On odważnie między wrogów panując nad sobą w sposób doskonały. Nie sięgnął po potężną moc, jaka była do Jego dyspozycji, by zniszczyć przeciwników. Chciał nam ukazać, że pokój nie polega na tym, by własną przemocą opanowywać przemoc innych. Na tym polega tajemnica wojny! Pokój polega na opanowaniu własnych sił, by promieniować miłością nawet do wrogów. Niewielkie grono ludzi przyjęło Jego zasadę pokoju. Nauka ta wolno dociera do świadomości ludzkości. Potrzebne jest bardzo bliskie spotkanie z Chrystusem, by odkryć mechanizm pokoju, jaki On przekazuje światu. Powierzchowne spotkanie z Ewangelią, nawet zanurzenie w wodzie chrztu, nie wystarcza do tego, by stać się apostołem Bożego pokoju. Stąd też nikt się nie dziwi, że wśród chrześcijan niewielu zdołało przekuć miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy. Większość usilnie ostrzyła i ostrzy miecze wzajemnie na siebie. Polska ziemia również bywała zbroczona krwią bratobójczą. Z obu stron frontu mówiono: „Ojcze, odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, by zamiast „Amen” wymierzyć cios, ranić, zabijać. Wielka kompromitacja ewangelicznej postawy, kompromitacja — powiedzmy jasno — dokonana przez pseudochrześcijan, którzy z Ewangelii zabierali tylko imię Chrystusa a nie Jego ducha. Pierwszy stycznia jest dniem szczególnej modlitwy o pokój w całym Kościele. Dzień ten poświęcony jest Matce Bożej. To z Nią Kościół wchodzi w nowy rok z nadzieją, że pomoże w opanowywaniu wszelkich porywów gniewu, zarówno w rodzinnych domach, jak i układach międzynarodowych. Ona, która była świadkiem gniewu wylanego na Jej Syna i nie rzekła ani słowa, wie, że walka o pokój na ziemi zawsze będzie wyglądała dokładnie tak, jak na Golgocie. Tam prawdziwe zwycięstwo należy do Jej Syna, a nie do tych, którzy przybili Go do krzyża. Tam ogień ich okrucieństwa i nienawiści został ugaszony miłością i pokojem Tego, kogo uśmiercili. Modlitwa o pokój na świecie to wspólne błaganie Boga o rozprowadzenie wody pokoju, która płynie ze źródła bijącego na Kalwarii. Wykorzystać czas Często słyszymy narzekanie na brak czasu. Tysiące ludzi ciągle się usprawiedliwia brakiem czasu na modlitwę, na zajęcie się rodziną, na opiekę nad chorymi, na odpoczynek dla siebie. Podświadomie wszyscy czujemy, że tak być nie powinno. Chodzi o zbyt wielkie sprawy — modlitwa, rodzina, bliźni, ojczyzna, własne zdrowie, a jednak krótkie oświadczenie: „nie mam czasu” w oczach własnych i cudzych usprawiedliwia brak troski o te wartości. Czy jednak takie oświadczenie usprawiedliwia w oczach Boga? A czyjaż to wina, że nie mamy czasu? Czyżby Bóg stworzył za krótki dzień? Człowiek wierzący wie, że takie ustawienie sprawy nie ma sensu. Mamy dość czasu, by wykonać, i to dokładnie, wszystko, czego oczekuje od nas Bóg. On wyznaczył zadania, On zna nasze możliwości i On daje czas. U Niego wszystko jest idealnie wyliczone co do sekundy. Jeśli nam brakuje czasu, nie jest to wina Boga tylko nasza. Jest rzeczą oczywistą, że nie potrafimy zrobić wszystkiego, co chcielibyśmy uczynić, nawet gdybyśmy pracowali dwadzieścia cztery godziny na dobę. Im więcej będziemy pracowali, tym więcej zadań będzie czekało na wykonanie. Praca to moloch, który może połknąć człowieka. Taka jest prawda o pracy. Tymczasem Bogu wcale nie chodzi o to, byśmy czynili dużo dobrego, ale o to, byśmy wykonali dobro, którego On od nas oczekuje. Gdzie jest zatem klucz do właściwego wykorzystania czasu? Dlaczego jedni czynią wiele dobra, a nigdy nie narzekają na brak czasu, inni zaś czynią niewiele, a czasu ciągle im brakuje. Odpowiedź jest stosunkowo prosta: Czas ma ten, kto kocha. Zakochani zawsze znajdą czas dla siebie, nawet w największym nawale pracy. Potrafią zorganizować spotkanie, porozmawiać, napisać list... Mąż kochający żonę zawsze znajdzie dla niej czas. Matka kochająca dzieci zawsze ma dla nich czas. Przyjaciel, mimo zajęć, zawsze zatrzyma się przy chorym przyjacielu. Pierwszym znakiem wygasającej miłości jest brak czasu dla tych, których kochamy. Miłość nigdy nie pozwoli zasypać się tysiącami doczesnych trosk, ona zawsze w pokoju i radości umie zachować właściwą hierarchię wartości. Dlaczego tylko miłość potrafi właściwie wykorzystać czas? Bo tylko ona jest w stanie przekroczyć granicę czasu i zamienić go w wieczność. Ten, kto nie kocha, nie ma czasu ani dla Boga, ani dla bliźniego, ani wbrew pozorom dla siebie. Jeżeli zaś kocha, to czas rozmnaża się w jego rękach jak chleb w rękach Jezusa, gdy karmił tysiące ludzi. Ten chleb był łamany i rozdawany ręką Wiecznej Miłości. Ludzie, którzy prawdziwie kochają, potrafią jedną godziną swego życia nakarmić wielu. Ta refleksja nad wykorzystaniem czasu jest szczególnie potrzebna na progu Nowego Roku. Jego godziny szybko będą przepływać przez nasze ręce i serca. Jakże wiele mamy do zrobienia. Jakże ambitne plany snują się po głowach ludzi młodych, silnych, zdrowych. Jak precyzyjnie zamierzają oszczędzać siły chorzy, słabi, w podeszłym wieku. Dwanaście nowych miesięcy to wielka szansa dla każdego z osobna i dla całego narodu. Warto pamiętać, że nie zabraknie nam czasu wyłącznie