obraz

Forum Betania » Forum Ewangelizacyjne » EUCHARYSTIA - świadectwo spotkania

Forum Ewangelizacyjne · EUCHARYSTIA - świadectwo spotkania 4 lat temu

W łączności z ofiarą eucharystyczną przyjmij, o Ojcze, mnie samego jako ofiarę żywą, świętą, Tobie przyjemną (Rz 12, 1)
IV Modlitwa Eucharystyczna Nietrudno dostrzec odmienność tej modlitwy. Inność jej wynika z nawiązania do tradycji wschodnich modlitw, a szczególnie tradycji antiocheńskiej, jak również liturgii aleksandryjskiej św. Bazylego. Uderza styl biblijny. Poszczególne strofy stanowią jakby zestaw zdań Pisma świętego tworząc jednak zwartą całość logiczną. Już w Starym Testamencie znana była taka metoda. Polegała ona na gromadzeniu szeregu cytatów z Biblii. Nazywano tę metodę ,,charaz", co oznacza dosłownie wiązanie pereł. Poszczególne zdania modlitwy zachowują cały ciężar swojej treści. Każde z nich mogłoby stanowić przedmiot refleksji i medytacji. Prawie każde z nich stanowi swoiste wyznanie wiary: „Ty jeden jesteś Bogiem Żywym i Prawdziwym". „Tylko Ty, Boże, jesteś dobry". Zdanie „tylko Ty jesteś Bogiem" jest wprost wzięte z izraelskiego wyznania wiary, które pobożny Izraelita odmawiał każdego dnia i przed rozpoczęciem każdego' nabożeństwa w synagodze: „Słuchaj, Izraelu, Pam jest Bogiem naszym. Pan jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga twego z całego twego serca" (Pwt 6, 4—6). „Ja jestem, Ja jeden, i nie ma przede mną żadnego boga" (Pwt 32, 39). To nieprawda, że tylko Credo jest wyznaniem wiary. Owszem tak, ale jednocześnie cała Eucharystia jest proklamacją wiary. Reguła modlitwy stanowi regułę wiary i odwrotnie. Prawie każde zdanie jest potwierdzeniem jakiegoś czynu jedynie dobrego Boga, a ich ciąg ukazuje prawdziwie historię wielmożnych czynów Boga. Słusznie tę modlitwę określa się jako Kanon historii zbawienia. Okazuje się, że chrześcijaństwo nie jest ideologią, zbiorem pięknych egzystencjalnych zadań i twierdzeń, światopoglądem opartym na Bożej logice. Chrześcijaństwo jest zadumaniem się nad działaniem Boga promieniującego przebaczeniem i odkupieńczą miłością. Stałe, nieprzerwane, mimo ludzkich grzechów, niestrudzone, wbrew zawodom, powiedzielibyśmy uporczywe wychylanie się Boga ku ludzkości, stale dokonywane wyjścia Boga i wyprowadzanie z jakże różnych typów ludzkiej niewoli, stanowi historię zbawienia. Cała przeto historia ludzkości ma swoje źródło w miłości Boga Ojca, w Jego hojnym, szczodrym udzielaniu się ludzkości. Zauważmy takie bardzo ciepłe, żeby nie powiedzieć uczuciowe, słownictwo. Jako przygotowanie do niedzielnej liturgii podkreślmy, razem z dziećmi w rodzinie, wyrażenia tego typu: Dobry, miłość, uszczęśliwić (w tekście łacińskim — uweselić), przyjaźń, pośpieszyć z pomocą, umiłować, przynieść radość smutnym itd. Spotykamy tu wielki skrót historii zbawienia. Ale nie jest on zimnym zestawieniem najważniejszych dat historii zbawczej, lecz pełną wdzięczności i radosną konstatacją. I czyż może dziwić fakt, że proboszcz pewnej parafii otrzymał listowne (z wyraźnym podpisem) zapytanie, dlaczego nie posługuje się tą właśnie modlitwą. Niechby takich interwencji było jak najwięcej. Wyliczanie najważniejszych dokonań Bożych w historii zbawienia, tak charakterystyczne dla tej modlitwy, nie zadowala się jednak ogólnikami. Ustawicznie jest mowa o konkretnym człowieku. Przypominają się słowa Jana Pawła II z encykliki „Odkupiciel człowieka": „Sobór Watykański II w swej wnikliwej analizie «świata współczesnego stale docierał do tego najważniejszego w widzialnym stworzeniu punktu, którym jest człowiek, zstępując — tak jak Chrystus — w głąb ludzkich sumień, dotykając wewnętrznej tajemnicy człowieka, tej, którą w języku biblijnym i pozabiblijnym również — wyraża «serce». Chrystus — Odkupiciel świata, jest Tym, który dotknął w sposób jedyny i niepowtarzalny tajemnicy człowieka, który wszedł w jego «serce». Słusznie przeto Sobór Watykański II uczy: «Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Albowiem Chrystus, nowy Adam, objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego po-wołanie». I dalej: «Ten, który jest obrazem Boga niewidzialnego (Kol 1, 15), jest człowiekiem doskonałym, który przywrócił synom Adama podobieństwo Boże, zniekształcone od czasu pierwszego grzechu. Skoro w nim przybrana natura nie uległa zniszczeniu, tym samym została ona wyniesiona również w nas do wysokiej godności. Albowiem On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękami pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu». Redemptor hominis" (nr 8).