wówczas, gdy wykorzystamy go w duchu miłości. Ona jedna potrafi granice czasu przesuwać w wieczność. ks.E.S. Błogosławiona jesteś miedzy niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1, 42) Obecność Maryi występuje w rozmaitych tekstach liturgicznych, lecz w sposób zakryty, doskonale odpowiadający Jej charakterowi: Ona jest bowiem uosobieniem pokory i milczenia. Św. Paweł wspomina Ją w drugim czytaniu, lecz nie wymienia imienia; podkreśla jedynie fakt narodzenia Chrystusa z niewiasty: „Bóg zesłał Syna swego, zrodzonego z niewiasty... abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4, 4–5). Wcielenie Syna Bożego dokonuje się dziewiczo, lecz normalną drogą natury ludzkiej: rodzi się z niewiasty, i ona Go wprowadza, jako prawdziwego człowieka, pośród ludzi. Jezus właśnie dlatego, że należy do ich rodu i jest ich bratem według ciała, może ich odkupić i uczynić swoimi braćmi według ducha, a zatem uczestnikami swego synostwa Bożego. Łaskę przybrania za dzieci otrzymują ludzie przez Maryję, która jako Matka Chrystusa jest również Matką tych, którzy w Chrystusie stają się dziećmi Bożymi. Jeśli w sercu wierzących jest „Duch... Syna, który wola: Abba, Ojcze!” (tamże 6), zawdzięczamy to — ponieważ Bóg tak chciał — także macierzyńskiej czynności Najświętszej Maryi Panny. Ewangelia dzisiejszej Mszy św. subtelnie i delikatnie ukazuje, jak Maryja spełnia swój obowiązek matki. Opowiadanie św. Łukasza pozwala nam się domyślać, że Maryja zaraz po narodzeniu Jezusa przyjmuje pasterzy, okazuje im Go z radością (KK 57) i uważnie słucha wszystkiego, co opowiadają o wielkich rzeczach zapowiedzianych przez Anioła. Następnie, gdy pasterze odchodzą „wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli” (Łk 2, 20), Maryja pozostaje przy Synu zachowując w duszy „wszystkie te sprawy i rozważając je w swoim sercu” (tamże 19). Maryja jest Matką Jezusa nie tylko dlatego, że dała Mu ciało i krew, lecz przede wszystkim dlatego, że wniknęła w tajemnicę i włączyła się w nią najgłębiej: „całkowicie poświęciła samą siebie... osobie i dziełu swego Syna, pod Jego zwierzchnictwem i wespół z Nim... służąc tajemnicy Odkupienia” (KK 56). Dlatego właśnie Maryja „stała się nam Matką w porządku łaski” (tamże 61). O Najłaskawszy, Ty, który dla nas narodziłeś się z Dziewicy... nic gardź tymi, których swą ręką ukształtowałeś; okaż swoją miłość ludziom, o Najmiłosierniejszy! Wysłuchaj Te, co Cię wydała na świat, Bogurodzicę orędującą za nami, i ratuj, Zbawicielu nasz, lud opuszczony (Liturgia bizantyńska). Córo zawsze Dziewico, mogłaś począć dziecię bez współudziału męża, ponieważ Ten, którego poczęłaś, ma Ojca wiecznego. Córo z rodu ziemskiego, Ty nosiłaś Stworzyciela na swych rękach macierzyńskich na sposób boski!... Prawdziwie Tyś najcenniejszą spośród całego stworzenia. Z ciebie jednej Stworzyciel wziął w dziedzictwo pierwociny naszej ludzkiej materii. Jego ciało pochodzi z Twego ciała, a Jego krew z Twojej krwi. Bóg karmił się Twoim mlekiem, a Twoje usta dotykały ust Bożych... O Niewiasto najmilsza, trzykroć szczęśliwa! „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona”. O Niewiasto, Córko króla Dawida i Matko Boga, Króla wszechświata! boskie i żywe arcydzieło, w którym Bóg Stwórca podoba sobie i prowadzi Twego ducha zatopionego Tylko w Nim... Ty dla Niego zostałaś powołana do życia i dzięki Jego łasce, będziesz służyła powszechnemu zbawieniu, aby przez Ciebie spełnił się dawny plan Boży, to jest wcielenie Słowa i nasze ubóstwienie (św. Jan Damasceński). O Jezu, patrzę na ten nowy rok jak na czystą kartę, którą Twój Ojciec ukazuje mi i na której On sam będzie pisał, dzień po dniu, to, co postanowił według swego boskiego upodobania; lecz ja już teraz u góry tej stronicy piszę z całym zaufaniem: Domine, fac de me sicut vis; Panie, czyń ze mną to, co chcesz. Na dole zaś stawiam już moje Amen, niech tak będzie, na wszystkie rozporządzenia Twojej boskiej woli. „Tak”, o Panie, „tak” na wszystkie radości, na wszystkie cierpienia, na wszystkie łaski, na wszystkie trudy, jakie mi zgotowałeś i które będziesz mi ukazywał dzień po dniu. Spraw, aby moje Amen było wielkanocnym Amen, połączonym zawsze z Alleluja, czyli wypowiadanym z całym sercem, w radości zupełnego oddania się. Daj mi Twoją miłość i Twoją łaskę, a będę dosyć bogata (s. Karmela od Ducha Św.). o.G.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Niedziela Chrztu Pańskiego Chrzest w Jordanie – to pierwsze publiczne objawienie Jezusa jako Króla i Zbawcy, a jednocześnie objawienie całej Trójcy Świętej. To początek działalności Jezusa i szczyt działalności Jana Chrzciciela, który pierwszy rozpoznał w Jezusie obiecanego Mesjasza. Jezus zanurza się w wody Jordanu, jak w wody śmierci, przyjmując na siebie nasze grzechy. Niech dzisiejsze święto będzie dla nas okazją do dziękczynienia za dar chrztu, w którym obmyły nas wody życia wiecznego, czyniąc nas dziećmi Bożymi. Halina Świrska Bóg nie potrzebuje reklamy Dlaczego Słowo Boże zawarte w Piśmie Świętym, kazaniach, katechezach posiada tak małą skuteczność? Dlaczego można go słuchać nawet podziwiać, nie dostosowując do niego swego życia? Dlaczego jest tak mało twórcze? Oto pytania, z którymi boryka się prawie każdy kapłan i katecheta widząc marne owoce swojej pracy. Pełna odpowiedź na nie wymagałaby głębszej refleksji nad urodzajnością gleby naszych serc. To tu tkwi główna przyczyna małej skuteczności Słowa Bożego. Można jednak postawić Bogu pytanie, dlaczego On sam nie uczynił swego Słowa bardziej skutecznym. Dlaczego nie zadbał o jego reklamę? Dlaczego ono samo nie narzuca się, nie „zmusza” do przyjęcia? Gdyby było otoczone cudowną scenerią, znacznie mocniej przyciągałoby ludzi do siebie i ułatwiało przyjęcie. Z Objawienia wiemy, że Pan Bóg przemawiając do nas nie chce się narzucać. On sam w przekazie swego słowa zastosował dziwną metodę. Rozrzucił swoje Słowo jak ziarenka złota po drodze, którą węduje człowiek. Zostało ono przez Niego umieszczone w zwykłej szarej codzienności. Jest ukryte w wodzie chrzcielnej, w chlebie spoczywającym na ołtarzu, w geście nałożonych rąk i w znaku namaszczenia. Jest ukryte w tekście Pisma Świętego i mieszka w sercu każdego sprawiedliwego człowieka. Przebywa na ziemi w niepozornym, zwyczajnym opakowaniu. Z racji tego skromnego opakowania rzadko kto zwraca na nie uwagę. Wielu nie dostrzega go wcale, bywa, że jest lekceważone, a nawet podeptane. Bóg zaś chce, by mądrzy zatrzymali się przy Jego Słowie. Ufa, że je dostrzegą, wydobędą z prochu drogi, zgromadzą i jako prawdziwi artyści stworzą z niego jedyne i niepowtarzalne dzieło. Ich sukces będzie tytułem do wiecznej chwały. Życie ludzkie ukształtowane ze Słowa Bożego ma wartość wieczną. Bogactwo Słowa Bożego ukrytego w najprostszych znakach jest olbrzymie. Chrześcijanin spotyka się z nim po raz pierwszy w wodzie chrztu świętego. To pierwszy Boży klejnot ukryty w tak zwyczajnym znaku, jakim jest polanie głowy wodą. Kto go otrzyma, nie powinien już szukać skarbów w cudownej scenerii. Boże skarby są ukryte w niepozornym opakowaniu, w trosce o to, by były dostępne dla każdego mądrego człowieka. Mądrym reklama nie jest potrzebna. Oni przy nabyciu nowej rzeczy nie kierują się reklamą, lecz samą wartością danej rzeczy. Zło jednak doskonale wie, że chodzi o szczęście człowieka. Ponieważ samo nie posiada żadnej wartości do zaofiarowania, chcąc zyskać człowieka, musi dbać o reklamę, by w pięknym opakowaniu sprzedać buble i w ten sposób unieszczęśliwić go na wieki. Z tego punktu należy ocenić wszystkie zabiegi świata zmierzające do ustawienia obok drogi, którą wędruje człowiek, dobrze rozreklamowanych „skarbów” doczesności. Jest ich wiele. To coraz doskonalsze ekrany telewizyjne, z antenami o satelitarnym zasięgu i kasetami video; to pełne emocji stadiony i hale sportowe; to filmy, prasa, moda, loterie pieniężne, turystyczne podróże. Wszystko to jest tak interesujące, że człowiek nie ma już ani czasu ani sił do zajmowania się Bożymi skarbami w skromnych i mało ciekawych opakowaniach. Wydawać by się mogło, że w takiej rywalizacji Pan Bóg, jeśli nie zatroszczy się o odpowiednią reklamę swoich skarbów stoi na pozycji z góry przegranej. Jego skarbów ofiarowanych w tak skromnym opakowaniu, nikt nie kupi. Dziwić się jedynie należy, że upłynęło wiele wieków, a Pan Bóg nadal rezygnuje z reklamy i trwa przy tej dziwnej metodzie rozsypywania swoich wartości po drodze w wyczekiwaniu na mądrych, którzy się przy nich zatrzymają. Pan Bóg nie potrzebuje reklamy swoich skarbów. Przyjdzie jednak czas gdy objawi całemu światu ich piękno i wartość. Autentyczne skarby mogą być ukryte w najskromniejszym opakowaniu i przez to nie tracą nic ze swej wartości. Prawdę tę należy mieć na uwadze, gdy bierzemy udział w obrzędzie chrztu świętego, uczestniczymy w Eucharystii i słuchamy Słowa Bożego. „Nie zniechęci się ani nie załamie” Wspaniała jest zapowiedź Izajasza Proroka, że Mesjasz „nie zniechęci się ani nie załamie” aż utrwali Prawo Boże na ziemi. Z perspektywy wieków możemy podziwiać cierpliwość Boga, a zarazem nabierać pewności, że to Jego dzieło zostanie zrealizowane i to w sposób doskonały. Wiemy jak to idzie mozolnie. Wiemy jak wiele trudności piętrzy się na drodze wprowadzania Prawa Bożego w życie. Chodzi tu zarówno o wymiar indywidualny, jak i wymiar społeczny. To działanie często wymaga heroizmu. Tym cenniejsza jest pewność, jaką wlewa w nas Prorok, że Mesjasz „nie zniechęci się ani nie załamie”. Nie zniechęci się w stosunku do nas. Od chrztu zabiega o to, by Prawo Bożej Miłości, ktore wówczas wypełniło nasze serce, stało się prawem naszego życia. Zmaganie z egoizmem odczuwamy boleśnie sami. Tak często jesteśmy na krawędzi zniechęcenia i załamania. My, ale nie On. On „nie zniechęci się, ani nie załamie”, aż to Boże Prawo utrwali w naszym sercu. Co za radość płynie z pewności, że Jezus nie zniechęci się współpracą z nami w doskonaleniu naszego wnętrza. Podobnie jest w skali społecznej. Chodzi o nasze społeczeństwo, nasze wspólnoty rodzinne, sąsiedzkie, parafialne, religijne, w których Jezus pragnie utrwalić Prawo Bożej Miłości. Ileż tu jest trudności. Jeżeli tak opornie idzie uświęcenie naszych serc, to co dopiero uświęcenie ich połączeń. Wprowadzenie