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
cd. Zwróćmy jeszcze uwagę na pewne charakterystyczne momenty tej modlitwy. Prefacja jest wspaniałym hymnem zbawienia skierowanym przede wszystkim do Boga Ojca. Hymn ten wysławia Boga i dziękuje Mu za to, że jest, dziękuje za stworzenie, za wielokrotnie zawierane przymierza z ludźmi, przede wszystkim zaś za przyjście Jezusa Chrystusa. Składa dziękczynienie za dar Ducha Świętego i stworzenie Kościoła — Ludu Bożego Nowego Przymierza. W prefacji szczególnie mocno rozbudowana jest tytulatura Boga. Znajdujemy dużo określeń Boga. Jedne z nich odnoszą się do Boga w Jego istnieniu wewnętrznym, do Niego samego (I), inne natomiast wskazują przymioty Boga w odniesieniu do ludzi (II). I Ty jeden jesteś Bogiem żywym i prawdziwym Ty jesteś przedwieczny Trwasz na wieki Mieszkasz w niedostępnej światłości II Tylko Ty, Boże, jesteś dobry Tyś źródłem życia Ty powołałeś wszystko do istnienia Ty napełniasz swoje stworzenia dobrami Dajesz im szczęście. Są to tylko niektóre przymioty umieszczone w prefacji. Ale przecież prefacja jest tylko początkiem modlitwy eucharystycznej, dlatego przymioty te należy uzupełnić jeszcze jakże wieloma zamieszczonymi w dalszym ciągu modlitwy. Wskażmy na niektóre z nich. Jesteś Bogiem żywym i prawdziwym. — W Nowym Testamencie spotykamy połączenie tych wyrażeń w liście do Tesaloniczan. Mieszkańcy Tesaloniki odeszli od bożków, „by służyć Bogu żywemu i prawdziwemu" (Tes 1, 9). Prorok Jeremiasz zaświadcza: „Jahwe jest natomiast prawdziwym Bogiem, jest Bogiem żywym i królem wiecznym" (Jr 10, 10). „Żyjący" jest po prostu tytułem Boga. „Na życie Jahwe" przysięgano. ,,A jeżeli będziesz przysięgał na życie Jahwe, zgodnie z prawdą, słusznie i sprawiedliwie, narody będą przez niego zwać się szczęśliwe i w Nim się będą przechwalać" (Jr 4, 2). Również sam Bóg odwołuje się do swego życia: „Podnieś oczy wokoło i popatrz, wszyscy się zebrali, przyszli do Ciebie. Na moje życie — wyrocznia Jahwe. Tak w tych wszystkich ustroisz się jakby w klejnoty i jak oblubienica opaszesz się nimi" (Iz 49, 18). Stosunkowo natomiast rzadko występuje samodzielnie określenie „prawdziwy". Dzieje się to chyba dlatego, że w języku hebrajskim jest ono synonimem „wierny". A ten ostatni wyraz jest bardzo często stosowany. Prawda Boga utożsamia się z Jego wiernością. Bóg jest Bogiem wiernym, Bogiem Amen. Natomiast w Nowym Testamencie słowo to wyraźnie spotykamy u św. Jana: „Prawdziwy jest tylko ten, który mnie posłał" (J 7, 28). „A to jest życie wieczne, aby znali Ciebie, jedynego, prawdziwego Boga" (J 17, 3), czy wreszcie: „Syn Boży przyszedł i obdarzył nas zdolnością rozumu, abyśmy poznali Prawdziwego. Jesteśmy w prawdziwym Bogu, w Synu Jego, Jezusie Chrystusie. On zaś jest prawdziwym Bogiem i życiem wiecznym" (1 J 5, 20). Tylko Ty, Boże, jesteś dobry. Czyż nie należałoby tu użyć tego określenia w stopniu najwyższym? Myślę, że zastępuje je słowo „tylko Ty" jesteś pełnią dobroci, samą dobrocią. Stwierdzenie to jest ukonkretnione w dalszym ciągu modlitwy. Bóg jest dobry do tego stopnia, że grzesznika traktuje, jakby nie był grzesznikiem. Człowieka po grzechu nie pozostawił pod władzą śmierci. „Czy Efraim nie jest dla mnie synem lub wybranym dzieckiem? Ilekroć bowiem się zwracam przeciw niemu, nieustannie go wspominam. Dlatego się poruszają wnętrzności moje dla niego; muszę mu okazać miłosierdzie!