jedności, miłości, przebaczenia, pokoju we wspólnotach – to wielki trud. Iluż ludzi się w tej pracy zniechęciło i załamało. Ludzie tak, ale nie On. Jezus sam doskonale wie jak trudno, i za jak wysoką cenę można wprowadzać Prawo Boże w układy rodzinne, sąsiedzkie, polityczne i narodowe. Ale mimo, iż zapłacił życiem, „nie zniechęci się ani nie załamie”, aż cel osiągnie. Szczęśliwi którzy z Nim współpracują w utrwalaniu Bożego Prawa w swoich sercach i swoich środowiskach. Z Nim też nie zniechęcą się i nie załamią. ks.E.S. Chrzest Pański „Przyznajcie Panu, synowie Boży, przyznajcie Panu chwalę Jego imienia” (Ps 29, 1–2) Św. Piotr, naoczny świadek chrztu Jezusa, w swoim przemówieniu do Korneliusza ukazał to zdarzenie jako początek apostolskiego życia Pana. „Wiecie, co się działo... po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą... przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła” (Dz 10, 37–38). Słowa Piotra są echem słów Izajasza i Ewangelii. Wszystkie teksty ukazują Jezusa jako napełnionego, „namaszczonego” Duchem Świętym. Jak Jego życie ziemskie rozpoczęło się za sprawą Ducha Świętego, tak samo i życie apostolskie rozpoczyna się przy szczególnym udziale tegoż Ducha. Duch Święty opanował Go całkowicie i prowadził w wypełnianiu Jego posłannictwa. W podobny sposób dzieje się z chrześcijaninem: przez chrzest rodzi się on do życia w Chrystusie, a przez udział Ducha Świętego zostaje usprawiedliwiony i odnowiony w całej swojej istocie oraz ukształtowany na dziecko Boże. A kiedy postąpił w latach i ma podjąć świadomie i z odpowiedzialnością obowiązki życia chrześcijańskiego, Duch Święty bierze udział ponownie udzielając łaski przez sakrament bierzmowania, by utwierdzić go w wierze i uczynić mężnym świadkiem Chrystusa. Całe życie chrześcijanina rozwija się pod wpływem Ducha Świętego. Ewangelista Mateusz opowiadając o chrzcie Jezusa zaznacza, że Chrzciciel nie chciał się podjąć tej czynności: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3, 14). Oczywiście, że Pan nie potrzebował chrztu. Jednak poszedł do Jordanu, dostosowując się do wszystkich, którzy szli prosić o chrzest pokuty, i nalegał na Jana mówiąc: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (tamże 15). „Sprawiedliwość”, jaką Jezus chce wypełnić, jest to doskonałe spełnienie woli Ojca; i właśnie Ojciec w odpowiedzi na ten gest tak pokorny, stawiający Jezusa na równi z grzesznikami, objawia Jego godność Mesjasza i Duch Święty widzialnie zstępuje na Niego. Dla chrześcijanina nieodzownym warunkiem tego, aby łaska chrztu w nim owocowała i aby dał się prowadzić Duchowi Świętemu, jest pokora skłaniająca go do szukania we wszystkim woli Bożej, z pominięciem wszelkiej korzyści osobistej. Wody Jordanu obmyły również Ciebie, o Jezu, na oczach tłumu, lecz tylko niewielu mogło wówczas Cię rozpoznać. Ta tajemnica niedojrzałej wiary albo obojętności ciągnie się przez wieki i jest powodem cierpienia dla tych wszystkich, co Cię kochają i co otrzymują misję, by Cię dać poznać światu. O, udziel następcom Apostołów i uczniów oraz wszystkim, którzy wywodzą swe imię od Ciebie i z Twego krzyża, aby prowadzili dalej dzieło ewangelizacji, podtrzymywali je modlitwą, cierpieniem, wewnętrzną wiernością względem Twojej woli. O Jezu, niewinny Baranku, Ty przedstawiłeś się Janowi w postaci grzesznika, pociągnij również nas do wód Jordanu. Chcemy tam iść, by wyznać nasze grzechy, oczyścić nasze dusze. I jak niebo otwarte oznajmiło głos Twojego Ojca, który miał w Tobie upodobanie, tak abyśmy my, zwyciężywszy próbę... w brzaskach Twojego zmartwychwstania, mogli usłyszeć w głębi naszej duszy ten sam głos Ojca niebieskiego, że w nas rozpoznaje swoich synów (Jan XXIII). O Jezu, Tyś święty, niewinny, bez zmazy, oddzielony od grzeszników, idziesz jak winny prosząc o chrzest na odpuszczenie grzechów! Jak wielka to tajemnica!.., Jan stanowczo odmawia udzielenia Ci chrztu pokuty... a Ty mu odpowiadasz: „Nie sprzeciwiaj się w tej chwili, bo tylko w ten sposób możemy wypełnić sprawiedliwość”. Jaka to jest sprawiedliwość? To są upokorzenia Twojego godnego uwielbiania człowieczeństwa, które oddając hołd nieskończonej świętości, stanowią pełne zadośćuczynienie za wszystkie nasze winy zaciągnięte wobec sprawiedliwości Bożej. Ty, sprawiedliwy i niewinny, zastąpiłeś całą grzeszną ludzkość... O Jezu, spraw, abym i ja upokarzał się z Tobą, uznając się za grzesznika i ponawiając wyrzeczenie się grzechu, uczynione już na chrzcie (K. Marmion: Chrystus w swoich tajemnicach 9). o. Gabriel
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