—wyrocznia Jahwe" (Jr 31, 20). Jego miłosierdzie wybacza ludzkie rebelie i twardość karku. „Lecz Ty jesteś Bogiem przebaczenia, jesteś łaskawy i miłosierny, cierpliwy i wielkiej dobroci i nie opuściłeś ich" (Ne 9, 17), to jest, nas. Niech będzie wybaczony jeszcze jeden cytat z Boskiej Biblii. Zawiera on wielce charakterystyczną myśl. Przestrzega przed niebezpieczną, a jednak możliwą, „nieokreśloną nadzieją na bezkarność" z powodu Bożej dobroci: „Ty zaś, Boże nasz, jesteś łaskawy i wierny, cierpliwy i miłosierny w rządach nad wszystkim. Nawet gdy grzeszymy, Twoimi'jesteśmy, skoro uznajemy Twoją moc, ale nie będziemy grzeszyć, bo wiemy, żeśmy za Twoich poczytani" (Mdr 15, l). Ludzkie rebelie nie mogą być wykorzystywane dla usprawiedliwienia miłosierdziem Bożym. Prefacja, jak wspomniano, kieruje się do Boga Ojca. Ale w jej zdaniach zamyka się także inny podmiot — my. Wyraźnie co prawda występuje pod koniec tej modlitwy, ale tkwi w całej prefacji. To my z radością wysławiamy Twoje imię, śpiewając. Człowiek pełni rolę unifikatora pieśni uwielbienia. Wykonuje tę pieśń „z całym stworzeniem, które jest pod niebem". Innym charakterystycznym rysem IV Modlitwy Eucharystycznej jest wyrażony w niej stosunek Boga wobec stworzenia oraz tematyka Kościół — świat. Przede wszystkim ten świat jest dziełem Najwyższego. Tworem Jego mądrości i miłości. Bóg powołał świat do istnienia, aby napełnić go dobrami. Tekst łaciński mówi o błogosławieństwach. Chyba to lepsze wyrażenie. Dobra bowiem kojarzą się z dobrodziejstwami materialnymi. Natomiast błogosławieństwo Boże jest jakoby dopasowane do zmieniających się i różnorodnych sytuacji. W jakimś sensie ma tu swoje zastosowanie zasada, że tam, gdzie otwiera się nieszczęście, gdzie „miejsce" w historii świata staje się wyjątkowo bolesne, jakby nieuleczalne, tam obfituje Boża łaska. Tam ukazuje się Bóg gratiosus, czyli jako szczególnie hojny dawca łaski, ukazuje się wówczas jako wdzięczny, piękny. Przepaść ludzkiej nieudolności przyzywa intensywnie uśmiech łaski Bożej — Jego błogosławieństwo. Wyrażenie „napełnić łaskami" można także rozumieć w sensie udziału wszelkiego stworzenia w Bożej dobroci. Istnienie bytów poza Bogiem jest odblaskiem pełni Jego istnienia. Istnieć oznacza dobro, szczęście. I wreszcie napełnienie dobrami można odnieść do wezwania znowu całego stworzenia, nie tylko człowieka, do stawania się nowym niebem i nową ziemią. „Oto ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię" (Iz 65, 17; Ap 21, 1). Wiemy już, że ten proces najpełniej dokonuje się w Eucharystii, w której konsekracja — przemiana obejmuje cały wszechświat, przygotowując powoli właśnie tę nową ziemię i nowe niebiosa. I pomyśleć, że w tej nowej rzeczywistości partycypować będą cząstki naszej ziemskiej, znikomej rzeczywistości. Dobrodziejstwa przeznaczone dla świata zostają w pewnym zakresie ograniczone poprzez stwierdzenie, że nie całe stworzenie, ale wiele spośród stworzeń „Bóg uszczęśliwi jasnością swojej chwały". Charakterystyczne zestawienie „wszystko" (stworzone) — „wiele". „Wiele" oznacza z pewnością tych, którzy dostąpili łaski poznania Boga i którzy w tym świecie już teraz żyją w głębokiej przyjaźni z Nim. „Wiele" to także określenie sytuacji ludu Bożego Nowego Przymierza — Kościoła. Ich wezwał Bóg z ciemności do swojego przedziwnego światła i przeznaczył do głoszenia Jego potęgi (por. l P 2, 9). Oni już aktualnie uczestniczą w przyszłym dobru, żyją ze wzrokiem utkwionym w nadchodzącą pełnię chwały. „A jeśli spodziewamy się tego, czego nie widzimy, oczekujemy gorliwie i z cierpliwością" (Rz 9, 25). Dobro, które stało się udziałem, stworzenia, jest jego radością i przywilejem i to, które dane jest w nadziei, dokonało się i nadal dokonuje w Chrystusie i przez Chrystusa, przez którego Bóg obdarza świat wszelkimi dobrami. Dzieło to w obecnej fazie życia Kościoła prowadzi Duch Święty, kierując dzieło Chrystusa do pełnej świętości. W IV Modlitwie Eucharystycznej uderza jeszcze inny moment. Bóg potraktował całe stworzenie wyjątkowo hojnie, po królewsku. Logika jednak i sposób postępowania względem człowieka nie wymyka się spod tego samego prawa. Modląc się spotyka się z takim traktowaniem, które dostrzega przede wszystkim dobro człowieka, widzi w największym grzeszniku świadka jego miłości. W takim traktowaniu ludzi ujawnia się znowu uniwersalizm — „pośpieszyłeś z pomocą wszystkim ludziom". Konsekwencją takiego ujęcia jest także modlitwa wstawiennicza o łaski dla „wszystkich, którzy szczerym sercem" szukają Boga. A także „wspominaj, Panie" (znowu wspomnij) na wszystkich zmarłych, nie tylko „swoich" — oddanych, ale także tych zmarłych, „którego wiarę jedynie Ty znałeś". Bóg nie chce targów nad umarłymi, wszelki sąd pozostawił Synowi „w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte sprawy ludzkie według ewangelii" (Rz 2, 16). Czy może być cudowniejszy finał niż królestwo Boże, w którym z całym stworzeniem wyzwolonym z grzechu i śmierci będziemy chwalić Boga bez końca. Ale z całym stworzeniem — logika tu jest bardzo konsekwentna. Chrześcijaństwo nie przyjmuje możliwości życia po śmierci solo — bez współbycia z innymi osobami. Powróćmy jeszcze na krótko do szukania Boga, by stanąć znowu wobec Boskiej logiki, boskiej, to znaczy niepojętej, nieogarnionej. Wydawać by się mogło, że to my przede wszystkim szukamy Boga, i że tym szukaniem w jakiś sposób czynimy Bogu łaskę, stawiamy kreskę po Jego stronie, czyniąc Go naszym dłużnikiem. To On, Bóg, pierwszy nas szuka. Miał rację Pascal, gdy pisał, że człowiek nie szukałby Boga, gdyby go Bóg pierwszy nie odszukał. Radością i przywilejem chrześcijan jest nie tylko poszukiwanie, lecz przyjęcie daru Bożej miłości. Przyjęcie daru nie zapracowanego przez człowieka, lecz podanego z Bożej przychylności i szczodrobliwości. I całego życia nie starczy, by odwdzięczyć się za ten dar, który odszukanego czyni dzieckiem Boga. Modlitwa za szukających Boga — iluż ich jest, czy nie należymy do nich wszyscy. „Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak ziemia zeschła, spragniona bez wody. (...) Myślę o Tobie podczas moich czuwań" (Ps 63, 27). Modlitwa ma na uwadze szukających Boga „szczerym sercem", to jest w prawości i w szczerości poszukiwań. Jeszcze krótkie słowo o charakterystycznym wyrażeniu umieszczonym bezpośrednio przed słowami konsekracji. W modlitwie tej prosimy, by Duch Święty uświęcił przyniesione dary, by one stały się Ciałem i Krwią Jezusa. Działanie takie jest spełnieniem wielkiego misterium, które Chrystus nam zostawił „jako znak wiecznego przymierza". Właśnie chodzi o ten ostatni zwrot. Konstytucje apostolskie używają w tym miejscu określenia: „Spełniamy Jego testament". Modlitwa św. Bazylego natomiast: „Chrystus zostawił nam wielki sakrament miłości". Wyrażenia „znak" i „sakrament" możemy uważać za jednoznaczne. Wieczne przymierze, które Chrystus zawarł poprzez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie, dane jest Kościołowi w znaku. Istnieje ono sakramentalnie, poprzez pośrednictwo znaku. Duch Święty sprawia, że ten znak staje się rzeczywistością, że Msza święta jest odnowieniem wiecznego przymierza. Ten właśnie znak zostawił nam Jezus w słowach: „To czyńcie na moją pamiątkę".