III niedziela zwykła „Pan moim światłem i zbawieniem moim” – śpiewał Izrael od pokoleń. I oto nadszedł czas, gdy proroctwa się wypełniły i „lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie”. W cudzie Wcielenia Bóg stał się człowiekiem, by tak jak my żyć i umrzeć. A przez swoje zmartwychwstanie przeprowadził nas razem z sobą do życia wiecznego. Podczas każdej Eucharystii ogarnia nas to samo jedyne i niepowtarzalne Światło, Jezus Chrystus, w którym jest nasze zbawienie. H.Ś. „Nawracajcie się!” Ktokolwiek obserwuje szeroko zakrojoną działalność Kościoła, może stracić z oczu to, co w jego misji jest najważniejsze. Zaangażowanie w prace na rzecz pokoju, ratowanie głodnych w świecie, wychowywanie młodego pokolenia, troska o biednych i chorych, obrona uciśnionych, walka o sprawiedliwość społeczną, ekumenizm, kontakty z przedstawicielami innych religii. .. a w ramach samego religijnego życia nowenny, kongresy, zebrania itp., to wszystko jest ważne, ale co jest najważniejsze? Tylko jedno: wezwanie do nawrócenia! Otwarcie przed człowiekiem szansy uczynienia możliwym tego, co wydaje się być niemożliwe, a mianowicie że może uczestniczyć w życiu doskonalszym niż to, które jest, że może sięgnąć po udział w życiu samego Boga. Wezwanie do nawrócenia stanowi serce religii. Jezus rozpoczyna swe publiczne działanie od tego wezwania i kończy je tym wezwaniem. Przyszedł bowiem, by pomóc nam w dokonaniu wielkiej wewnętrznej przemiany, w dorastaniu do życia wiecznego. Jakie są podstawowe elementy nawrócenia? Pierwszy z nich to troska o dojrzałość człowieka. Ten się nawraca, kto szuka ubogacenia swego umysłu, serca i uczuć. Nawracanie jest zawsze znakiem dojrzałości człowieka, zdolności do zmobilizowania wszystkich sił, by sięgnąć po wartość wyższą. Komu nie zależy na pogłębianiu wiadomości o świecie, o Bogu, o ludziach, o sobie, komu nie zależy na duchowym rozwoju, ten nie odpowie na wezwanie Jezusa. Drugim elementem jest postawa otwarta na przyjęcie wartości religijnych. Zależy ona od człowieka i Jezus w Ewangelii wielokrotnie się o nią upomina. Chodzi tu o odpowiednie nastawienie. Na przykład zupełnie z innym nastawieniem wędrujemy do teatru, by oglądać komedię, a z innym na pogrzeb. Jeśli ktoś przyjdzie do teatru z wewnętrznym nastawieniem takim jak na pogrzeb, nie potrafi odebrać tych wartości, które można dostrzec w dobrej komedii. Niewłaściwe nastawienie bardzo utrudnia przyjęcie wartości religijnych. Czasem nakładające się na siebie drobiazgi decydują o narastaniu uprzedzeń, które w rezultacie uniemożliwiają przeżycie nawrócenia. Trzeba ustawicznie zabiegać o postawę otwartą, gotową na przyjęcie wartości religijnych. Trzecim ważnym elementem jest widzialny znak, którym Bóg się posługuje dla przekazania swojej łaski. Może to być tekst Pisma Świętego odczytany jako Słowo Boga adresowane wyłącznie do mnie. Tak między innymi przeżył nawrócenie św. Augustyn czytając jedno zdanie z Listu św. Pawła do Rzymian. Może to być głębsze przeżycie zjawisk przyrody, majestatu gór lub zachodu słońca, ostatnie słowo umierającego przyjaciela lub piękna melodia. Pewne z tych znaków zostały wykorzystane w życiu religijnym. Do nich należy przede wszystkim chrzest, czyli zanurzenie człowieka w wodzie. Wynurza się już jako oczyszczony, jako nawrócony. Znak ten znany innym religiom, był stosowany przez Jana Chrzciciela głoszącego nawrócenie i został przez Jezusa ustanowiony jako sakramentalny znak nawrócenia. Wezwanie Chrystusa: „Nawracajcie się!” stanowi doskonałą okazję do głębszej refleksji nad najważniejszą misją Kościoła, jaką jest wzywanie ludzkości do nawrócenia. A ponieważ każdy człowiek potrzebuje nawrócenia, jest to również okazja do refleksji nad swoim nawróceniem, nad dorastaniem do pełnego nawrócenia. Zbawienie człowieka jest zawarte w jego nawróceniu. Człowiek przez nie staje się w pełni sobą, odnajduje siebie wobec Boga, bliźnich, świata i sam zostaje wypełniony prawdziwym pokojem. Jeden Kościół w Koryncie od samego początku musiał zwalczać różne próby podziału w swoim łonie. Sam Paweł pisze o tym wyraźnie: „Doniesiono mi o was, bracia moi, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: ‘Ja jestem Pawła, a ja Apollosa, ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa’„. W tym kontekście staje się jasne jego wezwanie: „Upominam was, bracia, w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni i by nie było wśród was rozłamów, byście byli jednego ducha i jednej myśli”. Jest rzeczą znamienną, że wszystkie wspólnoty same muszą się organizować, a więc w pewnym sensie dzielić zadaniami, a równocześnie muszą przezwyciężać pokusy rozbicia. Doskonalenie wspólnoty jest możliwe tylko na bardzo trudnej drodze zgody wszystkich na podział funkcji przy równoczesnym zachowaniu jedności. Zło wiedząc, że zgoda potęguje siły i przez nią wspólnota staje się niezwykle twórcza, usiłuje przede wszystkim zwyciężać przez podziały, przez brak jedności. Ponieważ Kościół w planach Boga realizuje wielkie dzieło zbawienia ludzkości, zło od początku stara się za wszelką cenę osłabić skuteczność tego działania przez rozłamy. Każdy wierny należący do Chrystusowego Kościoła winien sobie z tego zdawać sprawę. Tam gdzie następuje spotęgowanie działania dobra, pojawia się prawie natychmiast kiełkujące ziarno niezgody, które trzeba rozpoznać, i o ile to jest w mocy wierzących, wyrwać. Bywa, że rozłamów nie da się przezwyciężyć. Kościół w swej historii przeżył niejedną schizmę. Odpadały od niego wielkie rzesze wiernych. Jedno jednak jest w stu procentach pewne: żadne rozdarcie nie prowadzi do powstania drugiego Chrystusowego Kościoła. Kościół