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Ośmielamy się mówić... W życiorysie słynnej myślicielki Simone Weil czytamy, iż w czasie fizycznej pracy na wsi często odmawiała w języku greckim Ojcze nasz. Powiedzieć: odmawiała — to stanowczo nie to. Było to przeżycie, które trudno zamknąć w kilku słowach. Zwyczajna przestrzeń zapełniała .się nieskończonością. Były to chwile przywoływania obecności Jezusa, były to chwile zażyłości z Bogiem. Nie wiem, czy my, mieszkańcy ziemi, potrafimy kiedykolwiek dostrzec całą wymowę faktu, iż możemy mówić do Boga: Ojcze — Abba w języku hebrajskim to dosłownie „tatusiu". Nie dziwmy się takiemu sformułowaniu, bo usynowienie nasze, którego Bóg dokonuje w sakramencie chrztu świętego, jest rzeczywiste. Naprawdę, Bóg do nas mówi: „Tyś jest syn mój miły". Naprawdę, bracie, jesteś synem Nieba, młodszym bratem Aniołów, jesteś wolny, jedyny. Dziecko Boga! Na kartach Pisma świętego Starego Przymierza spotykamy różne określenia Boga, takie jak: Elohim, Jahwe. Imiona te były święte, specjalne. Jak wiemy, przykazanie zabraniało posługiwać się tymi imionami nadaremno. Przy czytaniu, tam gdzie występowało imię Jahwe, odczytywano „Adonai", czyli Pan. Pamiętamy też, że Bóg sam siebie określił w wizji Mojżesza jako „Jestem, który jestem". Mojżesz legitymował się przed ludem ze swojej misji: „Jestem posłał mnie do was" (Wj 3, 14). Muzułmanie mają aż 99 imion boskich, które według tradycji wypisał Allach na ludzkich dłoniach (81 na lewej i 18 na prawej). Prawdziwą rewolucję spowodował Jezus, każąc nazywać Boga Ojcem! Mam mówić jak dziecko do ojca, które najszczerzej, jako do najbliższego adresuje wszystko. Czyni to z ufnym, jasnym wzrokiem, z zapatrzeniem w nigdy do końca nieodczytaną, a przecież pełną miłości twarz ojca. Taki stosunek do Boga jest wynikiem sakramentu chrztu świętego — zanurzenia w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Otrzymany na chrzcie najpiękniejszy Boży podarek — synostwo Boże ustanawia nową jakość, nowe życie. Synostwo Boże to osobowy stosunek do Boga. Jest rzeczą charakterystyczną, że starożytność chrześcijańska w przygotowaniu do chrztu często nawiązywała do okresu szczęścia — do raju, do radosnego obcowania z Bogiem, które było przywilejem i radością prarodziców. Stosunek ten, zrujnowany przez grzech, w sakramencie chrztu zostaje naprawiony. Ojcowskie zaufanie do Boga Nowy Testament wyraża w trudnym do przetłumaczenia słowie, które wyraża z jednej strony odwagę i pewność, a z drugiej radosne zaufanie wobec Boga. Porównajmy teksty z Dz 2, 29; 4, 13 i 29 oraz 28, 31. To samo wyrażenie swoim echem wraca we wstępie do Modlitwy Pańskiej i tłumaczone jest: „Ośmielamy się mówić". To jest właśnie ten duch synowski — owoc Bożego działania w sakramencie odrodzenia. W liturgiach wschodnich wprowadzenie to jest bardziej liryczne i dłuższe. W liturgii koptyjskiej wygląda ono następująco: Panie, który kochasz ludzi, pozwól nam z odwagą, z sercem czystym i duszą skruszoną z twarzą bez wstydu i uświęconymi wargami ośmielić się Ciebie nazywać, Ciebie, Boga świętego w niebie, naszym Ojcem i Tobie mówić... Ojcze nasz... W przekonaniu wiernych ma to być postawa Prarodzica w raju — postawa radości i intymności z Bogiem bez niepokoju, w przeźroczystej wolności Dziecka Bożego. Ale to jest dopiero początek przygotowania we Mszy świętej do uczty ofiarnej, która kończy się łącznością sakramentalną z Jezusem — Zbawicielem, autorem modlitwy, którą nazywamy naszą modlitwą.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
Łamanie chleba — wielu tworzy jedno ciało Przede wszystkim łamanie chleba nie posiada tylko funkcjonalnego znaczenia. Owszem, trzeba było dokonywać łamania chleba w wypadku przynoszenia całych bochenków. Podstawowym ugruntowaniem tego obrzędu jest fakt, że Pan nasz wykonał go na ostatniej wieczerzy. Wspominają o tym opisy ustanowienia, które słyszymy w każdej Mszy świętej: — Dzięki Tobie składając łamał... — Błogosławił, łamał. W przypadku Chrystusa musiał to być bardzo szczególnie charakterystyczny gest łamania, skoro tak mocno utkwił w pamięci i sercach apostołów i uczniów. Uczniowie w wielkanocny wieczór poznali Zmartwychwstałego po łamaniu chleba (Łk 24, 35). Pierwsi zaś chrześcijanie określali całą Mszę świętą jako „łamanie chleba". Chcąc przeżyć okres łamania chleba, nie należy traktować go w oderwaniu od całości. W oddzieleniu od tej rzeczywistości, ku której zmierza, a mianowicie od przyjęcia Jezusa w Komunii. Wówczas bowiem ujawnia się „moc i wymowa znaku jedności wszystkich w jednym chlebie". Wówczas będzie on „znakiem miłości, ponieważ jeden chleb dzieli się między braćmi" (OWMR 283). Nie jest więc rzeczą obojętną, czy uczestniczący we Mszy świętej widzą i przeżywają obrzęd łamania chleba i uświadamiają sobie, że to właśnie z Tego Chleba życie ołrzymuje cząstkę, by stanowić jedno w Chrystusie i przez Chrystusa, czy też otrzymują już „góry przygotowane" cząstki. Nie dziwi nas następująca uwaga: „Chleb Eucharystyczny, jakkolwiek niekwaszony i w formie tradycyjnej, winien być tak sporządzony, aby kapłan w czasie Mszy świętej z ludem mógł rzeczywiście połamać hostię na kilka części i rozdzielić przynajmniej niektórym wiernym" (OWRM 283). Owszem, Kościół przewiduje i nie wyklucza małych hostii, gdy wymaga tego większa liczba przyjmujących Komunię, lub inne racje duszpasterskie. Oczywiście, że taką racją nie może być często nadużywany motyw braku czasu. Bardzo mało jest takich parafii, które wypełniają to polecenie Kościoła. A szkoda. Tak przecież potrzeba jedności, i to najgłębszej, rodzącej się właśnie w Jezusie. Tak mocno potrzeba podkreślenia solidarności zrodzonej z Krwi Baranka, który usuwa to wszystko, co najbardziej dzieli — grzech. Łamaniu chleba winien towarzyszyć śpiew: „Baranku Boży". Śpiew ten — czytamy w ogólnym wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego — można powtórzyć wiele razy w zależności od trwania obrzędu łamania chleba (OWRM 56e). Nie można było pomyśleć bardziej odpowiedniego śpiewu jak właśnie ten. Jeśli bowiem mowa p jedności i miłości, to nie mogą one stać się faktem, gdy rozdziela uczestników liturgicznego misterium — grzech. Dlatego prosimy Jezusa — Baranka, który— „obie części ludzkości uczynił jednością" — zburzył rozdzielający mur — wrogość — z dwóch rodzajów ludzi stworzył w sobie jednego nowego człowieka — wprowadził pokój — jednych i drugich pojednał z Bogiem — w jednym ciele przez krzyż w sobie zadawszy śmierć wrogości — On jest naszym pokojem — przez Niego staliśmy się bliscy przez Krew Chrystusa (Ef 2, 13—19), prosimy obdarz nas pokojem.
Podoba się : niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik, niezalogowany użytkownik,
do góry ↑

Dodaj odpowiedź

załącz pliki »