Chrystusowy choćby był łamany na wiele kawałków, był, jest i będzie jeden. To jest mniej więcej tak, jak z jednością sakramentalnego małżeństwa. Jeżeli współmałżonek odchodzi i szuka innego małżeństwa, nie niszczy tym samym sakramentalnego związku. Jest tylko jego zdrajcą, ale nadal jest małżonkiem. „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”. W podobnym znaczeniu Kościół Chrystusowy jest jeden. To wielka wspólnota połączona więzią nierozerwalną z Jezusem, jak żona z mężem. To że jakaś część wiernych zrywa łączność z innymi, a nawet z władzą kościelną, to jeszcze nie dowód, że tworzą drugi Kościół Chrystusowy. Ludzie tego nie potrafią uczynić, Kościół może zakładać tylko Bóg, a nie człowiek. Należałoby dokładniej prześledzić związek kryzysu jedności małżeństwa i rodziny z kryzysem przynależności do Kościoła, oraz zbyt wielkie uproszczenie sprawy zawarte w twierdzeniu, że jest rzeczą obojętną, do jakiego Kościoła człowiek należy. Chrystus modlił się słowami: „Ojcze, aby byli jedno”. Jego modlitwa na pewno została wysłuchana. Ci, którzy Go kochają, są jedno z Nim i między sobą. Niewielu z nas przeżywa radość z przynależności do jednego Chrystusowego Kościoła. Ten kto odkrył tę prawdę, odnajduje się w Kościele, jak w jednej autentycznie kochającej się rodzinie. Ponieważ jest to rodzina złożona z niedoskonałych ludzi, może przeżywać różne spięcia, nawet dramaty, ale zawsze jest to jeden dom, w którym dla każdego jest miejsce, jedzenie i zadanie. Gdybyśmy lepiej współpracowali z łaską, nie byłoby tak wiele rozdarć, łez i krwawych ran w naszych wspólnotach. Bo jedność i zgoda, to nie tylko sprawa nasza, ale przede wszystkim wielkie pragnienie Boga, kochającego nas Ojca. ks.E.S. Panie, Ty jesteś światłem i zbawieniem moim (Ps 27, 1) Św. Mateusz zawsze stara się porównywać wydarzenia z życia Jezusa z tym, co prorocy przepowiedzieli o Mesjaszu, więc rozpoczynając opowiadanie o Jego działalności apostolskiej, przytacza proroctwo Izajasza dotyczące „ziemi Zabulona i Neftalego”, gdzie Mistrz w owym czasie przebywał. „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło” (Mt 4, 16). Mateusz widział, jak to proroctwo spełniało się w jego oczach. Światłem, które oświeciło Galileję, a stamtąd rozlało się na cały świat, jest Chrystus. Mateusz poznał Go, poszedł za Nim i słuchał Go, a teraz chce przekazać całemu światu tę radosną nowinę. Jezus począł nauczać i mówić: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie” (tamże 17). Orędzie nagli; trzeba je szybko rozgłaszać, bo Królestwo, które Chrystus przyszedł założyć, jest przeznaczone dla wszystkich ludzi i już się zbliża. Potwierdza to przepowiadanie Jezusa ukierunkowane całkowicie na nawracanie i zbawianie. Potwierdzają je cuda, jakich dokonuje „lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu” (tamże 23), uzdrowienie bowiem ciała jest „znakiem” tego głębszego, jakiego pragnie dokonać w duszach. Stwierdza to również wybór i powołanie pierwszych uczniów, których Jezus chciał mieć jako współpracowników swej posługi zbawienia. Mateusz wymienia czterech: Szymona i Andrzeja, Jakuba i Jana. Dwaj z nich poznali już Mistrza, kiedy wskazał im Go Chrzciciel na brzegach Jordanu, i natychmiast poszli za Nim. Teraz sam Jezus zaprasza ich, stojących nad jeziorem, by łowić ryby ze swoimi braćmi: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim” (tamże 19–20), Bóg powołuje nie tylko raz w życiu; ponawia On swoje wezwania zobowiązująco i coraz natarczywiej. Teraz nie chodzi o to, by iść za Jezusem, lecz by stać się, naśladując Go, „rybakami ludzi”. Odpowiedź jest natychmiastowa jak pierwszy raz, lecz ubogacona wielkodusznym porzuceniem sieci, łodzi, a nawet ojca, którego Jakub i Jan opuścili nad jeziorem. W ten sposób przyjmuje się wezwania Boże, w jakikolwiek sposób byłyby objawione, czy jako wielkie apele, czy owe pokorne wołania, które ujawniają się w zwykłych okolicznościach codziennego życia, lub wewnętrzne natchnienia do większej wspaniałomyślności, oddania się i ofiary. Niech zajaśnieje nade mną płomień, który nieustannie się pali, a nigdy nie gaśnie (zob. Wj 3, 2). Zacznę wówczas, dzięki Twemu światłu i zanurzony w nim, oglądać Twoją światłość i rozpoznawać w niej Ciebie jako prawdziwe źródło światła. Pozostań z nami, pozostań na zawsze, o słodki Jezu, i udziel mojej duszy słabnącej większej łaski. Pozostań ze mną, a tak zajaśnieję Twoim blaskiem, że stanę się światłem również dla bliźnich. Cała światłość, o Jezu, przyjdzie tylko od Ciebie; a ja nie będę miał w tym żadnego udziału, żadnej zasługi, bo to Ty będziesz jaśniał w innych przeze mnie. Spraw, abym Ci oddal chwałę w sposób, jakiego Ty pragniesz, rzucając blaski na całe moje otoczenie. Oświeć ich, jak mnie oświecasz. Obdarz ich światłem razem ze mną i przeze mnie. Naucz mię objawiać Twoją chwalę i prawdę, Twoją wolę. Spraw, abym Cię głosił nie słowami lecz przez dobry przykład, z całą siłą zdobywczości i miłosnego wpływu mego postępowania. Spraw, abym stał się Twoim świadkiem przez widzialne podobieństwo do świętych Twoich i doskonałą miłość ku Tobie (J. H. Newman). o.G.
Podoba się : Izabela, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
IV niedziela zwykła Każdy człowiek potrzebuje głębokiego poczucia bezpieczeństwa, które ukoi jego lęk. Ten upragniony dar możemy znaleźć w imieniu Boga, który jest źródłem naszego istnienia. „Przez Niego bowiem jesteśmy” (por. 1 Kor 1,30). Utrudzeni poszukiwaniem, odarci i ubodzy, trafiamy wreszcie do domu, którym jest sam Bóg, nasze schronienie. Gdy ustaje pełne lęku zabieganie o samego siebie, pojawia się duchowa przestrzeń wolności i męstwa. W niej dopiero może rozkwitnąć życie według błogosławieństw. o.W.J. Droga do prawdziwego szczęścia Błogosławieństwa zapowiadają nagrodę dla tych, którzy na ziemi umieją przegrywać. W doczesności szczęście jest ściśle złączone z sukcesami. Im więcej zwycięstw tym więcej szczęścia. W Królestwie Jezusa szczęście jest związane z umiejętnością ponoszenia klęski. Na ziemi szczęśliwi są ci, którzy gromadzą bogactwa. W Królestwie Chrystusa natomiast ci, którzy umieją z nich rezygnować. Szczęśliwy jest ten, kto opanował sztukę uwalniania się od dóbr tego świata. Droga ewangeliczna wiedzie bardzo stromą i niewygodną ścieżką, a każde dodatkowe obciążenie staje się na niej przeszkodą. Ktokolwiek chce dotrzeć do szczytu i przeżyć radość z jego zdobycia, musi się zdecydować na ubóstwo, na rezygnację nawet z wielu rzeczy, które wydają mu się bardzo potrzebne. Na ziemi szczęśliwi są ci, którzy nie muszą płakać. W Królestwie Chrystusa znajdą się jednak ci, którzy przez łzy cierpienia i nieszczęścia dostrzegli wielkie, nieprzemijające wartości. Cierpienie jest próbą człowieka, jeśli tę próbę przetrwa czeka go nagroda. Na ziemi szczęśliwi są ludzie mocni, a o ich sukcesie często decyduje tupet, siła głosu, twardość pięści. Krzyk traktują jako narzędzie podporządkowania sobie innych. Ludzi można wrzaskiem zastraszyć. Kruche to jednak szczęście, jeśli zbudowane jest na zastraszaniu innych, stąd Jezus obiecuje prawdziwe szczęście cichym, zaznaczając, że oni posiądą ziemię. Człowiek cichy to ten, który potrafi w takim stopniu panować nad sobą, że nawet w starciu z przemocą nie odda ciosem za cios, lecz samym spojrzeniem pełnym pokoju obezwładni swego przeciwnika. Szczęśliwi w doczesności są ci, którzy siedzą na sędziowskich krzesłach, a nie na ławie oskarżonych. Zgodnie z logiką tego świata lepiej sądzić, niż być sądzonym, lepiej prześladować, niż być prześladowanym. Natomiast w Królestwie Chrystusa, gdzie liczy się tylko wierność prawdzie, tysiąc razy lepiej siedzieć na ławie oskarżonych i mieć czyste sumienie, niż na krześle sędziowskim i wydawać niesprawiedliwe wyroki. Ostatecznie każda rozprawa sądowa zostanie powtórzona przed Bogiem i każdy sędzia ziemski zasiądzie na ławie oskarżonych. Jeśli sądził sprawiedliwie, czeka go nagroda, jeśli wydał niesprawiedliwy wyrok, odmierzą mu taką miarą, jaką on mierzył. Chrystus mówiąc „błogosławieni prześladowani”, wzywa do odwagi zasiadania na ławie oskarżonych. Sam jako więzień zasiadł na tej ławie – i to zarówno przed trybunałem sądu religijnego, jak i państwowego. Na ziemi szczęśliwi są ci, którzy umieją się dobrze urządzić. Najczęściej jednak dokonuje się to z naruszeniem sprawiedliwości społecznej. Jeśli jeden posiada dużo, to inni posiadają mniej, jeśli ktoś chce mieć bardzo dużo, to tym samym sprawia, że obok niego pojawiają się ludzie, którzy mają bardzo mało. Na ziemi nie ma sprawiedliwości. Jedni ją naruszają, a inni za nią tęsknią. Jezus zapowiada stworzenie świata czystej sprawiedliwości. Znajdą się w nim jednak nie ci, którzy łamali jej prawo na ziemi, lecz ci, którzy jej pragnęli. Druga część błogosławieństw wzywa do ubiegania się o wartości potrzebne do twórczego przeżywania niepowodzeń na ziemi. Jest to troska o czystość serca uzdalniająca do oglądania Boga; odwaga podejmowania czynów miłosierdzia, czyli wysiłek zmierzający do wprowadzenia na ziemi sprawiedliwości społecznej przez dobrowolne dzielenie się z potrzebującymi tym, co sami posiadamy; nastawienie na wprowadzanie pokoju, a więc tego, co ludzi jednoczy. Wnikliwe odczytywanie błogosławieństw stanowi wezwanie do zastanowienia nad tym, w jakiej mierze nasze wyobrażenie o szczęściu harmonizuje z tym, które posiada Chrystus. Powszechny Instytucją o najszerszym zasięgu, zainteresowaną losami całej ludzkości, jest Organizacja Narodów Zjednoczonych. Polska już od wielu lat należy do tej organizacji, z czego jednak nie wynika, by przeciętny Polak miał świadomość swej własnej przynależności do ONZ. Ta najbardziej powszechna organizacja, jaką udało się stworzyć człowiekowi, gromadzi państwa i narody, ale nie zabiega o gruntowanie świadomości przynależności do niej indywidualnych ludzi. Pod tym względem Kościół Chrystusowy jest znacznie doskonalszą instytucją. Potrafi bowiem przy swej powszechności trafić do świadomości każdego swego członka. Powszechność Kościoła jest dziełem Boga. Zbudowanie wspólnoty obejmującej ludzkość przekracza możliwości człowieka. Kościół jest katolicki, czyli powszechny, w tym znaczeniu, że jest w nim miejsce dla każdego człowieka. Spotykają się w nim Murzyn i Eskimos, Arab i Japończyk, geniusz i człowiek upośledzony umysłowo, mistrz olimpijski i kaleka, który nigdy nie stanął na własnych nogach. W Kościele jest miejsce dla dziecka jeszcze nie narodzonego i dla starca zniszczonego sklerozą, dla wielkich grzeszników i dla świętych. Kościół to wielki rodzinny dom, w którym każdy członek ma miejsce przy jednym ojcowskim stole. Ewangelia jest najpowszechniejszą księgą świata, można ją czytać w każdym zakątku ziemi i wszędzie jest zrozumiała. Osiem błogosławieństw urzeka swoją głębią i powszechnością nie tylko w Europie, ale w Azji i Australii. Wszędzie też można ustawić Eucharystyczny stół, przy którym nie ma pierwszych miejsc, lecz wszyscy stają się braćmi niezależnie od przynależności narodowej, koloru skóry, stopnia posiadanej wiedzy czy ilości zgromadzonych pieniędzy. Powszechność Kościoła jest możliwa dzięki miłości, którą przekazał nam Chrystus. Wiedząc, że wielu ludzi do tej miłości jeszcze nie dorasta, Jezus ukazał jej trzy zasadnicze wymiary, by w ten sposób objąć możliwie wszystkich. Z miłością bliźniego mamy się pochylić nad każdym czekającym na naszą pomoc. Miłością wzajemną mamy darzyć naszych przyjaciół. Miłością nieprzyjaciół mamy ogarnąć wrogów. W tym ujęciu nie ma człowieka, którego by miłość nie objęła. Ona też decyduje o powszechności Chrystusowego Kościoła. Głębsza świadomość powszechności Kościoła ujawnia ostro niedojrzałość wielu chrześcijan. W historii bywało wielokrotnie, iż na kilka godzin przed bitwą żołnierze po obu stronach frontu gromadzili się przy Chrystusowym ołtarzu, przyjmowali łaskę rozgrzeszenia, spożywali Eucharystyczny chleb, a czynili to wszystko z karabinem wymierzonym do swoich współbraci w wierze. Zabijali się wzajemnie, by po śmierci, na progu wieczności, podać sobie po bratersku ręce. Takie wydarzenia są bolesnym wyrzutem, iż ciągle nie dorastamy do braterskiej zgody na ziemi, mimo że stanowimy jedną wielką Bożą rodzinę. Ciągle za mało znamy Kościół, do którego należymy i dlatego za mało go kochamy. Nie można kogoś kochać, nie znając go. Poznawanie różnych aspektów Chrystusowego Kościoła wprowadza nas w cudowne dzieło Boga, które sami współtworzymy. Chrześcijanin nie może być nieczułą cegłą w wielkim gmachu budowli, którą wznosi Bóg, ale żywą komórką uczestniczącą w szczęściu całego organizmu. Kościół jest Ciałem Chrystusa złożonym z miliardów żywych komórek, bardzo zróżnicowanych, a jednak harmonijnie współpracujących ze sobą. Powszechność Kościoła to jeden z wielkich cudów, który można obserwować i podziwiać zarówno dziś, jak i na przestrzeni wieków. ks.E.S. „Ratuj nas, o Panie, nasz Boże... abyśmy wielbili święte imię Twoje” (Ps 106, 47) Kiedy Sofoniasz zapowiedział już Izraelowi przestępcy karę Bożą, zaczyna głosić nadzieję: „Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi” (2, 3). Bóg zamierza dać zbawienie pokornym; rozproszy pysznych i buntowników. 2 Izraela ocaleje tylko „reszta” złożona z ludu pokornego i biednego. „Zostawię pośród ciebie lud pokorny i biedny, a szukać będzie schronienia w imieniu Pana reszta Izraela” (Sof 3, 12–13). Jezus przyniósł zbawienie tej „reszcie” oraz „biednym i pokornym”. Nic więc dziwnego, że „kazanie na górze” zaczyna się radosną zapowiedzią: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 3). Jednak natychmiast zaznacza Pan doniosłą okoliczność. Nie ubóstwo materialne zostało określone jako błogosławione, lecz owo usposobienie duchowe — „ubodzy w duchu” — dzięki któremu człowiek nie pokłada ufności ani w sobie samym, ani w dobrach ziemskich, lecz w Bogu. Ubóstwo materialne jest błogosławione o tyle tylko, o ile prowadzi do tego usposobienia wewnętrznego. Podobnie należy rozumieć inne błogosławieństwa. „Błogosławieni, którzy się smucą”, czyli przyjmują utrapienia życia przyznając Bogu prawo doświadczania ludzi przez cierpienie i nie wątpiąc w Jego miłość ojcowską. „Błogosławieni cisi”, którzy będąc ubogimi i utrapionymi nie buntują się, nie usiłują poprawić sobie warunków przez gwałt ani też zgnieść innych. „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości” nie przez wyzwolenie swoich praw, lecz dążąc do „sprawiedliwości” czyli do cnoty, do coraz większej świętości. „Błogosławieni miłosierni” — to jest ci, którzy są świadomi, że sami potrzebują miłosierdzia Bożego; potrafią oni współczuć i przebaczać życzliwie błędy drugim. „Błogosławieni czystego serca”, którzy nie splamili ducha swego przez namiętności i grzech i są zdolni zrozumieć rzeczy Boże. „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój”, bo zachowując sami pokój z Bogiem, sieją pokój na swej drodze. „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości”, cierpią za dobrą sprawę, za wiarę, za Ewangelię. Wszystkie te kategorie osób cechuje wspólna i zasadnicza zaleta, czyniąc je zdatnymi do królestwa niebieskiego oraz do otwarcia się na Boga. Zamiast polegać na własnych siłach fizycznych i moralnych, pokładają ufność w Bogu. Zamiast szukać zadowolenia w dobrach doczesnych, żyją w oczekiwaniu dóbr niebieskich. Dlatego właśnie one zostały im obiecane: Bóg, Jego królestwo i miłosierdzie, oglądanie Go i szczęśliwość wieczna. Aby zostać zaliczonym do tych „błogosławionych”, trzeba mieć odpowiednie zalety, bez których nie można stać się uczniem Chrystusa ani dostąpić zbawienia. O Jezu, nazywasz błogosławionymi ubogich duchem, nie tylko dobrowolnych ubogich, którzy pragnąc Cię naśladować opuścili wszystko, a którym obiecałeś stokroć więcej w tym życiu, w przyszłym zaś życie wieczne. Są to jeszcze ci wszyscy, którzy mają dusze naprawdę oderwaną od dóbr doczesnych, żyją naprawdę w ubóstwie bez szemrania i zniecierpliwienia; nie przywiązali serca do bogactw ani nie pozwolili opanować się pysze, niesprawiedliwości ani nienasyconej chciwości zagarniania wszystkiego dla siebie... Na ziemi ubóstwo czyni ludzi godnymi wzgardy, słabymi, nic nie znaczącymi, ale Ty, Panie, obiecujesz ubogim szczęśliwość... W szacie bardzo wzniosłej jest to Królestwo... Czego człowiek nie jest gotów wycierpieć dla królestwa ziemskiego, a cóż dopiero dla królestwa niebieskiego?... O Panie, oddaję Ci wszystko, wyrzekam się wszystkiego, aby mieć cząstkę w tym Królestwie, Obym mógł, umocniony tą nadzieją, ogołocić się ze wszystkiego, jak przystoi! Ogołacam się w sercu i duszy, a jeśli spodoba Ci się ogołocić mnie faktycznie, poddaję się już teraz (J. B. Bossuet). Uchowaj, Panie, uchowaj serce sługi Twego, który Ci składa wyznanie, bym się uważał za szczęśliwego radując się prawdziwą radością. Jest bowiem radość nie będąca udziałem bezbożnych, lecz tych, którzy Cię czczą bezinteresownie; ich radością Ty sam jesteś. I samo życie szczęśliwe polega na radowaniu się z Ciebie, przy Tobie i dzięki Tobie. Takie a nie inne życie jest szczęśliwe. Ci zaś, którzy sądzą, że istnieje inne życie, za inną gonią radością, nie za ową prawdziwą (św. Augustyn: Wyznania X, 22, 32). o.G.
Podoba się : Izabela, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
do góry ↑

Dodaj odpowiedź

załącz pliki »